delika1
16.04.07, 12:07
Witajcie
Jestem troche z drugiej strony-w trakcie rozwodu, matka 10-cio latka.
To ja odeszłam-odeszłam od przemocowca, człowieka egoisty, który nie szanował
mnie, poniżał, traktował jak szmatę do podłogi.W tamtym domu było okropnie,
płakałam często w kącie, cierpiałam.Na szczęście mąż-policjant pracował na
zmiany, więc często się mijaliśmy.I wtedy, kiedy go nie bylo-mogłam życ,
normalnie oddychać, nie bać się.Ale co ważne-ja ukrywałam przed dzieckiem ten
koszmar, uciekałam od rozmów (bo mąż nie uznawał argumentów-na każdy
rozpoczety temat odpowiadał wyzwiskami, ponizającymi wykrzyczanymi
tekstami).Wiec w oczach dziecka dom nie byl pełen nienawiści-był taki
chlodny, obojetny, ale dla syna chyba bezpieczny..Syn nie wiedział jak ja sie
w tym czuje.Rósł w takim pozornym spokoju, takich złych, wrogich
relacjach.Czsaem też mąż miał humor-zabrał syna na piłkę czy na rower.TYlko
ja nie mogłam, nie potrafiłam tego już wytrzymać.Takie wzorce mąż wyniósł z
domu-kobieta to głupia gęś, własność, pan i władca może traktować żonę jak
śmiecia.I co Wy na to?czy dobrze zrobiłam odchodząc?ile jeszcze czasu mogłam
udawać przed dzieckiem pozory normalnośći?Ile jeszcze pozwalać mu patrzeć na
tę lodówkę, i rodziców ciągle osobno, ciągle niechetnych sobie?Moi rodzice
są "razem", ale w moim domu była własnie taka ukrywana niechęć, wrogość,byłam
albo z mamą, albo z tatą, nigdy razem, mama na tatę mi "donosiła", tata
ciągle rozżalony, zły.Smutny byl ten dom, choć niczego mi nie brakowało i
czułam sie kochana przez oboje.I nie rozwiedli się.
Powiedzcie mi jak to wygląda z perspektywy Waszej?Jaka sytuacja jest lepsza?
Ja czuje się teraz bezpieczna i szczęśliwa, ale jak się czuje DZIECKO?