Dodaj do ulubionych

Małpi gaik

20.09.08, 17:45
Między nasypem wiaduktu a kotłownią Harpen rośnie niewielki lasek.
Ostatnio zauważyłem, że został odgrodzony ładną siatką z dwóch
stron. Tzn. wzdłuż rowu usytuowanego przy nasypie oraz od Harpena do
nasypu. Jest to ścisłe centrum JL. Łatwo się domyślić, że coś tam
się będzie działo? Tylko, że ja nie wiem co? Wszystkich mających
wiedzę o ogrodzonym terenie i o planach jego dotyczących proszę o
informację. Jeszcze niedawno odważna młodzież zjeżdżała z nasypu do
tego lasku na rowerach. Na dole było usypane małe wzniesienie, na
którym wywijali przeróżne rowerowe swawole. Wstyd się przyznać, ale
w dzieciństwie w tym lasku byłem raz na wagarach. Uciekłem przed
sprawdzianem z matematyki, a matematykiem był niezapomniany Pan
Toczek. To były czasy. Oprócz tego z tym laskiem wiążą się inne
historyjki, ale o tym nie będę pisał na forum. Są zbyt pikantne.
POZDRAWIAM. Taszi Delek. Tavisupleba.

PS. Przed laty planowano tam przenieść zakład remontowy SM, który
mieści się przy poczcie koło Akwarium. Były przepychanki o teren,
który niby należy się mieszkającemu po sąsiedzku właścicielowi
stacji benzynowej ORLEN w Jelczu (chodzi o pana R.S.).
Obserwuj wątek
    • grubylu Re: Małpi gaik 20.09.08, 20:08
      Szanowny PAnie Mikoj50,ów lasek jest własnością RWS Stoen
      Contracting dawnego Harpen, działka na której zbudowno kotłownie w
      swoim zasięgu posiada równierz lasek dlatego właściciele postanowili
      go ogrodzić, poniewarz powoli robiło się tam śmietnisko oraz WC dla
      przyległego targowiska.
      • mikoj50 Re: Małpi gaik 20.09.08, 20:17
        Dzięki za informację. Bardzo dobrze, że tak zrobili. Teren ma
        gospodarza, który odpowiada za porządek, więc nie dziwię się, że
        podjęto taką decyzję. Przynajmniej jeszcze jedno miejsce w JL będzie
        zagospodarowane i odpowiednio utrzymane. To dobra wiadomość w dniu
        sprzątania świata wink
        POZDRAWIAM. Taszi Delek. Tavsupleba.
        • mikoj50 Re: Małpi gaik 23.09.08, 08:03
          Uzyskanie odpowiedzi na jedno pytanie powoduje, że rodzą się
          następne. Tak jest i tym razem. Jako "małpi gaik" określiłem, ten
          niewielki lasek obok nowej kotłowni, który otoczony jest rowem. W
          bezpośredniej okolicy tego lasku, między ogrodzeniem targowiska,
          kotłownią i dwoma nasypami wiaduktu jest jeszcze jeden kawałek
          gruntu, który obecnie jest zarośnięty krzakami i różnymi drzewami.
          Czy ten grunt również jest właśnością STOEN-u?
          Pytam, ponieważ nie wszyscy wiedzą, że jeszcze kilkanaście lat temu
          było tam uprawne pole. Przed przebudową wiaduktu na początku lat 70-
          ch od nasypu biegnącego w kierunku ronda, było odgałęzienie drogi
          (zlikwidowany nasyp) w stronę obecnego targowiska. Droga tym nasypem
          wiodła w kierunku obecnej ulicy chabrowej, czyli w stronę
          pozostałych schronów przeciwlotniczych, będących elementem
          towarzyszącym istniejącym na tym terenie hitlerowskich obozów pracy.
          Schronów było kilkadziesiąt. Prawie wszystkie zostały przez wojsko
          wysadzone w powietrze w latach 70-ch, i na tym obszarze zostały
          zbudowane pierwsze bloki nowego miasta "punktowce". Jeden ze
          schronów był zbudowany w nasypie. W związku z korektą przebiegu
          drogi, został zasypany wraz z wejściem, i obecnie mało kto pamięta o
          jego istnieniu. Dla przypomnienia dodam, że jeden z omawianych
          schronów uchował się do dzisiaj. Jest to widoczny od ulicy oławskiej
          bunkier zaraz za betoniarnią w stronę Jelcza. Dla wielu z nas
          istnienie olbrzymiej ilości poniemieckiej infrastruktury na terenie
          obecnego miasta i w jego okolicy jest sprawą oczywistą, ale są
          również młodsi mieszkańcy, którzy pewne informacje poznają jako
          ciekawostkę.
          POZDRAWIAM. Taszi Deleki. Tavisupleba.
          • grubylu Re: Małpi gaik 23.09.08, 18:17
            Teren o który Pan pyta jest własnością PKP, pewnego razu gmina
            plaowała wydzierżawić ten teren dla potrzeb targowiska miejskiego
            ale z PKP to prawie jak z ... trudno było się dogadać.
            • mikoj50 Re: Małpi gaik 24.09.08, 10:38
              Dzięki za informacje. Dla mnie zupełnie nową sprawą jest wiadomość,
              że Gmina planowała powiększyć targowisko miejskie o ten dosyć spory
              kawałek gruntu, jak to opisał Grubylu, będący we władaniu PKP.
              Uważam, że ten pomysł był świetny. Jestem przekonany, że warto do
              niego wrócić. Proszę zauważyć, że aktualnie do tego zarośniętego
              placu nie ma drogi dojazdowej. Otoczony jest z dwóch stron nasypem
              oraz nowym płotem Stoenu i targowiska, gdzie dodatkowo od Stoenu i
              targowiska przebiega dosyć głęboki rów. Obecnie aby tam dojść, to
              trzeba się przedzierać wzdłuż rowu między ogrodzeniem Stoenu a
              nasypem, lub pomiedzy nasypem a zabudowaniami targowiska od strony
              ronda. Nic innego nie pozostaje, jak zainteresować ponownie nasze
              władze tym zapomnianym tematem. Korzyści widzę kilka:
              - jedna, to zagospodarowanie kawałka ugoru w samym centrum miasta.
              - druga, to powiększenie obszaru targowiska (na oko z 10-15 arów),
              co pozwoli na zlikwidowania handlu ulicznego wzdłuż płotu targowiska
              do sklepu rowerowego Pana Wrony.
              Widzę w tym same korzyści. Tylko niech odpowiedzialni za podjęcie
              tematu urzędnicy nie próbują bez żadnych prób rozmawiania z koleją,
              zwalić wszystkiego na skostniałe struktury PKP. W dobie zachodzących
              przemian, myślę, że i w tej firmie ludzie zaczynają myśleć.
              Poczułem, że temat jest do załatwienia. Tylko kto się za niego
              weźmie z odpowiednią determinacją i chęcią zrobienia czegoś
              koniecznego w sposób spontaniczny. Jeśli się mylę to mnie
              sprowadźcie na ziemię.
              POZDRAWIAM. Taszi Delek. Tavisupleba.

              Do Grubylu - ale sobie nik wymyśliłeś. Nijak nie idzie napisać do
              Ciebie inaczej, jak Grubylu. Wymyśliłeś coś, co się nie odmienia.
              Mam prośbę - staraj się nie pisać do mnie przez pan. Pisz mikoj, i
              tak będzie w porządku i mniej oficjalnie wink. Przecież na naszym
              forum wszyscy rozmawiamy ze sobą jak równy z równym (z małymi
              wyjątkami, ale to jest inna para kaloszy. Do tych wyjątków jak
              najbardziej należy pisać przez pan). Może nasza dyskusja nikogo nie
              rusza, ale przynajmniej My Forumowicze mamy satysfakcję, że omawiamy
              i podpowiadamy władzy o sprawach wielkich i bardzo ważnych dla
              naszej lokalnej społeczności. Pałętające się od czasu do czasu na
              naszym forum przybłędy nie zepsują naszej w zależniości od potrzeb
              szczerej, sympatycznej i odważnej dyskusji.
              POZDROWIONKA DLA WSZYSTKICH.
              • happytrol Re: Małpi gaik 25.09.08, 14:19
                W okolice tego lasku chodziło się zbierać proch. Podobno w czasie wojny
                przewróciły się tam wagony z transportem wojskowym. Potem jedną laskę prochu
                zawijaliśmy w złotko z mleczarni a drugą podkładaliśmy pod spód i podpalali.
                Czasem to fruwało lub strzelało ale zabawa była przednia.
                Można było tam i chyba dalej też wygrzebać pociski artyleryjskie. Były bez
                zapalników jedynie zaślepione.
                Znam dwóch takich magików co taki pocisk przepiłowali piłką do metalu.
                Kiedyś w drodze na mecz Czarnych na "skróty" wink obok lasku znalazłem piękny
                sztylet. Dzisiaj wiem, że był to sztylet SS ale wtedy dziadek mi zabrał i używał
                do bicia świń. Potem gdzieś zaginął.
                Szkoda dzisiaj chodzi po ok 2 tyś zł.
                • mikoj50 Re: Małpi gaik 03.10.08, 14:01
                  O tym prochu to napisałeś prawdę Happytrol. Kiedyś nasza forumowa
                  przyjaciółka www88www napisała, że zaglądałem do tej samej studni co
                  Ona. O Tobie mogę napisać, że zbieraliśmy ten sam proch i w dodatku
                  w tych samych miejscach. Jeszcze tylko żebym się dowiedział, że
                  bliskie jest Ci nasze miasto i okolica i będę happy. Nie wiem czy
                  pamiętasz, ale najwięcej prochu było po drugiej stronie torów, mam
                  na myśli obecny sad Pana Mireckiego. Ach, jak bardzo żałowaliśmy, że
                  zagrodził teren i posadził drzewa. Ukróciło się wtedy zbieranie
                  prochu. Dość sporo było go również w tym trójkącie między torami,
                  tzn. między torem na jelczańską bocznicę, a torami do Miłoszyc.
                  Kiedyś, dla zwiększenia efektu wybuchowego nazbierany proch
                  zaklepaliśmy w małej rurze. Taki ładunek włożyliśmy do rozpalonego
                  wcześniej ogniska. Krowy kolegów się pasły. W pobliżu ogniska
                  przebiegała ścieżka do Jelcza, ta wzdłuż toru. Ogień palił się
                  ostro. My schowani w rowie czekaliśmy na wielkie buuum! a tu nic. Po
                  chwili zauważyliśmy, że ścieżką od strony Jelcza jedzie ktoś na
                  rowerze. Nic nie byliśmy w stanie zrobić. Mieliśmy pełne majtki
                  strachu. Ale to była cena braku wyobraźni, która towarzyszy
                  dzieciakom, a zwłaszcza chłopcom. Było różnie. Na osiedlu mieszkali
                  magicy, którzy domowym sposobem wyrabiali proch strzelniczy.
                  Mieszali węgiel drzewny z saletrą i opiłkami aluminium. Nie znałem
                  nigdy tej receptury, ale wyrób był przedniej marki. Odrobinę tego
                  prochu sypało się między dwie śrubki, które po delikatnym dokręceniu
                  rzucało się o betonowy płot lub o ścianę domu. Tak samo robiło się z
                  siarką z zapałek. Huk niesamowity, ale również przejaw braku
                  wyobraźni, bo przecież nigdy nie wiadomo gdzie śrubka poleci. Teraz
                  swoim dzieciom nigdy w życiu bym nie pozwolił na takie zabawy.
                  Kiedyś mogłem robić co tylko chciałem, pod warunkiem, że nikt w
                  efekcie mojej zabawy z kolegami nie przyszedł na skargę do rodziców,
                  bo wtedy wiadomo co było.
                  POZDRAWIAM. Taszi Delek. Tavisupleba.
                  • nocai Re: Małpi gaik 03.10.08, 15:12
                    He, he pamiętam, że saletrę to się z cukrem mieszało, potem do bombki choinkowej
                    lont i były fajerwerki na Sylwestra. Nie to ce teraz te chińskie z melaminą wink
                  • happytrol Re: Małpi gaik 03.10.08, 21:09
                    mikoj50 napisał:

                    przecież nigdy nie wiadomo gdzie śrubka poleci.

                    Trzeba było śrubki drutem związać.
                    • mikoj50 Re: Małpi gaik 31.10.08, 08:44
                      W końcu "przetrawiłem" tą ironię o skręcaniu śrubek drutem. Cóż,
                      widocznie zasłużyłem swoją wypowiedzią na drwiny. Mimo wszystko
                      myśle, że lepiej być narażonym na szyderstwo z powodu tego co się
                      robi lub pisze, nic być kiedyś krytykowanym za to, że się nic nie
                      robiło. ale wracajmy do zasadniczego tematu tego wątku, którym jest
                      historia "małpiego gaiku". Przpomniało mi się jeszcze jedno dość
                      ciekawe wydarzenie związane bezpośrednio z omawianym miejscem. Otóż
                      na początku lat 90-ch, grupa chłopców, mieszkańców JL znalazła
                      pocisk moździerzowy. Czyli najważniejsze już było. Wszystkim
                      wiadomo, że młodzież mamy bardzo pomysłową, więc na efekty nie
                      trzeba było długo czekać. W gaiku rozpalili ognisko, w którym
                      umieścili ów pocisk. Mniej zorientowanym dodam, że pocik
                      moździerzowy zawiera dwa ładunki, jeden, który go wynosi, i ten
                      drugi, nazwijmy go ładunkiem właściwym. Akcja oczywiście rozgrywa
                      się w jesienne popołudnie. Chłopcy uciekli. Po chwili ładunek wynosi
                      pocisk w powietrze, przenosząc go na drugą stronę nasypu. Pech chce,
                      że ładunek ten trafia prosto w wiązkę kabli, którymi zasilane są
                      kolejowe urządzenia stacyjne. Jaki był efekt, nie będę opisywał.
                      Dość, że kolejarze mieli kilka dni roboty, żeby połączyć wszystkie
                      kable. Sensacja była na całe województwo. Prasa donosiła o tym
                      wydarzeniu na pierwszych stronach. O ile dobrze pamiętam, to jeden z
                      artykułów nosił tytuł "Dywersanci w Jelczu Laskowicach". Nieumyśnymi
                      sprawcami tej naszej lokalnej sensacji byli uczniowie SP nr 2 w JL.
                      Jakie konsekwencje ponieśli, tego nie pamiętam. Obecnie mogą mieć po
                      około 30 lat. Bez względu na nic trzeba przyznać, że w związku z tym
                      lekkomyślnym postępkiem narobili sobie i swoim rodzicom dużo
                      kłopotów. Strachu chyba też się "najedli" co niemiara. A może ktoś
                      zna więcej szczegółów dotyczących tego wydarzenia? może coś było
                      trochę inaczej niż napisałem? dopiszcie proszę.
                      POZDRAWIAM. Taszi Delek. Tavsupleba.
                      • happytrol Re: Małpi gaik 31.10.08, 09:07
                        Przykro mi, że moją wypowiedź zrozumiałeś jako ironię. Drut do śrubek był
                        przejawem rozwoju dziecięcej myśli technicznej w dziedzinie bezpieczeństwa i
                        ciągłego poszukiwania śrubek po wystrzale.
                        Kiedy ja się w to bawiłem to był niezbędny zwłaszcza powyżej rozmiaru M12
                        Z dawnego sprzętu strzelającego modne były jeszcze pukawki zrobione ze starego
                        klucza, kawałka drewna i gwoździa lub przewodu hamulcowego, gwoździa i gumki od
                        weków.

                        W czasach kiedy bawiłem się w takie zabawy rodzice i nauczyciele jako przestrogę
                        podawali tragiczny wypadek z niewypałem, który miał miejsce już dobrze nie
                        pamiętam ale chyba w Łęgu czy w Ratowicach.

                        • mikoj50 Re: Małpi gaik 31.10.08, 09:38
                          No dobra. Nie było ironii. Widocznie znów objawiła się moja
                          nadwrażliwość. Ale chyba taki już jestem. Znów ja muszę się
                          wytłumaczyć, że nie chciałem zrobić Tobie przykrości. Przyznaję, że
                          nie znałem metody wiązania śrubek drutem, a chyba była skuteczna. Do
                          wymienionych przez Ciebie metod, dodam, że zamiast klucza, do
                          kawałka drewna wbijało się metalowy kołek, który służył do
                          podtrzymywania elektrycznej instalacji natynkowej w poniemieckich
                          budynkach. No i oczywiście siarka z zapałek, gwóźdź papniak lub
                          papiak (sam nie wiem jak powinno być poprawnie napisane) i pukawka
                          gotowa. Ach, to były czasy. Ciekawy jestem, czy ktoś pamięta jeszcze
                          jak strzelało się z karbidu. Przypomnę. Puszka po kawie marago (ze
                          względu na swoją przydatność bardzo cenna), jedna niewielka grudka
                          karbidu. W denku puszki maleńki otworek zrobiony ostrym gwoździem.
                          Paczka zapałek. Do tak przygotowanej puszki wkładamy karbid, plujemy
                          w niego śliną, zaciskamy wieczko od puszki i kłedziemy ją na ziemi
                          przyciskając stopą. Kucamy i odpaloną zapałkę przykładamy do
                          zrobionego gwoździem otworu w puszce. W tym momencie następuje
                          potężny huk, normalnie jak z armaty. Obecne fajerweki się chowają. A
                          ile emocji towarzyszy takiej strzelaninie. Szkoda gadać. Jak
                          strzelają Bracia Kurkowi ze swojej hakownicy, czy innej armaty, to
                          przypomina mi się puszka i karbid, który teraz jest towarem
                          deficytowym.
                          POZDRAWIAM. Taszi Delek. Tavisupleba.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka