agamagafon
06.02.08, 17:34
Jesteśmy małżeństwem od 4 lat, znamy się 10.
Wszystko zaczęło się od tego, że mój mąż po kilku szkoleniach (jest
psychologiem) oświadczył mi, że już mnie nie kocha. Spadło to na mnie jak
grom z jasnego nieba bo sądziłam, że jesteśmy dobrym małżeństwem. Na początku
myślałam, że ma kogoś (zresztą dalej tego nie mogę wykluczyć ale jakoś moje
myśli nie uciekają w tę stronę). Mąż zarzucił mi,że czuł się przy mnie jak
zupełnie bezwartościowy człowiek,że ciągle go krytykuję, zarzucał mi również
brak bliskości.No i wszystko to spowodowało, że się odkochał. Serce mi pęka
nawet jak o tym piszę bo bardzo kochałam i kocham swojego męża. Co prawda
jestem cholerykiem i bardzo często zdarzało mi się najpierw coś powiedzieć a
później pomyśleć, wiem, że życie ze mną nie należy do łatwych.
Na początku mieliśmy mieszkać razem i poczekać co się z tego naszego związku
wykluje ale ja ciągle pytałam się "czy oby jesteś pewny że mnie nie kochasz" i
po kolejnych stwierdzeniach że mąż już mnie nie kocha nie wytrzymałam i
kazałam mu wypier...z domu.(na drugi dzień strasznie tego żałowałam.)
Wyprowadził się do rodziców 2 miesiące temu, ale że mamy 2 letnią córeczkę to
często się widzimy. Spotkania z nim bardzo wiele mnie kosztują i tak bardzo
wyprowadzają mnie z równowagi że ostatnio ciągle mu mówię, że chcę rozwodu a
to nieprawda.
Podpowiedzcie mi jakieś rozwiązanie co zrobić żeby nie przeżywać tak bardzo
tych jego wizyt, żeby tak bardzo nie przeżywać rozstania z nim. Zauważyłam
jedną rzecz jestem w świetnym humorze jak myślę, że mąż wróci natomiast
totalnie się rozklejam jak mam dzień że w to nie wierzę.
Przecież nie mogę swojego samopoczucia i życia uzależniać od myśli wróci czy
nie wróci? może Wy mi coś podpowiecie.