kochamchelm
07.04.06, 23:42
Jarosław Kaczyński znalazł się na deskach. Upadł na oczach posłów z własnej
partii. Prezes PiS-u już wcześniej sam zagonił się do narożnika niezliczonymi
kombinacjami. Wiedział, że nie może liczyć na majowe wybory, a koalicja
rządowa z Samoobroną byłaby dla jego partii zabójcza. Uczepił się więc
szalupy podanej przez Donalda Tuska - zaproszenia do rozmów. I to był wielki
podstęp. Mistrz skomplikowanych taktycznych gier dał się podprowadzić jak
dziecko. Zrezygnował z języka walki, epitetów i oskarżeń. Opuścił tę część
ringu, na której czuje się najlepiej. W narożniku prezesa PiS-u dopadł lider
Platformy. Punktował nie mniej inteligentnie niż przed laty Jerzy Kulej.
Wyprowadzane precyzyjnie ciosy trafiały do celu. Jarosław Kaczyński został
wyliczony. Po raz pierwszy.