jogaj
14.04.07, 10:30
W poniedzialek skladam pozew o rozwod, mimo,ze wydawalo mi sie, ze sie z tym
juz pogodzilam, ciezko mi, teraz wiem, ze sprawa rozwodowa to nie bedzie
latwe przezycie.
Maz wyprowadzil sie w sierpniu 2006, zostawil mnie sama z dwojka malych
synkow 3,5 i 1,5 i psem, bez pracy, w wynajmowanym mieszkaniu. Na poczatku
rozpacz, mimo,ze juz bardzo dlugo bylo zle,ze dlugo myslalam, o rozstaniu,ze
zle mnie traktowal,zle traktowal naszych synkow,ciagla agrasja, duzo
alkoholu,imprezki z kolegami,nie wracanie na noc, ciagle ja sama z dziecmi i
wszystkimi sprawami, no i oczywiscie ciagly brak kasy na bierzace wydatki,bo
on musial miec na picie, palenie i swoje "zabawki". Coraz mniej dobrych chwil.
Miliony rozmow, prosb,grozb,proby ratowania zwiazku, ostatecznie on nie
poszedl na terapie, poszlam sama. Chcialam,zeby sie wyprowadzil,bo juz za
wiele zla sie wydarzylo,ale jednak mialam nadzieje,ze jak zobaczy,ze to nie
zarty otrzezwieje, ze to bedzie dla niego wstrzas i wezmie sie za siebie, ale
tak sie nie stalo,zostalam sama. To synkowie sprawili,ze nastpenego dnia
wstalam z lozka,a potem znajomi,przyjaciele bardzo, bardzo mi pomogli,bo po
prostu byli, a mi otwieraly sie po prostu oczy na to jak wygladalo moje
malzenstwo. Znalazlam prace,dzieci poszly do przedszkoli. Stanelam na nogi,
wystapilam o alimenty. Po 3 miesiacach on chce wrocic,ale nie ma nic do
zaproponowania, ja nie chce, juz nie, za daleko zaszlam, przez ten czas
przychodzil co 4-6 tyg do synkow na godzinke. Teraz jestem samodzielna, daje
rade, czasem oczywiscie jest mi bardzo ciezko,ale sie nie poddaje i szukam
rozwiazan, sama,bo nie mam zludengo poczucia,ze moge na kogos liczyc.
Oczywiscie mam nadzieje,ze spotkam kiedys tego wlasciwego faceta.
Postanowilam zakonczyc formalnie malzenstwo, on mial to zrobic w grudniu,ale
juz nie chce mi sie czekac wiec ja napisalam pozew, za porozumieniem stron,
nie chce udowadniac mu winy,bo po co?
Czytam was juz jakis czas, no i postanowilam sie ujawnic w koncu.
Pozdrawiam -Jola z Gdyni