Zawitałam oficjalnie na forum rok temu, choć przedtem kawał czasu je
podczytywałam. Mój pierwszy post był raczej dość wyważony:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=24087&w=59123517&a=59272171
Ale tak naprawdę nie oddawał kłębiących się w głowie czarnych myśli.
Ten spokojny ton to była raczej próba zapanowania nad emocjami, żeby
nie dać się im kompletnie ponieść. Nie byłam w stanie wtedy napisać,
że tydzień przed wielką awanturą, która zakończyła tę farsę,
postanowiłam wreszcie przestać powątpiewać w sens tego związku. A
jeszcze na 2 dni przed nią ex planował kupno nowego większego
mieszkania zaraz po powrocie ze wspólnego urlopu (rozstaliśmy się na
3 dni przed wyjazdem), terapię małżeńską i parę innych cudów.
Po "wielkim bum" zerwał ze mną i córką wszelkie kontakty na parę
miesięcy. Rozchwiane emocjonalnie dziecko dawało mi ostro w kość, a
mnie ten powtórny już zawód w związku z nim wepchnął w głęboką
czarną dziurę... Pierwszy post napisałam dopiero ponad pół roku po
tamtych wydarzeniach. Nie płakałam już, ale czułam się kompletnie
wypalona. Żyłam z dnia na dzień, nadrabiając miną.
Przez ten rok poznałam tu wielu wspaniałych ludzi. Kilkoro z nich
mogę śmiało nazywać przyjaciółmi. Nie raz byli przy mnie w ciężkich
chwilach, nie tylko "okołorozwodowych". Wiele razy miałam też okazję
pobawić się i pośmiać w forumowym towarzystwie. Kto jeszcze pamięta
mój przydomek "Cathy, co podobno nie tańczy"?;-PPP
Przez ten rok zdołałam się rozwieść, mimo "drobnych" przeciwności
losu w postaci bomby w sądzie w dniu rozprawy (alarm był na
szczęście fałszywy).
Przez ten rok zdołałam ułożyć stosunki z exem w sposób
satysfakcjonujący dla obu stron, a przede wszystkim korzystny dla
córki. Okazujemy sobie szacunek, bo przecież nasze dziecko na nas
patrzy. Umiemy normalnie rozmawiać, czasem nawet na prawie
towarzyskiej stopie. Ja nauczyłam się informować go o każdej sprawie
dotyczącej dziecka, on szanować mój czas i moje sprawy. Są sprawy,
które bolą. Czasem ex da mi popalić. Ale doceniam jego starania.
Wróciłam do dawnych marzeń, zaniechanych kiedyś projektów.
Zainteresowało mnie parę nowych spraw. Miałam wrażenie, że obudziłam
się po paru latach snu, w którym moje życie było podporządkowane
humorom exa i relacjom między nami. Zachłysnęłam się życiem.

))
Pogłębiłam relacje z córką, a ona też bardzo się wyciszyła.
Odzyskałam wiarę w siebie i to, że czeka na mnie w życiu szczęście.
Choć tego szczęścia nie upatrywałam w nowym związku. Zresztą nadal
uważam, że podstawą udanego życia jest przede wszystkim pogodzenie
się z samą sobą i akceptacja samej siebie.
Było mi dobrze samej. Owszem, zastanawiałam się czasem, czy jeszcze
kogoś zdołam pokochać. Ale raczej na tym się kończyło. W sumie nawet
nie za bardzo zauważałam wokół siebie potencjalnych kandydatów

)
Jednak na mojej drodze nieoczekiwanie spotkałam wyjątkowego
mężczyznę, który akceptuje mnie taką, jaka jestem. Szanuje moją
potrzebę niezależności i odrębności. Niełatwo zaufać i spróbować
jeszcze raz. Ale wierzę, że warto. Bardzo mocno wierzę

))))
Rzadko tu teraz zaglądam. Jeszcze rzadziej piszę. Porozwodowe emocje
opadły ze mnie po prostu. Życie wciąga w całej jego rozciągłości.
Ale nie zamierzam się z Wami żegnać.

A guzik!!

P
Dziękuję wszystkim forumowiczom za tem rok. Mam nadzieję, że mnie
też czasem udało się kogoś na duchu podtrzymać.
I zaczynam kolejny rok

)))