Dodaj do ulubionych

wdowa a rozwódka

24.05.08, 08:55
lub męsko a alternatywnie . Komu ciężej ?
I czy jest sens przyrównywać wdowców do rozwodników ?

Mam koleżankę ,wdowę, minęły dwa lata ,dalej kocha .
Próbuje ją pocieszyć przyrównując jej sytuacje do rozwódki
i jakoś tak ... bez przekonania .
Może mi coś podpowiecie ?
Obserwuj wątek
    • sylwiamich Re: wdowa a rozwódka 24.05.08, 09:08
      Zawiesiła się w czaso-przestrzeni.To zdarza się zawsze z wielkich
      emocji...ból, strata, wielkie szczęście.Może ją popociesza ktoś
      innywink))
    • drugiezycie Re: wdowa a rozwódka 24.05.08, 09:15
      Uhm, dziwne pytanie.
      Myślę jednak, że wdowie łatwiej.
      Bo jest świadomość nieodwracalności sytuacji. Bo jeśli małżeństwo było dobre, to
      wspomnienia są dobre. Bo łatwiej zamknąć rozdział.

      Bo nie ma tych wszystkich wątpliwości, rozterek, czy wybór dobry. Bo nie ma
      złości eksa i na eksa, nie ma ciągłej przepychanki. Bo nie jest się skazanym na
      ciągły udział eksa w życiu. Bo nie trzeba wciąż tłumaczyć eksowi, że tylko jemu
      jest w sytuacji którą zafundował dobrze. I prostowania, że swoim postępowaniem
      robi nadal krzywdę pociechom.Bo... i tak możnaby długo.

      Tylko, żeby mój m (jesli czyta to forum) nie wyciągnął w sądzie, że myślałam o
      unicestwieniu go smile)
    • aron95 Małe sprostowanie 24.05.08, 09:35
      Minął rok ,drugi to się zaczął.

      Koleżanka ma linka do tego wątku i śledzi odpowiedzi .
      Może sama coś napisze ?
      • bozenadwa Re: Małe sprostowanie 24.05.08, 10:51
        ja mysle tak ,jak to w zyciu,tyle ile ludzi ,tyle roznych
        doswiadczen ,tyle tez bedzie zdan.Nie da sie jednoznacznie
        powiedziec ,komu lepiej ,czy rozwodce czy wdowie,To zalezy od wielu
        rzeczy ,Jesli malzenstwo rozwodki ,wg, niej bylo dobre ,bo czegos
        tam nie dostrzegala w zyciu,maz ja zostawil ,To bedzie jej zle ,I
        tutaj tez duzo zalezy od jej osobowosci ,od tego, na ile
        potrafi ,przyjac doswiadczenie ,na,ile potrafi zaistniec sama,Nato
        miast ,jesli malzenstwo rozwodki bylo oparte na czyms zlym ,np.
        przemoc ,alkochol,itp. Moze ona uznac ,ze rozwod byl dla niej
        wybawieniem,Podobnie jest z wdowami ,tez duzo zalezy od
        osobowosci ,od umietnosci zycia ,od wielu rzeczy .a przede wszystkim
        o umiejetnosci godzenia sie z tym, na co nie mamy wplywu.Kolezanka
        opowiedzila mi niedawno,rozmowe ktora uslyszla na poczcie w
        kolejce ,rozmawialo dwoch starszych mezczyzn,cyt. po slasku.
        Pieronie Ty obejrzyj ino, ta moja staro umarla juz dwa lata tymy i
        jo jakos nie umia, Ty popatrz ino ,na te baby ,co im chlopy
        umarli,Lone chodza takie zadowolone jak niwiem,No ino sie obejrzyj.
    • bet.66 niestety 24.05.08, 12:10
      wdowy mają tendencję do glorifikownia zmarłych męzów.
      Nawet największa szuja, po śmierci , w ich oczach pięknieje.
      Chodzą na te cmentarze, pielegnują groby i jednoczesnie pielegnują
      wybiórczą pamięć o zmarłym, co nie pozwala zdystansować się i na
      nowo ułozyc sobie zycia.
      Stawiają pomnik, który staje się mauzoleum na cześć.
      Faceci tak nie mają, większość szybko znajduje nową partnerkę.
      • panda_zielona Re: niestety 24.05.08, 21:05
        U mnie akurat było inaczej nie gloryfikowałam,ale też nie mowiłam
        źle,bo i po co? Na cmentarz też nie latam,a z tego co wiem druga
        żona też nie lata,ba nawet nie utrzymuje kontaktów z jego rodziną.
        A o mnie jego rodzina pamięta /swięta,imieniny/ i to miłe jest.
        • nangaparbat3 Re: niestety 24.05.08, 21:15
          Moja mam tez na cmentarz nie lata - powiedziała: jakos M. nie kojarzy mi sie z
          tym miejscem.
          Za to lata z moim psem na spacer, codziennie, o tej samej porze, o ktorej
          wychodził z nim tato. I przynosi pokrojone w kostke wedliny dla psa i dla kotki
          - dokładnie tak, jak tato to robil. I w ten sposób tato jakos zyje i jest z
          nami, tutaj, nie na cmentarzu.
          Kurczę, poplakałam sie.
          • misbaskerwill Re: niestety 25.05.08, 20:03
            > Kurczę, poplakałam sie.

            To naprawdę wzruszające...
            Jakoś nie myślałem, że są tak piękne i proste sposoby, by pielęgnować czyjąś pamięć.
            • nangaparbat3 Re: niestety 25.05.08, 20:53
              Moja mama jest taka. Ona naprawdę praktykuje miłosc, bez wielkich słów,
              wlaściwie bez zadnych słów.
              A ja mam charakter po tatusiu - tez kochał, ale jakos inaczej.
              No nic, póki zycia, mozna sie uczyc wink)))
      • aron95 Re: niestety 25.05.08, 08:53
        Mocne słowa bet ale dla wielu to prawda .
        Wdowcy (nie tylko kobiety) bezwiednie to robią i nie ma im kto tego powiedzieć .
        Walenie między oczy a nie żałowanie może pomóc .
        Tylko ta druga strona tez musi słuchać
    • sagaretia Re: wdowa a rozwódka 24.05.08, 12:19
      Kontrowersyjna kwestia aronie....
      I pewnie każda rozwódka i rozwedziona kobieta
      będzie miała inne zaopatrywanie na nią.
      Może powiem od siebie.
      Jestem rozwiedziona i to jak większośc z nas
      w drastycznych okolicznościach
      (wyjazd za granicę ,zdrada i w konsekwencji dziecko z inną
      kobietą)....
      bolało tak bardzo ,że w myślach przez momęt(już kiedyś była taka
      kwestia tu na forum),
      wolałam żeby umarł niż zrobił to co zrobił.
      Wyobrażałam sobie wtedy ,
      że jestem wdową ,że noszę w sercu żałobę po kimś
      kochanym ,uwielbianym a mojemu dziecku opowiadam ,
      że to życie zabrało nam brutalnie ukochanego tate,
      a nie że On sam jest twórcą naszego cierpienia.
      To byłoby krótkie cięcie zostawiające wielką bliznę na sercu....
      ale może przynajmniej o równych krawędziach bez zrostów ,
      bliznowców i zaników tkanki.
      To były myśli zajmujące ułamki sekund i tylko w mojej głowie....
      (mimo wszystko wstyd mi za nie ,
      bo nikomu nie życzę nawet złamanego paznokcia,
      a co dopiero śmierci).
      Z biegiem czasu wyciszyłam się ,
      poukładałam co nieco w swoim małym acz kolwiek elastycznym rozumku
      i dziś wiem ,że chcę żeby On(były mąż) był!
      Gdziekolwiek jak kolwiek i z kim kolwiek,
      ale żeby był.....chyba wciąż go kocham w jakiś magiczny,a może
      idiotyczny sposób ??? sad
      (ostatnie znaki na niebie i w słuchawce telefonu świadczą o ty że i
      On nie może zapomnieć)....ale to juz nie ma znaczenia ,
      bo więcej operacji na otwartym sercu chyba bym nie zniosła.
      Cieszę się jednak że jest i że choć moje dziecko widuję tatę raz na
      pół roku przez trzy dni jak teraz przy okazji komunii ,
      to są to cudowne i szczególne dni(mimo całej niezbyt pięknej aury
      otaczającej nasze rozstanie i rozwód) i z wzruszniem i mokrymi
      oczyma patrzę na tych dwoje razem(byłego męża i córkę w jego
      objęciach).
      Swoją drogą pewnie są tak szczególne bo tak żadkie.....ale są i
      jestem za nie wdzięczna losowi.
      Więc na zdrowko były mężu smile

      Jest u nas na Kaszubach takie stare powiedzenie które wypowiadały
      wdowy po swoich mężach (w tłumaczeniu na polski) "był z Ciebie
      diabełek ,ale żal mi Ciebie jest ".

      • sagaretia Re: wdowa a rozwódka 24.05.08, 12:27
        Prawdą jest ,
        że o umarłych żle się nie mówi....
        nie mają szansy się bronić,zrechabilitować.



        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=48555&w=71449623&a=71449623
        • wdowa72 Re: wdowa a rozwódka 24.05.08, 13:20
          Czuje sie wywołana do tablicy.Bardzo przykro mi było czytajac te
          kilka postow o idalizowaniu..o mauzoleum,ale optymizm wlał we mnie
          post saragetii jestes mądr kobieta dziekuje za te słowasmile
          Dziewczyny nie wieci co mowicie piszac"wolałabym aby umarł"-nigdy
          nie byłyscie w tej sytuacji i nie wiecie co to jest smierc najblizej
          Wam osoby.Mężatka byłm 14lat w zyciu roznie sie układało były i
          kłotnie i niedomowienia,ale były te dobre chwile(a tych chwil było
          zdecydowanie wiecej ..nie idealizujac męza).Nie macie pojecia co
          znaczy stac nad trumna człowieka ktory był czescia ciebie,patrzec
          jak jego ciało jest opuszczane do grobu jak przysypywane jest
          ziemia,wraz znim w grobie zostaja pogrzebane Wasze marzenia plany..i
          nadzieje na lepsze jutro.Nie wiecie co to znaczy czuc bol dzieci..
          krzyki wydobywajace sie ich z piersi na wiesc ze ich tato nie zyje
          do dzis brzmi w uszach krzyk syna NIE, BOZE NIE wypowiedziane
          nietauralnym głosem.Wasze dzieci przytula swoich ojcow ..moze i raz
          na pół roku ale wiedza ze tata jest!Nie zyjecie z lekiem co stanie
          sie z waszymi dziecmi jak wam sie cos stanie ..bo przeciez maja
          ojca, moze gdzies daleko ale On jest i nie pozwoli na krzywde
          własnych dzieci..
          wlkeje kilka wypowiedzi dziewczyn z naszego forum zzebyscie
          wiedziały ze smierc to nie to samo co rozwod!
          wypowiedz 1)
          A ja byłam. I myślę, że może lepiej gdyby mnie nie było. Lepiej dla
          mnie. Mój mąż umierał świadomie. W okropnych mękach i bólu (mimo
          wysiłków lekarzy by ten ból opanować). Trzymałam go za rękę, a może
          to on mnie trzymał i patrzył na mnie. I w tym wzroku była miłość,
          żal, rozpacz i nadzieja. Nadzieja, że mu pomogę, że zrobię coś by
          pokonać raka. A ja siedziała całkiem bezradna i ten wzrok Jacka
          mnie "zabijał". Jedyne co mogłam to targować się z Bogiem. Co ja
          temu Bogu naobiecywałam, złote góry i nic. Potem byłam już gotowa
          wejść nawet w pakt z diabłem, ale ten też nie bardzo chciał mojej
          duszy. Dziś nie obiecuję ani Bogu, ani diabłu. Ale każdego dnia
          przerabiam umieranie, każdy gest, słowo, niemą prośbę w oczach mego
          męża i moją całkowita bezsilność. A na koniec mój krzyk. Słyszę go
          do dziś i słowa zza ściany "O Boże to umarł ten młody pan".
          Przez 19 dni umierania mojego męża byłam z nim przez cały czas. By
          był bezpieczny, by się nie bał. Byłam, bo zawsze mi się wydawało, że
          człowiek w takiej chwili nie może być sam. Mam nadzieję, że to, że
          byłam pomogło mu przejśc bezpiecznie na drugą stronę, ale mojej
          duszy z pewnością ten czas zaszkodził. Nadal psychiatra jest moim
          ulubionym lekarzem.
          Nie żałujcie zatem, że Was nie było. Pamiętam jak pielęgniarki
          opowiadały mi, że pacjenci często umierają, gdy rodzina wychodzi.
          Czasem zdarzało się tak, że całe rodziny dyżurowały przy swoich
          bliskich 24 h na dobę i na chwilę ktoś wychodził, na papierosa, po
          kawę, rozprostować nogi i wtedy chory umierał. Tak jakby chciał im
          oszczędzić tego dodatkowego cierpienia. Może Wasi bliscy też tak
          chciel
        • wdowa72 Re: wdowa a rozwódka 24.05.08, 13:20
          z serii o dzieciach:
          Edyto najsmutniejsze jest własnie to ze dzieciaczki nie pamietaja
          taty, moja
          córeczka miała wtedy rok i 3 miesiace i raczej tez nic nie pamieta
          staramy sie
          jej duzo opowiadac o Tacie słucha strasznie zaciekawiona.
          Co do starszego mojego synka to wczoraj było juz pózno kiedy mały
          przyniósł mi
          zeszyt i kazał zobaczyc co narysował. Było tam duze serce i duzo
          zdań w koło
          napisane z małymi błedami pisało tam : "żałuje ze taty nie ma z
          nami" "chce byc
          tylko z tatą mamą i siostrą" "po co tam jechalismy" "
          Poprostu zatkało mnie i nie wytrzymałam popłakałam sie choc staram
          sie zawsze
          byc silna koło dzieci, kiedy mały zobaczył moje łzy tez zaczął
          płakać zapytałam
          go tęsknisz mocno? odpowiedział przez łzy "bardzo mocno"
          To takie strasze wytłumaczyc dziecią to wszystko...

        • wdowa72 Re: wdowa a rozwódka 24.05.08, 13:23
          z mauzoleum pt nigdy nie pozna tatusia:
          Byliśmy..tzn jesteśmy..bo ja nadal nie wierzę...ze sobą prawie 8
          lat..moja pierwsza miłość...w kwietniu miały być zaręczyny za rok
          ślub.a tu nagle tel..Bartuś nie żyjecrying(nawet nie zdążył się
          dowiedzieć, że będzie tatusiemcrying(sama wtedy nie wiedziałam a to już
          był 2 miesiącsadjestem teraz w 5 miesiącu,jeszcze studiuję. I gdy
          usłyszałam że będę mieć juniorka strasznie się ucieszyłam..czastka
          mojego Bartusia będzie żyć...ale to chwiel radości
          tylko..powiedzcie,jak żyćcrying((??ja nie potrafię,nie potrafię się
          cieszyć z macierzyństwa,żyć dla małegocryingmam zal do Boga że zabrał mi
          wsyztko,możliwość stworzenia prawdziwej rodziny!tych
          zaręczyn,ślubu,wspólnych lat..już muszę podejmować pewne ważne
          decyjze związane z dzieckiem a nie potrafię..i nei chcę..to On
          był "głową" Naszego zwiążku,tak lubiałam,gdy to mężczyzna radząc
          się,ale to on decydował o najważniejszym. Najgorsze to,że ja wcale
          nie chcę tego zmieniać..nie chcę nauczyć się żyć na nowo,pokazać
          wszytkim jaką to będę wspaniałą samodzielną matkącrying(codzień tak mi
          go brak...zamiast cieszyć się dzieckiem,kulę się z płaczu,nawet
          minuty nie ma żeby nie myślećcrying(kochał dzieci,oszalał by na samą
          wiadomość żę będzie ojcem,już by pewnie łóżezko konstruowałwinkto była
          pierwsza i ostatnia miłość bo prawdziwa jest tylko jedna...tak
          wyobrażam sobie moje żcyie teraz..ja,Nasz juniorek pośrodku i mój
          Bartuś niewidzialny dla oczu..kiedyś wystarczyło wyciągnąć
          rękę,teraz trzeba ruszać ciąglę wyobraźniącrying(powiedzcie...jak z tym
          żyć!!sad(z myślą że go już nie ma a że dziecko nigdy nei pozna
          tatusia!!crying(będzie pytać a czy tatuś lubiał to czy tamto...crying(jak
          zmusić się żeby żyć dla dziecka pomimo wszystkocrying((wiem jedno,że jak
          urodzę to go chyba nawet z rąk nie wypuszczęsmile
          • bozenadwa Re: wdowa a rozwódka 24.05.08, 14:07
            Bardzo Ci wspolczuje,bardzo ,To nie jest poronywalne.Stracilam oboje
            rodzicow.Moja mama odchodzila rok ,w strasznym stanie ,czesciowo
            umierala u mnie w domu ,nieprzespane noce i moja bezsilnosc,Moje
            dzieci pomagaly jak umialy .Corcia byla wtedy w klasie
            maturalnej ,Nie wiem ,jak jej sie udalo zrobic mature.Mam
            nadzieje ,ze w zaden sposob nie odebralas mojego postu jako
            wysmiewanie sie z czyjegos bolu,Poprostu tak uwazam ,ze raz ,nie da
            sie tego porownac ,a dwa ,.ile ludzi tyle doswiadczen.Pierwsza moja
            mysla jak przeczytalam watek ,ktory zalozyl Aron bylo to ,zeby
            przytoczyc moje mysli ,z pewnego pogrzebu ,a potem pomyslalam
            dlaczego nasilac czyjsc bol.oprocz tago ,ze cierpimy ,musimy znalezc
            tez sposob aby sobie pomoc ,aby dalej zyc ,Stad moje przytoczenie
            tej rozmowy starszych panow,Miala ona miejsce po tym ,jak ktos
            zostal sam bo badzo trudnym ,dla tej kobiety malzenstwie.Jesli
            chodzi o moje mysli ,na pewnym pogrzebie,Bylo to ponad 20 lat
            temu ,Przed slubem z moim m, bylam osoba ktora miala tyw,
            paczke ,Potem wszyscy gdzies sie rozeszlismy ,spotykalismy sie ,od
            czasu do czasu.bylismy dla siebie swiadkami na slubach ,na
            chrzcinach ,i potem bylismy swiadkami naszych kryzysow w
            majzenstwach ,Jedna para sie rozwiodla ,reszta tez nie zabardzo zyla
            dobrze w swoim stadle,I nastapil dzien .maz naszej kolezanki ,oni
            juz zyli w seperacji,gornik zginal na dole w kopalni podczas
            wypadku,Spotkalismy sie wszyscy na pogrzebie.ja z moim m, tez
            bylismy w kryzysie,Przyjechala z Niemiec ta rozwiedziona para,I
            wiesz, co ja wtedy pomyslalam ,patrzac na moja kolezanke .ktora
            tulila 5 letnia coreczke ,ona miala juz kogos ,ale je twarz ....
            Pomuyslalam wtedy ,ze Ona juz nie ma szansy na pogodzenie ,sie z
            mezem ,a my wszyscy tak ,nawet Ci po rozwodzie.,I tyle ,ale coz to
            da ,ze bedziemy cieriec i cierpiec? Niedawno umarl szwagier mojego
            szwagra ,ale znalismy sie blisko i lubilismy sie.Ona zostala sama
            kolejna wdowa w moim wieku.Nie wiem czy to Ci pomoze ,co ja teraz
            napisze ,ale ja w traumatycznym cierpieniu dot, mojego dziecka
            oparlam sie desperacko na wierze i dostalam sily i pomoc.Nie znam
            Twojego stosunku do Boga ,ale ja uwazam ,ze my nie umieramy ,my
            tylko przechodzimy do innego stanu,Tutaj na ziemi tak naprawde
            jestesmy tylko na chwile ,I tylko po to aby nauczyc sie prawdziwie
            kochac, Wszyscy sie predzej czy pozniej tam spotkamy.Twoj maz ,on
            przeciez zyje tylko w innym swiecie i wiesz ,wierze goraco ,ze wam
            pomaga ,i patrzy na Was ,i ciepi ,jak widzi Twoje cierpienie.On
            cierpi jeszcze bardziej niz TY.Moj Tata bardzo mi pomogl po swojej
            smierci ,a ostatnio moja mama.Nie trac nadzieji ,to, ze sie kulisz
            nie pomaga ani Tobie ani Twojemu mezowiPozdrawiam Cie serdecznie i
            zycze duzo sily.Wiesz ,slaskie kobity ,sa bardzo wierzace ,zyjace w
            tradycji i dosyc silne, stad przytoczylam ta rozmowe na poczcie.
            • wdowa72 Re: wdowa a rozwódka 24.05.08, 14:21
              Bozenko ja sie nie obrazam,chciałam tylko uswiadomic te roznice.Ale
              nie wazne...kazda na swoj sposob cierpi.Masz racje ze my slaskie
              kobiety jestesmy silne,i mysle ze to nasze wychowanie bierze
              góre..Jestem osobą wierzaca,mysle ze pokusiłabym sie o stwierdzenie
              ze tylko wiara w to ze moj mąż jest z Tym ktorego tak mocno kochał
              pozwoliła mi trwac.Mysle ze najgorsze etapy mam juz za
              soba,pozoliłam mu odejsc to było najtrudniejsze..kolejna trudna
              rzecza było pojscie do pustego koscioła uklekniecie i podziekowanie
              Bogu za to ze było mi dane kochac i byc kochana.Wiem ze maz
              jest ..nie fizycznie ale duchowo ,ze nas wspiera....Aron napisałze
              dalek Kocham tak ..zawsze bede kochac to była moja pierwsza miłosc a
              tej nie zapomina sie..
              • bozenadwa Re: wdowa a rozwódka 24.05.08, 14:41
                Wiesz az preszedl mnie dreszcz jak napisalas o milosci do
                niego.Kochaj Go bo on to widzi i czuje,ale pokaz mu tez ,ze dasz
                sobie rade ,bo on naprawde cierpi ,jak widzi Cie taka
                kulaca,Powodzenia ,i wszystkiego dobrego.Bozena
    • salemka1 Re: wdowa a rozwódka 24.05.08, 12:39
      Wiesz Aron... ciężka sprawa. Dużo racji jest w tym, co napisała Bożena. to
      zależy. Zależy jakim byli małżeństwem, i ci co się rozwiedli i te, co owdowiały.
      Czasem mi też sie wydaje, że wolałabym być wdową. Miałabym grób i dziecku bym
      wytłumaczyła, że tatuś tu śpi na wieki. Ale to nie tak. To nie tak łatwo. A
      czasem jak patrzę na moją koleżankę wdowę już od ponad roku, która jest
      szerokości zapałki, ma zmęczoną i zrozpaczoną twarz... to myślę, że to jakiś
      koszmar to wdowieństwo. No, tyle, że oni byli fajnym małżeństwem. A teraz ona z
      tym swoim bólem i niemocą musi wychowywać małe dziecko, które już taty nawet
      pamiętać nie będzie. A czasem po rozwodzie dzieciaki mają nadal tatę, przecież.
      A taki mały szkrab już nigdy tego mieć nie bedzie. Ile sytuacji tyle odpowiedzi.
      To nawet w jednym wątku się nie zmieści.
    • sagaretia Re: wdowa a rozwódka 24.05.08, 12:39
      Właśnie sobie przypomniałam te ułamki sekund kiedy nie zyczyłam
      byłemu najlepiej...kiedy w przypływie złości na mnie(sąd naliczył za
      wysokie alimenty i nie wiedział jak powie o tym swojej obecnej
      kobiecie) wykrzyczał córce na kilka dnie przed świetami Bożego
      Narodzenia ,na których nie był i przez telefon ,że ma braciszka
      (wyobrażacie sobie co mała przeżyła)....
      Tak ,
      w tamtym momęcie chciałam umrzeć i zabrać go żywcem ze sobą wink
      A niech to!
      Mam cholerną zdolność zapominania tego co było złe i
      gloryfikowania byłego....czyli nie tylko wdowy tak mają wink
    • akacjax Re: wdowa a rozwódka 24.05.08, 14:21
      To jest okrutne dawać nam tu na forum kogos cierpiącego po utracie wspaniałej(wzajemnej!) miłości. Okrutne dla nas-bo u nas miłość zamieniła się często w walkę, nienawiść, problemy. A dla wdowy nie istnieje zrozumienie naszej sytuacji, bo ona z innej bajki.

      Jedyne, co mamy wspólne-to konieczność pełnego zamknięcia zwiazku-dla niej to też nie łatwe, bo dzieci, bo mocne przeżycia. Ale żałoba musi się skończyć. Trwa za długo-wiadomo tylko lekarz pomoże i praca nad sobą. Wszak dla kogoś jeszcze trzeba być sprawnym.

      I nie pocieszę gdy dopiszę, że bardzo boli gdy ojciec mogłby spotykać się z dzieckiem, dawaćmu swojąmiłość, a wypiera się go, zapomina. Cierpienie dziecka odbierane również przez matkę, jest równie makabryczne.
      • nangaparbat3 Re: wdowa a rozwódka 24.05.08, 16:54
        akacjax napisała:

        > I nie pocieszę gdy dopiszę, że bardzo boli gdy ojciec mogłby spotykać się z
        dzieckiem, dawaćmu swojąmiłość, a wypiera się go, zapomina. Cierpienie dziecka
        odbierane również przez matkę, jest równie makabryczne.

        To nieskończenie gorsza sytuacja niż śmierc ojca (czy matki, gdy to ona wypiera
        sie dziecka, a znam takie, osobiście - dwie). Kiedy rodzic (brzydkie słowo, ale
        przydatne) nie zyje, mozna wyobrażac sobie, jakim dobrym by był rodzicem, gdyby
        zył, wierzyc w to - dla dziecka odrzuconego nie ma ucieczki nawet w marzenia o
        kochajacym rodzicu, bo powrot do rzeczywistości jest zbyt bolesny.
        Ale zawsze może byc jeszcze gorzej - są dzieci odrzucone przez oboje rodziców.
    • nangaparbat3 Re: wdowa a rozwódka 24.05.08, 16:49
      A wiesz, kiedy rozstawalam się z exem moja przyjaciołka straciła męża. Umarł
      nagle, w biegu, miał czterdzieści dwa czy trzy lata.

      Pamietam, ze wowczas myślałam, ze jej rozpacz jest jawna, wszyscy wpółczuja,
      wspierają, chronią. Ja, oprocz wsparcia ze strony paru najblizszych
      przyjaciołek, była sama, ona chodziła w żalobie, miała depresję, przez długi
      czas nie przychodziła do pracy, ja, mimo ze nie ukrywałam, co sie stalo,
      musiałam sie trzymac, byc sprawną, silną, gotową do działania bardziej niż
      kiedykolwiek. Pamiętam, że zazdroscilam jej tej jawnej żaloby, wspieranej
      reakcją otoczenia.
      Z czasem role jakby sie odwróciły, to znaczy jest tak, ze teraz ona bardziej
      mnie wspiera niz ja ją i często słysze od niej, ze "jestem dzielna". Przyszło mi
      teraz do glowy, ze ona może też porównuje, porównywała te dwie sytuacje, i
      wdowieństwo wydało sie jej łatwiejsze.
    • aron95 wdowa 25.05.08, 09:01
      nie możesz na tym forum tkwić jest zbyt smutne .
      U nas tez jest dużo smutku ale wesołości również .
      Porównywanie rozwódek a wdów miało na celu pokazanie tym pierwszym że mogli się
      mieć gorzej a Tobie że można normalnie funkcjonowac po wyprowadzce m .
      Tak po wyprowadzce .

      Nic z tego nie wyszło i jeszcze wątek smutny
      • nangaparbat3 Re: wdowa 25.05.08, 20:56
        aron95 napisał:

        > nie możesz na tym forum tkwić jest zbyt smutne .
        > U nas tez jest dużo smutku ale wesołości również .
        > Porównywanie rozwódek a wdów miało na celu pokazanie tym pierwszym że mogli się
        > mieć gorzej a Tobie że można normalnie funkcjonowac po wyprowadzce m .
        > Tak po wyprowadzce .
        >
        > Nic z tego nie wyszło i jeszcze wątek smutny


        Jestes najbardziej prostolinijnym człowiekiem jakiego w zyciu widziałam -
        przynajmniej tu na forum. Pokłon.
        • em120777 Re: wdowa 25.05.08, 21:19
          A wiecie ... przypomniało mi się coś ... moja własna teściowa, gdy dowiedziała
          się, że jej syn zostawia mnie stwierdziła, coś w rodzaju ".... lepiej byłoby
          gdyby umarł ..." - ona - o własnym dziecku ... nie wierzyłam własnym uszom, nie
          rozumiałam - potem pomyślałam, że pewnie uważa, że ta sytuacja byłaby łatwiejsza
          ... myślałam o tym kiedyś często (choć nie życzyłam mężowi źle) - i dochodziłam
          do jednego wniosku - dla mnie najważniejszego - mój syn ma ojca, on przy nim
          jest, kocha go i pomaga mu - więc jakkolwiek może wdowieństwo jakoś odcina jeden
          fragment życia od drugiego, tak ból dzieci w sytuacji śmierci rodzica wydaje mi
          sie być zbyt wielkim obciążeniem - ... chociaż może się mylę

          Życzę wytrwałości, spokoju i jednak uśmiechu.
          eM
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka