Dodaj do ulubionych

Syndrom DZDD

12.12.07, 13:58
Cały czas dajesz z siebie wszystko.Nic w zamian nie
wymagasz.Cieszysz się że chce wziąć.Gdy partner/ka nie jest
zadowolona, dajesz jeszcze więcej.Bo wydaje Ci się że to załatwi
sprawę, że dzięki temu będzie lepiej.Że doceni.Już nie masz sił
dawać.Juz nie masz więcej.
I w tym momemncie zakręcasz kurek.
Z drugiej strony opór i bunt.Pretensje.Walka.
I kto jest winien?Ten co dawał bez umiaru, czy ten co brał?A może
nikt?Klasyczny syndrom 18-letniego dziecka z Domu Dziecka.Ile tu
takich historii?
Obserwuj wątek
    • rybak Re: Syndrom DZDD 12.12.07, 14:07
      Tu są same takie historie. No, prawie same takie historie.
      A sprawa jest prosta. Jedno kocha. Głupio, bo tak naprawdę - bez
      wzajemności. I emocjonalnie się odgrywa, aż zgra się do suchej
      nitki, aż nic nie zostanie. Nawet w 50-letnim kredyciesmile)))
      A drugiemu wyłącznie SIĘ NALEŻY. Wszystko. Bez żadnych zobowiązań.
      Bo jest przecież JEDYNE i NIEPOWTARZALNE. Czarna dziura z kollapsem
      na dokładkę (znów ten Hawkingsmile). Bo w cudzych zakochanych oczach
      widzi - jak pisał jeden taki Amerykanin - wyłącznie swoje lustrzane
      odbicie. Aż zniszczy wszystko.
      A wtedy, w końcu, włącza się instynkt samozachowawczy u tego, co
      tylko daje.
      I tyle.

      • i33 Re: Syndrom DZDD 12.12.07, 14:17
        taa..akurat maryka rodowicz śpiewa w radiu--"wszyscy chcą kochac.."

        prawda większość z nas jest niedopieszczona, niedokochana...
        właściwie to można powiedzieć że człowiek gdyby był świadomy kim
        naprawde jest w głebi --to dążyłby tylko do miłości...
        a że sibie nie zna nie wie co nim kieruje to albo krzywdzi albo sam
        daje sie krzywdzić...
        trzeba chyba umieć kochać siebie mądrą miłościa wtedy i innych kocha
        sie mądrze..
        tylko gdzie kończy sie granica mądrej a gdzie zaczyna głupia?

        kocham was bez wyjątku--ALLOHA
        • rybak Re: Syndrom DZDD 12.12.07, 14:20
          Piknie! Jako prawio górale, a powtarzał po nich ks. Tischner - cysty
          pirsy rodzaj prowdy!!
          Hej!
          • i33 Re: Syndrom DZDD 12.12.07, 17:16
            a ty widać brachu niby to wodny a gorolom po fachu..
            jom kasebka!fladerka
            ale goroli sanuja...

            powodem szerokiego uśmiechu byłeś --dzieki ci zato
            • rybak Re: Syndrom DZDD 13.12.07, 09:16
              Do I33 - Tyś Kaszebe?
              Mój dziadek bełsmile)
              Zdrówka życzęsmile!
              • a.niech.to Re: Syndrom DZDD 13.12.07, 09:58
                Jak u Ciebie z podniebieniem?
                • rybak Re: Syndrom DZDD 13.12.07, 10:39
                  Eeee, standardowesmile
                • rybak Re: Syndrom DZDD 13.12.07, 10:41
                  Czekaj, niech sprawdzę... No, nie czarne, niestetysmile))))))
                  • a.niech.to Re: Syndrom DZDD 13.12.07, 10:46
                    Żeby choć łaciate. Taki z Ciebie Kaszub jak ze mnie. smile
    • akacjax Re: Syndrom DZDD 12.12.07, 14:26
      Nie znam się na syndromach dzieci z D.D.
      W ogóle nie miałabym odwagi porównywania związku, relacji w związku do sytuacji tamtych dzieci.

      Co do tego dawania to sobie tak myślę: jeżeli usiłujemy budować związek(a zbudowanie związku jest ponoć najażniejszym wyzwaniem człowieka) opierając go tylko na dawaniu, jeżeli w związku widzimy podstawy(bazę) naszego osobistego szczęścia, to nie jest to na pewno ani zdrowa relacja, ani dobry związek.

      Jeżeli zaprzestanie "dawania" wywołuje bunt-a nie zatroskanie, jeżeli efektem jest walka- a nie szukanie rozwiązań-to czy było słusznym tak zyc, tyle dawać, tak się łudzić?
      I czy to była miłość? Czy inna relacja?
      • sylwiamich Re: Syndrom DZDD 12.12.07, 14:34
        A czemu nie miałabys odwagi akacjo?
        • akacjax Re: Syndrom DZDD 12.12.07, 14:58
          Nigdy nie byłam w domu dziecka.
          Zakładam, że znasz te syndromy, no i wiesz, co piszesz. Ale, trzeba wielkiej mocy, wielkiej wiedzy, wielkiej mądrości, albo przeciwnie: naiwności, innego widzenia świata itd. by porównać relacje dorosłych w związku z sytuacją dzieci!! w domu dziecka.
          To w ogóle są dla mnie sprawy nieprzystające do siebie.

          • sylwiamich Re: Syndrom DZDD 12.12.07, 22:56
            akacjax napisała:

            > Nigdy nie byłam w domu dziecka.
            > Zakładam, że znasz te syndromy, no i wiesz, co piszesz. Ale,
            trzeba wielkiej mo
            > cy, wielkiej wiedzy, wielkiej mądrości, albo przeciwnie:
            naiwności, innego widz
            > enia świata itd. by porównać relacje dorosłych w związku z
            sytuacją dzieci!! w
            > domu dziecka.
            > To w ogóle są dla mnie sprawy nieprzystające do siebie

            Uch...strasznie dużo pisania.
            Widuje się dwa podejścia wśród ludzi którzy nigd nie byli w domu
            dziecka.Pierwsze jest takie że to "złe dzieci", gorsze...bo
            uwarunkowane geneycznie, bo własna matka ich nie chciała.Pogarda i
            strach.
            Drugie jest trochę wyidealizowano-egzaltowane.Biedne dzieci,
            pokrzywdzone przez los.Przytulmy je i choć trochę zrekompensujmy
            im.Litość i strach.
            Dla mnie to zwykłe dzieci, takie jak mam w domu.
            Nie istnieje syndrom DZDD.
            Istnieje za to syndrom wyuczonej bezradności.Skutek drugiego
            podejścia.Mający być przciewwagą do pierwszego.
            Miłość jest wtedy miłością, gdy mądra jest.Inaczej bywa
            uzależnieniem, nadopiekuńczością, kompensatą, tyranizowaniem
            i....dłuuugo by wymieniać.
            Miłość potrafi zabić perfidnie..bo pod maską dobra.
            Na potrzeby tego forum można to nazwać syndromem wyuczonego brania.



      • rybak Re: Syndrom DZDD 12.12.07, 14:35
        Było niesłusznym tak żyćsmile. I dlatego mamy to forumsmile
        Ale... była to miłość. Jednostronna.
        Ot - żywiciel, któremu durnowato wydaje się, że żyje w symbiozie i
        pasożyt, któremu wydaje się, że już zawsze tak będzie mozna. A jak
        go wreszcie odetną albo wykręcą, to usiłuje zassać na nowo, albo z
        szumem macha łapkami i wszem i wobec udaje nieszczęśliwego i
        ukrzywdzonego.
        Aby tylko zassać na nowo, choć troszkę.
        Gorzkie? A kto powiedział, że nasze, ludzkie, pragnienie miłości za
        wszelką cenę ma być zawsze słodkie?
        • akacjax Re: Syndrom DZDD 12.12.07, 14:51
          Uważam, ze miłośc jednostronna-jak to nazwałeś-to nie jest Miłość. W zwiazku miłość taka może mieć cechy uzależnienia raczej.

          Pełna, prawdziwa Miłość przez duże M jest zawsze wzajemna. To o taką nam chodzi, ze wszystkimi jej aspektami, zmianami w czasie jej trwania.
          Nie mówmy, że związek powinien był być dobry, szczęśliwy, powinien przetrwać...bo ja przecież kochałem ze wszystkich sił, mocy i wg swojej najlepszej intencji. To nie takie proste , ani instynktowne(jak u wilków-jak razem to na zawsze). Jeżeli nie ma wzajemności nie ma lekko.
          • rybak Re: Syndrom DZDD 12.12.07, 14:54
            No prawdziwie pises, ale jakoś tak... Cy to aby nie te, no,
            truizmy?smile))
            • akacjax Re: Syndrom DZDD 12.12.07, 15:01
              Może my po prostu zgubiliśmy gdzieś właśnie takie truizmy.
              I jesteśmy w takim miejscu, w jakim jesteśmy. Może trzeba wszystko od początku, na nowo,z nowym spojrzeniem, a nie po łębkach...wg zasady, że przeciez powinno tak, a nie inaczej być?
              • lapina Re: Syndrom DZDD 12.12.07, 15:38
                Przypomniał mi się związek mojej babci i dziadka. W tym związku
                wszytko było tam jasne, proste i nieskomplikowane, nie żeby nie
                brakowało problemów-5 dzieci, bieda, wojna itp. To co mnie zawsze
                zachwycało to ich wzajemny szacunek do siebie, prawdziwa lojalność,
                czułość. Babcia była "oschła" w wyrażaniu uczuć, ale nigdy nie
                czułam sie przez nią odrzucona czy nieakceptowana. Dziadek
                rozpieszczał, komplementował. Oboje tworzyli niesamowitą
                uzupełnijącą sie parę. Wspierali się do końca, dziadek opiekował się
                chorą babcią (chorowała przez 4 lata, miała 90 lat, kiedy zmarła)
                Przezyli razem 64 lata. Dla mnie są dowodem, że jednak może się udać
                i że prawdziwa miłośc istnieje smile
                • a.niech.to Re: Syndrom DZDD 12.12.07, 15:46
                  lapina napisał(a):

                  > Dla mnie są dowodem, że jednak może się udać
                  > i że prawdziwa miłośc istnieje smile
                  Bóg jest miłością. Nie ma dowodów na jego istnienie. Uznanie go jest
                  kwestią wiary. Wiara jest łaską daną wybranym. smile
    • rumba65 Re: Syndrom DZDD 12.12.07, 16:34
      U mnie nie było buntu i walki...nawet pretensji jakiś nie było...za
      rogiem zawsze czekała chętna pocieszycielka...spasowałam za trzecim
      razem...
      • i33 Re: Syndrom DZDD 12.12.07, 17:32
        no a ja znowu dostaje po łbie--już myślałam faceta na święta
        przenocować--żeby z dziećmi był wiecej i nie wyrzucał pieniędzy..
        a tu liścik piękny- o zajebaniu....
        jakie to kochanie ?--to głupota--chory samarytanizm, miękki
        tyłek......
        • danagr Re: Syndrom DZDD 12.12.07, 18:10
          chcesz zostac druga Matka Teresa?, w imie czego i dla kogo....pomysl o swoim JA.
          • i33 Re: Syndrom DZDD 12.12.07, 20:00
            nie danagr..matka dla dorosłych facetów nie chce być ,,byłam w
            pewnym sensie dla swojego męża--próbowałam --swpom i dzieci
            kosztem...
            może on, oni tak prowokacyjnie pisżą..moze tak chcą po prosyu---mają
            prawo...
            ciekawa jestem tylko jego odpowiedzi na zadane pytanie
            pozdrawiam
            • i33 Re: Syndrom DZDD 12.12.07, 20:26
              kurcze ze mną jest już żle--bo mieszją mi sie posty--myślałam że
              odpowiadam tobie na wypowiedzi panów "wielbładów"--lowelasków--a ty
              mi piszesz że mam dać spokój...
              ale i tak w połowie ,tej pierwszej pasuje...
              pisze mi gnojek w liści że jak mu nie dam dzici---3-wziążc ze sobą
              zagranicę--to nas zajebie...
              a ja myślałamże jak zmieni pracę---zadba o siebie --bedzie z nami
              na święta ---to zrozumie że chociaż osobno jestesmy--warto sie
              dogadywać po ludzku i dla dzieci i dla nas samych--każdy na tym
              zyska--spokój i normalność...
              jaka ja durna!
              podaj takiemu serce na dłoni---a on je zeżre, napocznie
              wątrobe,żoładek ...
              190--szeroki w barach a mózg gada---wygladał jak sylwek stallone
              cholera, taki pracowity i porządny, biedy nauczony na wsi...-ograbił
              mnie z wiary w istnienie normalbych facetów...ludzkich
              i z tego że mam prawo do własnego JA
              • a.niech.to Re: Syndrom DZDD 12.12.07, 21:32
                i33 napisała:

                > 190--szeroki w barach a mózg gada---wygladał jak sylwek stallone
                > cholera, taki pracowity i porządny, biedy nauczony na wsi...-
                ograbił
                > mnie z wiary w istnienie normalbych facetów...ludzkich
                > i z tego że mam prawo do własnego JA
                Stanowczo na za dużo mu pozwoliłaś. Nie wszystko stracone. Jeżeli
                masz świadomość strat, można je zniwelować.
                • danagr Re: Syndrom DZDD 12.12.07, 23:40
                  a.niech.to napisała:

                  > i33 napisała:
                  > Stanowczo na za dużo mu pozwoliłaś. Nie wszystko stracone. Jeżeli
                  > masz świadomość strat, można je zniwelować.

                  Owszem tylko trzeba chciec, pytanie czy i33 chce.
                  • a.niech.to Re: Syndrom DZDD 13.12.07, 09:57
                    Sądzę, że jeśli zrozumie wagę stawki, o którą idzie gra, ma na to
                    nie mniejsze szanse niż inni. Cel może stać się źródłem
                    wystarczającej motywacji. Sądzę, że zawsze warto zawalczyć o siebie
                    dla siebie.
                    Bez świadomości wyboru, niewiele się zdziała. I33 stawia diagnozę,
                    pytanie o podjęcie terpaii pozostaje otwarte. Jest to jej osobista
                    sprawa.
              • danagr Re: Syndrom DZDD 12.12.07, 23:48
                nie z kazdym sie dogadasz, nie z kazdym bedziesz w dobrych relacjach, z tym
                panem chyba raczej ci sie to nie uda, wiec czas przestac wyciagac reke.....sama
                zauwazylas co sie z nia dzieje.
    • oinga Re: Syndrom DZDD 12.12.07, 22:53
      Moja właśnie taka jest sad
      • i33 Re: Syndrom DZDD 13.12.07, 08:41
        masz racje--choćby nie wiem jak sie chciało..druga strona ni
        chce..jak w poscie --ty musisz..a on łaske robi...
        skupiam sie na zabezpieczeniu--dość kąsania ręki..

        pozdrawiam
        • rybak Re: Syndrom DZDD 13.12.07, 09:26
          Przecież to proste

          Po pierwsze - dzieci
          Po drugie - Ty (żebyś miała siłę dla dzieci)
          Po trzecie - cala reszta

          Nie widzę tu miejsca dla ex.
          Wiesz Ty co? Moja ex zrobiła mi z zycia pieklo na ziemi, a i to
          chyba nie potrafiłbym mówić jej o zajebaniu.
          Daj se spokój z tym... hi hi... Stallone.
          Żeby być Sylwkiem, trza mieć cochonessmile))
          Skoro tak mówi do matki swych dzieci - on ich nie ma.
          • i33 Re: Syndrom DZDD 13.12.07, 09:43
            to wszystko racja i w sumie to ja to wiem --ale trójka dzieci--za
            mała żeby rozumieć--a on potrafi manipulować--omamić prezentami..
            dla nich chciałam---dla nich to podawanie ręki i zapominanie o
            kłodsch pod nogi, wyzwiskach iinnych...
            a przy tym [ ach teraz pomyślałam ---winni sie tłumaczą]---mam tak
            durn akurator, na prośbe zmiany--nic zero reakcji--właściwie fgacet
            zrobił ze mnie histeryczke--sam robi z siebie biednego koziołak--no
            i pracuje---to przecież wystarczy---reszta to było--nic ...
            nie chce mi sie już do tego wracać co było w sądzie--bo już mi
            niejedna osoba powiedziała że to paranoja...że tpo niemożliwe--
            apelacje odwołania.................
            nienawidze prawników, jak wchodze do sądu to mnie na wymioty
            zbiera....
            chciałabym żeby zniknął--żeby go legia pochłonęła..kurcze takich
            starych nie biorą...
            dzieki rybak!
            musze opanować ten forumowy hazard bo i finanse na łeb lecą...musz
            egdzieś dorobić a dzieci k... jak zwykle same bedą musiały sie
            pilnować..
            dzieki za przyjazne słowa
            pozdrawiam was wszystkich mocno!

            durna amatorka włoskiej aparycji
            • a.niech.to Re: Syndrom DZDD 13.12.07, 10:08
              Nerwy masz w rozsypce, jesteś zmęczona/znużona, gubisz się w chaosie
              słów i zdarzeń, mylisz wagę różnych faktów. Trafnie odczytuję Twój
              stan?
        • a.niech.to Re: Syndrom DZDD 13.12.07, 10:04
          i33 napisała:
          >
          > skupiam sie na zabezpieczeniu--dość kąsania ręki..
          >
          Potem pójdziemy dalej, jeśli uznasz, że pomoc Forum w tej czy innej
          formie będzie Ci przydatna.
    • akacjax odniose sie do innego fragmentu 13.12.07, 12:44
      >I kto jest winien?Ten co dawał bez umiaru, czy ten co brał?A może
      >nikt?

      Czy zawsze trzeba szukać winnego? Czy ta potrzeba nie niesie gdzieś w tle udowodnienia sobie-to nie ja?

      I może w ogóle jest odwrotnie, nie jest winny ten, który tylko bierze, nie umie dawać, ale osoba, która daje i daje...nie umiejąc brać tyle ile potrzebuje, nie próbując nawet brać. Nic dziwnego, że nagle mówi-koniec, nie mam z czego dawać.





    • z.odzysku Re: Syndrom DZDD 13.12.07, 16:43
      sylwiamich napisała:
      > Cały czas dajesz z siebie wszystko...
      > Nic w zamian nie wymagasz. Cieszysz się że chce wziąć.Gdy
      > partner/ka nie jest zadowolona, dajesz jeszcze więcej.Bo wydaje Ci
      > się że to załatwi sprawę, że dzięki temu będzie lepiej.Że
      > doceni.Już nie masz sił dawać.Juz nie masz więcej.

      To bez sensu. Z doświadczenia wiem, że obraca się to przeciwko
      dającemu. Może spowodować powstanie w partnerze(-rce) roszczeniowej
      postawy wobec otoczenia, a przede wszystkim wobec dającego. A wtedy
      ile by się z siebie nie dało, to dla partnera(-rki) jest wciąż za
      mało, wciąż źle, wciąż coś nie tak, coś się nie liczy, etc. etc.
      Zetknąłem się boleśnie z taką postawą. Moja własna głupota i
      naiwność sprawiły, że trwałem w takim układzie o co najmniej 6-7 lat
      za długo.


      > I w tym momemncie zakręcasz kurek.
      > Z drugiej strony opór i bunt.Pretensje.Walka.

      Mała korekta: pretensje są nie tylko w momencie zakręcenia kurka.
      Narastają liniowo, bo przecież w związku z rosnącymi roszczeniami
      rosną też pretensje o ich niezaspokajanie.


      > I kto jest winien?Ten co dawał bez umiaru.

      Moim zdaniem ten, co dawał bez umiaru. Zapomniał bowiem, że sam też
      potrzebuje otrzymywać. Zaniedbał siebie samego w
      temacie "otrzymywania", to ma za swoje.
      Niestety w chwili słabości, kiedy ten dający potrzebuje wsparcia,
      zrozumienia, uczucia, etc. dostaje od takiego "roszczeniowca" kopa
      w du.. i kolejne pretensje "dlaczego zaniedbuje zaspokajanie
      roszczeń".
      • sylwiamich Re: Syndrom DZDD 14.12.07, 08:11
        Myślę że takie myślenie to cudowny krok do przebaczenia sobie, tej
        drugiej osobie, do zauważenia siebie i swoich potrzeb.Do stawiania
        granic innym ludziom.I co najważniejsze...do wygrania następnego
        związku.I dość tych bredni o poświęcaniu się.Jeśli dawanie nie
        sprawia przyjemności...nie dawać.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka