Postanowiłam dzisiaj napisać nie o szczypiorkach i nie o selerach, a o ojcu i synu.
Mam fantastycznych klientów, w większości. Nie jest to żadne kadzenie ani słodzenie. Po prostu jakoś tak jest, że ta "zielona branża" przyciąga takich ludzi albo też kojarzy się ludziom z czymś miłym, związanym z relaksem i nawet ci bardziej nerwowi, łagodnieją, uśmiechają się

Dlatego lubię rozmawiać z ludźmi odwiedzającymi mój sklep, choć i ja miewam różne dni, czasem gorsze. No i właśnie wczoraj miałam taki dzień, trochę gorszy.
Z samochodu wysiadł młody człowiek z synkiem. Nie umiem zbyt dobrze odgadywać wieku, ale ponieważ nie miał górnych jedynek, więc miał pewnie między 7-9 lat. Oprócz rozczulającego braku jedynek miał też problem z wymową. Jego tato wykorzystał wizytę w sklepie i prośbę o towar, jako element terapii logopedycznej. To było fantastyczne! Z wielkim wzruszeniem patrzyłam na tę dwójkę. Na tatę, pełnego dumy i miłości, którego wsparcie było widać w każdym geście i na tego dzielnego malca, który dosłownie przedzierał się przez słowa. Patrzę teraz na rodzicielstwo z dystansu i widzę dużo więcej niż wtedy, gdy sama intensywnie pełniłam tę rolę. Bo jak człowiek jest aktywnym rodzicem, to jest w swego rodzaju kieracie. Rok dzieli się na rok szkolny i wakacje. W czasie roku szkolnego wszyscy żyją "na baczność". Przygotować ubrania, aby zawsze było czyste i wyprasowane, no i nie dziurawe i nie za krótkie. Pamiętać, aby było z czego przygotować drugie śniadanie, sprawdzić zadania domowe, sprawdzić uszy i nogi, być uważnym na zmiany nastroju, wysłuchać, przytulić, obsztorcować, nauczyć czystości i rozmawiać o życiu, pamiętać o szczepieniach i o dentyście itd. itp. Jak się jest w tym kołowrocie, to się nie myśli o tym jak dużo tego jest. Po prostu żyje się i wypełnia swoje obowiązki. Dopiero po latach człowiek patrzy z boku i widzi jak wiele to wymaga wysiłku. Ile trzeba mieć w sobie miłości, aby temu podołać. Patrzyłam wczoraj na tych dwóch mężczyzn - dużego i małego. I zastanawiałam się czy ten malec dowie się kiedyś jakim jest szczęściarzem, że ma takiego tatę. Takiego któremu się chce, takiego dla którego jest ważne, aby jego syn dobrze mówił, prawidłowo się rozwijał. I pomyślałam sobie o tym, jak często mamy coś, co nie wymaga od nas żadnego wysiłku i zupełnie nie zdajemy sobie sprawy jaki to dar od losu. I że są tacy ludzie jak ci moi wczorajsi klienci, którzy muszą ciężko pracować, aby dojść do tego co my mamy ot tak, po prostu. I dotyczy to wielu aspektów życia i że jestem naprawdę wielką szczęściarą. Mój wczorajszy dzień od razu zrobił się lepszy, czego i Państwu życzę