z_mazur
26.05.08, 23:16
Nie wiem może to nie relatywizm, ale mnie jednak coś razi.
To już po raz kolejny podobna historia na tym forum.
Gdy pojawia się zrozpaczona kobieta na forum, bo facet od niej odchodzi, to tłum pań się rzuca do pocieszania, zapewnianiu jacy to faceci potrafią być świnie i w ogóle. Panowie na takim wątku gdy się odezwą, to albo jak ja z szorstkim pocieszeniem, albo jak np. Tri z jakąś sugestią, żeby przyjrzeć się swojej roli w rozpadzie związku, to przeważnie taka uwaga rozpętuje piekło. Zaczyna się wypominanie niedelikatności i braku wyczucia.
Gdy pojawia się zraniony facet przerażony wizją rozpadu związku, to nagle sytuacja się diametralnie zmienia. Tłum pań rzuca się ochoczo do wytykania facetowi jego roli w rozpadzie związku, wykorzystując do tego jego samokrytyczne spostrzeżenia dotyczące roli jaką odegrał w rozpadzie związku.
Czy tylko mnie się wydaje, że coś w tym jest niehalo...?