stefanbatory45
12.06.09, 15:26
Cześć!
Taki wątek śmieciowy trochę. Nie chcę zakładać kilku gdyż tematy nie
są tego warte. Chyba.
1. Miałem sprawę ostatnią. Dzień świstaka z drugiej. Sąd miał wiele
wątpliwości więc po raz kolejny maglował nas (żonę i mnie). Niedługo
ostatnie spotkanie w sądzie - 5 minutowe ogłoszenie WYROKU (dzizas
jak to brzmi). Napiszę potem.
2. Rozmawiałem z adwokatem sporo. O życiu, o związkach, o
przyjaciołach, dzieciach. Stwierdził że określanie WINY w przypadkach
rozwodu jest nienormalne. W przyszłości nie będzie winnych albo winni
będą oboje.... Hmmm.
Ożenił się mniej więcej w tym samym roku co ja, tak samo jedno
dziecko w podobnym wieku. Kiedyś pisałem. Sprawdził z ciekawości
statystyki. 50% małżeństw z dzisiejszym 8-10 letnim stażem się
rozwiodło. Połowa. Co drugie.... W pale się nie mieści ciągle. (nie
pamiętam czy to staty dla naszego województwa czy kraju)
Chyba ktoś pisał na tym forum (sam temat na pewno ciągle się
przewija), albo z kimś o tym rozmawiałem.
Jaki jest powód upadku instytucji małżeńskiej? Inne podejście do
życia. Przyzwyczajamy (nowe pokolenia) się do częstych zmian i nie
przywiązywania się do niczego. Chińskia elektronika wymieniana
nieprzyzwoicie często. Auto nowe (w sensie inne) co cztery lata
(kiedyś zostawało na pokolenia). Ciuchy, jedzenie, szkoły, uczelnie,
praca... Po co naprawiać cokolwiek jeśli tanio można kupić nowe?
Podobnie z drugą połówką z którą będę "aż nas śmierc nie rozłączy".
Kłopoty? Nudy? Nerwy? Po co naprawiać, po co zadbać, przecież tyle
przy tym zachodu. Lepiej wymienić, może się uda, będzie trudno jakiś
czas a potem hulaj dusza. Reset. Wszyscy wokół się rozwodzą, więc ja
też mogę. I tak spirala się napędza.
Wyrzeczenie się męża/żony jest łatwiejsze od wyrzeczeń rozwodu.
Przerażające. Jak wiele osób się myli.
3. allegro.pl/item654899804_marta_dzido_malz_promo.html
Czytał ktoś? Dajcie recenzję.