Relatywizm...?

26.05.08, 23:16
Nie wiem może to nie relatywizm, ale mnie jednak coś razi.
To już po raz kolejny podobna historia na tym forum.
Gdy pojawia się zrozpaczona kobieta na forum, bo facet od niej odchodzi, to tłum pań się rzuca do pocieszania, zapewnianiu jacy to faceci potrafią być świnie i w ogóle. Panowie na takim wątku gdy się odezwą, to albo jak ja z szorstkim pocieszeniem, albo jak np. Tri z jakąś sugestią, żeby przyjrzeć się swojej roli w rozpadzie związku, to przeważnie taka uwaga rozpętuje piekło. Zaczyna się wypominanie niedelikatności i braku wyczucia.

Gdy pojawia się zraniony facet przerażony wizją rozpadu związku, to nagle sytuacja się diametralnie zmienia. Tłum pań rzuca się ochoczo do wytykania facetowi jego roli w rozpadzie związku, wykorzystując do tego jego samokrytyczne spostrzeżenia dotyczące roli jaką odegrał w rozpadzie związku.

Czy tylko mnie się wydaje, że coś w tym jest niehalo...?
    • tricolour Większość Pań na forum została porzucona... 26.05.08, 23:20
      ... więc pewnie przenoszą one swe przykre doświadczenia do każdej sytuacji choć
      troszkę przypominającą własną.

      Poza tym - czy często spotykasz kobiety, które przyznają się do porażek? Ile
      razy wyczytałeś przez te wszystkie lata na forum sugestię, by zdradzająca
      kobieta zostawiła dziecko ojcu?

      smile
      • z_mazur Re: Większość Pań na forum została porzucona... 26.05.08, 23:26
        Kobieta jak zdradza, to jest niewinna jak lelija i popycha ją do tego mąż tyran i despota. smile)))

        Mnie najbardziej razi te odmienne traktowanie. Zwrócenie kobiecie uwagi na to by przyjrzała się swojej roli w rozpadzie związku to chamstwo i nietakt, w przypadku mężczyzny już tak nie jest.
        No cóż, widać my musimy być twardzi. smile
      • luka76 Re: Większość Pań na forum została porzucona... 26.05.08, 23:29
        Mysle ze dlatego babki sie rzucaja na facetow - wytykajac im jakies bledy w
        zwiazku ze nie wierza im ze mowia szczerze. Bo wiele jest przykladow ze gostek
        ma kochanke i jak zonka z charakterem dowie sie i go chce kopnac w d..e - to
        gosciu wtedy sie kaja i zebrze o szanse i dlatego mysle ze babki nie ufaja takim
        facetom ale przeciez nie wszyscy zdradzaja - sa tez faceci zdradzani - zreszta
        sama nie wiem. Osobiscie zawsze bronie kobiet / nie wazne czy mezatka czy
        kochanka/ ale wiem ze mezczyzni tez p[otrafia byc bardzo przyzwoici - i takim
        chyle czola. Pozdrawiam.
      • misbaskerwill oj tak... 26.05.08, 23:38
        tricolour napisał:

        > Ile razy wyczytałeś przez te wszystkie lata na forum sugestię, by
        > zdradzająca kobieta zostawiła dziecko ojcu?

        Ze dwa razy. Ale obie sugestie były moje, więc się nie liczą... tongue_out

        P.S. Ja prawie zawsze starałem się Panie utwierdzać w przekonaniu, że zdrada faceta jest be i dowodzi, że myśli nie tym co trzeba...
        Natomiast nie ukrywam, że liczyłem na podobne głosy płci pięknej w przypadku zdrad kobietwink
      • pucioipucio Ha! wiem! 27.05.08, 01:11
        Większość mężczyzn na tym forum to panowie porzuceni przez żony. Stąd ich
        wyjątkowa nerwica w niektórych tematach
        • z_mazur Re: Ha! wiem! 27.05.08, 07:45
          Ależ odkrycie.
          Ogólnie na to forum trafiają osoby zranione i ja zawsze uważałem, że
          powinno się mieć to na uwadze. Dlatego uważam, że niektóre wpisy Tri
          do nowopiszących kobiet są zbyt ostre i dawałem już temu nieraz
          wyraz. Stąd moje rozczarowanie forumowymi paniami, bo oczekiwałem od
          nich więcej taktu, delikatności i empatii, a tu wyszło, że na dobrą
          sprawę Tri nie robi nic niewłaściwego, bo przecież każdemu wolno
          wytknąć błędy, a to że ten ktoś w tym momencie cierpi i ma emocje w
          strzępach, nie ma znaczenia, przecież robimy to dla jego dobra.
          • nicol.lublin popieram :-) lady i mazura 27.05.08, 09:06
            to chyba rzeczywiście siedzi gdzieś w nas. różnimy się charakterami
            w zyciu i na forum. ja w moim mężu widzę człowieka i nie obwiniam go
            o całe zło świata, choć obiektywnie bardziej zawalił. ale swoje
            braki widzę.
            i pewnie dlatego ja widzę człowieka na forum, a nie faceta czy bakę.
            bo mi złość na męża nie przesłania świata. a przecież mnie też
            zraniono, mnie też boli.
            po prostu się różnimy.

            a nigdy na forum nie ma opowieści drugiej strony. więc siłą rzeczy
            wierzymy w to co napisano, albo nie odpisujemy wcale...
    • pucioipucio W czym problem? 26.05.08, 23:41
      Sprowadz tu kilkunastu facetów to będzie równowaga w tłumach.
      Już Ci dziś tłumaczyłam, że najwyraźniej, żeby twierdzić coś o powodach
      zachowań kobiety to trzeba nią być i wczuć się. Upierałes się, że lepiej od
      kobiet wiesz jakie są kobiece powody podejmowania jakichs decyzji na temat
      alimentów.. A figę.

      Nie chcę zbytnio antagonizować płci, ale sam zacząłeś.

      Pokazuj męskie zdanie na dany temat i sprawy które Ty wychwytujesz męskim
      okiem, nie negując spraw które wychwytują kobiety swoim okiem.
      Będzie mniej zdziwień >ona/on odchodzi a przecież było wszystko ok<

      One były zonami, wy mężami, wszyscy ludźmi, z odczuciami, z przejściami w
      związkach, z nieudanymi mężami i nieudanymi zonami,

      i prawem wypowiedzi swojego zdania na temat jakiejś sprawy w tym miejscu.

      Jeśli są nadinterpretacje to przyjdzie autor i je zweryfikuje w odpowiednim
      kierunku. Proste.
      • z_mazur Re: W czym problem? 26.05.08, 23:46
        To dlaczego Tri zbiera takie wciry?

        Mnie chodzi o ten relatywizm.
        Mamy do czynienia ze zranionym i cierpiącym człowiekiem (nie ważna jest w tym momencie płeć) jakoś łatwiej kobietom dokopać takiemu człowiekowi gdy jest mężczyzną, a kobietę jakoś łatwiej im pogłaskać po główce.

        I mi nie chodzi o motywacje, tylko o zwykły takt i delikatność w odniesieniu do cierpiącego człowieka.
        • ferro2 Re: W czym problem? 26.05.08, 23:48
          a tak na marginesie, znam kilku tak bardzo cierpiacych mezczyznsmile))))
          wiec, skoro nie znamy zdania jego zony, nie mam zamiaru brac jego
          stronysmile))
          • ferro2 Re: W czym problem? 26.05.08, 23:49
            meska solidarnoscsmile))) bez sensu!!!
          • tricolour I to jest ta właściwa odpowiedź... 26.05.08, 23:53
            ..."skoro nie znamy zdania jego zony, nie mam zamiaru brac jego strony"

            W takim razie należy milczeć z braku podstaw do rozmowy.
            • ferro2 Re: I to jest ta właściwa odpowiedź... 26.05.08, 23:55
              tricolour napisał:

              > ..."skoro nie znamy zdania jego zony, nie mam zamiaru brac jego
              strony"
              >
              > W takim razie należy milczeć z braku podstaw do rozmowy.

              tutaj nic nie nalezy, tutaj kazdy na glos mysli, skoro Stefan
              pytal,a ja akurat to przeczytalam, wiec wypowiedzialam sie , czy cos
              nie tak????
              • tricolour Owszem - jest "nie tak"... 26.05.08, 23:58
                .. Twoje słowa "bylam w podobnej sytuacji, odeszlam, nie moglam sie dusic w
                zwiazku z facetem , ktory byl tyranem , nie rozumial moich i dziecka potrzeb,
                faceta egoiste, to byl horror"

                ... mają się nijak do słów Stefana. Na jakiej podstawie napisałaś o PODOBNEJ
                sytuacji?
                • ferro2 Re: Owszem - jest "nie tak"... 27.05.08, 00:02
                  sam napisal, ze ma nie ciekawy charakter, a ja napisalam podobna
                  sytuacja, bo tez mialam wlasnie taki nie ciekawy charakter w domu,
                  wiesz, jako kobieta moge sie domyslic, dlaczego jego zona poszla z
                  innym. jak dla mnie to musiala byc podobna sytuacja, zadna kobieta
                  nie odchodzi ot tak!!!!
                  • tricolour Nie ma jednego słowa... 27.05.08, 00:10
                    ... że ma nieciekawy charakter. Stefan napisał, że ma trudny charakter
                    objawiający sie tym, że wiele wymaga (także od siebie), że mało chwali.

                    "jako kobieta moge sie domyslic, dlaczego jego zona poszla z innym" - czyli
                    wysnułaś wnioski, że Stefan to tyran, egoista, a życie z nim to horror na
                    podstawie domysłów.
                    • ferro2 Re: Nie ma jednego słowa... 27.05.08, 00:13
                      tricolour napisał:

                      > ... że ma nieciekawy charakter. Stefan napisał, że ma trudny
                      charakter
                      > objawiający sie tym, że wiele wymaga (także od siebie), że mało
                      chwali.
                      >
                      > "jako kobieta moge sie domyslic, dlaczego jego zona poszla z
                      innym" - czyli
                      > wysnułaś wnioski, że Stefan to tyran, egoista, a życie z nim to
                      horror na
                      > podstawie domysłów.

                      wiesz co, jak ktos chce kogos uderzyc, to zawsze kij znajdzie, Ty
                      wlasnie tteraz tak robisz, powtarzam Ci, ja sie domyslam tylkko co
                      moglo byc przyczyna ze zona odeszla, a do dobrych ludzi, z reguly
                      kobiety nie odchodza. Jak dla mnie nieciekawy charakter to trudny
                      charakter. Nie czepiaj sie jak moge Cie poprosic.
                      • tricolour Rozumiem, że Twoje słowa... 27.05.08, 00:17
                        ... o kimś (na podstawie domysłów) że jest tyranem i egoistą nie mają nic
                        wspólnego z czepianiem się i absolutnie obcy im jest mechanizm" jak się chce
                        kogoś uderzyć, to się kij znajdzie".

                        Nie uważasz, że zarzucasz mi to, co sama robisz?
                        • ferro2 Re: Rozumiem, że Twoje słowa... 27.05.08, 00:21
                          tricolour napisał:

                          > ... o kimś (na podstawie domysłów) że jest tyranem i egoistą nie
                          mają nic
                          > wspólnego z czepianiem się i absolutnie obcy im jest mechanizm"
                          jak się chce
                          > kogoś uderzyć, to się kij znajdzie".
                          >
                          > Nie uważasz, że zarzucasz mi to, co sama robisz?

                          Nie uwazam, szkoda, ze nie ma was szanownych Panow tutaj wiecej by
                          sie na mnie wyzywac???? znalezliscie sobie ofiare tak?? ale ja tam
                          swoje wiem i mam wasze gadki gleboko w nosie!!!smile)))
                          • tricolour Wcale nie ofiarę... 27.05.08, 00:25
                            ... po prostu zacytowałem kilka Twoich wypowiedzi.

                            To nie jest wyżywanie się, bo nie napisałem nic innego, czego Ty byś nie
                            napisała wcześniej. A że nie podoba Ci się dysonans między Twoja oceną własnych
                            słów, a ich odbiorem - no... to można skwitować, że się wyżywam, ale może też
                            być podstawą do autorefleksji.
                            • ferro2 Re: Wcale nie ofiarę... 27.05.08, 00:28
                              tricolour napisał:

                              > ... po prostu zacytowałem kilka Twoich wypowiedzi.
                              >
                              > To nie jest wyżywanie się, bo nie napisałem nic innego, czego Ty
                              byś nie
                              > napisała wcześniej. A że nie podoba Ci się dysonans między Twoja
                              oceną własnych
                              > słów, a ich odbiorem - no... to można skwitować, że się wyżywam,
                              ale może też
                              > być podstawą do autorefleksji.

                              Jak was panowie czytam, to wcale sie nie dziwie ze kobiety
                              odchodzasmile)))))
                              • tricolour Może i ja też będę miły... 27.05.08, 00:29
                                ... i jak Was czytam, drogie Panie, to wcale się nie dziwę, że Was się zastawia
                                razem z dzieciakami żeby nie mieć nic wspólnego...

                                smile
                                • ferro2 Re: Może i ja też będę miły... 27.05.08, 00:32
                                  tricolour napisał:

                                  > ... i jak Was czytam, drogie Panie, to wcale się nie dziwę, że Was
                                  się zastawia
                                  > razem z dzieciakami żeby nie mieć nic wspólnego...

                                  > A myslalam, ze cos ciekawszego wymyslisz, ale jak widac nie stac
                                  Cie, szkodasmile)))
                                  > smile
                                  • tricolour Ad personam? 27.05.08, 00:34
                                    Dlaczego podczas dyskusji zniżasz sie do oceniania mnie? Uważasz, że tym
                                    sposobem mnie wystawiasz opinię?

                                    Sobie wystawiasz.
                                    • ferro2 Re: Ad personam? 27.05.08, 00:36
                                      tricolour napisał:

                                      > Dlaczego podczas dyskusji zniżasz sie do oceniania mnie? Uważasz,
                                      że tym
                                      > sposobem mnie wystawiasz opinię?
                                      >
                                      > Sobie wystawiasz.

                                      Ok, skoro nikt mi nie wystawil, musialam sobie sama wystawic
                                      opinie, moze byc, czy cos jeszcze przeoczylam????
                              • z_mazur Re: Wcale nie ofiarę... 27.05.08, 09:43
                                > Jak was panowie czytam, to wcale sie nie dziwie ze kobiety
                                > odchodzasmile)))))

                                Na tym forum stwierdzenie: "domyślam się dlaczego twój(a) mąż(żona)
                                od ciebie odszedł(szła)" i tym podobne, to chyba największy nietakt.
                                • to.ja.kas Re: Wcale nie ofiarę... 27.05.08, 09:55
                                  Obniżanie norm nie wychodzi zazwyczaj na dobre.
                  • panda_zielona Re: Owszem - jest "nie tak"... 27.05.08, 00:42
                    Sorry,ale muszę się wtrącić.

                    ferro2 napisała: m.in.

                    zadna kobieta
                    > nie odchodzi ot tak!!!!

