Dodaj do ulubionych

boli...ale nie wolno się poddać

24.02.07, 22:48
Witajcie,
To mój pierwszy raz, gdy postanowiłam podzielić się swoimi przeżyciami. Od
półtora roku prawie codziennie myślę, o tym co dotknęło mne i moje dzieci
(jeszcze maluchy - 8 i 3 lata). Byliśmy dobrym, kochającym się małżeństwem,
wspaniałą rodziną, której niczego nie brakowało. Któregoś dnia dowiedziałam
się, że mój mąż ma romans z 20 lat młodszą od siebie dziewczyną (miała 19
lat). Na początku czekałam, milczałam, miałam nadzieję, że to przelotne
zauroczenie, po 2 miesiącach nie wytrzymałam i rozmówiłam się z mężem, nic to
nie dało, brnął dalej w związek dla mnie totalnie absurdalny, niszcząc
wszystko to co osięgnęliśmy. Po 4 miesiącach koszmaru i okropnego upokorzenia
z jego strony podjęłam decyzję o rozwodzie, miałam jednak nadzieję, że
taki "zimny kubeł wody" spowoduje, że wróci do domu.... jeszcze pomiędzy
kolejnymi sprawami rozwodowymi prosiłam...ale żadne argumenty nie były
wystarczające...nawet płaczące dzieci, proszące tatę o powrót do domu. Wiele
misięcy bólu, nieprzespanych nocy, płaczu...doprowadziły mnie do totalnej
ruiny psychicznej i fizycznej. Mój mąż zamienił się w potwora - człowieka z
jakim nigdy w życiu nie miałam kontaktu - niszczył wszystko...straciliśmy
rodzinę, małżeństwo, dom naszych marzeń, który budowaliśmy przez wiele lat,
poczucie godności, własnego ja, sensu dalszego życia...nasze dzieci cierpiały
najbardziej, nie opuszczały mnie na krok...tak bardzo się bały, że mogą
stracić także drugiego rodzica....

Mogłabym jeszcze wiele napisać, lecz nie chcę się żalić, pokazaywać jaka ja
jestem nieszczęśliwa...Chciałabym raczej dać Wam trochę nadzieji, że po takim
koszmarze można jeszcze żyć.

Podejmując decyzję o rozwodzie nie zdawałam sobie sprawy co to tak na prawdę
oznacza. Jak będzie wyglądało moje życie a przede wszystkim życie moich
dzieci. Teraz zadaję sobie pytanie, czy postąpiłam słusznie, czy może
powinnam czekać dłużej, dać więcej czasu mężowi...wówczas nie wiedziałam co
robić, emocje, żal, ból - wszystko to nie pozwalało myśleć racjonalnie.

Lecz dzisiaj wiem, że każdy z nas ma szasnę wyjść z takiego dołka, wyjść na
prostą, jeżeli można to tak nazwać. Zaczynanie życia od nowa po 10 latach
małżeństwa jest trudne, lecz nie jest niemożliwe - trzeba jednak odnaleźć
sens nowego życia, zatrzeć ślady przeszłości jak tylko można najlepiej, nie
rozpamiętywać ciągle tego co się stało, nie wracać do bólu.

Żyję teraz dla moich dzieci, to one stanowią sens mojego życia, to dzięki
nim, któregoś dnia powiedziałam sobie, że nie mogę się poddać...przecież tak
na prawdę jeszcze całe życie przed nami...odbudowuję wszystko to co zniszczył
mój mąż dla moich dzieci i dla siebie.


Obserwuj wątek
    • akacjax Re: boli...ale nie wolno się poddać 25.02.07, 09:54
      Niby wszystko ładnie, ale-właśnie małe "ale". Nie można swojego życia zamieniać na życie dla dzieci. Ani się obejrzysz, a będą dorosłe, nawet zanim to nastąpi częściej nie będzie ich w domu. I wszystkie zmory wrócą.

      Nowe życie trzeba (i zawsze można) zaczynać, ale dla siebie.
      Nie znaczy, że należy od razu szukać drugiej połówki..przeciwnie, trzeba nauczyć się swojej singlowatości, ogarnąć samotność, a wtedy życie nabierze barw.

      Napisz o relacjach dzieci z ojcem. Uporały się z jego odejściem?
      • tropfe36 Re: boli...ale nie wolno się poddać 25.02.07, 12:01
        Moja historia jest podobna...Udane małeżństwo...kochane maleństwo..i romans
        męża..Czekałam długo..Walczyłam...Cierpiałam, wierzyłm,że to minie..Obecnie
        jestem po rozwiodzie..Pogodziłam się, z tym,że ułożył sobie życie z tamta
        kobietą, z nią buduje dom, ma dziecko..Mi pozostał nasz syn..Jednak dziecko ma
        dwoje rodziców i wymagam od exa równego uczestnictwa w życiu syna..Pamiętaj,że
        on jest nadal ich ojcem i nic nie zwalnia go z tego obowiązku..A Ty wówczas
        będziesz miała trochę czasu dla siebie, nie możesz żyć życiem tylko
        dzieci...Pamiętaj o sobie..Życzę siły..
        • 374.4w Re: boli...ale nie wolno się poddać 25.02.07, 12:47
          nie możesz zyć dla dzieci, musisz dla siebie, w przeciwnym razie zamęczysz
          dzieci, a sama będziesz nieszczęśliwą cierpiętnicą z poczuciem poświęcenia
      • scriptus Re: boli...ale nie wolno się poddać 25.02.07, 13:30
        Otoz to, Akacjo, ladnie to napisalas, trzeba zyc dla dzieci i dla siebie,
        dodam, ze kazdy czlowiek zyje takze dla innych, wtedy nie jest nigdy do konca
        samotny. Zycie w zwiazku nie jest jedynym sposobem na szczescie, choc chyba
        najwiecej ludzi doswiadczylo szczescia w zwiazkach.
      • magda23192872 Re: boli...ale nie wolno się poddać 26.02.07, 07:24
        Dla mnie żyć dla dzieci to tak na prawdę znalezienie sensu nowego życia, po
        jego totalniej ruinie, po dniu, w którym wszystko co pieczołowicie budowaliśmy
        rozsypało się jak domek z kart. Zgadzam się, że nie można przekroczyć
        zdroworozsądkowej granicy, aby nasze życie nie zamieniło się w życie dzieci.
        Staram się. Po 10 latach życia dla rodziny, męża, dzieci...zaczynam mieć czas
        dla siebie, na swoje zainteresowania, realizację marzeń, a co w tym wszystkim
        najlepsze...zaczynam czuć się kobietą...

        Moje dzieci nie uporały się z jego odejściem ojca. Córka (8 lat), która była
        bardzo z nim związana, nie chce go widzieć. Nie pomagają tłumaczenia, rozmowy,
        psycholog...widzę, że bardzo cierpi. Nadal go kocha, lecz nie chce utrzymywać z
        nim kontaktu...każde spotkanie czy telefon bardzo ją bolało, płakała, zadawała
        tysiące pytań i któregoś dnia sama całkowicie go odrzuciła. Nie potrafię dać
        sobie z tym rady. A synek to jeszcze maluch (3 latka) jest szczęśliwy, gdy może
        spotkać się z tatą, gdy się rozstają często zadaje pytanie "tatusiu a dokąd Ty
        jedziesz?". Po każdym z spotkaniu z ojcem jest bardzo "rozchwiany"
        emocjonalnie, całkowicie się blokuje, w przedszkolu nie chce się bawić, jeść,
        nie pozwala zbliżyć się do siebie. Po kilku dniach do mija, wycisza się, staje
        się znowu radosnym trzylatkiem, kolejne spotkanie z tatą, chwilowa radość,
        później rozczarowanie i znowu to samo...
        To straszne patrzeć jak własne dzieci cierpią. I może dlatego chcę im jakoś to
        zrekompensować. Ale czy słusznie? Sama już nie wiem...To najtrudniejsza strona
        rozwodu..nie da się całkiem o wszytkim zapomnieć...

        Jak najlepiej pomóc dzieciom przejść ten okres?
        • alexolo ta sama historia 26.02.07, 07:54
          ooo rany magda jak przeczytałam twój post ..myslałam że piszesz o
          mnie..hihi
          ta sama historia...ten sam scenariusz..te same dylematy...ten sam problem
          z trzylatkiem...i te same wnioski na koniec.-.można wyjść na prostą i zyć
          dla siebie i dla dzieci!!!
          patrz @
          • magda23192872 Re: ta sama historia 26.02.07, 10:00
            ..takich historii, często identycznych jest dużo więcej. Od dnia, gdy moje
            cudowne, rodzinne życie rozsypało się, analizuję to co dzieje się dookoła i
            dochodzę do strasznych wniosków. Dlaczego nasze historie są podobne do siebie?
            Przecież to nie przypadek. Świat zatraca normy, moralność, wzorce. To wszystko
            przestaje istnieć. 19 letnia dziewczyna bezpardonowo wchodzi do czyjegoś życia,
            niszczy je z premedytacją, niszczy przyszłość dwojga dzieci...dlaczego?
            Dlaczego nie potrafi powiedzieć nie, gdzie jej sumienie? Nie ma sumienia, to
            czysty egoizm, częć łatwiejszego startu w życie. Ma możliwość wyboru -
            zaczynania życia jak większość z nas...lub inaczej, lepiej, bo związek z 40
            letnim mężczyzną, ustabilizowanym finansowo jest fanem - drogie prezenty,
            ekstra samochodzik, wyjazdy, wakacje za granicą, perspektywa wejścia już na
            gotowe, na poziom, którego być może w innym ukłądzie nigdy by nie osiągnęła.

            Tyle się o tym mówi, lecz nikt nic z tym nie robi. Postrzegam to jako problem
            społeczny i bardzo chciałabym coś z tym zrobić, aby inne dzieci nie cierpiały
            tak jak moje, aby inne kobiety nie traciły godności, nie były poniżane. Czy Wy
            to widzicie?

            W moim przypadku, ta dziewczyna znała doskonale moje dzieci. Dzieci ją bardzo
            lubiły...spójrzcie ile w tym wyrachowania, perfidii. Nikt nie przekona mnie, że
            to wielka miłość od pierwszego wejrzenia. Jak można budować swoje szczęście na
            cudzym nieszczęściu. Nie rozumiem i nigdy tego nie zrozumiem. Wychowano mnie
            inaczej.

            Czy mieliście potrzebę sprzeciwienia się temu co się dookoła dzieje? Czy warto?
            • akacjax re 26.02.07, 11:07
              dziewczyna była młoda i bezwzględna, ale nie zapominaj, że tysiące takich chodzi i kusi, a jednak wielu mężczyzn opiera się tym pokusom...
              A niektórzy mają rodzinę gdzieś. Odchodzą i nie maja z tym problemu, że rozwalili rodzinę.
              • magda23192872 Re: re 26.02.07, 11:22
                Ale teraz to jakaś straszna plaga...tyle mażeństw się rozpada, większość z tego
                samego powodu. Mężczyźni nie wytrzumują dzisiejszego życia, obowiązków, stresu,
                uciekają do pozornie lepszego życia - młoda dziewczyna, cluby, rozrywka i po
                prostu fun, a my dźwigamy dalej na swoich plecach cieżar dnia codziennego.
                To niesprawiedliwe. Oni są strasznymi egoistami.
                Mój mąż chciał, aby dzieci urodziły się w tym samym miesiącu (i najlepiej dniu)
                co on. Córka urodziłą się dzień po jego urodzinach, a synek 5 dni, choć miał
                dokładnie w dniu urodzin. Teraz gdy o tym myślę, to śmiać mi się chce z mojej
                naiwności i głupoty, ale to już jest wynikiem uczucia jakim obdarzamy facetów.
            • alexolo HIHI 26.02.07, 12:33
              I ZNOWU ANOLOGIA...KOCHANIC A MĘZA BYŁA NASZA znajoma od 9 lat...jak
              sie potem okazało...rano przychodziła do męza kochac sie w naszym
              łóżku...a wieczorem przychodziła ze swoim chłopakiem do nas na
              kawe...wszstkie niemal weekendy od 2004 roku spędzaliśmy razem za
              mistem w czwórke....
              ach te kolezanki
              • wiewiorka29 Re: HIHI 26.02.07, 12:49
                No pięknie... to panowie sobie daleko nie szukali... Aż tak dobrze się przed
                Wami maskowali??
                • delika1 Re: HIHI 26.02.07, 13:45
                  Wydaje mi się,ze Twoje dzieci (zwłaszcza córka), są wciągane w sprawy rozwodu,
                  że grasz dziećmi.Myślę,że dojrzała postawa rodziców, i nie przekładanie swojego
                  bolu i gniewu do główek dzieci nie doprowadziloby do nienawiści do 2-go
                  rodzica.I dzieci zazwyczaj godzą się z zaisniałą sytuacją-może to troche trwa,
                  może przezywają stres, ale nie w takim stopniu w jakim to opisujesz.Myślę, ze
                  nie powinnaś wciągać dzieci w to piekło.I powinnaś zadbać o siebie i swoje
                  emocje.Jakiś sztuczny patos bije z Twojego maila.Oczywiście zachowanie Twojego
                  meża jest paskudne,że by nie było,że pochwalam romanse, kochanki itd.
                  • magda23192872 Re: HIHI 26.02.07, 17:17
                    Dzieci chcąc nie chcąc uczestnczyły w tym co działo się w domu.
                    Widziały jak tata wstawał od stołu, przerywając rodzinny obiad, wychodził z
                    domu i wracał następnego dnia rano, to one doświadczyły samotnych świąt, gdy
                    tata zniknął w nocy, gdy spaliśmy wysyłając jedynie sms'a, że jedzie do domu
                    swojej kochanki, to one doświadczyły całego zła z jego strony, gdy robił
                    wszystko, aby wyrzucić nas z naszego domu (upozorowane włamania, odcinanie
                    prądu, brak dostępu do ochrony, wymianę zamków.........). To także one były
                    świadkiem, gdy do naszego domu, przyjechał rzekomy nowy właściciel uzgadniać
                    remont naszego (nie jego) domu i dał na tydzień na opuszczenie go w trybie
                    pilnym. Czy mam dodać więcej? Wolałabym nie...zbyt upokarzające

                    Jak może czuć się dziecko, które jest świadkiem tego wszystkiego. Trudno ukryć
                    emocje, gdy przeżywa się taki horror. Starałam się jak mogłam, lecz trudno
                    zachować zimną krew w takich sytuacjach...Trudno jest się uśmiechać, gdy twój
                    mąż na oczach Twoich dzieci podnosi na ciebie rękę....

                    Nie życzę nikomu tego co przeżyliśmy...nie potrafię traktować po tym wszystkim
                    swojego męża jak partnera, z którym po prostu rozstaję się. Boję się o dzieci,
                    gdy spędzają z nim czas..
            • a.niech.to Re: ta sama historia 26.02.07, 13:53
              magda23192872 napisała:

              > 19 letnia dziewczyna bezpardonowo wchodzi do czyjegoś życia,
              >
              > [...]
              > związek z 40
              > letnim mężczyzną, ustabilizowanym finansowo jest fanem - drogie prezenty,
              > ekstra samochodzik, wyjazdy, wakacje za granicą, perspektywa wejścia już na
              > gotowe, na poziom, którego być może w innym ukłądzie nigdy by nie osiągnęła.
              Jest tylko jeden mankament: za te cudeńka płaci się życiem. Warto? Moim zdaniem
              dziewczyna podpisała na siebie wyrok w zawieszeniu.
              • magda23192872 Re: ta sama historia 26.02.07, 17:05
                Tak myślisz? A mój mąż twierdzi, że jest szczęśliwy i że buduje prawdziwy
                związek, na trwałych fundamentach. Czy wierzycie w takie związki? Związki, w
                któych dzieli kochanków pokolenie?
                • wojtekp67 Re: ta sama historia 26.02.07, 17:33
                  A daj spokój. Głupota do kwadratu jak dla mnie. Ona szuka ojca a on córki?
                  Nie wyobrażam sobie. Podobno u faceta nazywa sie to kryzys wieku sredniego. smile
                • alexolo Re: ta sama historia 26.02.07, 17:39
                  magda ty sie nie tłumacz...i nie zadreczaj sie czy jemu wyjdzie ten
                  czy inny zwiazek...to drań i tchórz..nie zasługuje na was...
                  jak drań miał prawo odejść to ty masz prawo do szczęścia...ty i dzieci

                  pewnie im sie uda przez jakiś czas...a potem........
                  ale ciebie to nie bedzie już obchodzić...człowiek ,który tyle złego
                  zrobił swoim najblizszym...nie zasługuje na to aby zaprzatał twoje myśli...

                  walczysz w sądzie?
                  • magda23192872 Re: ta sama historia 26.02.07, 18:02
                    Na początku zgodziłam się na rozwód bez orzekania winy, pod wpływem szantażu i
                    zastraszania z jego strony. Miałam po prostu dosyć, chciałam się od tego
                    wszystkiego uwolnić. Po orzeczeniu rozwodu, a jeszcze przed uprawomocnieniem,
                    znowu zaczął się koszmar - on po prostu poczuł się bezkarny. Robił co chciał.
                    Zabierał mi dzieci - jechałam do szkoły czy przedszkola i dopiero tam
                    dowiadywałam się, że dzieci już nie ma, nie odbierał telefonów, wypisywał i
                    nadal to robi, że odda je kiedy będzie chciał...ale to wszystko by mnie nadal
                    straszyć, gnębić, bo do tej pory dzieci wracały do domu (późno to późno ale
                    wracały, odwoził je). Jest jednak bardzo nieodpowiedzialny. 3 letniego synka
                    potrafi odebrać z przedszkola i zostawić go samego w domu kochanki z nią i całą
                    jej rodziną. Maluch w takich sytacjach nie wie co się dzieje.

                    Nie wspomnę już o alimentach...nie płacił i nie płaci i jak twierdzi nie ma
                    zamiaru. To wszystko spowodowało, że powiedziałam sobie, że nie mogę dalej dać
                    się poniżać i dać się tak traktować - wniosłam apelację jeszcze przed
                    uprawomocnieniem się wyroku - chcę orzekać jego winę i ograniczyć prawa
                    rodzicielskie. Musimy mieć spokój....codziennie gdy jadę do przedszkola boję
                    się, że znowu synka tam nie będzie...co wówczas? Niestety wiem, że w chwili
                    obecnej nic nie byłabym w stanie zrobić. Czasami zastanawiam się czy nie
                    wyolbrzymiam tej sytuacji? Czy może to żal do niego i uraz powoduje, że czarne
                    myśli mnie nie opuszczają? Nie wiem, nie potrafię odpowiedzieć na to
                    pytanie...Jednak ile razy rozmawiam z ludźmi, psychologami...zawsze słyszę
                    jedno i to samo..."to nie jest normalne co robi ten człowiek, chroń przed nim
                    dzieci i siebie". To okropne uczucie....
                    • angoisse Re: ta sama historia 26.02.07, 18:17
                      Czytam i... tym bardziej nie rozumiem czemu ty sie jeszcze zastanawiasz nad tym
                      czy panu mezowi wyjdzie zwiazek z 19nastka czy nie. A olej to!
                      Zalatwic sadownie rozwod za jego wina, zasadzic godziwe alimenty, jak nie placi
                      to do komornika, ustalic kiedy i na jakich zasadach moze sie widziec z dziecmi,
                      podzielic majatek I KONIEC.
                      Jak mialas takie jazdy z tym facetem to jeszcze pare miesiecy po zamknieciu
                      sprawy bedziesz pewnie w strachu jezdzic do tego przedszkola. Ale to minie gdy
                      postawisz mu granice we wwlazeniu ci na glowe. Nie walcz z nim, ale o
                      sprawiedliwy rozwod i spokoj swoj i dzieci. Przestan sie zajmowac nim i jego
                      przyszlosciowym zyciem, zalami do niego i mysleniem jak mu w nowym zwiazku.
                      jestes ty sa dzieci, masz o czym myslec zeby wam bylo dobrze, a on niech sobie
                      zyje jak chce byle wam juz w zyciu nie bruździł, a o to postaraj sie w sadzie.
                      • alexolo Re: ta sama historia 26.02.07, 18:56
                        magda to co pisze angoisse jest 100% prawdą ..
                        kobito.. ty nawet 2 minut sie nie zastanawiaj
                        walcz i nie daj sie więcej manipulować
                        skoro zniosłas to wszystko...wytrzymasz jeszcze i dasz rade powalczyć o
                        godnosc i świety spokój.
                        niktóre typki potrzebuja nakazów od górnych i ustalenia granic.....z
                        moim próbowałam sie dogadać szłam na reke jak mogłam..ale totalnie mnie
                        lekcjiważ\ył i olewał.....tak wiec koniec dobroci dla zwierzat....hih
                        wszystko bedzie ustalone sadownie....mam nadzieje że tych postanowień
                        bedzie sie trzymał!!!!
                        • magda23192872 Re: ta sama historia 26.02.07, 21:19
                          Życzę Ci, aby się trzymał tych postanowień. Na niektórych sąd działa
                          odwrotnie...mszczą się później całymi latami za rzekomą krzywdę im
                          wyrządzoną..nie pamiętając oczywiście, dlaczego w sądzie się znaleźli...
                          • akacjax Re: ta sama historia 27.02.07, 14:15
                            W jaki sposób się mszczą?
                            A poza tym pamiętaj, że istnieje policja, prokuratura, często rozmowa z dzielnicowym załącza hamulce.
                            • magda23192872 Re: ta sama historia 27.02.07, 19:07
                              W jaki sposób się mszczą? Ja regularnie co drugi, trzeci dzień jestem
                              zasypywana e-mailami, sms'ami, jaka to ja jestem podła, zła, wulgaryzmy i
                              wyzwiska, grożby, kłamstwa, manipulacja, chcęć zrobienia ze mnie osoby wręcz
                              chorej umysłowo. Po takiej burzy jest chwila ciszy i znowu to samo...
                              Prokuratura, policja...te miejsca miałam "przyjemność odwiedzić" dzięki mojemu
                              mężowi, który wymyślił taką formę zastraszania mnie...tak na prawdę w celu
                              uzyskania tego co chciał...

                              Na początku się bałam, później zrozumiałam, że nie powinnam, bo wszystko co on
                              robi, to robi przeciwko sobie...tylko, że on tego nie rozumie, czuje się
                              bezkarny...

                              • alexolo i dla tego więc bierz sprawy w 27.02.07, 23:14
                                swoje ręce!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka