Dodaj do ulubionych

Zrozpaczona, załamana, samotna, nieszczęśliwa...

28.02.08, 13:34
Dokładnie 2 tygodnie temu w Walentynki w restauracji mój mąż ni z
tego ni z owego powiedział, że chce rozwodu. Nagle zawalił mi się
cały mój poukładany świat. Byliśmy ze sobą 5 lat, z czego 2,5 roku
po ślubie. Nie jestem kurą domową, którą mój mąż mógłby się znudzić,
jestem samodzielną kobieta, prowadze mała własną firme, jestem
finansowo niezalezna, jednak... Straciłam kompletnie motywację i
sens do dalszego życia. Mój mąż był całym moim światem! Jedyną
prawdziwa miłością mojego zycia... Dostałam nagły cios w samo serce -
bez wczesniejszych sygnałów ostrzegawczych. Mój mąż zapiera sie, że
nie ma innej kobiety, ale... No własnie, kto przed rozwodem
przyznałby sie do zdrady...? Nie wiem co ze soba robic, nie mogę
skupić sie na pracy, w domu każdy kąt przypomina mi nasze wspólne
chwile... Od półtora roku staraliśmy się o dziecko, niestety oboje
mamy problemy, więc musieliśmy sie poddać leczeniu. A teraz nie mam
ani męża, ani dziecka. Pozostał ból, rozpacz i ogromna pustka w
sercu. Nie wiem czy dam rade sie pozbierać po tym wszystkim. Jak
zacząć wszystko od nowa w wieku 33 lat? Coraz częściej myslę o tym,
żeby sobie podciąć żyły, ale jedyne co mnie powstrzymuje to
świadomośc, że moja Mama chyba by takiego ciosu nie przezyła... Nie
wiem co robić, najchętniej bym zasnęła i juz nigdy się nie
obudziła...
Obserwuj wątek
    • mary171 Re: Zrozpaczona, załamana, samotna, nieszczęśliwa 28.02.08, 13:44
      Wiem, jak się czujesz i że to cholernie boli. Wiekszość z nam
      pzrechodziła to samo i nie wyobrażała sobie życia bez męża (żony).
      Jesteś młodą, mądrą i niezależną kobietą. To boli i choć teraz
      wydaje Ci się to niemożliwe to życie toczy się dalej i moze być
      lepsze od minionego. Jest tu wiele osób, kótre na pewno pomogą Ci
      lepiej niż ja. Ja rozwiodłam się z mężem po ponad 8 latach
      małżeństwa (zdrada) i rok temu jak dowiedizałm się o zdradzie ledwo
      żyłam (mama przypominała mi ze coś muszę zjeść). Naprawdę to nie
      koniec świata. Przytul;am Cię mocno.
      • niutka Re: Zrozpaczona, załamana, samotna, nieszczęśliwa 01.03.08, 18:14
        Popieram slowa przedmowczyni. Ja dowiedzialam sie po 7 latach slubu, ze maz mnie
        zdradza (kilkumiesieczny romans). Kazalam mu sie wyprowadzic. Niestety (teraz to
        juz wiem na pewno) pozwolilam mu wrocic. Glownie dla dzieci. Ale ta zdrada
        ciazy, nie ufam mu, nigdy nie zaufam. Dlatego teraz (szkoda, ze dopiero teraz),
        po rocznych przemysleniach, bede skladac pozew rozwodowy. Tego nie da sie
        zapomniec, bynajmniej ja nie moglam. Generalnie, ciesz sie, ze nie masz dzieci.
        Moze beda one z innego, szczesliwszego zwiazku.
        Przytulam
    • aron95 Chyba Ci odbiło !! 28.02.08, 13:49
      Żyły sobie podcinać ? Życie takie piękne jest a ty chcesz od niego uciec . Wiem
      ,teraz boli , każdego bolało ale ten ból przechodzi by na nowo sie odradzić i
      często sa to lepsze perspektywy .
      Troszkę wytrwałości a sama się przekonasz
    • phokara Re: Zrozpaczona, załamana, samotna, nieszczęśliwa 28.02.08, 13:50
      Ale niby czemu Twój mąż chce rozwodu? To znaczy, co Ci powiedział -
      bo w końcu nie można 'sobie chcieć rozwodu ot tak sobie' i dzielić
      się tą radosną nowiną z druga połową w cholerne Walentynki...

      Oczywiście, to może byc kompletnie bez znaczenia - i nie ma sensu
      przeprowadzanie śledztwa i generowanie scenariuszy (choć to
      silniejsze - i tak będziesz to robiła!)

      Ja Ci tylko mogę na gorąco napisać, że dla mnie mój ex też był
      niby 'całym moim światem' - tak mi się kiedyś wydawało - a potem
      wyszło na jaw, że świat się nie skończył, jak sie rozstaliśmy. A
      wręcz odsłonił jakieś nowe widoki. Naprawdę.
      Koszmarnie banalnie Ci napiszę, że serio wiem, co czujesz - i wiem
      nawet, że taka rzeźnia trochę potrwa. Ale MINIE.
      Minie ta rozpacz i ten ból; a pustka zapełni się czymś nowym. Innym.
      Wspaniałym (często). I życie pobiegnie dalej. A Ty razem z nim.

      • bolutiebolutie Re: Zrozpaczona, załamana, samotna, nieszczęśliwa 28.02.08, 18:11
        Tak właściwie to nie wiem dlaczego On chce rozwodu. Nie podał mi
        żadnego konkretnego powodu, oprócz tego, że chyba mnie juz nie
        kocha, że od dłuższego czasu był nieszczęsliwy, itp. Od dłuzszego
        czasu mnie najbardziej zaciekawiło, bo bylismy naprawde fajnym,
        zgranym małżeństwem - świetnie sie ze soba czuliśmy, rozumielismy
        sie w pół słowa, łapalismy swoje żarciki w mig... A tu nagle jak
        grom z jasnego nieba informacja o rozwodzie... Ja juz rozważałam
        rózne scenariusze, naprawdę - ale co mi po tym...? Tylko sie
        bardziej dołuję.
        Nie wiem kiedy sie podonose po takim ciosie i czy w ogóle to kiedys
        nastapi... Nie wiem czy dam rade jeszcze komus zaufac i obdarzyć Go
        bezgraniczna miłością - tak jak mojego męża... Boje sie, że juz
        zawze będę sama, nieszczęsliwa, odrzucona przez Ukochanego nie
        wiadomo za co tak naprawdę... Jestem sama i samotna... Jak nigdy
        dotąd...
        • sylwiamich Re: Zrozpaczona, załamana, samotna, nieszczęśliwa 28.02.08, 22:58
          Może kochał Cię taką jaką byłaś wcześniej...tzn...zanim zaczęłaś
          spijać wszystkie jego pragnienia? Ja też się na tym przejechałam
          kiedyśsmile))Byłam ideałem....ale czy można kochać ideał, będąc samemu
          ułomnym?
      • niutka Re: Zrozpaczona, załamana, samotna, nieszczęśliwa 01.03.08, 18:17
        Moge jeszcze dodac, ze TERAZ wydaje Ci sie to niemozliwe. Ale bedzie lepiej....
        z czasem...
    • a.b1 Re: Zrozpaczona, załamana, samotna, nieszczęśliwa 28.02.08, 13:57
      hmmmmm...nie pociesze
      trudne czasy przed Toba
      musisz zdecydować, czy chcesz ratować, czy jednak rozwód...
      zapomni o próbach samobójczych, życie jest zbyt piękne, by tracić je
      z powodu nie dojrzałych facetó
      wiesz zastanawia mnie jedno
      dlaczego powiedział Ci to w walentynki?
      nie żebym przywiązywała wage do tego świeta, ale wiem z
      doswiadczenia, zejak ktos cche dowalić osobie o romantycznym
      usposobieniu to wlasnie na takie trudne rozmowy wybiera albo
      walentynki, albo rocznice ślubów, albo miejsca związane z miłą
      przeszłością
      • sylwiamich Re: Zrozpaczona, załamana, samotna, nieszczęśliwa 28.02.08, 14:03
        Myslę że takie daty powodują że samemu zdajemy sobie sprawę z
        kłamstwa w jakim żyjemy.A potem byłoby...jeszcze kilka dni temu
        świętowaliśmy walentynki...to kłamca!!!
        • maslo-09 Re: Zrozpaczona, załamana, samotna, nieszczęśliwa 28.02.08, 14:25
          Dlaczego walentynki? U mnie , w 22 rocznicę slubu zaprosił mnie do
          restauracji ( nigdy wcześniej tego nie robił), zadał sobie nawet
          trochę trudu, bo musiał go ktoś wtedy zastąpić ktoś inny w pracy.
          Jednak na tej kolacji myślę, ze zabrakło mu odwagi. Dopiero za 3
          tygodznie powiedział, ze chce spróbować nowego życia, bo nigdy by
          sobie nie darował, że nie dał sobie takiej szansy. Rozwalił wszystko
          z hukiem, ponieważ jak uważa to jeśli spadać to z wysokiego konia.
          Dlaczego oni to robią w szczególne dni, myślę , ze jest w nich
          okropny diabełek aby nam dokopać, zmniejszając swoje poczucie winy.
          • phokara Re: Zrozpaczona, załamana, samotna, nieszczęśliwa 28.02.08, 14:31
            > myślę , ze jest w nich
            > okropny diabełek aby nam dokopać, zmniejszając swoje poczucie winy.

            To jest sprzeczność.
            Dokopywanie nie zmniejsza poczucia winy.


            • sylwiamich Re: Zrozpaczona, załamana, samotna, nieszczęśliwa 28.02.08, 14:35
              phokara napisałasuspicious To jest sprzeczność.

              No i co z tego? Ale dzięki temu okazał się podwójnym chujemsmile))
              • phokara Re: Zrozpaczona, załamana, samotna, nieszczęśliwa 28.02.08, 14:56
                sylwiamich napisała:

                > phokara napisałasuspicious To jest sprzeczność.
                > No i co z tego? Ale dzięki temu okazał się podwójnym chujemsmile))

                A tu masz oczywiście rację. Taka interpretaacja zmniejsza nasz
                własny dyskomfort związany z tematem.
                smile

                I tak się to wszystko nakręca.
            • maslo-09 Re: Zrozpaczona, załamana, samotna, nieszczęśliwa 28.02.08, 14:35
              Bardzo często zachowujemy sie różnie w ekstremalnych sytuacjach, co
              umacnia w słuszności decyzji o rozstaniu.
            • mary171 Re: Zrozpaczona, załamana, samotna, nieszczęśliwa 28.02.08, 14:35
              To nie jest sprzecznośc. Dookopuja nam, meczą psychicznie aby
              właśnie zmniejszyć swoje poczucie winy. Mój m. tak robił (sorka ex)
              i przyznał się do tego. Nie mógł sobie poradzić z tym i wyladowywał
              sie na mnie.
    • plujeczka Re: umarła z własnej głupoty czyli miłosci do męża 28.02.08, 14:44
      podciać zyły =a coz to za idiotyczny pomysł i to przez kogo?meża ,
      który rozbija Twoje zycie? zachowuje sie jak nastolatek, który
      próbuje wrazeń, przestać rozpaczać i weż się w garść a to ,ze nie
      masz dzieci to dar od Boga bo będziesz je miała z bardziej
      odpowiedzialnym facetem.Nie ma nic gorszego niz "zimny " dom i
      gromadka wystraszonych " zimnym' tatusiem dzieci. Masz firmę, jesteś
      niezalezna to są twoje atuty. I nie rozpaczaj bo nie ma za kim z
      czasem dojrzysz w tym dobre strony całej sytuacji.A mamę pozdrów bo
      to jest ktoś taki kto nigdy od ciebie nie odejdzie w momencie kiedy
      innych u Twojego boku nie będzie,Pozdrawiam
    • bolutiebolutie Re: Zrozpaczona, załamana, samotna, nieszczęśliwa 28.02.08, 14:50
      Dziekuje Wam wszystkim za słowa otuchy, to banalne, ale naprawde
      jestem Wam szczerze wdzięczna...

      Dlaczego mój mąz wybrał Walentynki? na to nie potrafie odpowiedzieć.
      Dlaczego chce sie rozwieść? Tez nie znam konkretnego powodu. Podobno
      był nieszczęsliwy od dłuższego czasu. To ja zatraciłam sama siebie,
      wszystko co robiłam - robiłam dla Niego, wazniejsze dla mnie były
      Jego potrzeby i marzenia niz moje własne - tak rozumiałam miłośc...
      No i teraz dostałam to, na co tak naprawde chyba sobie nie
      zasłuzyłam... rano jechałam do pracy na 7-8 godzin, wracając robiłam
      zakupy - oczywiście zawsze to co mężus najbardziej lubił,
      przyjeżdżałam do domu, prałam, prasowałam i sprzatałam, dbałam, żeby
      niczego Mu nie brakowało, wymyslałam przerózne niespodzianki... Ale
      jak widać - unieszczęsliwiałam swojego męża.

      Nie wiem dlaczego mężczyźni (zapewne nie wszyscy, ale teraz
      wszystkich mężczyzn identyfikuje z moim jeszcze mężem) tak bardzo
      nas ranią i czerpia z tego jakąs niezrozumiała satysfakcję...? Mówią
      przykre rzeczy, zachowuja sie tak, że az serce Ci krwawi i jeszcze
      upewniaja sie, że Ty widzisz Jego zachowanie... Przeciez to chyba
      nie na tym polega, żeby wbijać sobie wzajemnie szpile.. Mamy 5 lat
      naprawde cudownych wspomnień i On ot tak, lekka ręka przekreslił
      wszystko. Ratować juz nie ma czego, bo do tanga trzeba dwojga, a mój
      mąż nie chce. Podjął definitywną i ostateczna decyzje o rozstaniu.
      To będzie Jego 2 rozwód w ciagu 6 lat (od razu uścisle, że pierwszy
      jego rozwód nie miał ze mna nic wspólnego, bo jeszcze sie nie
      zlaismy). Mój mąż pochodzi z niewielkiego miasteczka nad morzem,
      mieszkał w maleńkim mieszkanku, zarabiał bardzo marnie. Pomogłam Mu
      załatwić prace w Warszawie, zaczął dość dobrze zarabiać, po 2 latach
      kupilismy super mieszkanie. On jest handlowcem, czesto wyjeżdża i
      potrzebuje zabawowego, luzackiego zycia, bieganie od dicha do dicha
      i zabawy do białego rana. Mysle, że świadomośc tego, że jest głowa
      rodziny - troszkę Go przerosła i stąd taka decyzja. Nie wiem,
      oddałabym wzystko, żeby wiedzieć co siedzie w Jego głowie i Jego
      sercu...
      Mam bardzo zmienne nastroje i nastawienie do tej całej sytuacji...
      Raz jestem silna i pewna, że dam sobie rade, a kiedy indziej (jak
      np. dzisiaj) mam totalnego doła, wszystko mi sie zwaliło na głowe a
      ja nie mam sily, żeby sie spod tego gruzu wydostać... cały czas
      zadaje sobie pytanie: CO ZROBIŁAM ŹLE...?
      • aron95 Re: Zrozpaczona, załamana, samotna, nieszczęśliwa 28.02.08, 15:01
        Nie wiem,
        oddałabym wzystko, żeby wiedzieć co siedzie w Jego głowie i Jego
        sercu...


        Każdy chce zrozumieć
        Lepiej w te myśli kłębiaste nie wnikać bo można sie przerazić .
      • a.b1 Re: Zrozpaczona, załamana, samotna, nieszczęśliwa 28.02.08, 15:07
        poprostu
        Ty dorosłaś do stabilizacji i normalnego życia
        a on to wieczny chłopiec...lepiej dla kobiet jeśli tacy jak on nigdy
        się nie żenią i miech juz skaczą z kwiatka na kwiatek....
        ale ja szukałabym tu kochanki...
        jesli nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze lub kobiete
        pozatym, ten stan który teraz przechodzisz jest normalnym stanem w
        takich sytuacjach, pozwól sobie na niego, bo to jest potrzebne,
        potem bedzie złość a na koncu obojetność...
        Pamiętaj tylko o jednym, jak juz podejmiesz decyzje o rozwodzie to
        bąź jak lwica i walcz o swoje do ostatniego tchu, niech chłopiec się
        dowie jakie mogą być konsekwencje "zabawy w dom"
      • phokara Re: Zrozpaczona, załamana, samotna, nieszczęśliwa 28.02.08, 15:07
        >To ja zatraciłam sama siebie,
        > wszystko co robiłam - robiłam dla Niego, wazniejsze dla mnie były
        > Jego potrzeby i marzenia niz moje własne - tak rozumiałam
        >miłośc...

        Nie Ty jedna się na tym przejechałaś.
        Po prostu kocha się kogos z całym jego światem - a Ty swój
        ograniczyłaś do jednego mężczyzny. I przestałaś być dla niego
        inspiracją. Ja wiem, że to smutne, ale tak jest. I to działa w dwie
        strony, żeby było sprawiedliwie. Im bardziej kochamy siebie i dbamy
        o własny świat - tym więcej możemy zaoferować drugiej stronie. To
        nie jest egoizm, to jest zdrowa postawa. Nie można się poświęcić dla
        drugiej osoby, bo się samemu znika. A wszyscy chcemy podziwiać i być
        podziwianymi - to nic złego. Naprawdę postawa Matki Teresy
        kompletnie nie sprawdza się w związkach, choć większości kobiet się
        wydaje, że maja do tego powołanie. To bzdura.


        > No i teraz dostałam to, na co tak naprawde chyba sobie nie
        > zasłuzyłam... rano jechałam do pracy na 7-8 godzin, wracając
        >robiłam zakupy - oczywiście zawsze to co mężus najbardziej lubił,
        > przyjeżdżałam do domu, prałam, prasowałam i sprzatałam, dbałam,
        >żeby niczego Mu nie brakowało, wymyslałam przerózne
        >niespodzianki... Ale jak widać - unieszczęsliwiałam swojego męża.

        Zagłaskałaś kotka na śmierć. Inaczej rzecz biorąc - wykastrowałaś
        tygrysa. Oczywiście miałaś dobre intencje - ale efekt jest dość
        klasyczny. Kotek dał draapaka w poszukiwaniu własnych pazurów.

      • otylka24 Re: Zrozpaczona, załamana, samotna, nieszczęśliwa 29.02.08, 09:04
        bolutiebolutie napisała:

        To ja zatraciłam sama siebie,
        > wszystko co robiłam - robiłam dla Niego, wazniejsze dla mnie były
        > Jego potrzeby i marzenia niz moje własne - tak rozumiałam
        miłośc...
        > No i teraz dostałam to, na co tak naprawde chyba sobie nie
        > zasłuzyłam... rano jechałam do pracy na 7-8 godzin, wracając
        robiłam
        > zakupy - oczywiście zawsze to co mężus najbardziej lubił,
        > przyjeżdżałam do domu, prałam, prasowałam i sprzatałam, dbałam,
        żeby
        > niczego Mu nie brakowało, wymyslałam przerózne niespodzianki...
        Ale
        > jak widać - unieszczęsliwiałam swojego męża.

        Kochana jakże podobne są nasze historie.Phokara napisała mi miesiąc
        temu to samo: zagłaskałam kotka na śmierć i miała rację. Ja robiłam
        to samo co ty. A powiedz czy on martwił się o twoje pragnienia,
        marzenia? Czy pozwalał ci się realizować? Robić w życiu to co
        lubisz?
        Mój m zawsze brał to co ode mnie dostawał a mało dawał z siebie.
        Kiedy chciałam pójść na studia kręcił głową, po co ci to?pytał
        Wiesz teraz widzę, że mnie ograniczał, że może teraz dopiero rozwinę
        skrzydła. Jest bardzo ciężko ale ale muszę dać radę.
        Piszesz, ze staraliście się o dziecko. Może w tej sytuacji dobrze,
        że nie macie dziecka bo chyba byłoby ci jeszcze ciężej a tak jesteś
        sama, niezależna. Ja mam córeczkę 1,5 roku i jest moim szczęściem
        ale muszę teraz myśleć nie tylko o sobie ale też o niej. Zrobić
        wszystko, żeby była szczęśliwa i jestem z tym wszystkim sama bo
        tatuś no cóż nie za bardzo się interesuje.

        I jeszcze coś. U mnie już nie ma powrotu do dawnego życia. U ciebie
        jest chyba trochę inaczej. Myślę, że powinniście szczerze
        porozmawiać, może uda się jeszcze to posklejać.


        >
        • bolutiebolutie Re: Zrozpaczona, załamana, samotna, nieszczęśliwa 29.02.08, 09:50
          otylka, już nic się nie da posklejać... Padło zbyt wiele cierpkich i
          gorzkich słów z Jego strony, zbyt wiele bolesnych ciosów w samo
          serce... Zresztą powtórzył kilkakrotnie, że Jego decyzja jest
          ostateczna i nieodwołalna. Boję sie, że juz zawsze będe sama, bo nie
          zdołam nikomu zaufać, nikogo pokochac, a każdego potencjalnego
          mężczyznę będe porównywać do mojego męża... I zapewne każdy następny
          wypadnie blado, bo - może to banalne, ale prawdziwe - miłość jest
          slepa. Wiem, że mój mąż ma naprawdę mase wad, jest cholerykiem,
          szybko się wscieka, nie miał w domu żadnych obowiązków, itp., ale
          był mój - jedyny, najdroższu, najukochańszy.
          Dzisiaj przysłał smsa, że znalazł mieszkanie i chce sie JAK
          NAJSZYBCIEJ WYNIEŚĆ... Nie wyobrażam sobie, że wrócę któregoś dnia
          do domu - a w Jego szafkach będzie pusto... Ogromny ból i
          przerażająca pustka - to czuję w tej chwili. Wiem, że pewnie to
          minie za kilka miesiecy i jest na tym forum masa osób, które
          przyzyły to samo co ja w tej chwili i z perspektywy czasu będa mnie
          pocieszać, że wszystko się ułoży i że będzie dobrze, ale... Co
          zrobić teraz...? Nie mogę spać, nie moge jeść, nie moge przestać o
          Nim mysleć... Czasami już brakuje mi łez. Byłam u psychologa w
          Towarzystwie Rozwoju Rodziny, ale babka niewiele mi pomogła i byłam
          rozczarowana ta wizytą.
          Chciałąbym zacząć normalnie żyć, ale każde miejsce przywołuje
          wspomnienia - kino, gdzie mój mąż trzymał mnie za rekę przez cały
          seans, kładł głowe na moim ramieniu, Łazienki, gdzie pojechalismy na
          nasz pierwszy spacer, Pola Mokotowskie, gdzie jeździlismy na
          rowerach, itp. Gdzie sie nie ruszę - wszędzie widze Jego, nas...
          Najchętniej nigdzie bym nie wychodziła, tylko zaszyła się w domu, w
          4-ech ścianach, zwinęła się w kulke pod kocem i płakała... Jeszcze
          nikt nigdy tak mnie nie skrzywdził...
          • otylka24 Re: Zrozpaczona, załamana, samotna, nieszczęśliwa 29.02.08, 11:29
            Wiem, ze mało co jest w stanie cię teraz pocieszyć. Tak jak ja
            poświęciłaś się w całości i to jest przykre,że oni tego nie docenili.
            Mnie po 2 miesiącach od jego wyprowadzki wcale nie jest lżej. Nadal
            mi wszystko przypomina jego a głównie nasze dziecko, które jest do
            niego bardzo podobne. Ale patrzę już na to wszystko trochę inaczej.
            Radzę ci nie zamykać się w 4 scianach. Spotykaj się jak najczęściej
            z przyjaciółką, wygadaj się, wypłacz, wyrzuć złość i wszystko co cię
            boli. Pracuj bo praca pozwala zapominać. Idź do innego psychologa.

            Bolutiebolutie ja w zasadzie to chyba niedługo podziękuję mojemu m,
            że mnie tak urządził bo widzisz
            - mogę poświęcić się tylko sobie i małej a nie jemu a on tego i tak
            nie doceniał
            - wreszczie dokończę studia i on nie powie po co?
            - nie będę ciągle wszystkiego robiła za niego tzn.ja płaciłam
            rachunki, przypominałam, że trzeba się rozliczyć z urzędem bo pan
            nie miał o tym pojęcia, prosiłam o przybicie gwoździa itd długo by
            wymieniać
            Pomyśl o tym czy ty też nie poświęciłaś się za bardzo? Czy jednak
            nie potrzebujesz zupełnie innego faceta?
            Ja juz to wiem chociaż jeszcze jakies uczucia są.

            Na koniec niestety banalnie: czas czas czas leczy rany.
            • bolutiebolutie Re: Zrozpaczona, załamana, samotna, nieszczęśliwa 01.03.08, 15:42
              otylka, być może masz racje, że za bardzo Mu sie poświęcilam, ale...
              To z miłości... Głupia byłam, banalna i smieszna, co...? Teraz za
              rada przyjaciół próbuję mojego męża znienawidzic, ale nie mogę, po
              prostu nie mogę sad Cały czas pamiętam Jego czułe gesty, to, że mnie
              przytulał, trzymał w kinie za reke, okazywał czułość, otwierał drzwi
              do samochodu, zdejmował i podawał plaszcz, skradał mi
              niespodziewanie całusy, zasypiał tak bliziutko mnie i przez cała noc
              nie wypuszczał ze swoich silnych ramion... Jak Go nienawidzic...?
              Masz jakąś cudowna recepte...? Jak On mógł z tego tak łatwo
              zrezygnowac...? Nie mogę tego pojąć sad
              • otylka24 Re: Zrozpaczona, załamana, samotna, nieszczęśliwa 03.03.08, 09:39
                U mnie było identycznie i powiem ci, że nie potrafię tego zrozumieć.
                Dlaczego z tego zrezygnował?Znajomi mówią, że on potrzebował czegoś
                zupełnie innego, jakiejś adrenaliny, niepewności. Wiesz ja teraz
                widzę jaki on był wcześniej, teraz widzę jego wady i wiem , że nie o
                takim facecie tak naprawdę marzyłam, kocham go jeszcze ale raczej
                myślę, że kocham te wspaniałe chwile z nim, które trudno zapomnieć.
                Popatrz też z tej strony. Zapytaj siebie co ci dał a czego ty
                oczekiwałaś? Ja już wiem, że nie chcę być z takim mężem, bez honoru,
                klasy. Też jest mi ciężko bo muszę zaczynać wszystko od
                początku.Będzie dobrze.
          • a.b1 Re: Zrozpaczona, załamana, samotna, nieszczęśliwa 29.02.08, 11:46
            słuchaj, to zrób to....
            weź pare dni wolnego i zwiń się w kłębek pod kocem i popłacz sobie,
            słuchaj musiałabys byc chyba cyborgiem gdyby po takiej wiadomośći
            spłyneło wszystko po Tobie jak po kaczce, to trzeba odchorować, zeby
            za pare miesięcy wszystko wróciło do normy.
            Mnie zajeło to dwa lata, żyje, jest cudownie, też kiedyś myslałam,
            zę już nic dobrego mnie nie spotka, a jednak
            ale pamiętam co mój były zrobił ze mnie dwa lata temu...kupe
            popiołu, przez tydzień z łóżka nie wychodziłam, gdyby nie moja mama
            to nawet nic bym nie jadła, potem miałam akcje zalewania problemu,
            przez ok 2 miesiące chodziłam ciągle wstawiona. Pół roku zajeło mi
            zanim ta wiadomosć do mnie dotarła, pół roku destrukcji z powodu nic
            nie wartego człowieka i w imie "miłości" której nigdy nie było
            Pocierp, to Ci dobrze zrobie i chodź z premedytacja w te miejsca w
            które chodziliście razem...sory ale nie doprowadzisz do zaorania
            Warszawy, bo mąż chce rozwodu, a z czasam takie spacery nie bedą
            boleć
          • samaosia Re: Zrozpaczona, załamana, samotna, nieszczęśliwa 02.03.08, 00:08
            bolutie, wiem co czujesz, mój mąż odszedł 4 miesiące temu, czułam sie podobnie,
            identycznie, bardzo ci wspolczuje. marnym pocieszeniem bedzie, jesli napisze, ze
            po kilku miesiacach bedzie minimalnie lepiej.
            moze idz do innego psychologa? taka rozmowa naprawde pomaga, bardzo. szczerze
            polecam
      • yennyfer11 Re: Zrozpaczona, załamana, samotna, nieszczęśliwa 01.03.08, 16:06
        ...mysl teraz bardziej o sobie...na twoim miejscu ZADALABYM
        WYJASNIEN-dokladnie-nie prosila, nie blagala tylko ZADALA...moze to
        jest egoistyczne ale czy on nie wykazal duzo egoizmu ot tak
        odchodzac od Ciebie?
        Poswiecilas mu duzo lat swojego zycia, sama napisalas ze nic nie
        wskazywalo na to ze on planuje odejsc (juz pomijam fakt ze zrobil to
        w walentynki)-ON JEST W STOSUNKU DO CIEBIE NIE FAIR!!! i
        przynajmniej wyjasnienia Ci sie naleza...
        ...albo jesli sama juz nic do niego nie czujesz-olej go i zajmij sie
        soba...w kazdym razie najgorsze co mozesz zrobic to zaczac sie
        uzalac nad soba...powodzeniasmile
        • bolutiebolutie Re: Zrozpaczona, załamana, samotna, nieszczęśliwa 01.03.08, 16:19
          Widzisz, gdybym juz nic do Niego nie czula - to nie byłoby problemu,
          finansowo sobie jakoś poradze, poukładane w glowie raczej mam,
          jestem niebrzydka, samodzielna, niegłupia, ale... Kocham Go całym
          sercem... Pytałam już nieraz - dlaczego, kiedy, jak... I cały czas
          to samo: nie wiem, chyba Cie juz nie kocham, za duzo od Ciebie
          wymagałem... Takie duże dziecko - sam nie wie czego chce. Póki Go
          nie ma w domu (pomieszkujemy razem, bo On szuka mieszkania do
          wynajęcia, żeby sie jak najszybciej wynieść i nie musieć przebywać w
          moim towarzystwie) - to jakos sie trzymam, ale jak wróci do domu,
          zamienimy kilka nic nie znaczących słów, bez miłości, bez uczucia,
          bez emocji... I zaczyna sie z Jego strony chłodna kalkulacja -
          podział mieszkania i oszczędności...
          Gdybym patrzyła na sama siebie z boku - to pewnie stukałabym sie w
          czoło i zastanawiała co ta dziewczyna robi z taka pijawka
          energetyczną i zyciową... zawsze łatwiej gdy problem dotyczy kogos
          innego, ale gdy spada to na Ciebie - wali sie wszystko... Świat się
          kończy... Życie sie kończy sad
          • mini_me Re: Zrozpaczona, załamana, samotna, nieszczęśliwa 01.03.08, 17:39
            Nie kończy się smile
            Czułam to samo co ty - we wrześniu (zobacz jak nie dawno) i tu na forum
            przeczytałam - zobacz świat się nie zawalił ludzie nie powymierali wszystko
            jakoś sie kręci.
            Że serce boli tak że masz ochotę je wyciąć - boli mnie do tej pory chociaż już
            dużo dużo słabiej.
            Że szukasz winy w sobie - też szukam ale z każdym dniem okazuje sie że jedyna
            moja wina było za duże poświęcanie się i taka złota klatka którą go otoczyłam!
            Że ciężko samej - ciężko ale da się żyć wierz mi zresztą zobacz na forum ile
            osób żyje.
            Że mam dziecko które ma tatę ale nie na co dzień - ale to go nie dyskryminuje
            nadal może być fajnym człowiekiem wink
            Też mnie boli też kocham (choć mam wrażenie że tylko czasem) też nie rozumiem
            tez jestem zdziwiona tez mam chwilę że wyć mi sie chce!
            Ale świat sie nie kończy ani życie sie nie kończy!!!!
            Ściskam
      • niutka Re: Zrozpaczona, załamana, samotna, nieszczęśliwa 01.03.08, 18:35
        Takie mysli sa normalne w Twojej sytuacji. I zmiennosc nastrojow bedzie sie
        niestety pojawiac. Tez tak mialam.
    • sadaga Re: Zrozpaczona, załamana, samotna, nieszczęśliwa 28.02.08, 14:51
      To ze Twój m powiedział Ci o rozwodzie w takiej oprawie to okrutne.
      musiał wiedzieć że oczekujesz zupełnie czeogś innego.

      wiem ze teraz to dla Ciebie puste słowa, ale uwierz świat się nie
      skończy...też tak myslałam 3 m-ce temu. też uważałam ze ex jest moim
      całym światem. teraz wiem że dobrze się stało. przejrzałam na oczy,
      sposób w jaki ode mnie odchodził...wiem ze dostałam szanse od życia
      i to nie chodzi o to ze może kiedys z kimś innym. chodzi o mnie -
      MOJE potrzeby. cieszę się zyciem, synkiem, sobą.

      jeśli chodzi o Ciebie to niestety zbyt wiele nie doradzę, bo to TY
      musisz to odcierpieć, wypłakać, przetrawić. Nie da się inaczej...
      Wszystko jest b. świeże. Boli jak cholera... Ale NIE WOLNO CI
      myśleć, ze nie masz po co życ!!!!
      Nie podejmuj żadnych decyzji pod wpływem emocji. daj sobie czas. i
      nie zamykaj się... dobrze by było zebys miala wsparcie - od mamy.
      przyjaciółki, kumpla, siostry...kogos bliskiego w kazdym bądź razie.

      czy Twój mąż podał powód rozwodu? jakos sensownie to wyjaśnił...

      Trzymaj się. sciskam
    • samaosia Re: Zrozpaczona, załamana, samotna, nieszczęśliwa 28.02.08, 15:01
      pogratulować mężowi wyczucia czasu sad

      co z nimi (facetami) jest nie tak.....
      • aron95 samaosia 28.02.08, 15:02
        samaosia napisała:

        > pogratulować mężowi wyczucia czasu sad
        >
        > co z nimi (facetami) jest nie tak.....

        a co z Wami kobietami jest nie tak ?
        • maslo-09 Re: samaosia 28.02.08, 15:03
          Z każdym jest coś nie tak. To kwestia tolerancji, kompromisów.
        • samaosia Re: samaosia 28.02.08, 15:07
          słyszałes o kobiecie, która wybrałaby taki moment na tego typu informację?
          Mój mąz poinformował mnie, że mnie nie kocha, gdy leczyłam sie w szpitalu
          psychiatrycznym po próbie s. spowodowanej jego odejsciem...też idealnie wybrał
          moment
          • phokara Re: samaosia 28.02.08, 15:11
            Na takie informacje nigdy nie ma idealnego momentu.

            > słyszałes o kobiecie, która wybrałaby taki moment na tego typu
            >informację?

            Nie tylko słyszałam, ale znam nawet taką niewistę osobiście. smile
            • mini_me Re: samaosia 28.02.08, 15:26
              Kurcze przecież każdy dzień jest tak samo dobry/zły.
              M powiedział mi w urodziny i co myślicie że mniej by bolało gdyby powiedział
              dzień wcześniej/później? jaka to różnica?
        • mini_me Re: samaosia 28.02.08, 15:27
          ze mna chyba wszystko jest nie tak!
          ale taka mnie Boże stworzyłes taką mnie masz smile
          • aron95 Re: samaosia 29.02.08, 10:23
            ha moja Ex zrobila nam pożegnalne wakacje gdzie 2 dni spędziliśmy na jakimś
            zadupiu(letnim) u jej kochanka .
            Aby śmieszniej było to zaproszeni byliśmy ale pobyt finansowałem
            • mini_me Re: samaosia 29.02.08, 10:52
              To miała fantazje smile
              bo ja myślałam że mój m ma (informować mnie w moje urodziny/nowy rok) ale
              niestety "za krótkie nogi" do Twojej ex!
    • keytie Re: Zrozpaczona, załamana, samotna, nieszczęśliwa 02.03.08, 16:29
      Wiem doskonale co czujesz. Mój mąż zostawił mnie z maleńkim 2
      miesięcznym synkiem. Odszedł do innej kobiety. Przestał sypiać w
      domu jeszcze gdy byłam w ciąży. Tłumaczył się pracą i nocnymi
      zleceniami. Nawet w święta byłam sama (tuż przed terminem porodu).
      Wydawało mi się, że jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. Nasze
      małżeństwo trwało 5 lat. Dużo razem podróżowaliśmy, rozumieliśmy się
      bez słów, od dłuższego czasu staraliśmy się o dziecko. Udało się,
      chodziliśmy razem do szkoły rodzenia, mieliśmy tyle wspólnych
      planów, marzeń... Urodziłam synka w Sylwestra. Mąż był przy
      porodzie, popatrzył jak mnie rozrywa, po czym poszedł bzykać inną
      kobietę (teraz to wiem). Po porodzie zostawił mnie bez opieki. Gdyby
      nie moi rodzice... Dostałam nożem w plecy. I pomyśleć że przez cały
      nasz związek prowadziłam go za rączkę, założyłam mu firmę, dom,
      urodziłam syna. Byłam dla niego jak ta pieprzona Matka Teresa
      (sory). Ja też nie wiem jak żyć. Siłę do boksowania się z życiem
      daje mi tylko mały. Wspierają rodzice i przyjaciele, ale... boli jak
      diabli.
      • zielona_ropucha Re: Zrozpaczona, załamana, samotna, nieszczęśliwa 02.03.08, 16:43
        Jezu...skąd my się bierzemy?
        • mini_me Re: Zrozpaczona, załamana, samotna, nieszczęśliwa 02.03.08, 17:52
          Jak to Ropuszko skąd: same sobie siebie rodzimy i wychowujemy smile
      • bolutiebolutie Re: Zrozpaczona, załamana, samotna, nieszczęśliwa 02.03.08, 16:44
        Straszna sytuacja, jest mi naprawde bardzo bardzo przykro... Nie
        chce sie tu licytowac kto bardziej cierpi, kto jest bardziej
        nieszczęsliwy, itp, ale... Ty masz przynajmniej swoje Ukochane
        Maleństwo - synka, który daje Ci siłe do życia i do zmagania sie z
        ta cała sytuacją w jakies sie znalazłaś... A ja jestem sama jak
        palec i czasem rano nie mam żadnego dopingu, bodźca, zeby sie
        podnieść z łóżka. Ale jak czytam to faktycznie bardzo podobny
        scenariusz...
        • libra22 Re: Zrozpaczona, załamana, samotna, nieszczęśliwa 02.03.08, 18:32
          Mnie pomogło dowiedzenie się, dlaczego mój mąż chce rozwodu: i na poziomie faktów (inna kobieta oraz zanik jego miłości); i na poziomie uświadomienia sobie mojej winy w rozpadzie związku. Bo wtedy przestałam zamęczać się myśleniem na okrągło "ale o co chodzi?" (totalne poczucie abstrakcji, a nawet paranoi nie pomaga sie podnieść i )mogłam się zająć stawaniem na nogi.
          Nie mysl teraz, czy będziesz umiała z kimś być i być szczęśliwa. Etap niechęci do całej płci jest normalny. Mija. Treaz skup się na przeżyciu, czy nawet przeczołganiu się przez ten najgorszy okres. Bo to niestety jest najgorszy okres - pierwsze 3 miesiące.

          Mój mi wyznał w Wielkanoc. Najpierw rodzinnie byliśmy u moich rodziców, potem z jego rodzicami na anszej wspólnej działce. Powiedział u swoichwink U moich byłoby trudno, bo za małe mieszkanie. W domku było dość miejsca, żeby jego udawali, że nie słyszą jak wyję z bólu na balkonie.
          • bozenadwa Re: Zrozpaczona, załamana, samotna, nieszczęśliwa 02.03.08, 19:27
            u mnie dopiero 2 miesiace a moze juz nie dopiero bo mnie nadal
            sciska w sercu zoladku ale jak cudownie ze jestescie
    • beatabaczmanska Re: Zrozpaczona, załamana, samotna, nieszczęśliwa 02.03.08, 18:49
      Nie załamuj sie.Nie warto.Ja jestem sama z piątką dzieci i chociaż
      nadal pomimo wszystko kocham w jakiś sposób byłego męża to wiem ze
      decyzja o rozwodzie była słuszna.Po kilkunastu latach bycia razem
      kiedy mąż nas dręczył(jest alkoholikem przemoc w rodzinie)teraz
      twierdzi że chce być z nami i nadal nas kocha.Niestety ja nie
      potrafię uwieżyć w metamorfozę to niemożliwe.On poprostu chce wrócić
      do tego życia co miał czyli beztroski i nieróbstwa.Jesteś kobietą
      która ma własna firmę więc jesteś niezależna zastanów się czy on nie
      przyjdzie do Ciebie i nie będzie prosił o przebaczenie oni tak
      mają.Głowa do góry będzie dobrze nie poddawaj sie jesteś jeszcze
      młoda życie przed Tobą.Pozdrawiam
      • renamar1 Re: Zrozpaczona, załamana, samotna, nieszczęśliwa 02.03.08, 21:38
        Cóż... będę oryginalna i powiem: TEŻ TAK MIAŁAM, hehe
        Różnica polega na tym, że to ja zakończyłam nasz związek. Po 16
        latach wspólnego życia powiedziałam "spieprzaj dziadu".
        Że alkohol, że przemoc- no tak. Że byłam (jestem?)współuzależniona?-
        też tak. No i że nadal go kocham, że tęsknię- także tak.
        Trzy razy tak...
        Nie wybrałam ani walentynek, ani rocznicy, ani urodzin.
        Zwyczajnie, któregoś dnia powiedziałam mu, że chcę rozwodu. Po czym
        pękło mi serce i rozprysnęło się na sto osiemdziesiąt siedem
        kawałków. Niby powiedziałam te słowa ja. Własnoustnie. A moje
        zdziwienie sięgało zenitu. Dlaczego?- ano dlatego, że uświadomiłam
        sobie, że autentycznie tego chcę. Bo rozstania i powroty w ciągu
        tych lat mieliśmy już przećwiczone wiele razy.
        Minął rok od jego wyprowadzki.
        Zdążyłam (ze strachu przed samotnością) utonąć w kolejnym związku,
        zakończonym totalnym fiaskiem po trzech miesiącach.
        Wreszcie posłuchałam doświadczonych koleżanek- pozwoliłam sobie
        CIERPIEĆ po stracie tego mojego męża, zamiast pchać się w ramiona
        jakiegoś obcego patafiana.
        No niby że odcierpałam. Wszystko na chłodno sobie potrafię wyjaśnić.
        Tylko jak dzieci jadą do taty na weeken i przyjeżdżają rozanielone,
        zachwycone jego nową kobietą, to mi to moje popękane serce znowu
        przypomina, że jest popękane...
        Z całych sił staram się udowodnić sobie, że mam to gdzieś.
        Cholera, ale nie mam...
        Zazdrość to cecha, którą potępiam... u innych, kurza jej twarz.
        • helga1970 Renamar 02.03.08, 22:16
          to jest własnie słabe, ze zostawamiamy go - jest nam z tym dobrze
          ale kiedy on nie cierpi( choc tego nie wiemy) szlag nas trafia lub
          po prostu jest w nas gorycz. Znam to uczucie chcoc nie jest moim
          udzialem ale mojej przyjaciółki. po wielu latach razem, latach jej
          posługi, po wniesieniu przez nią o rozwod - on odzyskal wolnosc i
          swietnie sobie"radzi". jest mi przykro patrzec jak ona traci do
          tego dystans bo przeciez nie jest powiedziane ze on jest szczesliwy
          z tamta kobieta( szczegolnie ze jest o niego mlodsza o 20 lat - a
          wiec atrakcyjna dla ich dzieci; dziewczynki sa nią zachwycone bo
          jest niwiele starsza od nich i nic nie wymaga). Ale co ja moge
          powiedziec mojej przyjaciolce, ktora 15 lat spala z nim w jednym
          lozku, urodzila mu corki i do konca byla fair.
          Sama jestem po rozwodzie. Mam nowego od 6 lat meza i z nim
          wychowuje troje dzieci w tym corke z pierwszego malz.
          Wiem ze moj byly maz nie ma o mnie dobrego zdania. Wyszlam za maz
          za czlowieka 15 lat mlodszego od niego. Dla niego to prawie danie
          dupy. Pusciłam sie ze smarkaczem.
          Wszystko wiec zalezy od naszej wlasnej optyki. Widzimy to co chcemy
          zobaczyc.
          • renamar1 Re: Renamar 03.03.08, 08:17
            To jest właśnie okrutna prawda sad
            Powinnam- w imię miłości i cholera wie czego jeszcze, życzyć mu jak
            najlepiej. A mnie szlag zwala, że on się teraz bawi, z nową kobietą
            robi wszystko to, o czym ja mogłam tylko marzyć...
            No i marzyłam: o wspolnych wyjazdach, wyjściach, wakacjach- bez
            wiecznego towarzystwa jego kolegów,znajomych, cholernych pijusów.
            Nie było mi to dane. Jeden raz- kiedy już nasze małżeństwo wisiało
            na włosku, zabrał mnie na taki samotny wyjazd do Krynicy.
            Pojechaliśmy sami, bez dzieci nawet. Boże- to był najpiękniejszy
            urlop w moim życiu. Trwał CAŁE dwa dni. W ciągu tych 16 wspólnych
            lat był także jeden (słownie JEDEN) rodzinny wyjazd nad morze na
            tydzień. Sami z dziećmi. I też było cudownie.
            Ale mójm mąż nie chciał tego powtarzać. Jemu do szczęścia potrzebni
            byli kompani do kielicha sad
            A teraz? Zabiera nasze dzieci, swoją nową panią i jej dzieci i
            jeżdżą sobie... i "przydupasy" nie są mu potrzebne.
            I teraz nic mnie to obchodzić nie powinno. A ja kurwicy dostaję sad
            • helga1970 Re: Renamar 03.03.08, 08:53
              najgorsze, ze moja przyjaciolka nie jest typem skarżacym się. Z
              godnoscia znosi ta trudna dla siebie sytuacje. auwazylam jednak, ze
              popija. Na poczatku to bylo jedno piwo a teraz wlasciwie nawet nie
              wiem bo stracilysmy kontakt- mam wrazenie ze ona mnie unika bo
              wlasnie pije coraz wiecej. Dopadla ja samotnosc w najokrutniejszej
              postaci- odchowane dzieci juz maja swoej zycie, ona po 40 tce( brak
              zainteresowania ze strony facetow). Kiedys byla b. atrakcyjna
              kobietą.
              Mysle tez ze mimo ze bez niego jest jej dobrze gdzies przeszacowala
              swoje sily. Bo jedank samotnewychowywanie dwojki dorastajacych
              dzieci jest sporym wyzwaniem i umowmy sie nie zawsze czlowiekma
              siłe to dzwigać. Właciwie czasami zazdroszcze jejwolnosci.Moje
              dzieci sa jeszcze male, jestem jeszcze mocno uwiazana. Ona juz
              dysponuje swoim czasem. Kazda z nas płaci jakas cene za swoj wybor.
              • sylwiamich Re: Renamar 03.03.08, 09:40
                A co to za 40latka? Może się zaniedbała? Ja na brak powodzenia nie
                narzekam.U panów w róznym wieku. Może musi znowu odnależć z sobie
                kobietę?
                • helga1970 Re: Renamar 03.03.08, 21:20
                  Tu nie chdzi o powodzenie. To jest kobieta z klasa. ją nie
                  interesuje frekwencja tylko jakośc. raczej chodzi o poczucie
                  bezpieczeństwa do jakiego dążyła i szukała u męża. byli faceci
                  zawsze wokół niej- traktowała ich z odpowiednim dystansem. Do łózka
                  zawsze sie ktoś znajdzie - do tego nie trzeba urody, własnie!
                  wystarczy szminka, lokówka- jest cała masa facetów " po
                  przejsciach" ktorzy chetnie skorzystaja. Ale to wszystko ulotne, na
                  chwile, po ciemku. A w dzień, co zrobic ze soba w dzień?
                  • sylwiamich Re: Renamar 03.03.08, 22:34
                    czyli sugerujesz że kobieta po 40 może liczyć tylko na szybki nocny
                    numerek z jakimś ostatnim desperatem? Bo facet z klasą się nią nie
                    zainteresuje? Piękno jest pięknem zawsze.Nawet po 40.I w świetle
                    dnia.
                    • helga1970 Re: Renamar 04.03.08, 07:25
                      ee tam
                      trzeba jeszcze miec troche szczescia, czasu, a ona zabegana,
                      pracujaca pod Warszawa i mieszkajaca poza stolica. Nie ma gdzie
                      nawet spotkac faceta. Nie kazdy tez lubi czysto przypadkowe
                      towarzystwo. Akurta mysmy były w bardzo okreslonym tak bym to
                      nazawala towarzystwie. Zostawiajqc meza ona wyszla z tego grona,
                      zreszta ja tez ale ja poznalam mojego 2 meza w nowej pracy a ona
                      nie jest w stanie w pracy poznac kogos. I mysle, ze jej brakuje
                      tego towarzystwa , tej adoracji która miala przez wiele lat.
                      Nie musiała o nią zabiegac. Była bardzo lubiana i podobała się.
                      Ale to byla grupa mocno wyselekcjonowana intelektualnie. Nie uiem
                      tego wytłumaczyc. Ci ludzie zniknęli z mapy jej życia i zostala bez
                      całej tej otoczki. Mieszka na wsi- ma ladny dom ale prowadzi zycie
                      jak z westernu. Znam kilku facetów którym takie coś imponuje, cała
                      eszta boi sie takich kobiet.
                      Oczywscie nie jest to jedyna moja kolezank, ktora sie rozwiodła i
                      ma czterdziesci pare lat. Ale akurat jej mi bardzo żal bo jest
                      twarda kobieta z zasadami, zainwestowala cala swojamlodosc w
                      malzenstwo, nie idzie na łatwizne ale to jej nie ułatwia życia.
                      • libra22 Re: Renamar 04.03.08, 09:54
                        Może jednak lepszy seks z kimś "nie na poziomie" niż popijanie? Miłość, czy fascynacja niejedno ma imię. Niedwano kolezanka opowiadała mi o związku dojrzałej kobiety, z klasą, bogatej z kierowcą tirów. Ja miałam ognisty romans z budowlańcem kilka lat młodszym i było super (miałam nawet nadzieję na poważniejszy związekwink Może niech ona skorzysta z biur matrymonialnych lub serwisów randkowych w necie?
                      • sylwiamich Re: Renamar 04.03.08, 09:59
                        Czyli jej "klasa" ją zgubiła? Czasami bywamy bankrutami. Zawsze
                        warto zacząć od początku...budować SWOJE grono wielbicieli.Prawdziwi
                        wielbiciele nie przestaną wielbić po odejściu od męża.
                        Też wyprowadziłam się od swojego towarzystawa.Intelektualne potyczki
                        mam tu...na forum na przykład.Kto potrzebuje, ten szuka.Zresztą nie
                        rozwijam wątku...czasami bywam złośliwawink))
                        • bolutiebolutie Re: Renamar 04.03.08, 10:06
                          złosliwość jest cechą ludzi inteligentnych smile
                        • animka25 Re: Renamar 04.03.08, 10:22
                          Moim zdaniem odszedł do innej. Też tak miałam. Powiedział mi to po 7
                          latach bycia razem, z dnia na dzień, nic na to nie wskazywało
                          wczesniej, a jego decyzja była ostateczna i nieodwołalna. Szybko
                          wyprowadził się z domu...niby poznał kogoś po 2 tygodniach....
                          W rzeczywistości znał ją dużo dłużej, nie wierzyłam w to na początku
                          (nic nie podejrzewałam), ale jak ktoś mi wtedy powiedział: "facet
                          nigdy nie odchodzi w próżnię", niestety...

                          Trzymaj się, pomyśl teraz o sobie, musisz sobie wszystko poukładać.
                          Uwierz mi, z każdym tygodniem bedzie lepiej, a za pół roku będziesz
                          dziękowała losowi, że stało się to teraz, a nie za 10-15 lat.
                          Ja w ciągu miesiąca po wyprowadzce exa znalazłam nową - lepszą od
                          poprzedniej pracę, załatwiłam opiekunkę do dziecka, rozpoczęłam
                          remont mieszkania. Teraz jestem w nowym, cudownym związku.
                          Musisz to przetrzymać poprost.Tylko nie załamuj się, wyszukuj sobie
                          nowe, ciekawe zajęcia, nawet jeżeli początkowo wszystko będzie Ci
                          się wydawało bez sensu.
                          Trzymam kciukismile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka