Dodaj do ulubionych

"...dopoki smierc was nie rozlaczy" (dlugie)

23.09.07, 19:38
przysiega ...ciagnaca sie nieraz jak smrod po gaciachsad(((((


cholercia, zawsze nie lubilam rozpoczynania pisaniny (bo nie wiem jak
zaczac)smile (moj jezyk polski juz przyblaklsmile))

5 lat temu moj rozwod po 17-stu latach malzenstwa, zostalam z 3-jka dzieci (na
dzien dzisiejszy 21,19,18 lat, ufffsmile)).
Wiem, ze to nie istotne, ale to ja wnioslam sprawe o rozwod, po "obiecankach
cacankach" mojego wtedy meza (ze skonczy z kochanica).

"Zwolnilam" sie z jego firmy szkajac w miedzy czasie innej pracy, ktora
znalazlam (bardzo dobrze platna i to w moim zawodziesmile)). Bylam niezalezna!!!

Zrezygnowalam ze wszystkiego, z alimentow, z podzialu majatku, z auta (mojego,
ale na jego firme zapisana) nie chcialam nic (czego nie zaluje).
Opamietal sie pare miesiecy przed rozwodem, ze ja jednak nie zartuje (mieszkal
wtedy z kochanka), zaczol blagac zebym wycofala wszystko, ale niestety
zaufanie bylo wtedy dla mnie slowem obcym, mialam juz go dosyc, jego klamstw,
bezpodstawnych obelg..., czekalam na rozwod, ktory okazal sie dla mnie
gilotyna czasu przeszlego od terazniejszosci.
Nie bede tutaj pisala, ze bardzo cierpialam i co przezylam w miedzy czasie, bo
byscie nie uwierzyly (ale jakos przezylamsmile)). Ale na dzien dzisiejszy mamy
poprawne relacje.

Poznalam czlowieka (krotko po rozwodzie) tez po przejsciach z dwujka dzieci
(dzieci mieszkaja u mamy), sprawa rozwodowa byla w toku.

Jego zona odeszla do kochanka, z ktorym miala wtedy 6-miesieczne dziecko na
ktore moj M placi i bedzie placil alimenty, gdyz nie odwolal sie w ciagu 6
miesiecy od narodzenia dziecka i nie zaprzeczyl ojcostwa (Niemcy).

Opamietala sie jak sie dowiedziala, ze jej byly maz "poszukal" sobie kogos na
powaznie, czyli mnie (wczesniej jeden zwiazek mojego M sie rozpadl przez nia).
Nagle zaczela sie wojna, "odeszla" od kochanka (proforma), chciala wrocic
nagle do bylego meza. Moj M staral sie jej uswiadomic, ze to nie jest mozliwe,
bo jej juz nie kocha, ze kocha mnie, itd..... zaczol sie horror, zarzadala
alimentow na siebie, i podwyzke i tak juz wysokich alimentow, zaczela
ograniczac kontakty dzieci, padaly oszczerstwa raniace moja osobe.
Ja dla dobra jego dzieci milczalam, ignorowalam wyzwiska, chcialam, zeby moj M
mial dobry kontakt z dziecmi. Na dzien dzisiejszy sa u nas co drugi weekend
(3dni), w ciagu tygodnia moj M je przywozi ze szkoly (od czasu do czasu).
Dzisiaj po prawie 5 latach pod jednym dachem, stwierdzilam, ze sie wypalilam,
nie mam juz sily, chce spokoju. Jego corka dzisiaj przy obiedzie wykrzyczala
mi, ze jakby nie ja to mama i tata byliby razem (dziewczynka lat 13),
uslyszalam wyzwiska od obcokrajowcow (mam dwa obywatelstwa), zadne rozmowy i
racjonalne tlumaczenie nie pomogly. Moj M kazal mnie przeprosic, ale ona sie
tylko szyderczo usmiechnela, kwitujac; ze nie musi do nas przychodzic. Jego
"niby" syn zaczol ja nasladowacsad((
Nie umie zyc w takiej atmosferze, wychowalam 3-jke dzieci i takie zachowanie
jest dla mnie obce. Boli mnie serce, gdyz bardzo duzo zrobilam dla jego
dzieci, nigdy nie chcialam im zastepowac matki albo wychowywac, gdyz maja od
tego matke i ojca.

Chce od mojego jeszcze nie meza (slub mial byc, ale nie chce) odejsc, ale nie
wiem jak mu to powiedziec, wiem, ze mnie bardzo kocha i ja jego, ale juz
naprawde nie moge, cos we mnie peklosad
Nie jestem zla na corke mojego M, gdyz wiem, ze za jej slowami kryje sie Exia,
ale od 13-letniej dziewczynki mozna wymagac normalnego zachowania i panowania
nad slowami.

Moj Ex ma jakas tam z kolei Nexie, ale moje dzieci sa w stosunku do niej ok.,
nigdy o zadnej nie powiedzialam zlego slowa, urzadzamy razem wspolne
uroczystosci rodzinne jak np. urodziny dzieci, oblewamy wspolnie prawodjazdy,
od czasu do czasu wspolny gril i zakupy.

Wiem, ze sa na tym swiecie normalne Exie (jestem zywym przykladem), ale
dlaczego wlasnie ja trafilam na takiego potwora, dlaczego Exia mojego M robi
nam po tak dlugim czasie pieklo? Dodam, ze w miedzy czasie wyszla za maz i
maja drugie dziecko.

No i chyba (znowu) przylacze sie do waszego gronasad((

Ps.
Przepraszam za bledy i stylistykesmile
Obserwuj wątek
    • sylwiamich Re: "...dopoki smierc was nie rozlaczy" (dlugie) 23.09.07, 19:44
      Dlaczego ludzie boją się przyszłości?Dlaczego chcą wszystko?Dlaczego
      nie potrafią z niczego zrezygnować aby mieć coś lepszego?Chore to.Ja
      czasami tez tak się czuję...chcę świętego spokoju i własnych schizów.
      • luna67 Re: "...dopoki smierc was nie rozlaczy" (dlugie) 23.09.07, 19:57
        Wlasne schizy to mialam, mam i miec bede, na swiety spokoj bede miala w tej
        sytuacji wplyw jak odejde, ale jak to znowu przezyc?sad jak odejsc od czlowieka,
        ktorego sie kocha? i ktory mnie darzy tym samym uczuciem?

        Popierdzielone to wszystkosad
        • sylwiamich Re: "...dopoki smierc was nie rozlaczy" (dlugie) 23.09.07, 20:02
          Wiesz..skoro jest miłość...warto walczyć, trzeba walczyć!!!Może nie
          teraz...sił Ci brak.Ale skoro masz siłę żeby skończyć...czemu nie
          masz siły żeby zawalczyć?Miłość...jedyna rzecz warta
          wszystkiego...zbyt nieczęsta żeby nie ceni8ć.
          • luna67 Re: "...dopoki smierc was nie rozlaczy" (dlugie) 23.09.07, 20:11
            Walczyc? a z kim? Z durna Exia mojego M? nie, dziekuje, z koniem nie bede sie
            kopala. Mialam sile na walke, na ktora poswiecilam prawie 5 lat naszego zycia,
            juz nie mam sily. A odejscie zajmie mi napewno mniej czasu (wiec i mniej sily i
            walki bedzie mnie to kosztowalo (chyba:-crying)

            Dlaczego napisalas, ze milosc nie jest "czesta"? moim zdaniem nic trudnego dla
            chcacegosmile
      • z.odzysku Re: "...dopoki smierc was nie rozlaczy" (dlugie) 24.09.07, 09:29
        sylwiamich napisała:

        > Dlaczego ludzie boją się przyszłości? Dlaczego chcą wszystko?
        > Dlaczego nie potrafią z niczego zrezygnować aby mieć coś lepszego?
        Chore to.

        Chyba dlatego, że z przyszłością związana jest niepewność. A boimy
        się właśnie tego czego nie znamy.
        Czasem nie wiadomo z czego zrezygnować, aby mieć coś lepszego.
        Zmierzam do tego, że naszym życiem w znacznym stopniu kieruje
        przypadek. To co początkowo wydawało się za złe, może w dłuższej
        perspektywie wyjść nam na dobre. Choć na początku trudno w to
        uwierzyć.
    • nangaparbat3 Re: "...dopoki smierc was nie rozlaczy" (dlugie) 23.09.07, 20:05
      Luna, zaczekaj, jeśli sie kochacie, szkoda to niszczyć - za mało miłosci na
      świecie, za rzadko ludzie sie kochają.
      Ja bym zagrała va banque - przy kolejnej takiej scenie powiedziałabym małej po
      prostu co czuję - bez gniewu, ze smutkiem. Ale nie że czuję obrazę czy zlość,
      tylko to, co jest pierwsze - smutek, lęk, bezradność. Że jej tate kocham i mi
      zależy i na nim, i na jego dzieciach. Spokojnie (albo cała we lzach, jak by
      wyszlo) bym jej to powiedziala, bez wstydu, bo nie ma się czego wstydzić.
      Takie szczere odgadanie czasem naprawdę pomaga, a skoro chcesz sie z nim
      rozstać, niczego nie ryzykujesz - mozesz tylko zyskać. Trzymaj się smile
      • luna67 Re: "...dopoki smierc was nie rozlaczy" (dlugie) 23.09.07, 20:15
        Nangaparbat3, wiesz mi ja juz wszystkiego wyprobowalam, na te dzieci nic nie
        dziala, jest od czasu poprawa ale nie trwa dlugo. To jest inna mentalnosc, inny
        kraj i inne wychowanie dzieci (bezstresowosad).
        • nangaparbat3 Re: "...dopoki smierc was nie rozlaczy" (dlugie) 23.09.07, 20:51
          Ponieważ nasza corkę wychowywalismy bezstresowo, to akurat cos o tym wiem. Że
          wlasnie taka szczerość daje lepsze efekty niz wszystko inne.
          Jeszcze jest jeden sposób - obracać wszystko w zart, śmiech leczy i zbliża.
          No naprawde szkoda żebyście się rozstawali, skoro sie kochacie.
          a moze masz pmsa i za parę dni zmienisz zdanie?
          • luna67 Re: "...dopoki smierc was nie rozlaczy" (dlugie) 23.09.07, 21:10
            Czyli sprawa musi byc powazna, bo krotko przed owusmile

            Powiedz mi co ma bezstresowe wychowywanie ze szczeroscia wspolnego? chyba mowimy
            o czyms innym.
            Czy ty pozwolilas swojemu dziecku na wszystko? czy pozwolilas dziecku sie
            szantarzowac za kazdym razem mu ustepujac? czy twoje dziecko nie ponosilo zadnej
            konsekwencji za zle zachowanie (nie mam na mysli kary cielesnej, gdyz sama nigdy
            nie uderzylam dziecka)? poblazalas, nie zwracalas uwagi tlumaczac "przeciez to
            dziecko" Jezeli nie, to to nie bylo wychowanie "bezstresowe"smile
            • nangaparbat3 Re: "...dopoki smierc was nie rozlaczy" (dlugie) 24.09.07, 00:40
              luna67 napisała:

              > Czyli sprawa musi byc powazna, bo krotko przed owusmile

              Ojojojojoj...Poważna sad


              >
              > Powiedz mi co ma bezstresowe wychowywanie ze szczeroscia wspolnego?
              chyba mowimy o czyms innym.
              > Czy ty pozwolilas swojemu dziecku na wszystko?
              Na bardzo duzo - np. rysować po scianach, pociąć nowe ubranie zeby mialo
              frędzelki jak ciuchy Pocahontas (nie zezwoliła, bo nie pytała, ale sie nie
              gniewałam), decydować co i ile je, jak się ubierze - własciwie od kiedy pamietam.

              czy pozwolilas dziecku sie szantarzowac za kazdym razem mu ustepujac?

              Chyba nie, bo nie przypominam sobie, zeby nas szantazowała. Ale moze to dlatego,
              ze tylko wyjatkowo zabranizalismy lub zmuszaliśmy, w zupełnie wyjątkowych
              sytuacjach.



              czy twoje dziecko nie ponosilo zadne
              > j
              > konsekwencji za zle zachowanie (nie mam na mysli kary cielesnej, gdyz sama
              nigdy nie uderzylam dziecka)?
              No czasem mówiłam, że nie powinna, przykro mi, martwie sie albo sie gniewam.
              poza tym czasem sie darłam (i drę).

              poblazalas

              Mam opinie poblażliwej. ale jakos sie tego nie wstydam.

              , nie zwracalas uwagi tlumaczac "przeciez to
              > dziecko"
              To zależy, co robiła. Ale na ogól wymagam tego samego od wszystkich, więc
              tłumaczenie "to jeszcze dziecko" jeśli, to b. rzadko.

              Jezeli nie, to to nie bylo wychowanie "bezstresowe"smile
              To sama oceń smile


              A co z tym wszystkim ma wspolnego szczerość?
              Że dziecko wychowywane bezstresowo (co nie znaczy rozpuszczone i rozwydrzone, bo
              nie o rozpuszczanie idzie) jest empatyczne, za to uparte i nie daje sobie nic
              narzucic siłą.
              Stąd ta szczerość smile
              • sylwiamich Re: "...dopoki smierc was nie rozlaczy" (dlugie) 24.09.07, 04:19
                Wiesz Luna..chyba rzeczywiście się wypaliłaśsad((A miłość czasami się
                poświęca...nawet największą.Czasami nie wystarcza kochać żeby z kimś
                być...wiem coś o tymsmile
                • to.ja.kas Luna 24.09.07, 10:55
                  A wiesz co mnie zastanawia....ze Ciebie interesuje co eks mysli, co
                  mówi, co sądzi.

                  Nie zgodze sie z Nanga bys wylała łzy przed dziecieciem bo obawiam
                  sie, ze zostaaniesz wysmiana i zlekcewazona...a jak czlowiek sie
                  otworzy to takie zachowania wzgledem niego bardzo bolą...po co Ci
                  dodatkowy ból.

                  Co bym zrobiła? Zażądała by w moim domu okazywano mi szacunek...i
                  tylko tyle. Postawiła jasne granice i ich przestrzegała. Porozmawiaj
                  z M jak to zrobic, czego oczekiwac i jak działac.

                  Wierz mi, myslenie o tym co o nas mówia i mysla jest
                  bezsensowne...zwłaszcza jezeli chodzi o eksie, neksie, eksów
                  itd...zwłaszcza jesli nasz stosunki pozostawiaja wiele do zyczenia.
                  Jezeli sie kochacie naprawde to moze wyjdz z roli słuzebnej,
                  pokornej i "winnej" z powodu Waszego szczescia a zacznij
                  oczekiwac...nie milosci, nie sympatii...szacunku....
                  ...Moja mama zawsze mowiła "jak nie bedziesz sie szanowac to nikt
                  Cie nie poszanuje"...i to swieta racja.
                  • luna67 Re: Luna 24.09.07, 13:30
                    To.ja. kas, przeciez napislalam wyraznie, ze dla dobra dzieci nie reagowalam na
                    docinki Exi, nigdy nie mialam zamiaru prostowac jej intryg pod moim adresem.
                    Znam siebie i swoja wartosc i guzik mnie to obchodzi co ona o mnie mysli, ona
                    mnie przeciez nie zna!!! Chodzi o to, ze ona przez to oczernianie i wymyslanie
                    farmazonow zle nastawia do mnie dzieci!!!
                    Jestem tego samego zdania co do moich lezsmile)) nie umie na pokaz plakacsmile
                    Rozmawialam z moim M juz nie jeden raz, wylozenie "kawy na lawe" poprawia
                    sytuacje, ale nie na dlugo, wszystko powraca jak bumerangsad

                    Nie jestem sluzaca, nigdy nia nie bylam, a pokore zostawilam dawno temu w
                    kolyscesmile Analizujac cala ta popiepszona sytuacje widze wine mojego M i
                    naturalnie Exi (ale na nia nie mam wplywu). A najgorsze jest, ze on tego nie
                    widzi!!!
                    Przyklad wczoraj; bezczelne zachowanie corki M, za ktore nie chiala mnie
                    przeprosic (ok. przezyje). Po obiedzie mala chciala isc na festyn, oczywiscie
                    bezemnie (to byl jej warunek), no i moj M ubral dzieci i bez slowa sprzeciwu z
                    nimi poszedl. Czy wy wiecie jak ja sie czulam?
                    Po powrocie powiedzialam mu, jak ja to wszystko widze, a on myslal, ze mi tym
                    przyjemnosc zrobil, i nie uwaza, ze swoim zachowaniem jeszcze mala wynagrodzil.

                    A w domu... cisza przed burzasad(((((((

                    • to.ja.kas Re: Luna 24.09.07, 15:15
                      Kochana Luno. Wspolczuje. Nie chodziło mi o to bys nie reagowała na
                      docinki eks...tylko bys ich sobie nie brała do głowy, nie zasmiecała
                      tym umysłu...bo brak reakcji to zupełnie inna bajka.

                      Mysle, ze tak jak misie sa jedynymi winnymi własnycg zdrad tak samo
                      tu jedynym winnym tak zagmatwanych relacji jest nie eksia...tylko
                      Twój M. Twój M bo pozwala na ekscesy swojej byłej.


                      Wiesz co powoduje, ze nasze słowa traktuje sie powaznie???
                      KONSEKWENCJa...zelazna...nieprzez tydzien, miesiac, rok...ale
                      ZAWSZE...wtedy sytuacja poprawiłaby sie byc moze na stałe a nie na
                      chwile.
                      Czy Twoj M jwie akie beda konsekwencje jego zachowania?

                      A swoja droga jak Mała jest taka upiorna to niech idzie sama z tata
                      na festyn....Ty w tym momencie odpocznij i nabierz sił...i zrob cos
                      co bedzie przyjemnoscia a nie katorżniczą pracą...nawet na
                      festynie smile) Co oczywiscie nie usprawiedliwia zachowania Twojego M
    • madalenka25 Re: "...dopoki smierc was nie rozlaczy" (dlugie) 24.09.07, 15:05
      jak czytam takie historię tu czy na macochach to mam ochote posłac
      kwiaty pewnej Pani za to że zabrania kontaktów smile)

      Luna - jesli wypaliłaś się - to nie masz nic do stracenia - ja
      jestem zwolenniczka jasnych przekazów i twardych zasad. Kiedy moje
      malżeńswo rozpadało się a ja całkowicie się wypaliłam mój dzisiejszy
      eks mąz dostal jasny przekaz - albo my albo flaszka - wybrał i papa.
      Gdybym choć troszke jeszcze go kochała pewnie walczyłabym dalej -
      ale niestety bardzo skutecznie "zapił" nasz związek.

      Jesli go nadal kochasz to powalcz bo dzieci w końcu dorosnął i pójda
      w świat i będziecie wtedy mieli siebie smile
      • natasza39 Re: "...dopoki smierc was nie rozlaczy" (dlugie) 24.09.07, 15:20
        Tutaj wybór jest chyba trudniejszy.
        Luna musiałaby powiedzieć "Ja albo dzieci". Dzieci, to jednak co
        innego niż flaszka.
        Tym niemniej czytając, to co luna przezywa z
        wychowywanymi "bezstresowo" pasierbami powoduje u mnie otwieranie
        się noża w kieszeni.
        Dzieci dorastają, to fakt. Kiedyś facet zostanie sam a jego
        kochane "dzieciątka" będą miały go w dupie. Może warto mu to
        uświadomić?
        I mniej się angażuj w wizyty jego dzieci. Po co narażasz się na
        kontakty z nimi?
        Może powiedz jasno facetowi, że jesli chce nadal być z Tobą, to
        niech nie liczy, że Ty cokolwiek dla jego dzieci będziesz robić.
        Moim zdaniem musisz dać mu jeszcze raz szansę, ale jemu i tylko jemu.
        Dzieciom już dałaś, nie wyszło. Trudno.
        ---------------------------------------------------------------------
        Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie
        jest z głupcami.
        • sbelatka Re: "...dopoki smierc was nie rozlaczy" (dlugie) 24.09.07, 15:46
          Luna...
          przeczytałam Twoj post i wzbudził we mnie opór...
          głównie fragment "od 13 latki mozna wymagać"..

          no tak, pewnie pewnych rzeczy mozna wymagać
          ale zapewne nie dojrzalości...

          mam wrażenie, że oczekujesz, że dzieci tamte nie będa czuły tego co
          czują (a kazdy czuc może to co czuje. rzecz nie do dyskusji)
          i nie będa tego wyrażały - w imie dobrego wychowania zapewne.. bo
          czegóz by innego...

          owszem, osobiście uważam, że wazne jest nie tylko co ale i jak sie
          mówi
          ale możliwe, że tamte dzieci nikt nie nauczył czym sa cudze granice
          i ze nie wolno ich naruszać

          mysle, a nawet jestem pzrekonana, że masz prawo zadbac o swoje
          granice
          nie pzowolic na bycie obrażaną..
          ale to nie ma - w moim odczuciu - zupelnie nic wspolnego z ich
          prawem do przekonania, nawet jesli jest błędne, ze gdyby nie ty to
          tata i mama...

          z ICH punktu widzenia jestes intruzem
          i tyle
          i walczenie z tym ich przekonaniem za pomoca racjonalnych argumentów
          jest z góry skazane na porażkę.

          zreszta to nie twoja sprawa żeby to wyjasniac - tylko twojego
          partnera
          on jasno i wyrażnie musi im powiedziec kim dla niego jestes i jak do
          tego doszło

          Ty zadbaj o swoje granice
          nie wdawaj sie z nimi w pyskówki ani przepychanki
          one nie musza Cie lubiec.. wiem, że to trudne - ale tak jest..

          nikt nikomu nie gwarantuje, ze z pasierbami stworzy nowa miła
          rodzinę...

          a poza wszystkim warto poczytac na temat okresu burzy i naporu w
          czasie dojrzewania..

          i żeby bylo wszystko jasne - bezstresowe wychowanie mnie zbrzydza...
          i nie jestem najczęsiej zachycona obiektami wychodowanymi w ten
          sposób

          ale to jak zostaly wychowane juz fakt- a z faktami nie ma co
          dystkutowac

          a skoro kochasz faceta i to ze wzajemnością.. to nie mysl o
          zabijaniu tej milości
          tylko skup sie na rozwiązaniach

          acha, i nie zgadzam sie z Nataszą

          zycze powodzenia
      • nangaparbat3 Magdalenko! 24.09.07, 19:40
        Jeśli nie dostrzegasz róznicy zasadniczej miedzy dziećmi a flaszką, to -
        słów mi zabrakło.
        • madalenka25 Tłumacze 25.09.07, 09:15
          nie porównuje dzieci do flaszki - chodziło mi o wypalenie i
          podejmowanie decyzji i konsekwencji trwania w niej - to był
          przykład - może mało trafiony sad

          nie da się zyć w związku gdzie się nie szanuje partnera i jego uczuć
          i bez względu z jakich racji - Luna zachowuje sie ok - szanuje
          uczucia partnera w stosunku do jego dzieci i go wspiera ale to
          powinno działac w obie strony a jak wynika z postu Luny - nie działa



    • mamba30 Re: "...dopoki smierc was nie rozlaczy" (dlugie) 24.09.07, 15:59
      miałam bardzo podobną sytuację ze swoją pasierbicą, z nastawiającą
      negatywnie ex i z M, który zgubił gdzieś po drodze cohones. Po ponad
      2,5 roku bycia obrażaną i olewaną we własnym domu, powiedziałam
      basta. Na chwile obecną nie widuję się z pasierbicą, M ją odwiedza
      bądź zabiera do swoich rodziców. U mnie jest taka różnica, że M
      widzi gros swojej winy. Nie mówie, że na zawsze juz pasierbica nie
      będzie do nas przyjeżdżała, ale na chwilę obecną tak jest najlepiej.
      Może coś to da w sensie zaprzestania w przyszłości takiego
      zachowania, nie wiem, czas pokaże. Ja muszę zadbać o swoje zdrowie
      psychiczne i o swoje dziecko. Może i Ty się zastanów nad takim
      rozwiązaniem?? Jeżeli się kochacie, szkoda poświęcać uczucia.
    • julka1800 Re: "...dopoki smierc was nie rozlaczy" (dlugie) 24.09.07, 16:51
      tak czytam i czytam, i zastanawiam sie gdzie sie podzial szacunek
      dla Ciebie, Luno, jako kobiety, oraz szacunek dla Ciebie jako
      czlowieka w tym domu?
      Bo wydaje mi sie, ze przede wszystkim Twoj mezczyzna nie okazuje
      tobie szacunku, a 13-latka dostaje pelne poparcie dla swojego
      zachowania od ojca w postaci braku jakiegokolwiek sprzeciwu.
      I nic tu nie ma do rzeczy wychowywanie bezstresowe, chyba ze ja nie
      rozumiem pojecia bezstresowe.
      Ogolnie dla mnie nie do pojecia jest takie zachowanie sie dziecka
      potencjalnego Mojego mezczyzny pozostawione przez niego bez
      komentarza. I jeszcze wyjscie na ten festyn....
    • a.niech.to Re: "...dopoki smierc was nie rozlaczy" (dlugie) 24.09.07, 21:23
      Nigdy bym nie przypuszczała, że takie problemy może mieć nexia.
      Dobrze, że jestem sama. Przy mojej znajomości ludzi pewnie bym się
      znów wplątała w jakiś zakręcony układ. A tak mam tylko własne dzieci
      na głowie. Tylko i aż tyle. Najdalsza jestem od bezstresowego
      wychowania. Konsekwencja, stawianie wymagań i tyle pobłażania, ile
      jest konieczne.
      A może za mało rozumiem?
    • woda-niegazowana Re: "...dopoki smierc was nie rozlaczy" (dlugie) 25.09.07, 12:05
      Przede wszystkim podziwiam Cię za spokój.
      Mam jednak wrażenie, że bardziej od NIEWYCHOWANYCH dzieci, boli Cię "bezradność"
      M. Jego dzieci (swoją drogą to czemu przez te ustawowe 6 miesięcy nie
      zaprzeczył, że jest ojcem?????) to potwory. Mnie wychowanie bezstresowe kojarzy
      się zupełnie inaczej-tak oszczędzam dzieciom zbędnego stresu, ale w dorosłym
      życiu nikt nie będzie ich głaskał (alkoholicy, narkomani itp. to ludzie którzy
      nie potrafią sobie radzić ze stresem i dlatego popadają w nałogi). Tamte dzieci
      w ogóle nie są wychowywane, nie mają pojęcia o manierach, o uczuciach innych
      ludzi. Bardzo prawdopodobne, że swoich rodziców też tak kiedyś potraktują.
      A Ty??? Nie angażuj się w życie tej rodziny. Brzydko mówiąc olej ich.
      Postaw M. konkretne warunki i niech wybiera. Przecież nie musisz z nimi spędzać
      czasu, nie musisz siedzieć z nimi przy jednym stole.
      Poświęć ten czas sobie. Jeżeli jemu zależy na WAS to niech też postawi warunki
      dzieciom.
      Bardzo prawdopodobne, że nic z układu nie wyjdzie i wtedy Ty zdecyduj co wolisz.
      Myślę, że też bym odeszła. Takie duże obciążenie nie wychodzi nikomu na dobre.
      "....Trudno tak razem być nam ze sobą
      bez siebie nie jest lżej...."
      Niestety życie to ciągłe wybory. Mam jednak nadzieję, że Twój M. stanie na
      wysokości zadania i oszczędzi Ci tych wszystkich upokorzeń.
      • anja_pl dzieci i next 25.09.07, 12:41
        czy musisz uczestniczyć w spotkaniach dzieci?

        może twój M i jego dzieci mogliby sie czy spotykać tylko ze sobą,
        bez twojego udzialu i na bardziej neutralnym terenie?

        daj im swobodną rękę,
        jak sobie ex ułoży życie z własnymi dziećmi, tak będzie miał na
        później,
        nie muszą ciebie kochać, nawet lubić cię nie mają obowiązku, jestes
        dla nich kimś, obcym,

        a znajomych i przyjaciół dobiera się samemu
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka