greg014
13.07.09, 11:11
Witam
Historia pewnie jak wiele , 8 lat mażeństwa , dzieci 6 i 4 lata ,
kredyt jeszcze tylko 28 lat.
Jakieś 3 lata temu dostla prace w korporacji, nowe znajomosci
później przyjaźnie. W większości rówieśnicy lekko po trzydziestce .
Bez rodzin, bez związków , bez zobowiązań, którym czas beztrosko
uplywa na imprezowaniu dla zabicia czasu, pustki itp. Szybko się
wkręcila w towarzystwo , coraz więcej czasu spędzala z nimi. Bywalo
że i trzy wieczory w tygodniu. Zaczely sie napiecia miedzy nami.
Jedna z tych przyjaźni jak na mój gust trochę za bardzo się
rozwinela. Rozmawialismy o tym , ale zapewniaa że to tylko zwyka
przyjaźń.
W końcu wyszukiwarka w kompie wywalia mi takie hasla : rozwód i
dzieci , koniec romansu , zakończyć romans. Przyciśnięta
przyznala że RACZEJ nie miala romansu, że owszem lączy ich cos
więcej niż relacja koleżanka kolega i że gdymy mieli okazję poznać
sie w innych okolicznosciach ( czyli brak męża i dzieci ) to pewnie
byloby coś miedzy nimi. Nastepnie dowiedzialem się że nie wie co do
mnie czuje, że pogubila sie w uczuciach. Zaproponowala mi że mozemy
przecież razem mieszkać i wychowywać dzieci i każde moze żyć wlasnym
życiem. Wyrazila cheć odbudowy, naprawy uczuć miedzy nami chociaż
zaznaczyla że napewno nie uda sie przywrócić do stanu poprzedniego.
Minely 3 m-ce totalnego chlodu i braku uczuć z jej strony. Przyjąlem
na twarz pare " cieplych" stwierdzeń w czasie tej naprawy związku
typu: że wolalaby wracac do pustego domu po pracy gdzie czekaja na
nia tylko dzieci, albo że wie że mnie boli jak pisze na
komunikatorach do tego swojego "przyjaciela" ale nie zamierza
przepraszać , bo nie czuje żeby miala za to przepraszać. Ale
powiedziala ze mnie nawet lubi więc nie tracielm nadzieji

Zdecydowaliśmy się na poradnie. Na pierwszym spotkaniu uslyszalem
że problem dla niej zacząl się 3 lata po slubie kiedy siedziala
przez 3 lata z dziećmi w domu. Czula się w tedy samotna że ja jej w
tedy nie wspieralem. że wydawalo jej sie , ze nastąpil taki podzial
ról - ona wychowuje dzieci, a ja zarabiam na utrzymanie. Nigdy jej w
tym nie utwierdzalem , jedyne problemy które wtedy byly poruszane to
że jestem introwertykiem , że nie potrafię okazywać uczuć i jestem
zamkniety w sobie. Ale zwykle to szybko mijalo i dalej bylo dobrze (
tak mi sie wtedy wydawalo). Nigdy nie bylo zadnych awantur , rzeźni
itp. Pierwsze spotkanie w poradni zakończyla stwierdzeniem że jedyne
co potrzebuje teraz to spotkać kogos takiego jak ona.
Na drugim uslyszalem , że nie ma dla mnie w tej chwili żadnej
przyjaźni.
No i nie wiem co teraz robić , z jednej strony mi nie przeszlo , bo
to milość mojego zycia , chociaz po tych trzech miesiacach
obojetnści i przyjmowania na twarz zaczynam mieć wątpliwości. Sam
tego nie pociągnę . Poradnia nic nie da , jak jedna stona tylko
chce. Mam świadomosc że od pieciu lat oszukiwala mnie co do swoich
uczuć. Wydaje mi sie, że odpowiadal jej zwiazek dopuki nie znalazla
alternatywy w postaci swojego przyjaciela z którym sie lepiej
rozumie i bawi.
Nie wiem co robić , glowa pelna myśli.