Dodaj do ulubionych

A po roku przychodzi spokój...:-)))

19.03.08, 22:58
Zawitałam oficjalnie na forum rok temu, choć przedtem kawał czasu je
podczytywałam. Mój pierwszy post był raczej dość wyważony:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=24087&w=59123517&a=59272171
Ale tak naprawdę nie oddawał kłębiących się w głowie czarnych myśli.
Ten spokojny ton to była raczej próba zapanowania nad emocjami, żeby
nie dać się im kompletnie ponieść. Nie byłam w stanie wtedy napisać,
że tydzień przed wielką awanturą, która zakończyła tę farsę,
postanowiłam wreszcie przestać powątpiewać w sens tego związku. A
jeszcze na 2 dni przed nią ex planował kupno nowego większego
mieszkania zaraz po powrocie ze wspólnego urlopu (rozstaliśmy się na
3 dni przed wyjazdem), terapię małżeńską i parę innych cudów.
Po "wielkim bum" zerwał ze mną i córką wszelkie kontakty na parę
miesięcy. Rozchwiane emocjonalnie dziecko dawało mi ostro w kość, a
mnie ten powtórny już zawód w związku z nim wepchnął w głęboką
czarną dziurę... Pierwszy post napisałam dopiero ponad pół roku po
tamtych wydarzeniach. Nie płakałam już, ale czułam się kompletnie
wypalona. Żyłam z dnia na dzień, nadrabiając miną.
Przez ten rok poznałam tu wielu wspaniałych ludzi. Kilkoro z nich
mogę śmiało nazywać przyjaciółmi. Nie raz byli przy mnie w ciężkich
chwilach, nie tylko "okołorozwodowych". Wiele razy miałam też okazję
pobawić się i pośmiać w forumowym towarzystwie. Kto jeszcze pamięta
mój przydomek "Cathy, co podobno nie tańczy"?;-PPP
Przez ten rok zdołałam się rozwieść, mimo "drobnych" przeciwności
losu w postaci bomby w sądzie w dniu rozprawy (alarm był na
szczęście fałszywy).
Przez ten rok zdołałam ułożyć stosunki z exem w sposób
satysfakcjonujący dla obu stron, a przede wszystkim korzystny dla
córki. Okazujemy sobie szacunek, bo przecież nasze dziecko na nas
patrzy. Umiemy normalnie rozmawiać, czasem nawet na prawie
towarzyskiej stopie. Ja nauczyłam się informować go o każdej sprawie
dotyczącej dziecka, on szanować mój czas i moje sprawy. Są sprawy,
które bolą. Czasem ex da mi popalić. Ale doceniam jego starania.
Wróciłam do dawnych marzeń, zaniechanych kiedyś projektów.
Zainteresowało mnie parę nowych spraw. Miałam wrażenie, że obudziłam
się po paru latach snu, w którym moje życie było podporządkowane
humorom exa i relacjom między nami. Zachłysnęłam się życiem.smile))
Pogłębiłam relacje z córką, a ona też bardzo się wyciszyła.
Odzyskałam wiarę w siebie i to, że czeka na mnie w życiu szczęście.
Choć tego szczęścia nie upatrywałam w nowym związku. Zresztą nadal
uważam, że podstawą udanego życia jest przede wszystkim pogodzenie
się z samą sobą i akceptacja samej siebie.
Było mi dobrze samej. Owszem, zastanawiałam się czasem, czy jeszcze
kogoś zdołam pokochać. Ale raczej na tym się kończyło. W sumie nawet
nie za bardzo zauważałam wokół siebie potencjalnych kandydatówsmile)
Jednak na mojej drodze nieoczekiwanie spotkałam wyjątkowego
mężczyznę, który akceptuje mnie taką, jaka jestem. Szanuje moją
potrzebę niezależności i odrębności. Niełatwo zaufać i spróbować
jeszcze raz. Ale wierzę, że warto. Bardzo mocno wierzęsmile))))
Rzadko tu teraz zaglądam. Jeszcze rzadziej piszę. Porozwodowe emocje
opadły ze mnie po prostu. Życie wciąga w całej jego rozciągłości.
Ale nie zamierzam się z Wami żegnać.smile A guzik!!tongue_outP
Dziękuję wszystkim forumowiczom za tem rok. Mam nadzieję, że mnie
też czasem udało się kogoś na duchu podtrzymać.
I zaczynam kolejny roksmile)))
Obserwuj wątek
    • panda_zielona Re: A po roku przychodzi spokój...:-))) 20.03.08, 00:26
      Cathy,strasznie się cieszę.To bardzo budujące dla wszystkich
      zdołowanych,zropaczonych kobitek,które się tu ostatnio pojawiły.
      Niech Twój post będzie przykładem,że życie nie kończy się na
      rozwodzie,a dopiero po nim zaczyna.I prawdą jest,że każda miłość
      może być pierwszą.Życzę Ci zatem,aby ten objawiony nieoczekiwanie
      pozostał jak najdłużej na dobre i złe.Mam nadzieję,że dalej będziesz
      się dzielić nowościami kulinarnymi smile))))
    • menab Re: A po roku przychodzi spokój...:-))) 20.03.08, 07:59
      Fajniesmile Ja podobnie zawitałam tu rok temu i również wyciszyłam
      się, wszystko zaczęłam od nowa i jest lepiej, dużo lepiej niż
      kiedyś. Jestem naprawdę szczęśliwa, dużo szczęśliwsza...
      Powodzenia Cathy!
      • mary171 Re: A po roku przychodzi spokój...:-))) 20.03.08, 08:10
        Witaj Cathy smile)
        Mi też minął rok, ale od jazd z m.
        Cieszę się twoim szczęściem i spokojem. Ja już też ochłonełam. Mam
        nadzieję, że będziesz zaglądać i pisać, aby pomagać innym, którzy są
        na początku tej drogi smile
        Życzę Ci dużo szczęścia, bo mimo, że mało zaglądałam na forum Twoje
        posty utkwiły mi w pamięci smile
        Pozdrawiam serdecznie smile))
        • libra22 Re: A po roku przychodzi spokój...:-))) 20.03.08, 09:03
          Powodzeniasmile
      • bolutiebolutie Re: A po roku przychodzi spokój...:-))) 20.03.08, 09:23
        Ale Ci zazdroszczę... sad Ale w takim pozytywnym sensie, a nie zawistnym. Też
        bym chciałą już czuć się tak jak Ty, niestety jestem dopiero na samym początku
        tej drogi sad
        Cieszę się jednak z tego, że kolejna osoba udowodniła, że po rozwodzie z
        ukochanym życie sie jednak nie kończy...
        • cathy_bum Re: A po roku przychodzi spokój...:-))) 21.03.08, 01:08
          Coś się kończy, coś się zaczyna... I u Ciebie też będzie lepiej,
          uwierz. Bo jeśli uwierzysz, to sama sobie pomożesz. Po rozwodzie
          powiedziałam sobie, że zaczynam nowe LEPSZE życie. I jak na razie
          się udaje.smile) Co więcej, teraz już wiem - sama czy nie sama - dam
          sobie radę i już.
    • wmiedzyczasie Re: A po roku przychodzi spokój...:-))) 20.03.08, 12:43
      Dzięki za wlanie optymizmusmile))
      U mnie minął rok od rozstania z PM.Chyba jeden z
      najokropniejszych "roków" w moim życiu.
      Rzadko piszę na formum, ale podczytuję i bardzo mi to pomaga.
      Poukładać, uspokoić, inaczej spojrzeć. Gdyby nie to forum to nie
      wiem jak wyglądałby ten rok.
      Przede mną rozwód. W zeszły piątek złożyłam pozew.
      • mini_me Re: A po roku przychodzi spokój...:-))) 20.03.08, 13:37
        A do mnie wszystko wczoraj wróciło sad((
        musiałam przeczytać znowu maile i czaty m do kochanki żeby przygotowac je jako
        dowody do sądu (bo sobie zażyczyli ;-( a nie chcę od razu wyjeżdżać ze
        świadkami) i mi sie humor popsuł!
        ale co tam, dziś jest nowy dzień lepszy od wczorajszego a jutro już wogóle
        będzie super! nie???
        • bozenadwa Re: A po roku przychodzi spokój...:-))) 20.03.08, 15:49
          Mini.me jesli Ci pomoze to ja ponawiam swoje wyznanie.
          • mini_me Re: A po roku przychodzi spokój...:-))) 20.03.08, 15:55
            No i od razu świat jest piękniejszy, dzięki wink
            • mini_me i jeszcze... 20.03.08, 15:56
              ...jak sobie poczytam takie posty jak Cathy_bum tudzież podobne nt...i co dalej?
              to aż żyć się chce smile))
              • cathy_bum Re: i jeszcze... 20.03.08, 16:22
                mini_me napisała:

                > ...jak sobie poczytam takie posty jak Cathy_bum tudzież podobne
                nt...i co dalej
                > ?
                > to aż żyć się chce smile))
                >
                Wiesz, trochę też po to napisałam - żeby udowodnić, że życie po
                rozwodzie bywa pięknesmile)) Czytanie korespondencji exa z kochanką to
                z pewnością ciężka lektura. Ale dzielna z Ciebie kobieta i dasz radę
                uporządkować życie. Na rozładowanie złych emocji polecam forumową
                hulankę albo jakiś koncertsmile
                • mini_me Re: i jeszcze... 20.03.08, 16:30
                  no jak sobie pomyślę że 10 maja jest koncert kultu a ja w tym czasie będę na
                  piaszczystej plazy się relaksować to się zastanawiam czy z urlopu nie
                  zrezygnować smile))!!!
                  nie wiem czy nie wolę z Wami paru siniaków się dorobic zamiast w morzu się
                  moczyc smile)))
                  a fakt to czytanie mnie mocno dobiło, wczoraj nawet myślałam że dzis jakiś dołek
                  będzie, ale kurcze tyle roboty, że nie mam czasu na dołki przełoże to na święta wink
                  • cathy_bum Re: i jeszcze... 20.03.08, 16:49
                    W nabijaniu siniaków innym forumowiczom to zdaje się ja celuję
                    <zawstydzona nieco>. Kult, Kultem, ale piaszczysta plaża nie do
                    pogardzenia. Aż mnie natchnęłaś myślą, że powinnam się w sprawie
                    urlopu zakręcić.
                    A na koncercie jeszcze się zdążymy wyszaleć niejednym.smile))
            • bozenadwa Re: A po roku przychodzi spokój...:-))) 20.03.08, 16:04
              Wiesz u mnie widomosc ,ze moj m mnie oszukuje przyszla w nowy
              rok.Bylo mi ciezko,Teraz jest jak jest wracam do
              rzeczywistosci.Pewnego dnia zaczelam czytac calkiem powaznie przepis
              na swiateczny obiad i przepis na to ciasto.Nie znalam tego
              wczesniej.Najpierw myslalam ze sie przeliterowalas,bo mnie sie
              czesto zdarza.Jak dotarlo do mnie ....Czytalam i smialam sie sama do
              siebie NA GLOS.,smialam sie do lez.Bylo mi to bardzo potrzebne.Od
              tamtago czasu, odkad mini.me zapoznala mnie z przepisem na ciasto
              WARTO ZYC !!!!! Masz u mnie DOZGONNA milosc !!! Pozdrawiam i sciskam
              Cie mocno.
              • mini_me Re: A po roku przychodzi spokój...:-))) 20.03.08, 16:22
                Bardzo się cieszę że przepis na ciasto Ci się spodobał (przyznam że nie jest
                mojego autorstwa ale to mój ulubiony z przepisów)! też tak mam że czasem coś
                przeczytam totalnie głupiego i mi się wydaje że świat jest piękniejszy ale to
                chyba normalne w końcu z takich michałków takich całkiem mało ważynch pozornie
                rzeczy nasze życie się składa smile))
                mój świat się pozornie zawalił najpierw we wrześniu a potem ostatecznie w nowy
                rok więc witaj w klubie też swoje nowe piękne życie buduje od nowego roku smile))

                I w ten o to piękny sposób rozwaliłyśmy radosny post Cathy_bum i da nam popalić
                wink a może nam się upiecze dzięki przepisowi na świąteczne ciasto wink
                • bozenadwa Re: A po roku przychodzi spokój...:-))) 20.03.08, 16:37
                  LO matko!!!! Cathy.bum przepraszamy i prosimy przeczytaj przepis na
                  ciasto owocowe mini,me .Ja zaraz to uczynie bo za oknem u mnie na
                  slasku zawierucha zimowa .Co ten zajac zmarznie czu cus .
                  • cathy_bum E tam, dziewczyny;-))) 21.03.08, 01:05
                    ...A rozwalajcie sobie wątek, ile wlezie.smile) Ja się nie obrażęsmile)
                    Patrzę na świat z innej już perspektywy. Nie o nowy związek tu
                    zresztą chodzi, ale o uporządkowanie emocji. Ale sklerozy jeszcze
                    nie mam... I pamiętam, jak boli rozstanie. Przecież ja też kiedyś
                    płakałam i przeklinałam cały świat.
                    A przepis znamsmile) I powiem Wam coś w tajemnicy, ale cyt! Bardzo
                    lubię go stosować, tyle, że w wersji z winem. Polecam.smile) W dodatku
                    efekty wychodzą zwykle jadalnetongue_outPP
                    • mini_me Re: E tam, dziewczyny;-))) 21.03.08, 10:54
                      To może się kiedys umówimy na wspólne pieczenie smile)))
                      • cathy_bum Re: E tam, dziewczyny;-))) 22.03.08, 18:56
                        mini_me napisała:

                        > To może się kiedys umówimy na wspólne pieczenie smile)))
                        >

                        Nie ma sprawysmile) Mogę nawet udostępnić swoją kuchnię i zapasy z
                        piwniczki. Seriosmile
                        • mini_me Re: E tam, dziewczyny;-))) 23.03.08, 13:50
                          Też mogę udostępnić kuchnię tudzież salon tudzież miejsce do spania dla
                          zmęczonych kucharek/kucharzy smile))
                          Skoro z miejscem problemu nie mamy z zaopatrzeniem też raczej nie będzie to już
                          nam tylko zostało termin dogodny wybrać smile)
                          pozdrawiam świątecznie
                          • cathy_bum Re: E tam, dziewczyny;-))) 23.03.08, 21:15
                            To trzeba będzie w kwietniu jakąś kucharską imprezę zmontowaćsmile)) Z
                            terminem pewnie będzie ciężko, bo zalatana okrutnie jestem... Ale
                            kalendarz elastyczny jestwink
    • alone33 Re: A po roku przychodzi spokój...:-))) 20.03.08, 14:28
      Nic nie może wiecznie trwać- te słowa są adekwatne do każdej
      przedstawionej na tym forum sytuacji..
      Cieszę się razem z Tobą że znalazłaś sens i radośc z każdego
      codziennego dnia. Jeśli masz jeszcze obok siebie osobę która rozumie
      i przytuli to należy tylko korzystać z życia i pielęgnować to
      piękno..
      Wierzę że każdy z nas zasłuży i otrzyma coś jeszcze dobrego od
      życia. Musimy tylko dać sobie szansę. Życie jest za krótkie żeby
      zbyt długo się umartwiać. Wszystkim życzę wiary i powodzenia!
      Pozdrawiam serdecznie
    • lilyrush Re: A po roku przychodzi spokój...:-))) 20.03.08, 15:01
      To już rok????
      Rany, właśnie mi uświadomiłaś, ze u mnie do tego roku brakuje bardzo niedużo.
      I pamiętam, jak sie umawiałam z niewysoką blondynka smile)))))
      Trzymam kciuki za jeszcze lepszy post za kolejne 5, 10 lat
      No a sobie życzę, żeby w moja rocznicę napisała podobny wink
      • aron95 Re: A po roku przychodzi spokój...:-))) 20.03.08, 15:36
        No i kolejny rozwodnik ma swoje ..... co dalej .
        Miejmy nadzieję że lepsze
    • cathy_bum Re: A po roku przychodzi spokój...:-))) 20.03.08, 16:46
      Dziękuję Wam wszystkim za miłe wpisysmile)
      Napisałam, bo chciałam spiąć klamrą ten miniony rok. Z pewnością
      przełomowy... Zdarzyło się wiele w nim złego, ale tak z perspektywy
      plusów znajduję więcej. Żadne to odkrycie będzie, ale pewne bolesne
      wydarzenia jawią mi się teraz w innym świetle. Nie przejmuję się
      nimi, już nie wracam.
      Cieszę się, że mogę realizować marzenia, które kiedyś głęboko
      zakopałam. Już nie ma opcji, że jestem na coś za stara, że to nie
      wypada czy że są inne priorytety. Lubię siebie i lubię dbać o swoje
      przyjemności. Ale spokojnie: dziecko głodne i bose nie chodziwink))

      Cieszę się, że umiałam exowi wybaczyć przeszłość. Oczywiście, że
      pamiętam złe chwile. Pewnych rzeczy nie da się zapomnieć. Ostatnio
      przy generalnych porządkach wpadłam na jakiś jego zapomniany wyciag
      z karty kredytowej. Kilkanaście tysięcy puszczone z dymem w czasie,
      kiedy ja chodziłam po prostu głodna (bo część mojej wypłaty też
      sobie "pożyczył"). To było chore i złe. Ale roztrząsanie tego przez
      najbliższą tysiąclatkę nic już nie wniesie.

      Doceniam ogromne przemiany, które w exie zaszły. I te, które zaszły
      we mnie. Że mimo wszystko umiem się do niego po ludzku odezwać,
      poczęstować herbatą i na spokojnie ustalić sprawy dotyczące córki.
      • keytie Re: A po roku przychodzi spokój...:-))) 20.03.08, 16:55
        Fajnie Was poczytać... To co piszecie jest dla mnie, nikłym ,bo
        nikłym, ale zawsze światełkiem w tunelu. Pozostaje więc podążać w
        stonę światła... Nie jest łatwo, ale... każdy przeżyty dzień
        pokazuje, że dało się radę a życie to przecież tylko kolejne dni.
        Ciekawe, co będę mogła napisać za rok...
    • bbrzdek Re: A po roku przychodzi spokój...:-))) 20.03.08, 19:49
      to co Ciebie niesamowitego czeka potem...za kolejny rok? Napiszesz ;-
      )? Bardzo się cieszę Twoim uśmiechem smile
      • prawie.jak Re: A po roku przychodzi spokój...:-))) 20.03.08, 21:58
        cathy_bum napisała:

        >Lubię siebie i lubię dbać o swoje
        >przyjemności. Ale spokojnie: dziecko głodne i bose nie chodziwink))

        To fakt. Dziecko udane i zadbane. Ale będę czepiać się szczegółów...
        sunia jest niedopieszczona tongue_outPP.

        Cathy, ja myślę, że życiowy limit niepowodzeń został wyczerpany .
        Pierwszy rok po rozwodzie to cholernie trudny egzamin z życia. Ty go
        zdałaś na 5. Nie pozostaje nic innego jak pogratulować smile))

        • cathy_bum Re: A po roku przychodzi spokój...:-))) 20.03.08, 23:12
          prawie.jak napisała:


          >
          > To fakt. Dziecko udane i zadbane. Ale będę czepiać się
          szczegółów...
          > sunia jest niedopieszczona tongue_outPP.

          Możesz sobie ją dopieszczać, ile chcesztongue_outPPP Tylko nie każ mi potem
          odszkodowania płacić za odgryzione kończyny! wink Ona mogłaby kursy
          prowadzić "Jak być zołzą". tongue_outP
          >
          > Cathy, ja myślę, że życiowy limit niepowodzeń został
          wyczerpany .
          > Pierwszy rok po rozwodzie to cholernie trudny egzamin z życia. Ty
          go
          > zdałaś na 5. Nie pozostaje nic innego jak pogratulować smile))
          Nie wiem, czy na 5. Ważne, że zdałam. big_grin I miejmy nadzieję, że ta
          lekcja zostanie mi w głowie... W odróżnieniu od wielu treści
          wbijanych mi w pocie czoła przez wykładowców. smile)
    • julka1800 Re: A po roku przychodzi spokój...:-))) 20.03.08, 22:51
      Cathy, a jednak...smile))
      Napisze tylko MOJE GRATULACJE!!!
      • cathy_bum Re: A po roku przychodzi spokój...:-))) 20.03.08, 23:16
        julka1800 napisała:

        > Cathy, a jednak...smile))
        > Napisze tylko MOJE GRATULACJE!!!
        >

        Cóż mam rzec? Dziękujęsmile)))
        • lapina Re: A po roku przychodzi spokój...:-))) 21.03.08, 00:24
          Cathy, jesteś cudowną kobietą i
          wspaniałym przykładem na to, ze można spokojnie, nie raniąc siebie i innych
          przejść przez rozwód a potem zacząć żyć od nowa.
          Dzięki za wszystkie posty i mnóstwo mądrych rad!
          Gratuluje i życzę powodzenia! smile
          I mam nadzieje do zobaczenia na kolejnej imprezie forumowej! smile
          Ściskam serdecznie
          • cathy_bum Re: A po roku przychodzi spokój...:-))) 21.03.08, 01:13
            Zaczerwieniłam sięsmile)) Komplement od tak fajnej kobiety to mega-
            komplement.
            Pewnie, że się zobaczymy na kolejnej imprezie. A na razie kopnij
            mnie w [...], bo się zebrać do napisania do Ciebie nie mogę. Na
            pocieszenie dodam, że parę innych osób ma prawo mieć do mnie podobny
            żal. Ale przerasta mnie chwilowo sprzątanie w skrzynce po
            zawirowaniach z gazetową pocztą...
            • kasiar74 Re: A po roku przychodzi spokój...:-))) 21.03.08, 07:51
              cathy miło się przeczytało tego posta, pozdrawiam Cię serdecznie i
              życzę zdrowych, radosnych świat
              byle tak dalejsmile
    • marek_gazeta Re: A po roku przychodzi spokój...:-))) 21.03.08, 09:27
      Bardzo ładnie. Fajnie jest poczytać sobie takie posty.

      > Miałam wrażenie, że obudziłam
      > się po paru latach snu, w którym moje życie było podporządkowane
      > humorom exa i relacjom między nami.

      Tak to już jest - końcówka mojego małżeństwa również dla mnie oznaczała beznadziejną wegetację i czekanie na wyrok. Na szczęście mam to już poza sobą, ale do pierwszego swojego postu staram się nie wracać, brrr, nie wywoływać złych duchów z przeszłości.

      Powodzenia.
    • d3ma Re: A po roku przychodzi spokój...:-))) 22.03.08, 19:13
      Superrr! Gratuluję.
      Dla mnie jesteś żywym dowodem na to, że najlepszym, najszybszym i
      najskuteczniejszym sposobem na wyjście z kryzysu jest metoda "szybko
      się ogarnij, stań do pionu, zajmij się sobą" + "klin klinem", w
      innym tłumaczeniu "pan od kawy".
      Pozdrawiam
      • cathy_bum Re: A po roku przychodzi spokój...:-))) 22.03.08, 19:22
        d3ma napisała:

        + "klin klinem", w
        > innym tłumaczeniu "pan od kawy".
        Tu się akurat nie zgodzę. smile) Dla mnie "klin klinem" to zły pomysł.
        Najpierw musiałam się uporać z przeszłością (choć wiadomo, że pewne
        rzeczy długo się czkawką odbijają), żeby móc zacząć cos nowego.
        Związek "na otarcie łez" to nie dla mnie.smile)
        • zuza145 Re: A po roku przychodzi spokój...:-))) 22.03.08, 21:20
          uporałaś się z przeszłością- definitywnie- przynajmniej tak brzmisz-
          właśnie za pomocą tego klina.
          Miałaś wcześniej kwiatki w ogrodzieę.
          Mąż poniszczył i zostało pole chwastów- powyrywałaś i posadziłaś
          nową roślinkę. To jest uporanie- wyrwanie chwasta to tylko etap do
          na drodze do..... uporania.
        • d3ma Re: A po roku przychodzi spokój...:-))) 22.03.08, 21:23
          No to jesteś cudownym dzieckiem, bo uporać się z przeszłością
          (wyglądającą na dość traumatyczną), wziąć rozwód i spotkać nowego
          odpowiedniego pana, a wszystko to w ciągu 1 roku. To wyczyn nie lada.

          Zauważ, że w metodzie, którą lakonicznie opisałam, dominuje przede
          wszystkim „zajęcie się własną osobą”, a dopiero po + „pan od kawy”.
          Łatwiej uporać się z przeszłością, gdy pojawi się w życiu ktoś nowy.

          Wszystkie historie jakie czytałam dotychczas, uświadomiły mi ten
          prosty mechanizm.

          Jestem po rozwodzie 1,5 roku. Od roku, dzień po dniu jest u mnie
          coraz lepiej, ale… wyszłabym z tego jeszcze szybciej, gdyby w moim
          życiu pojawił się „pan od kawy” i podbudował moje poczucie wartości
          jako kobiety. A to jest mechanizm prosty, jak konstrukcja cepa.
          Śmiem twierdzić, że gdybyś takowego pana nie spotkała,
          proces „zdrowienia” u Ciebie po rozwodzie trwałby tak min. 2 lata,
          zakładając, że jesteś silną osobowością. U słabszych jednostek
          uporanie się z przeszłością może przeciągnąć się w długie lata.
          • cathy_bum Re: A po roku przychodzi spokój...:-))) 22.03.08, 21:43
            Powiem tak. Każdy ma inaczej i jużsmile) Nie znam Cię i nie wiem, jak
            to wygląda u Ciebie. Wiem, jak było u mnie...
            Moje rozstanie z ex meżem, było rozłozone na lata. Zresztą ja
            pisałam, że jestem rok na tym forum. A nie rok po rozstaniu z exem.
            To zasadnicza różnica.
            Nie twierdzę, że otrząsnęłam się z przeszłości całkowicie. Pewne
            wspomnienia gdzieś tam zostaną na zawsze. Z pewnych urazów łatwo się
            nie wychodzi.
            Ale tak, odbudowałam swoje poczucie wartości i miłość do świata,
            zanim spotkałam kogoś nowego. Nawiązałam normalne stosunki z exem,
            odnowiłam stare zainteresowania i znajomości. Zaczęłam się dużo
            śmiać i bawić. I... dopiero wtedy byłam gotowa na nowy związek.

            Wcześniej po prostu tego nie chciałam, ani nie potrzebowałam. Choć
            było to możliwe. Pomijając ten drobiazg, że wolałam być sama, bo w
            moich nowych bardzo intensywnych planach nie było nawet czasu na
            randki.tongue_outP
            W zasadzie w podsumowaniu minionego roku nowy związek zajął mi jeden
            akapit. Jest czymś niezwykle cennym i wyjątkowym dla mnie. Ale DLA
            MNIE wypływa z tego wszystkiego, co zdarzyło się wcześniej w
            mininonym roku.
            A historie? Każdy ma swoją. Moja jest taka właśnie. Twoja inna. I
            życzę Ci, żeby się dobrze potoczyła.smile))
            Pozdraiwam świątecznie,
            Cathy
            • d3ma Re: A po roku przychodzi spokój...:-))) 22.03.08, 22:39
            • d3ma Re: A po roku przychodzi spokój...:-))) 22.03.08, 22:40
              18.03.2007 r. napisałaś tak:
              Rozwód jeszcze przede mną. Z mężem rozstawałam się kilka razy
              alkohol, zdrada. Zamieszkaliśmy osobno, podpisaliśmy tylko intercyzę.

              A 22.03.2007 r. tak:
              Moje rozstanie z ex meżem, było rozłozone na lata. Zresztą ja
              pisałam, że jestem rok na tym forum. A nie rok po rozstaniu z exem.
              To zasadnicza różnica.

              Być może, że każdy ma inaczej to się rozumie, ale jeśli to, co
              opisałaś o swoim małżeństwie jest prawdą, to przeszłaś gehennę i
              niewiele czasu miałaś na tzw. otrzęsienie się z przeszłości i
              odbudowanie poczucia wartości. Sama piszesz, że „Z pewnych urazów
              łatwo się nie wychodzi”.
              Jakoś nie wierzę w to, że nawiązałaś normalne stosunki z exem zanim
              spotkałaś kogoś nowego. Chyba, że exsio ponownie zaczął się kajać i
              zgrzeczniał.

              Czy na forum są gdzieś posty, w których piszesz, że jesteś
              szczęśliwa-samotna? Jak wychodzisz z kryzysu?

              Chętnie bym poczytała.

              Jeżeli chodzi o precyzję: to ja nie krytykuję, że otwierasz się na
              nowy związek. To jest akurat superaśne. Zasługujesz na szczęście po
              tym, co przeszłaś. Nie rozumiem jednego: że zaprzeczasz, iż nowy
              związek ułatwia Ci zamknięcie traumatycznych przeżyć.

              Dzięki za życzenia, moja historia też toczy się w dobrym kierunku.
              Też pozdrawiam i ciekawa jestem, dlaczego się tak zdenerwowałaś
              moimi postami. Fakt, jestem dość dociekliwą osóbką. Lubię się też
              uczyć od mądrzejszych.
              • cathy_bum Re: A po roku przychodzi spokój...:-))) 23.03.08, 00:49
                smile) Wcale się nie zdenerwowałam. Bo nie miałam czym.smile) To, że
                ktoś inaczej życie postrzega niż ja, nie spędza mi snu z powiek.
                I daję Ci prawo do innej oceny sytuacji. Serio.
                Nie chce mi się przekopywać przez swoje stare posty. Święta idą,
                jutro impreza mnie czeka. A bałagan w kuchni czeka na litościwą
                duszę, która go posprząta.wink
                W kwestiach technicznych:
                Rzeczywiście: w marcu byłam nadal przed rozwodem. Co więcej w
                kwietniu i maju też.smile) Ale jak tam napisałam, mieszkaliśmy od
                dawna osobno. Prowadzilśmy zupełnie osobne życia. Co świadczy chyba,
                że rozstanie nastąpiło znacznie wcześniej. Rozwód to był tylko
                papierek, załatwiony już zupełnie na spokojnie.
                Z różnych przyczyn szczegółów tu opisywać nie będę. Dostałam po
                łbie, zgadzając się dać kolejną szansę. Bolało. Ale trzeba było
                wstać i iść dalej. Może jestem płytka, może zbyt skupiona na sobie.
                MoŻe za bardzo zawsze wierzyłam w to, że jestem wartościową kobietą
                (nawet w kryzysie). Ja się szybko otrząsam z nieszczęść. Exowe
                wybryki to mały kotek w porównaniu z tym, co w życiu przeżyłamsad I
                wiem, że albo wstanę i pójdę od razu dalej, albo utonę.
                Nie, nie przeszłam gehenny. Chylę czoła przed znanymi osobami, które
                naprawdę to przeżyły. Przeszłam przez parszywe małżeństwo, z
                człowiekiem, który zaplątał się we własne kłamstwa i uzależnienie.
                Choć pewnie dwa lata temu nazwałabym to gehenną. Mało o życiu wtedy
                wiedziałam...
                Otrząsnełam się szybko? Być może.smile) Ale też nie potrafię długo
                rozważać dawnych urazów (choć oczywiście pamiętam złe wydarzenia).
                Dla mnie wydaje się czymś nierzeczywistym, żeby chowac żale do
                byłego latami. Dlatego tez nawiązaliśmy normalne stosunki dość
                szybko. Kiedy pisałam pierwszy post na tym forum, rozmawialiśmy ze
                sobą już jak ludzie. Może to dziwne, ale kiedy ex zjawił się po pół
                roku przerwy, wypiłam z nim normalnie herbatę nad półmiskiem
                ciasteczek, omawiając to, co zaszło w życiu dziecka w tym czasie.
                Bez cienia podniesionego głosu. Trudno uwierzyć? Ale tak byłosmile)
                Nie twierdzę, że nie miałam ochoty czasem mu wygarnąć. Ale nie było
                po co: mleko się już wylało. Ex nigdy się nie pokajał (no moze
                dopiero teraz, ostatnio), ani ja tego nie oczekiwałam. Ale też
                starał się być wobec mnie kulturalny i przestrzegać tzw. norm
                współżycia społecznego. Chwała mu za to. Od czasu podjęcia decyzji o
                o rozwodzie bodajże 3 razy podnieśliśmy na siebie głos. Tylko jedna
                ztych sytuacji dotyczyła relacji między nami i do awantury było temu
                daleko.
                Choć bywały zgrzyty i czasem bywają - zdarzało mi się tu nawet
                wyżalić. Ale taki już ze mnie typ człowieka, że w chwili
                definitywnego rozstania ex stał się osobą obcą. Z obcymi się nie
                kłócę, nie płaczę przy nich, traktuję grzecznie i obojętnie (choć
                egzekwuję swoje oczekiwania). Nawet jak w środku się kłębią emocje.
                Jest ojcem mojej córki i w moim przekonaniu moim obowiązkiem była
                przynajmniej próba ułozenia sobie z nim poprawnych relacji. Znana ze
                mnie orędowniczka prawa ojców do kontaktu z dziećmi.smile)
                Na forum pisywałam smutne posty, jak dopadał mnie dół. Pewnie wtedy
                więcej, bo było mi smutno i potrzebowałam pogłaskania po głowie.
                Zresztą na złe rzeczy człowiek sie skarży, o dobrych nawet nie mówi.
                Pisywałam wesołe, kiedy byłam szczęśliwa. Żartowałam, bawiłam się.
                Nie pisywałam wcale, kiedy wciągało mnie życie. Jak najbardziej w
                pojedynkę, choć nie samotne -tylu wokoł przyjaciół. smile)
                I powiem tak: wróciłam z urlopu wypoczęta, opalona i pełna energii.
                Wporst na wielką imprezę forumową zresztą, o której
                dzięki "zyczliwym" wieści daleko od kraju mnie doszły.smile) I
                oświadczyłam światu, że jestem szczęśliwa. Wierzyłam w siebie i że
                góry mogę przenosić. Co nie znaczy, że wspomnienia minęły. Być może
                nawet coś takiego napisałam tutaj. Stąd moje przeświadczenie, że
                spotykając nowego partnera byłam zdecydowanie "otrząśnięta". Bo
                wtedy nie miałam nawet pojęcia o jego istnieniusmile) Cieszę się z
                tego o tyle, że ułatwia mi to budowanie mojego "co dalej". Choć i
                tak przecież bywa trudno. Z rozmaitych przyczyn. Ale co w zyciu jest
                łatwe?;-PPP Co by było, gdybyśmy spotkali się w innych
                okolicznościach? Nie wiem.smile)
                Zalezy mi na nowym związku, nowym partnerze. To najwspanialsza
                rzecz, jaka mnie w minionym roku spotkała. Ale też wiem, że potrafię
                ułożyć sobie szczęście i w pojedynkę (no, dwójkę, bo z córką). W
                zasadzie uwielbiam samotność, choć poświecenie jej dla partnera nie
                jest wielką ofiarą. Może paradoksalnie to właśnie daje mi siłę
                napędową, żeby układac sobie życie?
                Wybacz chaos wypowiedzi i literówki, ale piszę dopadkami podczas
                mieszania w garzesmile)
                • sylwiamich Re: A po roku przychodzi spokój...:-))) 23.03.08, 07:47
                  Gdy po długiej przerwie wróciłam na forum..razem z Iwonką pierwsze z
                  entuzjazmem zapraszałyście mnie na imprezę forumową.Pamiętam jak
                  rodziło się uczucie pomiędzy Panem i Panią.Chyba jako jedna z
                  pierwszych zauważyłam zamieszanie i wysyp imprezowo-kręglowysmile)
                  Potwierdzenie przyszło miesiąc póżniej.Mądra z Ciebie babeczka.Życzę
                  lepszych lat i spokoju.Bo tylko w spokoju można myśleć logicznie.A
                  przede wszytkim pociechy z córki.Wesołych!!
                  • cathy_bum Re: A po roku przychodzi spokój...:-))) 23.03.08, 20:38
                    Ha! Zapraszałyśmy Cię, a Ty nadal stolicy nie chcesz odwiedzić;-PP
                    Wiem, że sytuację masz trudną (rozumiem to - mam podobnie), ale może
                    kiedyś wreszcie zjedziesz do Warszawki?
                    Co do pewnych historii... Taa.. Działo sięsmile))

                    A na razie po wytarzaniu się na tzw. łonie rodziny zamieniam się w
                    puszystą kulkę. W tym roku postanowiliśmy, że gotujemy tylko to, co
                    lubimy. Żadnego tam kłaniania się tradycji. Tylko ja przygotowalam
                    większość tej uczty Lukullusa (czyli próbowalam, próbowałam) i
                    wszystko potem jadłam w sporych ilościach. Co by familii udowodnić,
                    że nie zatrutewink Jak tak dalej pójdzie, w lecie wykupię wczasy za
                    kołem podbiegunowym, bo w kostiumie nie będę się mogła pokazaćbig_grin

                    Dziękuję za życzenia i nawzajem życzę.smile))
                • d3ma Re: A po roku przychodzi spokój...:-))) 23.03.08, 18:17
                  To co napisałam to nie była ocena.
                  Dzięki za wyczerpującą odpowiedź.
                  A swoją drogą niby moja wypowiedź "snu z powiek nie spędza", ale
                  mimo nawału obowiązków coś ok. 1 w nocy piszesz baaardzo długachną
                  odpowiedź... Dlaczego uznałaś, że musisz mi odpowiedzieć?
                  • sylwiamich Re: A po roku przychodzi spokój...:-))) 23.03.08, 20:36
                    Tak się wgłębiłam w twoją wypowiedż d3ma...i podoba mi sięsmile))Ja po
                    rozwodzie kilka lat.Były związki...różniaste.Myślę że nadal jestem
                    na drodze poszukiwania.Teraz smakuję błogi spokój z super-nianią i
                    gospodynia domową.Uczę się siebie.Czy jestem typem pragnącym dnia
                    powszedniego? Czy może lubię się bać? Sama nie wiem...
                    Mój pierwszy związek po rozwodzie...
                    Na pewno mi wyjdzie.Bo ja byłam oki, mój mąż niehaloo.Slogany w
                    stylu...polubić siebie, znależć siebie, polubić samotność,
                    realizować się...ładne to-to i nośne.Zakłada planowanie własnego
                    życia.Dziś jestem z sobą.Od teraz z kimś...bo jestem gotowa.
                    Nie denerwuj się cathy-bum...może u Ciebie inaczej się uda.Czego
                    życzę z całego serca.Ale fajny wątek z tego wychodzi.....smile)
                    • cathy_bum Re: A po roku przychodzi spokój...:-))) 23.03.08, 21:03
                      Sylwia, ja się nie denerwujęsmile) Zwłaszcza dziś, po nadużyciu
                      zamorskiego wina w towarzystwie rodzinywink
                      Rzecz może w tym, że wybijanie klinem przeszłości jest dla mnie
                      instrumentalnym potraktowaniem partnera. Choćby dlatego, że nowy
                      partner nie ma być lekiem na stare smutki. Jest kimś odrębnym, kimś
                      z kim chcę być. Pomimo przeszłości i wrodzonej nieufności do stałych
                      związków.
                      Sama musiałam nabrać dystansu do wielu spraw, a do siebie przede
                      wszystkim, zanim byłam gotowa. A może nawet nie do końca byłam
                      gotowa, ale Pana spotkałamtongue_outP To, czego wcześniej nie zamknęłam,
                      muszę teraz domknąć mimo nowego związku, a nie za jego pomocą.
                      Jak zawsze w moim życiu wszystko się szybko toczybig_grin Jedyna
                      pociecha, że choć zawsze hołdowałam hasłu "żyj szybko..."itd, to już
                      nie umrę młodotongue_outPPP
                      A co będzie dalej, tego nikt nie wie... Na pewno życie niejednym nie
                      jeszcze zaskoczy. I w tym cały jego urok.
                  • cathy_bum Re: A po roku przychodzi spokój...:-))) 23.03.08, 21:13
                    d3ma napisała:
                    mimo nawału obowiązków coś ok. 1 w nocy piszesz baaardzo długachną
                    > odpowiedź... Dlaczego uznałaś, że musisz mi odpowiedzieć?

                    Ci, ktorzy mnie znają uśmiechają się pewnie pod nosem.smile)
                    Rzecz w tym, że jestem nocnym markiem i dla mnie 3-4 rano to nadal
                    godziny intensywnej aktywności. Pracę mam taką, że mogę sobie na to
                    pozwolić. A do tego gotowanie i jednoczesne wypisywanie
                    kilometrowych postów na tym forum to taka moja mała tradycjawink
                    • d3ma Re: A po roku przychodzi spokój...:-))) 24.03.08, 09:01
                      I tak Ci dziękuję, że fatygujesz się z odpowiedzią na moją
                      upierdliwość.
                      Bo widzisz u mnie jest tak: kryzys "wybuchnął" 2,5 lata temu, po
                      rozwodzie jestem 1,5 (orzeczono winę męża). Teraz jeszcze ciągną się
                      za mną sprawy majątkowe. Liczę na to, że jeśli rozwód dobrze na mnie
                      podziałał, to po sprawie majątkowej będę się czuła jeszcze lepiej.
                      Przyglądając się różnym kryzysom małżeńskim, a i ludziom po
                      rozwodzie, zauważyłam, iż pojawienie się nowego partnera w życiu,
                      znacznie ułatwia proces zdrowienia po traumatycznych małżeńskich
                      przeżyciach. Spotkałam takie przypadki, że nawet agresywne eksy
                      stawali się potulni,gdy w życiu np. zdradzonej eks żony pojawił
                      się "pan od kawy". Nawet starali się ponownie o powrót do tej
                      zdradzonej, kurcze. Eks żony przy spotkaniu w życiu nowego partnera,
                      stawały natychmiast do pionu i były w stanie żyć nawet na przyjaznej
                      stopie z eks. No w takich przypadkach można rzec "miłość
                      uszlachetnia", chce się uszczęśliwiać, dzięki motylkom w brzuchu,
                      cały świat.
                      Mój eks jest okropnie rozbujany emocjonalnie, przez co wprowadza
                      niepokój w moje domostwo. Wyhamowanie jego agresji słownej zajęło mi
                      prawie rok, ale bywają u niego nawroty (w zależności, czy kochanka
                      miła czy niemiła). Jestem osobą, która "nie płacze nad rozlanym
                      mlekiem", tylko idzie do przodu, starając się nie żyć przeszłością.
                      Dość intensywnie sobie żyję, mam superaśne plany na przyszłość,
                      które już zaczęłam wdrażać. Boję się, że eks będzie mi utrudniał ich
                      realizację.
                      A swoją drogą, inną rzecz zauważyłam u swego zdradzacza, jest
                      agresywny, gdy:
                      - kochanka miła dla niego, a ja coś tam chce (np. spotykania się z
                      dziećmi, płacenia alimentów),
                      - boi się "puszczenia w jednych skarpetkach",
                      - naprzemian agresywny i potulny, gdy wspólni znajomi mu doniosą, że
                      widzieli mnie z kimś tam, a najmłodsza wspomni mu mimochodem o
                      jakimś tam moim znajomym.
                      Na to forum wlazłam, żeby zweryfikować niektóre swoje poglądy,
                      bo ... tylko krowa ich nie zmienia. A że krową nie jestem,
                      to...chętnie zweryfikuję.
                      • cathy_bum Re: A po roku przychodzi spokój...:-))) 24.03.08, 11:59
                        Widzisz, mnie jest zapewne dużo łatwiej, bo od lat miałam
                        rozdzielność ekonomiczną z exem. Każde z własnym kontem i własnym
                        majątkiem.
                        Przy rozstaniu ex zachował się bardzo ok, co wielokrotnie tu
                        pisałam. Sam zaproponował wysokie alimenty, które płaci terminowo.
                        Bez żadnych kłopotów dogadaliśmy sprawy mieszkania, samochodu itp.
                        (bo to było wspólne). To wszystko spowodowało, że znikły niemal
                        wszystkie punkty sporne i powodów do konfliktów ubyło.
                        Właściwie głównym problemem były jego fatalne kontakty z córką.
                        Zabiegałam o to z uporem maniaka, choć wiele osób się
                        dziwiło. "Płaci, nie zawraca ci głowy. Ideał.". Uważałam inaczej.
                        Dziś córka ma z nim stały regularny kontakt. Mogłabym się czepiać
                        wielu drobiazgów, choćby formy spędzania czasu z dzieckiem. Nie
                        czepiam się, a exa nawet wspieram w tych próbach odbudowy więzi z
                        dzieckiem. Nie dla niego to oczywiście robię, tylko dla Młodej. W
                        naszej sytuacji przyniosło to po prostu dobry efekt.
                        Oczywiście nie zawsze jest idealnie. Czasem ex odbije sobie jakieś
                        życiowe niepowodzenia na mnie, czy co gorsza na dziecku. Ale na
                        szczęście to się coraz rzadziej zdarza.
                        Co do zmian w zachowaniu exa po informacji, że nie jestem sama... W
                        pierwszej chwili zrobił się dość niemiły, a potem... zaczął robić
                        słodkie oczy.smile)) Czyli coś w tym jest.tongue_outP
                        Współczuję Ci serdecznie szarpaniny z exem. To na pewno utrudnia
                        proces zdrowienia i kosztuje Cię wiele nerwów. Mam szczerą nadzieję,
                        że z czasem ex się uspokoi i da Ci normalnie żyć. Z Twoich postów
                        przebija rozsądek, tak więc wierzę, że zapanujesz nad sytuacją. smile)
                        • d3ma Re: A po roku przychodzi spokój...:-))) 24.03.08, 20:51
                          Do lipca 2007, a więc 2 lata usiłowałam pomagać, zabiegać o kontakty
                          dzieci - ojciec. Tu przegrałam, niestety. Kontakty wzmagają się
                          tylko w okolicach spraw majątkowych. Swego czasu miałam nawet taki
                          szatański plan: wniosę sprawę o uregulowanie spraw widzeń z
                          nieletnim dzieckiem. Zarzuciłam, bo to bezsensu. Nie można zmusić
                          kogoś do kochania dzieci niekochanej kobiety. Dzieci coraz bardziej
                          się od niego oddalają. Mnie na terapii tematycznie związanej z
                          dziećmi w sytuacji okołorozwodowej (tak, tak, poszłam, bo myślałam,
                          że może coś źle robię) powiedziano: "kobieto, ty już zrobiłaś
                          wszystko, co mogłaś, więc się przestań szarpać i odpuść sobie; nie
                          krytykuj ojca przy dzieciach, nie zabraniaj kontaktów i tyle; reszta
                          to sprawa ojca dzieci, a nie twoja". No więc od wakacji 2007
                          zostawiłam sprawy ojciec-dzieci w spokoju. Chromlę to i już. Mam
                          poprostu dość, pasuję. Kontakty ojciec - dzieci ani się nie
                          polepszyły, ani pogorszyły, a ja nareszcie jestem spokojna w tym
                          temacie.
                          Fakt, powinnam coś zrobić z zaległymi alimentami, ale na radykalne
                          posunięcia nie jestem jeszcze gotowa. Będę silniejsza, to i to w
                          końcu definitywnie załatwię.
                        • d3ma Re: A po roku przychodzi spokój...:-))) 24.03.08, 20:56
                          Acha, zapomniałam napisać, że mój eks to wiecznie pieprzył nie tylko
                          do mnie, że chcę go "puścić w jednych skarpetkach", do starszego
                          dziecka też tak pieprzył. Do mnie wrzeszczał, że mnie zniszczy. Bo
                          Widzisz, ja z tych potulnych zgodnych żon byłam i jemu się nie
                          podoba to, że przestałam taką być. Przez 2 lata samokształcenie
                          sobie urządziłam w asertywności i wyhamowywaniu agresji słownej. Na
                          eksiu sobie ćwiczyłam. Tu muszę się pochwalić, bo już niezłe efekty
                          w tym mam.
                          • cathy_bum Re: A po roku przychodzi spokój...:-))) 24.03.08, 23:42
                            Czasem tak bywa, że ojciec rozwodzi się również z dziećmi. Pozostaje
                            mieć nadzieję, że kiedyś rozumu nabierze i zapragnie ten kontakt
                            odbudować. Matka powinna przede wszystkim nie przenosić na dzieci
                            swojej złości i uprzedzeń wobec ex-partnera. Czasem bywa trudno,
                            zwłaszcza gdy emocje świeże, a były ukochany okazuje się gadem. Jak
                            czytam pełne złości posty, że ktoś nie dopuści do kontaktów z ojcem,
                            bo ten wozi dzieci do domu kochanki, albo nie, bo tata przypomniał
                            sobie o dziecku po roku... to doskonale rozumiem autorki. Ale
                            jednocześnie wiem, że traci na tym dziecko.
                            U nas było tak, że ex zerwał kontakt (zresztą przedtem miał bardzo
                            nikłą więź z dzieckiem), a potem -z poczucia winy? Lęku przed
                            niemiłą sytuacją? - nie odzywał się kilka miesięcy. Nie reagował na
                            próby kontaktu z mojej strony. "Zapomniał" o urodzinach, świętach.
                            Zjawił się wreszcie po kolejnym przypomnieniu, że ma córkę. Bardzo
                            trudno było usiąść z nim przy jednym stole, poczęstować herbatą i
                            toczyć rozmowę w miarę miłym tonem. Podejrzewam, że on się czuł
                            równie źle. Gdyby wtedy doszło do draki, pewnie szarpalibyśmy się
                            nadal, ze szkodą dla Młodej. Najpewniej, żeby uniknąć awantur,
                            wycofałby się z jej życia.
                            Udało nam się przełamać błędne koło. Wtedy przypisywałam całą
                            zasługę sobie. Teraz wiem, że równie ważna była dobra wola exa,
                            ktory naprawdę postanowił coś zmienić. Gdyby mu jej zabrakło, za
                            żadne skarby nie zmusiłabym go do zbudowania relacji z dzieckiem...
                            Niektórym tej dobrej woli brak, a z pustego to i Salomon nie naleje.
                            Ważne, by nie dławić tej iskierki, jeśli się tli.smile)
    • brygida_jonska Re: A po roku przychodzi spokój...:-))) 24.03.08, 22:37
      ... I nie żegnaj się - w końcu jeszcze tyle imprezek przed namismile Mam nadzieję,
      że choć w milionowej części przyczyniłam się do Twojego powrotu do normalności.
      Trzymam kciuki za to, by wszystko się u Ciebie wspaniale rozwijało.
      Ściskam,
      BJ
      • cathy_bum Re: A po roku przychodzi spokój...:-))) 24.03.08, 23:17
        brygida_jonska napisała:

        > ... I nie żegnaj się - w końcu jeszcze tyle imprezek przed namismile
        Mam nadzieję,
        > że choć w milionowej części przyczyniłam się do Twojego powrotu do
        normalności.
        > Trzymam kciuki za to, by wszystko się u Ciebie wspaniale
        rozwijało.
        > Ściskam,
        > BJ
        Brygido, za żadne skarby nie zrezygnowałabym z imprezek w Waszym
        towarzystwie. Nie ma takiej opcji.smile)) Żegnać się też nie
        zamierzam... Ale fakt faktem, że pisuję nader rzadko. Podobnie
        zresztą jak Ty - rozmawiałyśmy zresztą o tym.
        Cieszę się, że tu kiedyś zawitałam. Że poznałam takie osoby jak Ty.
        Z którymi można pogadać poważniej, ale i wariacko pożartować. I Za
        to dziękuję Tobie i paru innym forumowiczom.
        • zawsze.malina06 Re: A po roku przychodzi spokój...:-))) 24.03.08, 23:27
          cathy_bum jestem miesiąc po rozwodzie nie będe się ropisywać przez
          co przechodziłam i jak się teraz czuję ale chciałbym za rok też
          napisać na tym forum że po roku przychodzi spokój
        • cathy_bum Re: A po roku przychodzi spokój...:-))) 24.03.08, 23:33
          Oczywiście wdzięczna jestem WSZYSTKIM forumowiczom. Za mądre rady,
          wsparcie, czasem żarty. Ale parę osób jest mi szczególnie bliskich.
          To nie tylko "twarze z forum", ale dobrzy znajomi i przyjaciele.smile)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka