useless00
24.09.08, 20:01
Dostałam nową pracę w Poznaniu. m. wsciekły. Złożyłam wymówienie w pracy - szefowa wściekła. Wszystkich rozczarowuję, tracę szacunek, itd. Nie mogę znaleźć mieszkania. Studenci na pniu wynajmują mieszkania, a ja na odległosć nie mogę zrobic nic. Mogłabym sama przeprawdzić się, a syna zabrać później, ale m. nie odda mi dziecka, szczególnie, że wczoraj usłyszałam, że to on dziecko wychował, wykarmił, wstawał w nocy itd. A ja nic nie robiłam. Rozumiecie???!!!Może go jeszcze urodził i piersią 15 miesięcy karmił?? Kiedy byłam w domu zdarzało (!) mu się wstawać czasami w nocy, bo zawsze twierdził, że musi się wyspać, by bezpiecznie dojechać do pracy (5km na wsi, a potem wspólnie ustaliliśmy, że będzie woził dziecko do przedszkola, bo ja pracuję od 7 do 15, a on od 8 do 14. Teraz powiedział mi, ze mogłam zrezygnować z pracy, gdybym była dobra matką. I jak się bronić??? On z kazdej rzeczy , która zrobi robi świeto i informuje wszystkich dookola, nawet dzwoni do mnie do pracy, by powiedziec co ugotował na obiad. Przecież to są obowiązki, a nie zasługi. Gdybym ja z każdego prania, z każdego sprzątania robiła święto, to byłby permanentny karnawał. Po prostu wykonuję to co powinnam i nie robię z tego problemu. Ale ja teraz wyszłam na nieroba, wyrodną matkę i co tam jeszcze chcecie. Nic nie rozumiem, jak się bronić, a ja zacznie tak w sądzie gadać? Nie mogę się wycofać, bo nie chcę, za bardzo chcę się stąd wyrwać, spodziewałam się, ze będzie ciężko, ale znikąd pomocy i pociechy. Jak przetrwać???