vww
28.01.05, 11:34
TO wydarzyło się dzis w nocy! Obudził mnie potwornie glośny pisk.
Nie wiedzialam, co to! Zapaliłam lampkę. To kot - morderca i jego pierwsza
ofiara. Szedł tryumfalnie po pokoju, a w pysku trzymal mysz, która
wrzeszczała wnieboglosy. Nie bardzo wiedzialam, co zrobić, w międzyczasie kot
puścil tą myszkę na dywan i używał jej w brutalny sposob, mysz miala krwotok.
Zewnętrzny. A ja stalam jak glupia i dalej nie wiedzialam, co robic.
No to przyszedł Stasio. Mysz się spodobala i jemu, ale sie jej brzydził,
depnął zatem swa delikatna łapką w mysi organizm. Mysz ryknęła prawie basem i
zemdlała. O - to już koniec, pomyślalam sobie, ale tez się jej brzydzilam,
więc poszłam po cóś, żeby mysz załadować. No i przyszłam, Stasiek z kotem
siedzialy nad nieruchomym cielskiem swojej ofiary. Przeprosilam ich, próbując
wlożyc mysz do trumny. Niestety - mysz ożyła i uciekła, wszyscy byliśmy
bardzo rozczarowani jej zachowaniem. Zapowiedzialam zwierzakom, że do rana
mysz ma sie znaleźć. Żywa, czy martwa! Niestety, już prawie południe, a myszy
nie ma!