Gość: zawiedziony
IP: *.eurogielda.pl
17.02.06, 16:49
W tym roku rozpocząłem studia. Miałem różne obawy przed październikem, m.in.
czy na moim kierunku będą fajni ludzie, czy się z kimś zaprzyjaźnię(nie
"zakoleguję"). I przyszedł 10 miesiąc. Poznałem sporo osób. Z dwiema
stworzyliśmy fajną paczkę, która z czasem się rozrosła. Było spoko. Do czasu
aż zaczęła straszyć sesja. Niektóre osoby z paczki, które wcześniej
deklarowały, że są w posiadaniu egzaminów z wcześniejszych lat albo
twierdziły, że ich nie mają albo, gdy się je prosiło o przyniesienie ich na
następny dzień, kilka razy z rzędu zapominało o tym. Kiedyś byłem świadkiem,
jak jeden kolega powiedział drugiemu, żeby przyniósł egzaminy, o których
mówił, że je ma. Ten przez pół minuty milczał (zapewne szukał jakiejś wymówki,
palant) po czym stwierdził, że ich nie ma. Ta rozmowa otworzyła mi oczy,
zwłaszcza, że palantem okazał się jeden z moich lepszych kolegów. Teraz jest
po sesji. Wyniki są znane. Okazało się, że ci fałszywi wypadli słabo. Czy to
kara za ich dwulicowość?
Doszedłem także do wniosku, smutnego wniosku, że w dzisiejszym świecie można
liczyć tak naprawdę tylko na siebie. Szkoda.