mamazuziaka 30.03.09, 11:43 jak wygląda rozwód w przypadku męża pozbawionego wolności? Odpowiedz Link czytaj wygodnie posty
mamazuziaka Re: pytanie dot.procedury rozwodowej 14.05.09, 10:42 nikt nie wie? ja się tylko dowiedziałam,e jego obecność nie jest wymagana w takim przypadku.. Odpowiedz Link
sauber1 Re: pytanie dot.procedury rozwodowej 14.05.09, 10:46 mamazuziaka napisała: > nikt nie wie? > ja się tylko dowiedziałam,e jego obecność nie jest wymagana w takim przypadku.. Ale prawidłowo powiadomiony o terminie rozprawy być musi, a jak leży to w jego interesie, niechaj się spina i przybywa, nawet w asyście, jak ma kasę to już sobie poradzi i na bank będzie uczestniczył w postępowaniu Odpowiedz Link
fragile66 Re: pytanie dot.procedury rozwodowej 14.05.09, 11:01 W zasadzie rozwód w sytuacji, kiedy jedna ze stron odbywa karę pozbawienia wolności, różni się od normalnego postępowania tylko tym, że sąd nie oczekuje obecności więźnia na każdym posiedzeniu i nieobecność jest automatycznie usprawiedliwiona. Poza tym procedura jest identyczna zgodnie z opisem w kodeksie postępowania cywilnego. Odpowiedz Link
sauber1 Re: pytanie dot.procedury rozwodowej 14.05.09, 11:10 fragile66 napisał: > W zasadzie rozwód w sytuacji, kiedy jedna ze stron odbywa karę > pozbawienia wolności, różni się od normalnego postępowania tylko > tym, że sąd nie oczekuje obecności więźnia na każdym posiedzeniu i > nieobecność jest automatycznie usprawiedliwiona. > > Poza tym procedura jest identyczna zgodnie z opisem w kodeksie > postępowania cywilnego. Tak i owszem, ale wiele zależy też od tego kim ten ów człowiek jest? Jeżeli przewodniczący składu sędziowskiego ma zaliczone szkolenia z zakresu konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności, na żadne uchybienia w tej delikatnej materii nie może sobie pozwolić i wiemy dlaczego - prawda? Odpowiedz Link
fragile66 Re: pytanie dot.procedury rozwodowej 14.05.09, 15:13 sauber1 napisał: > Tak i owszem, ale wiele zależy też od tego kim ten ów człowiek jest? Temida powinna być ślepa na pozycję, stanowisko i wpływy. Nie rozumiem tego argumentu. Ale poza tym tylko sobie gdybam na podstawie samej treści kodeksu. Nie byłem nigdy świadkiem sprawy rozwodowej, w której stroną byłaby osoba uwięziona. Odpowiedz Link
sauber1 Re: pytanie dot.procedury rozwodowej 14.05.09, 16:09 fragile66 napisał: > sauber1 napisał: > Temida powinna być ślepa Dokładnie Odpowiedz Link
sauber1 Re: pytanie dot.procedury rozwodowej 14.05.09, 10:48 mamazuziaka napisała: > jak wygląda rozwód w przypadku męża pozbawionego wolności? ale chyba nie jest pozbawiony praw publicznych? Odpowiedz Link
vadera12345 Re: pytanie dot.procedury rozwodowej 14.05.09, 15:17 Sąd doręczy pozew do Zakładu Karnego. Pozwany może wnioskować o ustanowienie pełnomocnika z urzędu ( i go dostanie ), może wnioskować o doprowadzenie go na rozprawę ( powinien zostać doprowadzony ) - tyle różnic. Odpowiedz Link
majkel01 Re: pytanie dot.procedury rozwodowej 14.05.09, 19:38 To zależy jeszcze gdzie siedzi. Jeśli jest "pod ręką" wówczas zostanie doprowadzony na rozprawę i normalnie weźmie w niej udział. Jeśli jest gdzieś dalej wówczas nie ma mowy o transporcie na rozprawę. W takim przypadku sąd przesyła do najbliższego sądu rejonowego odezwę o udzielenie pomocy sądowej. Wówczas pozwany doprowadzany jest jedynie do tamtego sądu i tam przesłuchany zgodnie z przedstawionymi okolicznościami. Po przesłuchaniu protokół przesłuchania zostanie przesłany do sądu prowadzącego sprawe o rozwód. Zostaniesz przesłuchana a postępowanie zakończone. Z reguły ze sprawami gdzie ktoś przebywa w ZK toczą się dłużej ale za to sa prostsze. Jeśli pozwany siedzi w ZK wówczas inaczej uprawomocnia się orzeczenie. Musi ono być bowiem doręczone delikwentowi i dla niego dopiero od daty doręczenia lecą terminy na zaskarżenie orzeczenia. Jeśli delikwent przebywa w ZK wówczas jest o wiele prościej uzyskać winę. Po pierwsze zalezy za co siedzi. Po drugie sama okoliczność znalezienia się w ZK powoduje ustanie więzi, a w ZK delikwent znajduje się na własne życzenie. Inaczej mówiąc jego zachowanie przyczyniło się do rozpadu więzi. Jest chyba nawet orzeczenie SN które na to wskazuje. Odpowiedz Link
sauber1 Re: pytanie dot.procedury rozwodowej 14.05.09, 20:27 majkel01 napisał: > Jeśli delikwent przebywa w ZK wówczas jest o wiele prościej > uzyskać winę. Tu akurat mam powody by polemizować, ale czy to ma sens ? Odpowiedz Link
majkel01 Re: pytanie dot.procedury rozwodowej 15.05.09, 20:30 sauber1 napisał: > majkel01 napisał: > > > > > Jeśli delikwent przebywa w ZK wówczas jest o wiele prościej > > uzyskać winę. > > Tu akurat mam powody by polemizować, ale czy to ma sens ? no nie ma sensu polemizowac, bo już sam fakt znalezienia się w ZK daje podstawy do uznania winy za rozpad pożycia. W końcu to zachowanie delikwenta spowodowało przymusowe rozstanie na jakiś czas i szereg innych konsekwencji. Osoby przebywające w ZK dośc często zresztą same wyrażają zgodę na orzeczenie swojej winy. Są jednak różne przypadki... spotkałem się z takim że garujący tatuś chciał ustanowienia miejsca pobytu dziecka przy nim, ale nie potrafił wyjaśnić czy chodzi mu o to by dziecko siedziało w mamrze razem z nim. Odpowiedz Link
sauber1 Re: pytanie dot.procedury rozwodowej 14.05.09, 20:53 majkel01 napisał: > W takim przypadku sąd przesyła do najbliższego sądu rejonowego > odezwę o udzielenie pomocy sądowej. Niekoniecznie pozwany musi być pozbawiony wolności, bywa że nie stawia się na kolejnych rozprawach, a poinformował sąd że jego miejsce pobytu jest gdzieś indziej i wtedy sąd też przesyła do najbliższego sądu rejonowego odezwę o udzielenie pomocy sądowej, a z praktyki jest mi wiadomym, że dobrze kiedy powód w tym tez uczestniczy. Odpowiedz Link
mamazuziaka Re: pytanie dot.procedury rozwodowej 15.05.09, 11:24 Dziękuję za odpowiedzi. Co do winy to wolę bez(m.in.żeby było szybciej i bez świadków),jednak z drugiej strony zastanawiam się właśnie czy gdybym wnioskowała o winie w takiej sytuacji potrzebni byliby świadkowie.Mimo,że rozpad nastąpił troszkę wcześniej to jednak sam dopuścił się czynu,który "rozerwał" nasz związek,małżeństwo co jest winą po jego stronie. Myślałam,wnioskując po rozmowie z adwokatem ,że sprawa rozwodowa w takiej sytuacji odbywa się szybciej,mam taka nadzieję. Na razie przebywa w AŚ,ale zapewne po sprawie będzie to w ZK ,jednak tak czy siak jest pozbawiony wolności.Co do jego osobistej chęci przybycia to sądzę,że takowej nie będzie i lepiej dla mnie. Odpowiedz Link
kasper254 Re: pytanie dot.procedury rozwodowej 15.05.09, 13:08 Łza sie w oku kręci. Gdzie te czasy, w których kobiety czekały za chłopem, gdy garował, tudzież, jak było trzeba (a było) na Syberię jechały. Dostojewski nie miałby dzisiaj o czym pisać, chyba że jak Stasiuk wybrałby się na zadupie - po człowieczeństwo. Odpowiedz Link
mamazuziaka Re: pytanie dot.procedury rozwodowej 15.05.09, 18:28 chcesz chusteczkę? Gdyby była inna sytuacja to czekałabym...należę (nie)stety do tych kochających żon...i takie myśli mnie nachodziły i takie miałam tez założenie na początku, jednak jest wiele "ale" i na tym zakończę odnośnik do wypowiedzi powyższej. Odpowiedz Link
sauber1 Re: pytanie dot.procedury rozwodowej 18.05.09, 03:34 kasper254 napisał: > Łza sie w oku kręci. Gdzie te czasy, w których kobiety czekały za > chłopem, gdy garował, tudzież, jak było trzeba (a było) na Syberię > jechały. Dostojewski nie miałby dzisiaj o czym pisać, chyba że jak > Stasiuk wybrałby się na zadupie - po człowieczeństwo. może o takim przypadku myślisz, gdzie coś pomyłkowo albo, ktoś dobrze zapłacił ? www.hfhrpol.waw.pl/precedens/pl/aktualnosci/pap-chce-odszkodowania-za-pomylke-policji-i-zlamany-kreg-2.html Odpowiedz Link
majkel01 Re: pytanie dot.procedury rozwodowej 15.05.09, 20:26 > Myślałam,wnioskując po rozmowie z adwokatem ,że sprawa rozwodowa w takiej > sytuacji odbywa się szybciej,mam taka nadzieję. zalezy co masz na mysli pisząc "szybciej". Jeśli w sensie ograniczonego postępowania dowodowego to tak. Jeśli o ramy czasowe to dłużej, przynajmniej wtedy kiedy będzie przesłuchiwany w drodze pomocy sądowej przez inny sąd. Trochę to niestety będzie trwało. Odpowiedz Link
majkel01 Re: pytanie dot.procedury rozwodowej 15.05.09, 20:34 tutaj jest mowa o ZK. To o czym piszesz jest owszem możliwe, ale w przypadku kiedy osoba mieszka w odleglości większej niż 50 km od sądu. Przy odległości mniejszej musi przyjechać pod różnymi skutkami niestawiennictwa. Jesli jest ponad 50 km może wnioskować (musi być wniosek) o przesłuchanie w drodze pomocy sądowej. Jesli ktoś siedzi w ZK to samo przez sie rozumie że sa trudności z jego stawiennictwem na rozprawie. Wtedy sąd zwraca się o udzielenie pomocy sądowej z urzędu. Odpowiedz Link
mamazuziaka Re: pytanie dot.procedury rozwodowej 17.05.09, 11:35 hm miałam nadzieję, że ja nie będę musiała mieć żadnego adwokata, ale widzę, że jeśli on takową pomoc będzie miał to ta "pomoc" może mnie troszkę obwiniać itp.jak to adwokaci,więc sama nie wiem co robić. Szybciej w każdym znaczeniu tego słowa dległość jest większa niś 50 km. Odpowiedz Link
majkel01 Re: pytanie dot.procedury rozwodowej 17.05.09, 13:18 ale po co ci adwokat ? I gdzie jest napisane że on jakąś pomoc będzie miał ? Jeśli on nie będzie miał adwokata to tobie tym bardziej nie będzie potrzebny. A on żeby dostać adwokata najpierw musi o to poprosić sąd. Bez tego sad mu nie przyzna. Za tym że nastąpił rozpad więzi przemawia już sam fakt znalezienia się w ZK, w końcu z własnej winy. Jest to okoliczność przemawiająca po pierwsze że więzi brak, a po drugie że winę za to ponosi mąż. Odpowiedz Link
sauber1 Re: pytanie dot.procedury rozwodowej 17.05.09, 14:10 majkel01 napisał: > no nie ma sensu polemizowac, bo już sam fakt znalezienia się w ZK daje podstawy > do uznania winy za rozpad pożycia. W końcu to zachowanie delikwenta spowodowało > przymusowe rozstanie na jakiś czas i szereg innych konsekwencji. > Osoby przebywające w ZK dośc często zresztą same wyrażają zgodę na orzeczenie > swojej winy. Są jednak różne przypadki... spotkałem się z takim że garujący > tatuś chciał ustanowienia miejsca pobytu dziecka przy nim, ale nie potrafił > wyjaśnić czy chodzi mu o to by dziecko siedziało w mamrze razem z nim. > Nie chciałem ale muszę W moim konkretnym przypadku było nie co inaczej, sąd I instancji wyrokiem ustalił pobyt dzieci przy matce, gdy składałem pozew też byłą pozbawiona wolności i ciążyły na niej kolejne wyroki, a w chwili, gdyby się wyrok umocnił, wyjechała odbywać kolejny. Wobec powyższego zmuszony byłem zaskarżyć wyrok do sądu apelacyjnego i sam fakt znalezienia się jednego z małżonków w ZK nie daje jak widać podstawy do uznania winnym go za rozpad pożycia. Były przy tym jeszcze inne dziwne przygody, a szczególnie uzyskać z sądu rodzinnego glejt by dzieci mogły znaleźć się pod opieka ojca, gdzie w tym czasie były ukrywane po obcych ludziach, a tym wszystkim matka kierowała z wiezienia. Wiem że to wygląda trochę zbyt filmowo, ale niemniej jednak a i być może tu czytający znają z życia takie sytuacje ? Odpowiedz Link
sauber1 Re: majkela01 17.05.09, 14:40 majkel01 napisał: > Za tym że nastąpił rozpad więzi przemawia już sam fakt znalezienia się > w ZK, w końcu z własnej winy. Jest to okoliczność przemawiająca po pierwsze że > więzi brak, a po drugie że winę za to ponosi mąż. > Majkel, pozwolisz, że wrócę do myśli wyżej zawartych i powiem coś więcej, takie procesy jak tu opisujemy toczą się latami i tym czasie jak w kalejdoskopie obrazy rzeczywistości szybko się zmieniają, nie mamy tu do czynienia z tzw. "zwykłymi zjadaczami chleba" a ludźmi co znają doskonale różne wymiary życia. Osobiście nie toczyłem batalii o dobro dzieci z pozwaną, a z uporem i elementarzowym traktowaniem ojca przez sądy. Wyobraź sobie że dzieci były u mnie na mocy postanowienia sądu, pojechały z matką tylko na wakacje i już ich nie widziałem przez kilka miesięcy, a gdy matka ich trafiła ponownie do ZK , na drugi dzień dzwoniły bym jak najszybciej po nie pojechał, nie mogą znieść tego jak są przez zupełnie obce osoby traktowane. Mając dziś ogromne możliwości techniczne szybko pobyt człowieka można ustalić, ale nic to mi nie dało, zostały zaszantażowane, że jak znajda się u mnie nie da się ich matki wykupić za żadną cenę, trwało to ok miesiąca, nie czekałem dłużej mając na uwadze wolę dzieci, pojechałem i wróciły ze mną, ale gdy 1 września pojechały do szkoły, policja ich z Internatu zabrała na izbę dziecka, niby powodu że matki narzeczonego aresztowano, wiem że będziecie się dziwić jak to możliwe? Ja tez Ale ten fakt był przełomowym by sąd w którym toczyła się sprawa rozwodowa wydał kolejne postanowienie, na mocy którego pojechałem odebrać dzieci z Pogotowia Opiekuńczego nr 2 z ul. Św.Bonifacego 81, by ich przewieźć kilka ulic dalej do szkoły. A co ważne rozmawiałem też z policjantka z konwoju którym ich próbowano do innego schroniska dostarczyć, kłamała mnie w żywe oczy, że robi to na mocy tym,czasowego postanowienia jakiegoś tam sądu, , tłumaczyła się się że nie posiada przy sobie dokumentów, nie potrafiła mi podać syg. akt. Zadzwoniłem na Terespolska 15 A , ale tak jak przypuszczałem kłamała. ale to tylko fragmencik przebojów, przez które musiały przechodzić jeszcze nie ukształtowane charaktery, co z nich wyrośnie kiedy widza to wszystko z praktycznej strony ??? Odpowiedz Link
majkel01 Re: majkela01 18.05.09, 00:25 mylisz pojęcia. Z tego co piszesz wyraźnie widac że chodziło o dzieci. W tym przypadku chodzi o sam rozwód oraz ewentualna wina. Odpowiedz Link
sauber1 Re: majkela01 18.05.09, 01:33 majkel01 napisał: > mylisz pojęcia. Z tego co piszesz wyraźnie widac że chodziło o dzieci. W tym > przypadku chodzi o sam rozwód oraz ewentualna wina. > Nie, nie mylę pojęć, chodziło o rozwód, ustalenie winnego rozkładu jak i o dzieci, a żeby było śmieszniej, dodam, że przez kilka miesięcy trwały poszukiwania listem gończym w innej kryminalnej sprawie, był tez wyznaczony kurator dla nieznanej z miejsca pobytu. Odpowiedz Link
kasper254 Re: pytanie dot.procedury rozwodowej 17.05.09, 20:42 To nie tak, majkel. Facet jest podejrzanym, a nie skazanym. To przesądza o braku rozpadu więzi. Po drugie: aby orzec o winie w sprawie cywilnej, niezbędny jest w tym przepadku dla całości sprawy wyrok w sprawie karnej. Wiem, inicjatorko postu, że Cię zdegustowałem Dostojewskim. Przeżyję bez husteczki, bo moje łzy były symboliczne. Pewnie jak miłość niejednej kobiety. A tak w ogóle, czy wiesz, jak wygląda cela, w której czasami na paru metrach kwadr. siedzi kilka osób; jaki jest dzień bez celu, bez sensu, skondensowany wrogością, bylejakością zajadłością? Wówczas najbardziej boli cios najbliższej osoby - powala wręcz, a najcenniejsza jest łaska ciepła obojętnie kogo. Odpowiedz Link
majkel01 Re: pytanie dot.procedury rozwodowej 18.05.09, 00:24 no nie. Człowiek wcale nie musi być skazany, wystarczy że się znalazł w izolacji, a to już zrobił z własnej winy. I czy skazany czy podejrzany to cokolwiek by nie powiedzieć to więzi przynajmniej fizycznej i gospodarczej brak. Wyrok w sprawie karnej ważny byłby w tym momencie gdyby chodziło o np. alimenty, znęty itd. Dodam że wcale nie jest tak łatwo znaleźc się w areszcie, aczkolwiek pomyłki się zdarzają... np. u mnie ostatnio facet przesiedział 2 miesiące całkowicie niewinny. Gdyby to była sprawa (nawet nie zakończona) za przestępstwo przeciwko rodzinie wówczas sprawa byłaby zupełnie prosta. Ale nawet jeżeli jest to zupełnie inne przestępstwo to pobyt w odosobnieniu traktuje się jako zawinienie w rozpadzie pożycia. Odpowiedz Link
sauber1 Re: pytanie dot.procedury rozwodowej 18.05.09, 01:38 majkel01 napisał: > no nie. Człowiek wcale nie musi być skazany, wystarczy że się znalazł w > izolacji, a to już zrobił z własnej winy. ??? Zastanawiam się teraz ile warte w rzeczywistości są Twoje porady? Nie obrażaj się na mnie, ale chyba daleko im do rzeczywistości, to co mówisz można doskonale wyczytać w kodeksach, a życie swoimi się rządzi prawami. Mimo to i tak będę tu czasem zaglądał. Odpowiedz Link
majkel01 Re: pytanie dot.procedury rozwodowej 18.05.09, 18:03 zdecydowanie jestem pewien tego co pisze. Zdaje się że nawet orzeczenie SN było w tej lub podobnej sprawie. Krótko mówiąc: pobyt w ZK lub AŚ uważa się za zawinienie w rozpadzie, bowiem dochodzi wtedy do zerwania więzi. Oczywiście z winy osoby która się w izolacji znalazła. To że ktoś jest w izolacji nie oznacza rzecz jasna że jest on automatycznie wyłącznie winny rozpadowi pożycia. Ma bowiem prawo domagać się orzeczenia winy drugiej strony. Nie słyszałem jednak o przypadku żeby ktoś przebywający w ZK udowodnił wyłączną winę drugiej stronie. Takie sprawy kończą się w przytłaczającej części orzeczeniem wyłącznej winy osoby przebywającej w ZK, albo bez orzekania o winie, jeśli takie jest stanowisko strony powodowej. Nie przypominam sobie nawet winy obu stron w takim przypadku. Odpowiedz Link
sauber1 Re: pytanie dot.procedury rozwodowej 18.05.09, 23:38 majkel01 napisał: > zdecydowanie jestem pewien tego co pisze. Sorki Majkel, ale ja nie mówię że nie ? > Zdaje się że nawet orzeczenie SN było w tej lub podobnej sprawie. No tak, pokusiłem się przewertować 23 stronicowe uzasadnienie wyroku pierwszej instancji i tu na podstawie art.56 par.1 k.r.o. sąd rozwiązał małżeństwo przez rozwód. (W myśl art. 57par.1 k.r.o. itd. owszem jest w śród wielu odniesienie do praktyki orzeczniczej stanowiska SN z dnia 24 marca 1959 r., że kodeks nie odróżnia winy "większej" i "mniejszej" ... potem kilka stron aż serce rośnie...) - z winy obu stron. Co ważne w tym przypadku, w dniu w którym składałem apelację, pozwana ponownie była już ponad pół miesiąca pozbawiona wolności, upłynęło 8 miesięcy i jednak z winy obu stron pozostało. Gdybym się może bardziej upierał? Ale też od dziecka wychowywano mnie w duchu poszanowania człowieka, wpajano dziwne zasady, m.in., że nie wypada kopać leżącego, może i dobrze??? Odpowiedz Link
mamazuziaka Re: pytanie dot.procedury rozwodowej 18.05.09, 09:29 wiesz,nie ja go tam posłałam ani mówiłam żeby zrobił to co zrobił (choć wg jego matki to moja winazeby było śmieszniej bo przeciez mam jeszcze za lekko), wracając do Twej myśli,masz poniekąd rację, właśnie to wyzwal tez u mnie te pewne pozostałe jeszcze skrupuły, że nie chciałąbym mu jeszcze dowalać bo i tak ma "przesrane", ale z drugiej strony on gdy to robił nie zastanawiał sie co z nami będzie, co będzie z dzieckiem i jak ja sobie dam radę, ważne było akurat to co robił i nie liczył się z konsekwencjami więc teraz musi je niestety ponieść.Wiem, że nawet jak wyjdzie za kilka lat nie nauczy go to niczego (to juz taki typ) i napewno nie bedziemy razem, przynajmniej z mojej perspektywy, tak więc prędzej czy później bedzie musiało zakończyc się to rozwodem, zapewne nie mniej bolesnym i krótszym niz taki zwyczajny, pociesza mnie(jeśli można to nazwac pocieszeniem)że nie będe go musiała oglądac i wysłuchiwać bzdur na sprawie(mam nadzieję na jednej), winę mogłabym jego udowodnić do potęgi z włatwością ale nie chcę (odzywa się tu moja znów kochająca , wierna i łaskawa twarz zony) , chcę też oszczędzić dzieciństwa mojemu dziecku, nie chcę żeby miało pote nieprzyjemności z tego powodu bo nie dość że tatus na wakacjach to jeszcze rodzice po rozwodzie, zrobię wszystko(jeszcze nie wiem jak) żeby żadne żle słowo do niej nie dotarło, już dosyć ma pokolorowane życie od małego, z mojej winy też, że związałam sie z jej ojcem, ech, ale to już inna bajka. Tak czy siak dla niego radosno to to nie będzie i napewno będzie pewnego rodaju cios ale tak jak mówiłam, nie będę mu robić na złość ale tak jak on nie myślał (a robił to z pełną świadomością konsekwencji) o nas tak ja muszę myśleć o dziecku i o sobie bop nic mi z tego że będę zwlekać a mogę jedynie nam zaszkodzić, bo nie wiadomo czy pewnego dnia jako do jego żony nie zapukają pewni panowie a wtedy nie będzie wesoło i pewnie pożałuję,że w porę tego nie dokończyłam. Odpowiedz Link
sauber1 Re: pytanie dot.procedury rozwodowej 18.05.09, 09:45 mamazuziaka napisała: > wiesz,nie ja go tam posłałam ani mówiłam żeby zrobił to co zrobił A ja uważam że jak nie zrobisz tego decydującego kroku teraz, to nigdy się z tego nie wyrwiesz, a z czasem będzie coraz gorzej, jeżeli masz na względzie dobro dziecka to zrób to jak najszybciej. Dzieci kochają rodziców bez względu na kim są , co robią i w jaki sposób postępują, ale kiedy podrastają i wiedzą już co jest powodem ich niebytu, zaczynają mieć do wszystkich pretensje, stają się mechanicznie młodymi gniewnymi, by po latach przemienić się w starych wkurwionych i chociażby z tego względu postaraj się dopiąć sprawy. Wiem wszyscy będziemy i być może Ci tu różnie doradzać, ale Ty wiesz najlepiej co zrobić? Tak trzymaj się własnego rozumu, co najwyżej pytaj jak to uczynić bez większych szkód dla dzieci, męża który wg Twojej oceny jest jednostka niepoprawmną jak i dla siebie samej. Odpowiedz Link
vadera12345 Re: pytanie dot.procedury rozwodowej 18.05.09, 18:41 Orzeczenie o winie męża może jednak Ci się przydać. Za kilka lat Twój już wtedy ex oskarży Ciebie przed dzieckiem, że wtedy gdy niewinnie został osadzony w więzieniu to żona porzuciła go na pastwę losu, wredna żona nie wytrwała w godzinę próby, bo chciała się bzykać z kimś innym etc. Wtedy pokażesz odpis wyroku rozwodowego, gdzie czarno na białym będzie "z wyłącznej winy pozwanego". Odpowiedz Link
sauber1 Re: pytanie dot.procedury rozwodowej 18.05.09, 22:28 vadera12345 napisała: > Orzeczenie o winie męża może jednak Ci się przydać. > Za kilka lat Twój już wtedy ex oskarży Ciebie przed dzieckiem, że wtedy gdy > niewinnie został osadzony w więzieniu to żona porzuciła go na pastwę losu, > wredna żona nie wytrwała w godzinę próby, bo chciała się bzykać z kimś innym et > c. > > Wtedy pokażesz odpis wyroku rozwodowego, gdzie czarno na białym będzie "z > wyłącznej winy pozwanego". > Ale jakie tu i teraz mają znaczenie chęci bzykania, nie rozumiem, a co kobieta z kamienia jest, też jej się coś przyjemnego od życia należy, a co ma czekać całe życie, kiedy jednostka bez uzasadnionej wątpliwości niepoprawna jest ? Odpowiedz Link
mamazuziaka Re: pytanie dot.procedury rozwodowej 19.05.09, 13:41 mnie do bzykania nie spieszno,wg mojego męża no z kamienia, wiem co opowiada jego matka,oczywiście to ja jestem wszystkiemu winna,temu że tam siedzi przede wszystkim,że to ja miałam trudny charakter(bo nie pozwalałam na nocne "biznesy",wyjazdy itp itd i nie można było sie ze mną dogadać) i w ogóle wszystkiemu jestem winna ja no a teraz biedny chłopak został aresztowany (za niejedną sprawę) a wredna żona go właśnie porzuciła,nie przyjeźdża do niego i nie pozwala widywac sie dziadkom(którzy notabene mieszkają 14 km ode mnie a którzy tak jak wspomniany tatuś sie nami nie interesują i nie pomagają) no i tego typu historie pt:wredna , zła zapewne już niewierna zona która tak porzuciła biednego męża,nie załatwia mu adwokata itp itd ,już nawet mi się nie chce na to reagowac i prostowac bo ludzie wiedzą jak jest,a Ci którzy nie wiedzą niech pozostana w niewiedzy bo mnie się juz nie chce,mam dziecko i musze się nim zająć a sobą też i właśnie nie chce tłumaczyć i udowadniać co rrobiłam dobrego bo to widzę i tak obraca się przeciwko mnie (za sprawa jego matki oczywiście która wszelkie zasługi brała na siebie w jego oczach). Chciałabym mieć juz to za sobą, bo własnie boję się tego,że jak wyjdzie będzie wtedy (z pomocą swojej mamusi oczywiście bo ten człowiek inaczej funkcjonowac nie potrafi) robił mi problemy, utrudniał życie i wychowywanie dzicka a co gorsza chciał mieć wpływ na to dziecko udowadniając że kocha tęsknił a dziecko nie będzie znało prawdy dlatego muszę to doprowadzić to końca... Odpowiedz Link
jumanji_7 Re: pytanie dot.procedury rozwodowej 19.05.09, 14:21 mamazuziaka napisała: > dlatego muszę to doprowadzić to końca... Niechaj się tak stanie. Zawsze nie !!! kryminalistom. Odpowiedz Link
jumanji_7 Re: pytanie dot.procedury rozwodowej 19.05.09, 19:51 mamazuziaka napisała: > nie o to chodzi! Nie wnikam, ale miesięczne utrzymanie tylko jednego więźnia kosztuje nas 2322 zł! Odpowiedz Link
sauber1 Re: pytanie dot.procedury rozwodowej 17.05.09, 20:56 mamazuziaka napisała: > jak wygląda rozwód w przypadku męża pozbawionego wolności? Prawie 2 i pól miesiąca, a ile już sobie wyjaśniliśmy - prawda? Odpowiedz Link
mamazuziaka Re: pytanie dot.procedury rozwodowej 26.05.09, 09:38 zastanawiam się jeszcze co z alimentami w takiej sytuacji?Czy dopóki on przebywa w ZK mam jakąkolwiek szansę na ich podwyższenie w tym okresie? Odpowiedz Link