Dodaj do ulubionych

Pasierb -P o m o c y !!!

07.07.07, 21:51
Witam wszystkich,
jestem nowa ale od dłuższego czasu już Was czytam,dlatego że rownież
mam "nową rodzinkę" choć dla mnie to pierwsza.
związałam się z facetem "z przeszłością" jesteśmy razem od 8 lat choć dopiero
teraz on jest w trakcie rozwodu ,wcześniej nie zrobili (obydwoje ze swoją
żoną )ze względu na ich syna który wtedy był za mały,teraz ma prawie 15 lat.
Ja nie nalegałam bo nie chciałam na nic naciskać ,chciałam aby to los
zadecydował jak to nasze ycie się potoczy i czy nasze uczucie przetrwa.
Zresztą byłam bardzo młoda ,teraz mam 29 lat.
Mieszkamy razem od 2 lat,mamy dziecko wspolne ktore ma właśnie prawie 2 latka.
Ogólnie wszystko byłoby ok,wszyscy wiedzą jaka jest nasza sytuacja,nasze
rodziny się znają,wspólne święta itd,jak być powinno.
Tyle ogólnie sytuację objaśniając ,problem pojawił się niewiadomo kiedy i
skąd,jego syn wiedział o nas od dawna,nie był przeciwny !Jakimś cudem sam
zrozumiał że tak być musi,potem był nawet bardzo zadowolony z przyrodniej
siostry smile
Przez ostatnie około pół roku ten chłopak zrobił się poprostu NIE DO
ZNIESIENIA!!!
Mieszka z matką,do ojca wydzwania o najróżniejszych porach dnia i nocy
np.ostatnio o 1 nad ranem !!! zadzwonił że jest głodny i tatuś nie powiedział
15-latkowi czegoś rozsądnego tylko pojechał zapewnić mu strawę.
Codziennie domaga się gotówki -codziennie ok 30,40,50 zł w tych
granicach.Ostatnio spotkał nas przypadkiem na mieście(akurat jedliśmy
lody) ,podszedł i mówi do ojca:"-daj 40 zł" ojciec ze nie bo wczoraj
dostales,a mlody na to : "-dla niej masz na lody a mi żałujesz?"!!!
Dodam że mieszkanie w ktorym mlody mieszka z matką utrzymuje mój M ,robi
wszystkie opłaty i zakupy do domu,proszek do prania,papier .....absolutnie
wszystko! Oczywiście mlodego utrzymuje sam zapewniając mu wszystkie
potrzeby,nawet ponad stan.
Młody ma wszystko czego sobie zażyczy,skuter,aparat cyfrówkę za ponad
1000zł,najnowsze gadżety związane z rolkami,mp4,poprostu wszystkie hity co
nowego się pojawi on to ma na drugi dzień.
Plus do tego kieszonkowe.
Jak łatwo przekalkulować jego utzrymanie i tamtego mieszkania to jest
niemalże 70 % pensji mojego M .
Ja jestem jeszcze na wychowawczym.Więc my żyjemy z tego co jego syn nie zdoła
wyciągnąć od ojcai z mojego wychowawczego.
Powiem wam szczerze ze szczegolnie to mi sie nigdy nie podobało ale od czasu
jak jego syn zaczął zwracać się do ojca takim tonem i szantażować " bo ci na
mnie nie zalezy" ja poprostu już nie mogę tego znieśc,a po drugie to tez
przecież w końcu chciałabym mieć też coś dla siebie i naszej córki a nie
tylko spełnianie rozkazów małolata!!!
Najgorsze w tym wszystkim jest to że mój M uważa że musi spełniać te jego
kaprysy,chamskie zachowanie i ten terror bo jest mu to winien za to że
ma "zmarnowane dzieciństwo i brak normalnego domu" !!!
Młody zawsze jak dzwoni to mi już się włosy jeżą -co będzie tym razem ,jaki
szantaż? I nie ma że poczekaj,za chwilę czy coś w tym stylu,jest NATYCHMIAT.a
tatuś leci ,nawet nie spyta czy akurat przypadkiem ja z małą czegoś nie
potrzebujemy.
Mnie to wykańcza bo ten dzieciak poprostu układa nam życie,rządzi i
decyduje.Ja wcześniej miałam z nim w miarę dobry kontakt ale po tym wszystkim
to już nawet nie próbuję z nim rozmawiać bo poprostu robi mi się jakoś słabo
jak go widzę sad
Obserwuj wątek
    • mrs_ka Re: Pasierb -P o m o c y !!! 07.07.07, 22:02
      Twoim problemem nie jest zachowanie pasierba, a zachowanie męża. I to do niego
      należy skierować pretensje, bo najwyraźniej sytuacja go przerosła, choć pewnie
      sam sobie z tego nie zdaje sprawy.
      Opłacanie dziecka nie jest równoznaczne z zaspokojeniem jego potrzeb. Jednym z
      najcenniejszych podarunków dla dziecka jest nauczenie go szacunku do rodzica (co
      się przekłada zresztą na szacunek do ludzi).
      życzę powodzenia, ale nie będzie Ci łatwo

      a.
    • mrs_ka Re: Pasierb -P o m o c y !!! 07.07.07, 23:57
      I jeszcze dwie sprawy: piszesz, że znacie się osiem lat, dopiero teraz się
      rozwodzi. Przepraszam, ale czy przyczyniłaś się do rozbicia tamtego małżeństwa?
      Pytam, bo jesli tak, to takie mogłoby być podłoże pragnienia rekompensaty ze
      strony Twojego męża. To nie znaczy, że to pragnienie przybrało zdrowy wymiar,
      ale powiedzmy, że łatwiej byłoby zrozumieć genezę.
      Pytanie drugie: napisałaś, że mieszkacie ze sobą od dwóch lat. Co się działo
      wczesniej? Jaki status mial Wasz związek?
      Myślę, że gdybyś zechciała odpowiedzieć, łatwiej byłoby spojrzeć na sytuację z
      większym zrozumieniem i skuteczniej Ci coś doradzić.

      a.
      • monikaj1980 Re: Pasierb -P o m o c y !!! 08.07.07, 01:46
        Droga mrs_ko
        dopiero teraz się rozwodzi bo wcześniej dla mnie nie było to najważniejsze
        (wiedziałam że od dawna razem nie żyją)byłam młodą dziewczyną ,nie myślałam o
        zakładaniu jeszcze rodziny(w tamtym momencie ).
        W IEDZIAŁAM ŻE to nastapi kiedys ale jeszcze nie teraz wiec uzgodnilismy razem
        ze tak bedzie narazie ajlepiej.To nie bylo ze ktos nie chcial,cos na sile ,nic
        w tym stylu.
        Do rozbibia ich malzenstwa sie nie przyczynilam,oni zyli praktycznie dobrze po
        swoim ślubie bardzo krotki czas,zaraz potem kazdy poszedl swoja droga i robili
        co chciali ,w dom zachwujac przed dzieckiem pozory jak tysiace takich
        przypadkow.
        Potem maly i tak sie o nas dowiedzial,widzial tez nas razem (ja bylam za tym
        zeby z nim rozmawiac )ale juz wtedy ten moj M byl tchorzem i tak ciagnal przed
        chlopakiem taka bajke.
        To co napisalam ma wątek czysto finansowy ale wierzcie mi ze oddalabym
        wszystkie pieniadze jakie mam zeby ta sytuacja przestala byc takim horrorem i
        terrorem emocjonalnym.
        Nie o kase jaka na niego idzie mi chodzi a o granice służalstwa bo to nie jest
        dbanie ani opieka to jest komenda na gwizdnięcie...
        • chalsia Re: Pasierb -P o m o c y !!! 08.07.07, 12:16
          > Potem maly i tak sie o nas dowiedzial,widzial tez nas razem (ja bylam za tym
          > zeby z nim rozmawiac )ale juz wtedy ten moj M byl tchorzem i tak ciagnal
          przed
          > chlopakiem taka bajke.

          a potem

          > Nie o kase jaka na niego idzie mi chodzi a o granice służalstwa bo to nie
          jest
          > dbanie ani opieka to jest komenda na gwizdnięcie...

          No to Cie nie pocieszę - sama sobie odpowiedziałas w pierwszym zacytowanym
          fragmencie - Twój M to tchórz cywilny i takim pozostanie, to jest przyczyna
          tego, jak wygląda sytuacja. Niestety - raczej się to nie zmieni.
          Wiedzialaś o tym wtedy i podjęłaś decyzję bycia nadal w związku z tym
          mężczyżną, mimo, że wczesniejsza jego postawa Ci nie pasowała czyli "wiedziały
          gały co brały"
        • mrs_ka Re: Pasierb -P o m o c y !!! 08.07.07, 13:38
          Cóż, przyznam się, że miałam nadzieję, że chodziło jednak o rozbicie malżeństwa,
          choć zdaję sobie sprawę, jak dziwacznie brzmi to zdanie. Jednakże gdyby tak było
          postepowanie Twojego partnera byłoby łatwiejsze do zrozumienia i -co ważniejsze-
          łatwiejsze do przepracowania.
          Spójrz może na swoją sytuację, jakby przydarzyła się komuś innemu.

          Dwudziestojednoletnia dziewczyna poznaje żonatego mężczyznę, który pozostaje z
          żoną w nieformalnej separacji, choć mieszkają razem. Ten mężczyzna ma
          siedmioletniego syna, dla którego oboje z żoną postanawiają utrzymac małżeństwo.
          Z jednej więc strony dziecko otrzymuje od rodziców komunikat, że jest dla nich
          najwazniejsze na świecie- na tyle ważne, aby utrzymać małżeńską fikcję i
          umotywować to dobrem dziecka. Z drugiej- że jego dobro jest dla nich na tyle
          nieważne, że pozwolą, aby jego matryce emocjonalnych związkow z drugim
          człowiekiem kształtował chory układ, w którym nie ma ani miłości, ani wierności,
          ani lojalności.
          To, co zrobił Twój partner i jego żona jest w istocie krzywdą ich wspólnego
          dziecka. Nawet jeśli nigdy nie popatrzyli na to w ten sposob.
          Ta sytuacja trwa dla tej młodej dziewczyny aż osiem lat. W tym czasie rodzi
          męzczyźnie dziecko, najpierw jest ukrywana przed pasierbem, potem zostaje mu
          przedstawiona w sposob przypadkowy. W trakcie trwania tego związku okazuje się,
          że partner wymaga od dziewczyny akceptacji rozmaitych zachowań pasierba, które
          tejże dziewczynie są nie na rekę, jak i są co najmniej kontrowersyjne
          wychowawczo dla większości postronnych osób.
          Tyle spojrzenia z boku.
          Teraz odniosę się do konkretnych Twoich wypowiedzi.

          1. To, że dla Ciebie nie był najwazniejszy status cywilny Twojego partera jest w
          tej sprawie najmniej ważne, bo to nie Ty miałaś udowodnić swoją gotowość do
          związku, a on. Związków nie rozpoczyna się mając nieuregulowaną sytuację z
          poprzedniego małżeństwa. To są podstawowe prawidła tego typu relacji, o których
          21letnia dziewczyna bez przeszłości nie musi mieć wiedzy, czemu trudno się
          zresztą dziwić. Twój partner tę wiedzę miał i ma, a mimo to skazał Cię na osiem
          lat zycia w statusie kochanki. Nie jest ważne, czy ktokolwiek Ci rzucił tym
          określeniem w twarz; ważne jest, że w istocie był i jest to dla Ciebie układ
          upokarzający i jest to niedyskutowalne. W przypadku cięzkiej choroby Twojego
          partnera nie miałabyś nawet prawa dowiadywania się o stan jego zdrowia w
          szpitalu. Nie otrzymałabyś żadnego spadku, nie miałabyś prawa do niczegokolwiek
          po nim. Prawo to mialaby natomiast jego żona.
          Na marginesie tego wszystkiego: o ile trudno oczekiwać od młodej kobiety, że
          wchodząc w taki związek zda sobie sprawę z powyższych konsekwencji, o tyle
          zastanawia mnie stosunek Twojej rodziny do tego wszystkiego. De facto zostałaś
          wykorzystana. Czy Twoi rodzice zaakceptowali tę sytuację? Nie sprzeciwiali się
          sytuacji, która nie dawała Ci żadnych praw (spadek, choroba, wspólne gromadzenie
          dóbr, które w przypadku smierci Twojego partnera przypadłyby jego żonie i
          synowi)? Osobiście nie wyobrażam sobie milczenia, gdyby coś takiego zdarzyło się
          mojej córce. Ona pewnych spraw widzieć nie musi- ja, z racji doświadczenia, owszem.

          2. Wracając do pasierba. Krzywda, którą mu wyrządzono jest podwójna. Nie dano mu
          tego, co dla dziecka jest najważniejsze czyli przykładu tworzenia zdrowej
          emocjonalnie rodziny, w której każdy ma prawo do szacunku i miłości. Dano za to
          coś, co jest dziecku zbędne, a wręcz szkodliwe: przekonanie, że problemy
          rozwiązuje się nie poprzez zapełnianie deficytów emocjonalnych, a poprzez
          opłacanie potrzeb materialnych. Pokazano mu tez, że ma pełne prawo do postawy
          roszczeniowej. Koszty tego ponosisz teraz Ty i Twoje dziecko.

          Co powinnaś zrobić?
          Przede wszystkim uświadomić sobie, że rozwiązywanie tej sytuacji nalezy zacząć
          nie od pracy z pasierbem, ale od pracy z Twoim partnerem, bo to, z czym teraz
          się zmagasz, jest konsekwencją jego błędów i tchórzostwa.
          W drugiej kolejności Twój partner powinien się zająć wychowywaniem syna.
          Wychowywaniem- czyli zainteresowaniem się tym, co jego syn czuje i jak odbiera
          ten układ, a nie dawaniem kolejnych kwot na jego materialne potrzeby.
          IMHO nie wybrniecie z tego bez fachowej pomocy specjalisty. Jesli w ogóle nie
          wchodzi taka opcja w grę może dobrze by było, aby ktoś (najlepiej starszy
          mężczyzna mający rodzinę i do którego Twój partner czuje szacunek) wyłożył
          Twojemu partnerowi, co zrobił swojemu synowi i swojej drugiej rodzinie.
          Jedno jest pewne: władowałaś się w niezdrowy układ, który zawdzięczasz swojemu
          partnerowi.
          Rozumiem, że rodzinę chcesz utrzymać, macie w końcu małe dziecko. Jeśli jednak
          nie weźmiesz się za zmianę priorytetów w tym układzie musisz mieć świadomośc, że
          Twoje problemy dopiero się zaczynają. Z boku wygląda to naprawdę źle.
          To, jak po kolei były przeprowadzane kolejne działania (poznanie Ciebie z
          pasierbem, rozwód, wspólne zamieszkanie itd) jest w istocie zapisem szeregu
          błędów, które rodziły kolejne błędy.
          Pasierb, taki jakim go teraz nie lubisz, jest wyłącznym produktem wspólnych
          działań Twojego partnera i jego zony. Sam się taki nie zrobił. Dlatego to nie do
          niego powinnaś kierować pretensje, co podkreślę jeszcze raz, bo najłatwiej jest
          obarczyć odpowiedzialnością za sytuację osoby, które są nam najmniej bliskie.
          Trudno zaś zobaczyć, że tymi, którzy najbardziej zawalili wobec szeregu osob ( w
          tym Ciebie i Waszego wspólnego dziecka) są Ci, którym zaufaliśmy.

          a.
    • braktalentu Doraźne rozwiązania 08.07.07, 13:07
      Jeżeli mimo tego co napisała Chalsia nadal chcesz tkwić w związku z tchórzem
      cywilnym i fatalnym ojcem (co widać po stosunku do syna), to chyba jedyną radą
      jest założenie własnego konta i ustalenie z mężem kwoty, którą co miesiąc
      będzie przelewał na utrzymanie Waszego domu (bo rozumiem, że mieszkacie razem)
      i pogodzenie się, że resztę wydaje na swoje bardzo drogie hobby - chodowanie
      dziecka (bo wychowaniem nie można tego nazwać). W razie czego możesz też
      wystąpić o alimenty na utrzymanie Waszego wspólnego dziecka i wspólnego
      gospodarstwa domowego.
      Telefon domowy wyłączaj o 22:00 i umówcie się, że od tej godziny w komórkach
      zamiast dzwonków włączacie wibracje - po co cały dom ma asystować w wyjeździe
      Ojca do syna o 1 w nocy. Pan jedzie, Ty śpisz.
      To jak syn traktuje Ojca jest sprawą/problemem/"zasługą" tegoż ojca. Na Twoim
      miejscu pilnowałabym, żeby i do Ciebie nie zwracał się nieuprzejmie.
      Komentarz "dla Niej masz" w Twojej obecności jest niegrzeczny i nie musisz
      takiego zachowania tolerować. Nie powstrzymałabym się od stanowczego zwrócenia
      uwagi chłopcu. Jeżeli chłopiec ma zapewnione przez ojca utrzymanie na
      przyzwoitym poziomie, a w wyniku kupowania za drogich extrasów takiego
      utrzymania nie ma Wasze wspólne dziecko, to może powinnaś wyraźnie napisać
      mężowi czego brakuje Waszemu dwulatkowi i poprosić, żeby to kupił przy okazji
      zakupów dla starszego dziecka. Może mąż jest nieostrożny w wydatkach, bo nie
      zdaje sobie sprawy, z potrzeb malucha.
      • movisz Re: Doraźne rozwiązania 08.07.07, 17:07
        Wspanialy i trafny nick.
        Rzeczywiscie charakteryzujesz sie calkowitym brakiem talentu, przynajmiej w
        trafnym osadzaniu sprawy i znajdowaniu rozwiazan.

