Dodaj do ulubionych

Lepienie garnków

17.06.08, 11:38
Wiele pojawiło się dzieciowych wątków. Może moje doświadczenia będą
komuś przydatne, stąd napiszę, jak a.niech.to garnki lepi.
Moja fachowość była niewielka, o zgrozo! Tak widzę to z obecnej
perspektywy.
Otrzymałam na wyłączność jedno dziecko w spadku po ex, który
wypełniał niemalże całą przestrzeń mentalną syna. Dysponowałam
przede wszystkim odpowiedzialnością za młodego człowieka, któremu z
tatą przyrządziliśmy niezły pasztet, lecz nie rozwód był najmniej
strawnym składnikiem.
Postawiłam na to, co było pod ręką; a więc cierpliwość, zrozumienie,
wsparcie, całkowite przesunięcie optyki ze mnie na syna. Chwalić
Boga, że nie mam dumy, bo za lada jej podszeptem przerąbałabym
wszystko. Obrywałam, lecz nie traktowałam zachowań syna jako
wymierzone we mnie ciosy. To było jego cierpienie i prawda o naszej
więzi, o mnie w roli matki. Przyjmowałam na klatę, jednocześnie
tłumacząc mój obraz rzeczywistości. Nie domagałam się ani
zrozumienia, ani akceptacji, ani wybaczenia.
Dziś stanowimy parę przyjaciół i ciągle się siebie z uważnością
uczymy.
Moje drugie dziecko wpakowało mnie i exa do jednego wora, o zgrozo!
Jak przykładna żona alko chroniłam syna przed prawdą o zagrywkach
ojca. W staraniu o pozytywny obraz taty zapędziłam się tak daleko,
że o mało co nie pozbawiłabym go wizerunku matki, jaki przecież
chciałam, aby mu towarzyszył na życie. Został już w swoim odczuciu
sierotą. I znów przyjęłam jego prawdę i jego uczucia za punkt
odniesienia. Przedstawiałam swoje, nie licząc na to, że słowami
zalepię rany, często czyny też niewiele mogą. Nie wiem, czy zdołam
to kiedykolwiek uczynić. Z nową rodziną, nie bez potknięć, ustalałam
granice pomiędzy tym, co ich, co moje, a co wspólne. Nie do
przecenienia była dla mnie współpraca synowej - osoby o wysokich
kompetencjach emocjonalnych.
Obaj synowie byli od siebie już dość odlegli. Dziś każdy z nich
zdaje sobie sprawę ze swojej inności. Wspieram ich w szukaniu drogi
do siebie.
Nie wygrywałam niczego na ex, wprost przeciwnie - długo żyłam w
nadziei, że jego stosunki z dziećmi ułożą się kiedyś poprawnie.
Postawiłam na SZCZEROŚĆ i PRAWDĘ. Zapodałam nawet, że jeśli się tego
nie nauczymy, marzenie o normalnej rodzinie możemy między bajki
włożyć. Załapali, pewnie dlatego, że jest też ZAUFANIE. Nie wiem,
skad się wzięło, ale jest. Prawda i szczerość nigdy nie są karane,
jakby nie były bolesne, każde z nas uczy się, co znaczy ASERTYWNOŚĆ.
Przyjęłam pełną odpowiedzialność za moje minione i obecne
macierzyństwo. Więcej - za rodzicielstwo w wykonaniu exa i własnym.
Nieraz prosiłam o wybaczenie, otrzymywałam je, choć żal w moich
dzieciach pozostanie może na zawsze. Nie nie pozmiatam rozlanego
mleka, ale święta nie jestem, więc mogę dalej drutować moją amforę,
do której oprócz kamieni i piasku coś zawsze się jeszcze zmieści.

