Dodaj do ulubionych

Drugi raz ślub??

19.04.07, 09:52
czy ktoś z Was się by zdecydował? Ja jestem obecnie w stałym związku, wiem ze
mój mężczyzna będzie chciał żebyśmy wzieli slub, ale ja jakoś nie jestem
pewna czy chce, mimo iż bardzo mi zależy na tym facecie. Ale nie będąc w
zalegalizowanym związku czuję ze w kazdej chwili mogę odejść... jakoś nie
bardzo chcę przechodzić przez to co 2 lata temu..
Obserwuj wątek
    • rafanetka Re: Drugi raz ślub?? 19.04.07, 10:20
      Ja też bałabym sie ponownie podjąć decyzji o ślubie. Jak sobie przypomnę co było
      przy rozwodzie to nigdy więcej nie chciałabym przechodzic tego po raz drugi. Ale
      ja nie tylko tego się boję, bo co będzie jak drugi partner bedzie chciał mieć ze
      mną dziecko. A wtedy wizja kolejnego rozwodu i pozostanie z dwójka dzieci mnie
      paraliżuje. Mam nadzieję, że to minie i że będe normalnie jeszcze kiedyś żyć,
      myśleć i czuć. No i , że będe w stanie stworzyć z kimś, kiedyś normalną rodzinę
      i normalny związek oparty na zdrowych zasadach.
    • a.b1 Re: Drugi raz ślub?? 19.04.07, 10:40
      ja juz nie wierze w instytucje ślubów/papierków, mam wrażenie, ze to zabija
      uczucia, po "zdobyciu" siebie, przestaliśmy się o siebie troszcyć, starać.
      Narazie jestem przekonana, ze nie chce żadnych ślubów, wszystkie poważne sprawy
      będe załatwiac przez notariuszy, tak tez można, ale wiem jedno już nigdy nie
      zafunduje sobie stresu rozwodowego
    • julka1800 Re: Drugi raz ślub?? 19.04.07, 10:50
      teraz ja mowię nie, ale kto wie co bedzie za 5 czy 10 lat...

      ja na pewno nie chce juz miec wiecej dzieci i o tym Ty wydaje mi sie powinnas
      porozmawiac z partnerem
    • z_mazur Re: Drugi raz ślub?? 19.04.07, 11:17
      A dla mnie to nie stanowi aż takiego problemu.
      Dla mnie problemem nie był rozwód tylko rozpad mojego związku.
      Przeżywałbym go tak samo niezależnie od tego czy bylibyśmy małżeństwem czy nie.
      Sprawa rozwodowa była dla mnie formalnością i nie wiązała się już z jakimiś
      emocjami.
    • gad_forumowy Re: Drugi raz ślub?? 19.04.07, 11:22
      Jestem na świerzo, więc też ślubowi mówię nie! Jednak generalnie dla kobiety ślub jest gwarancją bezpieczeństwa, dlatego w przyszłości mogę zostać postawiony przed takim wymaganiem. Będzie wtedy zgryz...
      • jasminowo Re: Drugi raz ślub?? 19.04.07, 11:40
        ja nie wiem... wogóle nie wyobrazam sobie, ze kiedykolwiek się z kims zwiąże...
        to dla mnie kosmicznie niemożliwe...

        gwarancja bezpieczeństwa? teraz, przed rozwodem nie widzę w tym żadnej
        gwarancji bezpieczeństwa... może gdy jest zobowiązanie trochę trudniej jest
        sobie powiedzieć - nie udalo się - odchodzę... nie wiem...
      • nangaparbat3 Re: Drugi raz ślub?? 19.04.07, 20:13
        gad_forumowy napisał:

        > Jestem na świerzo, więc też ślubowi mówię nie! Jednak generalnie dla kobiety
        śl
        > ub jest gwarancją bezpieczeństwa, dlatego w przyszłości mogę zostać
        postawiony
        > przed takim wymaganiem. Będzie wtedy zgryz...
        >


        Ojej! a ja zawsze myslalam, Gadzie, ze jestes kobietą.....
    • kruszynka301 Re: Drugi raz ślub?? 19.04.07, 16:39
      Ja coraz bardziej jestem na tak - pewnie tak za 2-3 lata będę już powtórną mężatką. Jednak u mnie decyzja o ślubie jest wyłącznie podyktowana nowym, wyczekiwanym potomkiem, który ma się urodzić za tydzień, wcześniej nie widziałam żadnych sensownych powodów, aby się pobieraćwink.
      • mindsailor Kruszynko-gratulacje!!!!:) 20.04.07, 09:09
        gratuluję potomkasmile strasznie się zawsze cieszę, gdy rodzi się mały Maluszeksmile
        a wracając do tematu. ja wreszcie dojrzewam do ponownego zamążpójścia.
        chciałabym po prostu mieć mężawink
    • skibunny Re: Drugi raz ślub?? 19.04.07, 17:26
      ja tez sobie nie wyobrazalamsmile i mialam i mam jak najgorsze zdanie o instytucji
      malzenstwa... a jednak 2 tyg.temu mozna powiedziec, ze wzielam slubsmile
      pisze "mozna powiedziec", bo papier podpisanysmile ale z powodow powiedzialabym
      technicznych... ktorych nie daloby sie zalatwic u notariusza...
      tak wiec w mojej glowie to nie byl slub; sama zaproponowalam takie rozwiazanie,
      ale dalej mysle o sobie jak o cynicznej i zgorzknialej rozwodce, raczej niz
      szczesliwej mezatcesmile
      a tak na powaznie, to wiem o czym piszecie i nigdy bym nie wyszla po raz drugi
      za maz, z nadzieja na zycie dlugie i szczesliwe...
      bardzo tez sie balam wspolnego zamieszkania, ale jak narazie jest OK...
      mam ten psychiczny komfort, ze wiem, chyba jednak jestem juz madrzejsza i
      bogatsza o pewne doswiadczenia..
      i chyba my rozwodnicy, nie mozemy sie tak poddawac bez walki i skazywac na
      zycie w samotnosci???
    • tricolour Oczywiście, że drugi raz ślub... 19.04.07, 18:13
      ... a gdybym trafił na "stałą" partnerkę, która w każdej chwili mogłaby odejśc,
      to wywaliłbym za drzwi żeby jej ułatwić trudną decyzję odejścia.
      • akacjax Re: Oczywiście, że drugi raz ślub... 19.04.07, 18:31
        A gdybyś nie miał stwierdzenia nieważności tamtego-też- znaczy cywilny chociaż?
        • tricolour Jeszcze nie mam nieważności... 19.04.07, 18:32
          ... co nie zmienia podejścia do zasad.
          • tricolour Tak, wtedy cywilny. 19.04.07, 18:35
            • akacjax Re: Tak, wtedy cywilny. 19.04.07, 22:39
              Chyba takiej odpowiedzi się nie spodziewałamsmile
              • tricolour Uważasz, że po kilkuletniej znajomości... 19.04.07, 22:48
                ... powiem "przepraszam dziewczyno, ale Sąd wydał wyrok inny niż oczekiwałem i
                idę sobie..."?

                smile
                • akacjax Re: Uważasz, że po kilkuletniej znajomości... 19.04.07, 22:52
                  Nie, to nie o to chodzi-raczej czy to Ci wystarczy. Albo inaczej-czy jej to wystarczy.

                  Bo jakos czekacie z tym ślubem trochę...a chyba nie ma takiego obowiązku, ślub cywilny juz mogliście dawno zawrzeć. (Chyba, że-bo się nie znam i nie można mieć cywilnego, gdy chce się stwierdzenia nieważności kościelnego?)
                  • tricolour Przede wszystkim nie ma pośpiechu... 19.04.07, 23:06
                    ... i tak mieszkamy osobno więc slub cywilny na razie potrzebny nie jest. Chcemy
                    zrobić TO porządnie, tak jak porządnie zrobić można, ale wymaga odrobinę
                    cierpliwości.
                    • akacjax Re: Przede wszystkim nie ma pośpiechu... 19.04.07, 23:36
                      ja wiem, że to kwestia czasu...no i dużej pewności właściwego orzeczenia...ale czy warto czekać lata...a skoro można latami bez tego żyć..
                      • tricolour Warto robić rzeczy porządnie... 19.04.07, 23:44
                        ... na ile nas tylko stać. Warto czekać... ale lata już nie wchodzą w rachubę.
                        Mam nadzieję, że moja sprawa skończy się w tym roku.

                        Przypomniał mi sie też żydowski kawał, może adekwatny do sytuacji: pisze Żyd do
                        Żyda o sądowym wyroku "sprawiedliwość zwyciężyła". Ten drugi odpisuje "Apelować!".

                        Kto wie, może i ja tak będę musiał...

                        smile)
      • z_mazur Re: Oczywiście, że drugi raz ślub... 20.04.07, 00:46
        tricolour napisał:

        > ... a gdybym trafił na "stałą" partnerkę, która w każdej chwili mogłaby odejśc,
        > to wywaliłbym za drzwi żeby jej ułatwić trudną decyzję odejścia.

        Tri ogólnie przyjmuję, że masz potrzebę zawarcia małżeństwa, ale to zdanie mnie rozwaliło. Uważasz, że żona w każdej chwili nie może odejść?????
        Traktujesz małżeństwo jak ubezwłasnowolnienie?????
        Chcesz, żeby kobieta była z Tobą bo jest Twoją żoną????
        Twoja narzeczona jest teraz z Tobą bo chce z Tobą być, a nie dlatego że jest Twoją żoną.
        • reddy_to_go Re: Oczywiście, że drugi raz ślub... 20.04.07, 01:02
          mnie też rozwaliło. Bo każdy może w każdej chwili odejść, tyle że w przypadku
          żony/męża to odejście jest formalnie utrudnione. Po to zawierać związek, aby
          ewentualne odejście utrudnić? Żeby się zabezpieczyć, żeby poczuć się pewniej,
          żeby żeby mieć??? Brzydko to pachnie. I nieromantycznie znowu.
          • der1974 Re: Oczywiście, że drugi raz ślub... 20.04.07, 01:46
            I ja też sobie pokiwałem głową z uznaniem nad tekstem z_mazura. W związku nie
            ma miejsca na zniewolenie. Formalności niczego nie zmieniają. Wolność to
            podstawa akceptacji. I oczywiście poza tym szczerość w wyrażaniu swoich obaw,
            uczuć, oczekiwań. Ale zawsze dawanie drugiemu człowiekowi prawa do własnych
            decyzji. Co najwyżej pozostaje możliwość akceptacji tych wyborów albo nie
            godzenia się z nimi. Ot takie tam negocjacje. Jeśli są otwarte to wszystko jest
            możliwe. Nawet totalna zmiana własnego spojrzenia na pewne sprawy.
            Powtórne małżeństwo to ogromna odpowiedzialność. Na pewno nie można pochopnie
            takich decyzji podejmować. Gratuluję Tri odwagi i namysłu.
            • jasminowo Re: Oczywiście, że drugi raz ślub... 20.04.07, 08:24
              der1974 napisał:

              > szczerość w wyrażaniu swoich obaw,
              > uczuć, oczekiwań.
              - podpisuję się bezwarunkowo pod tym...
        • tricolour Ale się podniecasz tą możliwością odejścia... 20.04.07, 07:55
          ... ale w takim razie napisz, co rozumiesz pod pojęciem "żona w każdej chwili
          może odejść", które sam napisałeś. Napisz, co rozumiesz pod pojęciem wolności w
          związku...
          • z_mazur Re: Ale się podniecasz tą możliwością odejścia... 20.04.07, 08:55
            Nie to, że się podniecam, tyko często tu na forum pada stwierdzenie, że ślub i
            związane z tym poczucie pewności, rozleniwia partnerów. Że czasem nie zdają
            sobie sprawy, że mimo tego ślubowania ta druga osoba nie jest dana na zawsze i
            bezwarunkowo, bo właśnie myślą "przecież mi ślubował(wała) więc jak mógłby
            (mogłaby) odejść".

            Dlatego nauczony tym doświadczeniem wiem, że ślub niczego nie zmienia w kwestii
            wzajemnego przywiązania i ewentualnego rozejeścia.
            I zastanowiło mnie, że teraz napisałeś "w związku", a nie w małżeństwie. Bo już
            tak abstrahując od tego jak pojmuję tą wolność w związku, to w tym przypadku
            istotniejsze jest dla mnie to, czy zawarcie małżeństwa zmienia to pojmowanie.
            Dla mnie nie zmienia, więc nie jest to dla mnie argument za braniem ślubu lub
            nie braniem.
            Chociaż samo branie ślubu jak już pisałem nie jest dla mnie jakoś specjalnie
            odstręczające.
            • tricolour Nie rozróżniam rodzajów wolności... 20.04.07, 09:56
              ... i dla mnie wolność wypływa z mojego sposobu myślenia, wychowania. Jeżeli
              ktoś uważa, że wolność w związku (czy małżeństwie) polega również na możliwości
              odejscia, to ja to nazywam egoizmem. I przyzwoleniem na ranienie siebie, bo
              skoro ja moge odejść, to partner też może nie bacząc na moje uczucia.

              Napisałem "w zwiazku", bo do tego sformułowania mi bliżej - sam jestem w
              zwiazku, a nie w małżenstwie. Gdy przyjdzie pora, to oczywiście sformalizujemy
              związek, bo taki jest nasz porządek rzeczy.

              I rzecz może najważniejsza: gdy ktoś czuje się w ziązku ograniczony i
              potrzebuje wolnosci, to jeszcze nie dorósł do lojalności, odpowiedzialności,
              partnerstwa albo związał się z nieodpowiednią osobą.
              • menab Re: Nie rozróżniam rodzajów wolności... 20.04.07, 11:01
                tricolour napisał:

                > I rzecz może najważniejsza: gdy ktoś czuje się w ziązku ograniczony i
                > potrzebuje wolnosci, to jeszcze nie dorósł do lojalności, odpowiedzialności,
                > partnerstwa albo związał się z nieodpowiednią osobą.

                To po pierwsze, a po drugie wolność w związku jest możliwa i nie łamie
                lojalności i odpowiedzialności oraz partnerstwa.Można być wolnym w swoich
                przekonaniach, wyborach i druga osoba powinna to uszanować.Mamy swoje
                zainteresowania czy pasje, często różne niż partner i pomóc mu się w tym
                realizować to chyba najpiękniejszy dowód miłości i zaufania.I właśnie ztym mi
                się kojarzy wolność w związku.
              • z_mazur Re: Nie rozróżniam rodzajów wolności... 20.04.07, 11:28
                tricolour napisał:

                > ... i dla mnie wolność wypływa z mojego sposobu myślenia, wychowania. Jeżeli
                > ktoś uważa, że wolność w związku (czy małżeństwie) polega również na
                możliwości
                > odejscia, to ja to nazywam egoizmem. I przyzwoleniem na ranienie siebie, bo
                > skoro ja moge odejść, to partner też może nie bacząc na moje uczucia.

                Ale tutaj właśnie dochodzimy do sedna problemu, małżeństwo jako takie nie ma na
                to żadnego wpływu. Bo wychodzi na to, że najlepiej nie wchodzić w bliskie
                relacje, bo wtedy potencjalnie daje się przyzwolenie na zranienie siebie. Czyli
                nie będę się wiązał z kimś emocjonalnie bo mogę zostać zraniony.

                Dla mnie istotą tej dyskusji jest to, że kiedyś traktowałem małżeństwo jak coś
                nierozerwalnego, teraz już go tak nie traktuję i to niezależnie od tego czy mam
                świadomość że sam mogę odejść czy ewentualnie ta druga strona może mnie
                porzucić. Ślub jako taki nie jest już dla mnie gwarantcją bycia ze sobą.

                W tym momencie ślub jako czynność prawna niewiele się dla mnie różni od
                oficjalnej deklaracji sobie wzajemnie i całemu otoczeniu, że jesteśmy parą i
                chcemy być ze sobą do końca swych dni.


                > Napisałem "w zwiazku", bo do tego sformułowania mi bliżej - sam jestem w
                > zwiazku, a nie w małżenstwie. Gdy przyjdzie pora, to oczywiście
                sformalizujemy
                > związek, bo taki jest nasz porządek rzeczy.

                I z tym się zgadzam. Inna sprawa, że inni mogą mieć inny porządek rzeczy.


                > I rzecz może najważniejsza: gdy ktoś czuje się w ziązku ograniczony i
                > potrzebuje wolnosci, to jeszcze nie dorósł do lojalności, odpowiedzialności,
                > partnerstwa albo związał się z nieodpowiednią osobą.

                Z tym też się zgadzam, bo bycie z kimś to właśnie lojalność, odpowiedzialność i
                partnerstwo, ale dla mnie nadal ma to niewielki związek ze ślubem jako takim.

                smile
                • crazyrabbit Re: Nie rozróżniam rodzajów wolności... 20.04.07, 23:28
                  > W tym momencie ślub jako czynność prawna niewiele się dla mnie różni od
                  > oficjalnej deklaracji sobie wzajemnie i całemu otoczeniu, że jesteśmy parą i
                  > chcemy być ze sobą do końca swych dni.
                  >
                  I to jest bardzo mądre zdanie Chłopaku_Z.. Zgadzam się w 100%
                  Ja mam uraz do instytucji małżeństwa jako takiego. Ale przecież to tylko papier.
                  Jeżeli będę chciała z kimś być (i vice versa smile) to posiadanie oficjalnego
                  kwitka nic nie zmieni. Nie muszę być mężatką dla otoczenia , wolę wiedzieć że
                  ktoś jest ze mną - dla mnie samej smile))
              • akacjax Re: Nie rozróżniam rodzajów wolności... 20.04.07, 12:56
                A jeżeli to prawo odejścia daje nie sobie, ale mężowi?
                Jeżeli z założenia uznam, że on nie ma prawa...załamę się, umrę gdyby tak się zdarzyło.

                Oczywiście każdy związek ma w sobie przynajmniej na początku nadzieję, że będzie trwały i szczęśliwy.
              • der1974 Re: Nie rozróżniam rodzajów wolności... 21.04.07, 00:33
                Przewrotnie uważam, że jeśli ktoś w związku potrzebuje wolności i akceptuje
                wolność partnera to właśnie dopiero wtedy dorósł do lojalności,
                odpowiedzialności i partnerstwa. Nie ma wolności bez miłości i nie ma miłości
                bez wolności. Dlatego kompletnie nie zgadzam się z twierdzeniem, że małżeństwo
                w tym zakresie coś zmienia. Małżeństwo to zgodne oświadczenia woli polegające
                na tym, że ludzie się zobowiązują do lojalności i wspierania. Pewna solenna i
                publiczna forma wyrażenia takich zobowiązań. Ale samo małżeństwo jako takie nie
                wykreuje idealnej rzeczywistości, że te zobowiązania zostaną wykonane. Umowy są
                dotrzymywane albo nie są dotrzymywane.
            • akacjax Re: Ale się podniecasz tą możliwością odejścia... 20.04.07, 10:05
              Gdybym nie miała dzieci, gdybym miała inne doświadczenia i inny charakter...to zapewne chcąc mieć dzieci dążyłabym do ślubu, jako do potewierdzenia stabilizacji i pewnego bezpieczeństwa związku.

              Oczywiście przejścia jakie mam za sobą tworzą inna perspektywę, wręcz skrzywienie, że istnieje możliwość(w zasadzie nie dopuszczaną w ogóle do myśli kiedyś...)że się nie uda.
              Jednak to nie może od razu nabierać takiego przekonania, które zmienia odwieczne tradycje.

              Nie stoję przed takim pytaniem-więc odpowiedź zdaje się prosta-żadnych ślubówsmile
    • malaika7 Re: Drugi raz ślub?? 19.04.07, 18:37
      Nie, nie jestem gotowa i wiem, że długo nie będę. Ale nie mówię, że nigdy się
      nie zdecyduję.
    • reddy_to_go Re: Drugi raz ślub?? 19.04.07, 20:16
      a ja może wezmę drugi raz ślub z mężem. Niezbadane sa wyroki boskie smile
    • mala_mala po raz 2 milosc, zwiazek, bliskosc, intymnosc... ? 19.04.07, 21:37
      bo ja nie umiem... slub dla mnie to abstrakcja wlasnie z tych powodow
      nie potrafie nawiazac emocjonalnej wiezi, tzn nie w ten sposob... przyjaznie -
      tak, czasem sie smieje ze adoptuje kolejnych braci...
      facetow zainteresowanych dookola nie brakuje
      gdyby byli garbaci, kulawi itd. zupelnie nie w moim typie rozumialabym swoj
      totalny brak zainteresowania... ale kilku jest jakby akurat skrojonych dla mnie
      i...?
      no i dokladnie nic... zadnego drzenia serca, przyspieszonego tetna... nic
      nie potrafie sobie przestawic klapki w mozgu ze wszyscy faceci po moim m sa dla
      mnie jak bracia...
      a moj m, jest moj tylko w dokumentach... tak naprawde to to malzenstwo powinno
      zostac uznane za niewazne bo wprowadzono mnie w blad, a moj m skladajac
      przysiege juz ja lamal...

      jak sie pozbyc sklonnosci monogamicznych? jak zabic ta milosc bo ze jest to
      konieczne to wiem...

      probowalam sie calowac z innymi ale nie czuje nic wiecej niz przy podawaniu
      reki, probowalam ozywic stare fascynacje... ale nadal pustka

      cisza, ciemnosc... mrok
      boje sie ze na zawsze mi tak zostanie...
      a najgorsze ze wciaz sie lapie na mysleniu ze podreczny chlopak jest ok...
      ale... to nie on... to nie moj m...
      uzaleznienie kompletne uzaleznienie emocjonalne... jestem rozbita, tesknie za
      ludzkim cieplem, ale zeby je otrzymac samemu trzeba cos z siebie wykrzesac...
      a ja nie umiem nikogo nowego wpuscic do swojego serca
      • jasminowo Re: po raz 2 milosc, zwiazek, bliskosc, intymnosc 19.04.07, 22:00
        A może pomoc jakiegoś specjalisty, psychologa? Szkoda życia na takie pragnienie
        i niemożnośc równocześnie. Pomyśl o tym mała...
        • onyx22 a ja jednak sobie nie wyobrażam:( 20.04.07, 22:33
          Głupia jestem ale chyba nie podejmę drugi raz decyzji o ślubie... Mimo ze
          kocham i jestem kochana, ale odwagi mi brak.
          • akacjax Re: a ja jednak sobie nie wyobrażam:( 22.04.07, 16:59
            Tak po weekendowych przemyśleniach doszłam do wniosku, że niechęć do ślubu po raz kolejny może wynikać z traumy rozwodu.
            Gdyby rozstanie wynikło po pierwsze z deklaracji-"nie chcę z Tobą być", a nie z odkrytych zdrad, manipulacji, kłamst i innych przyczyn...to może kolejny ślub nie kojarzyłby z problemami okołorozwodowymi, ale byłby czymś bardziej naturalnym.

            Przeciez ludzie pozostający w wolnych związkach upominają się o pewne przywileje prawne, które ma małżeństwo...gdyby je dostali-czym jedno różniło by się w zasadzie od drugiego?

            Nie piszę o ślubie kościelnym-bo to zupełnie coś innego.
    • szacichosza Re: Drugi raz ślub?? 10.05.07, 09:45
      Najgorsze w tym wszystkim jest to że wiele cech poprzedniego partnera szuka się
      w tym nowym , To jest najgorszy błąd jaki mozna popełnić . Oczywiście że jest
      strach przed tym aby znowu nie skończyło się coś co przeciez miało byc takie
      piękne. Dla mnie już zrobiłaś wielki krok do przodu bo zaufałas i ponownie się z
      kims związałaś . Nie myśl że i tu tez będzie źle. Podobno takie osoby po
      przejściach kiedy na nowo się z kimś wiąża to już na amen wink Nie myśl o tym co
      kiedyś było , myśl o tym co chcesz aby się działo , walcz o szczęście swoje .
      Przypuszczam że Kochasz swojego partnera a lęk zawsze jest > to vhyba ormalne
      bo to oznaka zdrowego myslenia wink Pozdrawiamsmile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka