Dodaj do ulubionych

Chyba ja sie od niego uzaleznilam....

03.09.09, 21:21
Witam Was wszystkich,
Poradzcie mi prosze, nie wiem już jak mam sobie z tym juz radzic. Moj maz ma
problem z narkotykami, juz nie moglam tego dluzej scierpiec mimo wielu
powaznych rozmow, prosb ciagle o tym samym, przez 2 lata.... Rozmawialismy
nieskonczona ilosc razy, namawialam go na leczenie skutek tylko taki, ze ze
robi to rzadziej ale ciagle sie zdarza teraz moze raz na dwa tygodnie i mnie
oszukuje, klamie w oczy, ze tego nie robi, ze mnie nie bedzie krzywdzic, a na
drugi dzien to robi. Ostatnim razem jak zauwazylam ze jest zamulony a nie czuc
bylo alkoholu, kazalam mu sie wyprowadzic z mieszkania od dwoch tygodni nie
mieszkamy razem.

Mysle, ze nie bede z nim szczesliwa, bo skoro tyle rozmow nic nie dalo to i
kazda nastepna nic nie da...na leczenie nie da go sie namowic, bo on sadzi ze
nie jest narkomanem palac np trawe.
Ja nabawilam sie nerwicy przez ten ciagly stres czy przyjdzie do domu dzis i
jego oczy beda ok, ide do domu patrze w okno i boje sie. Nie mamy dzieci.

Mysle powaznie o rozwodzie..jednak jak teraz jestem sama juz przez jakis czas
zauwazylam, ze jestem od niego uzalezniona od jego obecnosci od przebywania z
nim. Nie wiem jak mam sie od tego uwolnic, od tych wszytkich mysli ze nie dam
rady byc sama...podswiadomie szukam z nim kontaktu, zeby go zobaczyc, martwie
sie o niego a przeciez robi mi tyle krzywdy i zdrowie psuje.Prosze poradzcie
mi.. nie wierze w swoje sily, ze dalabym rade zyc bez niego..
Obserwuj wątek
    • tricolour W gabinecie psychologa uzależnień... 03.09.09, 21:37
      ... (a dokładnie współuzależnień) załatwia się takie problemy jak
      Twoje.

      Nie ma innej drogi.
    • wolny_jesienny_lisc Re: Chyba ja sie od niego uzaleznilam.... 04.09.09, 10:25
      Jest taka książka "Koniec współuzależnienia". Bardzo polecam.

      Zresztą miałem sytuację analogiczną, z tym, że moja ex była uzależniona od...
      jedzenia (anoreksja, bulimia). Gdy po wielu próbach ratowania najpierw zdrowia
      mojej ex potem rodziny przejrzałem na oczy - to zobaczyłem, że ja ZA NIĄ nie
      wyzdrowieję, musi SAMA tego mocno chcieć; a jeśli nie chce - to szkoda własnego
      zdrowia i wiecznego szarpania. To wyniszcza na dłuższą metę.

      Teraz jestem kilka lat po rozwodzie i.. jest dobrze. Cieszę się teraz ze swojej
      codzienności.

      Po lekturze książki i być może kilku wizytach w gabinecie psychoterapeuty
      zdołasz rozpoznać co jest dla Ciebie dobre. Zawsze warto walczyć o rodzinę, ale
      czasem już się nie da..
      W każdym razie - trzymam kciuki za najlepsze dla Ciebie rozwiązanie.
    • triss_merigold6 Re: Chyba ja sie od niego uzaleznilam.... 04.09.09, 11:29
      Idź do poradni leczenia uzależnień. Ty sama, a nie ćpun. Ćpuna
      zostaw, zechce to się będzie leczył, nie zechce to w końcu umrze.
    • alicjaq Re: Chyba ja sie od niego uzaleznilam.... 11.09.09, 21:15
      Dziekuje Wam kochani za pare cennych porad.Kupilam ta ksiazke koniec wspoluzaleznienia czasem ciezko znalezc dobra pozycje i musze przyznac ze czytam ja z wielkim zainteresowaniem. Nie wiedzialam ze jest cos takiego jak wspoluzaleznienie, nigdy nie mialam do czynenia z narkotykami a tu ktos taki i to jeszcze na dodatek moj maz sie trafil. Chcialabym byc taka silna jak Ty wolny_jesienny_lisc i cokolwiek sie stanie byc juz na prostej, bo masz racje taka sutuacja na dluzsza mete strasznie wyniszcza dla mnie i dla rodziny.
      • jarkoni Re: Chyba ja sie od niego uzaleznilam.... 12.09.09, 09:26
        To już wiesz Alicjo co to jest współuzależnienie..
        Teraz czas na wizytę w poradni, a potem może wspólną, a potem?
        Może od niego odejdziesz, może zostaniecie razem. Jeśli Ty zrobisz dobry
        pierwszy krok, to potem wszystko zależy od niego.
        Jeśli zabrnął za daleko to są odtrucia w szpitalach.
        Najważniejsze czy on chce..
        • arek-zabki Re: Chyba ja sie od niego uzaleznilam.... 13.09.09, 03:38
          Zostaw go.....nie jest Ciebie wart.
          • jarkoni Re: Chyba ja sie od niego uzaleznilam.... 13.09.09, 07:46
            Arek, zostawić to wyjście najłatwiejsze.
            Ale być może warto powalczyć i uratować co się jeszcze da..
            • alicjaq Re: Chyba ja sie od niego uzaleznilam.... 14.09.09, 20:52
              Widzisz jarkoni i jak tu walczyc.....
    • alicjaq Re: Chyba ja sie od niego uzaleznilam.... 14.09.09, 20:50
      Ja zrobiłam pierwszy krok a on wlasne ten następny tylko taki, że widzielismy
      sie wczoraj i powiedział że chce rozwodu. Dziwne to jest...to JA cierpie a on
      zdecydował, przecież to on mi robi krzywde a nie ja jemu...Tylko jak on złoży
      pierwszy wniosek o rozwód to myśle, że może to ja się bede czuła taka winna.
      Przecież to ja powinnam złożyć bo to on mi życie niszczy.. czy to nie ma żadnego
      znaczenia?
      • wolny_jesienny_lisc Re: Chyba ja sie od niego uzaleznilam.... 15.09.09, 11:00
        Ciężko odpowiedzieć na Twoje pytanie. To zależy jaki wniosek (z orzekaniem, bez
        orzekania - na czym Ci zależy?)

        Jasne, że to przykre, że kończy się kapitulacją, rozstaniem. Ale - o czym wiedzą
        bywalcy tego forum - czas leczy rany (choć czasem pomaga terapia).

        Cieszę się, że książka otworzyła Ci oczy na problem współuzależnienia.
        • alik78 Re: Chyba ja sie od niego uzaleznilam.... 01.10.09, 20:49
          Ja tez zadzwonilam do tescia od razu jak go wywalilam z domu..tylko ze ludzie sa
          rozni on na przyklad jest taki, ze wszystko gdzies nie przejmuje sie swoim synem
          wcale. A moi rodzice wpadli w nerwice przez jego narkotyki sad

          Twoja kolezanka poprostu miala szczescie, ze tak ta sprawa sie rozegrala.
          Najgorzej jest jak sie widzi, ze przez to cierpia tez bliscy nie tylko ja, ale
          tez moi rodzice.
          Milosc uzaleznienie, cokolwiek to jest - nie wazne, jesli sie widzi jak niszczy
          do okola mnie i zdrowie bliskich, a nadal czlowiek sie martwi o tego czlowieka,
          ktory tak niszczy wszystko do oklola, to jest to problem, bo tak dalej byc nie
          moze. Jesli dziala destrukcyjnie to moim zdaniem trzeba z tym walczyc.

          Tylko jakos nie widze listu poleconego....a ja nie mam odwagi zalozyc sprawe w
          sadzie.. najgorsze jest chyba z tego wszystkiego odwazyc sie tam pojsc...
    • karina75 Re: Chyba ja sie od niego uzaleznilam.... 18.09.09, 00:20
      Moja koleżanka jak miała taki problem z mężem to wywaliła go z domu, zaraz potem zadzwoniła do teściowej mówiąc że go wywaliła i informując za co!!! ana koniec zadzwoniła doswojejmamy (jego teściowej) się wyżalić......
      Dwie babcie się zgadały i poskutkowało, szybko wyciągneły go z nałogu.
      • kasper254 Re: Chyba ja sie od niego uzaleznilam.... 18.09.09, 08:53
        No, własnie, Karino, to problem, a nie uzależnienie. I Twoja
        koleżanka poradziła sobie swietnie, co nie sprawdza się w stosunku
        do wszystkich, i - co najważniejsze - jak myślę, nie radziła się
        psychologów, nie czytała uczonych dzieł. Dziwny ten świat, w którym
        autorka postu miłość", jak sądzę, nazywa uzależnieniem. I wiele
        wtóruje tutaj i w ramach innych tematów.
        Chcę uprzejmie zakomunikować, że, jak dotąd, nauka mówi o trzech
        formach uzależnienia: fizycznym, psychicznym i społecznym. Odnosi je
        do czynników/form/postaw patologicznych (narkomania, alkoholozm,
        lekomania itd.). Odnoszenie terminu "uzależnienie" do miłości jest
        ciekawą nowo-mową. A może można się także uzależnić od pogody, psa,
        kota, a może także strażnika więziennego?
        • tricolour Owszem - można. 18.09.09, 09:04
          Wszak sam wspominasz o postawach patologicznych więc można uzależnić się
          nawet od psa czy kota jeśli kontakt z nim nabierze patologicznego wymiaru.

          • kasper254 Re: Owszem - można. 18.09.09, 14:32
            Rozwód jest jedną z patologii, ale nie oznacza to, że uzależnienie
            jest jego immanentną częścią. Podobnie związek z psem czy kotem,
            choc te więzi, jak słusznie mówisz, mogą mieć wymiar patologiczny.
            Nie świadczy to jednak o uzależnieniu w znaczeniu, przyjętym w
            nauce. Podobnie miłość nie jest uzależnieniem w znaczeniu przyjętym
            dla uzależnień. Jest po prostu miłością.
            Dzisiejsi kapłani nadają danym słowom czy terminom taki sens,
            jaki jest im wygodny. Dlatego np. gdy chcą opuścić dzieci, wymyślą
            wszystko i wszędzie znajdą uzasadnienie. Jednostronnie, bez
            wyważania proporcji norm, idei, zasad, wartości.
            • tricolour Miłość może być toksyczna... 18.09.09, 18:19
              ... i prowadzić do zachowań szkodzących. Można czuć miłość ( bo
              zweryfikować sie nie da, co kto czuje) a zachowywać się kompletnie
              destrukcyjne: w wątku obok matka pracuje 14 godzin dziennie, by dziecko
              miało godziwe utrzymanie, ale nie ściga ajca, który z opóźnieniem i tak
              śmieszne alimenty.

              Ta matka urabia sobie ręce z miłości do dziecka, choc jej zachowanie
              niszczy ją samą, demoralizuje ojca, a przede wszystkim DZIECKO, które
              wyniesie z domy patologiczne zachowania. Nie mam tu mowy o uzależnieniu,
              ale bardziej skrajna forma (na przykład: śledzenie, zazdrość) może - moim
              zdaniem - prowadzić do uzależnienia.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka