atilka
29.06.08, 14:15
To już 4 miesiące od roztania. Pierwszy m-c to był koszmar, nic nie
jadłam, i plakałam non stop. Schudłam jakieś 6 kg. Potem dzięki leką
pozbierałam się i doszłam do siebie. Raz były lepsze, a raz gorsze
dni. Z nim nie miałam żadnego kontaktu. I dobrze. Aż do momentu
sprawy o alimenty. Wszystko załatwiliśmy ugodowo. Ja byłam miła on
też. I od tego czasu zaczął dzwonić, przyjechał do synka, kupuje mu
prezenty. Napoczątku ucieszyłam się, ale teraz stwierdzilam, że nie
czuje się z tym dobrze. Dla mnie za wczesnie na wybaczenie i
przejscie w relacje rodzice-przyjaciele. Boli mnie każdy telefon,
kazda wizyta, każde wspomnienie. Dopóki go nie widze to ok. Ale jak
zaczął przyjezdać i interesowac się synem to wyobrażam sobie jak
wraca do domu przytula się do swojej laski i planuje przyszłość. DLA
MNIE TO ZA WCZESNIE. Jestem na niego wsciekła, nienawidzę go, zranił
mnie tak bardzo, że nie wiem czy kiedykolwiek o tym zapomnę, ale
kiedy dzwoni odbieram telefon i jestem miła, bo jest ojcem mojego
synka, bo nie chce żeby wiedział jak bardzo mnie zranił, bo nie
umiem powiedzieć s......... jak najdalej ode mnie! Jak ułożyc te
relacje, żeby byc dobrymi rodzicami, którzy umieją się dogadać w
sprawie synka, a z drugiej strony mieć z nim jak najmniejszy
kontakt. Mieszają się we mnie uczucie i niewygasłej do końca miłości
i potrzebuje czasu na zapomnienie. Nie wiem co robić, jak sobie z
tym poradzić. Nie wiem czy mnie rozumiecie, chyba jestem zbyt
haotyczna...