przysiega ...ciagnaca sie nieraz jak smrod po gaciach

(((((
cholercia, zawsze nie lubilam rozpoczynania pisaniny (bo nie wiem jak
zaczac)

(moj jezyk polski juz przyblakl

))
5 lat temu moj rozwod po 17-stu latach malzenstwa, zostalam z 3-jka dzieci (na
dzien dzisiejszy 21,19,18 lat, ufff

)).
Wiem, ze to nie istotne, ale to ja wnioslam sprawe o rozwod, po "obiecankach
cacankach" mojego wtedy meza (ze skonczy z kochanica).
"Zwolnilam" sie z jego firmy szkajac w miedzy czasie innej pracy, ktora
znalazlam (bardzo dobrze platna i to w moim zawodzie

)). Bylam niezalezna!!!
Zrezygnowalam ze wszystkiego, z alimentow, z podzialu majatku, z auta (mojego,
ale na jego firme zapisana) nie chcialam nic (czego nie zaluje).
Opamietal sie pare miesiecy przed rozwodem, ze ja jednak nie zartuje (mieszkal
wtedy z kochanka), zaczol blagac zebym wycofala wszystko, ale niestety
zaufanie bylo wtedy dla mnie slowem obcym, mialam juz go dosyc, jego klamstw,
bezpodstawnych obelg..., czekalam na rozwod, ktory okazal sie dla mnie
gilotyna czasu przeszlego od terazniejszosci.
Nie bede tutaj pisala, ze bardzo cierpialam i co przezylam w miedzy czasie, bo
byscie nie uwierzyly (ale jakos przezylam

)). Ale na dzien dzisiejszy mamy
poprawne relacje.
Poznalam czlowieka (krotko po rozwodzie) tez po przejsciach z dwujka dzieci
(dzieci mieszkaja u mamy), sprawa rozwodowa byla w toku.
Jego zona odeszla do kochanka, z ktorym miala wtedy 6-miesieczne dziecko na
ktore moj M placi i bedzie placil alimenty, gdyz nie odwolal sie w ciagu 6
miesiecy od narodzenia dziecka i nie zaprzeczyl ojcostwa (Niemcy).
Opamietala sie jak sie dowiedziala, ze jej byly maz "poszukal" sobie kogos na
powaznie, czyli mnie (wczesniej jeden zwiazek mojego M sie rozpadl przez nia).
Nagle zaczela sie wojna, "odeszla" od kochanka (proforma), chciala wrocic
nagle do bylego meza. Moj M staral sie jej uswiadomic, ze to nie jest mozliwe,
bo jej juz nie kocha, ze kocha mnie, itd..... zaczol sie horror, zarzadala
alimentow na siebie, i podwyzke i tak juz wysokich alimentow, zaczela
ograniczac kontakty dzieci, padaly oszczerstwa raniace moja osobe.
Ja dla dobra jego dzieci milczalam, ignorowalam wyzwiska, chcialam, zeby moj M
mial dobry kontakt z dziecmi. Na dzien dzisiejszy sa u nas co drugi weekend
(3dni), w ciagu tygodnia moj M je przywozi ze szkoly (od czasu do czasu).
Dzisiaj po prawie 5 latach pod jednym dachem, stwierdzilam, ze sie wypalilam,
nie mam juz sily, chce spokoju. Jego corka dzisiaj przy obiedzie wykrzyczala
mi, ze jakby nie ja to mama i tata byliby razem (dziewczynka lat 13),
uslyszalam wyzwiska od obcokrajowcow (mam dwa obywatelstwa), zadne rozmowy i
racjonalne tlumaczenie nie pomogly. Moj M kazal mnie przeprosic, ale ona sie
tylko szyderczo usmiechnela, kwitujac; ze nie musi do nas przychodzic. Jego
"niby" syn zaczol ja nasladowac

((
Nie umie zyc w takiej atmosferze, wychowalam 3-jke dzieci i takie zachowanie
jest dla mnie obce. Boli mnie serce, gdyz bardzo duzo zrobilam dla jego
dzieci, nigdy nie chcialam im zastepowac matki albo wychowywac, gdyz maja od
tego matke i ojca.
Chce od mojego jeszcze nie meza (slub mial byc, ale nie chce) odejsc, ale nie
wiem jak mu to powiedziec, wiem, ze mnie bardzo kocha i ja jego, ale juz
naprawde nie moge, cos we mnie peklo

Nie jestem zla na corke mojego M, gdyz wiem, ze za jej slowami kryje sie Exia,
ale od 13-letniej dziewczynki mozna wymagac normalnego zachowania i panowania
nad slowami.
Moj Ex ma jakas tam z kolei Nexie, ale moje dzieci sa w stosunku do niej ok.,
nigdy o zadnej nie powiedzialam zlego slowa, urzadzamy razem wspolne
uroczystosci rodzinne jak np. urodziny dzieci, oblewamy wspolnie prawodjazdy,
od czasu do czasu wspolny gril i zakupy.
Wiem, ze sa na tym swiecie normalne Exie (jestem zywym przykladem), ale
dlaczego wlasnie ja trafilam na takiego potwora, dlaczego Exia mojego M robi
nam po tak dlugim czasie pieklo? Dodam, ze w miedzy czasie wyszla za maz i
maja drugie dziecko.
No i chyba (znowu) przylacze sie do waszego grona

((
Ps.
Przepraszam za bledy i stylistyke