Co robić??

13.07.09, 11:11
Witam
Historia pewnie jak wiele , 8 lat mażeństwa , dzieci 6 i 4 lata ,
kredyt jeszcze tylko 28 lat.
Jakieś 3 lata temu dostla prace w korporacji, nowe znajomosci
później przyjaźnie. W większości rówieśnicy lekko po trzydziestce .
Bez rodzin, bez związków , bez zobowiązań, którym czas beztrosko
uplywa na imprezowaniu dla zabicia czasu, pustki itp. Szybko się
wkręcila w towarzystwo , coraz więcej czasu spędzala z nimi. Bywalo
że i trzy wieczory w tygodniu. Zaczely sie napiecia miedzy nami.
Jedna z tych przyjaźni jak na mój gust trochę za bardzo się
rozwinela. Rozmawialismy o tym , ale zapewniaa że to tylko zwyka
przyjaźń.
W końcu wyszukiwarka w kompie wywalia mi takie hasla : rozwód i
dzieci , koniec romansu , zakończyć romans. Przyciśnięta
przyznala że RACZEJ nie miala romansu, że owszem lączy ich cos
więcej niż relacja koleżanka kolega i że gdymy mieli okazję poznać
sie w innych okolicznosciach ( czyli brak męża i dzieci ) to pewnie
byloby coś miedzy nimi. Nastepnie dowiedzialem się że nie wie co do
mnie czuje, że pogubila sie w uczuciach. Zaproponowala mi że mozemy
przecież razem mieszkać i wychowywać dzieci i każde moze żyć wlasnym
życiem. Wyrazila cheć odbudowy, naprawy uczuć miedzy nami chociaż
zaznaczyla że napewno nie uda sie przywrócić do stanu poprzedniego.
Minely 3 m-ce totalnego chlodu i braku uczuć z jej strony. Przyjąlem
na twarz pare " cieplych" stwierdzeń w czasie tej naprawy związku
typu: że wolalaby wracac do pustego domu po pracy gdzie czekaja na
nia tylko dzieci, albo że wie że mnie boli jak pisze na
komunikatorach do tego swojego "przyjaciela" ale nie zamierza
przepraszać , bo nie czuje żeby miala za to przepraszać. Ale
powiedziala ze mnie nawet lubi więc nie tracielm nadzieji smile
Zdecydowaliśmy się na poradnie. Na pierwszym spotkaniu uslyszalem
że problem dla niej zacząl się 3 lata po slubie kiedy siedziala
przez 3 lata z dziećmi w domu. Czula się w tedy samotna że ja jej w
tedy nie wspieralem. że wydawalo jej sie , ze nastąpil taki podzial
ról - ona wychowuje dzieci, a ja zarabiam na utrzymanie. Nigdy jej w
tym nie utwierdzalem , jedyne problemy które wtedy byly poruszane to
że jestem introwertykiem , że nie potrafię okazywać uczuć i jestem
zamkniety w sobie. Ale zwykle to szybko mijalo i dalej bylo dobrze (
tak mi sie wtedy wydawalo). Nigdy nie bylo zadnych awantur , rzeźni
itp. Pierwsze spotkanie w poradni zakończyla stwierdzeniem że jedyne
co potrzebuje teraz to spotkać kogos takiego jak ona.
Na drugim uslyszalem , że nie ma dla mnie w tej chwili żadnej
przyjaźni.
No i nie wiem co teraz robić , z jednej strony mi nie przeszlo , bo
to milość mojego zycia , chociaz po tych trzech miesiacach
obojetnści i przyjmowania na twarz zaczynam mieć wątpliwości. Sam
tego nie pociągnę . Poradnia nic nie da , jak jedna stona tylko
chce. Mam świadomosc że od pieciu lat oszukiwala mnie co do swoich
uczuć. Wydaje mi sie, że odpowiadal jej zwiazek dopuki nie znalazla
alternatywy w postaci swojego przyjaciela z którym sie lepiej
rozumie i bawi.
Nie wiem co robić , glowa pelna myśli.
    • luiz-a15 Re: Co robić?? 13.07.09, 11:36
      wiesz co ,trudno powiedziec co robic...bo z jednej strony mozliwe ze
      to chwilowy kryzys ,ze nowe zycie nowe znajomosci zachlyslely ja tak
      bardzo ze nie potrafi odnalzc sie juz w tym co bylo...mozliwe ze gdy
      to nowe zycie zpowszednieje emocje z tym zwiazane opadna ,opamieta
      sie i wszystko wroci do normy...wiem co mowie bo sama przez to
      przeszlam...z drugiej strony jak dlugo mozna czekac?i czy predzej
      czy pozniej nie skonczy sie to rozwodem../cryingJak dlugo trwa ta
      sytuacja?
    • dorata351 Re: Co robić?? 13.07.09, 11:45
      No i niech mi ktoś powie, że w zyciu juz tak jest, że uczucie zjawia
      sie niespodziewanie, dotychczasowe znika tak po prostu. Jesli jest
      tak jak greg014 napisał, to do głowy mi przychodzą tylko takie
      stwierdzenia: skad się biorą takie bezduszne , zapatrzone w siebie,
      egoistyczne krowy. Może zamiast marnować komuś życie powinny szaleć
      ile się da. Zero rozumu, zero odpowiedzialności. Możecie mnie
      zbesztać, ale i tak nie zmienię zdania, że żaden człowiek nie żyje
      na świecie sam, i nikt nie ma prawa ranić i krzywdzić innych w imię
      włsnego dobra.
      • luiz-a15 Re: Co robić?? 13.07.09, 11:49
        Pewnie masz racje dorata...ale moze by;lo tak ze georg nie widzial
        problemu ...moze faktycznie zaczal sie w czasie gdy siedziala w domu
        z dziecmi ,czula sie samotna itd..ja tez sie tak czulam i czesto
        chodzilam zla ,kobieta w tym czasie potrzebuje duzo wsparcia i
        zrozumienia i jesli mezczyzna tego nie widzi rodza sie problemy...
        moze jest to jednak chwilowa sytuacja ,moze jak juz
        sie "wyszaleje"to sie opamieta...nie chce jej bronic ale czasami
        warto zastanowic sie i postawic z drugiej strony barykady..
    • kicia031 Nie sluchales zony, to teraz masz 13.07.09, 12:01
      Przeciez jak sam piszesz zona sygnalizowala ci, ze jest samotna i
      nieszczesliwa
      :
      jedyne problemy które wtedy byly poruszane to
      że jestem introwertykiem , że nie potrafię okazywać uczuć i jestem
      zamkniety w sobie.

      A czy zrobiles cos by to to zmienic? Nie, przeczekiwales, az sie
      kompletnie zniecheci:

      Ale zwykle to szybko mijalo i dalej bylo dobrze (
      tak mi sie wtedy wydawalo).

      Mam świadomosc że od pieciu lat oszukiwala mnie co do swoich
      uczuć.

      Nieprawda. Mowila, ci, ze nie jest szczesliwa, a ty nie sluchales.
      to ze wytrzymala w takiej sytuacji 5 lat, to i tak wielkie
      osiagniecie.
      • tricolour Nie przesadzaj... 13.07.09, 12:14
        ... żona ponosi odpowiedzialnośc za swoje decyzje i zachowanie.

        Chyba, że uważasz stereotypowo, że winę za zdradę faceta ponosi
        facet, a za zdradę żony też ponosi facet. Jeśli tak uważasz, to
        kobieta jest przedmiotem.
        • kicia031 Re: Nie przesadzaj... 13.07.09, 12:26
          Ale tu nie doszlo do zdrady, co najwyzej do zainteresowania sie kims
          innym. Czego tez nie popieram, wrecz przeciwnie. Powinno sie
          zakonczyc jeden zwiazek zanim sie zacznie szukac nastepnego, to
          rzecz oczywista.

          Chodzi mi o to, ze autor watku ignorowal feedback zony przez 5 lat,
          a teraz ma pretensje, ze malzenstwo sie spieprzylo i ze zona go nie
          kocha.
    • superzgredzik Re: Co robić?? 13.07.09, 12:37
      Nie wróżę dobrze Twojemu małżeństwu. Trwa to 3 lata, więc nie jest to
      zachłyśnięcie się wolnością po "wyjściu z pieluch". Z tego co piszesz wynika jak
      ogromną rolę gra tu "przyjaciel". Wolny, bez zobowiązań, wspaniała odskocznia od
      faceta, którego ma na co dzień w domu. Spróbuj przekonać żonę do zerwania tej
      przyjaźni. Tu jest pies pogrzebany. Jeżeli jej choć trochę jeszcze zależy na
      czymś więcej niż wspólne wychowanie dzieci powinna Cię wysłuchać ze zrozumieniem.
      • greg014 Re: Co robić?? 13.07.09, 13:08
        no cóz , skwitowała to tym że, nie zrezygnuje z tej znajomosci,
        chociaż prosiłem tylko o to żeby sprowadziła to do zwykłych relacji
        koleżeńskich. Zdaje sobie sprawę że czegoś jej brakowało , skoro
        doszło do tej sytuacji , jest w tym duzo mojej winy. Problem raczej
        tkwi w tym że bardzo się różnimy , inaczej patrzymy na te same
        sprawy, mamy inne zainteresowania z innych rzeczy sie śmiejemy.
        Wydawało mi się że to uczucie które nas łączy jest zawsze ponad tymi
        różnicami, że możemy sie jakos uzupełniać . I pewnie by tak było ,
        gdyby nie pojawił się ten brakujący element - przyjaciel.
        • superzgredzik Re: Co robić?? 13.07.09, 14:04
          Chyba się nie zgodzisz na taki trójkącik? Nie pozwól żeby na Twoich oczach żona
          wiła sobie gniazdko z przyjacielem. Rodzina i dzieci są najważniejsze, ale jest
          też miejsce na zachowanie godności.
        • tricolour Oczywiście, że nie zrezygnuje z nowej znajomości.. 13.07.09, 16:17
          ... i mało kto by rezygnował z raz poznanego interesującego życia.

          Problem w tym, że to nie Ty zaoferowałeś ten smak, do czego
          zobowiązałeś się w dniu ślubu tworząc związek na resztę życia.
          Przegrywasz w ofercie z biurowym kolesiem i zastanów się dobrze, co
          możesz zmienić, by odzyskać atrakcyjność.

          Marek dobrze pisze: im lepszy będzie z Ciebie mąż, tym gorzej dla
          Ciebie.
          • kicia031 Oj chlopaki 13.07.09, 16:31
            Wydaje sie wam, ze kazda chorobe leczy sie tym samym lekarstwem.

            jesli zona - posiadaczka pantoflarza nawiazala romans, to moze i
            pomoze jak ten pantoflarz stanie sie bardziej meski, a ona poczuje
            do niego respekt.
            Tu jednak mamy sytuacje, kiedy to zona czuje sie w zwiazku samotna,
            narzeka na brak komunikacji i bliskosci. Myslicie, ze pomoze jak
            facet jeszcze wybedzie z domu uprawiac swoje hobby? Przeciez to
            prosta droga, by zona uznala, ze potwierdzila sie jej opinia - facet
            robi wszystko, by uniknac bliskosci.
            • marek_gazeta Oj, kiciu 13.07.09, 17:24
              > Tu jednak mamy sytuacje, kiedy to zona czuje sie w zwiazku samotna,
              > narzeka na brak komunikacji i bliskosci.

              Kobieta TWIERDZI, że czuje się samotna. Jak jest naprawdę, tego nie wiadomo. Z postów Grega coś tam wynika, resztę każdy sobie dośpiewa. Mnie to np. wygląda na znudzenie małżeństwem połączone z fascynacją nowym facetem, zabawowym trybem życia i, ogólnie, "życiem korporacyjnym".

              Przecież żadna kobieta nie powie: wiesz, jesteś w sumie mężem w porządku, ale tamten jest taki fajny i chciałabym sprawdzić, jak będzie z nim w łóżku. Zresztą - błędy w małżeństwie się popełnia. Greg może zawalił to i owo; czy jego żona była ideałem?

              Co do meritum: kto powiedział, że facet nie powinien zabrać żony na jakąś fajną imprezę? Powinien jednak dać jej do zrozumienia, że ma własne życie. Niezależne. Skoro ona ma własne towarzystwo, to on powinien mieć własne.

              Sprawa nie jest prosta - Greg napisał tyle, ile chciał. Mnie chodzi głównie o to, aby uczciwie zanalizował sytuację i popracował nad sobą jako facetem.

              Jak chcesz pracować nad bliskością w małżeństwie, skoro kobieta jasno daje do zrozumienia, że nie zamierza zrezygnować z owego kolegi? Przytulić ją na kanapie i pocałować w czółko? Powiedzieć, że jest najwspanialszą żoną na świecie? A może naciągnąć na dyskusję n/t roli seksu w małżeństwie?
            • tricolour Tu nie chodzi o żaden respekt... 13.07.09, 17:55
              ... ani pokazówy męskości.

              Chodzi o najbardziej fundamentalną istotę związku: każdy żyje
              własnym życiem (to naturalne, bo nie da się żyć cudzym), a związek
              jest wtedy, gdy "przypadkiem" osoby go tworzące mają wspólną drogę i
              cel.

              Jeśli jedna osoba sie oddala, to dajemy sobie szansę, rozmawiamy i
              ustalamy plan rozwiązania konfliktowej sytuacji. Jeśli nie pomaga to
              stosujemy uproszczony algorytm: noga, dupa, brama.
              Bo prędzej czy później i tak w ten sposób sprawa się zakończy.
    • marek_gazeta Re: Co robić?? 13.07.09, 13:43
      Na pewno nie zabiegać o jej względy - jeśli to właśnie robisz.

      Sytuacja dość - niestety typowa - w domu "nudny" facet, wciąż to samo, a w pracy super-kolega, dowcipny, elegancki, na luzie, tak cholernie interesujący i pociągający. Jak szybko rośnie ego kobiety... pod wpływem komplementów faceta, który chce ją bzyknąć.

      Spróbuj zmienić swój wizerunek. Znajdź swoje towarzystwo, bywaj rzadziej w domu i baw się dobrze. Wracaj później do domu, przynajmniej w wybrane dni. Zwróć uwagę na to, jak się ubierasz; jeśli do tej pory nie przywiązywałeś wagi do ciuchów, to to zmień - "odpal" się zgodnie ze stylem, który Ci się podoba i w którym wyglądasz najlepiej. Jeśli tego nie robisz, koniecznie zajmij się jakimś męskim hobby - im bardziej hardcorowe, tym lepiej (bieganie, siłownia, nurkowanie, narty na lodowcu, skoki ze spadochronem). Ważne, żeby to nie było tylko na pokaz - aby Ci sprawiało autentyczną frajdę (kobieta wyczuje pozerstwo).

      Kobieta musi zobaczyć, że - postępując tak dalej - straci fajnego, męskiego faceta. Jeszcze raz powtarzam: żadnego błagania i żadnego przekonywania, że przecież dzieci, tyle lat razem itp. Takie metody nie będą skuteczne w starciu z ciepłymi słówkami korporacyjnego gogusia.

      Powodzenia! I pamiętaj - jesteś fajnym facetem i ewentualny wybór Twojej żony - taki czy inny - tego nie zmieni.
      • mola1971 Re: Co robić?? 13.07.09, 14:03
        smile))

        Marek, ubawiłam się czytając Twój post smile))
        Ale to szczera prawda. Mając w domu takiego mężczyznę jak napisałeś
        chyba żadna kobieta nie zwróci uwagi na jakiegoś korporacyjnego
        gogusia w pracy.
        Wg mnie to jest bardzo dobra rada. Nie tylko dla autora watku
        zresztą wink
      • greg014 Re: Co robić?? 13.07.09, 16:36
        no ma problem, sama powiedziała że nie wie czy lepiej było by nam
        razem czy osobno, że z jednej strony nie chce obudzić sie za kilka
        lat i stwierdzić że jej przeleciały, a z drugiej "jakos" było, nie
        na tyle źle żeby to tak zwyczajnie przekreślić i związku z tym jest
        w zawieszeniu......
        • marek_gazeta Re: Co robić?? 13.07.09, 17:03
          Biedactwu trzeba współczuć. Chciałaby wybrać, ale jakoś nie może. Taka prosta, biedna, zakręcona kobitka, którą wybór dalszej ścieżki życiowej przerasta.

          Słuchaj, Greg - kiedyś będziesz musiał sprawę postawić na ostrzu noża - zmiana pracy i zerwanie wszelkich kontaktów z "kolegą" albo rozwód. Zanim to nastąpi, popraw swoje szanse. Spróbuj ocenić, co w Waszym małżeństwie szwankuje z Twojej winy i to naprawić. Chodzi jednak głównie o rzeczy odnoszące się do Ciebie jako mężczyzny, nie o to, że zbyt rzadko myjesz podłogę w kuchni. Kapujesz?

          Stań się facetem, z którym lata przestaną "jakoś" "przelatywać".

          Kobieta będzie odraczać wybór, bo z jednej strony ma atrakcyjnego kolegę, z drugiej - kochającego męża, który ją zawsze przyjmie z powrotem. Jeśli zachowała resztki rozsądku, to pewnie zdaje sobie sprawę, że taki kolega bez zobowiązań może niekoniecznie pałać chęcią "wzięcia pod skrzydła" rozwódki z dziećmi. Stąd zostawienie sobie drogi odwrotu. Ale tak się nie da żyć, po paru miesiącach będziesz psychicznym wrakiem.

          Do dzieła, chłopie. Zaprzestań wspólnych analiz dylematów Twojej żony, a skup się na wykuwaniu lepszego mężczyzny. Niezależnego, mającego swoje sprawy, eleganckiego i męskiego. I daj jej jasno do zrozumienia - w odpowiednim momencie - że jeśli wybierze tamtego, nie będzie powrotu.
      • kicia031 Z wlasnego doswiadczenia 13.07.09, 16:36
        Bylam zona, a teraz jestem partnerka takich supermeskich facetow. Ex
        to wielbiciel sportow extremalnych i silnych wrazen, macho cala
        geba. Aktualny - wielbiciel motorow i innych silnych wrazen, tez z
        serii zadna baba nie bedzie mi tu mowic...

        Zycie z facetem, ktory odwoluje sie tylko do jednej strony swojej
        osobowosci jest nudne jak flaki z olejem, niezaleznie od tego, czy
        jest on pantoflarzem czy macho. na szczescie moj aktualny pracuje
        nad swoja wrazliwoscia i umiejetnosciami komunikacyjnymi, bo chyba
        bym musiala go pognac w diably.
        • marek_gazeta Re: Z wlasnego doswiadczenia 13.07.09, 16:54
          Bycie "macho" to tylko jeden z wielu elementów "nowego" mężczyzny. Notabene - można być komandosem w pracy i pantoflarzem w domu.
          • jarkoni Re: Temat macho.. 13.07.09, 17:56
            Marek, absolutnie się podpisuję pod tym, co napisałeś. Kobieta jest na rozdrożu,
            bo jedno kusi, ale pewnie bez przyszłości, a drugie zbyt nudno, bez fajerwerków,
            ale za to stabilnie..
            Czyli "osiołkowi w żłoby dano?"

            Jednym mnie za to autentycznie rozbawiłeś.
            Radą o zmianie na typ "maczo", szczególnie z nartami na lodowcu i skokami ze
            spadochronem.. smile
            To jeszcze pozostają loty wahadłowcem i Legia Cudzoziemska (skojarzenie z
            reklamą)..smile
        • tricolour Ale po co on pracuje... 13.07.09, 17:58
          ... nad tą wrażliwością?

          Jeśli dla siebie, a Tobie się to podoba, to jest OK.
          • kicia031 Re: Ale po co on pracuje... 13.07.09, 21:06
            Moze zalezy mu na zwiazku ze mna?

            Mezczyzni lubia kobiety, dla ktorych trzeba sie starac.
            • tricolour Owszem, lubią... 13.07.09, 21:13
              ... na nawet kochają.

              Tyle, że takie zachowanie powinno być symetryczne.
              • dsz27 Re: Owszem, lubią... 13.07.09, 21:43
                Podpisuję się pod tym co napisał Marek. Nie proś, nie błagaj. To odniesie wręcz
                odwrotny skutek. Kobieta musi wybrać, nie powinno być akceptacji dla tego typu
                wahań. Albo rybka albo pipka....

                Owszem o kobiety trzeba się starać i o nie zabiegać. Ale każdy kij ma dwa końce,
                wzajemność MUSI być! Kobieta, która kocha lub której zależy odwzajemni
                starania...tak to działa
                • kicia031 Re: Owszem, lubią... 14.07.09, 13:07
                  Nie proś, nie błagaj. To odniesie wręcz
                  > odwrotny skutek. Kobieta musi wybrać, nie powinno być akceptacji
                  dla tego typu
                  > wahań.

                  Zgadzam sie. Zakonczenie znajomosci z panem jest warunkiem naprawy
                  czegokolwiek w tym malzenstwie.
                  I od blagania duzo lepsze bedzie jasne postawienie sprawy: kocham
                  cie i nie bede sie toba dzielil z kolega z pracy. Kropka.
              • kicia031 Re: Owszem, lubią... 13.07.09, 22:32
                Nie muze sie starac, by byc dla niego najwazniejsza kobieta na swiecie. Ba,
                kiedy w przyplywie depresji zaczelam sie starac, prawie wszystko sie zawalilo.
                Teraz jestem po prostu soba i to wystarcza.
                • tricolour Ciekawa rzecz... 13.07.09, 23:11
                  ... o sobie piszesz tak, jak pisał Marek i ja o facetach, że trzeba
                  po prostu być sobą i to wystarcza.

                  Natomiast faceci (w tym Twój także) mają się starać. Ba, jak się coś
                  w małżeństwie nie udaje, to nawet ich wina, jak próbowałaś
                  powiedzieć autorowi wątku choć to nie on ma "koleżankę" w pracy.

                  Zauważasz niespójności w tym, co piszesz?
                  • kicia031 Mezczyzni i kobiety roznia sie od siebie 14.07.09, 10:12
                    zwlaszcza na polu erotycznym.

                    Zobacz, jak wyglada - albo jak powinien wygladac proces
                    rozpozyniania zwiazku:
                    - mezczyna spotyka kobiete, ktora jest dla niego fizycznie
                    atrakcyjna i inicjuje znajomosc
                    - jesli atrakcyjnosc jest wzajemna, ona przyjmuje jego zaloty i
                    zaczynaja sie poznawac.
                    - jesli jest ona jest rozsadna, to nie staje na rzesach, zamiast
                    tego obserwuje jak on sie wobec niej zachowuje, dzieki czemu on tez
                    moze ja poznac taka, jaka jest, a nie wersje odswietna
                    - jesli jej prawdziwa osobowosc sie panu nie podoba, w kazdej chwili
                    moze powiedziec do widzenia ( i swiat bylby lepszym miejscem, gdyby
                    tak wlasnie sie dzialo)
                    -dzieki jego zabiegom i staraniom uczucie jej do niego rosnie
                    - dzieki jego staraniom i zabiegom, on ma poczucie bycie mezczyzna -
                    zdobywca, a nie pantoflarzem, ktorego wybrala kobieta, a on ma sie
                    dostosowac do jej wyboru
                    - dzieki jego staraniom on ma podstawy by wierzyc w stalosc jego
                    uczuc, a takze w to, ze bedzie staral sie o zapewnienie im
                    szczesliwego i trwalego zwiazku
                    -efekt - ona ma do niego zaufanie, nie urzadza scen zazdrosci, ani
                    nie oglada sie za innymi facetami, bo wie, ze ma tego najlepszego
                    dla niej

                    Kobieta potrzebuje bezpieczenstwa, mezczyna potrzebuje wyzwania ( w
                    zwiazku, nie w ogole w zyciu)

                    Marek moim zdaniem nie pisal, by byc soba, tylko by byc bardziej
                    meskim. Co generalnie popieram, chocby dlatego, ze tacy mezczyni na
                    mnie dzialaja - w koncu silna kobieta nie moze miec slabego
                    partnera. Chodzi mi tylko o to, ze silny mezczyzna to nie taki,
                    ktory uprawia sporty ekstremalne - to nie wystarczy. Musi tez byc na
                    tyle silny i odwazny, by umiec sie przyznac do slabosci, i by z tymi
                    slabosciami walczyc.

                    Co do autora watku - przezb 5 lat zona informowala go, co ja
                    unieszczesliwia w ich zwiazku. a on przeczekiwal, az jej sie znudzi
                    mowienie o tym i uwazal, ze skoro przestala mowic, to jest OK. Ja
                    bym wyciagnea z tego wniosek, ze facet ma w dupie mnie i moje
                    szczescie, i moje uczucia do niego by zaczely umierac.

                    Oczywiscie mozna argumentowac, ze nie poznali sie wystarczaco dobrze
                    odpowiednio wczesnie, i ze faktycznie do siebie nie pasuja. Byc moze
                    ona oczekuje czegos, co jest poza jego zasiegiem. Ale wiele kobiet
                    tak ma, ze wystraczy im widziec,m ze mezczyzna sie stara, nawet
                    jesli do konca mu nie wychodzi.
                    a tu - kicha.
      • zmeczona100 Re: Co robić?? 13.07.09, 17:06
        marek_gazeta napisał:

        > Na pewno nie zabiegać o jej względy - jeśli to właśnie robisz.

        Może działa to w stosunku do mężczyzn, może nawet i w stosunku do
        niektórych kobiet, ale na pewno nie do wszystkich.
        Dla mnie sprawa jest prosta- nie zabiega o moje względy, to znaczy,
        że mu na mnie nie zalezy. Czyli- po co marnować sobie dalej życie z
        takim facetem?
        • tricolour Zadałaś za mało pytań... 13.07.09, 18:14
          ... więc widzisz tylko atrakcyjną, bo bliską perspektywę: wychodzę z
          niesatysfakcjonującego związku. Proszę bardzo - droga wolna,

          ale pojawiają się problemy: rozwód, podział majątku, samotne
          macierzyństwo, jedna pensja kobieca (często mniejsza niż równorzędna
          męska) + alimenty (może będą małe). Jest bardzo prawdopodobne, że
          kolega z pracy chętnie romansujący, po rozwodzie wymięknie wobec
          obowiązków względem rozwódki z dzieckiem, a to już poważny problem,
          bo ląduje się na emocjonalnym bruku.

          Mówiąc inaczej: sytuacja komfortowa polegająca na posiadaniu męża w
          domu, a kochanka w parcy zamienia się na mało komfortową, gdzie nie
          ma nikogo bliskiego.

          Trzeba pomóc kobiecie w takim wyborze, a nie szkodzić zabiegami o
          jej względy, któe oddalają od merytorycznych podstaw decyzji.
          • zmeczona100 Re: Zadałaś za mało pytań... 13.07.09, 18:34
            Tri, uważasz, że każdy kolega z pracy musi być od razu kochankiem? A
            może jest to normalny facet? Dzięki temu, że poznała normalnego,
            fajnego faceta uzmysłowiła sobie, że tacy też chodzą po ziemi i być
            może kiedyś trafi na takowego. Być może uzmysłowiła sobie, że poprzez
            tkwienie w beznadziejnym związku , traci szanse na normalność.

            Jeśli spotyka się normalne osoby, po paru latach życia w
            niezadowalającym związku, człowiek uświadamia sobie np., że tak
            naprawdę to od niego zalezy, ile lat sobie jeszcze znarnuje. I wcale
            nie musi mieć to podtekstu erotyczno- seksowego wink

            Może być też tak, że jest to normalna relacja międzyludzka, ale
            autorowi pomylił się akt ślubu z aktem niewolnictwa i pan mąż po
            prostu zaczął się niepokoić, bo zona zaczęła być za bardzo
            samodzielna?
            • tricolour No tym właśnie piszę... 13.07.09, 18:40
              ... (nie tylko ja), że jeśli żona poczuła się samodzielna i chce żyć
              tak, jak sobie wyobraża, a z mężem jej nie po drodze, to nie trzeba
              o żonę zabiegać tylko zająć się sobą.

              Jeśli jej się znów spodoba mąż, to zostanie, jeśli nie spodoba -
              niech idzie.
              • zmeczona100 Re: No tym właśnie piszę... 13.07.09, 19:44
                na zajmowanie się sobą jest zawsze odpowiednia pora- wcale nie trzeba
                do tego pretekstu okołorozwodowego wink
        • greg014 odbiegając.... 13.07.09, 18:17
          Wzieliśmy ślub w piatek trzynastego , w dodatku w miesiącu bez "r"
          bo lipcu , przez siedem i pół roku śmiałem sie temu w twarz, cóż tam
          przesądy.......dzisiaj mamy 8 rocznicę i mnie to nie bawi.
          • tricolour A ja tak sobie myślę... 13.07.09, 18:24
            ... że koleś-amant zabiera się za Twoją żonę bez zaglądania w
            horoskop, czy kurze pod ogon.
            • greg014 Re: A ja tak sobie myślę... 13.07.09, 18:38
              tricolour napisał:

              > ... że koleś-amant zabiera się za Twoją żonę bez zaglądania w
              > horoskop, czy kurze pod ogon.

              ...no nie Tri on sie nie zabiera, jak to Ona powiedziała jemu wcale
              nie zależy na tym żeby rozbic rodzine , że ma zasady itp. , tylko
              jak zapytałem po co w takim razie dzwoni do niej po 23 , to
              odpowiedziała że przecież to nikomu nie przeszkadza bo dzwoni do
              niej na kom. i tylko chce pogadać.......
              • tricolour No to się zabierze... 13.07.09, 18:41
                ... ja też kiedyś dzwoniłem coraz później, a potem uprościliśmy
                sprawę i zostałem na noc mówiąc wprost do ucha, a nie do sitka.
              • jarkoni Re: A ja tak sobie myślę... 13.07.09, 18:58
                greg014 napisał:
                jak to Ona powiedziała jemu wcale
                > nie zależy na tym żeby rozbic rodzine , że ma zasady itp. , tylko
                > jak zapytałem po co w takim razie dzwoni do niej po 23 , to
                > odpowiedziała że przecież to nikomu nie przeszkadza bo dzwoni do
                > niej na kom. i tylko chce pogadać.....

                No niby.. Mnie by przeszkadzało, gdyby kumpel z pracy mojej żony wydzwaniał po
                nocach. Znasz go? Jest przyjacielem domu? Bywa u was? Piłeś z nim? Cenisz go?

                Bo niedługo żona ustawi telefon jedynie na wibracje i zacznie mieć nagłe kłopoty
                z pęcherzem.. co parę minut do WC..
                A potem nagłe wyjazdy, szkolenia i konferencje..
                Masz już miotełkę?
              • mola1971 Re: A ja tak sobie myślę... 13.07.09, 19:07
                Greg, to jest bardzo poważna sprawa. I mówię Ci to z kobiecego punktu widzenia. No i nie ukrywam, że również kierując się własnym doświadczeniem.
                Kolega Twojej żony nawet jeśli z nią nie sypia to mocno ingeruje w jej życie emocjonalne. Telefon o 23 do mężatki? On ignoruje to, że ona ma męża i jednocześnie twierdzi, że nie chce rozbić rodziny. Ciekawa logika. Męska, więc pewnie dlatego nie rozumiem wink
                Zgadzam się z Markiem i z Tri - walcz o siebie chłopie. Może jeszcze nie jest za późno i być może gdy Twoja żona zobaczy, że w domu ma mężczyznę (bo najwyraźniej z jakiegoś powodu o tym zapomniała) ochłonie. Gorzej jeśli się zakochała - wtedy możesz sobie puszyć pawi ogon, skakać na spadochronie czy co tam chcesz a i tak nie zrobi to na niej najmniejszego wrażenia.
                • gallama Re: A ja tak sobie myślę... 13.07.09, 19:45
                  > Kolega Twojej żony nawet jeśli z nią nie sypia to mocno ingeruje w jej życie em
                  > ocjonalne. Telefon o 23 do mężatki? On ignoruje to, że ona ma męża i jednocześn
                  > ie twierdzi, że nie chce rozbić rodziny. Ciekawa logika. Męska, więc pewnie dla
                  > tego nie rozumiem wink


                  oj tam smile a ja jak najbardziej rozumiem. Kolega nie chce rozbijać jej rodziny
                  bo odpowiada mu romans i to co ma teraz ,
                  a nie rozwódka z 2 dzieci na głowie jako stała partnerka.

                  Jej propozycja dla męża- mieszkajmy razem jak dotąd a miejmy oddzielne życia
                  potwierdza, że jej emocje są już gdzie indziej ulokowane ale prawdopodobnie nie
                  zapewniają stabilnego związku (może kolega też zajęty?) a nie chce tracić
                  stabilizacji i "krzywdy nie robić" męzowi i dzieciom, więc pokrętnie woli stać w
                  rozkroku, żeby się bardziej winna nie czuć i problemów na siebie nie brać.
                  Ona jest zauroczona tamtym(daje mu przyzwolenie na te nocne telefony itd),
                  choćby Greg zaczął skakać dla niej z trampoliny to na niej to wrażenia teraz nie
                  zrobi, ale jak najbardziej Greg może odswiezyć swoje hobby dla własnego lepszego
                  samopoczucia i lepszej swojej pozycji startowej na przyszłość. No i konkretnym
                  być. By wiedziała co może stracić i że nieodwołalnie..
                  • mola1971 Re: A ja tak sobie myślę... 13.07.09, 20:08
                    gallama napisała:
                    Ona jest zauroczona tamtym(daje mu przyzwolenie na te nocne telefony itd)

                    Dokładnie tak. I ja to nawet rozumiem bo sama kiedyś to przeżyłam. Kobiecie,
                    która wyszła z domu do pracy po wychowywaniu malutkich dzieci bardzo łatwo jest
                    zawrócić w głowie. Wystarczy poświęcić jej trochę uwagi, wykonać kilka
                    telefonów, wysłać parę smsów. Okazać jej uwagę, czyli coś czego po pierwsze
                    siedząc w domu nie miała, po drugie czego (prawdopodobnie) już bardzo dawno od
                    swojego męża nie dostała. Dodatkowo w pracy zaimponować jest łatwo. Wystarczy,
                    że facet zna się na czymś o czym ona nie ma zielonego pojęcia. A już w
                    korporacji wszelkiej maści amantów gotowych na to by taką tanią uwagę
                    spragnionej kobiecie dać bynajmniej nie brakuje. Okazji do flirtowania również
                    wink Na początku naprawdę można się zachłysnąć smile Dopiero z czasem, gdy poznaje
                    się to od podszewki opadają z oczu klapki.
                • undeadly Re: A ja tak sobie myślę... 10.08.09, 01:55
                  skąd ja to znam ?
          • kleofas-0 Re: odbiegając.... 13.07.09, 18:26
            Współczuję Ci. Naprawdę. Ja też przechodzę teraz ciężkie chwile,
            więc wiem jak gowniano się człowiek czuje. Ale obawiam się, że jeśli
            pojawił się jakiś kolega to kiedyś może pojawić się kolejny... I co
            wtedy zrobisz?
    • kleofas-0 Re: Co robić?? 13.07.09, 18:48
      Ludzie, o czym wy piszecie. Jaki "KOLEGA"? Nawet jeśli w
      rzeczywistości to tylko kolega- w co nie wierzę- to nie powinna
      mężowi takich rzeczy gadać. To jest granie na emocjach i robienie
      jazd. Nienawidzę tego!
    • superzgredzik Re: Co robić?? 13.07.09, 18:57
      Nawet jeżeli "zaszumiało jej w głowie" pod wpływem nowych znajomych i klimatu to
      jako mądra kobieta powinna zdać sobie z tego sprawę i po pierwsze zapanować nad
      tym, a po drugie jeżeli z nowej perspektywy ujrzała więcej to powinna z Tobą to
      omówić i wspólnie z Tobą podjąć kroki aby ulepszyć związek. No chyba, że mądrą
      kobietą nie jest...........
      • zmeczona100 Re: Co robić?? 13.07.09, 19:00
        A może jest na tyle mądrą kobietą, by zauważyć, że z tego pieca to już
        chleba nie będzie?
        • greg014 Re: Co robić?? 13.07.09, 19:13
          zmeczona100 napisała:

          > A może jest na tyle mądrą kobietą, by zauważyć, że z tego pieca to
          już
          > chleba nie będzie?

          dobrze jeśli tak jest to trzeba jak człowiek przyjść i powiedzieć
          sory nie wyszło....chcę czegos ( kogoś ) innego , a nie jakieś gry
          strategiczne , które wysysaja życie i zmysły. Dla mnie to wygląda w
          tej chwili na jakąś grę na czas.....
          • kleofas-0 Re: Co robić?? 13.07.09, 19:17
            Dla mnie też to tak wygląda. Gry i gierki. Myślę, że ona bada grunt.
            Ale daj spokój, greg. Ja sama mam kolegow z pracy czy nie z pracy i
            się tak nie zachowują jak ten amant. jak spędzasz rocznicę? Sam?
            • leptis ... 13.07.09, 19:24
              Kleo, jak dobrze Ciebie widzieć
              w nie swoim wątku....

              spokojnej nocy
              odpocznij od tego myślenia
              • kleofas-0 Re: ... 13.07.09, 19:25
                Staram się chociaż jest ciężko smile Dzieki.
            • greg014 Re: Co robić?? 13.07.09, 19:30
              kleofas-0 napisała:

              > Dla mnie też to tak wygląda. Gry i gierki. Myślę, że ona bada
              grunt.
              > Ale daj spokój, greg. Ja sama mam kolegow z pracy czy nie z pracy
              i
              > się tak nie zachowują jak ten amant. jak spędzasz rocznicę? Sam?

              Poniewarz nie ma rzeżni , tylko taka chłodna grzeczność , to jeszcze
              razem. Dałem jej po północy jakiś mały prezent z okazji rocznicy,
              obiecała rewanż po pracy ( zdaję sie że przykro jej było). Jest
              szansa na wmiare normalny wieczór, moze nawet miły jak na te
              okoliczności.
              • superzgredzik Re: Co robić?? 13.07.09, 19:31
                greg014 napisał:
                Jest
                > szansa na wmiare normalny wieczór, moze nawet miły jak na te
                > okoliczności.

                Podziwiam Cię chłopie. Przez wielkie "P".
          • greg014 Re: Co robić?? 13.07.09, 19:21
            .....być może o to chodzi żebym to ja powiedział że sory ale już nie
            chce , wiadomo że nikt na siebie nie chce wziąć takiej
            odpowiedzialności
    • leptis ... 13.07.09, 19:22
      Grześku,

      jesli już tak dożywotnio kochasz Żonę,
      zacżąłbym od uśmiechu na codzień.

      Zauważyłem że Kobietom nie trzeba dużo gadać w ucho.
      Wystarczy, że wychodząc rano zwrok swój uśmiechnięty zawiesisz na
      Niej.
      Ze poczuje, że właśnie jest przez Ciebie opuszczana i ze to jest
      trauma,
      ze Ty ten fakt w swojej łepetynie właśnie odnotowałeś,
      i że to Ciebie ciśnie, że odchodzisz od Niej.
      [na chwile tylko przecież...tego na twarzy nie zapiszesz]

      co do masy zaaplikowanych zajęć sportowych...
      łatwo się zestresowac w pierwszym momencie trenując na Błoniach,
      Wokół śmigające na wrotkach Piotruś Pany,
      wyklacone Nocne Marki na rolkach
      o innych atrakcyjnych biochemicznie Kobietach nie wspominając.

      Ja bym w ostry wysiłek fizyczny się nie pakował
      z nadzieją na szybki efekt.

      pozdrawiam i spokoju życzę
    • superzgredzik Re: Co robić?? 13.07.09, 19:53
      A może inne sporty ekstremalne?
      Np. rozmowa z "przyjacielem" bez pośrednictwa telefonu czy netu?
    • shamsa Re: Co robić?? 13.07.09, 20:37
      odejść. dogadać sie jak ludzie i odejść. może sie połapie, a jak nie, to i tak
      nie ma sensu.

      może gdzieś na ciebie czeka twoja prawdziwa miłość zycia
      • gallama Re: Co robić?? 13.07.09, 20:56
        Swoją drogą, wspólny kredyt podobno bardziej wiąże niż wszelkie przysięgiwink.
        Szczegółowe a sprawiedliwe przedstawienie planu podziału majątku i spłat
        finansowych kogoś z mieszkania lub jego sprzedaży, przejęcia głownej opieki nad
        dziećmi przez jedno z rodziców(kogo?),alimenty, itd, itp = czyli
        skonkretyzowanie tego, co będzie musiało sie stać przy rozwodzie, może wymarzony
        urok barwnego życia z nowym kolegą zmącić.
    • cosmopszczolka Re: Co robić?? 13.07.09, 21:52
      Ile przypadków tyle podpowiedzi rozwiązań. I jak to w życiu tak źle
      i tak niedobrze, cokolwiek by się nie zrobiło. Jedni po próbach
      ratowania i odbudowywania żałują czasu poświęconego na ratowanie
      związku, na "poprawianie" siebie itd. Drudzy załują, że nie mieli
      takiej szansy, że postawiono ich od razu przed faktem dokonanym, a
      woleliby ratować, starać się. Musisz coś wypośrodkować. Napewno nie
      możesz pozwalać sobie wejść na głowę i nie żebraj o uczucia. Ja tez
      na uwagi o późne telefony i dziwne paragony z zakupów usłyszałam, że
      jestem "nieżyciowa", bo to tylko koleżanka. A potem odkryłam, jaka
      to była "koleżanka". Tak więc dużo sił życzę !
      • dsz27 Re: Co robić?? 13.07.09, 22:17
        Oczywiście Autor wątku musi wypośrodkować, jednak biorąc pod uwagę namacalne
        doświadczenia ludzi z tego forum plus statystyki, można by powiedzieć, że pewne
        zachowania są wręcz standardowe, na tyle, że można je spisać w punktachsmile
        1. kryzys w małżeństwie, pojawia się kolega z pracy
        2. znajomość przeradza się w "przyjaźń", pomijam, że przyjaźń pomiędzy kobietą a
        mężczyzną prawie zawsze jest podszyta fascynacją, w tym sexualną, no chyba ze
        mamy kumpla gejawink
        3. ona brnie w świeżą znajomość z kolegą z pracy, on błaga i prosi o
        szansę.............
        4. w domu facet żebrzący o miłość a tam świeży towar, chętny, podniecający, nie
        robiący wyrzutów, niczego nie wymagający, pozornie gotowy na ich nową miłość
        5. małżeństwo się sypie
        6. kolega z pracy orientuje się jak daleko sprawy zaszły....jest szansa, że
        zmieni zdanie i znajdzie nowy obiekt zainteresowań? odpowiedzcie sobie samismile
        7. dalej separacja, rozwód i cały ten bajzel

        Oczywiście może być zupełnie inaczej. Kto wiesmile

        Życzę powodzenia, radzę wszystko przemyśleć i wsiąść sobie do serca rozsądne
        rady z tego forum.

        Dodam, że schemat dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn, oczywiście w moim
        mniemaniusmile
        • mola1971 Re: Co robić?? 13.07.09, 22:23
          dsz27 napisała:
          znajomość przeradza się w "przyjaźń", pomijam, że przyjaźń pomiędzy
          kobietą
          > a
          > mężczyzną prawie zawsze jest podszyta fascynacją, w tym sexualną,
          no chyba ze
          > mamy kumpla gejawink

          O przepraszam bardzo, ale przyjaźń między kobietą i mężczyzną jest
          jak najbardzie możliwa. Gdy już ta fascynacja minie wink
          A kumpel gej też nie zawsze jest bezpieczny wink
          • dsz27 Re: Co robić?? 13.07.09, 22:41
            Jasne jak fascynacja minie czyli po tzw. konsumpcji deserkuwink przyjaźń jest
            możliwasmile
            Tyle, ze nie początku tej zakręconej drogi;P

            No przyjaciel gej nie zawsze jest bezpieczny jeśli jest .... biwink
            • greg014 Re: i po rocznicy .... 14.07.09, 11:06
              w sumie to mogłem się z Wami umówić na piwo, nic bym nie stracił , a
              przynajmniej zyskał.....ale dzięki Wam przynajmniej miałem ( i mam )
              dobry nastrój. Dzięki za rady , jest szansa nie zwariować w tym
              szaleństwie....
              • kleofas-0 Re: i po rocznicy .... 14.07.09, 11:25
                To co napiszę jest straszne, ale... picie to dobry pomysł smile
                Przynajmniej na chwilę. I oczywiście nie do lustra. Wiesz czego Ci
                zazdroszczę? Że masz dzieci. Ja jestem na etapie wmawiania sobie, że
                nikt mnie nie pokocha i co gorsza- nigdy nie będę mieć dzieci, bo
                nie będę miała z kim... Wiem, że to żałosne, ale tak sie dzisiaj
                czuję. A tak na marginesie- uwielbiam dzieci. I może stąd ten dół...
                I w ten oto sposób zaprzyjaźniłam się z butelką smile Mam nadzieję, że
                nie na zawsze... smile
                • greg014 Re: i po rocznicy .... 14.07.09, 11:48
                  Mówią Kleo że to zdradliwe, ale ja też jestem na tym etapie , mały
                  drink czy piwo na dobry sen , dosc ma juz tych bezsennych nocy , a
                  tak przykładam głowe do poduszki i budze sie rano. Za duzo myśli.
                  Jak sobie nalewam , to wypowiadam zaklecie "wódko pozwól żyć" i to
                  mnie dystansuje do tego problemusmile)) Pewnie słuchanie audycji Nocne
                  rozmowy z Krzysztofem Alkoholikiem to nasz następny etap , ale mamy
                  jeszce troche czasu smile)) Kleo głowa do góry , nie pozwól by to Tobą
                  rządziło.
                  • kleofas-0 Re: i po rocznicy .... 14.07.09, 12:32
                    Spotkania AA jeszcze mi nie grożą na ten moment, ale rzeczywiście
                    drinki pomagają mi przetrwać. Popłaczę sobie, a później popadam w
                    alkoholowe odrętwienie i siedzę wpatrzona w ścianę smile Tylko wiesz,
                    żyć mi się odechciało. Tak po prostu. Nie mam dla kogo. Bo po co dla
                    samej siebie...?
                    • greg014 Re: i po rocznicy .... 14.07.09, 13:24
                      No dla samej siebie to na poczatek całkiem dobry powód Kleo. Pewnie
                      zaraz znajdą się nastepne.....
                    • greg014 Re: i po rocznicy .... 14.07.09, 13:28
                      Drugi powód , to np. niech ex widzi co stracił... a zobaczy kobietę
                      silna, pewną siebie, zaczynającą nowe życie....
                      • kleofas-0 Re: i po rocznicy .... 14.07.09, 13:35
                        Greg, musiałbym być jego mamą, żeby zrozumiał co stracił. Bo
                        mamusia jest ideałem. Póki co jestem beznadziejnym człowiekiem,
                        któremu poczucie własnej wartości spadło do parteru. A póki co
                        rozpamiętuję. Myślę. Intensywnie.
                        • gallama Re: i po rocznicy .... 14.07.09, 13:42
                          E tam. Nie pij i nie pal bo cera sie psuje a Ty masz być ładna uśmiechnięta i
                          KOCHAJACA SIEBIE w pierwszej kolejności. Porozpuszczaj sie trochę.
                          Jak się odetniesz od osobnika/związku , który Ci stale poczucie wartości obniżał
                          (a w nim umieściłas punkt odniesienia do swojej wartości) to może zauważysz, że
                          największa miłościa to siebie nalezy obdarzyć, wycałować się, pogłaskac w
                          lustrze.. winkwink a nie czekac aż ktos inny zauważy żeś wartościowa kobietka smile.
                          Dowartościuj się sama smile i otocz wartościowymi ludźmi.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja