Dodaj do ulubionych

Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy?

02.07.08, 19:20
W kwietniu się rozwiodłam, mam z byłym mężem 2 letnie dziecko. Wraz z moim
odejściem od męża (wyprowadziłam się 1, 5 roku temu) związałam się z uwaga:
przyjacielem męża (oczywiste że już przyjacielem nie jest), bardzo długo to
ukrywaliśmy, w zasadzie dopiero po rozwodzie się przyznałam, i tak mówiąc, że
nowy związek trwa krócej i nie był on przyczyną naszego rozpadu tylko
wcześniejsze zachowanie męża.
Mąż wpadł w nieopisany szał, który trwa do tej pory. Zaczął mi dawać mniej
pieniędzy na dziecko- sądowe minimum, zabrał bezprawnie ulgę na dziecko (ja
nie mogłam odliczyć)chcąc zapobiec mojemu wyjazdowi na wakacje z obeznym
partnerem. Grozi, krzyczy, że zrbi wszytsko aby cyt. "ten gnój co rozbił
rodzinę" nie miał dostępu do jego dziecka itd. Koszmar. Spodziewałam się, ze
nie będzie miło...ale czy myślicie że jest szansa, że kiedyś jakoś to się
ułoży?Do byłego męża nie docierają żadne logiczne argumenty, zapowiedział że
całe swoje życie poświęci na uświadamianiu dziecku z jakim gnojem mama się
zwiazała i kim w ogóle sama jest.
Czy to byłby argument w sprawie o ograniczenie kontaktów z dzieckiem ? Chcę
wnieść sprawę o uregulowanie kontaktów bo powoli nie jest możliwe normalne
porozumienie i w tej kwestii. Odkąd były się dowiedział o nowym chce brac
dziecko jak najczęściej, chce zabierać je na weekendy i na noc, a córka
zdecydowanie bardziej jest przywiązana do mnie, z nim nie czuje się pewnie i
dobrze na tyle by spędzać noce i bardzo dużo czasu, poza tym jakosc jego
opieki też jest dyskusyjna.
Jak myślicie się to skończy? Umieram z nerwów.
Chcemy z partnerem wynając mieszkanie, były nie moze tego znieść, tego by jego
dawny przyjaciel cyt."czytał jego dziecku bajki na dobranoc".Dodam, ze dziecko
lubi "wujka".
Prosze Was o jakieś rady, pocieszenia...albo po prostu trzeźwą ocenę sytuacji.
ps. Czy przy sprawie o podwyższenie alimentów mogę użyć 'nieprawnie' użytych
wyciągów z rachunków bankowych byłego? Potwierdzają, ze znacznie zaniża dochody..
Obserwuj wątek
    • zielona_ropucha Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 02.07.08, 19:36
      No ja go akurat rozumiem...i powiem Ci,że tez uzywałam
      epitetów,nawet gnój przy tym to bardzo przyzwoite słowo,myslę,że
      kiedys to się skończy...mi już przeszło,ale swoje musiałam
      odcierpieć,wykrzyczeć,wygłupić się ze swoją zazdrością...to
      mija,powoli,ale człowiek godzi się z sytuacją,niestety,takie jest
      życie,ludzie mają uczucia.Przyślij tu swojego byłego męża,może
      dostanie parę porad,jak sobie poradzić po czymś takim...
      • manderla Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 02.07.08, 20:06
        Oj, kobito...
        Mam tylko taką nadzieje, ze mu się nie dziwisz, jego zachowaniu
        znaczy się. To niewazne, kiedy Ty sie związałaś z byłym jego
        przyjacielem. rozwod masz od niedawna.
        Nie mozna facetowi niczego gorszego zrobić, co Ty zrobiłaś.
        Wdeptałaś go po prostu.
        Juz nawet nie wnikam, ze wam mogło się zacząc sypac faktycznie zanim
        ty poznałaś tego nieszczęsnego przyjaciela.
        Ale w tej sytuacji, wydaje mi się, aby jeszcze bardziej nie
        upokarzac swojego ex, [powinnas wypracowac jakiś kompromis. I to
        sama ze sobą, a nie z nim.
        Dajesz mu dziecko, bo on jest ojcem. A o zanizenie dochodów to juz
        go nie śmiej oskarżac.
        Chociazby dla przyzwoitości odczekaj.
        Zrozum, zrobiłaś gościowi najgorszą rzecz, jaka kobieta może swojemu
        partnerowi zrobić. A to nie są przelewki.
        On ma prawo w tej sytuacji zachowywac się wręcz anormalnie, ale to
        Ty powinnaś na jakiś czas odpuscić wszelkie nieporozumienia miedzy
        wami, zgadzac sie na wszystko itp. Z czasem się uspokoi, ale nie
        zaogniaj atmosfery.

        Ja od swojego odeszłam sama.Nie miałam nikogo. A i to się
        zastanawiałam jak by ex się czuł,jak miałabym z dzieckiem i z tym
        kimś razem zamieszkać.
        • norah5 Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 02.07.08, 20:13
          Nie dziwię mu się, rozumiem rozpacz, tylko jednego nie rozumiem, ze nie
          chce oszczędzić dziecka i wciągnąć w to bagno, no i...żałuje na nie pieniędzy
          (dużo pije ostatnio).
          Ale powiedzcie, czy uważacie (tak jak były), kochając partnera powinnam była
          zrezygnować z tego związku? w imię nie wiem...przyzwoitości, prawidłowej
          moralności?
          • manderla Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 02.07.08, 20:21
            norah5 napisała:

            > Nie dziwię mu się, rozumiem rozpacz, tylko jednego nie rozumiem,
            ze nie chce oszczędzić dziecka i wciągnąć w to bagno,

            - przepraszam, nie wiadomo z jakich przyczyn sie rozwiedliscie. A
            na razie wygląda tak, ze to bagienko Ty zafundowałaś.


            no i...żałuje na nie pieniędzy(dużo pije ostatnio).

            - dziwisz mu się? Pozbawiłaś go sibie, przyjaciela i dziecka.
            Zachlałabym sie na smierć w takiej sytuacji.

            > Ale powiedzcie, czy uważacie (tak jak były), kochając partnera
            powinnam była zrezygnować z tego związku? w imię nie
            wiem...przyzwoitości, prawidłowej moralności?

            - no, trudno mówic, ale czasami warto nacisnąc ten guziczek ukryty
            głęboko gdzieś tam pod tytułem "przyzwoitość".
            Ale teraz juz nie ma co gdybać. Mleko się rozlało.
            Chcesz mieć dziecko, przyjaciela byłego męża i spokój ze strony
            exmęża.
            Niemożliwe.
            Coś mężowi byłemu jednak się należy.
            Oprócz picia.
            Daj mu to, to on sie uspokoi za jakiś czas. Z korzyścią dla was
            wszystkich.

            Zaborcza jesteś.
        • truskawa171 Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 02.07.08, 22:20
          Wiesz,nie obrazajac Cie,mam pytanie -CZY PRZECZYTALAS TO CO SAMA
          NAPISALAS?????????? to jedna wielka glupota!!!! ja bylam w niemalze
          identycznej sytuacji tzn krotko przed rozwodem zwiazalam sie z Kims.
          Wyobraz sobie ze moj maz odrazu sie rozpil i rzucal sie na mnie z
          piesciami.I mam pytanie czy w zwiazku z tym ze on robil mi takie
          rzeczy tez napiszesz ze zrobilam mu wielka krzyswde i najgorsza
          rzecz jaka mozna zrobic facetowi???????????? a jak nazwiesz to ze
          przez pieprzone 1,5 roku blagalam go zeby przestal pic,szantazowalam
          ze jak tego nie zrobi to go rzuce i co?? nic nie dalo, wiec wybacz
          ale daruj sobie te przyglupawe kazania!!!!!!! bo ja jak Kolezanka
          nie pozwolilam sobie spier**lic zycia przez jakiegos gnoja !
          • manderla Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 02.07.08, 22:24
            Ale autorka nie mówi, ze mąż to gnój.
            Może Ty takiegto miałas? Więc masz inna perspektywe. Współczuję.
            owszem.
            Ona piszę (tam na górze), że jest związana z przyjacielem męża i sie
            dziwi że mąż ex, dostaje białej gorączki.
            Tylko tyle.

            Nie mowiłam tego o twojej sytuacji, tylko autorki.
            Myslisz ze to to samo?
            • truskawa171 Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 02.07.08, 23:05
              Autorka dokladnie nie okreslila z jakich powodow jej maz byl
              wczesniej dla niej niemily ale jak sama napisala ze jej obecny
              partner nie mial wplywu na jej rozstanie. Moja Droga,tym co
              napisalam w stosunku do Ciebie chcialam Ci dac do zrozumienia ze
              zarowno ja jak i Autorka nie odeszlysmy od swoich wspanialych mezow
              dlatego ze sie pojawil Ktos lecz dlatego ze oni nie byli w stosunku
              do nas fair,jak juz wiesz moj maz pil i nawet gdyby nie pojawil sie
              On to i tak bym go zostawila. Autorka zwiazala sie z przyjacielem
              meza a ja z osoba ktora znam od 2giego roku zycia. Wiec wybacz ale
              chyba nie musisz z wszystkich facetow-mezow robic ofiar bo czescie
              jest tak ze do to my kobiety jestesmy ofiarami wlasnych mezow. P.S.
              ZAPEWNIAM CIE ZE GDYBY MOJ MAZ BYL DLA MNIE DOBRY POD KAZDA POSTACIA
              TO NIGDY BYM GO NIE ZOSTAWILA ALE NIESTEY W PRZYSIEDZE MALZENSKIEJ
              NIBY JEST TYLKO O WIERNOSCI A SZKODA ZE SIE NIE MOWI- I PRZYSIEGAM
              CI ZE NIGDY NIE PODNIOSE NA CIEBIE REKI... ALE TO I TAK BY NIC NIE
              DALOuncertain
              • manderla Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 03.07.08, 06:14
                Ja inaczej odbieram post autorki. Stąd mam inne wnioski.
                Myślę, ze mam do tego prawo tak samo jak Ty, wyciagajac zupełnie
                odmienne wnioski od moich.

                ps. Na forum sie nie krzyczy. Czyt: Obsługa CapsLocka wink
    • panda_zielona Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 02.07.08, 20:31
      norah5 napisała:

      > W kwietniu się rozwiodłam, mam z byłym mężem 2 letnie dziecko.
      Wraz z moim
      > odejściem od męża (wyprowadziłam się 1, 5 roku temu) związałam się
      z uwaga:
      > przyjacielem męża (oczywiste że już przyjacielem nie jest), bardzo
      długo to
      > ukrywaliśmy, w zasadzie dopiero po rozwodzie się przyznałam, i tak
      mówiąc, że
      > nowy związek trwa krócej i nie był on przyczyną naszego rozpadu
      tylko
      > wcześniejsze zachowanie męża.

      Czyli zwiazałaś się z przyjacielem męża będąc jeszcze żoną,więc nie
      dziw się jego zachowaniu.Zrobiłaś z niego rogacza,a tego żaden facet
      nie lubi.
      Zaczął mi dawać mniej
      > pieniędzy na dziecko- sądowe minimum,

      To znaczy tele ile zasądził sąd?

      zabrał bezprawnie ulgę na dziecko (ja
      > nie mogłam odliczyć)chcąc zapobiec mojemu wyjazdowi na wakacje z
      obeznym
      > partnerem

      Nie rozumiem jaki wpływ miało zabranie ulgi na wyjazd na wakacje.

      Grozi, krzyczy, że zrbi wszytsko aby cyt. "ten gnój co rozbił
      > rodzinę" nie miał dostępu do jego dziecka itd. Koszmar.
      Spodziewałam się, ze
      > nie będzie miło...ale czy myślicie że jest szansa, że kiedyś jakoś
      to się
      > ułoży?Do byłego męża nie docierają żadne logiczne argumenty,
      zapowiedział że
      > całe swoje życie poświęci na uświadamianiu dziecku z jakim gnojem
      mama się
      > zwiazała i kim w ogóle sama jest.
      > Czy to byłby argument w sprawie o ograniczenie kontaktów z
      dzieckiem ?

      Ja myślę,że czuje się upokorzony i stąd takie zachowanie,ale nie
      sądzę aby sąd tylko dlatego ograniczył kontakty ojciec-dziecko.
      A wystąpić o regulację kontaktów zawsze możesz.
      • mary171 Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 02.07.08, 20:46
        No nieźle. Zastanawiam się jak ja bym sie czuła gdyby ex zdradzał mnie nie z
        kimś obcym, ale z moją najbliższą przyjaciółką. Chyba straciłabym wiarę w ludzi,
        we wszystko w co wierzyłam.
        Uważam, że są granice przywoitości, moralności no i zwyczajne sumienie.
        Zrobiłaś swiństwo, ale stało sie.
        Jak piszą inni, którzy byli zapewne po stronie twojego exa (ja zresztą też
        zaliczam się do tych "szczęśliwców") powinnaś zrozumieć jego złość. Nie wiem czy
        Ty możesz mu pomóc ale inni tak. Tylko on stracił zapewne tekże wiarę w
        ptzyjacół. Nie zazdroszczę mu.
        A Ty trzymaj się, bo nie bedzie Wam lekko.
        • norah5 Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 02.07.08, 20:55
          Ja, czasami wbrew partnerowi staram się mieć bardzo wyrozumiałe podejście, ale
          są kwestie które oddzielam- sprawy dziecka, jego utrzymania i niepokaleczenia
          jego psychiki, przynajmniej w największym stopniu jaki się da. Więc niech były,
          gada, pisze smsy, mogę nawet wysłuchiwać jego obelg ale dlaczego w związku z
          tym, że on cierpi ja mam ponosić wszystkie koszty utrzymania dziecka (nie
          zarabiam wiele), gdybym miała dużo odpuściłabym na pewno ale naprawdę musze
          potem dziecko w lumpeksie tylko ubierać.. A ulga z PIT - miała być przeznaczona
          na ubranka na zimę dla dziecka i w 50 % na wyjazd z dzieckiem nad jezioro, dla
          jego zdrowia bo często choruje, a były zabrał to uważając, ze mu sie należy ( i
          w podtekscie- ja mam się martwić o jego utrzymanie).
          Jesli chodzi o widzenia z dzieckiem - mam mu dawać małą na całe weekendy i
          słuchać jak ona wyje 'mama', on nie radzi sobie do końca z nią a chciałby
          zalepić swoją samotność jej towarzystwem. Ja myślę naprawdę o dobru dziecka, nie
          bronię mu kontaktów tylko stosownie do jego umiejętności...
          • zielona_ropucha Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 02.07.08, 20:59
            norah5 napisała:

            chciałby
            > zalepić swoją samotność jej towarzystwem.

            ....nic nie napisze,bo łzy mi pociekły.

            Gdy przyjrzymy się uważnie ogonowi żaby, to zauważymy że ona całkiem
            go nie ma.
          • manderla Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 02.07.08, 21:08
            Jakas niescislosc tu jest. Bo mówisz , ze ex płaci zasądzone
            munimum. Wiec jest ok. Co do zwrotu ulgi. Czy przez ostatni rok
            (podatkowy)dziecko mieszkalo/bylo zameldowane u ojca czy u Ciebie?
            Jesli u niego (zameldowane), to sobie odliczył, tym bardziej, ze Ty
            jak powiedziałaś, nie mogłaś tego zrobić. Więc what's problem?
            Co do spotkan dziecka z ojcem mozesz to uregulowac sadownie.

            Swoje dziecko tez zaczełam ubierac w lumpeksie, odkąd rozstalismy
            się. Mimo ze przedtem byle majteczki za 15 zl, a buciki za 200-300
            i spodenki od 100 w górę.
            Nie umarłam. I nie umieram z tego powodu. moje dziecko tez nie.
            Twojemu dwuletniemu tez to nie grozi, zapewniam.
            Rozwalenie rodziny, niewazne z czyjej winy zawsze sie wiąże
            z pewnym dyskomfortem. Finansowym również.
            Zmienia się zycie, zmieniaja sie przyzwyczajenia wink
          • lampka_witoszowska Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 02.07.08, 21:40
            kwestie moralności to sobie prędzej czy później załatwisz sama ze
            sobą

            natomiast dziecko jest za małe i za mało z ojcem przebywało
            (rozumiem, że miało pół roku, jak sie rozprowadziliście?) - i skoro
            wyje "mama", to nigdy w życiu bym w tej sytuacji dziecięcia nei
            oddała na tak dlugo

            niech tata spotyka sie choby co drugi dzień, niech sobie wypracowuje
            zaufanie dziecka i niechże sie poznają jak najlepiej, bo takie ich
            świete prawo, a Ty to wspomagaj na całego

            ale na noclegi - czas będzie potem
            dziecko musi czuc sie bezpieczne, a nei wrzucone na głęboką wodę w
            stylu "mamy nie będzie, ale tata sobie świetnie poradzi" - bo
            dziecko może bac się najnormalniej pod słońcem

    • dzul1 Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 02.07.08, 20:55
      Nie dziw sie bylemu mezowi. On cierpi podwojnie. Coz ci moge poradzic? Przeczekac, pozwolic mu uporac sie z emocjami. Trzeba byc z kamienia zeby nie reagowac wcale w takiej sytuacji. Podnoszenie sie z dna wymaga czasu. A z ciekawosci, co bylo oficjalnym powodem rozwodu, z czyjej str pozew, i jak sie wtedy zachowywal byly juz maz?
      • norah5 Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 02.07.08, 21:05
        ja też się wzruszam jak piszę o jego cierpieniu ale żeby samej przeżyć to jakoś
        wewnętrznie odpieram takie myśli, jest mi bardzo ciężko, kocham partnera
        Ja wystąpiłam o rozwód, on ma miał postawę choćby wyniesioną z domu, że zostaje
        się razem dla dzieci, nawet gdy się nie układa.Podczas rozwodu dalej mówił, że
        chce ze mną być.
        Ja tez wariuję, czuję ogromny ciężar w sercu a z drugiej strony wiem, ze muszę
        myśleć o sobie, że tylko jeden raz się żyje..
        • dzul1 Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 02.07.08, 21:20
          Mimo wszystko zgodzil sie na rozwod i problemow nie stwarzal, tak? On jest po prostu nadal zaangazowany uczuciowo, a tu na dokladke taki cios. Gwarantuje, ze czuje sie okropnie upokorzony. Pewnie, ze raz sie zyje, tylko czy nie mozna uczciwie wylozyc kawy na lawe? Przeciez wiedzieliscie z "przyjacielem" ze byly maz nie bedzie zachwycony. Przepraszam, ze tak osobiscie.
          • lampka_witoszowska Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 02.07.08, 21:45
            jeszcze jedno
            skoro się wzruszasz w temacie cierpienia męża, możesz go zaprosic na
            spotkanie na neutralnym gruncie, we dwójkę - bez dziecka - i odbyc
            długą, poważną, przepraszającą rozmowę
            jeśli umiesz byc łagodna i spokojna i po prostu go przeprosic i
            cokolwiek wytłumaczyc

            to nei gwarancja, że porwie Cię w przyjacielski uscisk i już będzie
            szczęśliwy Twoim szczęściem, ale... to moze mu pomóc - i Tobie ścisk
            na sumieniu zmniejszyc
            • norah5 Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 02.07.08, 21:52
              Nie da się, chciałam po przyjacielsku, on stawia jeden warunek - każdy tylko nie
              ten którego wybrałam, tylko to ma przed oczami,żadnych racjonalnych argumentów
              nie przyjmuje
              • wania46 Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 02.07.08, 22:01
                Sledze ten watek i nasuwa mi sie pytanie
                Kto ma wiekszy problem: ona czy on
                • zaspana-cieciowa Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 02.07.08, 22:10
                  Cztałam kiedyś opowiadania...bodajże "Kobieta zawiedziona".I jedno
                  było o małżeństwie.O małżeństwie które miało wspólne ideały.I była
                  przyjaciółka domu.Zupełnie inna.Bardziej płytka, bardziej dla
                  świata.Mąż z nią zdradził.Zdradził nie tylko żonę, zdradził ich
                  świat.I czytałam jeszcze coś innego.O bólu.Że jak on jest, To się
                  myśli: Gdyby on zrobił to, tamto, bolałoby mniej.Nigdy nie boli
                  mniej.
                • dzul1 Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 02.07.08, 22:13
                  wania46 napisała:

                  > Sledze ten watek i nasuwa mi sie pytanie
                  > Kto ma wiekszy problem: ona czy on
                  >
                  Ona z poczuciem winy, maz z poczuciem krzywdy, przyjaciel.... No wlasnie nie wiemy, jak on ocenia swoj udzial w rozpadzie tej rodziny.
                  Przy okazji tego watku przypomniala mi sie sprawa malzenstwa Lisow.
              • lampka_witoszowska Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 02.07.08, 22:05
                ale na pewno odeszłas z innego powodu? nie z powodu obecnego
                partnera?
                więc chyba tylko czas tu potrzebny... mi nic innego do głowy nie
                przychodzi

                ale taka rozmowa, nawet jeśli kiedys tam, chyba powinna miec
                miejsce - jeśli on jest aż tak zraniony... ja bym zbyt długo nei
                czekała
                nie musi się pogodzic, nie musi byc po przyjacielsku - ale czułabym
                się raczej winna jemu przeprosiny
          • norah5 Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 02.07.08, 21:51
            Tzn. ja chciałam się przyznać wcześniej, strasznie mnie to męczyło, w zasadzie
            to zrobiłam, ale jego reakcją była natychmiastowa odpowiedź, ze w takiej
            sytuacji mam przed sądem przyznać się do winy i ogólnie będzie rozwód z
            orzeczeniem mojej winy. Nie chciałam tego bardzo (samo przeświadczenie,
            świadkowie itp, w dodatku ewentualnie alimenty na niego jak się rozpije), W
            związku z tym, za radą adwokata wycofałam się z tego i powiedziałam mu , ze
            wymysliłam to ze złośliwości. Aż do kilku dni po rozwodzie nie był pewien czy
            jestem z nim (partnerem) czy nie. Dziś mówi, że jestem bez honoru bo powinnam
            była otwarcie głośno przed sądem się przyznać i wziąć na siebie całą
            odpowiedzialność.
            A ja nie czuję się winna, nie uważam że zdradziłam , bo zanim nie powiedziałam
            mężowi że odchodzę naprawdę nic nie było, tylko w obliczu prawa trzeba udowodnić
            czy przyczyną rozpadu był inny związek. Nie miałam nawet siły na takie
            udowadnianie...
            • dzul1 Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 02.07.08, 22:05
              Jestescie po rozwodzie. Dziecko zostalo przy tobie. Jestes wolnym czlowiekiem i masz prawo spotykac sie z kim chcesz, jak rowniez decydowac kto bedzie twoim partnerem i wspollokatorem twojego dziecka. Na to Eks wplywu raczej mial nie bedzie. Inna sprawa jest kwestia poczucia winy.
              Z tego musisz wyleczyc sie sama.
              Dlugo jeszcze nie liczylabym na wyrozumialosc Eksa. Rownie dobrze moze to nie nastapic nigdy i bedziesz sie musiala z tym pogodzic, tak jak on musial przyjac do wiadomosci twoje odejscie z przyjacielem. Taki lajf.
            • manderla Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 02.07.08, 22:13
              norah5 napisała:

              > A ja nie czuję się winna, nie uważam że zdradziłam , bo zanim nie
              powiedziałam mężowi że odchodzę naprawdę nic nie było, tylko w
              obliczu prawa trzeba udowodnić czy przyczyną rozpadu był inny
              związek.

              Jakoś wygodnickie to społeczeństwo się zrobiło....Juz nawet trudu
              sobie nie zada zapytac sie siebie co dobre , a co złe.
              Po kiego jakas przyzwoitość, szczerość, moralność skoro wszystko
              reguluje prawo.
              Fajnie.
              Chciałabym tak umieć... Bo tak jest łatwiej, nie? Ktoś, coś (prawo)
              ureguluje za mnie wszystko.
              Przecież mi sie nalezy! Bo jedno zycie mam!


              PS. Zadne regulacje prawne nie zwalniają Cię z odpowiedzialności
              moralnej.

              • dzul1 Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 02.07.08, 22:18
                manderla napisała:

                >
                > Jakoś wygodnickie to społeczeństwo się zrobiło....Juz nawet trudu
                > sobie nie zada zapytac sie siebie co dobre , a co złe.
                > Po kiego jakas przyzwoitość, szczerość, moralność skoro wszystko
                > reguluje prawo.
                > Fajnie.
                > Chciałabym tak umieć... Bo tak jest łatwiej, nie? Ktoś, coś (prawo)
                > ureguluje za mnie wszystko.
                > Przecież mi sie nalezy! Bo jedno zycie mam!
                >
                >
                > PS. Zadne regulacje prawne nie zwalniają Cię z odpowiedzialności
                > moralnej.
                >
                Manderla, trafilas w dziesiatke, lepiej bym tego nie ujela. Wybieramy sobie, co nam pasuje w danej sytuacji i do tego dostosowujemy rzeczywistosc. Pol roku zajelo mi zrozumienie, ze to co zrobil moj maz bylo obrzydliwym oszustwem. I choc mam swiadomosc bledow popelnionych w malzenstwie, sadze ze zasluzylam na 5 minut szczerej rozmowy miast dwuletniego zycia w klamstwie.
            • tyia Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 03.07.08, 08:36
              Dziwny facet, ten Twój eksmąż. Twoja wina, a on chciał rozwodu z
              Twojej winy. Doprawdy niezrozumiałe.
              Nie wiem, czy Wam się ułoży, czy nie. Ale wiem, że ktoś, kto raz
              odważył się budować na cudzej krzywdzie, będzie tymbardziej miał
              odwagę zrobić to po raz drugi. Bo o to, że wyrzuty sumienia nie będą
              Was szczególnie męczyć, jestem jakoś dziwnie spokojna.
              • mindsailor Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 03.07.08, 09:32
                tyia napisała:

                > Dziwny facet, ten Twój eksmąż. Twoja wina, a on chciał rozwodu z
                > Twojej winy. Doprawdy niezrozumiałe.


                nie rozumiem, o w tym dziwnego
                • tyia Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 03.07.08, 09:37
                  mindsailor napisała:

                  > nie rozumiem, o w tym dziwnego

                  To było z przekąsem, ironicznie, żeby nie powiedzieć złośliwie wink
                  • mindsailor Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 03.07.08, 09:41
                    aha, nie czytałam calej dyskusjismile
    • z_mazur Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 02.07.08, 23:08
      Moja eks wdała się w romans z naszym wspólnym znajomym. Nie nazwałbym go przyjacielem, ale trochę czasu we wspólnym towarzystwie spędzaliśmy.

      Nigdy nie przyznała się do tego oficjalnie, chociaż miałem niezbite dowody, że łączyło ich coś już na wiele miesięcy przed rozpadem naszego małżeństwa. Miałem o to do niej żal, że nie zdobyła się nigdy na szczerą rozmowę choćby już po rozpadzie naszego związku. Teraz pozostał mi delikatny niesmak i brak szacunku do niej.

      Rzutuje to na moją ocenę jej jako człowieka, a przez to i matki mojego dziecka. Szkoda mi życia na ciągłe rozpamiętywanie tego, ale gdyby w którymś momencie kilkanaście miesięcy temu zdecydowała się na odrobinę szczerości, może pomogłoby mi to zachować lepsze zdanie o niej.
      • tyia Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 03.07.08, 09:40
        To przykre, kiedy po rozpadzie małżeństwa nie zostaje nawet
        szacunek. Ale świetnie Cię rozumiem.
    • sagaretia Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 02.07.08, 23:16
      Smutno mi się zrobiło.
      Stanęło mi przed oczami moje małżeństwo i jego rozpad.
      Były mąż mówił mi ,że kocha nad życie,a za tydzień kiedy wyjechał po urlopie w
      domu z powrotem za granicę przysłał smsa ,
      "że ma depresję i wciąż czegoś szuka,a sam nie wie czego" .....
      zaczęłam umierać z niepokoju ,że coś niedobrego z nim się dzieje,wydzwaniać
      ,zamartwiać.
      A On nie miał depresji -tylko dylemat(czy rozbić rodzinę i zaryzykować dla tej
      pani którą dopiero co poznał ) i nie szukał ,bo już znalazł.
      I tylko dorobił ideoologię do sytuacji.
      Bo i jak miałam go zrozumieć ja i cała rodzina, przyjaciele ,
      którzy ciągle słyszeli jaka to ja cudowna jestem i jak mnie kocha....a tu taka
      niespodzianka.
      Ja wybaczyłam -dla własnego dobra ,
      ale nie zrozumiałam i nigdy nie zrozumiem .
      Nie byłam na to przygotowana.Nikt by nie był .
      Nie wiemy na ile źle i czy w ogóle źle działo się w waszym małżeństwie,że
      podjełaś taką decyzję.
      Ale ponieważ nie wyrażasz się źle na temat męża ,
      domyślam się że nie był "potworem".
      A może zamieniłaś go po prostu na nowszy model?
      Widzisz najgorszym rodzajem kary ,jest kara kiedy zostajemy ukarani i nie wiemy
      za co i dlaczego.
      Twój były mąż pewnie tak właśnie się czuje ....nie rozumie dlaczego go to
      spotkało.I wątpię ,żeby był wstanie zrozumieć kiedykolwiek.
      Przykro mi, nie jest to pocieszające.
      Możesz tylko mieć nadzieję,że były mąż jeszcze zdoła obdarzyć kogoś uczuciem i
      ułożyć sobie życie,
      zapełnić tą wyrwę którą zrobiłaś w jego sercu.
      Na to ,że zrezygnuje z kontaktów z dzieckiem nie licz....
      to już nawet nie tyle kwestia jego uczucia do dziecka ,co zranionej dumy.
      Jak obcy wujek może okazać się lepszym opiekunem niż on sam??(sądzę ,że taki
      jest teraz tok jego myślenia)
      Wyobraź sobie sytuację ,że to mąż Cię porzuca i zabiera wasze dziecko do tej
      drugiej Pani ,a ta Pani ją przytula ,głaszcze i usypia.Straszne prawda??
      Zastanawia mnie jeszcze jedna kwestia.
      Wiem ,że poszłaś za głosem serca.....
      Ale pomyśl przez chwilę i przypomnij sobie - męża też kiedyś kochałaś i myślałaś
      ,że już zawsze i tylko śmierć Was rozłączy....prawda??
      Zycie jest przewrotne moja droga.
      W tej chwili przeszkody (były mąż) bardzo dapingują Ciebie i nowego partnera i
      wasze nowe ,świeże, ekscytujące
      uczucie.
      Ale nie wiesz co będzie ,nie wiesz czy jeszcze nie będziesz potrzebować pomocnej
      dłoni byłego męża....może się okazać ,że to On kochał Was prawdziwie.
      Postaraj się ,żeby życie go nie zdeptało,wystarczy że go złamało.
      Jeśli On będzie nieszczęśliwy ,zacznie pic ,stoczy się ....Ty też nie zaznasz
      ukojenia.
      Ja wierzę ,że w życiu jest tak ,że kiedyś na końcu zbierzemy to co posialiśmy.
      Nie wiem na ile prawdą jest ,że nie buduje się szczęścia na cudzym
      nieszczęściu.....wiem że mój były mąż już się tak nie cieszy z nowego życia ,a
      kiedy przyjeżdża do Polski płacze na widok mój i córeczki i nie było razu żeby
      nie wspominał ,ze chciałby cofnąc czas.
      • luka76 Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 03.07.08, 00:01
        Nie moge zrozumiec jednej rzeczy - jak ludzie moga sobie robic takie straszne
        swinstwa . Dla mnie jest to straszne. Mezczyzni maja ze soba szczegolna "wiez" -
        chodzi o przyjaz, ktora niekiedy trwa latami a nawet do starosci. W sytuacjach
        zyciowych, gdzie u kobiet nie ma zadnej solidarnosci a wrecz przeciwnie - faceci
        zawsze "trzymaja" ze soba. Zrobilas straszne swinstwo swojemu mezowi a ten jego
        "pseudoprzyjaciel" to juz wogole jedna wielka katastrofa.Czy wy zastanowiliscie
        sie choc przez chwile jak wy bedziecie " z tym zyc"? Czy wasze poranki , dnie
        i noce beda spokojne i szczesliwe? jak mozna sobie brac na "barki" takie wyrzuty
        sumienia. Powiem jedno , nie piszesz ze maz by; draniem, bil, pil - w zasadzie
        nie piszesz o nim wiele ale powiem ci jedno: co dajesz dostajesz - wiec boj sie
        juz co cie spotka a ten twoj nowy fagas nie jest chyba zbyt lojalny zdradzil
        przyjaciela zdradzi i ciebie - jestem tego wiecej niz pewna i zycze ci tego.
        Zegnam ozieble.
        • ja_trybik Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 03.07.08, 00:25
          Kiedyś przejdzie. Czas leczy rany. Urażone męskie ego to trudna sprawa. Tylko
          czytam te wszystkie oskarżycielskie posty i tak się zastanawiam. Żenisz się, ma
          być pięknie. Ale coś jest nie tak nie układa się. Jest normalnie. I nagle
          pojawia się człowiek którego poznajesz i myślisz sobie o kimś takim zawsze
          marzyłam. Małżeństwo blednie, zaczynasz widzieć że żyjesz z dnia na dzień
          sprawami bieżącymi ale bez uczuć. Co wtedy robić poświęci się dla małżeństwa i
          być nieszczęśliwym do końca życia czy zranić kogoś, ale być szczęśliwym? Czy do
          końca życia udawać że się kocha swojego męża. Ile się tak da ? Czy dla dziecka
          na pewno jest lepiej jak rodzice zostają tylko dla niego? Co powiedzieć dziecku
          które za kilka, kilkanaście lat zapyta - mamo Wy się nie kochacie więc dlaczego
          jesteście razem? Czy nie będzie się obwiniać o to że rodzice są nieszczęśliwi z
          jego powodu? Nie wiem jak odpowiedziec na te pytana? Myślę tylko że nie można
          bluzgać kogoś za to że chce być szczęśliwy.
    • magd.a Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 03.07.08, 01:16
      Czyli od męża odeszłaś właściwie z niemowlakiem na ręku? A jak mąż się zajmował
      dzieckiem zanim się dowiedział o Twoim nowym partnerze? Interesował się?
      Dlaczego własciwie od niego odeszłaś? Czy wcześniej bywał agresywny?
      Trudno przewidzieć jak długo furia exmęża będzie trwała i czy się kiedyś skończy
      i czym się skończy. Na urażonym ego może sie wozić latami... Na pewno cierpi i
      to wiesz. Czy faktycznie będzie nakręcał przeciw wam dziecko? Jest ojcem. Ma
      prawa do spotkań i ojcowskie obowiązki i przywileje. A Ty jako matka przy której
      dziecko jest na stałe masz obowiązek dbać by dziecku krzywda sie nie działa i
      wychowywało się w przyzwoitych warunkach, bez chaosu... W razie czego
      zabezpieczaj się nagrywaniem gróźb, jeśli grozi itd. Czy alimenty na dziecko
      macie sądownie wyznaczone?
      W sumie mineły dopiero 2 miesiące od kiedy sprawa się wydała.. Jest szansa, że
      czas załagodzi wsciekłość exa. Tylko musisz ułożyć sprawy tak, żeby nie robić
      samej głupstw z poczucia winy. Ex jest wściekły podwójnie(po tysiąckrotnie
      bardziej) bo kłamałaś do końca, robienie w balona trudno się wybacza. My tu nie
      wiemy jakim jest człowiekiem. Co by pomogło. Co postawi granicę? Szczere
      przeprosiny z wyjawieniem powodów przemilczenia? podrażnienie mu ambicji? czy
      zrobienie awantury żeby się uspokoił? Ale jest już Exem. I Ty masz prawo do
      układania sobie życia bez jego dyktowania z kim śpisz czy mieszkasz...
    • mindsailor Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 03.07.08, 07:11
      przejdzie mu z czasem.
      mój mąz po rozwodzie tez sie związał z moja "przyjaciółką" ze
      studiów. kiedys mnie to strasznie bolało, chociaz to ja odeszłam i
      rozwód był z mojej winy i inicjatywy. teraz mam to gdzies, nie
      interesuja mnie wcale , co robią, gdzie jeżdża, mieszkaja, pracują.
      kontakty zerwane i bardzo sie z tego cieszę.
    • kliklak Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 03.07.08, 11:01
      a ja tak sobie myślę, że prędzej czy później spotka cię dokładnie to
      samo, co zrobiłaś swojej rodzinie. nie chciałaś żyć razem z mężem,
      to trzeba było odejść a nie budować plan awaryjny w postaci gacha,
      co spełnia twoje zachcianki i dlatego jest taaaak cudowny i zupełnie
      inny od twojego byłego już męża.

      każdego dopada codzienność - szczególnie przy małym dziecku -
      zmęczenie, wyczerpanie, monotonia i szarzyzna. jest taka teoria, że
      kobietom odbija po urodzeniu i jakimś odchowaniu dziecka, tylko
      większość jakoś sobie z tym radzi - ty wybrałaś łatwiznę i nową
      adrenalinkę w żyły zamiast wysiłku dla poprawienia tego, co sobie
      przysięgaliście.

      najłatwiej jest kopnąć kogoś w tyłek jak coś nie idzie, bo wg ciebie
      życie to róże, czułe spojrzenia i zapewnienia gacha, że będzie cię
      kochał do końca życia i twoje dziecko - to już przegięcie na maksa!

      a teraz masz pretensje do byłego męża, którego okradliście ze
      wszystkiego, co kochał - z rodziny, dziecka, marzeń, planów - i
      oczekujesz, że będzie pokorny jak baranek, wyrozumiały i spolegliwy.
      że będzie się zachowywał z klasą? postaw się na sekundę w jego
      sytuacji - pustego domu, pustego życia i świadomości, że ludzie,
      którym ufał, wydymali go jak wydmuszkę.

      do tego jeszcze marudzisz o pieniądzach od niego, że za mało daje -
      jeśli ma dawać wystarczająco to musisz mu oddać połowę dziecka czy
      ci się to podoba czy nie. jakim on ma być ojcem na godziny? na
      spacerze? może jeszcze w twoim nowym domu przy gachu i tobie? ty
      masz władzę bo masz dziecko i będziesz to wykorzystywać uderzając z
      każdej strony, bo tu jest całkowicie bezradny. i mimo twojego - tu
      jedyne słowo odpowiednie dla takiego postępku - jeszcze wymagasz
      przyzwolenia i akceptacji?

      i dobrze, że odeszłaś. facet jeszcze ułoży sobie życie jak ochłonie,
      a twój gach zawsze będzie pamiętał, że jesteś zdolna do zdrady,
      kłamstwa i oszustwa. pewnie podobnie jak on, więc jesteście siebie
      warci i za dwa, trzy lata zrobicie sobie dokładnie to samo - szkoda
      tylko, jeśli będziecie mieć kolejne dziecko.

      no więc zajmij się swoim życiem, swoim gachem, a od byłego męża się
      zwyczajnie odczep, bo jego stawanie na nogi potrwa jeszcze ileś lat!
      tak lat! i nie wie ten, co nie przeżył jak to wygląda z drugiej
      strony. ty spakowałaś walizki i wyniosłaś się w ramiona innego bo
      zawpewne 'musiałaś być szczęśliwa' - super smile

      rzygać mi się chce jak spotykam się z takimi 'ludźmi', co przybiją
      kogoś gwoździem do trumny i mają pretensje, że ten nie chce wstać.

      i odpowiedź na twoje pytanie - tak, skończy się za parę lat! facet
      ułoży sobie życie od nowa z kimś lepszym i wartościowym, choć
      oddzielenie od dziecka nigdy się nie zabliźni.


      • lampka_witoszowska Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 03.07.08, 11:13
        no właśnie
        najłatwiej jest, kliklaku, kopnąc kogoś - chocby autorkę wątku
        a szkoda...
        • kliklak Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 03.07.08, 11:26
          no dobra, dużo emocji. po prostu gardzę takimi ludźmi, bo
          przeszedłem coś podobnego i doskonale rozumiem faceta. to jest ból
          fizyczny, nie jakieś tam bzdety w głowie, tylko ból fizyczny
          wykręcający flaki jak pręt wetknięty w brzuch.

          martwi mnie jednak przyzwolenie na takie rzeczy i kwitowanie słowami
          - stało się! to się nie miało prawa stać! po uczciwym odejściu
          bolało by tak samo ale można by się było po czasie szanować - tu
          szacunku nigdy nie będzie i być nie może, no bo jak?

          mój synek też dostał nowego tatusia po 2 tygodniach znajomości -
          pamiętam co czułem. i też nie miałem nic do gadania, bo mamusia ma
          'prawo' smile ten kto zabiera dziecko, ten ma prawo - drugi dostaje
          tylko to, na co właściciel pozwoli. innymi słowy będzie tak jak mama
          chce albo wcale - i dlaczego on ma pretensje? smile

          i podtrzymuję, że to gach i nikim więcej nie będzie - bo przyczynił
          się do rozbicia rodziny, bo wlazł tam, gdzie nie miał prawa. i
          oczywiście wiem, że to mamusia wszystko zorganizowała a on wziął to,
          na co ona mu pozwoliła - co nie umniejsza jego winy w dodatku, że
          był przyjacielem tego faceta.
          • lampka_witoszowska Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 03.07.08, 11:35
            nie zgadzam się! to obraźliwe stwierdzenie, że mężczyzna bierze to,
            co kobieta daje

            jesssooooo, mnie trzęsie na takie teksty - to co? ja też mam Ci
            dowalic?
            a mało Ci życie dowaliło? a mało dowaliło autorce wątku?
            ...cieszysz sie z tego? bo powinna poniesc jakas karę, najlepiej
            największą? to mściwosc - i to nie jest dobry drogowskaz w podejściu
            do drugiego człowieka
            Tobie nie pomoże, bo i tak swoje odcierpiałeś

            ja wiem, że to ból i bezsilnośc, i wściekłosc - i ma swoje
            uzasadnienie, ale nie usprawiedliwienie!

            a oceniac możemy siebie samych i swoją moralnosc - innym zaś należy
            starac się przeszkodzic w krzywdzeniu - a skoro po fakcie... to
            stało się i nic z tym nie zrobisz

            i gówno ma tu do rzeczy przyzwolenie czy nie
            bo nikt czasu cofnąc nie potrafi
            • magd.a Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 03.07.08, 11:39
              właśnie, to zwykła mściwość a nie "dochodzenie sprawiedliwości"
              w jakimś sensie "na gorąco po przejściu" usprawiedliwiona, ale praktykowana na
              stałe- buee
            • kliklak Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 03.07.08, 11:40
              lampka_witoszowska napisała:

              > nie zgadzam się! to obraźliwe stwierdzenie, że mężczyzna bierze
              to,
              > co kobieta daje

              to nie w sensie takim jak myślisz. chodzi mi o to, że najłatwiej w
              tej sytuacji zrzucić całą winę na tego trzeciego - a tak przecież
              nie jest. na siłę jej nie zterroryzował i nie nakazał odejścia od
              męża - zrobiła to sama z własnej woli i chęci.
              • magd.a Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 03.07.08, 11:41
                a niby kto gdzie na niego zrzuca?
                • lampka_witoszowska Re: Otóż to, Norah nie zrzuca...nt 03.07.08, 11:49
      • z_mazur Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 03.07.08, 11:13
        Ja rozumiem niechęć do postawy autorki wątku, ale określenia
        typu "gach", "rzygać" itp. dobrze by było sobie odpuścić. W zasadzie
        to zastanawiałem się nad wycięciem tego posta.
        • mindsailor Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 03.07.08, 11:52
          W zasadzie
          > to zastanawiałem się nad wycięciem tego posta.


          bez przesady! bywały gorsze teksty!
          • z_mazur Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 03.07.08, 12:02
            Ale zostawiłem.

            Nad większością postów nie zastawnawiam się w ten sposób, czyli coś
            mnie w nim tyrpnęło.
            • kliklak Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 03.07.08, 12:15
              z_mazur napisał:

              > Ale zostawiłem.
              >
              > Nad większością postów nie zastawnawiam się w ten sposób, czyli
              coś
              > mnie w nim tyrpnęło.

              i jeszcze jedno - gdyby to napisał facet, to moje zdanie byłoby
              identyczne. ja nie dzielę ludzi na kobiety i facetów tylko dobrych i
              złych.

              • magd.a Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 03.07.08, 12:18
                wlasciwie, jak Cię przeczytałam to myślałam że jesteś zdradzoną wqur... kobietą
                i rzucasz mięsem żeby odreagować smile
                • kliklak Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 03.07.08, 12:19
                  magd.a napisała:

                  > wlasciwie, jak Cię przeczytałam to myślałam że jesteś zdradzoną
                  wqur... kobietą
                  > i rzucasz mięsem żeby odreagować smile

                  nie, jestem wydymanym tatusiem smile częściowo tylko odreagowanym ale to
                  nie wątek na moje żale smile
              • z_mazur Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 03.07.08, 12:20
                A ja się nie czepiam mieritum tylko formy.
                • kliklak Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 03.07.08, 12:22
                  z_mazur napisał:

                  > A ja się nie czepiam mieritum tylko formy.
                  >

                  przyznaję, że emocji wciąż wiele. nakładam sobie pasek na usta i
                  przepraszam wszystkich, których to w jakiś sposób dotknęło.
                  • lampka_witoszowska Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 03.07.08, 12:24
                    Kliklak, tu nie o pasek chodzi, tylko żeby Norah nie dobijac...
                    bądź! to miejsce i na Twoje przeżycie i opinie i wiedzę i bolączki
                    • kliklak Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 03.07.08, 12:28
                      lampka_witoszowska napisała:

                      > Kliklak, tu nie o pasek chodzi, tylko żeby Norah nie dobijac...
                      > bądź! to miejsce i na Twoje przeżycie i opinie i wiedzę i bolączki

                      ja sobie już prawie poradziłem smile prawie, bo jeszcze czasami dostaję
                      po głowie. i może masz rację, z konfliktu bedzię tylko dalszy
                      konflikt.

                      może rzeczywiście niech admin wysadzi tamten post w powietrze albo
                      wytnie fragmenty jak ma takie możliwości. może lepiej zacząć od
                      początku i bez obciążeń? zminimalizować skutki zamiast wytykać błędy
                      i podłości...
                      • lampka_witoszowska Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 03.07.08, 12:32
                        nie ma tylko białe albo czarne
                        (a szkoda)
                        albo minimalizowanie skutków, albo wytykanie?
                        kto zminimalizuje? ludzie z internetu??? nikt tego nie zrobi poza
                        zainteresowanymi i zamieszanymi w sytuację
                        tu można jedynie wytykac do łez, albo poklepac po ramieniu i
                        powiedziec "dałas ciała" - po pierwszym człowiek się wkurzy i
                        odwróci, po drugim... może przemyśli i cos w sobie poukłada

                        wszyscy się uczymy, do znudzenia
                        od siebie nawzajem też
                        • dziewczyna_pingwina06 Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 03.07.08, 12:33
                          A ja myślę, że - nawet brutalne w swej formie - przedstawienie
                          punktu widzenia drugiej strony ma swoje miejsce tutaj. Może czasami
                          oczy otworzyć. Bo niby skąd ma się wiedzieć jak to jest, jezeli
                          samemu sie nie przeżyło?
                  • z_mazur Re: Czy widzicie jakieś szanse?Jak to się skończy 03.07.08, 12:25
                    Eeeee, tam zaraz dotknęło. smile))
                    Sam wiem jak się czułem jakiś czas temu. I zawsze cieszę się w
                    takich sytuacjach, że moja córka była już wtedy nastolatką i że
                    nigdy nie musiałem się obawiać tego, że ktoś inny stanie się dla
                    niej ojcem.
    • marek_gazeta To wszystko jest do dupy 03.07.08, 11:28
      Żona, która nie może poczekać z nowym facetem do rozwodu. "Przyjaciel", który z ową kobietą (ciągle jeszcze oficjalnie żoną) koniecznie musi się przespać. Chcieliście mieć problemy, to je macie. Naprawdę nie można było trochę poczekać? Przecież wyszłaś za tego człowieka; nawet, jeśli małżeństwo się rozpada, można chyba oczekiwać trochę przyzwoitości.

      Ja się mu nie dziwię, podejrzewam, że mógłbym się zachować jeszcze gorzej. Dzieciak jest bardzo mały; ojciec nie chce, aby wychowywał je inny facet (w dodatku: "przyjaciel"). Boi się, że dzieciak może owego zacząć postrzegać owego "przyjaciela" jako ojca rzeczywistego (z Twoją pomocą), a on sam będzie stopniowo usuwany na boczny tor.

      > Odkąd były się dowiedział o nowym chce brac
      > dziecko jak najczęściej, chce zabierać je na weekendy i na noc

      Jest ojcem, ma do tego prawo. Tzn. ma prawo do tego, abyście się sprawiedliwie dzielili czasem opieki.

      > a córka zdecydowanie bardziej jest przywiązana do mnie, z nim nie
      > czuje się pewnie i dobrze na tyle by spędzać noce i bardzo dużo
      > czasu, poza tym jakosc jego opieki też jest dyskusyjna.

      Hehe... jak ojciec, to na pewno sobie nie da rady. Ale może przygrucha sobie jakąś Twoją "przyjaciółkę", która będzie miała - jako kobieta - "odpowiednie" podejście do dziecka.
      • magd.a Re: To wszystko jest do dupy 03.07.08, 11:34
        No jest do dupy. Ale mleko się tam juz wylało. Każdy za swoje pewnie zapłaci.
        Pytanie co i jak robić żeby smród zepsutego mleka nie odbił się jeszcze bardziej
        na dziecku? Czy panowie macie jakieś praktyczne pomysły na normalizację w
        takiej sytuacji a już PO ROZWODZIE?


        • z_mazur Re: To wszystko jest do dupy 03.07.08, 11:42
          Tu trudno coś doradzić konkretnego. Bo co? Rozmowę? Mediację?
          Może rzeczywiscie mediacje pomogłyby się dogadać w kwestiach
          dotyczących dziecka, ale ze swoimi demonami i emocjami mąż musi
          uporać się sam.

          Ja go rozumiem, chociaż nie usprawiedliwiam

          Rozumiem to co pisze Kliklak, chociaż niepotrzebnie tak dużo w tym
          jego pisaniu tyle emocji.

          Często pojawiają się tu na forum kobiety rozbite emocjonalnie po tym
          gdy "mąż zostawił mnie z dzieckiem i odszedł do tej swojej kochanki".

          Paradoksalnie fakt pozostawienia z dzieckiem jest tutaj dla stanu
          emocji kobiety istotny. Jak czułaby się taka kobieta, gdyby odszedł
          od niej mąż do innej kobiety zabierając ze sobą dziecko?

          Pewnie kobietom nawet w wyobrażeniach trudno postawić się w takiej
          sytuacji.
        • marek_gazeta Re: To wszystko jest do dupy 03.07.08, 11:45
          Całej sytuacji oczywiście nie znam (i nie muszę). Czy można coś zrobić? Zawsze można, ale potrzebny jest kompromis i trudne wyrzeczenia z obu stron.

          Jeśli ojciec obawia się utraty uczuć dziecka na rzecz nowego faceta, to autorka wątku mogłaby np. odłożyć plany zamieszkania razem z nowym facetem na pewien uzgodniony czas (rok, dwa), albo mieszkać z nim pod nieobecność dziecka (które przebywałoby wtedy z ojcem - np. w weekendy). To tak z pierwszej ręki.

          Warto pamiętać, że ojciec pozostanie ojcem, będzie miał prawo spotykać się z córką i warto spróbować poprawić stosunki z nim na tyle, na ile to możliwe. Sytuacja, w której rodzice są jawnymi wrogami, jest dla dziecka bardzo wstydliwa i stresująca. To dziecko połączyło ich za zawsze - czy tego chcą, czy nie, ich życiowe ścieżki będą się krzyżować.

          A w piewrszym poście byłem złościwy dlatego, że nie rozumiem, jak można eksowi tak namieszać i zupełnie nie potrafić znaleźć się na jego miejscu.
          • magd.a Re: To wszystko jest do dupy 03.07.08, 11:58
            Właśnie, myślę że podkreślenie że ojciec jest ojcem i praw do dziecka nie traci
            było by dobre, pozwolenie na bycie ojcem w jak największym wymiarze. (nie wiemy
            jaki to ojciec, bo jeśli np pije to inna sprawa...)
            Bo ja się boje, że nieumiejętne ułożenie teraz spraw spowoduje pójście na noże
            na długie lata ze stratą niepowetowana dla dziecka. Autorka ze strachu przed
            exmężem albo z chęci poradzenia sobie z poczuciem winy, a exmąż z zaślepienia
            maksymalnym wkurzeniem na jej oszustwo i oszustwo przyjaciela i wyoautowania go
            z rodziny - narobią głupot. A po cholerę jeśli juz się rozwiedli?

            Faktem jest też, że po rozwodzie to dzieci często w najtrudniejszym momencie
            "trzymają przy życiu" pozostawioną osobę. Więc jesli wcześniej exmąż był dla
            dziecka dobrym ojcem to nie ograniczać mu tego teraz jeśli nie będzie w tym
            szkody dziecka (może rozmowa z psychologiem rodzinnym na temat co na tym etapie
            dla dziecka lepsze?)

          • kliklak Re: To wszystko jest do dupy 03.07.08, 12:03
            psychologia zna takie pojęcie jak 'potrzeba wyrównania' - czy to
            krzywd, czy darów ale zawsze wyrównania. jeśli ktoś cię uderzy, to
            naturalnym odruchem jest chęć oddania, jeśli ktoś cię skrzywdzi, to
            naturalnym odruchem jest chęć zemsty - lepiej to nazwać potrzebą
            zemsty.

            to mija z czasem - dość długim czasem, kiedy człowiek już się
            wypłacze, wyzłości, poużala nad sobą, stanie na dnie i spojrzy w
            górę. do tego trzeba właśnie czasu, przyjaciół i minimalnego
            odzyskania własnej tożsamości, której nie ma po takim rozjechaniu
            walcem.

            o ile w przypadku krzywd w związkach bez dzieci nie ma problemu, bo
            wystarczy się odciąć od siebie i czas płynie szybciej, tak w
            przypadku odebranych dzieci problem tak naprawdę nigdy się nie
            kończy. braku dziecka nie wyrównasz, możesz jedynie zejść do w miarę
            zadowalającego poziomu tego czasu - co najmniej połowy - wtedy jest
            choćby namiastka sprawiedliwości.

            ale każde tzw. odwiedziny u dziecka - szczególnie u nowej rodziny,
            która była kiedyś naszą rodziną rozdrapuje niemiłosiernie te rany i
            poczucie krzywdy. łatwo się mówi - to z mściwości - ale to mówi
            ktoś, kto stoi z boku i patrzy bez emocji. w przypadku dziecka
            emocje nie miną nigdy, a dolewanie oliwy do ognia i obnoszenie się z
            nowym wspólnym życiem wciska tego gościa jeszcze bardziej w muł.

            odciać od byłej się nie może bo jest dziecko - jeśli będzie w ten
            sposób próbował się ratować to zostanie wyklęty jako ojciec, który
            przecież MOŻE widywać się z dzieckiem a tego nie robi. a jeśli
            będzie zabiegał o dziecko - przez pewien czas agresywnie i
            przesadnie, to też będzie zły, bo NIE ROZUMIE DOBRA DZIECKA.

            gdyby to małżeństwo zakończyło się w miarę uczciwie, to i rany
            byłyby mniejsze. niech mama postawi się w sutuacji takiej, że
            dziecko mieszka z tatą i jego 'nową partnerką', a mama może sobie
            odwiedzać malucha i patrzeć na tę rodzinę. niech przyjeżdża do nich
            do domu, wysłuchuje, że mało kasy, bo pojechaliby tu czy tam albo
            kupili dziecku nowe buty. niech czuje się obok a do tego winna, że
            przecież to tylko o dziecko chodzi, powinna być dorosła i rozumieć
            że to tylko życie i tak ludzie żyją smile

            to bardzo proste dla kogoś z boku, dla kogoś kto nie jest okradziony
            ze wszystkiego i sponiewierany każdym słowem czy gestem.

            jak mi ktoś da namiary na byłego męża to mogę spróbować się do niego
            odezwać i opowiedzieć jak ja sobie z tym poradziłem i radzę. nie
            było doskonale, nie było łatwo ale może uniknie moich błędów.
        • young_and_bored Re: To wszystko jest do dupy 03.07.08, 12:02
          > Czy panowie macie jakieś praktyczne pomysły na normalizację w
          > takiej sytuacji a już PO ROZWODZIE?

          Ja mam jeden od strony męża - wyjechać i ochłonąć. Niestety kiepsko
          to się odbija na relacji z dzieckiem.
          • dziewczyna_pingwina06 Re: To wszystko jest do dupy 03.07.08, 12:24
            Zastanowić się przez chwilę, popatrzeć dalej niż czubek własnego
            nosa, wczuć się w sytuację byłego męża, z któym jakis kawałek zycia
            się przeżyło i go spróbować zrozumieć. Dać mu prawo do takich uczuć
            jakie ma teraz, bo nawet jeżeli nam się nie podobają to prawo do ich
            przeżywania ma. Powiedzieć mu, że sie go ruzmie, ale stało się co
            się stało i teraz trzeba się zastanwoić jak ułożyć wzajemne relacje
            z dzieckiem. Niech on spokojnie zaproponuje, nie ty masz stawiać
            warunki. To nie on postawił cię w takiej sytuacji tylko ty jego i on
            ma teraz prawo do tego, żeby nie chcieć dalej być stawianym pod
            ścianą. Za dużo wymagasz od drugiego człowieka, nawet jeżeli jest
            to "tylko" ex-mąż.
            • norah5 Re: 03.07.08, 19:45
              Poruszyliście wiele wątków, z tego co zapamiętałam to tak:
              1. Moje małżeństwo z exem było dziwne, na początku, owszem była
              typowa fascynacja, powiem bardziej erotyczna niż intelektualna,
              później było inaczej...tzn. bardzo pragnęłam stabilizacji, oderwania
              od zwariowanego domu rodzinnego, chciałam zwlaczyć w sobie właśnie
              spontaniczność, pragnienie głębokich przeżyć intelektualnych,
              szukanie nie wiadomo czego, szukanie siebie, ciągłe, długie.
              Stwierdziłam, że postawię w życiu na spokój i stabilność. Ex jest
              człowiekiem spokojnym (był), aczkolwiek aż flegmatycznym, jedyną
              praktycznie okazją do jakiegokolwiek większego uzewnętrznienia jego
              uczuć były wieczory 'przy piwku', 'winku', tak to wiecznie siedział
              i czytał gazetę albo oglądał programy publicytyczne. Pomimo tego, że
              widziałam tak ogromne różnice temperamentów zdecydowałam się na ślub
              (dalej wierząc, ze przezwyciężę swoje 'młodzieńcze zapędy' jak
              myślałam), ślub bez łez wzruszenia, raczej zdenerwowania jego
              organizacją, wesele z upitym do nieprzytomnosci panem młodym..I ciąg
              dalszy błędów.. próbowałam wiele razy dotrzeć do meża, gdy rozmowy
              nie skutkowały - pisałam listy do niego, dawałam mu, czułam się
              samotna, potrzebowałam emocji, przelania uczuć, wierzyłam że dziecko
              obudzi emocjonalność meża.Ciąża, brak kontaktu emocjonalego nadal,
              zero widocznego wzruszenia. On ciągle mówił, że ma depresję, że
              praca go dobija (do dziś nie zmienił), coraz częściej urywał się na
              piwo z kumplami. Urodziło się dziecko..przy porodzie uronił łzę,
              pomoc minimalna, zero inuicji, pomysłów co zrobić z ryczącym non
              stop dzieckiem, zero praktyczności życiowej, tylko gazety, kupmle i
              gadki o historii i polityce, no, czasem muzyce.
              Coś we mnie pękło, były awantury. Brak porozumienia, spełnienia
              wzajemnych oczekiwań, nicość, samotność w domu.
              Obudziałam się dawna ja...cdn
              • kliklak Re: a ja to tak widzę 04.07.08, 10:03
                a ja to widzę troszkę inaczej.

                przeczytałem sobie dokładnie powrót do przeszłości podany tu przez
                norah5 i te rozwinięcia i znajduję typowe - podkreślam - typowe
                słowa, typowych schemat i typowe zarzuty dla byłego, które padają w
                chwilach, w których trzeba się wybielić. i dość daleki jestem od
                dania wiary tak po prostu i przyjęcia wyznań jako pewnik.

                dlaczego? bo i ja i paru mi podobnych spotkaliśmy się z takim
                właśnie typowym opisem przewin, ja oczywiście przeszedłem coś
                podobnego na sobie smile

                norah5 - od razu napiszę pointe, choć powinna znaleźć się na końcu
                po całym wywodzie. ty go po prostu nie kochałaś smile i nie odbieraj
                tego jako zarzut, tylko jako fakt. tak by było uczciwe - nie kocham
                cię i dlatego odchodzę. nikt nikogo na siłę nie zmusi do miłości i
                tu nie można mówić o niczyjej winie. winą jest tylko zdecydowanie
                się na małżeństwo, które było środkiem do twojego celu - oderwania
                się od domu, stabilizacji, spokojności. i twój były pasował do tego
                celu - spokojny, wyważony, pewnie nie głupi skoro ogląda programy
                publicystyczne zamiast vivy czy innych seriali - było spokojnie i
                bezpiecznie - cel osiągnęłaś - ale szybko zrobiło się NUDNO.

                i teraz sprowadzenie iluś lat do: zawsze, nigdy, wszystko, nic. on
                zapewne zawsze czytał gazetę, nigdy z tobą nie rozmawiał, nie tulił,
                nie rozumiał, wszystko musiałaś robić sama, nic go nie obchodziło
                itd smile

                a ty potrzebowałaś być w centrum - podziwiana i obskakiwana przez
                niego, jego kumpli i błyszczeć. pewnie miał doła, że mieszkacie w
                wynajętym, że nie umie sobie poradzić zawodowo i lepiej się sprzedać
                (w końcu nie każdy jest i może być Gatesem) a w domku miał tylko
                fochy i wyrzuty, które nie mogły przecież do niego dotrzeć smile i
                tylko pogłębiały wasze oddalenie. tu nie było miłości, był
                niewypełniony kontrakt, bo miało być cudnie i zawsze dla ciebie smile

                no i zjawił się adonis - nowy, inny, bez obciążeń i powszedniości
                iluś lat - więc ty dalej realizujesz swój cel - marzenie o
                mieszkaniu, innym życiu - bo ten będzie wreszcie zaradny smile

                norah5 - nie dorosłaś do małżeństwa, nie chciałaś tego małżeństwa i
                zwyczajnie się zabawiłaś w rodzinę - nie spodobało ci się, to
                poszłaś gdzieś indziej - zmieniłaś na lepszy model, który prowadzi
                cię dalej do celu smile

                dorośli ludzie szukają pomocy, a nie spierniczają tak po prostu, w
                imię własnego tzw. szczęścia. przysięgałaś mu miłość i wierność na
                dobre i na złe - a o tym drugim zapomniałaś, bo nie było miłości.

                i ja z perspektywy 2 lat bardzo podobnie mogę ocenić moje
                małżeństwo. podobny kaliber zarzutów z drobnymi różnicami - bo ja
                właściwie nie piję - z kuriozum w postaci 3 miesięcy sprzed 5 lat,
                kiedy chwilę po ślubie mieszkaliśmy osobno, bo remontowało się nasze
                mieszkanie, z kłamstwami i bajkami na mój temat smile - miałem okazję
                poczytać takie podobne forum dla mam, gdzie pisała moja była smile
                niesamowite smile i dokładnie wtedy pozbyłem się złudzeń i jakby wyszło
                szydło z worka. znalazł się nowy, 'przebojowy', który spełni jej
                marzenia o własnej firmie i własnym domu z ogródkiem smile naprawdę
                życzę im szczęścia, bo im dalej ode mnie tym lepiej.

                a ja sobie życie ułożyłem, choć miało być dokładnie jak mówisz -
                miałem zginąć, zgnić, długo nikogo nie spotkać po takim cudzie jak
                moja była żona, jak ty - bo podobnie tu napisałaś. i mam teraz
                kogoś, kto dzięki bogu nie jest księżniczką smile z kim ogłądamy razem
                programy publicystyczne i szkło kontaktowe smile i razem jeździmy na
                łąkę na rowerach i razem leniuchujemy wieczorami, i wspieramy się w
                naszych osobnych pasjach. a jak jest z nami mój synek, to jest
                dopiero czad!

                zostaw byłego w spokoju. został oszukany już dwukrotnie i będzie
                potrzebował sporo czasu na podniesienie głowy. dziewczyna_pingwina
                napisała bardzo mądrze - nic mu nie każ, do niczego nie zmuszaj i
                przestań nim rządzić - bo przecież nie potrafił ci się przeciwstawić
                smilenawet zrób coś dla niego i niech bywa też tak jak on chce -
                szybciej dojdzie facet do siebie.


    • misbaskerwill inaczej... 03.07.08, 19:55
      A jeśli tak:
      Tuż po rozwodzie, dowiadujesz się, że Twoja najlepsza przyjaciółka od pewnego
      czasu jest z Twoim exem... W zasadzie od momentu, kiedy od Ciebie odszedł.

      Oczywiście jesteś przeszczęśliwa i dziękujesz przyjaciółce z całego serca, że
      chłop się nie marnuje...

      I pewnie byś ze szczęścia jeszcze dofinansowała ich wyjazd wakacyjny, we trójkę,
      z Twoim dzieckiem...
      Cud-miód big_grin
      • dziewczyna_pingwina06 Re: inaczej... 03.07.08, 19:58
        Facet sie nie kamuflował przed slubem to tobie wydawało sie, że da
        się cos z tym zrobić. Więc dlaczego karać go dodatkowo za twoje
        zawiedzione nadzieje?
        • norah5 Re: inaczej... 03.07.08, 20:19
          I dlatego czuję się tym bardziej winna, że wziełam go takiego
          nieudanego i czemu tak musiał zapłacić za to, a z drugiej strony
          dziękuję Bogu że nie marnuję przy nim życia.
          Wiadomo, że nie jest to przyjemne, ba, tragiczne gdy najbliższa
          osoba zdradza Cię, w dodatku z drugą bliską osobą, nie dziwię się
          jego rozpaczy i nienawiści ale w zasadzie nie zmienię już tego co
          było, nic nie poprawię i zastanawiam się tylko nad przyszłymi
          rozwiązaniami, skoro jest jak jest.
          Zamieszkać z aktualnym nie tylę chcę tylko ' z miłości" (choć
          oczywiście także), ale przede wszystkim ze względu na moje
          makabryczne warunki mieszkaniowe, u rodziny.Sama nie dam rady
          niczego wynając a tym bardziej wziąć kredytu.Dlatego mi się tak
          śpieszy, już 1,5 roku siędzę w okropnym bagnie u starszych(z exem
          mieszkaliśmy na wynajętym).Także nie mogę mu w tym niestety
          oszczędzić bólu bo sama zginę - tzn muszę się wyprowadzić.

          • norah5 Re: inaczej... 03.07.08, 20:23
            Dodam, że ex raczje nie jest 'przebojowym chłopakiem' i miał duży
            problem ze znalezieniem partnerki, poznał mnie..jak go 'wzięłam'-
            takiego nie pasującego do dzisiejszego standardu ideału kobiecego..
            Myślę, ze nie znajdzie sobie szybko kogoś innego co mnie martwi.
            • manderla Re: inaczej... 03.07.08, 21:16
              Po tym co napisalas, to juz w ogóle nie rozumiem skąd u Ciebie wziął
              się ten pospiech. Podejmując decyzje o odejściu powinnas wiedziec,
              ze bedzie tego taki a nie inny skutek. I masz w zasadzie to, co
              chciałaś....az chciałoby się powiedzieć.

              Jest Ci ciezko materialnie, ale przedtem o tym nie pomyslałaś.
              Z Twego rozumowania wybika, skoro ex Ci nie pasował, to miałas prawo
              odejść. Z jego przyjacielem. A co, przyjaciel nie chce wam (Tobie i
              dziecku) zapewnić zycia na odpowiednim poziomie, jakiego chciałabyś?
              Czy tez jest równie "zyciowy", jak ex?
              Kurcze Norah, sorki, ale wydaje sie , ze sama zagmatwałaś się w tym
              co mówisz.
              I że Ty wybrałaś exa. Miłosierna żona. Bo co? Nie było nikogo innego
              na tamten moment?

              Pytanie, co jest waznjiejsze dla Ciebie teraz. Bo o przeszłości juz
              nie ma co rozprawiac. Czy Ty teraz chcesz kase od exa? Czy tez
              chcesz, aby się on troche wyciszył?
              Jedno z drugim nie da sie połączyć.

              Racjonalnie widze to tak. Twoj nowy partner pomaga wam, utrzymuje
              was, jak zwał tak zwał. W koncu do niego odeszlas. tak czy nie? Wiec
              zakładam, ze jakies wspolne plany macie na przyszlosc. To co
              wspolnego z waszymi planami ma ex? Tym bardziej finansowo? Nic.
              Płaci gość, co sad zasądził i jest w porządku.
              Chce sie spotykać z dzieckiem, zabierac, - pozwol mu.
              I nie draznij go przyciskaniem do muru. Bo to juz wygląda na kopanie
              leżącego.

              A ogolnie rzecz biorąc, nie do konca mi wszystkie klocki sie
              układaja w Twojej opowiesci. Wiele niespojnosci.
              Żeby zacząc myśleć, co dalej musisz okreslić na dzien dzisiejszy
              punkt startowy. Od czego chcesz sie odbić. Co chcesz osiągnąć.
              Spróbowac w myślach kazdy z wariantów i wyobrazic, jakie
              konsekwencje będą w zalezności od podjętych przez Ciebie działań.
              Bez złosliwości, zachłanności, zaborczości,- tylko z rozsądkiem.
              Sorki za moralizatorstwo. Ale wydaje mi sie ze sie totalnie
              pogubiłaś pozwalając na odświeżenie swojego niegdysiejszego "ja".
              Ty mozesz być ta samą, ale nie wzielas pod uwage , ze warunki sie
              zmieniły.
            • nangaparbat3 Nora, czy Ty jestes pewna 03.07.08, 21:19

              że on tego nie przeczyta, i sie nie rozpozna?
              Bo jak bym była nim i przeczytała, to bym szukała siekiery.

              norah5 napisała:

              > Dodam, że ex raczje nie jest 'przebojowym chłopakiem' i miał duży
              > problem ze znalezieniem partnerki, poznał mnie..jak go 'wzięłam'-
              > takiego nie pasującego do dzisiejszego standardu ideału kobiecego..
              > Myślę, ze nie znajdzie sobie szybko kogoś innego co mnie martwi.
          • dzul1 Re: inaczej... 03.07.08, 20:26
            Norah5, czy mozesz napisac, czym wyroznia sie twoj przyjaciel na tle nieudanego Eksa?
            • dziewczyna_pingwina06 Re: inaczej... 03.07.08, 20:41
              Pewnie jest nie wycofanym, przebojowym intelektualistą nie pijącym
              piwa i nie oglądającym programów publicystycznych. I to on ją wziął
              a nie ona jego musiała brać.
              Sorry za zgryźliwośc.
              • dzul1 Re: inaczej... 03.07.08, 20:45
                dziewczyna_pingwina06 napisała:

                > Pewnie jest nie wycofanym, przebojowym intelektualistą nie pijącym
                > piwa i nie oglądającym programów publicystycznych. I to on ją wziął
                > a nie ona jego musiała brać.
                > Sorry za zgryźliwośc.

                Wlasnie zastanawiam sie nad tym indywiduum, bo jakos niewiele o nim wiemy, oprocz tego, ze jest dobrym przyjacielem, a to z pewnoscia rzuciloby jakies dodatkowe swiatlo na sprawe. Narazie bowiem porzucony maz wydaje mi sie znacznie sympatyczniejszy, mimo opisanych wad.
            • norah5 Re: inaczej... 03.07.08, 21:48
              W zasadzie może nie był przyjacielem exa-takim od super zwierzeń
              i "co niejednego konia razem kradli", był kumplem z pracy, może
              lepszym niż pozostali. Czasem spotykali się pod moją nieobecność i
              całą noc oglądali filmy, pili piwo albo gadali o muzyce.Znali się
              około pół roku.

              Podstawowa różnica między nimi to fakt, że "aktualny" jest
              inteligentny, inteligentniejszy, i to przekłada się na różnice w
              wielu dziedzinach. Przede wszystkim jest w ogóle w stanie zrozumieć
              czego ja pragnę, gdy mnie wysłucha, widzę konsekwencje, wnioski.
              Jest zdecydowanie bardziej otwarty na nowe idee, bardziej
              elastyczny, ex był i jest konserwatywny, sam nie wie czego chce. Ex
              nie był w stanie zrozumieć emocji ani swoich ani moich w szerszym
              tego słowa znaczeniu i wyciągać jakiejkolwiek nauki. Ex, pomimo
              swojego zakompleksienia, miał bardzo duże poczucie ego, moze właśnie
              dlatego, był i do dziś ma tendencję jedynie do subiektywnego, w
              najmniejszym calu obiektywnego myślenia. Każdą moją chęć
              wytłumaczenia 'co mi nie pasuje' odbierał jako atak, zamykając tym
              samym jakąkolwiek drogę do naprawy, do zbliżenia się.
              "Aktualny" tez ma sporo wad, dziś, po półtora roku kontaktu już
              przeszliśmy fazę pierwszego zauroczenia i nastąpił trudniejszy, ale
              prawdziwszy moment prawdziwych konfrontacji. Też bywa ciężko ale
              zawsze odnajdujemy się na nowo.
              "Aktualny" szybko sie wkurza, ale potrafi mi się przeciwstawić i
              wysnuć racjonalne argumenty, ma swoje zdanie, szanuję go za to.
              POza tym, ex jest mrukiem, "aktualny" ma niebagatelne poczucie
              humoru, jest zdecydownie bardziej przedsiębiorczy i mający
              inicjatywę w kwestiach finansowych, to też dla mnie ważne.. Z exem i
              dzieckiem, gdyby nie mój ojciec przymierałabym chyba z głodu.
              itd. A, no i..."aktualny" umie się świetnie bawić z dzieckiem, ex
              raczej nie, jest sztywny ale kocha dziecko..jeśli tylko będzie umiał
              zainteresować i nadażyć nad energicznym (chyba po mnie) brzdącem nie
              ma sprawy, może nauczy jej tego czego ja nie bardzo...np, historii..
              Jest trochę różnic.



              • z_mazur Re: inaczej... 03.07.08, 22:14
                Eeeeee tam taki przyjaciel, po pół roku znajomości, toż to zwykły kumpepl

                Z facetem z którym jest moja żona znaliśmy się ok 8 lat i nawet nie próbowałbym go nazwać bliskim kumplem. smile)))

                Żona mojego dobrego kumpla odeszła z jego przyjacielem, ojcem chrzestnym ich córki.

                Historie stare jak świat, i gdyby nie wzgląd na ich uczestników możnaby mówić o banale. smile))
              • sagaretia Re: inaczej... 03.07.08, 22:15

                Przepraszam ,
                ale ta chłodna analiza pomiędzy wadami ,a zaletami starego i nowego pana jest
                porażająca .
                Porażająca jest Twoja zimna kalkulacja norah.
                Gdzie emocje ,gdzie uczucia ,gdzie współczucie?
                To jakieś obwieszczenie i mam wrażenie ,że w ogóle nie czytasz tego co do
                Ciebie piszemy.
                Powiedz czego od nas tak naprawdę oczekujesz?
                • z_mazur Re: inaczej... 03.07.08, 22:19
                  A dla mnie taka analiza jest jaknajbardziej ok.
                  Jakoś nie przekonują mnie teksty, że "coś mnie w nim pociągnęło, sama nie wiem co". smile)
                  Dziewczyna przynajmniej wie co, dlaczego i po co zrobiła.
                  • lampka_witoszowska Re: inaczej... 03.07.08, 22:23
                    ja widzę tu tylko umiejętnosc obserwowania, nie wyrachowanie
                    wie, co który ma i wie, z czym się zamęczała

                    nie ma co dorabiac jakiejs czarnej historii do tego

                    ...poza tym, że tekst z siekierą mnie rozłożył smile)) i jeszcze się
                    nie podniosłam smile
                  • sagaretia Re: inaczej... 03.07.08, 22:27
                    Nie wiem mazurku czy ironizujesz ,czy naprawdę tak myślisz .
                    Ale niech Ci będzie ....
                    ja to taka uległa ,milusia kobietka jestem wink)
                    Jak tak o tym wszystkim pomyślę ,to wiem że nic nie wiem.
                    Moje małżeństwo diabli wzięli ,a ja nie wiem czemu wink)......
                    to i skąd mam wiedzieć czemu biorą inne wink)
                    • lampka_witoszowska Re: inaczej... 03.07.08, 22:34
                      to ja już nie rozumiem - Norah w końcu się związała z obecnym za
                      czasów małżenstwa czy nie?
                      • manderla Re: inaczej... 03.07.08, 22:36
                        Ja też juz niczego nie rozumiem ;-/
                        • lampka_witoszowska Re: ja Wam mówię, my kiedys skończymy... 03.07.08, 22:41
                          ...w jakiejs miłej knajpce, będziemy się stukac laskami i pic piwo
                          czy wino, i to każdy, co lubi - i będziemy dyskutowac, czy Norah
                          dobrze zrobiła i co powinna...

                          a Norah będzie nam mówiła, że są jeszcze inne dodatkowe szczegóły,
                          ale że ex mieszka w Nowej Zelandii, a obecny ma tęgą sklerozę, to
                          ona nie pamięta, czy w ogóle ktos miał tu jakies uwagi wink))

                          • manderla Re: ja Wam mówię, my kiedys skończymy... 03.07.08, 23:55
                            lampka_witoszowska napisała:

                            > ...w jakiejs miłej knajpce, będziemy się stukac laskami i pic piwo
                            > czy wino, i to każdy, co lubi - i będziemy dyskutowac, czy Norah
                            > dobrze zrobiła i co powinna...
                            >
                            > a Norah będzie nam mówiła, że są jeszcze inne dodatkowe szczegóły,
                            > ale że ex mieszka w Nowej Zelandii, a obecny ma tęgą sklerozę, to
                            > ona nie pamięta, czy w ogóle ktos miał tu jakies uwagi wink))


                            Kurna. Ciebie też kocham.

                            Chyba lesbijka zostane... jak tak dalej pójdzie wink

                            >
                            • sagaretia Re: ja Wam mówię, my kiedys skończymy... 04.07.08, 00:01
                              manderla napisała:

                              > Kurna. Ciebie też kocham.

                              > Chyba lesbijka zostane... jak tak dalej pójdzie wink



                              Kobieto .....dopiero do tego doszedłaś ?wink)
                              Ja już ze zmianą zainteresowń oswajam otoczenie......
                              mama trochę kręci nosem ,a przyjaciółka jakoś tak bez obstawy boi sie na kawkę
                              wpadać wink))

                              • manderla Re: ja Wam mówię, my kiedys skończymy... 04.07.08, 00:05
                                sagaretia napisała:

                                > manderla napisała:
                                >
                                > > Kurna. Ciebie też kocham.
                                >
                                > > Chyba lesbijka zostane... jak tak dalej pójdzie wink
                                >
                                >
                                >
                                > Kobieto .....dopiero do tego doszedłaś ?wink)
                                > Ja już ze zmianą zainteresowń oswajam otoczenie......
                                > mama trochę kręci nosem ,a przyjaciółka jakoś tak bez obstawy boi
                                sie na kawkę
                                > wpadać wink))
                                > Uważaj, Sagaretia, bo jak bedziesz mówiła "doszedłam", to Cie
                                Jarkoni tez zaraz wytnie. Jak Leptisa. Bo powie, ze nie jesteś godną
                                stroną by z Toba rozmawiać wink))
                                • lampka_witoszowska Re: ja Wam mówię, my kiedys skończymy... 04.07.08, 00:08
                                  jak się bedem tak śmiac, to w życiu tego mojego dziecka nie
                                  nakarmię...
                                  idźcie sobie już, ja Was tak proszę smile)))))))))
                                  • manderla Re: ja Wam mówię, my kiedys skończymy... 04.07.08, 00:11
                                    lampka_witoszowska napisała:

                                    > jak się bedem tak śmiac, to w życiu tego mojego dziecka nie
                                    > nakarmię...
                                    > idźcie sobie już, ja Was tak proszę smile)))))))))

                                    Muwi sie: jak siem bendem tak smiac...

                                    A nie, jak ty! Ty kobieto niegramotna!!
                                    No! idźta no dzieckiem sie zając! I to już! smile

                                    ps. dobrej nocki.
                                    • lampka_witoszowska Re: ja Wam mówię, my kiedys skończymy... 04.07.08, 00:13
                                      dobrej nocki, dobrej

                                      siem poprawie..m smile i ło smile
                                • sagaretia Re: ja Wam mówię, my kiedys skończymy... 04.07.08, 00:12
                                  manderla napisała:


                                  > > Uważaj, Sagaretia, bo jak bedziesz mówiła "doszedłam", to Cie
                                  > Jarkoni tez zaraz wytnie. Jak Leptisa. Bo powie, ze nie jesteś godną
                                  > stroną by z Toba rozmawiać wink))

                                  Tak dawno nic z facetem nie miałam ,że nawet to wycinanie przyjemnie mi się
                                  skojarzyło wink))
                                  • lampka_witoszowska Re: ja Wam mówię, my kiedys skończymy... 04.07.08, 00:15
                                    bo to nie je wycinanie, jeno zwykłe, wulgarne rżnięcie...jesoooo,
                                    idem juz stąd smile)))))
                                    narara
                                    • sagaretia Re: ja Wam mówię, my kiedys skończymy... 04.07.08, 00:21
                                      jesoooo ...fuj fuj wink) .......idem paciorek ,myju i lulu wink)

                      • magd.a Re: inaczej... 03.07.08, 23:49
                        ja Wam wszystko wytłumaczę tongue_out
                        Norah poznała Nowego przez męża, znali się ok pół roku, zapewne zainspirował
                        ją(pośrednio lub bezpośrednio) do podjęcia ostatecznej decyzji o rozwodzie.
                        Odeszła od męża, zamieszkała kątem u rodziców, z dzieckiem kilkumiesięcznym. Mąż
                        nie uważał tego za rozstanie. Ona związała się z Nowym ale ukrywali to przed
                        publiką. Po 1,5 roku dostali z mężem rozwód, 2 mce temu. Tyle z matematyki i
                        lekkich domysłów. Bo o Nowym mało co wiemy.
                        Byle Norah nie popełniła tego samego błędu co z małżeństwie- ucieczki (z domu
                        rodzinnego do faceta) w tylko pozorne "lepiej".


              • marek_gazeta Chyba nie rozumiesz 04.07.08, 10:59
                Po co to porównanie "byłego" i "aktualnego"? Nie musisz się usprawiedliwiać - znalazłaś lepszego faceta i odeszłaś od męża. Z Twojego opisu wynika tyle, że eks nie jest potworem (dewiant, sadysta, dziwkarz itp.), ale w miarę normalnym facetem.

                Nawiasem mówiąc, skoro jeszcze nie mieszkasz z "aktualnym", to jeszcze (zbyt) wiele o nim nie wiesz.

                Chodzi natomiast o to, że z eksem masz dziecko. On jest ojcem i ma prawo do uczuć dziecka i własnych poglądów na jego wychowanie. Ma prawo do zazdrości o relacje Twojego nowego faceta z własnym dzieckiem.

                A nowy facet - z nim może być różnie. Może będziecie ze sobą "do końca", a może za rok będzie po wszystkim - facet może uznać, że rozwódka z dzieckiem to za dużo szczęścia na raz, albo znaleźć sobie lepszy/ładniejszy egzemplarz kobiety. A eks pozostanie ojcem na zawsze, rozumiesz?
                • lampka_witoszowska Re: Chyba nie rozumiesz 04.07.08, 12:42
                  to porównanie było po to, żeby odpowiedziec na czyjes pytanie,
                  dlaczego odeszła od męża i co sobą reprezentuje obecny, bo nic o nim
                  nie było...
                  no, nie czepiaj sie kobiety tylko tak, żeby było jednokierunkowo: co
                  nie napisze, to po łapach...
                  • norah5 Re: Chyba nie rozumiesz 04.07.08, 15:31
                    Magd.a dobrze to zrozumiała. Nie mam pewności czy z aktualnym na
                    pewno będę, macie rację, że dopiero mieszkając w pełni poznamy się
                    do końca i będę mogła jeszcze coś więcej powiedzieć na ten temat.
                    Co do braku uczuć i emocji, za to kalkulacji, co ktoś mi zarzucił -
                    następuje taki etap w życiu (może nie u każdego) gdy okazuje się, ze
                    codzienność i skutki podejmowanych w niej decyzji nie mogą być tylko
                    wynikiem spontanicznego uczucia,nieokreślonego, nieuchwytnego. Każdy
                    z nas podświadomie kieruje się przy wyborze partnera jakimiś
                    określonymi kategoriami, i to naprawdę z różnej beczki, od dziecka
                    kodujemy jakieś ideały, których potem szukamy. Różnica polega na
                    tym, że niektórzy robią to instynktownie, nie umiejąc racjonalnie
                    wytlumaczyć swoich wyborów, inni posiadają umiejętność (zazwyczaj
                    nabywanie jej trochę trwa wraz z ) ich określenia i racjonalnego
                    rozważania. Oczywiście to jest tylko część z ogólnego podejścia bo
                    choćbym chciała i tak nie do konca potrafię wytłumaczyć co mną
                    kieruje.
                    • magd.a Re: Chyba nie rozumiesz 04.07.08, 16:57
                      Norah, a czy potrafiłabyś zaryzykować samodzielność? Wynająć samodzielnie
                      mieszkanie, w tym czasie uporządkować relacje dziecka z ojcem? Z Nowym tylko
                      dochodzącym? Nie wiem jaka jest Twoja sytuacja, czy masz pracę, z czego się
                      utrzymujesz, na co Cię finansowo stać.
                      Tak dywaguję, bo mam wrażenie że przydało by Ci się pobyć ze sobą samą,
                      zastanowić się czego własciwie w życiu chcesz, Ty jako Ty, bez przymusu bycia z
                      kimś by tylko nie mieszkać z rodzicami.. Może się myle, ale pomyśl o tym, bo
                      jeśli Nowy i mieszkanie z nim nie wypali to co zrobisz? znowu wrócisz do rodziców?
                      • norah5 Re: Chyba nie rozumiesz 04.07.08, 18:00
                        Tak, przeraża mnie ta myśl, że będę uzależniona finansowo i
                        mieszkaniowo, znów będę miała związane ręce jakby co.
                        Zarabiam 1200 zł, wynajęcie choćby kawalerki to koszt ok 1000-1200,
                        alimentów dostaję 350 zł, z czego 300 płacę za żłobek.
                        Dziecko ciągle choruje, gdy szukałam pracy chciałam lepszą, mam
                        wyższe wykształcenie itp. ale nikt nie chciał takiej z małym
                        dzieckiem, bez ogromnego doświadczenia życiowego więc została
                        instytucja państwowa, gdzie pracują same babki i jak mała jest chora
                        (albo ja-bo ostatnio też co chwilę...przez stresy?)mogę spokojnie
                        wziąć l4 albo opiekę.
                        Pokoju nikt raczej nie wynajmuje matce z małym dzieckiem (krzyczy i
                        niszczy). Jedyne co mi pozostało i co mnie trzyma przy życiu jest
                        to, że babcia ma 96 lat...i ma mieszkanie, ale pewności też nie mam
                        że je dostanę.
                        za 5 lat moz bedzie można pomyslec o innej pracy. Pech, (a może i
                        szczęście, że teściowie w innym mieście, moi rodzice pracują
                        jeszcze).
                        Jestem taka pokaraskana przez to wszystko co się działo i dzieje, ze
                        z chęcią pomieszkałabym sama...ale nie ma jak. a nie bede sie
                        wdawala w szczegoly jak teraz mam, tylko tak; mama ze swoim panem,
                        ojciec obok w brudzie i psychotycznymi odjazdami...
                        • sylwiamich Re: Chyba nie rozumiesz 04.07.08, 23:09
                          pl.youtube.com/watch?v=hpe9DKl6fiI&feature=related
      • nangaparbat3 Re: inaczej... 03.07.08, 21:13
        misbaskerwill napisał:

        > A jeśli tak:
        > Tuż po rozwodzie, dowiadujesz się, że Twoja najlepsza przyjaciółka od pewnego
        > czasu jest z Twoim exem... W zasadzie od momentu, kiedy od Ciebie odszedł.
        >
        Odszedł zabierajac z sobą Twoje dziecko.
        • womania Re: inaczej... 04.07.08, 09:39
          ja to troche widze tak, ze noraH budowala malzenstwo na wspolczuciu,
          matkowala exowi, az tu nagle poczula ze koniec tego. ja to doskonale
          rozumiem. nie mozna karmic sie w zyciu tylko sumieniem i
          wspolczuciem dla blizniego, negujac siebie. ale tak od razu odejsc
          do innego faceta... moze inny temperament.
          podstawowy blad noryH bylo malzenstwo. odejscie od meza jest tylko
          tego konsekwencja. dobrze ze sie nie bedzie meczyc cale zycie,
          szkoda, ze przy okazji od razu weszla w inny zwiazek. ja tam bym
          chciala troche sama pozyc.
          no dziecko.. w koncu to jest najwazniejsze. dziecko bedzie zawsze
          (dopoki nie wyjdzie z domu).
          oby ojciec - mimo wstrzasu - sie z tego wykaraskal. dla dobra
          dziecka. a noraH, Ty powinnas jednak bardzo pomagac dziecku i tacie
          wzajemnie sie polubic. ojciec to ojciec. pomagac, zrobic wszystko co
          w twojej mocy, ale nie dac sie obarczyc odpowiedzialnoscia, zachowac
          umiar.
          straszna sytuacja.
          • norah5 Re: inaczej... 04.07.08, 15:42
            Wiem, że były ojcem będzie już zawsze i godzę się z tym, choć w
            duchu modlę się aby mała nie miała przez niego nadmiernego
            galimatiasu w głowie. Wszystko zależy od niego - jeśli będzie umiał
            i chciał, tak jak ja chcę, stworzyć, choć pozornie, przed dzieckiem
            pozytywne relacje, nie ma problemu, Jeśli będzie umiał oszczędzić
            dziecku dorosłych emocji, nie wtajmeniczając jej we własne żale i
            szczegółowe opowieści, nia ma sprawy, zobaczymy. Ja nie mam zamiaru
            w najmniejszym stopniu wychowywać dziecka w przekonaniu, ze ojciec
            był czy jest be,chciałabym aby miała do niego szacunek i go lubiła,
            ale dziecko samo zdecyduje bo intuicyjnie wyczuwa szczere i dobre
            intencje. Zobaczymy, mam nadzieję, ze były nie będzie trwał w
            przekonaniu, że musi zrobić wszystko aby dziecko znienawidziło
            wujka. To mnie najbardziej denerwuje, że przez jego nienawiść
            dziecko będzie skrzywione, zastraszone i pogubione (z pytaniem na
            ustach- no jak to? przecież mamusia go bardzo lubi a Ty mi każesz go
            nie lubić?...)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka