Wiele pojawiło się dzieciowych wątków. Może moje doświadczenia będą
komuś przydatne, stąd napiszę, jak a.niech.to garnki lepi.
Moja fachowość była niewielka, o zgrozo! Tak widzę to z obecnej
perspektywy.
Otrzymałam na wyłączność jedno dziecko w spadku po ex, który
wypełniał niemalże całą przestrzeń mentalną syna. Dysponowałam
przede wszystkim odpowiedzialnością za młodego człowieka, któremu z
tatą przyrządziliśmy niezły pasztet, lecz nie rozwód był najmniej
strawnym składnikiem.
Postawiłam na to, co było pod ręką; a więc cierpliwość, zrozumienie,
wsparcie, całkowite przesunięcie optyki ze mnie na syna. Chwalić
Boga, że nie mam dumy, bo za lada jej podszeptem przerąbałabym
wszystko. Obrywałam, lecz nie traktowałam zachowań syna jako
wymierzone we mnie ciosy. To było jego cierpienie i prawda o naszej
więzi, o mnie w roli matki. Przyjmowałam na klatę, jednocześnie
tłumacząc mój obraz rzeczywistości. Nie domagałam się ani
zrozumienia, ani akceptacji, ani wybaczenia.
Dziś stanowimy parę przyjaciół i ciągle się siebie z uważnością
uczymy.
Moje drugie dziecko wpakowało mnie i exa do jednego wora, o zgrozo!
Jak przykładna żona alko chroniłam syna przed prawdą o zagrywkach
ojca. W staraniu o pozytywny obraz taty zapędziłam się tak daleko,
że o mało co nie pozbawiłabym go wizerunku matki, jaki przecież
chciałam, aby mu towarzyszył na życie. Został już w swoim odczuciu
sierotą. I znów przyjęłam jego prawdę i jego uczucia za punkt
odniesienia. Przedstawiałam swoje, nie licząc na to, że słowami
zalepię rany, często czyny też niewiele mogą. Nie wiem, czy zdołam
to kiedykolwiek uczynić. Z nową rodziną, nie bez potknięć, ustalałam
granice pomiędzy tym, co ich, co moje, a co wspólne. Nie do
przecenienia była dla mnie współpraca synowej - osoby o wysokich
kompetencjach emocjonalnych.
Obaj synowie byli od siebie już dość odlegli. Dziś każdy z nich
zdaje sobie sprawę ze swojej inności. Wspieram ich w szukaniu drogi
do siebie.
Nie wygrywałam niczego na ex, wprost przeciwnie - długo żyłam w
nadziei, że jego stosunki z dziećmi ułożą się kiedyś poprawnie.
Postawiłam na SZCZEROŚĆ i PRAWDĘ. Zapodałam nawet, że jeśli się tego
nie nauczymy, marzenie o normalnej rodzinie możemy między bajki
włożyć. Załapali, pewnie dlatego, że jest też ZAUFANIE. Nie wiem,
skad się wzięło, ale jest. Prawda i szczerość nigdy nie są karane,
jakby nie były bolesne, każde z nas uczy się, co znaczy ASERTYWNOŚĆ.
Przyjęłam pełną odpowiedzialność za moje minione i obecne
macierzyństwo. Więcej - za rodzicielstwo w wykonaniu exa i własnym.
Nieraz prosiłam o wybaczenie, otrzymywałam je, choć żal w moich
dzieciach pozostanie może na zawsze. Nie nie pozmiatam rozlanego
mleka, ale święta nie jestem, więc mogę dalej drutować moją amforę,
do której oprócz kamieni i piasku coś zawsze się jeszcze zmieści.
Gdyby Szanowni Forumowicze byli zadziwieni moją forumową
aktywnością, spieszę wyjaśnić, że ex po 2 latach od rozstania
zwrócił mi wolność. Tak mi się przynajmniej wydaje.