        Sprawa jest prosta jak drut.
        Oboje z tym niedojrzalym mezem zniszczyli dziecinstwo mlodemu czlowiekowi
        poprzez niewlasciwe i nieuczciwe traktowanie go i obecnie ponosza tego
        konsekwencje. A bedzie gorzej bo jest to najgorszy wiek kiedy mogliscie
        zafundowac mu utrate ojca. On po prostu glosno krzyczy o jego zainteresowanie a
        wy przeliczacie wszystko na pieniadze. To jest po prostu jego dziecinny sposob
        zwrocenia na siebie uwagi.
        W takiej sytuacji powinien poswiecac swoj czas jemu tak duzo jak to jest tylko
        mozliwe. Ojciec wie ze go skrzywdzil cala ta sytuacja i stara sie to jakos mu
        zrekompensowac. Jakby jej 2 letnia coreczka plakala o 1 w nocy to rodzice sie
        nie zajma nia? To ze on dzwoni w nocy do ojca to jest rodzaj jego placzu. To
        jest ciagle dziecko. Oboje odpowiadaja za wielka dziure jaka mu zostawili w
        jego psychice.
        Osobiscie nie zycze im zle bo nie wypada ale wiem ze zycie odplaci im za zlo
        wyrzadzone innym - w tym wypadku mlodosc chlopaka - bo w zyciu zawsze jest
        zachowana rownowaga. I niekoniecznie musi to dotyczyc ich. Zawsze najbardziej
        boli jak cos niewlasciwego dotyka naszych najblizszych i uczymy sie wtedy
        najwiecej.
        • mrs_ka Re: Doraźne rozwiązania 08.07.07, 18:31
          Movisz, nie wiem, jaka jest Twoja historia i ile (oraz czy w ogóle) mialaś do
          czynienia z nastoletnimi dziećmi z rozbitych rodzin, ale byłabym ostrożna z
          pisaniem o "płaczu" i uderzaniem w rzewne nuty.
          Piętnastoletnie dziecko jest dzieckiem, od którego otoczenie ma prawo wymagać
          kultury i elementarnej kindersztuby. Najpierw wszakże rodzice powinni go tego
          nauczyć- i tu zgoda.
          I w kwestii formalnej: dziecko nie straciło ojca, bo ojca ma. NIe rozumiem też
          użycia liczby mnogiej: autorka wątku nie jest matką chłopca i nie ponosi
          odpowiedzialnosci za jego wychowanie. Dlatego pisanie "zniszczyliście",
          "zafundowaliście stratę ojca" jest po pierwsze błędne, a po drugie zwyczajnie
          nierzetelne.
          BrakTalentu ma sporo racji i dotyka problemu od innej strony niż zrobiła to
          Chalsia czy ja. Po prostu przedstawia sprawę z punktu widzenia macochy, ktora
          może, ma prawo i powinna zająć się ochroną swoich i swojego dziecka interesów.
          Ma też prawo do spokojnego snu i szacunku dla siebie, co powinien zapewnić jej
          partner.
          Nie zgodzę się też z radą, że w tej sytuacji ojciec powinien poświęcać synowi
          maksimum uwagi. NIe o ilość chodzi, a o jakość. Ojcu najwyraźniej leży na sercu
          dobro dziecka na co dowodem jest okolicznośc, że nie rozwiódł się dotąd z jego
          matką i podtrzymywał iluzję małżeństwa. Jak dotąd więc koncentrowal się na
          problemie nawet nadmiernie, tyle że robił to od dupy strony.
          I jeszcze jedno o krzywdzie: ojciec nie skrzywdził dziecka tym, że znalazł nową
          partnerkę i zdecydował się z nią na dziecko. Skrzywdził syna tym, że wspólnie z
          matką wymyślili jeden z najgłupszych układów międzyludzkich, w których uczciwość
          została zastąpiona fasadą, a ciepło wzajemnych relacji, miłość i wierność
          przestały istnieć. W ślad za tym poszedł kolejny błąd będący prawdziwą zmorą
          rekonstruowanych rodzin- pójście w kierunku materialnych rekompensat, co jest
          jedną z gorszych rzeczy, jakie można uczynić młodemu człowiekowi.
          Dalsze rekompensowanie dziecku krzywdy, ktorej de facto nie zaznało, jest
          kontynuacją tego błędu. Wyjściem natomiast jest dostrzeżenie, że krzywdą stało
          się coś zupełnie innego i praca nad tym problemem.
          Sedno leży więc w tym, jak teraz sytuację wyprostować i renegocjować zasady, w
          czym duzy udział musi mieć ustawienie dziecka i pokazanie mu, że finansowy
          kranik zostanie zakręcony. W zamian powinno się odkręcić kranik emocjonalny i
          pedagogiczny- a więc postawienie na wychowywanie syna w zamian dotychczasowej
          hodowli (jak to świetnie określila Brak_Talentu).

          a.
          • rumianek80 mrs-ka 08.07.07, 20:27
            przepraszam masz racje,poleciało mi to z rozpędu ,dlatego ze na innym forum też
            pisałam i tam mnie tak zaatakowano że postanowiłam odpisać i poszło tu.
            Tobie dziekuje za wiele mądrych słów ktore wzielam sobie do serca i glowy i co
            nieco przemyslalam juz nawet.
            Nie mam zamiaru oczerniac jego zony chcialam przedstawic ze nie jst "świętą
            porzuconą"
            Ja widzę to w ten sposób że fakt faktem on mial inne zycie i kiedys rodzinę
            ale u mnie jest akurat przypadek odbiegający od ogółu.
            Dlaczego miałam zrezygnować z uczucia ,obydwoje się kochamy on swoje dzieci
            rowniez ,tylko nie umie być "mądrym "rodzicem.Dlaczego mialam zrezygnowac ze
            swojego szczescia i milosci jesli tam juz dawno jej nie bylo???
            Gdybym nie byla z nim ja-bylaby inna.
            Ja nie mialam wplywu-bezposredniego na to co sie dzialo i dzieje z jego
            synem ,ja mu probowalam wielokrotnie wyjasnic ze zamiast jezdzic do mlodego z
            dostawa kasy niech on przyjdzie do nas ale mlody nigdy ne maczasu bo koledzy,bo
            dziewczyna......
            A poza tym moj M -odsunął- mnie od spraw swojego syna bo uwaza ze sam wszystko
            wie najlepiej...Poprostu,probowalam kilka razy w koncu powiedzialam mu jasno -
            niech robi co chce skoro mnie nie chce posluchac,zaznaczylam ze ja na sposob
            postepowania z chlopakiem nie mam zadnego wplywu nie nie chce by potem ktos mi
            powiedzial ze ja w tym bralam udzial.Zostalam odsunięta i jak podkreslam
            wszystko co robi moj M robi sam i na lasna odpowiedzialnosc bo mi nie
            kazano "się wtrącać" Powiem jeszcze ze bylismy juz raz na pierwszej wizycie u
            psychoterapeuty ,mam zamiar wziąć sprawy we własne ręce,dla dobra nas
            wszystkich,nie mam zamiaru udawać że robię to głównie dla nas ale dla mlodego
            tez to bedzie najlepszym rozwiazaniem bo przy nastepnych wizytach i jego
            rozmowa z psychologiem nie ominie

            mrs-ka dziekuje raz jeszcze
        • braktalentu Re: Doraźne rozwiązania 08.07.07, 19:13
          Primo:
          Faktycznie, "osądzeni spraw" nie jest moją mocną stroną i zazwyczaj staram się
          pamiętać komu wolno rzucać kamieniem. Ty zaś Movisz najwyraźniej z tych bez
          winy.

          Secudno:
          Nie wierzę w "powracającą falę zła"-smile. W czarnego kota przynoszącego pecha i
          siedem lat nieszczęścia po zbiciu lustra też nie wierzę. Nie przecieram dziecku
          oczu majtkami gdy ktoś się mu dłużej przygląda. Wierzę za to w przyczynę i
          skutek.

          Tercio:

          Nie rozumiem, dlaczego uważasz, że kochanka ponosi taką samą odpowiedzialność
          za sytuację jak rodzice chłopca. Pomijając kwestię Jej młodego wieku, gdy
          znalazła się w tym układzie, za dzieci odpowiadają Ich rodzice. To Oni (Tatuś i
          Mamusia) zafundowali swojemu dziecku to co tak fachowo nazywasz "dziurą w
          psychice".

          Quatro:

          Twierdzisz, że proponowane przeze mnie rozwiązania są niedobre, ale sama poza
          wieszczeniem straszliwej kary, nic nie masz do dodania. Łatwo krytykować, ale
          spróbuj zaproponować jakieś rozwiązanie.
          Bo chyba nie uważasz, że kochanka powinna jeździć do chłopca w środku nocy by
          zmazać swoje winy, czy też pozwalać na wybudzanie swojego 2 letniego dziecka
          dzwoniącym telefonem? A może w ramach pokuty powinna dać się obrażać
          nastolatkowi? Prawda, że to głupie.
          • rumianek80 hiena 08.07.07, 20:02
            kazda która sie rzuca na tą "następną" na tą "next"
            Szkoda że te wszystkie porzucone przez mążów kobiety nie potrafią już pozbyć
            się tego żalu,jadu i nienawiści do wszystkich ludzi chyba ? którzy są w innych
            związkach ,nie tych pierwszych -od" Boga nakazanych".
            Czy te wszystkie kobiety które tu piszą i tak zajadle atakują nie znacie
            żadnego związku który się rozleciał bo tak było najlepiej dla wszystkich?
            Nie możecie pojąć tego że czasem tak porostu się dzieje? I że niewiadomo tak
            naprawdę kogo i kiedy to moze spotkac?
            Akurat muszę sprawić ogromny zawód niektórym z was bo w moim przypadku ja
            niestety nie byłam ani tą trzecią ani kochanką ani "rozwalaczem cudzych
            związków" !!! Bo wydaje mi się że w/g definicji samej ta trzecia musi chyba być
            tą trzecią nie?Skoro oni nie żyli ze sobą od kilku lat !!! jak się poznaliśmy i
            On miał kogoś i ta kobieta miała -kogoś to w takim razie jak mozna mowic o
            trzeciej? -z tego wynika ze ja tam bylam 5 !!!! a jak doliczyc ich syna to
            6 !!! Fajna pokaźna rodzinka -nie?
            Oczym wy tu piszecie -jakie rozwalanie rodziny? Jakie pchanie się na trzeciego?
            Trzxeba najpierw mieć świadomośc sytuacji by kogoś mieszać z błotem.
            Powtórzę wyraźnie -Nie mam najmniejszych wyrzutów sumienia za jakiekolwiek
            rozwalanie!!! Nie mam wyrzutów sumienia za zmarnowanie czyjejś psychiki !!! Ani
            nic w tym stylu !!!!!!
            A dla obrońców -byłych żon -powiem tylko że chłopak swej mamusi to znać nawet
            nie chciał ! I nawzajem zresztą -mamusia jego też.Po wielokrotnych
            interwencjach dziadków (ze strony ojca) mlodego przekonali jakoś ze matka to
            matka i jakoś ze sobą żyją .
            A w sądzie to tata stara się o przyznanie opieki nad nim.
            Można sobie wnioski wyciągnąć czy to wina tatusia mamusi a może moja?
            A jeśli chodzi o święta to ona nigdy w zyciu nawet choinki na swieta
            dzieciakowi nie ustroila,dla niej nie istniej cos takiego jak swieta! I na
            kazda uroczystośc jezdzil z ojcem do dziadkow -we dwoch .I tak zostało do
            dziś ,tyle ze teraz jeżdzimy tam wszyscy razem,ja moj M jego syn i nasza córka.
            A jak zostajemy na miejscu to idziemy do moich rodziców i jego syn idzie z
            nami !!!!
            I teraz to te wszystkie zajadłe żmije ktore tu próbują mnie zabić swoimi
            słowami z ładunkiem jadu - poprostu z nienawiści i wredotu chyba się
            powykręcają .!!!! No bo jak to macocha zabiera pasierba do swojego domu
            rodzinnego na śniadanie wielkanocne np?
            Jeśli chodzi o mamusie to jest bardzo zadowolona ze ma spokoj od "gowniarza "-
            jej słowa. i mozemy go sobie zabierac.!!!

            • mrs_ka Re: hiena 08.07.07, 20:07
              Wybacz, ale nie wiem, o czym piszesz. Kto Cię niby tutaj tak zaatakował? Podasz
              przykłady?

              a.
              ps. nie ukrywam, że szczęka mi lekko opadła po przeczytaniu Twojego ostatniego postu
              • mrs_ka Re: hiena 08.07.07, 20:08
                uściślę: konkretnie chodzi mi o te "zmije" i "hieny"

                a.
                • virtual_moth Re: hiena 08.07.07, 22:46
                  Chodzi jej chyba o nick movisz.

                  Rozumiem movisz w jej (jego) kategorycznych osadach, ale tutaj chyba się myli.
                  Widzę w rumianku młodą (duchemtongue_out) osobę, która ma znowu ten sam problem -
                  facet, który nie wie na czym polega wychowywanie dzieci. Widzę jednak, że
                  eksowa tez zawala sprawę na całej linii. Facet moze powinien starać się o
                  przyznanie jemu opieki nad dzieckiem..., z dwójki rodziców on wydaje się mimo
                  wszystko bardziej "nadający się". Może tu tkwi problem?
    • chalsia Rumianek = Monikaj1980 08.07.07, 22:48
      się machnęła w odpisywaniu tutaj i nieprzelogowała, poniżej link do dość
      szczegółówego opisu jej sytuacji na macochach, która jakoś trochę innego
      wydźwięku nabiera
      po przeczytaniu

      czegokolowiek by nie mówić, trafił jej się facet dupek - a raczej z własnego
      wyboru i to w pełni swiadomego jest z takim facetem

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=65362132
      • virtual_moth Re: Rumianek = Monikaj1980 08.07.07, 23:15
        Ciekawe... "Zdiagnozowałam", że facet powinien ubiegac się o przejęcie opieki,
        czyżby słusznie?

        IMHO prosta sprawa - facet cierpi na przerost odpowiedzialności. Nie radzi
        sobie z tym, nie ma "doświadczenia" w wychowywaniu syna. Jego najnowsza
        dziewczyna go nie rozumie, zresztą nie jest to dziwne - nie jej wina, że nie
        rozumie. Jednoczesnie ma ona charakter "ugodowy", nie postawi się, nie
        zaakcentuje swoich potrzeb, boi się, że będzie taka jak eksowa, jeśli czegoś
        zarząda. On do tego przywyknął, więc teraz, kiedy next się stawia, on odbiera
        to jako atak/zdradę, stąd ucieczki do znajomych.
        IMHO kwestia miesiecy jak znajdzie nowa nextcrying

        Co robić?

        IMHO propozycja praktycznego podziału kasy nie jest taka zła, ale prowadzi do
        rozpadu związku... dobrze, że czytasz forum i możesz poczytac różne posty, IMHO
        one dają dużo wiecej niż gadka z psychologiem 100/g. Moim zdaniem sprawę z
        facetem da się załatwić przez rozmowę, tylko trzeba wiedzieć o czym gadać. Może
        będę oryginalna, ale rozpoczęłabym od odnowy (lub urozmaicenia) sfery
        seksualnej. Zawsze to najprościej i może być dobrym wstępem do gadki na poważne
        tematy...
        • chalsia Re: Rumianek = Monikaj1980 09.07.07, 00:09
          a tu jeszcze jeden zarchiwizowany już link

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=56231762&a=56231762
          myślę, że w końcu po 7-8latach tego związku na własne życzenie przelała się
          czara goryczy, dobrze, że udało jej się (to z watku na macochach) zagonić
          gostka do psychologa.
          Trzymam kciuki za autorkę wątków by w miarę szybko wyjasniło się, czy mają nad
          czym razem pracować, czy się rozstać (Burza nieźle opisała na macochach, ze de
          facto autorka JUŻ JEST samodzielną matką).

          W zyciu ponosi się konsekwencje WSZELKICH swoich wyborów.
          • pelagaa Re: Rumianek = Monikaj1980 09.07.07, 19:44
            Zastanowilo mnie, ze od stycznia do czerwca z szesciu lat zrobilo sie osiem, a
            z roku mieszkania wspolnego nagle dwa lata wink

            Ach... to narzedzie szatana tongue_out
            • lilianka1999 Re: Rumianek = Monikaj1980 11.07.07, 01:21
              Nie załąpałąm do końca, czy autorka wątku to troll czy nie, ale ja na pewno nie
              siedziałąby, młoda, czy nie 7 lat z nierozwiedzionym facetem.

              Stosunek faceta do włąsnyego syna jest też nie do zaakceptowania.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka