Dodaj do ulubionych

nie panuję

25.08.09, 11:20
Witajcie, trafiam tu z nadzieją,że pomoże mi samo wygadanie się, a
jeśli któs pomoże mi uporać sie z problem będę bardzo wdzięczna.
Rozstałam się po 14 latach. Kroplą, która przeważyła, było odkrycie
że jest stałym ( a wręcz nałogowym ) bywalcem czatów erotycznych.
Stąd brały się tajemnicze wyjazdy, tajemna druga karta do telefonu
itd, Czyli te czaty były tylko miejscem poznawania kobiet, z
ktorymi znajomości były miesiącami kontynuowane. Odbijało się to
naszym życiu - na nic nie miał ochoty, nic go nie interesowało.
Wazny był tylko nieograniczony dostęp do komputera i jedno pytanie:
co będzie na obiad. Zresztą to już nieważne. Przez pierwsze trzy
miesiące od rozstrania było we mnie tyle złości,że ona dawała mi
napęd do życia. Teraz jest coraz trudniej. A najgorsze jest to ,że
nie potrafię zapanowac nad sobą - wciąz wchodzę na te czaty;
obserwuję jak podrywa następną, jak wspomina z nią spotkanie, umawia
sie na : hot piv. Szarpie mnie to strasznie i rozwala psychicznie.
Nie potrafię przestac. Wiem teraz co to uzaleznienie - wiem,że
szkodze przede wszystkim sobie, ale to silniejsze. Tłumaczę sobie,że
to już mnie powinno interesować, że to głupie i bez sensu. Starma
się jak moge zagospodarowywać sobie czas- spotykam się z
przyjaciólkami, łaże godzinami po sklepach ( moj budżet już tego
dlugo nie wytrzyma) wypożyczam kilkanaście filmów, a i tak zawsze
wieczorem ręka jokoś sama leci do komputera.
Aż mi wstyd to pisać.
A może jakś hipnoza by mi pomogła wymazać przeszłośc, żeby się tak
dało zrobić Delete - i nie myśleć.
Obserwuj wątek
    • tricolour Nie hipnioza, a terapia... 25.08.09, 11:30
      ... czyli psycholog od uzależnień. I nie do tego, by wymazać
      przeszość, bo sie nie da, tylko po to, by normalnie żyć pomimo
      niepowodzenia w małżenstwie.
      • cleer13 Re: Nie hipnioza, a terapia... 25.08.09, 12:31
        Uważasz,że jestem uzależniona? Przecież nie od czatów, bo nie biorę
        w nich atywnego udziału, z nikim tam nie rozmawiam i nikt mnie nie
        obchodzi. I uważam to za obrzydliwą forme nawiązywania kontaktów -
        szczególnie kamerki pokazujące najbardziej intymne częsci anatomii.
        Jeżeli jestem uzależniona to od faceta, z którym przezyłam 14 lat.
        Lepszych gorszych, ale jednak. I nie potrafię od tych wspolnych lat
        się odciąc, wspomnac i nteresowac sie tym : co on teraz robi, a może
        już przestał to robic, może go dzisiaj nie będzie, może żałuje że
        przez takie sprawy rozwalił nasz związek?
        No chyba ze w związku z tym że on jest od tej formy istnienia
        uzalezniony, a jestem tzw wspołuzalezniona. Trochę trwało zanim sie
        zorientowałam, co on w tym komputerze robi całe dnie i noce, i
        trochę trwało zanim mu powiedziałam,ze wiem, i zanim on odtzucił
        wszelkie propozycje zerwania z tym i wybrał...
        • ewad16 Re: Nie hipnioza, a terapia... 25.08.09, 12:52
          Wiesz ? myślę ,że może to nie uzależnienie ale jest w Tobie jeszcze
          dużo złych emocji i złości na niego, za to ,że Ciebie oszukiwał, to
          rodzaj takiego szoku, że bliski Tobie człowiek tak Ciebie ranił.To
          wszystko jest za świeże dlatego tak reagujesz. Tak czy inaczej może
          powinnaś pomyśleć o rozmowach z psychologiem jak poradzić sobie z
          tymi emocjami aby dojść do siebie.Może to trywialne co napiszę ale
          czas goi rany za jakiś czas zobaczysz to w innym świetle, pewnie
          minie dużo czasu zanim znowu komuś zaufasz ...ale nie wszyscy są
          tacy jak Twój były mąż.
    • eutherpe Re: nie panuję 25.08.09, 13:25
      Wg mnie zachowujesz się tak, jakby zachowywała się conajmniej połowa kobiet
      tutaj. Zachowujesz się tak, ponieważ stale go kochasz, jakimkolwiek rodzajem
      miłosci, ale kochasz.I ten stan zapewne potrwa chwilkę, zanim dostosujesz się do
      otaczającej Cię rzeczywistości.
      • cleer13 Re: nie panuję 25.08.09, 13:32
        Najdziwniejsze jest dla mnie, że zaraz po jego wyprowadzeniu było mi
        łatwiej - byłam wściekła, i jesli o nim myslalam to o tych ostanich
        miesiącach, kiedy wiedziałam że kłamał, oszukiwal zdradzał. I nawet
        cieszyłam się ze już będę spokojna,że przestanę sie zadręczać
        słysząc stukot klawiszy z drugiego pokoju. A w miarę upływu czasu
        wracają wspomnienia z pierwszego okresu - najmilsze i najwspanialsze
        i to mnie rozkłada. I zamiast coraz lepiej jest mi coraz gorzej. Tez
        tak macie?
        • eutherpe Re: nie panuję 25.08.09, 13:41
          Tak, ja tez tak mam.Od rozpaczy, melancholii, żalu do tęsknoty, poczucia winy,
          braku pewności czy dobrze zrobiłam aż do słuszności podjętej decyzji i odczucia
          siły, która gdzieś tam jest we mnie i nie pozwala całkiem upaść.Wspomnień nigdy
          się nie pozbędziesz, one są częścią Twojego zycia, Ciebie. Nie wiem, narazie nie
          wiem ale może bledną, nie przeżywasz ich juz tak intensywnie..Ja tez jestem
          narazie na początku drogi, zbyt krętej i zbyt pełnej pytań.Damy radę!!!!
          • cleer13 Re: nie panuję 25.08.09, 14:03
            Wiem , czas pomaga, ale jak przetrwac ten czas. I Chyba nie da się
            określic, bo w każdym przypadku ten czas jest rózny. Jeszcze trafiło
            to na okres, w ktorym w pracy mniej się dzieje, wielu znajomych na
            wakacjach i nie wiem już czym zapchac ten wlokący się czas.
            A najbardziej mnie rozkleja myśl, że zbliża się czas, kiedy zawsze
            wyjeżdżaliśmy na wakacje do ukochanych Włoch. I on na tych czatach
            załapał już jakąs ( tak wynikalo z ostanich rozmów) z ktorą
            pojedzie do tych samych miejsc, w ktorych przez lata bywaliśmy
            razem. Ze w nim nie ma żadnego żalu, żadnych rozterek.
            • eutherpe Re: nie panuję 25.08.09, 14:14
              No, niektóre "typy tak mają".Nie zastanawiaj się czy on coś czuje czy nie. Niech
              najlepiej zostawi Cię w spokoju a zyskasz większą szansą na "wyzdrowienie" i
              powrót do stanu "sprzed"...A może jest sam jak palec tylko drażni się z Tobą,
              wiedząc,że słowa zabolą Cię.
              • cleer13 Re: nie panuję 25.08.09, 14:36
                Jakos jestem pewna że niczego nie udaje - zresztą to technicznie
                niemożliwe. Ot po prostu - skończyło się, nie jest to powód żeby
                rezygnowac z urlopu, a głupio jechac samemu, wiec trzeba szybko
                znaleźc - i znalazł. Z tym nie ma problemu. Po prostu - nie
                chciałabym nikogo skrzywdzic, ale jakos faceci szybko otrzepuja sie
                po takich wydarzeniach. Kilka wieczorów z większa dawką wodeczki i
                juz są gotowi do nowych układów.
                Dlaczego tak nie potrafię - tak bym chciała - jak piszesz - nie
                myśleć, panowac nad tym o czym myśle, wrócic do normalnosci, umiec
                sie cieszyc sie tym co otacza. I przestac w kólko wspominac,
                analizowac. Wczoraj tak sie zamysliłam,ze wrzucialm makaron do
                zupełnie zimnej wody. A to też jedna z największych barier - jeść
                samej obiad. Jak go gotowac dla jednej osoby? Samotnosc jest
                paskudna. Ale wiem ,że decyzja była sluszna i dalsze życie w tym
                związku mnie wykańczało i było nie do wytrzymania.
                • jarkoni Re: nie panuję 25.08.09, 18:24
                  cleer13 napisała:
                  Wczoraj tak sie zamysliłam,ze wrzucialm makaron do
                  > zupełnie zimnej wody. A to też jedna z największych barier - jeść
                  > samej obiad. Jak go gotowac dla jednej osoby? Samotnosc jest
                  > paskudna.

                  A gdybyście mieli dziecko czy dzieci?
                  Byłoby inaczej?
                  Jakbyś się wtedy czuła? Dużo lepiej?
                  To bardzo poważne pytanie..
                  • cleer13 Re: nie panuję 25.08.09, 20:25
                    Pewnie się zdziwisz. Jestem 50+. Pierwze malzenstwo rozleciało mi
                    się kiedy byłam po 30 i miałam 8 letnia corkę. I mimo wszystko było
                    łatwiej. Byłam bardzo zajęta wychowywaniem córki, walka o kasę żeby
                    miala to co inne dzieci i wiele nadziei ,że jeszcze spotkam w życiu
                    czlowieka, którego pokocham. I po wielu latach ta sie stało. Teraz
                    widmo starości zagląda mi w oczy i dorosla corka ma swoje życie.
                    Faceci w moim wieku szukają młodszych o 10, 20 lat. Niewielkie mam
                    szanse na ułożenie sobie jeszcze życia, a wierz mi czuję i myślę
                    bardzo podobnie do wszystkich, ktorzy przez to przechodzą. Bez
                    względu na wiek. A wytrzymywałam tak wiele, by nie zostac sama na
                    starośc. Wizja zgrzybialych staruszków trzymających sie za ręce i
                    spacerujęcych po parku - to było to do czego dążyłam. I poszlo się
                    bujac. Nie warto było znosic tego tak dlugo.
                    • a.niech.to Re: nie panuję 25.08.09, 20:44
                      cleer13 napisała:

                      > wytrzymywałam tak wiele, by nie zostac sama na
                      > starośc.
                      Moje motywacje były bardziej rozbudowane i jakościowo trochę inne.smile

                      > Wizja zgrzybialych staruszków trzymających sie za ręce i
                      > spacerujęcych po parku - to było to do czego dążyłam.
                      Marzenia piękne są. Ze zgrzybienia byłabym skłonna zrezygnować.smile

                      > I poszlo się
                      > bujac.
                      Tak, i nigdy nie wróci. "Bilet w jedną stronę" - mantruj, aż dotrze
                      do świadomości.

                      • cleer13 Re: nie panuję 25.08.09, 22:45
                        Dzięki i tego będe (probowala ) sie trzymac.
                        Ciekawe jakie były Twoje motywacje, skoro zgrzybienie odrzucasz?
                        • a.niech.to Re: nie panuję 26.08.09, 07:50
                          cleer13 napisała:

                          > Ciekawe jakie były Twoje motywacje, skoro zgrzybienie odrzucasz?
                          Dziarski staruszek.smile
    • ekscytujacemaleliterki Re: nie panuję 25.08.09, 14:38
      Wekszosc twierdzi ze czas leczy rany, daj czas czasowi.
      Na mnie to nie dziala.
      Na poczatku byla rozpacz bezdenna, niesamowity bol psychiczny i
      fizyczny. Czasem jeszcze lapie mnie tak ze oddychac nie moge.
      Siedzialam tu na forum i smierdzialam swojego czasu bardzo. Palilam
      papierosa od papierosa i pilam ile moglam.
      Pozniej zaczela mnie furia pchac.Zlosc, wscieklosc i wkurzenie na
      maxa. Az zaczelam sie smiac.Tak mi sie to przeplatalo. Wkurzenie ze
      smiechem.
      Kiedy mi tak najwieksza zlosc minela zaczelam sobie wizualizowac exa
      zdrade. I natychmiast przestalam!
      Dokopal mi wystarczajaco! Nie bede sie kopac sama.
      Nie katuj sie sama. Nie sprawdzaj, nie szukaj, nie pamietaj. Wiem ze
      nie latwe ale musisz probowac. Probowac robic wszystko, zeby nie
      zwariowac.
      Sprawdzanie z kim i gdzie gada, czy sie umawia to rownia pochyla dla
      Ciebie jest.
      tak chcesz? On sie bedzie swietnie bawil, Ty troche mniej. Chociaz
      nie wiem jak bardzo wesolo w psychiatryku jest.
      Nie daj sie, rozumiesz! Poprostu sie nie daj! Wystarczajaco skopal
      Ci tylek, nie kop sie sama!!
      • tricolour Dlatego mówię o terapii... 25.08.09, 14:42
        ... choć przyznaję, że nawet zęby można leczyć samemu, wyrywać
        kombinerkami itp.

        Rzeczywiście przestają boleć, ale szpecą buzię. Podobnie może być z
        amatorsko leczoną psychiką.
        • cleer13 Re: Dlatego mówię o terapii... 25.08.09, 15:04
          Baaa, nie dać się! A czy macie pomysły na jakieś zajęcia, ktore
          potrafia zając umysł tak,żeby nie myśleć? Udaje mi sie to trochę w
          pracy, kiedy jest coś pilnego i ważnego. Ale potem? Stos ksiązek...
          łapię sie na tym ,że po przeczytaniu kilku stron nie wiem o czym
          było. Czasami uda sie trafic na jakis dobry film, ale przy
          większości też się łapię na tym,że oglądam bez zrozumienia.
          Zakupy... ile można? Spotkania z koleżnami? Zadręczam je
          opowieściami o sobie, ktore mnie nakręcają, a jak w końcu rozmowa
          schodzi na inny temat, to się umysłowo wyłączam. Basen - nie
          uniemożliwia myślenia. A może klin klinem - skad go wziąc i czy da
          sie tak na zimno? Czy to pomoże? Wątpię. Dom i porządki odpadają -
          mam je w nosie. Co jeszcze można wymyślić?
          • ekscytujacemaleliterki Re: Dlatego mówię o terapii... 25.08.09, 15:26
            Mozesz sobie tysiac innych zajec znalezc i wymyslec. To nie da nic.
            Mysli leca tam gdzie chca.
            Mi pomaga smiech. I zmeczenie fizyczne. Jazda samochodem, muzyka. I
            gleboko gdzies mialam ze ludzie w samochodach obok widzieli jak
            ciurkiem lecialy mi lzy.
            Nie jest latwo.

            Ale nie mozesz sie poddac. Bo niby dlaczego nie mialabys kiedys, gdy
            najwiekszy bol minie szczesliwie zyc? He?
          • a.niech.to Re: Dlatego mówię o terapii... 25.08.09, 16:06
            cleer13 napisała:

            > łapię sie na tym ,że po przeczytaniu kilku stron nie wiem o czym
            > było. Czasami uda sie trafic na jakis dobry film, ale przy
            > większości też się łapię na tym,że oglądam bez zrozumienia.
            Tym się nie zrażaj. Zadziwiające jak wiele potrafi przyswoić głowa,
            gdy - jak się zdaje - leci na jałowym biegu.

            > Spotkania z koleżnami? Zadręczam je
            > opowieściami o sobie,
            Kiedy będą miały dość, same zmienią temat. Bez obawy.smile

            > A może klin klinem - skad go wziąc i czy da
            > sie tak na zimno?
            Z tym pomysłem daj sobie spokój. Odniosłabyś więcej szkód niż
            pożytków.

            Co do innych sposobów, polecam Internet. Możesz zostać np. filarem
            tego Forum.smile Wejdź na czat o tematyce zgodnej z Twoimi
            zainteresowaniami. Prekonasz się, że można poklikać z interesującymi
            ludźmi, o dużej kulturze osobistej.
            Internet to narzędzie. O jego wykorzystaniu decyduje klikacz.
            • cleer13 Re: Dlatego mówię o terapii... 25.08.09, 22:47
              Dzięki za zaproszenie, ale z " filarem" to chyba przesada. Dopiero
              tu zaczynam i chętnie poczytam. Ale będe sie starała
          • wmiedzyczasie Re: Dlatego mówię o terapii... 26.08.09, 22:09
            Mi bardzo pomagały cwiczenia siłowe- taka godzina na steperze albo rowerze z
            pogawędką techniczną z trenerem a potem sauna.Zmęczenie fizyczne pozwalało
            zapomniec. Do tego terapia, wprawdzie grupowa,ale to był balsam na duszę.Nie
            mówiąc o tym,że dzięki niej poznałam cudowne wiedźmy będące w podobnym miejscu w
            życiu.Rok minął a my ciągle w razie kłopotów - dołków psychicznych albo takich
            zwykłych codziennych typu kapie mi zlew wink - do siebie jak w dym.Zrozumiec się
            łatwiej mając podobne doświadczenia smile
        • cleer13 Re: Dlatego mówię o terapii... 25.08.09, 15:06
          Wierzę,że może pomóc, ale jak trafic do dobrego i sprawdzonego. I
          ile trzeba miec na niego kasy? To zdaje sie dośc droga impreza.
          • tricolour Przede wszystkim trzeba chcieć... 25.08.09, 15:12
            ... potem trzeba się rozejrzeć, co jest za darmo w ramach NFZ w
            Twojej okolicy. Potem pójść i pogadać z pierwszym lepszym - może się
            spodoba. Jeśli się nie spodoba, to szukać dalej. Tak postępuje
            dziecko, które uczy się chodzić: pada, ale próbuje do skutku. Nie ma
            innej metody.

            Klin będzie dobry, ale dla faceta, który będzie z Tobą.
            • cleer13 Re: Przede wszystkim trzeba chcieć... 25.08.09, 15:25
              A tu chyba problem, bo na jakikolwiek związek to nie mam ochoty (
              chyba ze gadałabym cały czas o tym co mi ten s...zrobił, a tego
              żaden facet by nie wytrzymał), co najwyżej zastanawiałam sie nad
              jednorazowym numerkiem, żeby jeszcze choc trochę uwierzyc,ze kogoś
              jescze interesuję. Jak się domyślacie mój były zafascynowane
              erotycznymoi czatami nie widzial we mnie kobiety już od dawna.
              • tricolour Jeżeli serio interesuje Cię jednorazowy numerek... 25.08.09, 15:33
                ... to nadajesz sobie atrakcyjność dziurawego materaca.

                Uważasz, że na tym polega kobiecość?
                • ekscytujacemaleliterki Re: Jeżeli serio interesuje Cię jednorazowy numer 25.08.09, 15:44
                  Mylisz sie Tri.
                  Ona wlasnie szuka tej kobiecosci, chce sie przekonac czy
                  beznadziejna czy atrakcyjna jest.
                  Jako jednostka meska mozesz tego nie pojac.
                  Zdrada uderza w kobiecosc. Zdrada zabija w oczach zdradzanej
                  jakiekolwiek poczucie kobiecosci i wartosci.
                  To sa tylko mysli a nie czyny. Tonacy brzytwy sie chwyta. Jak
                  ochlonie zobaczy, ze byla, jest i bedzie kobieta. I zeby samej to
                  zobaczyc nie musi isc do lozka na jednorazowa przygode. Chyba ze tak
                  lubi ale i wtedy nie masz prawa osadzac uzywajac tekstu "materac".
                  • tricolour Może robić co chce... 25.08.09, 15:53
                    ... a każdy jej zachowanie może ocenić, jak chce. Prawo do oceny
                    czyjegos zachowania ma to samo źródło, co prawo do robienia czego
                    się chce.
                    • ekscytujacemaleliterki Re: Może robić co chce... 25.08.09, 16:05
                      Tri,
                      wielokrotnie wylales mi wiadro zimej trzezwiacej wody na glowe.
                      Wielokrotnie Twoje slowa ustawialy mnie do pionu. Wielokrotnie mi
                      pomogles przetrwac chwile, godzine...
                      Ale z materacem sie nie zgodze. Bo niby dlaczego sex tylko dla par
                      ma byc?? Jest wiele kobiet, ktore nie chca byc w zwiazkach ale maja
                      ochote na sex.
                      • tricolour Sex jest dla par... 25.08.09, 16:13
                        ... bo seks uprawia się parami. Inaczej jest się przedmiotem albo
                        używa się przedmiotu, co na jedno wychodzi, bo obcowanie z
                        przedmiotem nie uczłowiecza go.

                        "Jest wiele kobiet, ktore nie chca byc w zwiazkach ale maja ochote
                        na sex" - prosze bardzo. Taka decyzja ma jednak konsekwencje i -
                        moim zdaniem - jest to przedmiotowe traktowanie siebie.
                        • ekscytujacemaleliterki Re: Sex jest dla par... 25.08.09, 16:17
                          taaa i to dopiero po slubie.
                          A moze przedmiotowe traktowanie faceta? Niech przyjdzie, zrobi
                          dobrze i poszedl precz!To Cie boli? Czy poprostu nie spotkales sie z
                          przypadkiem, ze kobieta rowniez potrafi wykorzystac faceta?
                          • tricolour Nie, nie po ślubie... 25.08.09, 16:20
                            ... ale w takim momencie, że wspólne potomstwo (jak by co) nie
                            będzie powodem do panki i aborcji.

                            Po prostu: decyzja, po której można unieść konsekwencje.
                            • ekscytujacemaleliterki Re: Nie, nie po ślubie... 25.08.09, 16:31
                              O antykoncepcji to juz bylo...
                              A o 16 latkach nie rozmawiamy.
                              • tricolour O jakiej antykoncepcji? 25.08.09, 16:38
                                O tej, która nie daje NIGDY 100% pewności?

                                Zresztą nie o to chodzi. Chodzi o to, że decyzja wyznacza
                                przestrzeń, w której moge się znaleźć. W przypadku seksu jedną
                                granicę stanowi "spuszczę się, odleję i wyjdę" a drugą " co zrobię
                                gdy będzie dziecko". Między tymi granicami znajdę się NA PEWNO gdy
                                polezę do łóżka z jakąkolwiek kobietą.

                                Przestrzeń wyznaczona przez te granioe to mój obszar moralny i nie
                                zależy od antykoncepcji.
                                • jarkoni Re: O jakiej antykoncepcji? 25.08.09, 18:33
                                  Tri, jeśli już mamy tu wulgaryzować to przypomnę:
                                  Jak doprowadzić kobietę do krzyku po stosunku? Podobno hmmm, wytrzeć o jej nową
                                  firankę..
                                  Ty jeden niby-wulgarny, ja tez jeden.
                                  Na szczęście dorośli jesteśmy, pewnie też niezbyt obrażalscy i czasem z
                                  poczuciem humoru(choćby wrednawo-nisko-klasowym)

                                  A ten wątek czytam z wyjątkowym zainteresowaniem. Ja też byłem czatowym
                                  klikaczem, już z 8-9 lat minęło..
                                  Nie erotycznym co prawda, ale temat jest mi bliski..
                                • ekscytujacemaleliterki Re: O jakiej antykoncepcji? 25.08.09, 23:25
                                  Tri,
                                  A takie przypadki znam : spuszcze sie, odleje i wyjde i w dupie mam ze dziecko jest.
                                  Lub : nie spusci sie bo ja juz skonczylam i w dupie jego ma, wysikam sie i wyjde
                                  a jak bedzie dziecko sama sobie rade dam.
                                  Badz : obojgu bylo milo, ciao!

                                  Obszar morany kazdy wyznacza sobie sam.Lub nie.
                                  Co nie zmienia faktu, ze nikt nie ma prawa zabraniac kobiecie sexu jesli jej sie
                                  bzykac chce.
                                  • tricolour A o co chodzi? 26.08.09, 00:04
                                    ... ktoś zabraniał?
                          • a.niech.to Re: Sex jest dla par... 25.08.09, 16:23
                            ekscytujacemaleliterki napisała:

                            > Czy poprostu nie spotkales sie z
                            > przypadkiem, ze kobieta rowniez potrafi wykorzystac faceta?
                            Jeśli zrobi to młoda rozwódka, poczuje się jeszcze gorzej niż na
                            wstępie. Nie zaprzeczysz, że uprzedmiotowienie kogoś czy siebie jest
                            nieco cyniczne. To bagaż emocjonalny dorzucony to rozwodowego.
                      • a.niech.to Re: Może robić co chce... 25.08.09, 16:20
                        ekscytujacemaleliterki napisała:

                        > Jest wiele kobiet, ktore nie chca byc w zwiazkach ale maja
                        > ochote na sex.
                        Ale czy przypadkiem nie są one w równowadze psychicznej? Wybierają
                        sex-sport, bo tak im odpowiada. Nie dołożą jednak klęski do klęski,
                        bo niczego ponad wybigasy się nie spodziewają.
                        Odbudowa psyche jeszcze ciepłej rozwódki wymagałaby przede wszystkim
                        akceptacji jej jako osoby, a o to wcale niełatwo.
                        Rozwód trzeba przeżyć w pojedynkę.smile

              • a.niech.to Re: Przede wszystkim trzeba chcieć... 25.08.09, 16:14
                Dołożysz tym sposobem problem do problemu. Jak się będziesz czuła,
                gdy ktoś potraktuje Cię instrumentalnie?
                Jeszcze zaczniesz twierdzić, że wszyscy faceci to świnie, a przecież
                tylko niektórzy.smile
            • a.niech.to Re: Przede wszystkim trzeba chcieć... 25.08.09, 16:11
              tricolour napisał:

              > Klin będzie dobry, ale dla faceta, który będzie z Tobą.
              Aż się uchachałam...Wyobrażasz sobie mnie w roli klina?big_grinDD
              • tricolour Wyobrażam sobie... 25.08.09, 16:14
                smile)
          • a.niech.to Re: Dlatego mówię o terapii... 25.08.09, 16:08
            Można i bez terapeuty, bo jeśli trafić na idiotę, zrobi Ci tylko
            krzywdę.
            Przydatna jest natomiast literatura związana z przeżywaną sytuacją.
    • kicia031 Re: nie panuję 25.08.09, 20:06
      terapia dla wspoluzaleznionych, a z braku takowejw poblizu literatura przedmiotowa.

      Ciekawy jest artykul w ktorys z sierpiowych obcasow na temat seksoholikow, do
      jakich twoj ex niewatpliwie nalezy.

      Ciesz sie, ze udalo ci sie wyplatac z tego zwiazku i smakuj swoje nowe zycie.,
      • cleer13 Re: nie panuję 25.08.09, 20:42
        Tak, czytałam ten artykuł i jakbym widziała mojego byłego. Nie pisze
        męza bo nie bylismy formalnym małżeństwem, ale po 14 latach to chyba
        nie ma znaczenia. A dokładnie do niego wszystko pasowalo. Dotąd
        uważalam , jak wiele osob chyba, że seksoholik to taki co ma ochote
        na sex 10 razy dziennie. A to nie o to chodzi. On po prostu musi
        zdobywac coraz to nowe kobiety, bez specjalnego wiązania się
        emocjonalnego. Jesli przeczytasz co wcześniej dopisalam ( jestem
        50+) więc on tez swoje lata ma. Na tych czatach wyrywa 30 latki. I
        świetnie mu to idzie, zna psychikę kobiet i wie czego one oczekują.
        W ostaniej rozmowie przyznal, że najbardziej go wzięło jak udało mu
        sie wyrwac 28 latkę, ktora była nim bardzo zainteresowana. Wiem ,że
        jeździł do niej , spotykali się, czy łóżkowo tego nie wiem. Jasne,
        że w korespondencji z nią udawał kogoś zupelnie innego ( kasa,
        stanowisko, szalone pomysly) a tak naprawdę jest zadłużonym
        urzędniczyną, nieruchawym i bez jakichkolwiek ambicji i
        zainteresowań. Jego jedynym hobby jest poderwac jak najwięcej
        kobiet. Ale ja znowu o nim zamiast o sobie. Ot jak mnie wzięło.
        • a.niech.to Re: nie panuję 25.08.09, 20:48
          Pewnie nie dotyczałam albo zdążyłam zapomnieć (mam 54 lata), jak
          długo jesteś już sama?
          • cleer13 Re: nie panuję 25.08.09, 21:04
            Mogłaś nie widziec, bo dopisalam teraz odpowiedź na pytanie o
            dzieci.
            Sama jestem ponad 3 miesiące. Niedlugo, ale zamiast lepiej jest mi
            coraz trudniej. Na początku oprócz złości było we mnie takie; a ja
            ci pokaże że dam sobie radę. A teraz przeraża mnie wizja samotności
            i bezsensu robienia czegokolwiek. Tego co robiłam zwykle. Nie chce
            mi się gotowac, bo jedzenie tej samej potrawy przez kilka dni jest
            obrzydliwe, nie piekę ciasta w sobote a po prostu to lubiłam zapach
            ciasta w domu, nie wiem co zrobic niedzielnym dopłudnia - to chyba
            najgorszy czas.
            • a.niech.to Re: nie panuję 25.08.09, 22:02
              Ze względu na wiek, który sprawia, że jesteśmy słabsze od młodych
              rozwodników i nałożenie się na rozstanie problemu starzenia się i
              starości, zachęcałabym Cię do skorzystania z pomocy terapeuty,
              a i parę ksiązek o starzeniu się też warto przeczytać.
              3 miesiące od rozstania to bardzo krótki czas. Zachowujesz się
              wzorcowo; stare ani myśli jeszcze umrzeć, do nowego tak daleko, że
              go zupełnie nie widać.
              Z właściwą sobie delikatnością muszę Cię uprzedzić, ze przed Tobą ze
              dwa latka przestawiania się na nowe tory. Wzloty i upadki będą Twoją
              normalnością. Jeśli uda Ci się, przeżywać je świadomie, ból będzie
              szybciej łagodniał, a rozwodnicze jazdy, i nie tylko one, zaczną
              pojawiać się rzadziej i w mniej dotkliwych formach.
              Jesteś dopiero na początku drogi. Niestety, musisz ją przejść całą.
              Nie ma zmiłuj.smile
            • a.niech.to Re: nie panuję 26.08.09, 09:07
              cleer13 napisała:

              > nie wiem co zrobic niedzielnym dopłudnia - to chyba
              > najgorszy czas.
              Dopada Cię zapewna weekendowa i świateczna chandra, znana wszystkim
              samotnym osobom. Dobrym lekiem jest banalne rozplanowanie czasu. Nie
              musisz sięgać po wyjątkowe atrakcje. Pomaga już prozaiczne
              rozliczenie czasu pomiędzy sprzątanie, lekturę, Internet i spacer.
              Wypróbuj.smile
        • panda_zielona Re: nie panuję 25.08.09, 21:23
          cleer13 napisała:

          >Jasne, że w korespondencji z nią udawał kogoś zupelnie innego (
          kasa,
          > stanowisko, szalone pomysly) a tak naprawdę jest zadłużonym
          > urzędniczyną, nieruchawym i bez jakichkolwiek ambicji

          Na taki numer można się nabrać tylko dwa razy:pierwszy i ostatni.
          Wiem,że jest Ci bardzo źle teraz,ale pomyśl:on już długo nie
          poszaleje,w końcu te dwudziesto-trzydziesto latki też się na nim
          poznają.A Ty kobieta dojrzała,dziecko dorosłe masz szansę spotkać
          kogoś naprawdę wartościowego w odpowiednim wieku.Wiem co mówię
          • to.ja.kas Re: nie panuję 25.08.09, 21:52
            kiedy rozstałam sie z eksem, kilka miłych znajomosci wcale nie
            zrobiło mi zle...Litery ma rację. Nie wiem czy na wszystkich
            znalezienie klina działa dobrze...nie generalizuję...ale nie ma co
            generalizowac w druga stronę.
            Ja poczułam sie w koncu atrakcyjna, piekna, poządana i kobieca...
            uwierzyłam, ze eks nie jest jedynym mezczyzna którego mogłam
            zainteresowac...
            • a.niech.to Re: nie panuję 25.08.09, 22:11
              to.ja.kas napisała:

              > Ja poczułam sie w koncu atrakcyjna, piekna, poządana i kobieca...
              > uwierzyłam, ze eks nie jest jedynym mezczyzna którego mogłam
              > zainteresowac...
              A ja dokopuję się do najmojszych moich wartości własnymi siłami.
              Ano, wszystko dobre, co dobrze służy człowiekowi.smile
          • a.niech.to Re: nie panuję 25.08.09, 22:07
            panda_zielona napisała:

            > A Ty kobieta dojrzała,dziecko dorosłe masz szansę spotkać
            > kogoś naprawdę wartościowego w odpowiednim wieku.
            Łatwiej jest budować samotne życie w oparciu o siebie niż wyglądać,
            bo może on się zjawi. Takie wyczekiwanie sprawia, że bledną uroki
            życia, a ono samo przekształca się w wysiadywanie w oknie z nadzieją
            na... A jak nie przyjdzie?sad((
            • panda_zielona Re: nie panuję 25.08.09, 22:19
              A jak nie przyjdzie,to mówi się trudno i żyje się dalej.A kto mówi o
              specjalnym wyczekiwaniu w oknie z nadzieją.Wobraziłam to sobie,jak
              siedzę w oknie,łokcie podparte na poduszeczce co by mi nie
              zdrętwiały i wypatruję.smile
              • a.niech.to Re: nie panuję 26.08.09, 07:40
                panda_zielona napisała:

                > Wobraziłam to sobie,jak
                > siedzę w oknie,łokcie podparte na poduszeczce co by mi nie
                > zdrętwiały i wypatruję.smile
                Wydeptałam ścieżkę na balkonie. Jestem z ambitnychwink
          • cleer13 Re: nie panuję 25.08.09, 22:58
            Tak, masz rację , każda na taki numer nabierała się tylko raz.
            Dlatego musiało ich byc dużo. Korespondoweał rownoczesnie z kikoma -
            zawsze się zastanawialam jak mu się nie myli co do ktorej pisze, a
            ronocześnie np wysyłal kartki z naszych wspólnych wczasów do dwoch
            jeszcze innych. Spryciarz, łapał je z odleglych miast, więc nie było
            problemu przyapdkowego spotkania, a zapasowa karta do telefonu
            dawala gwarancję,że żadna nie zadzwoni w nieodpowiednim momencie. I
            to była ta adrenalina, ktora napędzala. Smutne urzędnicze życie
            wymaga urozmaicenia.
            • a.niech.to Re: nie panuję 26.08.09, 07:49
              cleer13 napisała:

              > zawsze się zastanawialam jak mu się nie myli co do ktorej pisze, a
              > ronocześnie np wysyłal kartki z naszych wspólnych wczasów do dwoch
              > jeszcze innych.
              Każdej wstawiał taki sam bajer.smile
              Lichego trolla poznasz po tym, że gubi się w zeznaniach. Jeśli
              będzie mówił prawdę, może trollować latami.


              • cleer13 Re: nie panuję 26.08.09, 10:01
                Naprawdę potrafisz cieszyć sie samotnościa? Może to zależy od
                konstrukcji czlowieka, a może po prostu potrzeba na to czasu. Ja
                nigdy nie mieszkalam sama. Jak corka się wyprowadziła, on się
                wprowadził. I nie potrafię jakoś cieszyć się tym ,że nie musze się
                dostosowywać, mam łazienkę do wyłącznej dyspozycji i ogolnie nic nie
                musze. Ale brakuje mi strasznie podzielenia się uwagami o obejrzanym
                właśnie filmie, wspólnego zjedzenia "czegoś dobrego", drobnych
                radości z wysprzątanego mieszkania i stu innych codziennych spraw.
                Jakoś nie potrafię sie tym wszystkim napawać sama. Zawsze coś
                robiłam dla kogoś, z myslą o kimś.
                • a.niech.to Re: nie panuję 26.08.09, 11:32
                  cleer13 napisała:

                  > Naprawdę potrafisz cieszyć sie samotnościa?
                  Wyszłam z patologicznego związku, przy którym samotność była
                  mniejszym złem.
                  Zastanawiam się, skąd przyszło Ci do głowy, że cieszę się
                  samotnością? Jestem na etapie oswajania jej i akceptowania jako
                  sposobu życia. Wcale nie popadam w zachwyt nad taką koniecznością,
                  ale labiedzę się nad zagadnieniem już 3 lata, stąd mam pewne
                  rezultaty. Jestem o krok przed Tobą, Ty go też zrobisz, jak i inni.
                  Bilet w jedną stronę, Cleer... Usiłuję wybrać stację
                  docelową,...no...pośrednie.smile
                  • cleer13 Re: nie panuję 26.08.09, 17:27
                    Tak ładnie napisalaś o samodzielnym dokopywaniu się wlasnych
                    wartości, że wydawało mi sie,że juz potrafisz się cieszyc z
                    osiągnięc.
                    Przeraża mnie to co napisałas - 2 lata. Nie mam tyle czasu, jestem o
                    te dwa lata starsza od Ciebie i bardzo się boję ,że uciekający czas,
                    działający na moją niekorzyśc, odbiera mi szansę na przeżycie
                    jeszcze jakichś emocji. Tak bym chciała jeszcze choc raz w życiu
                    poczuc te motylki , kiedy idziesz na spotkaie z kimś. Ale cghyba
                    masz rację , przyspieszac na siłe się nie da.
                    Ale poddałaś mi pomysł na nowy wątek, który już zacznę.
                    • cleer13 Re: nie panuję 26.08.09, 17:39
                      I jeszcze jedna prośba - podrzuc jakiś tytuł pomocnej literatury, o
                      ktorej pisalaś.
                      • a.niech.to Re: nie panuję 26.08.09, 21:50
                        Ha, żebym to ja pamiętała. Wejdź do miejskiej biblioteki i poproś o
                        pozycje na temat starości, starzenia się, rozwodu. Na pewno
                        dostaniesz wcale niemało.
                    • kasiapfk Re: nie panuję 26.08.09, 19:39
                      Kobiałki dojrzałę i mądre smile)))))
                      Ja nie wiem, o jakim wieku Wy piszecie!
                      Osobista ma koleżanka z pracy, po 60 r.ż. wzięła się i zakochała
                      niesamowicie.
                      Ze wzajemnoscią ku naszemu szczęsciu. Po 10 latach życia życiem
                      samodzielnym i z dorosłymi dziećmi.

                      CZego i Wam życzę, jeśloi dla Was to oznacza szczęście życiowe.
                      A jak nie, to pogodzenia się z życiem smile
                    • a.niech.to Re: nie panuję 26.08.09, 21:47
                      cleer13 napisała:

                      > Tak ładnie napisalaś o samodzielnym dokopywaniu się wlasnych
                      > wartości, że wydawało mi sie,że juz potrafisz się cieszyc z
                      > osiągnięc.
                      ...bo i potrafię, nawet bardzo.
                      Jednak samotość pozostaje samotnością i nad nią aktualnie pracuję.
                      Dopuszczam, że bardziej czy mniej boleśnie będzie mnie kąsać do
                      końca życia. Cóż, taki wybór. Dla mnie lepszy niż życie w poniżeniu.

                      > Przeraża mnie to co napisałas - 2 lata.
                      Zatem musisz się spiąć i jak najszybciej przestać grzebać się w
                      przeszłości.

                      > Nie mam tyle czasu, jestem o
                      > te dwa lata starsza od Ciebie i bardzo się boję ,że uciekający
                      czas,
                      > działający na moją niekorzyśc, odbiera mi szansę na przeżycie
                      > jeszcze jakichś emocji. Tak bym chciała jeszcze choc raz w życiu
                      > poczuc te motylki , kiedy idziesz na spotkaie z kimś.
                      Ajlawka nie jedno ma imię, nie zawsze jawi się pod postacią
                      motylków, które zresztą są mocno przereklamowane.

                      > Ale poddałaś mi pomysł na nowy wątek, który już zacznę.
                      Spróbujesz, a przekonasz się, że wątkowanie jest całkiem atrakcyjnym
                      zajęciem. W każdym razie dużo ciekawszym niż zagłębianie sie w
                      psychikę ex czy własną samotność.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka