Dodaj do ulubionych

i co zrobić????

26.03.07, 23:09
witam fajnie ze tu trafiłemsmile mam 34 lata 13 lat małzenstwa i dość
wszystkiego.chce odejść od Żony tylko zal mi dzieci 2 synów (9 11 lat)nie
wierze ze cos moze sie zmienic w zwiazku który trwa tyle lat i był
"poprawiany"tyle razy ale zawsze wszystko wracało, jak nie zyc
przeszłością?jak popatrzeć w przód i tam iść?czy "nowa droga" bedzie lepsza i
czy po tylu latach to jeszcze miłość czy przyzwyczajenie.czy łatwo przez to
przejść,chce sie rozstac ugodowo ale czy kobieta która tyle czasu chciała
dominować to zniesie?czy rozstanie sie po ludzku? pozdrawiam Tych co przeszli
i Tych co idą w tą strone
Obserwuj wątek
    • z_mazur Re: i co zrobić???? 27.03.07, 07:45
      Jakoś tak czuję, że nie jesteś jeszcze do końca przekonany co do rozwodu.
      Jeszcze zastanawiasz się, czy Twojego małżeństwa nie da się jakoś naprawić.
      Nie znamy odpowiedzi na to pytanie. Mogę Ci tylko powiedzieć, że rozwód nie
      jest wcale takim prostym rozwiązaniem. Może spróbowalibyście terapii zanim
      podejmiecie ostateczne decyzje. Twoja żona wie o Twoich planach rozwodowych???
      Jeśli tak to jak na nie reaguje?
      • rafanetka Re: i co zrobić???? 27.03.07, 08:06
        Też to tak odebrałam. Sama się zastanawiałam czy podjełam słuszną decyzje. I
        nadal mam tysiące pytań, wątpliwości, w głowie kołacze mi się milion myśli.
        Gdzieś w głębi duszy jestem spokojna i poukładana. Ale nie życze najwiekszemu
        wrogowi przejścia przez piekło które nazywa się rozwód. Z tego co obserwowałam
        mojego męża to nie ma znaczenia po której stronie jesteś. Czy to Ty odchodzisz
        czy odchodzą od Ciebie. Ratujecie związek, nawet z małej iskierki, która gdzies
        się tam może tli między wami można wzniecić ogień, czy choćby płomyk który
        pomoże wam w dalszej drodze. Macie dzieci, a piekło jakie one będa przeżywały
        jest nieporównywalne do waszego.
      • em120777 Re: i co zrobić???? 27.03.07, 08:11
        Mnie tez tak sie wydaje....
        Wiesz małżeństwo to coś na co mam nadzieje decydowaliscie sie współnie, to nie
        pasmo samych miłych chwil i nic łatwego - a przeciwnie chyba najtrudniejsza
        sprawa w życiu poza wychowaniem dzieci... Wydaje mi sie, ze podejmowanie
        jednostronnej deyczji jest conajmniej " nie fair" wobec małzonki. Moze trzeba
        sie zdobyć na bardzo szczera, bolesną nawet rozmowę i powiedzieć rzeczy które
        bola, przeszkadzaja a co najważniejsze powiedzieć prawde!!!! (mój m. ostatnio
        powiedział mi, ze mówił mi zawsze to co "podobno" chciałam usłyszeć). A potem
        starać sie samemu ponad miarę być lepszym człowiekiem, lepszym partnerem... tak
        mysle i żałuję, że nie dano mi powalczyć o swoje małżeństwo, że zostalam
        wyłączona z dyskusji i skazana bez pytania.... Może faktycznie terapia pomże
        Pozdrawiam M.
        • danagr Re: i co zrobić???? 27.03.07, 10:37
          widze, ze nie ja jedna zostalam potraktowana jak i Ty, a to jest najgorsze,
          kiedy ktos za nas podejmuje decyzje nie dajac zadnej szansy. Dlatego uwazam, ze
          nie nalezy sie poddawac i sprobuj powalczyc. Nie podejmuj sam tej decyzji, jest
          was w koncu dwoje w tym zwiazku.
        • alumek Re: i co zrobić???? 28.03.07, 00:23
          Rozumiem,tylko ja wiem jak było u mnie i widze to gdy juz nie mieszkam z żona
          iod jakiegoś czasu patrze na to z dystansu,kiedys nie było dyskusji na zaden
          temat a teraz nawet maja byc długie rozmowy bo nagle świat sie wali i i co zrobi
          dalej jak "byłem" to jakos nikt nie chciał sie ze mnną liczyć a teraz nagle
          kazde moje zdanie ma sie liczyć?po co to mydlenie oczu jak za pewien czas
          wszystko wróci do "normy"a jesli chodzi o terapie to jakos mnie to nie
          przekonało po jednej z wizyt, bo nagle "Ktoś"zawsze wygadany stracił jezyk i tyle.
          Pozdrawiamsmilesmilewink
    • yamato36 Re: i co zrobić???? 27.03.07, 13:07
      mam taką samą sytuacje jak Ty, bardzo to przeżywam bo to poprostu zwyczajnie
      boli
      ja postanowiłem zakończyć 15 lat małżeństwa bo ........już nie mam siły
      nie wiem jaka będzie moja przyszłość , jaka twoja ale jedno wiem trzeba
      skończyć , przerwać układ który nas wykańcza bo życie nie może być cały czas
      okrutne
      ja jestem już emocjonalnym wrakiem ,ale jeżeli ty czujesz jeszcze w sobie siły
      to próbuj tylko pomyśl czy za dwa czy trzy lata nie będziesz pisał podobnego
      postu ? ja tak zmarnowałem 6 lat
      myślisz o dzieciach ? ja tez myślałem to oczywiste tylko czy uchronisz je od
      bólu waszego rozstania ? czy wasze kłutnie nie zrobią wiekszych spustoszeń w
      ich głowach ?

      • ivone7 Re: i co zrobić???? 27.03.07, 14:06
        przeczytalam uwaznie wasze posty..szczegolnie post yamato..miedzy wierszami
        przeczytalam, ze probowaliscie ratowac wasz zwiazek 6 lat temu...na jakis czas
        pomoglo..teraz wraca do starego...i taka mnie naszla refelksja, ze w zyciu tak
        bywa, ze jak jest lepiej to nie staramy sie, nie pielegnujemy..a o zwiazek
        trzeba dbac jak o roslinke podlewac, nawozic...nawet najpiekniejszy kwiat nie
        podlewany usycha...
        mysle ze warto ratowac..ale miec w pamieci jak latwo jest cos takiego utracic,
        jakie to wszystko ulotne..
        ale jest i druga strona medalu..le sie dzieje w zwiazku, to sa i klotnie i
        ciche dni i wzajemne pretensje i wiele innych nieprzyjemnych spraw..a w tym
        wszystkim dzieci, na nie to absolutnie dobrze nie wplywa..moze warto na jakis
        czas odejsc, jak to radzili niektorzy we wczesniejszych postach zeby nabrac
        dystansu..rozwod to naprawde ostatecznosc
        • beatkach Re: i co zrobić???? 27.03.07, 14:19
          Rozwód to faktycznie ostateczność, ale jak sa dzieci to takie odejście na próbe
          a potem powrót, a potem (zakaładam najgorszy scenariusz) znowu rozstanie... to
          dopiero im namota w głowach i emocjach...
          Oczywiście utrata dotychczasowego domu jest straszliwą stratą, to zawala sie
          świat ale przynajmniej raz i trzeba zacząć budować na sprzątniętym rumowisku.
          Zastanawiam się jak bardzo boli odchodzenie i powracanie czy nie lepiej pożegnać
          sie raz, a dobrze po wypróbowaniu wszelkich innych sposobów ale bez
          wyprowadzania się i odchodzenia od siebie w trakcie?
          • ivone7 Re: i co zrobić???? 27.03.07, 16:53
            powiem szczerze nie mam zielonego pojecia..przeczytalam tutaj o tym, ze moze
            czasami warto na chwile odejsc, zeby zlapac dystans i jak to przemyslalam to
            moze jakas racja w tym jest...bo przerywamy to kolo zamkniete jakim sa klotnie,
            awantury, ponizanie, wyzywanie sie na drugiej osobie...
            dzieci..im mozna powiedziec ze tata wyjechal w delagacje...i mysle ze to by
            mniej namieszalo w glowach, niz wysluchiwanie tego wszystkiego co sie miedzy
            rodzicami dzieje...
            a druga strona moze zateskni, zrozumie...ja nie mowie ze to jest swietne, ale
            jedno z mozliwych rozwiazan...
            • yamato36 Re: i co zrobić???? 27.03.07, 17:13
              właśnie tak chce zrobić jak piszesz ivone7
              może jest też to dobre wyjscie dla autora postu?
              takie troche......humanitarne?
    • yamato36 Re: i co zrobić???? 27.03.07, 17:09
      właśnie jestem po rozmowie z żoną i mam wrażenie - jestem pewien że Wy kobiety
      dużo łatwiej znosicie zmiany niż mężczyżni
      zwłaszcza tacy którzy chcieli mieć dom , schronienie którzy mieli cel w życiu
      czy ja- my nie pielęgnowaliśmy związku ? pewnie tak ale czy zasłuzyliśmy na
      takie traktowanie ?czy można nas normalnych eacetów wymienić jak rękawiczki ?
      wiecie , ja poświęciłem swoje życie budowaniu naszego domu , czułem sie jak ten
      misjonarz co nawracał murzynków , a oni wcale nie chcieli sie nawracać bo im
      tak dobrze sie żyło
      czy mozna narwócić, zmienić człowieka ale tak naprawde ? moim zdaniem nie
      lub jest to bardzo trudne , a gwarancji nie ma
      czy mozesz , chcesz zaryzykować ?pewnie możesz , możesz też odpuścić i
      podporządkować sie żonie jest to jakieś wyjście ale wtedy już nigdy nie
      będziesz miał swojego zdania
      ja postanowiłem wyjechać za granice tylko po to zeby nie zwariować
      ktoś powie że uciekam od problemów , tak ale boje sie o własne życie

      dla mnie świat sie zawalił........

      • crazyrabbit Re: i co zrobić???? 27.03.07, 17:26
        Wyjazd za granicę to niestety ucieczka... Chociaż czasem pomaga się
        zdystanować , kiedy kontakt ograniczony jest do minimum , jesteś daleko i
        patrzysz na swoje zycie z innej perspektywy.
        Ale jeżeli masz dzieci , to wyrzadzisz im ogromną krzywdę.
      • ivone7 Re: i co zrobić???? 27.03.07, 17:32
        ja nienawidze zmian...kazda zmiana to u mnie stres i to straszny..
        mysle ze nie zalezy to od plci, tylko od charakteru, osobowosci itd...
        po swoich doswiadczeniach wiem, ze w moim zwiazku zle sie dzialo, bo ja bylam
        podporzadkowana mezowi, a on mnie nie szanowal...i od tego wszystko sie
        zaczelo..
        nie wiem czy robisz dobrze wyjezdzajac zagranice, ja mialam na mysli gora
        miesieczne rozstanie....
        ale rozumiem cie..trzeba sie szanowac, bo jesli sami sie nie bedziemy szanowac
        to nikt nie bedzie..
        pozdrawiam serdecznie
        i zycze powodzenia
    • alumek Re: i co zrobić???? 27.03.07, 23:22
      Witam wszystkich smile.dzieki za taki odzew i jest mi super jak to czytam.Wracajac
      do mnie to mam juz dosc i jakos nie umiem tego kontynłowac chcemy sie rozstac po
      ludzku i z "klasą"ale czy to mozliwe?czy kiedy człowiek zaczyna rozumiec ze juz
      sie nic nie zmieni w tym wszystkim bo tak naprawde mimo wszystkich obietnic i
      postanowien jestesmy tymi samymi osobami i po czasie znów wraca to samo czy ta
      cała "droga"jest warta tego wszystkiego co moze nas spotkac?Wiem ze rozwód to
      ostatecznosc ale jak nie zrobie porzadku w swoim zyciu teraz to pózniej juz moze
      mi go braknac bo mam jedne a gratisów tu nie ma.Ciekawi mnie co bedzie z nami
      jak kiedyś bedziemy chcieli poukładać sobie coś nowego z kims innym jak to
      bedzie moze ktos mi podpowie bo moja wyobraznia nie działa w tym kierunku..
      Pozdro dla wszystkichsmile
      • nangaparbat3 Re: i co zrobić???? 28.03.07, 00:49
        na mój gust to zbyt prędko chcesz mysleć o układaniu sobie zycia z kimś innym.
        Ja akurat mam za soba bardzo pozytywne doswiadczenie rozwodu, własciwie jak
        teraz na to patrzę, prawie bezbolesne (co mialo boleć, bolalo wcześniej, przed
        decyzja o rozstaniu).
        Ale na takie dobre rozstanie trzeba zgody obojga, jak juz ktos slusznie
        napisał. Mojemu bylemu meżowi zabrało połtora roku przekonywanie mnie, ze
        lepiej nam bedzie osobno - i przekonal.
        po fakcie okazalo sie, ze i dziecko (miała wtedy 8) zadowolone, bo miało juz
        dość panujacej w domu atmosfery.
        Ale - o pierwszym nowym zwiazku mego jeszcze wtedy meża dowiedziałam sie dwa
        lata po tym, jak zamieszkalismy osobno.
        Bo naprawdę nie idzie o to, zeby bylo "hop siup, zmiana dup".
        I tyle.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka