e07
19.04.07, 09:59
To jedno z powiedzonek mojej mamy. I tak chyba rzeczywiście jest. Ja nie
podejrzewałam mojego m o takie rzeczy jakie wyszły na jaw. O takie
wyrachowanie i o to, że z zimna krwią zaplanował destrukcyjne dla nszaej
rodziny posunięcia. Dbajac jednocześnie o pozory: ma całą litanię "dowodów"
jak to on sie starał. Paradoksalnie dopiero jego odejście zaczęło mi powoli
otwierać oczy. Byłam naiwna, ale chyba nie żałuję. Nie chcę być taka jak on.
Największy ból chyba minął - chyba w sumie bardzo szybko. Teraz muszę
poradzić sobie z życiem na innych zasadach, nauczyć sie tego nowego życia.
Formalnie jeszcze bedę sie z nim szarpać - rozwód przed nami, ale nie dam sie
już nabrać na gładkie słówka. Przecież nikt lepiej ode mnie nie wie jaki on
potrafi byc uroczy gdy mu na tym zależy i nikt lepiej ode mnie nie wie, że
nie mogę go już sądzić według swojej miary.