zbyta
22.02.08, 13:08
bardzo się cieszę, że znalazłam tą stronę. W połowie listopada
zauważyłam, że mąż mój już niechętnie ze mną rozmawia, jest smutny,
cichy i jakby obojętny. Kiedy próbowałam się z nim kochać, to nie
widziałam radosnej reakcji, tylko powiedział, że nie wie co mu jest,
jest zmęczony itp. Myślałam, że ma doła związanego z 30 urodzinami,
bo nagle ni z gruchy, ni z piertuchy zrobił sobie tatuaż. Sytuacja
taka trwała ze 2 tygodnie, w końcu trochę go przycisnęłam i wyznał,
że nie wie czy mnie kocha i takie tam. Byłam w szoku, wyłam,
myślałam że umrę z tego bólu, bo jak po 6,5 roku małżeństwa, które
ja uważałam za naprawdę bardzo, bardzo dobre, on może coś takiego
mówić. Postanowiłam walczyć o niego. Niestety im bardziej ja
walczyłam, tym mniej mu na mnie zależało. Sama zaczęłam myśleć, że
taki związek jak jest to mi nie odpowiada. Po dwóch miesiącach
walki, w zeszłym tygodniu na nowo rozpoczęłam rozmowę. Dowiedziałam
się, że mój mąż nie chce być ze mną, nie wie czy mnie kocha, ale na
pewno mnie już nie pożąda. Powiedział że mnie nie zdradził, ale nie
chce być ze mną, bo potrzebuje czegoś innego. Załamałam się
ponownie, znowu bolalo tak, jak w listopadzie. Wtedy natknęłam się
na to forum. Pomogliście mi zrozumieć, że nic na siłę, jeśli nie
chce ze mną być, to ja nie zmienie tego w żaden sposób. Myślenie że
to moja wina bo byłam zbyt gruba, zbyt brzydka, zbyt wymagająca,
zbyt ambitna itp. to głupota. Wiadomo, że ciągle cierpię i
chciałabym z nim być, ale wiem, że to niemożliwe. Bo kiedyś znów
mógłby mnie tak zranić, a nie wiem, czy bym dała sobie radę po raz
drugi.Dziękuję Wam raz jeszcze.