                    A ja Ci powiem,że odchodzi i nie dlatego,że mąż tyran i
                    despota,tylko,że trawa bardziej zielona gdzie indziej.
                    • ferro2 Re: Owszem - jest "nie tak"... 27.05.08, 00:43
                      panda_zielona napisała:

                      > Sorry,ale muszę się wtrącić.
                      >
                      > ferro2 napisała: m.in.
                      >
                      > zadna kobieta
                      > > nie odchodzi ot tak!!!!
                      >
                      > A ja Ci powiem,że odchodzi i nie dlatego,że mąż tyran i
                      > despota,tylko,że trawa bardziej zielona gdzie indziej.

                      Byc moze, ale rzadkosmile)))
                      • panda_zielona Re: Owszem - jest "nie tak"... 27.05.08, 00:57
                        Wcale nie tak rzadko,tylko faceci rzadziej się żalą.
                        Mam akurat okazję obserwować taki rozwalajacy się związek i to z
                        winy kobiety.Ona znalazła sobie kochanka.jedna zdrada wybaczona,nie,
                        bylo mało trzeba było kolejnej i się rypło.Wina będziej jej
                        udowodniona i byc może dzieci zostaną przy ojcu.
                        • z_mazur Re: Owszem - jest "nie tak"... 27.05.08, 01:04
                          Się Panda nie znasz, pewnie on ją sam w ramiona tych mężczyzn popycha. smile)))

                          Idę spać, bo się nie wyśpię przez to forum. smile)))
                        • a.niech.to Re: Owszem - jest "nie tak"... 27.05.08, 09:38
                          Istotą problemu jest szukanie sposobu ratowania związku bez ocen
                          małżonków czy zaistniałej sytuacji.
                  • natasza39 Re: Owszem - jest "nie tak"... 28.05.08, 11:25
                    ferro2 napisała:

                    zadna kobieta
                    > nie odchodzi ot tak!!!!

                    Tu masz rację!
                    Jak kobieta odchodzi, to tylko wtedy jak:
                    1. Facet od którego odchodzi kosztuje ją więcej niż zycie solo (np.
                    bezrobotny, pijak, hazardzista)
                    2. I tak ona więcej zarabia, niż on.
                    3. Ma na podorędziu sponsora, który zapewni jej takie samo, albo
                    lepsze utrzymanie niz obecny.

                    Zadna kobieta nie odchodzi tak jak robią to faceci, czyli nie
                    odchodzi z jedną walizką ciuchów, zostawiajac jemu dzieci,
                    mieszkanie i samochód.
                    Kobiety sa po prostu bardziej praktycznesmile
          • a.niech.to Re: W czym problem? 27.05.08, 09:31
            Mam wiele zrozumienia dla Stefana, bo w jego butach próbowałam wejść
            do innej wody. Okazało się, że była ta sama.sad((
            Wiem, jak trudnym doświadczeniem jest sytuacja, gdy nie radzimy
            sobie z własnymi emocjami, a mamy jeszcze udźwignąć cudzy bagaż. Co
            może się w nim znajdować po zdradzie? Część Forumowiczów doskonale
            się orientuje.
            Mam dla niego szacunek, że w rozumny sposób szuka przyczyn i dróg
            wyjścia, nie czyniąc z miłostki przyczyny rozwodu. Zrobił rzecz
            trudną - przebaczył. Jeśli nawet tylko ma wolę przebaczenia (emocje,
            emocje...), to i tak ogromnie dużo.smile
            • to.ja.kas Niech.to 27.05.08, 09:34
              Dawno nie czytałam czegoś równie madrego i pięknego.
        • pucioipucio Re: W czym problem? 26.05.08, 23:53
          A pokaż mi kto na takim forum nie jest cierpiący... ?

          Wam Panowie tez tu dużo łatwiej o solidarność własnej płci, nie ma się co
          oszukiwać, że jest inaczej.
          Przypuszczam, że problem jest w dysproporcji w ilości kobiet/mężczyzn na forum
          więc skala widoczniejsza jest po jednej stronie.

          • z_mazur Re: W czym problem? 27.05.08, 00:01
            Problem jest w przyładaniu innej miary.
            Kobietę trzeba pogłaskać i bron boże nie wytykać jej błędów, bo i tak cierpi. Facetowi trzeba walnąć prawdą (niekoniecznie obiektywną) po oczach nie licząc się z jego uczuciami.
            • ferro2 Re: W czym problem? 27.05.08, 00:05
              z_mazur napisał:

              > Problem jest w przyładaniu innej miary.
              > Kobietę trzeba pogłaskać i bron boże nie wytykać jej błędów, bo i
              tak cierpi. F
              > acetowi trzeba walnąć prawdą (niekoniecznie obiektywną) po oczach
              nie licząc si
              > ę z jego uczuciami.
              >
              To, ze facet ma uczucia, to akurat tez wiem, ale wy panowie, gorzej
              przyjmujecie slowa prawdy niz my kobiety, jakos od wiekow sie
              przyjelo, ze kobieta musi wszystko zniesc, w przeciwienstwie do was,
              wy nic nie musicie bo nie chcecie!!!
            • pucioipucio Re: W czym problem? 27.05.08, 00:11
              Jeśli kobieta by napisała >mam trudny charakter, byłam oschła do męża, ciągle
              go pouczałam a teraz on ma kochankę i nie chce ze mną być< to wiele z tego
              tłumu o którym mówisz wcale by jej nie głaskało(juz to widziałam na forach). A
              niektórzy faceci polecieli by po bandzie...
              Więc uważam, że przesadzasz.
              • z_mazur Re: W czym problem? 27.05.08, 00:15
                Na palcach jednej ręki jestem w stanie policzyć kobiety na tym forum, które w chwili gdy dowiadują się o chęci odejścia męża, są zdolne do takiej autorefleksji i na tyle krytycznego spojrzenia na swój udział w rozpadzie związku i nawet w ich przypadku odpowiedzi innych pań były pocieszające, na zasadzie, nikt nie jest idealny, bla bla bla.
                • ferro2 Re: W czym problem? 27.05.08, 00:19
                  z_mazur napisał:

                  > Na palcach jednej ręki jestem w stanie policzyć kobiety na tym
                  forum, które w c
                  > hwili gdy dowiadują się o chęci odejścia męża, są zdolne do takiej
                  autorefleksj
                  > i i na tyle krytycznego spojrzenia na swój udział w rozpadzie
                  związku i nawet w
                  > ich przypadku odpowiedzi innych pań były pocieszające, na
                  zasadzie, nikt nie j
                  > est idealny, bla bla bla.
                  >
                  Sluchaj, przezylam w malzenstwie ladnych nascie lat, wiem cos na
                  ten temat, nie ma idealnych malzenstw to tez wiem, do rozpadu
                  zwiazku przyczyniaja sie obie strony, to tez kazdy wie, i nie zawsze
                  jest tak, ze mezczyzna chce odejsc, to tez wiemy, o co Ci chodzi???
                • pucioipucio Re: W czym problem? 27.05.08, 00:23
                  No i co z tego, że Ty sobie cos liczysz na palcach? A ja jestem w stanie wokoło
                  znależ facetów którzy odchodzą nie od potwornie złej żony ale do młodszego ciała
                  i beztroski bo stare mu się znudziło. Czy od tych zon też wymagasz żeby złożyły
                  Ci obowiązkowo samokrytykę żebyś je uznał za równe tym sprawiedliwym (a jakże,
                  zawsze!) mężczyznom?
                  • z_mazur Re: W czym problem? 27.05.08, 00:29
                    A skąd Ty wiesz dlaczego ten mąż odchodzi od żony?
                    Bo Ci to powiedział?
                    To mnie teraz rozbawiłaś. smile)))

                    To jak w tym dowcipie.

                    Jak facet odchodzi od żony, to jest be, bo odchodzi od żony, a jak zona odchodzi od faceta, to też facet jest be, bo żona od niego odchodzi. Genialne. smile))))))))))))
                    • pucioipucio Re: W czym problem? 27.05.08, 00:38
                      Może wiem dlaczego. Nie masz żadnych powodów ani dowodów by przeczyć mojej
                      wiedzy na ten konkretny temat.
                      A dlaczego Ty mnie wyśmiewasz z tego powodu? Bo potrafisz się solidaryzować
                      tylko z facetami a kobietę dziś musisz dyskredytować? Zastanów się z jakiego
                      powodu urządziłeś dziś nagonkę na kobiety, które do kogoś innego kierowały swoje
                      uwagi na temat jego historii, przeżywszy swoje historie. Bo chyba bycie w
                      mniejszości na tym forum zaczyna się na Was panowie negatywnie odbijac.

                      I podpierasz się jakimś wymyślonym dowcipem....
                      • ferro2 Re: W czym problem? 27.05.08, 00:45
                        pucioipucio napisała:

                        > Może wiem dlaczego. Nie masz żadnych powodów ani dowodów by
                        przeczyć mojej
                        > wiedzy na ten konkretny temat.
                        > A dlaczego Ty mnie wyśmiewasz z tego powodu? Bo potrafisz się
                        solidaryzować
                        > tylko z facetami a kobietę dziś musisz dyskredytować? Zastanów się
                        z jakiego
                        > powodu urządziłeś dziś nagonkę na kobiety, które do kogoś innego
                        kierowały swoj
                        > e
                        > uwagi na temat jego historii, przeżywszy swoje historie. Bo chyba
                        bycie w
                        > mniejszości na tym forum zaczyna się na Was panowie negatywnie
                        odbijac.

                        Czepia sie dzis facet, oj czepiasmile)))
                        >
                        > I podpierasz się jakimś wymyślonym dowcipem....
                        • pucioipucio Re: W czym problem? 27.05.08, 00:47
                          Coś go dzi ś ugryzło,l ale i ta k go lubie big_grinDDD
                          • ferro2 Re: W czym problem? 27.05.08, 00:48
                            pucioipucio napisała:

                            > Coś go dzi ś ugryzło,l ale i ta k go lubie big_grinDDD

                            ja go nawet nie zaczelam lubiec a juz go nie lubiesmile))))
                            • pucioipucio Re: W czym problem? 27.05.08, 00:50
                              Bo Ty zła kobieta jesteś! big_grin

                              Wrrr.. nie wstanę jutro!
                              • ferro2 Re: W czym problem? 27.05.08, 00:51
                                pucioipucio napisała:

                                > Bo Ty zła kobieta jesteś! big_grin
                                >
                                > Wrrr.. nie wstanę jutro!

                                to ze zla, to wiem od lat, ale dobrze mi z tym, dobranocsmile)))
                                • aron95 pucy- cos tam i ferro 27.05.08, 06:22
                                  jeżeli którykolwiek facet na forum potrafi zrozumieć kobietę
                                  to na pewno jest to mazur
                                  dziś nie wytrzymał - sam jestem zdziwiony
                      • a.niech.to Re: W czym problem? 27.05.08, 09:50
                        Nie odbieram wypowiedzi Mazura jako napaści na kobiecy ród.
                        On jest po prostu starym feministom.smile
                        Wszyscy patrzymy przez pryzmat własnych doświadczeń, stąd
                        temperatura wrzątku.
                        • a.niech.to Re: W czym problem? 27.05.08, 10:59
                          Warto mieć świadomość, że Forum to także miejsce odreagowania
                          traumy - niestety - także przez zacietrzewienie w obronie swego, a
                          więc najsłuszniejszego punktu widzenia.
                          • z_mazur Re: W czym problem? 27.05.08, 11:02
                            > Warto mieć świadomość, że Forum to także miejsce odreagowania
                            > traumy - niestety - także przez zacietrzewienie w obronie swego, a
                            > więc najsłuszniejszego punktu widzenia.

                            Święta prawda, sam się łapię czasem na sporze o rzecz nie wartą aż
                            takich emocji.
                          • ladyhawke12 Re: W czym problem? 27.05.08, 11:02
                            masz racje.....
    • z_mazur Ciekawe jakie będą odpowiedzi w wątku Dakoty 27.05.08, 00:09
      Może któraś z pań jej walnie jakąś bolesną prawdą po oczach...?
      • ferro2 Re: Ciekawe jakie będą odpowiedzi w wątku Dakoty 27.05.08, 00:16
        mnie ma ktos walnac bolesna prawde po oczach???? jak ma za co to
        sluchamsmile)))
      • pucioipucio Re: Ciekawe jakie będą odpowiedzi w wątku Dakoty 27.05.08, 00:18
        Mazur, zapytam Cię wprost bo zaczynasz przesadzać
        POPIERDZIELIłO CI SIę COś DZISIAJ?? Na męskie ego za bardzo jakaś babka
        wjechała? Odczep się od watku Dakoty , jeśli chcesz coś powiedzieć w jej
        temacie to to zrób a inni skomentują to co ONI SAMI zauważyli w jej tekście a
        nie to co Ty byś sobie życzył.
        Chyba masz dziś zły dzień.

        • z_mazur Re: Ciekawe jakie będą odpowiedzi w wątku Dakoty 27.05.08, 00:22
          Niespecjalnie czuję się na siłach, żeby jej pomóc więc się nie odezwę. Stefan temat swojego wątku zakończył - pomóżcie, panie mimo to rzuciły się do oceniania jego roli w rozpadzie związku.
          Dakota napisała - ratunku, zobaczymy czy mimo to pojawią się oceny jej roli w tym jak się zanalazła w tej sytuacji.
          • tricolour Oczekujesz zbyt wiele... 27.05.08, 00:28
      • nangaparbat3 Re: Ciekawe jakie będą odpowiedzi w wątku Dakoty 27.05.08, 00:20
        z_mazur napisał:

        > Może któraś z pań jej walnie jakąś bolesną prawdą po oczach...?
        >

        To bardzo dobry przykład.
        Stefan prosił o spojrzenie z boku i opinie, Dakota krzyczy: ratunku!
        Czy naprawdę uważasz, ze obojgu powinno się odpowiedziec według tego samego
        schematu?
        • ferro2 Re: Ciekawe jakie będą odpowiedzi w wątku Dakoty 27.05.08, 00:24
          nangaparbat3 napisała:

          > z_mazur napisał:
          >
          > > Może któraś z pań jej walnie jakąś bolesną prawdą po oczach...?
          > >
          >
          > To bardzo dobry przykład.
          > Stefan prosił o spojrzenie z boku i opinie, Dakota krzyczy:
          ratunku!
          > Czy naprawdę uważasz, ze obojgu powinno się odpowiedziec według
          tego samego
          > schematu?

          Pozwol, ze to co ja uwazam zostawie dla siebie, na razie napisalam
          o Stefanie i to kogos bardzo zabolalo, nie samego Stefana tylko jego
          kolegow, nawet sie dziwie , ze dyskutuje z wami panowiesmile))
        • z_mazur Re: Ciekawe jakie będą odpowiedzi w wątku Dakoty 27.05.08, 00:24
          Stefan zakończył swój post - "pomóżcie". Może trochę mniej wykrzykników użył.
          • nangaparbat3 Re: Ciekawe jakie będą odpowiedzi w wątku Dakoty 27.05.08, 00:33
            z_mazur napisał:

            > Stefan zakończył swój post - "pomóżcie". Może trochę mniej wykrzykników użył.
            >
            Ale jego "pomożcie" zrozumialam jako "pomóżcie zrozumiec, poradźcie, jak
            postąpic". Z całym szacunkiem dla takiej prosby - chyba by nie chciał, by go
            pocieszac jak baba babę (z szacunkiem i czułoscia dla bab).
            • z_mazur Re: Ciekawe jakie będą odpowiedzi w wątku Dakoty 27.05.08, 00:37
              To Twoja interpretacja, niekoniecznie słuszna.
              A te oceny ad personam były IMHO niepotrzebne. Bez nich można było pomóc.
              • pucioipucio Re: Ciekawe jakie będą odpowiedzi w wątku Dakoty 27.05.08, 00:39
                z_mazur napisał:

                > To Twoja interpretacja, niekoniecznie słuszna.
                > A te oceny ad personam były IMHO niepotrzebne. Bez nich można było pomóc.
                >

                A to Twoja interpretacja, niekoniecznie słuszna.
                No i co dalej?
                • z_mazur Re: Ciekawe jakie będą odpowiedzi w wątku Dakoty 27.05.08, 00:44
                  Przy takim sposobie dyskusji...? Nic.
                  • pucioipucio Re: Ciekawe jakie będą odpowiedzi w wątku Dakoty 27.05.08, 00:46
                    Jakim sposobie?? Że jak interpretuje coś na swój sposób kobieta to jest be a jak
                    interpretuje na własny sposób facet to wtedy jest cacy?
                    Masz rację, z takim podejściem jak masz dzisiaj nie da się dyskutowac.
                • nangaparbat3 Re: Ciekawe jakie będą odpowiedzi w wątku Dakoty 27.05.08, 00:44
                  pucioipucio napisała:

                  > z_mazur napisał:
                  >
                  > > To Twoja interpretacja, niekoniecznie słuszna.
                  > > A te oceny ad personam były IMHO niepotrzebne. Bez nich można było pomóc.
                  > >
                  >
                  > A to Twoja interpretacja, niekoniecznie słuszna.
                  > No i co dalej?

                  Dalej to czas spac, wstaje o 6, dobranocwink
        • pucioipucio Re: Ciekawe jakie będą odpowiedzi w wątku Dakoty 27.05.08, 00:25
          Właśnie!
          Wydaje mi się, że Z_mazur zapadł tu na ślepotę i nie rozróżnia tego, właśnie w
          imię solidarności wobec SWOJEJ płci, której to szkodliwość zarzuca kobietom.
      • tricolour Idzisz prosto na szafot... 27.05.08, 00:20
        ... i zarobisz taką opinię, jak mam ja za zwyczajne realistyczne widzenie świata.

        smile
        • nangaparbat3 Re: Idzisz prosto na szafot... 27.05.08, 00:21
          tricolour napisał:

          > ... i zarobisz taką opinię, jak mam ja za zwyczajne realistyczne widzenie świat
          > a.
          >
          > smile
          Tym razem ja oplułam monitor.
          • tricolour To wytrzyj. 27.05.08, 00:26
      • z_mazur No i tak jak myślałem 27.05.08, 08:59
        Same: trzymaj się, dasz radę, poradzisz sobie, jesteś dzielna.
        Żadnego: a może zastanowisz się dlaczego..., wiesz że być może...,
        to dlatego że Ty...

        I żeby była jasność, nie uważam, że to jest złe. Ja uważam, że z
        takim waleniem komuś prawdą po oczach powinniśmy być ostrożniejsi i
        delikatniejsi, niezależnie od tego, czy chodzi o kobietę, czy o
        mężczyznę.
    • z_mazur A można tak jak Sagaretia... 27.05.08, 00:45
      Z wyczuciem, na temat i bez oceniania.
      Da się, prawda...?
      • tricolour Idziemy spać, co? 27.05.08, 00:46
        smile
      • pucioipucio Re: A można tak jak Sagaretia... 27.05.08, 00:49
        z_mazur napisał:

        > Z wyczuciem, na temat i bez oceniania.
        > Da się, prawda...?
        >


        Jasne, ze się da. Ale.. to wszyscy tak mają się wypowiadać czy tylko i wyłącznie
        kobiety? big_grinDD Bo jak równość to pełna równość proszę państwa!!
    • leptis Relatywizm...w złym guście autora.. 27.05.08, 03:54
      nie było TU I WTEDY wczoraj zranionego faceta na FORUM...
      parę wpisów mężczyzn próbujących się zmierzyć z widmem porażki...i
      tyle...

      delikatnie poszturchanych przez poranione...często matki ich
      dzieci...ale wszystko w dobrym guście...

      A autor...niech pisze swoje...
      ktoś musi codzień odpisywać...jeśli inni rozwodnicy mają to w
      dupie...

      ROZWÓD UCZY MĘŻCZYZNĘ PRZEDE WSZYTKIM EGOIZMU, KOBIETĘ POTEM...
      to moja obserwacja z bytności wyłącznie na tym forum, bez związku z
      moją przyjaźnią z Nitką smile), żeby nie było wątpliwości. Celowo na
      chwilę porzuciłem Leptisa, żeby to podkreślić, bo to jedna z
      ważniejszych obserwacji.

      Mało jest ludzi typu Mazur...w sumie stonowany..nudny, jak flaki...
      ale altruista...po prostu....


      Pozdrawiam cieplutko...smile))

      • aron95 Solidarnośc forumowych kobiet 27.05.08, 06:30
        jest zadziwiająca .
        Bo w życiu realnym jedna drugą w łyżce wody by utopiła !

        No i z którą by nie pogadać to woli z facetami pracować
        • ladyhawke12 Ty razem ja nie wytrzymałam 27.05.08, 07:11
          Bardzo dawno tu nie pisałam, ale po przeczytaniu tego watku musze sie odezwac.

          Rozwód to zawsze jest porazka, i dla niej, i dla niego. Najbardziej cierpia dziecii to jest nadżedne, dziecko powinno byc z tym rodzicem z którym, czuje wiekszą wiez emocjonalną, nie ma znaczenia w tym momecie czy to jest kobieta czy facet, chodzi o rodzica odpowiedzialnego i czulego, takiego zeby nie dokladal cierpien dziecku, nie powinno miec znaczenia czy to jest matka czy ojciec. Niestety w wielu przypadkach sady dzialaja na zasadzie latwizny, wkurza mnie to ze sady zlecaja badania psychologiczne, a potem i tak z nich nie kozystaja to po co narazaja nas podatnikow na koszty.

          Wiadome jest tez, ze ocenia sie na podstawie wlasnych doswiadczen, i to jest normalne, po rozwodzie i w trakcie cierpia ludzie, w taki czy inny sposob, czasami cierpia bo musza zaplacic za duzo np za adwokata, i nie ma to nic wspolnego np z skapstwem.

          W postach trzeba patrzec na ludzi, jesli cierpi pomoc, i nie ma znaczenia czy to kobieta czy facet. Kochani zacznijmy oceniac np kogos po tym jakim jest czlowiekiem, jakim jest np fachowcem, a nie po tym jaka ma plec, narodowosc, czy jest niepelnosrawny. Rozpisalam sie, ale poprostu zgadzam sie z mazurem.
          • leptis .... 27.05.08, 09:50
            ...strasznie techniczny tekst...zejdzmy na poziom konkretow..lepiej...
            wezmy przyklad z zycia...

            jestem w domu specjalista od logistyki...pocieszania...
            moja wartosc w ciagu dnia...raz rosnie...raz spada...
            i sad by musial rozstrzygnac...z ktorym domowym fachowcem...bedzie
            dziecku...lepiej...???

            szukajmy lepiej NAJPIERW fachowcow...w pracy...w szkole (o strajku teraz
            mowie...)...
            nie w domu...lub w TYM..co z niego pozostalo..
            wieje chlodem..po prostu z Twojej wypowiedzi...a nie czlowiekiem...

            popatrz...ile tutaj facetow...na tym forum..
            Komu bys rozwazyla powierzenie dziecka na godzine..?

            Ja Mazurowi, JP-66, moze Scriptusowi...gdyby czesciej bywal...a nie tylko
            kosil...trawe...

            i chyba tyle...bo wiecej facetow po prostu nie znam...NA TYM FORUM..za rzadko tu
            bywaja...zeby ich poznac i zaufac...taka Polska w miniaturze..

            i tak Sad...w swojej meskiej i zenskiej odslonie...mysle, ze juz sie
            nauczyl...ze mniejszy margines bledu popelnia ..powierzajac dziecko kobiecie...

            oczywiscie..Ktos powie, ze facetow nie ma bo bawia dzieci...
            a ja wiem..wszyscy wiemy...ze Oni juz...w wiekszosci...nie wszyscy..
            dawno z panienkami z Dubaju...lub z Paniami z Al Ain...przebywaja...

            taka jest prawda...najbardziej powszechna...mimo ze nie ciekawa dla mojego
            gatunku...

            Twoja wypowiedz..jest tylko po to aby Mazurowi dodac ognia do dupy...
            bo to ledwo plomyk...troche przygaszony...ostatnio..

            Oj zrobie jeszcze z Mazura pelno wymiarowego faceta...
            bedzie sie jeszcze Chlop do lap psa lasil...dziekujac mu za to...

            serdecznie wszystkich pozdrawiam smile))
            • ladyhawke12 Re: .... 27.05.08, 10:07
              Hmm ale o co ci chodzi.

              Techniczny tekst bo ja jestem techniczna, ale nie wiem co jest zlego w tym zeby oceniac czlowieka, a nie dzielic go na plec przekonania itd... dalam przyklad. z fachowcami.

              Co do sadow to dzialaja jak dzialaja, nie zawsze jest to dobrze, a czasem jest szkodliwe, ale wlasnie wygoda zaszlosci itd.

              I o co chodzi z mazurem, poparlam go, jest facetem wiem widzialam, i poznalam osobiscie, moge nie zgadzac sie z nim w wielu sparwach, ale cenie go jako czlowieka.

              Czy jestem czlowiekiem czy nie to oceniaja ci co mnie znaja, na twojej opini mnie osobiscie nie zalezy, jakby mi tak napisal mazurek to bym sie zastanowila, bo mnie zna, bo gadalismy ze soba.

              Milego dnia, slonca, i troszke luzu.
              • leptis .... 27.05.08, 10:24
                no wlasnie wiecej luzu..elastyczności...mniej utopii...w pisaniu...

                Popatrz Lady...wracam do Twojej koncepcji...
                ludzie sie TU latami..spierają...a czy się znają???...
                Tu jest sedno...Oczekujesz, że Sąd...posiłkowany nawet
                fachowcami...jest w stanie...w 120...w N-minut...rozwiazać sprawy
                doroslych ludzi...

                serdecznie pozdrawiam smile))

                • ladyhawke12 Re: .... 27.05.08, 10:46
                  Piszesz o swoim braku luzu, i elastycznosci, boniestety jak cos nie jest po twojej mysli to zaraz jest utopia i jest nie takie.

                  Zyje wedlug zasady oceniania ludzi, a nie brania pod uwage ze jest to kobieta lub facet, jak postepuje zle, czyli np zdradza, kradnie itp(To jest przyklad !!!), to jest to zle, nie ma znaczenia czy kradnie kobieta czy facet.

                  Sad jest w stanie przeczytac to co powinien, i jesli zlecil opinie psychologa to powinien ja przeczytac, jesli tego nie robi to opinia byla zbedna, a i tez mnie nie szanuje, to jest sedziow praca, i nalezy ja wykonac najlepiej jak potrafia, takie mamy wymagania jak idziemy do lekarza, aby przeczytal nasza historie choroby i aby diagnoza byla dobra, czym rozni sie od jednego fachowca, inny fachowiec, jesli wymagamy od jednego, dlaczego od drugiego juz nie.

                  Znam tu pare osob, bo chcialam je poznac, i one zdaly sobie trud poznania mnie, nie musze natomiast poznawac i znac wszystkich zeby komos powiedziec dobre, lub zle slowa. Nie musze kogos znac aby powiedziec mu witaj i poklepac po plecach.
                  • leptis .... 27.05.08, 11:02
                    Pisze o utopii..w Twoich slowach...nie o utopii jako Tobie...


                    nie musze kogos znac, aby powiedziec mu...cieplutko pozdrawiam smile))

                    cieplutko pozdrawiam smile))
                    • ladyhawke12 Re: .... 27.05.08, 11:16
                      Nie zamierzam niczego ci udawadniac, to nie utopia chciec wymagac od siebie i innych, czy ty wykonujesz swoj zawod po lebkach, raczej nie starasz sie, dlaczego nie ma starac sie sad. Nie bedzie tego robic jak stale bedziemy przyklepywac sprawe, ja zapytalam czy sad przeczytal opinie z osrodka psycjologicznego i co na ten temat sadzi, i udalo sie sedzia ( facet) przeczytal i dal mi konkretna odpowiedz, wiedzialam ze mnie szanuje, i ze bedzie obiektywny, czy jego osad mi sie podobal, czy nie, wiem ze zrobil max tego co mogl. Chodzi mi o szacunek, czy to tak wiele. Szanuj ludzi, to ludzie beda szanowac ciebie.

                      Cieple pozdrowienia jesli szczere to i owszem mile, nawet od kogos kogo nie znam, ja moge odwzajemnic usmiechem..........

                      ---------------------------------------------------------------------
                      "Ciesz się szcześciem innych, a może trochę znajdzie się dla ciebie."
                      • leptis .... 27.05.08, 11:19
                        spokojnego dnia
                        • ladyhawke12 Re: .... 27.05.08, 11:28
                          dzieki, moge poczestowac wirtualna kawa, lub herbata, no i sloncem za oknem
                          • leptis .... 27.05.08, 11:31

                            ...moze kiedy indziej...smile))
                            • ladyhawke12 Re: .... 27.05.08, 11:34
                              kawa jest zaparzana codziennie, dostepna jest z jakimis slodkosciami, i usmiechem, slonkiem, lub ciepelkiem, w zaleznosci od pory roku. w upaly ciepelko zamieniam na chlodny powiew wiatru.
                              • leptis .... 27.05.08, 11:39
                                nie wiem...czy umialbym sie zachowac...wchodzac...do Twojego Swiata...
                                z moimi...lapami...
                                • ladyhawke12 Re: .... 27.05.08, 11:58
                                  Każdy mile jest widziany, dobra kawa i slodkosci nikomu jeszcze nie zaszkodzily.

                                  A tak poza tym , niedawno z racji remotu podejmowalam gosci, na foliach malarskich, wygladalam jak pomocnik murarza, i malarza w jednym, ale kawy i ciasta nie odmowilam nigdy, mimo iz lapki brudne, moje tez.
                              • leptis .... 27.05.08, 12:04
                                Widzac, ze Stefan tez juz praktycznie zaproszony..pomyslalem sobie...co by
                                bylo...gdybysmy sie razem...przzepraszam...Stefan z ratlerkiem...
                                naraz pojawili..

                                czy miescilibysmy sie jeszcze w temacie...TEGO FORUM...

                                Trzymaj sie Lady smile
                                • ladyhawke12 Re: .... 27.05.08, 12:15
                                  hahaha
                                  Troszke watek rozjechalismy, Kazdy mile widziany Stefan z ratlerkiem. tez

                                  Tez sie trzymaj, milego dnia
                                  • stefanbatory45 Re: .... 27.05.08, 22:13
                                    Hehehe,
                                    zajebiści jesteście wszyscy smile
                                    Serio! Będę tu częściej zaglądał, nawet jak się nie rozwiodę.
                                    .
                                    .
                                    .
                                    .
                                    Hmm, ale czemu z latlerkiem akurat? Hę?
                                    • leptis .... 27.05.08, 22:45
                                      taka dogoterapia...Lady jest...po przejściach...
                                      i tak ją TU leczymy..żeby U NAS te herbatki co ranek robiła... a nie
                                      w jakimś wirtualnym świecie...

                                      a ratlerku nie myśl już tyle...nie chcę Cię stracić...

                                      spokojnej nocy
      • z_mazur Re: Relatywizm...w złym guście autora.. 27.05.08, 07:39
        acha, czyli ten wpis po porzuceniu leptisa miał być logiczny.

        To rozbawiła mnie logika jednego zdania:

        > ROZWÓD UCZY MĘŻCZYZNĘ PRZEDE WSZYTKIM EGOIZMU, KOBIETĘ POTEM...

        Czyli kobietę "Potem" uczy egoizmu? W przeciwieństwie do mężczyzny,
        którego "rozwód" uczy egoizmu . smile)))
        • mary171 Źle ze mną chyba, ale 27.05.08, 08:51
          już drugi raz dowiaduję sie, że mam męskie cechy. Bo jestem kobietą
          na 100% wink a mnie rozwód nauczył egozizmu. No może nie rozwód, ale
          druga zdrada, której wybaczyć nie chciałam i rozwiodłam się po
          prostu.
          A co do wątku./ To też zgadzam się z Mazurem, że jest tak, iż jak
          kobieta zostaje zdradzona i zostawiona to biedna jest a on cham i
          łajdak, a jak odwrotnie to: dzielna z niej kobieta odeszła od chama
          i łajdaka. Niestety taka prawda.
          Ale też jest tak, że gdy facet zdradzi to wini się kobietę, z którą
          zdradza bo ona suka jest a on biedny omotany w stanie
          niepoczytalności. Wiem, że to pzreczy sobie, ale z takimi opiniami
          się niestety spotykam najczęściej. Pozdrawiam smile
          • to.ja.kas No i Mazur ma rację 27.05.08, 09:25
            A co do stwierdzenia ze kobiety nie odchodzą od dobrych
            facetów....odchodza i ja jestem tego najlepszym przykładem.
            Mój eks narzeczony to anioł nie człowiek pod każdym względem...ale
            odeszłam bo się zakochałam...jak wariatka, szalona, nienormalna....i
            znów kocham cudownego mężczyznę. czy nie odejdę??? A skąd ja mogę
            wiedzieć? Zycie jest czasem zaskakujące.
    • pucioipucio A ja nadal twierdzę 27.05.08, 09:41
      że jeśli by na forum nie było rażącej dysproporcji w dużej ilości kobiet i małej
      ilości mężczyzn to trzeba by równie często oburzać się tu na niesprawiedliwość i
      relatywizm męskich wypowiedzi w stosunku do zranionych kobiet. co często widać
      jna forach. gdy wpada jakiś zdradzony facet i jedzie z gory na doł po kobiecie
      która narzeka na związek , lub podobne akcje...

      Odezwa o zwracanie uwagi na problem a nie na płec piszącego dotyczy WSZYSTKICH,
      nie tylko kobiet !! I mam nadzieję, że będziesz na to zwracał zawsze uwagę nie
      tylko wtedy jak nie spodobają Ci się wypowiedzi kobiet w stosunku do mężczyzn,
      ale też odwrotnie big_grinDD
      Tylko czy to zauważysz (jako mężczyzna) , że jakiś inny facet nie mówi
      właściwie do kobiety? A nie będziesz go bronił z prostej przyczyny bo jego język
      bardziej do Ciebie dociera?

      I nie wyspałam się. :Q
      • z_mazur Re: A ja nadal twierdzę 27.05.08, 09:45
        Panie które są dłużej na forum mogą się na ten temat wypowiedzieć,
        nie będę adwokatem we własnej sprawie.
      • z_mazur I jescze jedno 27.05.08, 09:47
        Gdyby nie takie powitania, być może facetów na tym forum byłoby
        więcej.
        • to.ja.kas Re: I jescze jedno 27.05.08, 09:49
          z_mazur napisał:

          > Gdyby nie takie powitania, być może facetów na tym forum byłoby
          > więcej.

          Amen
        • drugiezycie Re: I jescze jedno 27.05.08, 12:37
          Nadal nie uważam, żeby Stefan był na tym forum źle przyjęty. Co więcej, On chyba
          też tak nie uważa, gdyż jakoś tego nie wyraził i nadal pisze.
          Sytuacja, którą Stefan opisał, jego zachowanie w stosunku do żony po prostu
          uruchomiło wyobraźnię wielu kobiet-bo wiele z nas prawdopodobnie czuło się w
          małżeństwie podobnie jak ona. I może stąd trochę więcej zrozumienia dla
          postępowania ż (niekoniecznie tłumaczenia zdrady).

          Poza tym trochę inaczej jednak się pisze do mężczyzny a inaczej do kobiety. Inna
          jest psychika.Inne oczekiwania.Stefan prosił o "spojrzenie z boku trzeźwym
          okiem" i sądzę,że takie otrzymał.
          Kobiety głownie oczekują wsparcia i podpory.Kobietom często pomaga "poużalanie"
          się nad nimi, świadomość, że ktoś współczuje. Czy pomogłoby mężczyźnie?
          • z_mazur Re: I jescze jedno 27.05.08, 13:07
            > Nadal nie uważam, żeby Stefan był na tym forum źle przyjęty. Co
            więcej, On chyba
            > też tak nie uważa, gdyż jakoś tego nie wyraził i nadal pisze.

            No trudno, żeby jeszcze to wyrażał, ma wystarczająco problemów na
            głowie, żeby jeszcze "walczyć" z ocenami, które mu co poniektóre
            panie wystawiły. Pewnie i tak by usłyszał, coś w stylu: "tłumaczysz
            się więc pewnie jesteś winny"

            A co do spojrzenia chłodnym okiem, to ono jak dla mnie w wielu
            przypadkach miało niewiele wspólneo z obiektywizmem. Dlaczego,
            prawie nikt nie napisał: "nie bierz całej winy na siebie, wina
            zawsze jest po obu stronach, Twoja żona zachowała się niewporządku".
            Nie, głosy były raczej: "rozumiemy Twoją żonę...". I to jest nie
            fair, bo ja też potrafię zrozumieć faceta, który zdradza żonę, ale
            nie napiszę tego tej żonie w momencie gdy ona się tutaj pojawia z
            rozdartym zdradą sercem.

            I nie chodzi mi o głaskanie Stefana po głowie, tylko o te mocno
            naciągane oceny i wyrozumiałość i zrozumienie dla zachowania żony,
            zupełnie niepotrzebnie wyrażane.
            • drugiezycie Re: I jescze jedno 27.05.08, 13:33
              > No trudno, żeby jeszcze to wyrażał, ma wystarczająco problemów na
              > głowie, żeby jeszcze "walczyć" z ocenami, które mu co poniektóre
              > panie wystawiły.
              Oj, nieraz na tym forum, osoby cierpiące musiały sie nieźle bronić.

              Poza tym, nie liczyłabym na tym forum na trzeźwą ocenę z boku (taka to może być
              np. u psychologa, choć tez nie zawsze).
              Zrozum Mazur-tutaj są osoby na różnym etapie, ale generalnie cierpiące i
              skrzywdzone (może ty już trochę ochłonąłeś po swoich przejściach). I siłą
              rzeczy, każdy patrzy na problem trochę przez pryzmat swoich przeżyć. Tego się
              nie uniknie. A to co pisano, było kulturalne i prawdziwe. To było spojrzenie z
              boku, do jakiego osoby skrzywdzone były na swoim etapie cierpienia akurat
              zdolne. I prosząc tutaj o opinię trzeba się z tym liczyć.
              • z_mazur Re: I jescze jedno 27.05.08, 13:52
                Oj rozumiem, rozumiem. smile
                Nie chodzi mi o bicie piany, tylko o zwrócenie uwagi na potrzebę
                trochę większej delikatności, wyjścia trochę poza własne poczucie
                skrzywdzenia. To cenne i może się przydać każdemu. Paniom z tego
                forum również.

                Facet też człowiek, też potrafi zraniony cierpieć, też pewne uwagi
                mogą go dotknąć, a mam wrażenie, że panie po prostu momentami o tym
                zapominają. Nie lubię takiego wspominkowego podejścia, ale ktoś już
                na to zwrócił uwagę, że stajemy tutaj raczej po stronie tej osoby
                która wchodzi na forum, a nie jej współmałżonka, szczególnie na
                początku. I powinno tak być zarówno w przypadku kobiet jak i
                mężczyzn.

                Bo mitem jest, że w aż tak zdecydowanej ilości rozpadających się
                małżeństw, to kobieta jest tą "bardziej pokrzywdzoną" stroną. I
                wbrew pozorom, to właśnie mężczyźni boleśniej i dotkliwiej
                przeżywają emocjonalnie rozpad związku w momencie gdy następuje on z
                inicjatywy tej drugiej strony.
                Trudniej im mówić o swoich emocjach, o bólu, cierpieniu i innych
                negatywnych uczuciach, które przeżywają, bo otoczenie oczekuje od
                nich tego, ze "będą mężczyzną". A to wcale nie pomaga. I takie
                przyjęcie jak Stefana potrafi mężczyznę znowu zablokować.
                Spowodować, że odkrycie swoich emocji uzna za błąd, ze szkodą dla
                siebie.
                • am676 Re: I jescze jedno 27.05.08, 14:05
                  Na szczęście Stefan się nie zablokował i pisze. Uważam, że mądrze
                  pisze. Niejednej z nas prezydałaby się taka mądrość smile
                  • stefanbatory45 Re: I jescze jedno 28.05.08, 10:22
                    Dzięki smile
                    Szkoda że to nei dociera już do mojej kochanej żony (bez sarkazmu).

                    Żadko bywam na forach więc odpisuję w dziwnym czasie i pod wybranymi
                    postami.
                    Ale podsumowując oba wątki. Mimo róznych opinii pomagacie mi tą
                    możliwością wygadania się.
                    Jasne że na forum jest mnóstwo osób w róznym wieku, o różnych
                    charakterach i bagażu zyciowym.
                    Dlatego zaczynając pisać nie spodziewałem się uzyskać konkretnej
                    rady, idealnego rozwiązania.
                    Zdawałem sobie sprawę że będą wnioski dla mnie negatywne jak i te
                    lepsze.
                    Czytając niektóre posty rośnie mi serce, a przy innych ryczę.

                    To że nie pisze nei znaczy że kończę wątek. Jestem tu codziennie i
                    myślę.
                • akacjax Mazurze apelujesz 27.05.08, 17:52
                  o więcej delikatności dla nowych?
                  Gdy pojawiłam się na forum drażniły mnie czasem bezpośrednie sformułowania Tri,nie byłam gotowa je przyjmować. Jednak nie zrażałam się, broniłam swojego zdania. Teraz doceniam fakt, ze jego "szpilki" dawały szansę weryfikacji i zobaczenia sytuacji z innej strony.
                  Przecież każdy z nas miał jakieś niedostatki emocjonalne skoro nie udał nam się życiowy wybór.

                  z_mazur napisał:
                  I
                  > wbrew pozorom, to właśnie mężczyźni boleśniej i dotkliwiej
                  > przeżywają emocjonalnie rozpad związku w momencie gdy następuje on z
                  > inicjatywy tej drugiej strony.

                  Nie ma miary, by powiedzieć, że przeżycia męża porzuconego są wieksze niż porzucanej żony.
                  Jestem zdania, że każda porzucana strona (no w większości przypadków-bo nie umiałabym się wypowiedzieć w prozaicznym moim przypadku)zaskoczona sytuacją czuje się zdecydowanie dyskomfortowo w porównaniu ze stroną decydującą, narzucającą, składającą pozew, nie mówię już o takich, które mają do tego wsparcie kochanka(i).

                  Na forum czasem wyłażą stereotypy, a czasem historie tak od nich odbiegają, że mamy ogólny mętlik poradniczy. Najlepiej nie prowadzić statystyk, bo te mylą.

                  Moje doświadczenie podpowiada, że jeżeli facet nawet lekko, ale wskazuje na siebie jako winnego-to może po części wybiela się-przecież tak trudno (i chyba nawet niemożliwe) rwać włosy z głowy i krzyczeć: mea culpa. Dlatego w wątku Stefana pisałam, że nie wiemy jakie powody podaje dokładnie żona, czy w ogóle można mieć nadzieję na powrót.

                  I chciałam napisać, że nie wszystkich tak traktujemy-Scri od lat pokazywał się jako świetny mąż i dostawał od nas tysiące rad...i tak nie pomogło.
                  Ale właściwych powodów nie znamy i pewnie nie poznamy.

                  Dla niewiedzących dodam, że to ja wyrzuciłam m. ze swojego życia i wcale nie dlatego, że on zdradzał, ani nie dlatego, że miałam kogoś na zakładkęwink
                  • z_mazur Re: Mazurze apelujesz 28.05.08, 10:11
                    > Gdy pojawiłam się na forum drażniły mnie czasem bezpośrednie
                    sformułowania Tri,
                    > nie byłam gotowa je przyjmować. Jednak nie zrażałam się, broniłam
                    swojego zdani
                    > a. Teraz doceniam fakt, ze jego "szpilki" dawały szansę
                    weryfikacji i zobaczeni
                    > a sytuacji z innej strony.
                    > Przecież każdy z nas miał jakieś niedostatki emocjonalne skoro nie
                    udał nam się
                    > życiowy wybór.

                    No właśnie, ale Tri cyklicznie zbiera "joby" za "brak wrażliwości i
                    wyczucia" (zresztą często nawet ode mnie). Więc jak to jest, jemu
                    się to zarzuca, a samemu się to robi?

                    > Nie ma miary, by powiedzieć, że przeżycia męża porzuconego są
                    wieksze niż porzu
                    > canej żony.

                    Badania pokazują, że w przypadku porzuconych mężczyzn, powrót do
                    równowagi emocjonalnej trwa dłużej, więcej mężczyzn niż kobiet w
                    takich sytuacjach popełnia samobójstwa, to fakty obiektywne.

                    > Moje doświadczenie podpowiada, że jeżeli facet nawet lekko, ale
                    wskazuje na sie
                    > bie jako winnego-to może po części wybiela się.

                    A to juz kompletnie nieuzasadnione twierdzenie. Faceci, są po prostu
                    bardziej analityczni i krytyczni, potrafią dostrzec swoje błędy
                    dosyć szybko (inną sprawą jest to, czy potrafią się do nich
                    przyznać), w przeciwieństwie do kobiet, które czasem są zupełnie
                    zdezorientowane i najczęściej długo w ogóle nie dostrzegają swojej
                    roli w rozpadzie związku. Zresztą to często widać na
                    forum: "Dlaczego on odszedł, przecież byłam taką dobrą żoną".

                    Zresztą ten sposób postrzegania pewnych kwestii powoduje powstawanie
                    mitów, że kobieta to odchodzi tylko jak ma do tego powody, a
                    mężczyzna, to "ot tak sobie". No bo skoro kobieta nie widzi powodów
                    dla których mężczyzna odchodzi, to przecież nie pomyśli, że może ich
                    nie dostrzega, tylko zakłada, że ich nie było i mężczyzna
                    odszedł "ot tak sobie". smile
        • sbelatka A co? 27.05.08, 16:55
          Dokopali Stefanowi Batoremu? Czy jest jakaś inna afera. Sorry, ale
          nie mam dostepu do netu i tylko punktowo zaglądam?
      • to.ja.kas Re: A ja nadal twierdzę 27.05.08, 09:48
        Jeśli chodzi o Mazura to często zwraca uwagę Tri o jego język i
        formuowanie sądow....wiec ten zarzut akurat jak kula w płot. Jakby
        wszystkie babki (w tym ja) były tak delikatne i taktowne jak Mazur
        to tu jeno miód i lukier by płynął.

        Jestem kobietą i cenię kobiety bardzo, ale wątek Stefana pokazał w
        bardzo jaskrawy sposób jak inaczej ocenia się to samo zachowanie u
        mężczyzn i u kobiet.
        Po kilkunastu ostatnich zadymach gdzie panie na sztandarach niosły
        odezwy o delikatnosc i nierujnowanie psychiki osób które znajdują
        się na bolesnym zakręcie w zyciu wątek Stefana był jak kpina z
        własnych ideałow.

        W każdym bądź razie po raz kolejny stwierdzam, że Tri nie jest taki
        zły jak się go maluje....ale chociaż szczery smile))))
        • tricolour Szczerość jest wielką wadą... 27.05.08, 17:32
          ... ale też i zaletą. Szczerość ma zdolność szybkiej polaryzacji otoczenia i
          zjednywania przyjaciół z taką samą siłą, jak produkcji wrogów.

          Dobrze mi ze szczerością.

          smile
    • burza4 Re: Relatywizm...? 27.05.08, 12:59
      owszem, to jest pewien relatywizm. Wynikający z różnych doświadczeń,
      obserwacji.

      choćby takich, że widzę dookoła strasznie wielu zdradzających panów,
      i to bynajmniej nie dlatego, że tak straszne mają żony. Ciekawiło
      mnie socjologicznie DLACZEGO niektórzy z nich jedynym tchem mówią
      jakie to mają fajne żony, a drugim - jak to się zabawiają na boku.
      Pytałam wprost - po kiego czorta szukają przygód, skoro swoim żonom
      nie mają nic do zarzucenia, a wręcz je wychwalają. Okaząło się, że
      kreci ich ta adrenalinka, którą daje świeża krew...

      nie mówię, że kobiety są święte. Ale jakoś jak dotąd miałam do
      czynienia tylko z jednym przypadkiem kobiecej zdrady z powodu
      pokrewnego "adrenalince". Jeśli już do niej dochodziło, to w 90%
      było to wynikiem samotności w związku.

      naturalnie, to nie zmienia oceny zdrady jako takiej, która w każdym
      przypadku jest zła. Ale zdecydowanie łatwiej zrozumieć kogoś
      (NIEZALEŻNIE OD PŁCI), kto zdradził, bo chciał wreszcie po latach
      ignorowania poczuć się jak KTOŚ ważny dla drugiej osoby. Znacznie
      trudniej pojąć, że ktoś może być zadowolonym ze swojego życia, a
      zdradzać jedynie dla sportu, i że nie obchodzi go ryzyko rozpadu
      rodziny tak naprawdę bez racjonalnego powodu.

      a co do kwestii winy - KAŻDY powninen zrobić analizę przyczyn, nie
      po to żeby usprawiedliwiać partnera, ale żeby unikać błędów w
      przyszłości. Najłatwiej powiedzieć "bo to zła kobieta była/zły
      facet" - tylko z tego nic nie wynika. Choćby nie wynika dlaczego źle
      się wybrało, dlaczego na coś, co jest istotne dla związku nie
      zwróciło się uwagi. Jesli się tego nie okresli - są duże szanse, że
      takie same błędy popełni się ponownie.
      • mary171 Re: Relatywizm...? 27.05.08, 13:07
        burza4 napisała:

        > a co do kwestii winy - KAŻDY powninen zrobić analizę przyczyn, nie
        > po to żeby usprawiedliwiać partnera, ale żeby unikać błędów w
        > przyszłości. Najłatwiej powiedzieć "bo to zła kobieta była/zły
        > facet" - tylko z tego nic nie wynika. Choćby nie wynika dlaczego
        źle
        > się wybrało, dlaczego na coś, co jest istotne dla związku nie
        > zwróciło się uwagi. Jesli się tego nie okresli - są duże szanse,
        że
        > takie same błędy popełni się ponownie.

        Ja zrobiłam analizę swoich błędów i winy, ale nie wiem czy to mnie
        uchroni od kolejnych błędów. Nieisety.
      • alinawk Re: Relatywizm...? 27.05.08, 14:31
        oooch, burza, jak ty mądrze piszesz...Uchwyciłaś całe sedno sprawy,
        z tą samotnością w związku...Ja jestem 17 lat w takim zwiazku.Nigdy
        nie było "my", zawsze z jego strony było "ja" i "ty". Ja sobie już
        odpuściłam, bo ile można...I tak tkwię w tym, od lat faktycznie
        sama.
        • wojtekp67 Re: Relatywizm...? 27.05.08, 14:56
          Oj... Burza... a skad Ty masz takie dane?
          Czyli faceci zdradzaja bo generalnie szukaja rozrywki, swieżego
          mięska czy jak to zwać a... kobiety bo są samotne w swoich
          zwiazkach.. smile
          Proponowałbym spojrzeć na statystyki badan prowadzonych w tym
          zakresie.
          Przy okazji swojej terapii malzeńskiej , jak rozmawiałem z
          terapeutka, to z jej wieloletnich doswiadczeń wynika, iz coraz
          częsciej kobiety wchodzą w zwiazki pozamałzeńskie, romanse. Jest
          teraz kształtowany, m.in. przez prasę kobiecą, wizerunek kobiety
          wyzwolonej, realizujacej swoje potzreby. Nie oszukujmy sie ale wizja
          kobiety - matki, żony dla której rodzina to podstawowa wartosć ,
          staje sie powoli przeszłoscia. Równouprawnienie smile))
          • akacjax Re: Relatywizm...? 27.05.08, 18:07
            Czytam sobie teraz taką książkę o ewolucji psychologicznej (i nie tylko) kobiet.
            I takie ciekawostki z badań: Monogamia wydawałoby się powinna hamować zdrady mężczyzn, gdyż daje wielką pewność: możliwości kopulacji oraz ojcostwa. A jednak atawistyczne cechy wyłażą i tak (rozsiewanie materiału genetycznego gdzie się da).
            Zaś badania na określonych stadach naczelnych pokazały (i zadziwiły naukowców), że pewien procent potomstwa był ojców, których nawet by się nie spodziewali(niby zamknięte grupy-a tu młode obce). Ocenili, że samice też szukają czegoś lepszego, innego.

            A teraz-gdy od 50 lat oddziela się seks od prokreacji...monogamia może być poważnie zachwiana i również przez kobiety.

            wojtekp67 napisał:
            Nie oszukujmy sie ale wizja
            > kobiety - matki, żony dla której rodzina to podstawowa wartosć ,
            > staje sie powoli przeszłoscia.

            Chyba tak źle nie jest.smile
            A rodzina musi być dla obojga małżonków podstawową wartością by przetrwała.
            Zastanawiam się, czy teraz przeciwnie, kobiety muszą częściej zgadzać się na samotne wychowywanie potomstwa(zakładam, że chęć posiadania potomstwa jest nadal duża u kobiet), bo możliwości na to są, a to ojciec nie jest tak niezbędny do przeżycia dziecka(i matki) jak dawniej i po prostu chętnie z tego korzysta oddalając się.
          • burza4 Re: Relatywizm...? 27.05.08, 20:14
            Wojtek - nie GENERALNIE, a częściej.

            Ja nie rozmawiam z terapeutką, do której - powiedzmy sobie szczerze -
            trafia znikomy procent populacji, i to dość specyficznej (przede
            wszystkim zamożnej, bo godzina np. w Warszawie kosztuje ponad 100
            zł, skoro zamożnej - to i więcej wśród nich "wyzwolonych"). Po
            drugie - skąd się biorą te kobiety u terapeutki? przypadkiem nie są
            przygnane poczuciem winy? jakoś póki małżeństwo się nie wali w
            gruzy, nie widać wielu facetów, którzy chodzą do psychologa po
            poradę w kwestii "kręcą mnie młode laski, jak mam z tym walczyć?"

            Gazety kreują czasem dość oderwany od rzeczywistości obraz. Czytałam
            w TS kiedyś artykuł o inteligentnych, zaradnych dziewczynach, które
            wyrywają w klubach facetów na jedną noc, budzą się rano i nawet nie
            wiedzą z kim się bzykały. Z pewnością bywają takie przypadki, ale
            czy to już jest zjawisko masowe, żeby tak to przestawiać?

            ja te wnioski opieram na rozmowach z osobiście mi znanymi
            zdradzaczami. Baby podobno plotkują - jakoś nie docierają do mnie
            sygnały, żeby mężatki masowo szukały przygód, a mam wiele koleżanek.
            Moze dlatego że mają mniej czasu wolnego, bo jednak to częściej
            facet idzie na siłownię, a kobita po dzieci do przedszkolasmile

            Nie zdołam natomiast pojąć dlaczego kolega, który namawia zonę na
            drugie dziecko (czyli dla mnie oznacza to, że jest to związek na
            tyle solidny, żeby umacniać go kolejnym dzieckiem), sam twierdzi, że
            jest bardzo szczęśliwy w małżeństwie - jednocześnie na każdej
            delegacji ląduje w burdelu. Może ty mi wyjaśnisz, co nim kieruje?
            • tricolour Lądowanie w burdelu... 27.05.08, 20:21
              ... nie koliduje ze szczęściem w małżeństwie - w rozumieniu faceta. Także w moim
              rozumieniu, ale mam na względzie zdanie swojej kobiety więc ograniczam "pomysły".
              • mary171 Re: Lądowanie w burdelu... 27.05.08, 22:59
                tricolour napisał:

                > ... nie koliduje ze szczęściem w małżeństwie - w rozumieniu faceta. Także w moi
                > m
                > rozumieniu, ale mam na względzie zdanie swojej kobiety więc ograniczam "pomysły
                > ".

                I dlatego ja facetów nigdy nie zrozumiem sad
              • manderla Re: Lądowanie w burdelu... 28.05.08, 09:33
                tricolour napisał:

                > ... nie koliduje ze szczęściem w małżeństwie - w rozumieniu
                faceta.

                To o jakim relatywizmie ta dyskusja? Hę?

                Straszne, co powiedziałeś.
                Ciekawam, czy Mazur też tak myśli ..?
                A, Mazur?
                • leptis Lądowanie wojsk... 28.05.08, 09:45
                  Czeka na odpowiedz...od Szejka Al Makthoum'a...
                  spokojnie...to tylko awaria...na laczach...

                  serdecznie pozdrawiam Krakow smile)))
                • to.ja.kas Tri 28.05.08, 09:55
                  Zwerbalizowałeś coś co czułam ale za cholerę nie umiałam tego sobie
                  do końca uzmysłowić tak do końca....az sie zastanawiam czy nie
                  ukraść kolejnego cytatu i nie zmienić sygnaturki smile)))
                • z_mazur Re: Lądowanie w burdelu... 28.05.08, 09:59
                  Ależ tu nie chodzi o relatywizm.

                  Faceci dosyć dobrze potrafią oddzielić sferę seksualną od sfery
                  emocjonalnej. Czyli mogą kochać jedną, a uprawiać seks z inną, bez
                  szkody dla swoich emocji.
                  W takiej sytuacji pozostaje kwestia pewnych zasad. Czyli facet może
                  się powstrzymywać od uprawiania seksu z innymi kobietami, poza tą
                  którą kocha ze względu na JEJ, a nie swoje własne uczucia.

                  A oburzanie się na to przez kobiety pachnie trochę hipokryzją. smile))

                  Znam wiele kobiet, które miały w życiu epizod taki, że kochały
                  innego, a były z innym (z różnych przesłanek).

                  Zresztą może to zabrzmi brutalnie, ale łatwiej zaciągnąć do łóżka
                  znudzoną i sfrustowaną małżeństwem mężatkę, niż samotną kobietę.
                  Oczywiście można by się tu doszukiwać, że ona nie kocha męża..., ale
                  w takim razie dlaczego z nim jest...?
                • tricolour Nie ma żadnego reletywizmu... 28.05.08, 18:13
                  ... w fakcie, że mi się niektóre dziwki podobają, chcialbym je
                  zaliczyć, ale do łóżka z nimi nie chodzę.

                  Tak samo nie ma relatywizmu w tym, że mi się chce srać gdy idę po
                  ulicy, ale cierpliwie noszę aż donoszę do kibla.

                  Mówiąc inaczej: nie jest ważne gdzie się głodnieje - ważne, by jadać
                  w domu. To jest świadoma decyzja wynikająca z rozpoznania swoich
                  żądz, wad, instynktów...
                  • manderla Re: Nie ma żadnego reletywizmu... 29.05.08, 07:54
                    tricolour napisał:

                    > Tak samo nie ma relatywizmu w tym, że mi się chce srać gdy idę po
                    > ulicy, ale cierpliwie noszę aż donoszę do kibla.


                    Noooo, przykład zdecydowanie niefortunny na relatywizm lub jego
                    brak big_grinDD. Jak się zdenerwujesz, to zwieracze mogą puścić i ....nie
                    doniesiesz wink


                    > Mówiąc inaczej: nie jest ważne gdzie się głodnieje - ważne, by
                    jadać w domu. To jest świadoma decyzja wynikająca z rozpoznania
                    swoich żądz, wad, instynktów...

                    - A to akurat ładnie powiedziałeś. wink


              • drugiezycie Re: Lądowanie w burdelu... 28.05.08, 09:54
                I tym stwierdzeniem podsumowałeś wątek o relatywizmie.
                Co było do udowodnienia...
                • manderla Brawo, drugiezycie :) 28.05.08, 10:33
                  drugiezycie napisała:

                  > I tym stwierdzeniem podsumowałeś wątek o relatywizmie.
                  > Co było do udowodnienia...

                  big_grinDD
                • z_mazur Re: Lądowanie w burdelu... 28.05.08, 10:36
                  Ale nie rozumiem co to ma wspólnego z relatywizmem?

                  Tri po prostu stwierdził pewien fakt, że faceci potrafią lądować w
                  burdelu i nie wpływa to na ICH poczucie szczęścia małżeńskiego.

                  Relatywizm, to zmiana naszego stanowiska w jakiejś sprawie w
                  zależności od okoliczności.
                  • manderla Re: Lądowanie w burdelu... 28.05.08, 10:43
                    z_mazur napisał:

                    >
                    > Relatywizm, to zmiana naszego stanowiska w jakiejś sprawie w
                    > zależności od okoliczności.

                    Otóż to. I jeszcze tylko dodam, w zaleznosci, po której stronie się
                    znajduje osobnik. Tj. zależy, czy jest się facetem, czy kobietą. wink

                    Oj, zapętliłeś się Mazur w tych swoich wywodach. Zapętliłeś.
                    Dawno sie juz tak nie uśmiałam.
                    smile
                    >
                    • to.ja.kas Re: Lądowanie w burdelu... 28.05.08, 10:52
                      A wyjasnisz w czym się zapętlił bo nie do konca rozumiem....a
                      chetnie sie posmieję smile)))
                    • z_mazur Re: Lądowanie w burdelu... 28.05.08, 11:10
                      No, właśnie, że tak podtrzymam pytanie Kasi. W czym się tak
                      zapętliłem?

                      Potwierdziłem pewien fakt o którym napisał Tri, nie oceniałem go w
                      ogóle, a już tym bardziej nie oceniałem go w różnych sytuacjach.
                  • manderla Re: Lądowanie w burdelu... 28.05.08, 14:16
                    z_mazur napisał:

                    > Ale nie rozumiem co to ma wspólnego z relatywizmem?
                    >

                    „Faceci dosyć dobrze potrafią oddzielić sferę seksualną od sfery
                    emocjonalnej. Czyli mogą kochać jedną, a uprawiać seks z inną, bez
                    szkody dla swoich emocji.
                    W takiej sytuacji pozostaje kwestia pewnych zasad. Czyli facet może
                    się powstrzymywać od uprawiania seksu z innymi kobietami, poza tą
                    którą kocha ze względu na JEJ, a nie swoje własne uczucia.”

                    - cóż za wspaniałomyślność! Ze względu nawet nie na SWOJE zasady
                    (?!), tylko ze względu na jej uczucia(!).
                    Zasady się albo ma, albo nie ma. „Ze względu” nie ma tu nic do
                    rzeczy. Nie można mieć zasad ze względu na coś czy kogoś. A jeżeli
                    tak się dzieje, to, moim zdaniem, własnie to jest relatywizm.

                    A oburzanie się na to przez kobiety pachnie trochę hipokryzją. smile))

                    - oburzanie się na co? Na „oddzielenie” sfer u faceta? Czy na
                    zasady „ze względu”..?
                    • to.ja.kas Re: Lądowanie w burdelu... 28.05.08, 14:46
                      Jesli w związku jest taka zasada niekrzywdzenia partnera. Piekna
                      zasada która już wyartykuowano w Ewangelii " a cokolwiek
                      chcielibyście by Wam czyniono tak czyńcie i wy"....w okrojonym
                      zakresie brzmi ona "nie rób drugiemu co Tobie nie miłe"
                      dodałabym :nawet jak masz na to cholerna ochotę i zwłaszcza jesli
                      tego innego kochasz....gdzie tu relatywizm?

                      Zreszta zgodzę się z jednym kobiety też potrafią oddzielić sfere
                      seksualna od uczucia...ja np. potrafie, co nie oznacza ze zdradzam
                      Mojego...nawet jak sie upije i mam ochotę to tego nie zrobie, bo Go
                      kocham i za cholerę nie chcę skrzywdzić.

                      Cós nie rozumiem w jaki sposób się tu Mazur pogrążył.
                    • z_mazur Re: Lądowanie w burdelu... 28.05.08, 14:57
                      > - cóż za wspaniałomyślność! Ze względu nawet nie na SWOJE zasady
                      > (?!), tylko ze względu na jej uczucia(!).
                      > Zasady się albo ma, albo nie ma. „Ze względu” nie ma tu nic do
                      > rzeczy. Nie można mieć zasad ze względu na coś czy kogoś. A jeżeli
                      > tak się dzieje, to, moim zdaniem, własnie to jest relatywizm.

                      Ależ przecież ja napisałem, że to jest kwestia zasad. Zasadą jest w
                      tym przypadku: "nie sypiam z innymi kobietami jak jestem z kimś, ze
                      względu na uczucia tego kogoś". Czy to takie skomplikowane? Wiele
                      rzeczy robimy dla kogoś bliskiego ze względu na tego kogoś, a nie
                      nas.

                      Co w tym jest relatywistycznego?

                      > - oburzanie się na co? Na „oddzielenie” sfer u faceta? Czy na
                      > zasady „ze względu”..?

                      Oburzanie się na taką możliwość oddzielania sfer u faceta. O to, że
                      facet MÓGŁBY pójść do burdelu i być nadal szczęśliwym mężem.
                    • leptis troszkę personalizacji...w relatywizacji.. 28.05.08, 15:12
                      ...i od razu będzie lepiej...bo to pewnie nie są poglądy
                      Mazura...tylko jego styl narracji...

                      Mazurek rzadko uzywa zwrotu JA..JA uwazam to...ja uwazam
                      tamto...albo po prostu NIE WIEM...

                      A chcialbym wyrazistego ideowo moderatora...a nie takiego...
                      co się w buduarze..trochę pląsą..ze inni.."tamto..sramto i owamto"...

                      ale co tak naprawdę Mazur o burdelu mysli...i o wypowiedzi
                      Jarkoniego - NIE WIEM...a to chyba wazne wiedzieć...co On myśli o
                      tych ważnych Instytucjach...jak ma isc w moderatory...

                      gdyby nie to, bym się tak Jego nie pytał, bo po co mi to wiedzieć...
                  • nangaparbat3 Re: Lądowanie w burdelu... 28.05.08, 23:52
                    > Relatywizm, to zmiana naszego stanowiska w jakiejś sprawie w
                    > zależności od okoliczności.
                    >

                    A ja myslałam, ze to zmiana oceny w zaleznosci od kontekstu. Nie mojego, tylko
                    tego, co jest przedmiotem mojej oceny.
              • alinawk Re: Lądowanie w burdelu... 28.05.08, 10:19
                tricolour napisał:

                > ... nie koliduje ze szczęściem w małżeństwie - w rozumieniu faceta.
                >

                Oczywiście jesli to pani ląduje w burdelu i korzysta z usług płatnej
                męskiej prostytutki (podobno są tacy) to też to nie koliduje ze
                szczęściem w małżeństwie.
                • to.ja.kas Re: Lądowanie w burdelu... 28.05.08, 10:51
                  Dla wielu pań nie koliduje tak jak i u panów....i swietnie radza
                  sobie z takim funkcjonowaniem, nie burzy im to swiata
                  małzeńskiego....chyba ze mąż się dowie smile)))

                  Tri poza tym ze napisał iż lądowanie w burdelu nie przeszkadza w
                  byciu szczesliwym małżonkiem napisał COS ZNACZNIE WAZNIEJSZEGO ...ze
                  nie robi tego ZE WZGLEDU NA PARTNERKĘ...ja tu widziałam
                  najsilniejszy akcent.

                  Są mężczyzni którzy opłakują własną zdrade i burzy im to spokój
                  (ostatnio opisywana na forum taka sytuacja), sa tacy co zupełnie nie
                  przeszkadza im to w kochaniu zony i tacy którym by to nie
                  przeszkadzało, ALE KOCHAJA ZONĘ I BIORĄ JEJ UCZUCIA POD UWAGĘ....oby
                  tych było najwiecej.
                  Chciałam dodac, że powyzsze tyczy sie również kobiet.
                  • alinawk Re: Lądowanie w burdelu... 28.05.08, 14:53
                    > Tri poza tym ze napisał iż lądowanie w burdelu nie przeszkadza w
                    > byciu szczesliwym małżonkiem napisał COS ZNACZNIE
                    WAZNIEJSZEGO ...ze
                    > nie robi tego ZE WZGLEDU NA PARTNERKĘ...ja tu widziałam
                    > najsilniejszy akcent.

                    Czyli że co, gdyby partnerka nie widziała w tym nic złego, to by
                    oboje sobie mogli swobodnie lądować w burdelu i byliby bardzo
                    szczęśliwi? Co za wizja szczęśliwego małżeństwa, ja cię kręcę...
                    A gdyby się tak oboje jeszcze pozarażali wzajemnie HIV-em no to juz
                    by była pełnia szczęścia tongue_out.
                    • to.ja.kas Re: Lądowanie w burdelu... 28.05.08, 14:56
                      Kochana sa pary które uprawiają seks grupowy, sa takie które
                      decydują się na wymianę partnerów i wszyscy w tym układzie sa
                      szczesliwi......ale nie mi oceniac czy sa lepszymi czy gorszymi
                      małzonkami niz mój monogamiczny związek....jesli oboje partnerzy
                      decyduja sie ze interesuja ich takie rzeczy bądź sado-maso to mi nic
                      do tego....mozna oczywiscie deliberowac czy to etyczne, ale nie na
                      ten temat jest ten watek tylko traktowania obu płci tak samo.
            • to.ja.kas Re: Relatywizm...? 28.05.08, 11:05
              To sie kochani przerzucacie badaniami.
              Własnie okazało się, że pięknie zaliczyłam egzaminy z socjologii
              rodziny.

              Nie mam przy sobie notatek, ale: wg badań chyba z roku 2004 (o ile
              dobrze pamietam) w badaniach wykazało, że w całej puli zdradzających
              liczba kobiet i mężczyzn była praktycznie taka sama (ok. 10%
              rożnica).

              Nie róbmy z kobiet takich swietych. Pracuję z kobietami i tez na
              porzadku dziennym tak jak u facetów rozmawiają o swoich kochankach
              (jedna znajoma ma romans który trwa juz 20 lat!!!!)...wiem, wiem
              specyficzne środowisko...ale moje koleżanki z mniejszego miasta z
              którego pochodzę też mają na sumieniu romanse (czasem
              niejeden)....moje doswiadczenia i fakty jakie poznałam na studiach
              mówia jedno...udział kobiet i mezczyzn w zdradach jest mniej więcej
              taki sam....kobiety moze mniej sie tym chwalą? (przyzwolenie
              społeczne na zdrady mężczyzn ciagle jest wieksze)...żadne z nas
              skrzywdzone anioły a z facetów barbarzyńcy w tym zakresie.

              Ale by dokopać facetom moge powiedziec, ze zdecydowanie wiekszy
              udział mają w znecaniu sie fizycznym nad rodziną.Ale ze zdrada to
              jak kula w płot...pobozne zyczenia niestety.
              • to.ja.kas Niemiarodajne ale jednak... 28.05.08, 11:12
                ....badanie
                Ilu mamy mężczyzn na forum? Mało, ale jacys są...
                A więc z tego co wiem inni panowie pojawili się w zyciu żon: Misia,
                Dera, Wojtka, Arona, Mazura, Stefana, Dzimi (jak kogoś ominęłam,
                może się przyzna)...jaki to procent panów tu piszących?

                Teraz policzmy ilość pań które zdradzone zostały (zdradzone a nie ze
                facet po rozwodzie szybko znalazł sobie neksie) i wyjdzie pewnie
                podobnie.

                Bardzo nieprofesjonalne badanie, ale może jakiś wniosek da się
                wysnuć? Proszę nie donosic moim profesorom, ze wpadłam na taki
                pomysł bo mnie obleja z metod i technik badań smile)))))
                • stefanbatory45 Re: Niemiarodajne ale jednak... 29.05.08, 11:59
                  Tak jak piszecie - wszystko zależy od jednostek.
                  Moja żona idzie w ramiona innego. Kilka lat temu też podejrzewałem
                  ją o romans.
                  Ja przez ponad 10 lat nie dotknąłem żadnej innej kobiety.
                  Po pierwsze dlatego że wiedziałęm że ją to zrani.
                  Dopiero po drugie, że ja najprawdopodobniej źle się z tym bedę czuł.

                  Często faceci w mojej sytuacji myślą/mówią - a kur... mogłem rwać na
                  prawo i lewo.
                  Co by mi dały kochanki w dzisiejszej sytuacji? Może łatwiej bym
                  pogodził się z tym co się dzieje.
                  Ale cieszę się że w tej materii jestem "czysty".

                  Hm...
              • z_mazur Re: Relatywizm...? 28.05.08, 11:13
                Pewnie większość pań się po Twoim wywodzie poczuje przez moment tak,
                jak mnie się zdarza często czuć po tekście, że faceci to zdradzają
                bo lubią i tyle. I tłumacz się tu, że nie jesteś wielbłądem.
                • to.ja.kas za pozwoleniem autora z zamkniętego forum 28.05.08, 11:20
                  Drogie Panie Żony!
                  Pytacie nas mężczyzn dlaczego zdradzamy, to jest pytanie skierowane
                  chyba
                  bardziej do Was samych. Dlaczego z czasem zatracacie to co w Was nas
                  urzekło,
                  dlaczego mrozicie nas swą obojętnością, częstując goryczą, złością.
                  Nie dziwcie
                  się że po dłuższym lub krótszym okresie znajdujemy swe szczęście.
                  Kochanki dają
                  nam to co kiedyś Wy nam dawałyście, potrzebę kochania kogoś, i
                  przede wszystkim
                  potrzebę dla nas najważniejszą, potrzebę czucia że się jest
                  kochanym.
                  To Wasza obojętność złość zgorzknienie popchnęło nas ku kobietom
                  które są dla
                  nas lekiem na całe zło życia.
                  Nie znam człowieka który mógłby żyć bez miłości.
                  Mnie samemu wydawało się że to już wszystko za mną, że w życiu mnie
                  nic dobrego
                  już nie czeka, że mam same obowiązki i że tak już musi być do końca.
                  Z powodu
                  arktycznego zimna domowego kostniałem coraz bardziej godząc się na
                  taki stan
                  czekając ostatnich oznak hipotermii. Owszem spotykałem się z wieloma
                  kobietami
                  dla przelotnego sexu, który w sumie nie cieszył, dawał tylko luz
                  fizjologiczny,
                  psychicznie było coraz gorzej
                  Wtedy zjawiła się Ona, była dla mnie odkryciem oazą życiem, to
                  dzięki niej dziś
                  jestem w stanie zmierzyć się ze wszelkimi przeciwnościami życia,
                  które w
                  ostatnim czasie sporo mi się skomplikowało. Znowu czuję się młody,
                  kochany,
                  komuś potrzebny, wróciłem do życia.
                  Tak Panie żony dzięki swej kochance nie popełniłem samobójstwa, choć
                  byłem tego
                  coraz bliższy, dziś widzę że jest gdzieś inny świat, nie tylko świat
                  obowiązków
                  powinności, jest też świat miłości, tej wspaniałej wolnej szalonej.
                  Kocham moją
                  kochankę, zapewniając jednocześnie rodzinie stabilność i oparcie
                  finansowe.
                  Zajmując się dziećmi...
                  Czytam wiele postów głównie od żon które są oburzone na kochanki
                  traktując je
                  słowami......
                  Szanowne Panie żony same w większości jesteście sobie winne, nie
                  traktujcie
                  naszych kochanek jak dziwek, dziwki to zupełnie inna kategoria
                  kobiet....
                  Szanujcie nasze kochanki w stopniu w jakim Wasz rozum na to pozwala,
                  to One nie
                  Wy dają nam życiową energię, dzięki nim jesteśmy szczęśliwi i możemy
                  dalej
                  egzystować również dla dobra naszych dzieci.
                  Pomyśl o tym Żono jedna z drugą, dziś wieczorem zanim zrobisz mężowi
                  kolejną
                  awanturę cholera wie o co, lub udasz migrenę, by się do Ciebie nie
                  zbliżył, lub
                  co jest najgorsze potraktujesz go chłodną ciszą.
                  On tę ciszę kiedyś zamieni na miłosny szept osoby, która stanie mu
                  się
                  najdroższą na świecie.
                  Będzie znów szczęśliwy.....


                  Ten post pamietam ze utkwił mi w pamięci na długo....
                  • to.ja.kas Re: za pozwoleniem autora z zamkniętego forum 28.05.08, 11:25
                    I sporo takich postów i słów jak powyższe słyszałam.
                    Autora tego postu miałam okazję poznać. Jego ukochana też. Fajna z
                    nich para. Facet niesamowicie wrażliwy i ciepły...takie skrzyzowanie
                    Mazura z Misiem i Scri.
                    Są ze soba juz chyba z 5 lat.
                    Oczywiście,że sa skoki w bok dla seksu, ale mężczyzni zdradzają
                    róniez z takich powodów jak te opisane w poście powyżej...jak te o
                    jakich mówi żona Stefana????
                    Jak widac facet nie zawsze goni do kochanki tylko po to by mieć
                    radoche z seksu...czasem dlatego, ze w domu nie ma ciepła.Znam
                    jeszcze jednego takiego faceta...jestem z nim kilka lat. Z tego co
                    mówi i obserwuję nastąpil taki sam mechanizm...zdrada bo w domu
                    komora do krioterapii...tylko na dłuzej do niej z zoną weszli i sie
                    zmrozili na amen.
                    Oczywiscie tak jak w watku Stefana mam nadzieje, ze Panie nie
                    obrzuca autora zacytowanego postu błotem tylko dlatego ze facet a
                    zrozumieja jego pobudki tak dobrze jak pobudki zony Stefana.

                    Po raz kolejny powiem cos co powtarzam do znudzenia...stereotypy i
                    generalizowanie sa do dupy.
                  • magd.a Relatywizm 2 28.05.08, 11:29
                    Większość tych którzy sami zdradzali lub tkwią w zdradzie i czerpią z niej
                    korzyści w tym momencie (mają za partnera cudzego męża/żonę) będą pokazywać
                    dowody, że to normalne i że inne/i tez tak robią i to wina tamtych obcych żon i
                    mężów.
                    Taki sposób na uwolnienie podświadomości od swojej zdrady.

                    • to.ja.kas Re: Relatywizm 2 28.05.08, 11:31
                      Magda to nie o tym rozmowa...rozmowa o tym czy męzczyzni zdradzają z
                      takich samych pobudek jak kobiety...ja uwazam, ze tak.
                      I tak samo jak kobiety, tak samo mezczyzn boli zdrada partnera.
                  • z_mazur Re: za pozwoleniem autora z zamkniętego forum 28.05.08, 11:29
                    Eeeee tam Kasiu i uważasz, że to są powody usprawiedliwiające
                    zdradę....? Takie błahostki, jak chłód i wzajemne oddalenie się?

                    Przecież to nic w porównaniu z życiem żony Stefana, która musiała
                    znosić obcowanie z facetem, który był aż tak okrutny, że wymagał
                    dużo od siebie i od innych.

                    Jak możesz w ogóle stawiać to na równi? smile)))

                    Kobiety ZAWSZE jak zdradzają to mają do tego uzasadnione powody, a
                    faceci jakieś takie pierdoły, jak zimna i nieprzychylna żona. smile)))
                    • magd.a Relatywizm 3 28.05.08, 11:34
                      Nie doczytałam powyżej czy tamten mężczyzna na tyle kochanką kocha żeby z nią
                      żyć na co dzień. Bardzo wygodnie jest mieć żonę od pilnowania domu i kochankę od
                      amorów. Na resztę życia. I to wszystko nie jego wina... smile
                      • to.ja.kas Re: Relatywizm 3 28.05.08, 11:39
                        Od roku zyje z nia na codzień....miał potworne problemy bo żona
                        uniemozliwiła mu kontakty z dziecmi i właściwie do dzisiaj w tym
                        zakresie nie jest dobrze...mimo, ze z dziecmi i chce sie widywac,
                        bardzo je kocha i dba o nie.

                        A czy to tylko wina tego faceta? A tylko wina Stefana, że żona
                        znalazła sobie kochanka?
                        Pewnie tak samo sie czuł w swoim małżeństwie jak ona...czyli marnie.
                    • ewamalgorzata56 Re: za pozwoleniem autora z zamkniętego forum 29.05.08, 13:44
                      postanowiłam i ja zabrać głos - zdrada jest zawsze OHYDNA i nie ma
                      dla niej żadnego usprawiedliwienia! Nie ma żadnego znaczenia, czy
                      zdradza kobieta, czy mężczyzna! Jeśli komuś jest w związku źle,
                      niech ma odwagę postawić sprawę jasno i odejść, a nie robić z tego
                      usprawiedliwienie dla swoich zdrad, przerzucając w ten sposób winę
                      za własne postępowanie na męża, czy żonę. Tak postępują tchórze!
                  • marek_gazeta Re: za pozwoleniem autora z zamkniętego forum 28.05.08, 14:54
                    ...a że przy okazji kochanka jest młodsza od zimnej żony o te 10 lat, no cóż, tak się życie układa...
                    • to.ja.kas Re: za pozwoleniem autora z zamkniętego forum 28.05.08, 14:57
                      Nie, sa w takim samym wieku smile)))
                      Co ciekawe ja tez jestem w wieku eksi mojego M.
                      smile)))
                      Znów stereotyp smile)))
    • marek_gazeta Nie: realizm 28.05.08, 14:57
      Facet odchodzi: (On) zdrajca, dziwkarz, tchórz, sk..syn.
      Kobieta odchodzi: (On) despota, pracocholik, sadysta, impotent.

      Trzeba fakty wziąć na klatę.
      • aron95 Re: Nie: realizm 28.05.08, 15:46
        klata klacie nie równa

        bo gdzie miekka klata to wszystko nagiąć można
      • akacjax Re: Nie: realizm 28.05.08, 16:54
        marek_gazeta napisał:

        > Facet odchodzi: (On) zdrajca, dziwkarz, tchórz, sk..syn.
        > Kobieta odchodzi: (On) despota, pracocholik, sadysta, impotent.

        Z tego wynika, że zawsze winny jest facet nieutrzymania związku. Tylko raz skutkiem jest jego odejście, raz jej(niewytrzymaniewink.

        Ale Z_mazur pisał to niby wg oceny kobiet, czyż nie?
        A jaka jest ocena mężczyzn-bardziej stonowana? Chyba, że czasem Tri się wyrwie i napisze jednemu z drugim-zawaliłes chłopie..czy jakos podobniewink
        Mniej mężczyzn na forum, a takiego, co zdradził żonę i oficjalnie z tego powodu! rozstał się z nią...poza pewnym, niezbyt do końca jawnym wyjątkiem nie widać, nie widać.
        I z tego powodu lepiej unikać analizowania kto, co, jak...lepiej skupić się na indywidualnych sytuacjach, niż szukać uogólnień.
        • lucynkkaa Re: Nie: realizm 28.05.08, 19:13
          marek_gazeta napisał:

          > Facet odchodzi: (On) zdrajca, dziwkarz, tchórz, sk..syn.
          > Kobieta odchodzi: (On) despota, pracocholik, sadysta, impotent.

          Z tego wynika, że zawsze winny jest facet nieutrzymania związku.
          Tylko raz skutkiem jest jego odejście, raz jej(niewytrzymaniewink.


          Akacjo, mysle ze Marek napisal to przekornie.
          • pucioipucio Nadinterpretacje :DDD 28.05.08, 19:40
            lucynkkaa napisała:

            > marek_gazeta napisał:
            >
            > > Facet odchodzi: (On) zdrajca, dziwkarz, tchórz, sk..syn.
            > > Kobieta odchodzi: (On) despota, pracocholik, sadysta, impotent.
            >
            > Z tego wynika, że zawsze winny jest facet nieutrzymania związku.
            > Tylko raz skutkiem jest jego odejście, raz jej(niewytrzymaniewink.


            Z tego nic nie wynika big_grinDDD
            Bo zdrajca, dziwkarz, tchórz, sk..syn, despota, pracoholik, sadysta oraz
            impotent mogą mieć nie mniej beznadziejne żony o podobnych lub przeciwstawnie
            skrajnie złych cechach!!
            Stwierdzenie >ten facet to tchórz i dziwkarz< nie implikuje >jego żona to
            wspaniała kobieta<
            a niektorym się chyba tak wydaje i o to są najbardziej urażeni big_grinDD

            Może pora skończyć z wypowiadaniem się i interpretowaniem za kogoś jego słów a
            jedynie starać się sensownie bronić własnego zdania w tym zakresie w jakimś się
            coś twierdzi? tongue_out
            Wtedy o wiele mniej zauważy się relatywizmu u kogoś a conieco więcej u siebie big_grinDDD
            • tricolour Toż ja to robię od czterech lat na forum... 28.05.08, 21:18
              ... a nawet dłużej.

              Bronię własnego zdania.
              • pucioipucio Re: Toż ja to robię od czterech lat na forum... 28.05.08, 21:27
                A jak bronisz? big_grinDD
                Mój sąsiad tak intensywnie bronił swojego zdania w dyskusji z żoną, że wyjątkowe
                bogactwo epitetów cała kamienica wysłuchiwać musiała przez tydzień zza ich
                drzwi. big_grinDDD
                • tricolour Bronię tym, co wyjątkowo denerwuje... 28.05.08, 21:29
                  ... czyli stanowczością przekazu.

                  smile
                  • pucioipucio Re: Bronię tym, co wyjątkowo denerwuje... 28.05.08, 21:46
                    Nieprawda! big_grinD
                    Wyjątkowo denerwuje upieranie się kogoś przy zdaniu, którego on nie potrafi
                    przekazać w sposób czytelny dla odbiorcy. Czyli wina w kumulacji zdenerwowania
                    jest obustronna!tongue_outP

                    • nicol.lublin jeśli już o burdele chodzi... 28.05.08, 22:45
                      to relatywizm jest wtedy gdy uważam, że jak ja bzykam w burdelu to
                      jest fajnie i bez szkody dla związku, a jak mój mąż/żona sobie
                      pobzyka, to szkoda dla związku jest.

                      tylko taki widzę relatywizm w tej sytuacji.

                      p.s. a mnie wciąż dziwi jak ktoś może mieć w ogóle ochotę na
                      bzykanie kogoś innego niż ukochana osoba. chyba jestem nienormalna
                      (wg "cosmo" na pewno tongue_out)
                  • nangaparbat3 Re: Bronię tym, co wyjątkowo denerwuje... 28.05.08, 23:57
                    tricolour napisał:

                    > ... czyli stanowczością przekazu.
                    >
                    > smile

                    Na przykład porównujac sex z żoną do srania we własnym kiblu.
                    Budujace.
                    • tricolour O żonie nie było mowy... 29.05.08, 00:13
                      ... po raz kolejny nie czytasz tylko wymyślasz.

                      To nie jest budujące.
                      • nangaparbat3 Re: O żonie nie było mowy... 29.05.08, 00:33
                        tricolour napisał:

                        > ... po raz kolejny nie czytasz tylko wymyślasz.
                        >
                        > To nie jest budujące.
                        Nie wymyslam. Jak facet w kołko deklaruje wiare, to przez seks w domu rozumiem
                        seks z zoną.
                        • tricolour O seksie też nie było mowy... 29.05.08, 07:27
                          ... nawet nie padło takie słowo ani inne kojarzące się z taką czynnością.

                          Oblizywanie się na widok dziwki nie jest seksem. Noszenie kupki także nie jest.
                          Ogólny pomysł, że można głodnieć poza domem, a jadać w domu - także związku z
                          seksem nie ma.

                          "Jak facet w kołko deklaruje wiare, to przez seks w domu rozumiem seks z zoną" -
                          może nie należy tyle rozumować, a więcej czytać.
                    • pucioipucio Re: Bronię tym, co wyjątkowo denerwuje... 29.05.08, 09:01
                      Hehehe,
                      nie stanowczość w przekazie denerwuje najbardziej tylko sposób lub fatalny
                      język tego przekazu, czyli dodatkowe treści które ten przekaz niesie ze sobą,
                      wybitnie szkodzące porozumieniu między rozmówcami.
                      Tak jak w podstawówce dostawałam treść na 5 ale obniżona nota za pismo(bazgrałam).
                      Często przekazujący nie jest świadomy, że ilość dodatkowego przekazu całkiem
                      zakrywa przekaz główny i jest nie do strawienia przez czytającego. (słowa
                      główny - nie mylić z gównem ani sraniem) big_grinDDDDDD
                • pucioipucio Re: Toż ja to robię od czterech lat na forum... 28.05.08, 21:30
                  I ja nie wiem czy to się mieściło w granicach obrony koniecznej czy ataku.
                  big_grinDDD Bo jak przyjechał do mnie dostawca pizzy i te wrzaski słyszał zza
                  drugich drzwi to patrzył na mnie z wyraźnym współczuciem.tongue_outP
            • lucynkkaa Re: Nadinterpretacje :DDD 29.05.08, 11:35
              pucioipucio napisała:

              > Może pora skończyć z wypowiadaniem się i interpretowaniem za kogoś
              jego słów a
              > jedynie starać się sensownie bronić własnego zdania w tym zakresie
              w jakimś się
              > coś twierdzi? tongue_out

              Ja nic nie twierdze w zakresie RELATYWIZMU publicznie, swoje zdanie
              zachowam dla siebie, a to byl moj pierwszy wpis w watku, ten bedzie
              ostatnimsmile)))))
              • pucioipucio Re: Nadinterpretacje :DDD 29.05.08, 11:43
                Ja też sobie tylko tak luźno dywaguję big_grinDD
                Czymu nie chcesz tu już pisać? fajnie jest! big_grinDD
    • pucioipucio Re: Relatywizm...podsumowanie prowokacyjne 29.05.08, 09:15
      Kobiety, jeśli facet prosi o rady, to głaskajmy go i mówmy jak nam go żal bo na
      pewno miękki jest i potrzebuje żeby wyrażać mu współczucie.

      A jak już jakiegoś faceta mamy w domu to bądźmy mu wdzięczne, że nie chodzi do
      burdelu bo wielkim wysiłkiem powstrzymuje tak swoją naturę, i robi to wyłącznie
      dla nas więc dobrze żeby każda zdawała sobie sprawę z jego bohaterskiej postawy.

      big_grinDDD


      Może panowie też coś podsumują? big_grinDD
      Na razie wypowiedź Marka najbardziej mi się podobała, zostaję fanką! tongue_outPPP
      • z_mazur Re: Relatywizm...podsumowanie prowokacyjne 29.05.08, 09:33
        Jeśli po prawie dwustu postach dyskusji, nie dostrzegasz, że problem
        nie jest w braku głaskania po główce, tylko w zbyt ochoczym
        negatywnym ocenianiu i dowalaniu nowemu uczestnikowi forum poprzez
        teksty "rozumiem Twoją(jego) żonę (męża)", to ja się poddaję.

        A wypowiedź Marka rzeczywiście jest bardzo celna.
        • pucioipucio Re: Relatywizm...podsumowanie prowokacyjne 29.05.08, 09:54
          A Ty nie potrafisz zrozumieć, że kobiety lepiej potrafią wczuć się w sytuację
          kobiety, a mężczyźni w sytuację mężczyzn?

          Bo apelujesz w pierwszym poście >kobiety traktujcie tu mężczyzn tak samo jak
          traktujecie inne kobiety<
          a z drugiej za chwilę pojawi się >bo gdzieś czytałem statystyki, że mężczyźni i
          kobiety różnią się w podejściu do tego tego tego tego i to to to to jest inaczej
          odbierane przez kobiety a inaczej przez mężczyzn i w takiej takiej takiej
          sytuacji zachowaja się inaczej<

          To się zdecyduj big_grinDDDD

          Napisałam na wstępie - przyprowadź tu więcej facetów to zobaczysz jak będą
          jeździć po >kobietach podobnych do mojej exżony<

          A choćby Twoja wypowiedz którą komentuję . spójrz na pierwszy i drugi akapit,
          ile w nim dysonansu zawarłeś big_grinDDDD
          Bo z jednej strony chcesz być ponad płcią a z drugiej zwyczajnie nie potrafisz.
          big_grinD I ten fakt pora wziąć na swoją klatę a nie wytykać innym big_grinDD.
          • z_mazur Re: Relatywizm...podsumowanie prowokacyjne 29.05.08, 11:25
            A Twoje argumetny przypominają dawne "a u was biją murzynów", czyli
            nieważne że zachowanie jest złe, ważne że "wy byście się zachowywali
            jeszcze gorzej". Dodałbym tutaj uśmiech, ale w zasadzie to nie jest
            śmieszne.

            Z taką postawą ciężko dyskutować.

            A może konkretnie, gdzie nie potrafię się wznieść ponad płcią?

            Nie mam sobie w tym względzie nic do zarzucenia, bo nigdy nie
            zaatakowałem jakiejś nowej foremki stwierdzeniami typu: "z Ciebie to
            musiała być beznadziejna (a co najmniej kiepska) żona, skoro facet
            chce od Ciebie odejść i doskonale go rozumiem".

            Oczywiście zgadzam się, że podejście do pewnych spraw jest inne u
            kobiet i u facetów i o całej tej sytuacji piszę z punktu widzenia
            faceta, co wiele razy w tej dyskusji podkreślałem i nie próbowałem
            się wznieść ponad swoją płeć. Dlatego pisałem między innymi, że
            facet nie potrzebuje głaskania po główce, ale brak głaskania nie
            jest tożsamy z dowalaniem i to przez całą tą dyskusję starałem się
            m.in. Tobie uświadomić.
            • akacjax Re: Relatywizm...podsumowanie prowokacyjne 29.05.08, 11:50
              Czy można wyłączyć swoje emocje pisząc na forum? Czy nie obniżyłoby to prawdziwości forum? Czy byłoby o czym dyskutować, gdybyśmy jednakowe mieli zdanie?
              Każdy z nas ma inny poziom minimum przyzwoitego zachowania. Pewnie zmienia się to i tak w zależności od naszego nastroju.To nie jest forum o kosiarkach(tak rzucam, bo warczą, nie że mogę komuś dowalić), ale o ludzkim życiu, o ludzkich emocjach.

              Generalnie tu i tak ilość kłotni i obrażania, jak na brak moderacji jest niewielki. Czasem trzeba kogoś pogłaskać, a czasem trzeba mu dowalić, by się otrząsnął.
              Nie wiem, czy mężczyźni tak bardzo chcieliby publicznego głaskania-to mogłoby w oczach innych czynić ich mięczakami. Kobiety zdecydowanie potrzebują głaskania-bo takie relacje są im bliższe.
              • pucioipucio Re: Relatywizm...podsumowanie prowokacyjne 29.05.08, 12:10
                Właśnie big_grinD
                Wiele osób opowiada tu o SOBIE, nawet udzielając rad KOMUś.
                I mnie się podoba, że nie jestesmy schematyczni i że jesteśmy na różnych etapach
                doświadczeń, z czego wynikają różne reakcje.
                • to.ja.kas Re: Relatywizm...podsumowanie prowokacyjne 29.05.08, 12:11
                  i chwała Ci za to, bo wielu osobom fakt iż inni sa na innym etapie
                  się nie podoba...a zrozumienie, ze na innym etapie inaczej sie widzi
                  i ocenia nie podoba sie podwójnie smile
                  • pucioipucio Re: Relatywizm...podsumowanie prowokacyjne 29.05.08, 12:19
                    Ty wiesz jakie ja miałam poglądy kilka lat temu?? big_grinDDD Aż głupio wspominać big_grinDDD
                    • to.ja.kas Re: Relatywizm...podsumowanie prowokacyjne 29.05.08, 12:22
                      Kochana jak sobie przypomnę swoje....czerwienię się ze wstydusmile)))
                      Chwała na wysokosciach za to, że człowiek uczy się na
                      błedach....szkoda ze najlepiej na własnych smile)))
            • pucioipucio Re: Relatywizm...podsumowanie prowokacyjne 29.05.08, 12:03
              Mazur
              krótki wyciąg z Twoich wypowiedzi tylko w tym wątku
              „Kobieta jak zdradza, to jest niewinna jak lelija i popycha ją do tego mąż tyran
              i despota. smile)))
              Mnie najbardziej razi te odmienne traktowanie. Zwrócenie kobiecie uwagi na to by
              przyjrzała się swojej roli w rozpadzie związku to chamstwo i nietakt, w
              przypadku mężczyzny już tak nie jest. No cóż, widać my musimy być twardzi. smile
              „Mnie chodzi o ten relatywizm.
              Mamy do czynienia ze zranionym i cierpiącym człowiekiem (nie ważna jest w tym
              momencie płeć) jakoś łatwiej kobietom dokopać takiemu człowiekowi gdy jest
              mężczyzną, a kobietę jakoś łatwiej im pogłaskać po główce.”
              „Problem jest w przyładaniu innej miary.
              Kobietę trzeba pogłaskać i bron boże nie wytykać jej błędów, bo i tak cierpi.
              Facetowi trzeba walnąć prawdą (niekoniecznie obiektywną) po oczach nie licząc
              się z jego uczuciami.”
              „Na palcach jednej ręki jestem w stanie policzyć kobiety na tym forum, które w
              chwili gdy dowiadują się o chęci odejścia męża, są zdolne do takiej
              autorefleksji(..jak mężczyzna) i na tyle krytycznego spojrzenia na swój udział w
              rozpadzie związku i nawet w ich przypadku odpowiedzi innych pań były
              pocieszające, na zasadzie, nikt nie jest idealny, bla bla bla.”
              „To jak w tym dowcipie.
              Jak facet odchodzi od żony, to jest be, bo odchodzi od żony, a jak zona odchodzi
              od faceta, to też facet jest be, bo żona od niego odchodzi. Genialne.
              smile))))))))))))”
              „Ciekawe jakie będą odpowiedzi w wątku Dakoty
              Może któraś z pań jej walnie jakąś bolesną prawdą po oczach...”


              Czujesz się terroryzowany i zdominowany w tym miejscu przez kobiety to sprowadz
              tu kilku kumpli poczujesz się lepiej big_grinDD
              Ten wątek założyłeś nie z punktu widzenia osoby która widzi, że NOWEMU dzieje
              się krzywda (co teraz usiłujesz sugerować) ale z punktu faceta urażonego, że
              baby są w przewadze i chłopa biją big_grinDD
              I to super pasuje do hasła "relatywizm" tongue_outPPP
              • to.ja.kas Re: Relatywizm...podsumowanie prowokacyjne 29.05.08, 12:10
                A guzik prawda...pierwsza w watku Stefana napisałam, ze zachowanie
                pań mi się nie podoba...jestem 100% kobietą.
                Jak próbowałam zachować się wobec kobiet na forum tak jak panie
                wobec Stefana dostałam joby.
                I to jest relatywizm....zresztą czasami jestem relatywistką i
                róznicuję mordrstwo z powodu 5 zł od zabójstwa w obronie własnej
                • pucioipucio Re: Relatywizm...podsumowanie prowokacyjne 29.05.08, 12:37
                  A ja o świętym oburzeniu Mazura tu piszę które go do założenia tego wątku
                  popchnęło big_grinD
                  Bo ono wynika ewidentnie z nadmiaru kobiet mówiących jednakowo a nie z poczucia
                  jego sprawiedliwości, bo w innym wątku nie utemperował kolegi który mówi w
                  wątku o alimentach

                  "Jak widać "alimenty w tym kraju" są os paruset złotych do wielu tysięcy..W
                  zależności od piszącej, i na ile udało jej się wydoić..
                  Ani słowa o uczciwości w jednym i drugim przypadku, zero zasad, ino mamona
                  bogiem.. Pewnie dla tych co dostają 300- to z 800 byłoby dobre, a tym co chcą z
                  8 tys. tomoże z 1-2 tys czegoś by nauczył..
                  Nieodgadnione są damskie mózgi.Pazernych, tych bezmózgowych,walczących o kasę
                  dla siebie, nie pozdrawiam.."


                  tylko zaczął snuć jakieś teorie o roszczeniowych pobudkach kobiet w zależności
                  od stopnia ich (obowiązkowego?) poczucia skrzywdzenia i o ojcach którzy
                  wychowują dzieci rezygnując z alimentów (że niby norma?)tongue_outP

                  To ja proszę więcej wymagać na początek od siebie tongue_outPP
                  Mniej teorii więcej praktyki big_grinD


                  • to.ja.kas Re: Relatywizm...podsumowanie prowokacyjne 29.05.08, 12:39
                    Nie czytałam tego watku o alimentach...ale mazur znany jest z
                    temperowania smile)))
                  • panda_zielona Re: Relatywizm...podsumowanie prowokacyjne 29.05.08, 22:08
                    Wiecie co,cokolek byśmy tu nie napiasli to prawdy są zawsze dwie.smile
                    • mary171 Re: Relatywizm...podsumowanie prowokacyjne 29.05.08, 22:38
                      I tym optymistycznym akcentem proponuję wznieść toast za damsko-męski relatywizm
                      lub jego brak wink)
                      • zuza145 tyy Z-mazurze 29.05.08, 22:47
                        o przepraszam- :wzniesłam sie byłam ponad podziały płciowe:- bo
                        potwierdziłam że pewne mechanizmy na obie płcie działają- bez
                        opluwania tej czy tamtej.Bo to prawda jest. I działa na obie strony-
                        tę rzucającą i tego rzucającego. Optymistycznie założyłam
                        jednakowość.
                      • pucioipucio Re: Relatywizm...podsumowanie 29.05.08, 23:28
                        Hip hip Hura!
                        No to napijmy się big_grinDD Dziś tylko liptona ale w weekend sobie odbiję z nawiązką tongue_outP

                        Zdrowie pięknych dam i przystojnych menów, czyli nas wszystkich tu
                        zgromadzonych, elokwencji nie pozbawionych big_grinDD
                        • z_mazur Re: Relatywizm...podsumowanie 30.05.08, 00:03
                          I za to się z Tobą napiję. smile
                          Bo my tu tak ogólnie to fajni jesteśmy. smile))
Inne wątki na temat:
Pełna wersja