Gdyby Szanowni Forumowicze byli zadziwieni moją forumową
aktywnością, spieszę wyjaśnić, że ex po 2 latach od rozstania
zwrócił mi wolność. Tak mi się przynajmniej wydaje.wink
Obserwuj wątek
    • sylwiamich Re: Lepienie garnków 17.06.08, 11:50
      Gratulacje i jeszcze raz przytulam.A co do postu...w wychowaniu
      trzeba być autentycznym...czyli sobą.Tak jako dodatek...
    • bozenadwa Re: Lepienie garnków 17.06.08, 12:04
      Jestem z Toba i ciesze sie ze ruszylas do przodu.Nie bierz tylko
      odpowiedzialnosci za rodzicielstwo ojca.Piszesz znowu moje
      mysli ,mnie jescze nie stac na to ,aby to wyrazac,za bardzo boli.Ale
      mysle ,ze najbardziej pomozemy naszym dzieciom tym co
      piszesz .szczeroscia ,miloscia.I teraz uwaga!! jesli one zobacza ,ze
      potrafimy pomoc SOBIE.One sa juz dorosle ,chcialyby zyc swoim
      zyciem ,jednoczesnie widzac ,ze ich matki sa szczesliwe ,pomimo
      wszystko.No i ze sobie radza z zyciem,Aniechto ulep najpiekniejszy
      garnek dla SIEBIE ,ugotujesz w nim ,najpyszniejsza potrawe pod
      sloncem i jako mama podzielisz sie ,ze swoimi dziecmi ,jesli beda
      tego chcialy ,jesli akurat beda mialy swoja ugotowana ,to mozecie
      sie wymienic,ale tylko, jesli przyjdzie na to ochota.i to wszystko
      tak jak to potrafisz okras MILOSCIA.Sztuka rowniez jest, jedzenie
      tej potrawy SAMEJ jesli akurat nie ma nikogo,.Nasze dzieci ,beda
      szczesliwsze gdy beda wiedzialy o tym ,ze mama JEST szczesliwa.Acha
      mozna jescze ,ten garnek ulepic ,dla samego lepienia ,i dla piekna
      tego garnka,Wogole mozna wszystko,bo zycie niesie nam wiele
      mozliwosci Pozdrawiam Cie bardzo serdecznie i dziekuje ,za to co
      piszesz,
      • bozenadwa Re: Lepienie garnków 17.06.08, 12:12
        Pozostac soba to chyba byla jedna z pierwszych rad jaka uslyszalam
        tutaj na forum i to wlasnie poradzila mi Aniechto.Bylo mi to
        bardzo ,bardzo potrzebne w pewnym momencie,I mysle ,ze to mnie
        uratowalo ,aby ,nie zglupiec i nie chowac np, chleba przed moim m.
        tak jak on to zrobil.Majac pieniadze ,a ja nie.Ale ZAWSZE trzeba
        pozostac soba ,to jest dobry kierunek i nie przeszkadza wtedy
        trabant ,wyboje i.t.d.
        • a.niech.to Re: Lepienie garnków 17.06.08, 12:41
          Być sobą w naszym przypadku to zbudować nową tożsamość. Ex po
          przemocowcach nie wystarcza odszukać dawną siebie. Żeby przeżyć
          swoje, a nie cudze życie, musimy się dochrapać wielu umiejętności.
          To trudne, ale nie niemożliwe.
          Ktoś i powiedział, że TERAZ to WłAŚCIWY CZAS.
          • sylwiamich Re: Lepienie garnków 17.06.08, 12:44
            Odszukanie siebie "sprzed" jest możliwe.Potem tylko duży
            remont...jak nowa, ale ciagle ja...
          • bozenadwa Re: Lepienie garnków 17.06.08, 12:52
            Byc soba dla mnie nie oznacza odnalezienie dawnej siebie ,Ja ja to
            ja ,Jestem taka sama jak przedtem .I nie chce sie zmieniac,Zaczelaam
            sie lubiec .Odzyskac swoja tozsamosc ,dla mnie oznacza ,nie bac sie
            byc soba.Dac sobie i innym prawo do bledow.Ofiara ,ktora trafia na
            przemocowca ,najczesciej wynosi z dziecinstwa brak wiary w siebie ,i
            niechec do samego siebie.Duzo bylo mowione o pracy nad soba na
            terapii,Psycholog cos tam podpowie ,ale prawdziwa praca nad soba
            dokonuje sie w grupie terapeutycznej,Wtedy dopiero jestesmy w
            stanie przygladnac sie sobie w relacji z innymi ,
            • bozenadwa Re: Lepienie garnków 17.06.08, 13:00
              Aniechto ,az sie usmiechnelam ,ile razy napisalam SOBIE <SIEBIE ,to
              tez troche taka praca pisanie na forum ,Kiedys byli inni ,a teraz
              ja ??? Nie ,zartuje jeszcze do konca nie zaufalam wlasnie
              SOBIE ,moze dlatego tyle pisze w kontekscie SIEBIE,Ale
              pomalutku ,schematow myslowych uzywanych przez wiele lat ,nie da sie
              tak od razu pstryk i juz.Mysle aniechto ,nie szukal za bardzo czegos
              nowego ,ale Pokochaj SIEBIE taka jaka jestes ,Pozdrawiam.i ide sie
              uczyc ,bo czwartek tuz tuz,i znowu bede zla ,ze za malo wiem,
              • 1czarodziejka Re: Lepienie garnków 17.06.08, 13:22
                Ja też chciałabym o dzieciach...Ciężko mi się z wami porównywać, bo rozwodziłam
                się po 18 latach wspólnego życia, więc jeden syn wg prawa był dorosły, a drugi
                miał 15 lat.
                Powód rozwodu był zupełnie prozaiczny, zanik i brak uczuć mocno posplatany z
                alkoholem. A skoro był alkohol to i młodzi widzieli i wiedzieli, co się dzieje.
                W pewnym sensie zastępowałam im ojca na długo przed rozwodem. Zawsze mieliśmy ze
                sobą dobry kontakt i tak jest do dziś. Ale miałam ten komfort, żeby porozmawiać
                o rozwodzie najpierw z nimi...Dlaczego? Bo byli mi dużo bliżsi niż Ex.
                Pytań zadali mi mnóstwo: od możliwości finansowych utrzymania nas trojga po
                pytanie czy po rozwodzie do taty nadal mówi się "tato".
                Na wszystkie odpowiedziałam szczerze. Dopiero, kiedy byłam pewna, że już
                wszystko rozumieją zaczęłam targi z Exem...Długo to trwało, ale dzięki temu
                rozwleczeniu w czasie rozstaliśmy się na poziomie.
                I tylko w czasie jakiegoś sporu ze starszym Młodym usłyszałam, że miałam
                charakter typowy dla żony alkoholika i że rozwiodłam się za późno... Zabolało i
                to mocno, bo ciężko wytłumaczyć naprawdę wszystkie niuanse takiej sytuacji...
                A piszę to wszystko po to, żeby jednak nie zasłaniać się dobrem dzieci przy
                trwaniu w toksycznym związku... Dzieci czują, dzieci wiedzą i raczej nie chcą
                uczestniczyć w nieudanych związkach, w chorych rodzinach...
                Mogłam się rozwieść dużo wcześniej, mentalnie zrobiłam to co najmniej 5 lat
                wcześniej, ale nie żałuję, że stało się tak, jak się stało...
                • sbelatka czarodziejka 17.06.08, 15:20
                  wiesz co? moj ojciec byl alkoholikiem (ex jak najbradziej nie) i
                  choć wielokrotnie potwrzalam mamie, ze powinna sie rozwieśc i takie
                  tam to dzisaj nie mam wcale tej pewności, ze WOLALBYM zeby odeszla
                  od taty gdy bylam dziekiem.
                  To co sie gada bywszy mlodziakiem w chwilach emocji niekoniecnzie
                  jest tym czym co naprawde myślimy i o co nam chodzi.
                  Nie chce tu gloryfikowac pelnej rodziny - bo zapewne sa takie, ktore
                  dla dobra dzieci nalezy jak najszybciej rozwiązać ale... Myśle, ze
                  dla dzieci JEDNAK mimo wszytsko pełna rodzina jest wartością.
                  Kropka. Chyba, ze biją...znęcaja sie psychicznie wrzeszczą
                  nieustannie czy cos tak dramatycznego.
                  zwykłe zaniki wyższych uczuc miedzy rodzicami pzry zachownaiu
                  podstawowych norm współżycia są chyba dla mlodych wystarczające.
                  Przynajmniej ja tak sobie o tym mysle.
                  ale jak zwykle zakldam, ze moge się mylic...
                  • 1czarodziejka Re: czarodziejka 17.06.08, 19:22
                    sbelatka napisała:

                    > wiesz co? moj ojciec byl alkoholikiem (ex jak najbradziej nie) i
                    > choć wielokrotnie potwrzalam mamie, ze powinna sie rozwieśc i takie
                    > tam to dzisaj nie mam wcale tej pewności, ze WOLALBYM zeby odeszla
                    > od taty gdy bylam dziekiem.
                    > To co sie gada bywszy mlodziakiem w chwilach emocji niekoniecnzie
                    > jest tym czym co naprawde myślimy i o co nam chodzi.
                    > Nie chce tu gloryfikowac pelnej rodziny - bo zapewne sa takie, ktore
                    > dla dobra dzieci nalezy jak najszybciej rozwiązać ale... Myśle, ze
                    > dla dzieci JEDNAK mimo wszytsko pełna rodzina jest wartością.
                    > Kropka. Chyba, ze biją...znęcaja sie psychicznie wrzeszczą
                    > nieustannie czy cos tak dramatycznego.
                    > zwykłe zaniki wyższych uczuc miedzy rodzicami pzry zachownaiu
                    > podstawowych norm współżycia są chyba dla mlodych wystarczające.
                    > Przynajmniej ja tak sobie o tym mysle.
                    > ale jak zwykle zakldam, ze moge się mylic...

                    I dobrze zakładasz... Podjęcie decyzji o rozwodzie było bardzo trudne, bardzo, bo Ex pod wpływem procentów mawiał, że mnie kocha, miał świetny humorek, nie awanturował się i ani razu nie podniósł na mnie ręki... Gdyby podniósł, nie czekałabym tak długo.
                    Ale płakałam przez niego nocami, a on ciągle zawalał nasze plany rodzinne...Bo po staniu upojenia musiał odsypiać.
                    Nie będę opisywała przerażenia, które ogarniało mnie, kiedy wracał po pijaku samochodem...Gdyby sobie coś zrobił, to na własne życzenie, ale gdyby komuś...Jak mogłabym żyć z piętnem żony mordercy?
                    Taka rodzina nie jest żadną wartością...Mama, która szlocha nocami w poduszkę, tata, który jak sobie nie golnie to rozstawia wszystkich po kątach i łamie wszelkie zasady dotyczące normalnego wychowania dzieci. Żyłam w stanie wiecznego napięcia gotowa biec i naprawiać to, co zepsuł...i łagodzić narastający konflikt miedzy nim i młodymi...
                    A z drugiej strony Młodzi szanują mnie za to, ze nigdy nie plułam jadem na Exa, że tłumaczyłam, że alkoholizm jest chorobą i że nie pozwoliłam na jakikolwiek brak szacunku.
                    Koniec tej historii można nazwać happy endem. Po jednym totalnym zjeździe alkoholowym (już po rozwodzie) Ex stanął na nogi i świetnie się realizuje w życiu. Wszyscy szanujemy siebie nawzajem, co nie wystarcza, żeby tworzyć rodzinę...Prawdziwą rodzinę.
              • a.niech.to Re: Lepienie garnków 17.06.08, 21:11
                bozenadwa napisała:

                > ide sie
                > uczyc ,bo czwartek tuz tuz,i znowu bede zla ,ze za malo wiem,
                Wystarczy wiedzieć wystarczająco.smile))
                • bozenadwa Re: Lepienie garnków 17.06.08, 21:20
                  Ale sie przyciagnelysmy ,.Wlasnie usiadlam do kompa ,mam juz dosc ,I
                  mialam napisac aby sie ktos odezwal.Mozg mi sie juz lasuje,A tak
                  wogole jest bardzo leniwy,Piszac test bylam zla na siebie ,ze moze
                  za malo wiem ,na to zeby wogole zaliczyc,Jednak od stycznia prawie
                  nic nie robilam ,i zaleglosci sa duze.Ale mam nadzieje , ze cosik
                  napisalam ,W czwartek pisanie projektu ,A ja nadal mam duze braki w
                  wiedzy.jeszcze jutro popracuje.dzisial chyba juz nie.Sciskam
                  sredecznie.
    • plujeczka Re: Lepienie garnków 17.06.08, 15:21
      pare lat temu moja młoda w czasie a w zasadzie po kolejnek
      karczemnej awanturze zapytała mnie mamo dlaczego sie nie
      rozwiedziesz? ...zachowywałam sie jak typowa żona alkoholika,
      obawiałam sie ze sama sobie nie poradzę było bardzo cieżko ale wciaż
      tkwiłam w chorym zwiazku.Córka dorastała w tej napitej sytuacji co
      niestety w znacznym stopniu odbiło sie na niej-dzisiaj osiagnęłysmy
      spokój gdyby jeszcze zakonczyła sie walka z prawie eksem , gdyby
      człowiek , z którym przezyłam 20 lat zaczał mysleć samodzielnie i
      nie dazył do zniszczenia nas za wszelką cenę i za pomocą wszyskich
      mozliwych i niemozliwych do wyobrazenia dostepnych srodków byłoby
      jak w bajce....mam zdrowe relacje z dzieckiem choć nie jestem wolna
      od błedów pewnie jak każda matka , która musi ' robic" za siebie i
      ojca lae nie ch tak pozostanie .Twój post przeczytałam z uwagą, duzo
      w nim mądrości takiej zwykłej zyciowej, duzo rozrachunku z
      przeszłością ale tylko wtedy mozna otworzyc dzrzwi do przyszłośći co
      Tobie bez wątpienia się udało.
      • 1czarodziejka Re: Lepienie garnków 17.06.08, 19:13
        plujeczka napisała:

        > pare lat temu moja młoda w czasie a w zasadzie po kolejnek
        >
        > w nim mądrości takiej zwykłej zyciowej, duzo rozrachunku z
        > przeszłością ale tylko wtedy mozna otworzyc dzrzwi do przyszłośći co
        .....Tobie bez wątpienia się udało.
        Masz rację . Dziś, mimo, że po rozwodzie nie związałam się z nikim na stałe,
        jestem szczęśliwa. I nie miałam w swoim życiu porozwodowym ani 5 minut, żebym
        żałowała swojego kroku. Przez te 6 lat zaczęłam jeździć na nartach, wróciłam do
        łyżew, maniacko jeżdżę na rowerze i mam święty spokój. Szczęśliwa i wolna...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka