jasmin75
01.08.08, 10:52
jestem juz miesiac po rozwodzie.
ze wzgledu na sprawy majatkowe, ktore sie strasznie ciągną,
zamieszkujemy razem.
Pierwsze tygodnie byly trudne, tym bardziej ze mimo szybkiego
rozwodu, poszlam po, na sprawe o leczenie (maz uzalezniony), jako
swiadek i skladalam zeznania.
Maz ze wzgledu na taka a nie inna sytuacje, opinie psychologa,
nie ma skierowania na stacjonarne leczenie, jedynie skonczylo sie na
orzeczeniu ze ma uczeszczac na terapie do poradni uzaleznien.
Bylysmy osobno na wakacjach. Maz wrocil wczoraj i... zaiskrzylo...
znam efekt miesiaca miodowego...kiedy w przeszlosci sie
wyprowadzilam nie akceptujac jego picia...nic sie wtedy nie zmienilo.
Rano powiedzialam mezowi ze mimo wszystko moje podejscie sie nie
zmienilo, chce zeby sie wyprowadzil, chce go splacic,
nadal nie akceptuje alkoholu w nim i moim domu.
ciekawa jestem co by na to powiedzial psycholog?
* brak seksu - nie kochalismy sie prawie rok czasu
* czysta fizjologia?
pytam siebie i nie znajduje odpowiedzi...
Walcze ze wspoluzaleznieniem u siebie. czyzby jakis nawrot?