Dodaj do ulubionych

OT Książki najgłupsze i babole-potwory

09.12.10, 02:13
Macie ochotę poznęcać się nad książkami, które są po prostu durne? Wyłapaliście w lubianych książkach głupie błędy, albo wręcz błędy-poczwary, które mogą spalić książkę?

Jedną z najgłupszych książek, jakie zdarzyło mi się czytać, było dzieło niejakiej Amelie Nothomb o tytule "Rtęć".

W skrócie - traktuje ono o cud dzieweczce, przekonywanej przez sadystycznego dziada-erotomana o daleko posuniętych zniekształceniach twarzy. Środków bezpieczeństwa wokół dziewoi jak mrówków, żeby tylko się nie przejrzała w lustrze ni w wodzie, miski nie ma, wanny nie ma, niczego nie ma. Aliści dziewoja z przyczyn zdrowotnych potrzebuje piguły, a dzielna piguła wpada na jakże genialny pomysł, żeby zwierciadło sprokurować z rtęci wybitej z lekarskich termometrów i cud, że się nikt nie struł. Sprawa się rypła, dzieweczka dziadu odbita, zakończenia dwa, co jedno, to głupsze.

Otóż z książki można się dowiedzieć, że dzieweczce nigdy, przenigdy nic na twarzy nie zaswędziało, nie opadły jej włosy, nie miała kataru, nie myła zębów, nie poleciała jej pod prysznicem woda na twarz, nie mówiąc o tym, że tej twarzy nie myła przez lata, w ogóle nie wykonała odruchowo i bezmyślnie tysięcy czynności, przy których chcąc nie chcąc człowiek zawiera bliższą znajomość z własną twarzą. Czy szyby w oknach były, nie pamiętam już. Grunt, że idiotyzm doskonały, na którym dzieło się zasadza, skutecznie mnie zastopował w poszukiwaniu jakiejkolwiek głębi. Zostałam na powierzchni, jadowicie chichocząc.


Dla lubiących Grę Endera - wynalazłam takie to ucieszne niezwykłości:
Ender wchodzi do sypialni Starterów w Szkole Bojowej i widzi, że pokój ma sufit tak nisko, że mógłby go dotknąć ręką (w oryginale reach up and touch it, więc raczej nie będzie skakać). Ender jest niezbyt wyrośniętym sześciolatkiem, nawet jak podskoczy do tego sufitu, to i tak będzie to oznaczać, że mężczyzna słusznej postury będzie szorował łbem po stropie albo chodził tam zgięty w pałąk. Już widzę, jak biegnie w razie np. wypadku, zwłaszcza w warunkach mniejszego ciążenia.

Kiedy Bonzo przychodzi do łazienki celem uszkodzenia Endera, dowiadujemy się, że Ender ma lat prawie dziesięć, a Bonzo trzynaście. Czyli różnica wieku między nimi wynosi jakieś 3,5 roku. Kiedy spotkali się po raz pierwszy, Ender miał 6 lat i 9 miesięcy, zatem Bonzo miał tylko nieco ponad 10 lat, najwyżej 10 i pół, a dowodzi już od pewnego czasu, przynajmniej pół roku. Tymczasem z rozmów dorosłych wynika, że armię normalnie chłopcy dostają, kiedy mają lat 11, a 9,5 letni dowódca to ewenement że łohoho. Bonzo odmłodniał znienacka czy był takim wunderkindem, któremu się zgłupło?
A, co tam. I tak kocham Grę.
Obserwuj wątek
    • nessie-jp Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 10.12.10, 23:21
      Najgorsze jest to, że książki złe zapominam natychmiast i potem zupełnie nie mogę na poczekaniu przywołać tych rozlicznych przykładów baboli i głupot :)

      Absurdalna i idiotyczna jest intryga w Tessie z Uberville'ów (taki był polski tytuł?) gdzie nieszczęsna pozbawiona cnoty Tessa przez XXX kartek usiłuje opowiedzieć o tym kandydatowi na męża, a autor zwija się w mękach, żeby jej nie pozwolić. W końcu Tessa przechytrza autora, pisze list i wpycha pod drzwi lubego. Ale autor nie w ciemię bity i... okazało się, że kartki Tess wetknęła tak sprytnie, że jakimś cudem wsunęły się pod dywan, a luby nie zauważył zgruchmonionego dywanika, zdeptał wyznania, nie poznał prawdy, po czym znienacka poznawszy doznał szoku i czym prędzej Tess porzucił.

      Kretyństwo jakich mało, bo nawet jeśli rzeczywiście założyć, że syn pastora w epoce wiktoriańskiej (bohater pozytywny) byłby takim kretynem, żeby ukochaną "wbrew sobie" porzucić, bo ją ktoś kiedyś dawno temu zgwałcił, to nie należało wyprawiać takich hopsztosów tylko uczciwie zrobić z młodzieńca bohatera negatywnego.

      Reasumując, głupie to było niemożliwie.

      Inny przypadek to kryminał, w którym morderczyni wpada na genialny pomysł otrucia pewnej dzierlatki za pomocą herbaty w dzbanku. Przy kolacji siedzą trzy osoby, docelowa ofiara, osoba wrabiana w morderstwo (zrobiła kanapki) oraz morderczyni. Morderczyni niesłychanie zadowolona z siebie zatruwa cały dzbanek herbatki, pryska do kuchni pod pozorem zmywania, żeby zwymiotować truciznę, ofiara wyziewa ducha, a osoba wrabiana staje przed sądem, bo... to ona robiła kanapki. Skąd morderczyni mogła wiedzieć, że wrabiana nie napije się herbatki? A... to już się autorce zapomniało napisać.
      • nchyb Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 11.12.10, 17:44
        > ia pewnej dzierlatki za pomocą herbaty w dzbanku. Przy kolacji siedzą trzy osob
        > y, docelowa ofiara, osoba wrabiana w morderstwo (zrobiła kanapki) oraz mordercz
        > yni. Morderczyni niesłychanie zadowolona z siebie zatruwa cały dzbanek herbatki
        > , pryska do kuchni pod pozorem zmywania, żeby zwymiotować truciznę,

        czy to nie coś Agathy Christie? Zerwane zaręczyny? Aż muszę ponownie przecztać, bo po poprzedniej lekturze nie rzucało mi się nic zego w oczy...
        • nessie-jp Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 12.12.10, 00:38
          > czy to nie coś Agathy Christie? Zerwane zaręczyny? Aż muszę ponownie przecztać,
          > bo po poprzedniej lekturze nie rzucało mi się nic zego w oczy...

          Dokładnie to, nie chciałam pisać, żeby nie spalić zakończenia, jeśli ktoś nie czytał... Nie wiem, może ja coś źle pamiętam albo coś było źle przetłumaczone (Christie przeważnie aż tak straszliwych baboli nie sadzi), ale naprawdę długo się zastanawiałam na sensem tej sceny.

          U Christie była też kobieta, która nie poznała własnego pierwszego męża naście lat później, a także dużo lepsza aparatka, która drugi raz wyszła za pierwszego męża i go nie poznała... W wyobraźni wszystko się mieści ;)
          • croyance Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 13.12.10, 13:08
            Oj, Nessie, to jest akurat prawdopodobne.
            Pisalam juz kilka razy o tym, ale nadaje sie do tego watku jak do rzadko ktorego.

            Mam znajomego, ktory poszedl na impreze. Zostala mu przedstawiona kobieta. Milo im sie rozmawialo, dopoki nie zostali sobie przedstawieni, i nie okazalo sie, ze to jego ex-zona, z ktora zreszta ma ponad 20-letnia corke. Znajomy strasznie sie z tego wydarzenia usmial, ale stwierdzil, ze nie mial szans rozpoznac kobiety, ktorej nie widzial ponad 23 lata, i ktora ma juz inne nazwisko, a z ktora przez wszystkie te lata nie utrzymywal kontaktow. Jej z kolei wydawalo sie, ze on jej kogos przypomina, ale nie spodziewala sie go tam w tym kontekscie, no i wyszlo jak wyszlo.

            Ja sobie z kolei za cholere nie moglam przypomniec, jak na nazwisko miala dziewczyna, z ktora bylam przez ponad 2 lata. Wydaje mi sie, ze na J., ale zabijcie mnie ...
          • paszczakowna1 Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 15.12.10, 12:50
            > Dokładnie to, nie chciałam pisać, żeby nie spalić zakończenia, jeśli ktoś nie c
            > zytał... Nie wiem, może ja coś źle pamiętam albo coś było źle przetłumaczone (C
            > hristie przeważnie aż tak straszliwych baboli nie sadzi),

            Dobrze pamiętasz, i obawiam się, że to nie kwestia tłumaczenia. Jeszcze morderczyni z własnej inicjatywy przynosi trzy filiżanki i osobie wrabianej troskliwie proponuje tę herbatkę.
        • tt-tka Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 15.04.14, 16:36
          owszem, Agata, tytul "morfina", az dziw, ze mogla palnac cos takiego
      • ginny22 Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 11.12.10, 22:31
        I w ten sposób dzięki Tobie wreszie dowiedziałam się, jak się kończy cholerna "Tess". Główna bohaterka wkur...ała mnie tak maksymalnie, że nie byłam w stanie książki doczytać.
        • nessie-jp Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 12.12.10, 00:36
          ginny22 napisała:

          > I w ten sposób dzięki Tobie wreszie dowiedziałam się, jak się kończy cholerna "
          > Tess". Główna bohaterka wkur...ała mnie tak maksymalnie, że nie byłam w stanie
          > książki doczytać.

          Och, ależ to dopiero połowa fabuły. Dalej jest równie ciekawie. Jazda omdlewającej heroiny na czerwonym kombajnie żniwnym, gwałtowne przekształcenie słodkiej dojareczki w zepsutego wampa, a na końcu SZUBIENICA!

      • slotna Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 13.12.10, 22:44
        > Inny przypadek to kryminał, w którym morderczyni wpada na genialny pomysł otruc
        > ia pewnej dzierlatki za pomocą herbaty w dzbanku. Przy kolacji siedzą trzy osob
        > y, docelowa ofiara, osoba wrabiana w morderstwo (zrobiła kanapki) oraz mordercz
        > yni. Morderczyni niesłychanie zadowolona z siebie zatruwa cały dzbanek herbatki
        > , pryska do kuchni pod pozorem zmywania, żeby zwymiotować truciznę, ofiara wyzi
        > ewa ducha, a osoba wrabiana staje przed sądem, bo... to ona robiła kanapki. Ską
        > d morderczyni mogła wiedzieć, że wrabiana nie napije się herbatki? A... to już
        > się autorce zapomniało napisać.

        Ooo. Czytalam to i nie zauwazylam. Musze powtorzyc.
      • meduza7 Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 14.12.10, 22:01
        To były "Zerwane zaręczyny" Agathy Christie i zdaje się, było jakoś uzasadnione to, że wrabiana nie mogła się napić herbaty. Jestem pewna, że było.
        • zsemle Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 26.06.13, 10:21
          Nie pamiętam dokładnie, ale wrabiana chyba w ogóle nie pijała herbaty lub morderczyni po prostu chciała usunąć wrabianą, obojętnie jak - zatruć albo oskarzyć o morderstwo.
      • zsemle Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 11.03.14, 19:17
        > Inny przypadek to kryminał, w którym morderczyni wpada na genialny pomysł otruc
        > ia pewnej dzierlatki za pomocą herbaty w dzbanku.
        Coś mi się wydaje, że morderczyni chciała w sumie pozbyć się wrabianej, więc nie było większej różnicy, czy ta się zatruje na śmierć, czy zostanie poddana wyroku śmierci. Ale książkę czytałam dawno, nie pamiętam na 100%.
      • nevada_r Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 25.03.14, 12:17
        > Inny przypadek to kryminał, w którym morderczyni wpada na genialny pomysł otruc
        > ia pewnej dzierlatki za pomocą herbaty w dzbanku. Przy kolacji siedzą trzy osob
        > y, docelowa ofiara, osoba wrabiana w morderstwo (zrobiła kanapki) oraz mordercz
        > yni. Morderczyni niesłychanie zadowolona z siebie zatruwa cały dzbanek herbatki
        > , pryska do kuchni pod pozorem zmywania, żeby zwymiotować truciznę, ofiara wyzi
        > ewa ducha, a osoba wrabiana staje przed sądem, bo... to ona robiła kanapki. Ską
        > d morderczyni mogła wiedzieć, że wrabiana nie napije się herbatki? A... to już
        > się autorce zapomniało napisać.

        Wybaczcie, że reanimuję temat z 2010 roku, ale bardzo lubię A. Christie, znam tę książkę i nie widzę w niej sprzeczności.

        Morderczyni nie zależało na tym, czy wrabiana osoba przeżyje, czy nie i w związku z tym było jej wszystko jedno, czy wrabiana napije się tej herbaty. Jej zależy tylko na tym, żeby zmarła ofiara.

        Wrabiana staje przed sądem, bo:

        Dwie osoby piły herbatę i jedna nie umarła, więc trucizny nie mogło być w herbacie [oczywiście nikt nie wie, że morderczyni truciznę zwymiotowała]. Ergo - trucizna musiała być w kanapce.

        Kanapki przygotowywała i częstowała nimi oskarżona, a jako pierwszą poczęstowała ofiarę [wbrew zasadom sv, ofiara była młodą osobą, nie powinna dostać tej pierwszej kanapki] - ofiara naturalnie wzięła pierwszą kanapkę z wierzchu stosu. Wniosek: tylko pierwsza kanapka z wierzchu była zatruta i tylko oskarżona mogła to zrobić.

        Ponadto tylko oskarżona miała świetny motyw - ofiara poderwała jej narzeczonego a do tego oskarżona traciła sporą sumę pieniędzy [oczywiście z biegiem rozwoju akcji okazuje się, że i morderczyni miała motyw, żeby sprzątnąć ofiarę, ale na początku śledczy nie mogą wykryć żadnego - więc skoro tylko 2 osoby miały sposobność, żeby zamordować, naturalnym jest, że podejrzewają tylko tę, która miała motyw].

        No i jeszcze sama oskarżona zachowuje się bardzo podejrzanie, przeżywa załamanie psychiczne; w końcu sama nie jest pewna - popełniła to morderstwo, czy nie.
    • p.aulinka Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 11.12.10, 11:04
      Rewelacja z tą "Rtęcią" - chyba przeczytam :):):)
      A jak się odniósł do całego "rypnięcia" misternego planu ów dziad-erotoman!?:):
      • ananke666 Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 21.12.10, 13:38
        p.aulinka napisała:

        > Rewelacja z tą "Rtęcią" - chyba przeczytam :):):)
        > A jak się odniósł do całego "rypnięcia" misternego planu ów dziad-erotoman!?:):

        Przepraszam, zapomniałam odpisać. Co gorsza, zapomniałam już, co się tam stało z dziadem - pamiętam tylko, że w jednej wersji dzieweczka i piguła dziadu ućkły, a w drugiej piguła stała się dziadem.
    • the_dzidka Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 11.12.10, 13:10
      Babolopotworów jest niestety ogromnie dużo, ja natomiast wspomnę jeden, bo ostatnio nieopatrznie postanowiłam przeczytać go ponownie. Antonina Kozłowska "Trzy połówki jabłka".
      Kupiłam, bo Autorkę znałam z jej bloga, naprawdę bardzo fajnie prowadzonego, i ucieszyłam się, że wydała książkę, będzie co czytać.
      Rozczarowanie gigantyczne! Banał na banale i banałem pogania. Jest sobie ona, mężatka z dwójką dzieci i dobrym mężem, i jest ten "on" z przeszłości, którego NIE wybrała, ale ciągle się zastanawia, jak by było żyć z nim, a nie z mężem. Po czym spotyka Onego w tramwaju, zaczynają się widywać, najpierw całymi rodzinami (on w międzyczasie skończył z wizerunkiem romantycznego mrocznego buntownika aghrrrrr, nienawidzę romantycznych buntowników, pozerów! został radcą prawnym i się ożenił), potem już oczywiście tylko we dwoje, wiadomo do czego to prowadzi, po czym jej córeczka ma atak wyrostka, nieszczęsna wiarołomczyni drży w szpitalu mówiąc, że to za karę za jej zdradę, po czym dochodzi do wniosku, że jak ona mogła zrobić to mężowi. Mąż oczywiście o nic nie pyta, choć wie, wybacza, córeczka zdrowieje, "ona" przejrzywa na oczy i widzi, jakie skarby posiada i jak nieopatrznie mogła je utracić, i wszystko się kończy "dobrze".

      Fabułka tradycyjna dla przeciętnego opowiadanka gazetowego dla gospodyń domowych. Jak powiedział Oscar Wilde ustami lorda Henryka: "Debiutujesz komunałem".

      Strasznie mnie też wkurza sama bohaterka, 32-letnia matka i żona, która jojczy wciąż nad tym, że jej życie beztroskiej studentki się skończyło, że przyszła dorosłość i obowiązki, że jest stara, tłusta (?!) i nieatrakcyjna. Absolutnie nie dostrzega, jak dobrego, mądrego ma męża, dwoje udanych dzieci uważa za oczywistość, za którą nie ma co losowi dziękować, i wzdycha za tamtym mrocznym rycerzem - bez harleya, ale za to och jakim głębokim, pełnym sprzeczności i buntu przeciwko zastanemu porządkowi świata...

      Przykro mi się zrobiło po tej lekturze, bo naprawdę sądząc po blogu spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Dziewczyna wydała jeszcze bodaj dwie książki, ale już ich palcem nie tknęłam.
      • monikate Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 11.12.10, 16:22
        Ale "Czerwony rower" Kozłowskiej jest o niebo lepszy
        • verdana Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 11.12.10, 16:31
          Dla mnie sprawiał wrazenie fabularyzowanej kwerendy. W kazdym zdaniu jakać "ciekawostka" z PRL-u. Przez pierwsze 20 stron podobalo mi się, póxniej doprowadzało do szału. A sama intryga strasznie wydumana...
      • epistilbit Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 18.12.10, 22:04
        Zdziwiłabyś się dzidko. Ja mam lat trochę mniej, syna na karku, udane życie zawodowe (oprócz pensji), szkołę kończę ( i hope so), mieszkanie, auto, niekonfliktowego exa, ekstra wygląd i usycham z miłości za takim jednym głupkiem.
        • the_dzidka Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 20.12.10, 18:13
          epistilbit napisała:

          > Zdziwiłabyś się dzidko. Ja mam lat trochę mniej, syna na karku, udane życie zaw
          > odowe (oprócz pensji), szkołę kończę ( i hope so), mieszkanie, auto, niekonflik
          > towego exa, ekstra wygląd i usycham z miłości za takim jednym głupkiem.

          Kochana, ja przecież nigdzie nie napisałam, że takie historie się nie zdarzają - zdarzają się i to często. Ja tylko stwierdziłam, ze autorka zadebiutowała banalną, i w maksymalnie banalny sposób ujętą, zwłaszcza na końcu, historią.
      • sta-fraszka Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 26.06.13, 15:07
        Brzmi jak kiepska podroba "Little Children".
    • kai_30 Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 12.12.10, 18:03
      Jak kocham Chmielewską, tak muszę przyznać, że otrząsam się, ile razy czytam takie np Harpie. Pomijam już wunderkind-Dorotkę, która w wieku dwudziestu lat włada swobodnie kilkunastoma językami, właściwie nie wiadomo skąd, bo na żadne kursy nie uczęszczała (no dobra, szwedzki z racji dzieci sąsiadki jest uzasadniony, ale reszta? z powietrza?), ale dylematy zawodowe Dorotki zwalają mnie z nóg całkowitym brakiem realizmu.

      No ludzie, dziewczyna zna biegle kilkanaście języków i zamiast trzepać olbrzymią kasę jako tłumacz dłubie jakieś debilne korekty za grosze! W wydawnictwie, z którym stale współpracuje też jacyś niedorozwinięci pracują - trudny tekst dają do przetłumaczenia byle komu z byle jaką znajomością języka ("Chude drzewo mniej się wije, jedyne poprawne słowo to 'mniej'"), a następnie Dorotce do korekty, która tłumaczy właściwie od zera, bo wszystko jest źle. A wydawnictwo płaci podwójnie za tę samą robotę. Brak komputera już pomijam, bo zaczęłam tłumaczyć jakieś trzy lata po powstaniu książki, i wtedy "na papierze" się nie dało, no ale może te trzy lata rzeczywiście zmieniły realia całkowicie.

      Wrrrr. Szkoda.
      • gaudia Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 12.12.10, 23:48
        1. Tess mnie wkurzała, ale coś w tej powieści lubiłam, nie wiem, język, czy klimat. Już nie pamiętam.
        2. Harpie lubię. Znam taką prawie Dorotkę, ma 30 lat i 6 języków biegle, uczy się na luziku ósmego. Poza tym wiedza z wielu dziedzin jakaś gigantyczna przy zachowaniu zdolności do analizy i wyciagania wniosków oraz prostego przekazu owej tumanom jak ja.
        Dorotka nie była zaradna, nie każdy musi i umie być. A własnie wczoraj przyjaciółka dostała do korekty tłumaczenie, które zwróciła, bo znów wydawnictwo dało tekst w takiej formie, że musiałaby tłumaczyć od nowa (ona chętnie, ale nie za kasę korektora).
        Ja za Chmielewską powyżej 10 pierwszych książek (mniej więcej) nie przepadam, ale Harpii będę bronić :)
        3. Ja byłam ciekawa kto i z czym poleci na fali wampirów itp. potworów i trafiłam na polską "Wilczycę" chyba (czy jakoś tak, saga to ma być, czy już jest). Wydali pannie książkę, która jest kopią Zmierzchu, z tym, że nader naukową, bowiem jak w prostackim Zmierzchu wilkołaki są wytwarzane niejako siłami natury oraz wierzeń ludowych, to u ambitnej Polki tworzą je straszni genetycy (ale żeby nie było prowincjonalnie - rzecz się macała w USA). Owi wykradają noworodki ze szpitali i po wydłubaniu tego i owego chromosomu podrzucają je z powrotem. Dzieci rosną, przy każdej pełni sierścią się pokrywają i pociechę w cierpieniu czerpią li i jedynie z tego, że jest ich gromadka. Nie zauważyli wilkołactwa rodzice, lekarze, no NIKT. Tylko dzielna główna bohaterka tej ślicznej książki dzięki uczuciu do jedego z sierściuchów zauważa co jest grane (że wszyscy urodzili się w jednym miesiącu itp) i rusza do boju ze Złem.

        No spłakałam się ze smiechu. Ale do diaska ktoś to wydał na poważnie!
        I panna tłucze kolejne tomiszcza.
        • kai_30 Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 13.12.10, 10:12
          Ja Harpie też lubię, nawet bardzo, niemniej jako tłumaczka się otrząsam ;) Gdyby powieściowa Dorotka się uczyła języków z pasją, chodziła na kursy, wyjeżdżała za granicę - to OK, ale w wielu miejscach jest podkreślane, że ona się nie uczy, tylko same przychodzą niewiadomoskąd, już w wieku licealnym opanowała ich kilkanaście, a Studium Języków Obcych potrzebne jest jej "jak dziura w moście", bo to, czego tam uczą, ona umie już dawno :) Sześć języków w wieku lat 30 to jednak nie to samo, co kilkanaście dziesięć lat wcześniej. No i kwestia tych innych dziedzin - wyraźnie jest powiedziane, że Dorotka ma talent tylko do języków, nauki ścisłe stanowią dla niej czarną magię, skąd zatem znajomość fachowego słownictwa potrzebnego do korekty tekstu o drewnie? :) Będę się upierać, że znajomości realiów zabrakło.

          I jeszcze, na fali drobnych bzdur - saga pani Kalicińskiej. W drugiej bodajże części Paula rodzi w wigilię, a w sylwestra ma ochotę na seks ze świeżo poznanym kolesiem, wymawia się w końcu, ale - uwaga uwaga - rzucając tekst: "bo wiesz, karmię jeszcze". Jasne, powszechnie wiadomo, że kobieta kilka dni po porodzie wulkanem erotycznym jest i ewentualnie tylko karmienie piersią "jeszcze" jest w stanie od igraszek łóżkowych ją powstrzymać :D Pomijam już fakt, że rzeczona Paula cały dzień chodzi ze skurczami, które ignoruje i nikomu nic nie mówi, a jak jej się przy wieczerzy wigilijnej wyrywa pierwsze stęknięcie, to wszyscy wiedzą, że to już bóle parte i należy natychmiast odbierać poród :)
          • the_dzidka Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 13.12.10, 10:35
            Ach, Kalicińska jest w ogóle jednym wielkim babolem. Brrr!...
            • ewa9717 Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 15.12.10, 19:16
              the_dzidka napisała:

              > Ach, Kalicińska jest w ogóle jednym wielkim babolem. Brrr!..E tam, polskim Tołstojem jest:
              >
              forum.gazeta.pl/forum/w,151,119846364,119846364,Kalicinska_polskim_Tolstojem.html
          • agnieszka_azj Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 13.12.10, 11:56
            Kalicińska to i tak jeszcze nic w porownaniu z dziełem pod tytułem "Prowincja pełna marzeń". Tam babka (bedąca nata bebe dziennikarką pisma lokalnego w Mrągowie bodaj - mam nadzieję, ze tam nie ma tekiego pisma, bo zatrudnione w nim ewentualne dziennikarki powinny autorce proces o znieslawienie wytoczyć ;-) poznaje przypadkiem przyjezdnego Niemca, wdaje się z nim w szybki romans, który konczy się jeszcze szybszym rozstaniem - wszystko razem gdzieś w okolicy długiego weekendu majowego.
            Potem (surprise !!!) okazuje się, że jest w ciąży, bo zapomniała o braniu pigułek. Ale nie zapomniala raz czy dwa razy, tylko miesiąc albo dwa.
            Jest bez pracy, więc z interenetu w trzy dni uczy sie robić dekupaże i swoje dzieła wstawia na allegro. Poza tym rownież na allegro wstawia używane ciuchy wygrzebane w hurtowni koleżanki. Jedno i drugie jest takim sukcesem finansowym, że już nawet nie mysli o szukaniu pracy, tylko rejestruje firmę, załatwia dotację z Unii i zostaje rekinem biznesu. To wszystko w niecałe dwa miesiące, bo książka kończy się w czerwcu.

            Pomijam juz ewidentne niedoróbki redakcyjne, ale cały pomysł na sukces finansowy mnioe po prostu powalił :-)
          • pani.filifionka Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 13.12.10, 12:34
            "Harpie" przeczytałam z przyjemnością, ale zgodzę się z koleżanką po fachu, że genialna Dorotka to absolutny brak realizmu.
            Jedyne, w co jestem w stanie uwierzyć, to te koszmarne tłumaczenia do korekty - ostatnio nasila się niestety tendencja do kierowania się przy wyborze tłumacza wyłącznie stawkami, co często ma opłakane skutki.
            Nie wierzę w dwudziestolatkę, która mimochodem opanowała kilkanaście języków obcych, pomieszkując u despotycznych ciotek, nigdzie nie wyjeżdżając, nie mając intensywnego kontaktu z żywym językiem chociażby za pośrednictwem mediów. Poza tym, o ile dobrze pamiętam, niektóre z tych znanych Dorotce języków były dość egzotyczne.
            Nóż się też w kieszeni otwiera, kiedy popularna pisarka, rozpowszechnia stereotypowy pogląd, że znajomość języka wystarczy, żeby być tłumaczem. Jak wspomniała Kai_30, Dorotka nie zna się na niczym poza językami, więc nie wiem, jakim cudem tłumaczy specjalistyczne teksty. Nie miała też okazji poznać realiów krajów, w których używane są dane języki.
            Nigdy też nie słyszałam o tłumaczu, który już pierwsze zlecenia wykonywałby genialnie sam z siebie, bez dokształcania się czy współpracy ze starszymi kolegami. Nawet tłumacze z dużym dorobkiem często biorą udział w warsztatach, szkoleniach z różnych dziedzin lub chodzą na studia podyplomowe.
            • croyance Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 13.12.10, 13:24
              Otoz to. Ja nawet samej siebie nie potrafie przetlumaczyc. Pisalam tu juz, ze zdarzylo sie, ze moj angielski tekst tlumaczony byl na polski przez kogos innego, bo mi nie szlo. Tlumaczenie to zupelnie inna umiejetnosc, niz znajomosc jezyka.
              • ta_noemi Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 16.12.14, 19:28
                Dopisuję się do wątku tłumaczki z "Harpii" (nie wiem, gdzie mi drzewko wklei :)
                Oczywista bzdura, Szanowne Panie, oczywista - z tą znajomością bzdyrliarda języków bez nauki, bez podręczników, bez radia, telewizji, internetu, bez śledzenia kultury, BEZ UDRĘKI ZMAGANIA SIĘ Z INTERFERENCJAMI POMIĘDZY TYMI JĘZYKAMI!! Straszny babol.
                Żeby było jasne - pracuję jako tłumaczka, znam kilka języków, wiem, ile pracy wymaga nauczenie się każdego kolejnego tak, aby reszta nie podupadała, ile zajmuje wyłapywanie fałszywych przyjaciółmi pomiędzy wszystkimi językami.
                No i oczywiście, co moje przedpiszczynie już podniosły: znać język można, a tłumaczyć nie za bardzo umieć - tłumaczenie to kompetencje z wyższej półki.
                Tyle że faktycznie - wydawnictwa, biura tłumaczeń i wszyscy inni klientobiorcy zatrudniają wg kryterium byle jak najtaniej: czyli uczniaków, studentów, krewnych i znajomych, a bywa że wrzucają w mechaniczny program. I wtedy rzeczywiście wychodzą wijące się drewna. A tłumaczowi się próbuje wcisnąć taki tfu-rrr "do korekty" - hehehehe. Dlatego z jakością tłumaczeń jest coraz bardziej nędznie....cofamy się o dziesiątki lat rocznie, jeśli chodzi o jakość.
                Tak więc postać Dorotki - bzdruuuurra.
        • croyance Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 13.12.10, 13:15
          Moi kuzyni znaja po 6 jezykow, zreszta mnostwo znam takich osob (w tym jednego pana, ktory zna - uwaga! - WSZYSTKIE jezyki europejskie - nie pytajcie mnie, jak to mozliwe, ale jest sensacja kazdej konferencji), ale to sa z reguly ludzie, ktorzy wychowywali sie w wielu krajach albo/i dwujezycznych rodzinach i mieli zywy kontakt z z jezykiem od urodzenia. To jest zupelnie inne przyswajanie jezyka, inna nauka, i inna znajomosc. Takze w to, ze ktos moze plynnie znac 10 jezykow wierze jak najbardziej, ale ze jest to akurat wychowana w Warszawie Dorotka, juz nie.
    • filifionka-listopadowa Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 13.12.10, 17:45
      Nie znalazłam w sobie frustracji wystarczającej by dopisać się do tego wątku, ale z dużą przyjemnością go czytam. Uwielbiam słuchać o złych książkach.
      Pewnie gdy będę miała trochę więcej czasu, sięgnę na półkę z lit. młodzieżową i wyleję potem potoki żółci, bo ten dział obfituje w potworki.
      • sowca Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 13.12.10, 22:13
        Nareszcie! Nareszcie ktoś zwrócił uwagę na cudowną Dorotkę! Na forum chmielewszczyków zostało to tylko wspomniane, a dla mnie ta Dorotka to jak kulą w płot...
        Nie wierzę, że ktoś może perfekcyjnie znać 14 języków w wieku dwudziestukilku lat. To by oznaczało, że uczyla się każdego języka w mniej więcej półtora roku. Jako osoba, która właśnie nader intensywnie zgłębia zagadnienie przyswajania języka obcego, muszę, no muszę zaprotestować. Zwłaszcza takie języki skandynawskie, ogólnie trudne, albo japoński.
        W dodatku tak jak mówicie: bez wyjazdu, bez żadnego "żywego" kontaktu z językiem jego przyswojenie jest po prostu niemożliwe.
        • turzyca Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 15.12.10, 20:05
          Ja tam w Dorotke wierze o tyle, ze sama znam osoby, ktore ucza sie jezykow blyskawicznie. Mam wrazenie, ze potrzebne sa: sluch muzyczny, pamiec, umiejetnosc wylapywania regul (alias wysoka inteligencja) oraz pracowitosc. Rzadki zestaw zalet. :) Ale sie zdarza...

          No i trzeba pamietac, ze jednak kazdy kolejny jezyk jest latwiejszy. Szczegolnie jak sie ma umiejetnosc numer 3.
          • nessie-jp Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 15.12.10, 20:50
            > Ja tam w Dorotke wierze o tyle, ze sama znam osoby, ktore ucza sie jezykow blys
            > kawicznie. Mam wrazenie, ze potrzebne sa: sluch muzyczny, pamiec, umiejetnosc w
            > ylapywania regul

            No tak, to wszystko prawda, ALE to oznacza zaledwie znajomość języka na poziomie "turystycznym". Dogadasz się, zamówisz ciastko, przeczytasz jakąś lekką książkę w obcym języku.

            Natomiast żeby poznać języki obce (i własny) w zakresie umożliwiającym zaawansowane tłumaczenia techniczne (jak w przypadku genialnej Dorotki) potrzebne są jednak nieco inne warunki. Na przykład ogólna znajomość dziedziny, której tłumaczenie dotyczy, wiedza na temat różnic w standardach, miarach, metodyce, technologiach stosowanych w różnych krajach, wiedza na temat różnic formalno-stylistycznych pomiędzy poszczególnymi językami i zasad obowiązujących nie tylko w danym języku, ale w konkretnym żargonie tego języka...

            To wszystko można, owszem, w wieku lat 20 znać, ale w przypadku języków góra 2. Inaczej tłumaczy się właśnie "mokre drzewo mniej się wije" i jeszcze jest się zachwyconym, jak to się świetnie poznało język :)

            Tak że w 1 obcy język u Dorotki wierzę, w wiedzę techniczną wierzę, w duże wyczucie językowe przy korekcie na polski wierzę, w to, że wydawnictwa nie chciały zlecać tłumaczeń pannie świeżo po lub jeszcze na studiach
            • turzyca Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 17.12.10, 01:31
              > To wszystko można, owszem, w wieku lat 20 znać, ale w przypadku języków góra 2.

              ekhm, z moim antytalentem do jezykow polaczonym z pokopanym zyciorysem znalam w tym wieku 3 jezyki na poziomie zdecydowanie powyzej turystycznego. A ja naprawde nie mam zdolnosci (inteligentna jestem, ale to nie wystarcza) i nie mam zaciecia do rozwijania jezyka.

              I mam pelna swiadomosc, ze znajomosc jezyka to w duzej mierze obok uzdolnien kwestia checi. Moj przyjaciel, ktory nauke jezykow traktuje jak pasjonujace hobby, zna niemiecki lepiej niz wiele znanych mi osob tu, w Niemczech, mieszkajacych. Przy mnie pani, ktora od 20 lat tu mieszka i ma miejscowego meza oburzala sie na slowo "komisch" uzyte w dyskusji o wypedzeniach. A to typowy "false friend", po niemiecku to tyle co "dziwne". Tylko ze pani nie bardzo jest zainteresowana rozwijaniem swojej niemczyzny, nauczyla sie tyle, coby sie dogadywac w sklepach i zyje zamknieta w swojej kulturowej bance. A moj przyjaciel czyta mocno zroznicowana literature, oglada telewizje i filmy, slucha radia, utrzymuje zywe kontakty z osobami niemieckojezycznymi (w duzych miastach to nie problem) o kursach jezykowych i nauce wlasnej nie wspominajac. I gdy byl u mnie w gosciach wielu naszych rozmowcow nie bylo w stanie uwierzyc, ze on naprawde tylko na tydzien przyjechal, a nie mieszka tu na stale od lat.

              Ja akurat u Dorotki nie wierze w wiedze techniczna, bo wiem od przyjaciolek-tlumaczek, ile czasu zajmuje im wgryzienie sie w nowy temat. Zreszta, co tam wiedza techniczna, do wlasnej humanistycznej przeciez magisterki poslugiwalam sie glownie literatura niemieckojezyczna i to byl tlumaczeniowy horror, bo niektorych pojec po prostu po polsku nie ma. To nie jest problem rozumienia obcego tekstu ale znajomosci wlasnego jezyka.
              W kwestii ilosci jezykow - jestem w stanie bez wiekszych problemow uwierzyc w 6 opanowanych na poziomie rzedu C1/C2. Przypominam ze taki czeski w jakosci SJO da sie opanowac do poziomu B2 w 120 godzin.
              Plus jesli Dorotka z racji szwedzkiego byla dwujezyczna, to ma dodatkowe ulatwienie, bo dzieci dwujezyczne ucza sie kolejnych jezykow obcych inaczej niz osoby jednojezyczne.
              • nessie-jp Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 18.12.10, 02:48
                > Ja akurat u Dorotki nie wierze w wiedze techniczna, bo wiem od przyjaciolek-tlu
                > maczek, ile czasu zajmuje im wgryzienie sie w nowy temat.

                To miałam na myśli, pisząc o nieturystycznej (niehobbystycznej, niepotocznej) znajomości języka. Owszem, można się w miarę szybko nauczyć kilku języków właśnie w zakresie ogólnym, ale NIE kilku języków naraz w zakresie specjalistycznego słownictwa.
              • aadrianka Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 18.12.10, 22:55
                > Plus jesli Dorotka z racji szwedzkiego byla dwujezyczna, to ma dodatkowe ulatwi
                > enie, bo dzieci dwujezyczne ucza sie kolejnych jezykow obcych inaczej niz osoby
                > jednojezyczne.

                Dorotka z racji szwedzkiego miała byc trójjęzyczna. Wcześniej, dzięki kaprysowi ciotek, opanowała francuski. I o ile w ten francuski wierzę bez zastrzeżeń, o tyle w trójjęzyczność ze szwedzkim nie wierzę ani odrobiny. Szwedzki podłapała od dzieci sąsiadów, w ciągu kilku tygodni, zanim dzieci zaczęły uczyć się polskiego. Nikt mi nie wmówi, że kilka tygodni zabaw z rówieśnikami (czyli w tym wypadku pięcio- lub sześciolatkami) po parę godzin dziennie uczyni kogokolwiek "języcznym". Nawet, jeśli wcześniej była już dwujęzyczna.
              • klymenystra Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 19.12.10, 12:00
                Z ciekawości : jak wyglądała ta dwujęzycznosc Dorotki? Książki nie czytałam.
                • kai_30 Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 19.12.10, 23:02
                  Rzekoma dwujęzyczność wyglądała tak, że kilkuletnia Dorotka bawiła się z dziećmi sąsiadów, przybyłymi ze Szwecji i niemówiącymi po polsku. Dorotka błyskawicznie opanowała szwedzki, i rzecz jasna został jej na całe życie, nic a nic nie zapomniała, i swobodnie mogła tłumaczyć fachowe teksty techniczne. A, nie, to z norweskiego, przepraszam. I nie tłumaczyć, tylko robić korekty.

                  O francuskim zapomniałam, a szkoda, bo to też bzdura - dwujęzyczność to coś ciut więcej niż może prezentować polskie dziecko, które nauczono francuskiego.

                  Nie mówiąc już o tym, że znam masę osób w dzieciństwie dwujęzycznych, które później jednego z tych języków zwyczajnie zapominają, z racji nieużywania. Zapewne relatywnie łatwo byłoby im przypomnieć go sobie, jednak pewnej pracy by to wymagało. A Dorotka - co wpadło, to zostaje na wieki, samo z siebie, bez wysiłku, język za językiem ;)
          • klymenystra Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 19.12.10, 11:55
            Słuch muzyczny nie jest potrzebny przy nauce języków. Ja mam baaardzo średni, a języki przyswajam. Uczyłam chłopaka, który chodził do szkoły muzycznej, grał, komponował, a nie był w stanie ładnie powiedziec choc jednego zdania po francusku.
    • rannie.kirsted Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 13.12.10, 22:58
      zdecydowanie ksiazka najdurniejsza dla mnie jest samotnosc w sieci janusza wisniewskiego. okrutnie smieszne, straszne megagrafomanskie dzielo. rozkosz czytania!
      • szprota Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 13.12.10, 23:13
        rannie.kirsted napisała:

        > zdecydowanie ksiazka najdurniejsza dla mnie jest samotnosc w sieci janusza wisn
        > iewskiego. okrutnie smieszne, straszne megagrafomanskie dzielo. rozkosz czytani
        > a!
        A konkretnie?
        Nie żebym broniła, bo książka jest miałka i słaba, ale jestem ciekawa przykładów.
        • ready4freddy Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 14.12.10, 15:06
          czy to nie tam pan haker _fizycznie_ niszczy serwery w sposob zdalny?
          • the_dzidka Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 14.12.10, 15:29
            Tak, tam. Poza tym głucha narzeczona ginie mu pod koparką (umarłam!!!), natomiast on sam prawdopodobnie nie ma komórek czuciowych w penisie, bo dopiero, gdy otworzył oczy, zorientował się, że go kobieta dosiadła (my number one) ;)
            • rannie.kirsted Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 09.01.11, 03:11
              tak, gluchoniema narzeczona bohatera ginie pod koparka kierowana przez pijanego operatora, ratujac gluchoniemego chlopca:) to jest mount everest glupoty tej ksiazki:) ale polecam naprawde szczerze, warto pzreczytac coby samemu sie setnie ubawic i porechotac zdrowo.
              tak tutaj bohater tez wykazuje sie nieco spoznionym reagowaniem wlasnie apropo dosiadania:D
              z kolei kobiety wg jl wisniewskiego, odwrotnie, wykazuja sie wybitna wrazliwoscia w obrebie narzadow plciowych:D:D w ktoryms z opowiadan jest taka scena gdy niewierny maz robi kochance palcowe i ona WYCZUWA wygrawerowane na jego obraczce imie malzonki:D:D:D:D za cholere nie moge sobie przypomniec tytulu ale tak, tak janusz leon wisniewski cos takiego wymyslil:D
              • szprota Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 09.01.11, 12:23
                rannie.kirsted napisała:

                > tak, gluchoniema narzeczona bohatera ginie pod koparka kierowana przez pijanego
                > operatora, ratujac gluchoniemego chlopca:) to jest mount everest glupoty tej
                > ksiazki:) ale polecam naprawde szczerze, warto pzreczytac coby samemu sie setnie ubawic i porechotac zdrowo.
                > tak tutaj bohater tez wykazuje sie nieco spoznionym reagowaniem wlasnie apropo
                > dosiadania:D
                > z kolei kobiety wg jl wisniewskiego, odwrotnie, wykazuja sie wybitna wrazliwoscia w obrebie narzadow plciowych:D:D w ktoryms z opowiadan jest taka scena gdy niewierny maz robi kochance palcowe i ona WYCZUWA wygrawerowane na jego obraczce imie malzonki:D:D:D:D za cholere nie moge sobie przypomniec tytulu ale tak, tak janusz leon wisniewski cos takiego wymyslil:D

                Wygląda na to, że słusznie wyparłam tę książkę z pamięci.
                • rannie.kirsted Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 09.01.11, 12:51
                  oj tak, ta ksiazka to naprawde rasowy potworek. przerazajace jest to ze tylu kobietom sie spodobala. no ale jezeli ludzie zachwycaja sie "madrosciami" coelho to czemu tu sie dziwic:0
                • filifionka-listopadowa Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 09.01.11, 20:18
                  > rannie.kirsted napisała:
                  w ktoryms z opowiadan jest taka scena
                  > gdy niewierny maz robi kochance palcowe i ona WYCZUWA wygrawerowane na jego ob
                  > raczce imie malzonki:D:D:D:D za cholere nie moge sobie przypomniec tytulu ale
                  > tak, tak janusz leon wisniewski cos takiego wymyslil:D

                  To było chyba w "Zespołach Napięć", ale nawet rozdwojoną końcówką włosa za to nie ręczę.

                  Z tym wyczuwaniem to raczej metafora taka. J.L.W nie jest pisarzem wysokich lotów (kocham eufemizmy. I drożdże!) , ale nie przesadzajmy z odczytywaniem wszystkiego dosłownie.
                  • kadanka Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 09.01.11, 20:55
                    metafora czy doslownosc, niewazne. wazne ze zenujace...
                  • triismegistos Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 26.06.13, 14:22
                    Koparka to pikuś, ja poległam przy lodówce zamiast trumny :D
    • ready4freddy Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 14.12.10, 15:04
      no popatrz, calkiem niedawno czytalem Gre Endera i zupelnie na to nie zwrocilem uwagi, zupelnie jak za pierwszym razem :) natomiast zaraz rzucilo mi sie w oczy w "Pokoleniu X" "wdychanie rakotworczych oparow ksenonu z pustakow" - ksenon jest gazem szlachetnym i obojetnym, wiec raczej nie szkodzi i nie ulatnia sie z pustakow, pewnie chodzilo o ksylen.
    • ananke666 Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 16.12.10, 12:00
      Lato leśnych ludzi i Rodziewiczówny poglądy na naturę...
      Jeden z bohaterów mięsa nie je m.in. z powodów etycznych. Takich problemów nie ma przy rybach, rybie bez skrupułów da po łbie.
      Ten sam bohater ma ksywkę Rosomak. Rosomak, jak wiadomo, jest drapieżnikiem i padlinojadem.
      Drugi z bohaterów nosi również ksywkę drapieżnika - Pantery, której w polskim lesie nie było i nie ma.
      Kolejnemu też dali imię drapieżnika...
      ...ale drapieżniki tępią. Bo one, wiecie, inne zwierzątka jedzą.
      Szczytową głupotą był sąd, rozumiecie, sąd! nad... parą puchaczy. Puchacz okazał się:
      - wielkopańskim rycerzem-rabusiem
      - tyranem-bandytą w pióropuszu na głowie
      - krzyżacką wywłoką
      - herbowym rakarzem
      - bezbożnikiem możnym
      - gorszym zbrodniarzem
      - mnisim plemieniem grabicieli
      - junkierem Eduardem
      - Kunigondą
      - i katem.

      Na co mi szczęka opadła.
      Głupot w tej książce jest więcej, oczywiście. Ale ta jest szczytowa.
      • ananke666 Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 16.12.10, 14:36
        Ach, zapomniałam najgłupszego! Otóż fragmentem sprawiedliwego wyroku nad krzyżakiem-zbrodniarzem-bandytą-katem etc., było zrzucenie na ziemię gniazda z młodymi. Żeby, cytuję, "sczezły do ostatniego". Rozumiecie, nie masz rzeczy bardziej sprawiedliwej niż za przeproszeniem pieprznąć o ziemię gniazdo z pisklętami. Horror.
        • kaliope3 Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 16.12.10, 15:38
          W takim razie bardzo się cieszę że nigdy tego nie przeczytałam pomimo całe dzieciństwo ponawianych zachęt ze strony taty. Że to niby taka wspaniała lektura.Chyba sam zapomniał co tam było,bo nie wierzę że coś tak kretyńskiego by mu się podobało.
          • ananke666 Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 16.12.10, 17:08
            Bo to lektura z dobrym przesłaniem ogólnym, jak to u Rodziewiczówny, chociaż głupot w niej jak mrówków... jak to u Rodziewiczówny.
            Szczyt gościnności - zostawić za sobą chłopaka wieczorem w drodze przez obcy las, niech sobie szczyl radzi i nogi wyciąga, chociaż widać, że nie nadąża, a żadnej ścieżki nie ma. No, jeden z litości zawrócił...
            • soova Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 16.12.10, 17:34
              ananke666 napisała:

              Szczyt gościnności - zostawić za sobą chłopaka wieczorem w drodze przez obcy las, niech sobie szczyl radzi i nogi wyciąga, chociaż widać, że nie nadąża, a żadnej ścieżki nie ma. No, jeden z litości zawrócił...

              Takie było drzewiej młodzieży chowanie. Nie to, co teraz, mama pod drzwi szkoły samochodem podwozi, po lekcjach babcia za rączkę odbiera. :) Daleko nie szukając, toż i Borejkowie nagłej ekspedycji ratunkowej do Poznania nie zorganizowali, gdy im Ida z pola namiotowego się zmyła.
              • ananke666 Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 16.12.10, 19:31
                ...i zostali za to obsobaczeni na forum. A Ida miała do dyspozycji środki komunikacji, w zasadzie musiała wsiąść do autobusu i wysiąść w rodzinnym mieście. Wzdłuż dróg i na piechotę by doszła, gdyby musiała. No chyba, żeby jej odbiło i w połowie drogi wysiadła i ruszyła na przełaj w puszczę. A w rzeczonej sytuacji należało przejść spory kawałek od drogi do chaty w kompletnej głuszy, bez ścieżki, w lesie, w którym w życiu się nie było i nie zna żadnych znaków orientacyjnych. Po ciemku. Ja dziękuję za takie młodzieży chowanie. Jedziesz z wizytą do krewnych w dajmy na to leśniczówce, wszyscy spiep... to znaczy, przepraszam, idą o wiele za szybko dla ciebie i znikają między drzewami, w ogóle się na ciebie nie oglądając, a ty zostajesz w obcym, ciemnym lesie. Super.
                • soova Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 16.12.10, 19:37
                  Ojej, no, żeby nie było, że mnie się to podoba. Chciałam tylko nieśmiało napomknąć, że kiedyś było nieco więcej zwolenników wychowawczego rzucania na głęboką wodę niż dziś, co widać na załączonym przykładzie, a nawet na obu.
                  • ananke666 Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 17.12.10, 00:38
                    Tylko na jednym, jeżycjadowym. Drugi byłby, gdyby rzeczony młodzian chociaż raz przeszedł drogę z kimś i za dnia, potem niech se radzi. Zostawić kogoś w obcym lesie, w zapadających ciemnościach, bez wskazania nawet kierunku - to nie rzucanie na głęboką wodę, tylko bezmyślność i głupota.
                • soova Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 16.12.10, 19:37
                  Ojej, no, żeby nie było, że mnie się to podoba. Chciałam tylko nieśmiało napomknąć, że kiedyś było nieco więcej zwolenników wychowawczego rzucania na głęboką wodę niż dziś, co widać na załączonym przykładzie, a nawet na obu.
                • hamerykanka Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 16.12.10, 23:57
                  Ze ciagle forum podczytuje, to sie wtrace:)
                  Mnie tak kochana starsza kuzynka zostawila w Gdansku, gdy mocno nieletnia bylam. Mialam wsiasc do autobusu (nie mialam pojecia o komunikacji) i pojechac do domu.
                  Koszmar zagubienia w obcym miescie sni mi sie do dzis...

                  A ksiazek : wystawiam "Kraby" Guya Smitha. Doczytalam do momentu, gdy krab zamrugal oczami....
                  • ananke666 Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 21.12.10, 13:58
                    hamerykanka napisała:

                    > A ksiazek : wystawiam "Kraby" Guya Smitha. Doczytalam do momentu, gdy krab zamr
                    > ugal oczami....

                    Proponowałabym bez zbędnych ceregieli wstawić większość horrorów Phantom Pressu, z Guyem N. Smithem i wszystkimi tłumaczami jego na zaszczytnym pierwszym miejscu.
          • slotna Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 16.12.10, 21:12
            O, jak dobrze, ze nie czytalam :) A zachecana bylam raz za razem, nawet mialam w domu.
            • ananke666 Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 17.12.10, 02:02
              slotna napisała:

              > O, jak dobrze, ze nie czytalam :) A zachecana bylam raz za razem, nawet mialam
              > w domu.

              I słusznie. Bo cholera bierze, jak tam się zwierzątka większe i ładniejsze lubi, a małe i brzydkie męczy bezkarnie i bez skrupułów. Żaba zamknięta w puszce z herbatą, mysięta w maszynce do kawy, raki pod poduszką, bardzo doprawdy zabawne.
              • soova Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 17.12.10, 09:37
                Problem nie polega na tym, że Rodziewiczówna napisała książkę od początku głupią, tylko na tym, że zmieniły się czasy, a w związku z tym też i standardy postrzegania stosunków ludzko - zwierzęcych. W jej czasach zwracano uwagę zdaje się bardziej na ładunek patriotyczny w LLL zawarty, na opisy przyrody itp. niż na to, jak faktycznie bohaterowie w stosunku do tej przyrody postępowali.

                Jako dziecko połykałam wielokrotnie tu wspominany cykl Szklarskiego o Tomku. Chciałam go sobie odświeżyć jako osoba dorosła i spotkała mnie przykra niespodzianka w postaci odkrycia, jakim to paskudnym z dzisiejszego punktu widzenia procederem parali się dla chleba szlachetny pan Wilmowski i dzielny pan Smuga. Nie licząc konfrontacji ze stosunkiem białego sahiba do przyrody i ludów aborygeńskich, jaki prezentują bez wyjątku wszyscy dorośli bohaterowie. To samo było z "Tajemniczą wyspą", którą jako dziecko uwielbiałam (dobrze, rozumiem, że musieli te ufne i nieznające człowieka zwierzęta zabijać, bo inaczej sami by nie mieli co jeść, ale jakieś to mi się wydawało takie paskudne). Odświeżenia sobie "Dzieci kapitana Granta" już się zatem nie podjęłam. ;)
                • ananke666 Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 18.12.10, 01:23
                  Wszystko prawda, ale z dwiema uwagami. Pierwsza - stosunki ludzko-zwierzęce stanowią dużą część książki, cięgiem się tam powtarzają teksty o szanowaniu i miłowaniu, więc wpychanie ewidentnych odstępstw po prostu zgrzyta. Opisy przyrody stanowią zresztą plus tej książki, można się paru ciekawych rzeczy dowiedzieć, nie przeczę. Druga - niestety, my są już ludzie współcześni :) co prawda osobiście czytam książki często niejako dwutorowo. Myśląc jednocześnie jak ludzie dawni, a przynajmniej starając się wczuwać w miarę możliwości w rolę człowieka ówczesnego i jak człowiek dzisiejszy. Czyli dajmy na to przy legendzie o świętym Aleksym staram się myśleć o jego sposobie myślenia i jego pojęciu poświęcenia, jednocześnie mając ochotę zdrowo kopnąć go w oblaną pomyjami [złą wodą] dupę i w miejsce bezproduktywnego gnicia pod schodami kazać mu zająć się czymś pożytecznym, w myśl zasady "cokolwiek uczyniliście biednemu/słabemu/potrzebującemu, Mnie uczyniliście".
                • nessie-jp Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 18.12.10, 02:46
                  > jakim to paskudnym z dzisiejszego punktu widzenia proce
                  > derem parali się dla chleba szlachetny pan Wilmowski i dzielny pan Smuga.

                  Ale czy oni nie łowili tych zwierząt żywcem jednak? Wydawało mi się, że proceder, jakim się parali, polegał na łowieniu rzadkich zwierząt do zoo?

                  Owszem, zdarzało się, że jakieś zwierzę trzeba było zabić, ale chyba nie dla uciechy, tylko w razie "wyższej konieczności" (np. tygrysa, co się wyrwał na pokład z klatki, takie tam).

                  Możliwe, że źle pamiętam, ale takie właśnie miałam wspomnienia o tych książkach...

                  Od opisu Rodziewiczówny mnie zemdliło, dobrze, że ja tego nie czytałam. Wygląda na to, że jest to książka po prostu ckliwie-głupia, czyli kochamy ładne zwierzątka, a zabijamy okrutnie nieładne, bo jesteśmy tacy romantyczni i och-jacy-bladzi.

                  • kkokos Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 18.12.10, 09:20
                    > Ale czy oni nie łowili tych zwierząt żywcem jednak? Wydawało mi się, że procede
                    > r, jakim się parali, polegał na łowieniu rzadkich zwierząt do zoo?

                    żywcem, żywcem - tyle że jak sobie z dzisiejszego punktu widzenia pomyślisz o tym a) co czuje istota żywa przyzwyczajona do hasania po bezkresach dajmy na to stepu, a nagle zmuszona do życia w klatce 3x3; b) poprawcie mnie, jeśli się mylę, ale dziś zwierzęta w zoo pozyskuje się od innych zoo, rozmnaża w niewoli itd. i raczej nie łapie tych żyjących na wolności, by je zamknąć - oczywiście skądeś te pierwsze kiedyś tam trzeba było wziąć, więc łapania dzikich nie dało się uniknąć, ale z dzisiejszego punktu widzenia to dość nieludzkie; c) ogrody zoologiczne dopiero od niedawna mają duże wybiegi, na których ludzie starają się odtworzyć warunki życia zwierzęcia na wolności - zoo 100 lat temu to była raczej ta klatka 3x3 do końca życia, w końcu ludzie o zdeformowanych ciałach też żyli w takich klatkach obwożeni po jarmarkach (no dobra, nie zawsze w klatkach), to co tu wymagać empatii wobec zwierząt, wczuwania się w ich potrzeby itd.
                    • teano1 Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 18.12.10, 23:28
                      kkokos napisała:

                      > > Ale czy oni nie łowili tych zwierząt żywcem jednak? Wydawało mi się, że p
                      > rocede
                      > > r, jakim się parali, polegał na łowieniu rzadkich zwierząt do zoo?
                      >
                      > żywcem, żywcem - tyle że jak sobie z dzisiejszego punktu widzenia pomyślisz o t
                      > ym a) co czuje istota żywa przyzwyczajona do hasania po bezkresach dajmy na to
                      > stepu, a nagle zmuszona do życia w klatce 3x3; b) poprawcie mnie, jeśli się myl
                      > ę, ale dziś zwierzęta w zoo pozyskuje się od innych zoo, rozmnaża w niewoli itd
                      > . i raczej nie łapie tych żyjących na wolności, by je zamknąć - oczywiście skąd
                      > eś te pierwsze kiedyś tam trzeba było wziąć, więc łapania dzikich nie dało się
                      > uniknąć, ale z dzisiejszego punktu widzenia to dość nieludzkie; c) ogrody zoolo
                      > giczne dopiero od niedawna mają duże wybiegi, na których ludzie starają się odt
                      > worzyć warunki życia zwierzęcia na wolności - zoo 100 lat temu to była raczej t
                      > a klatka 3x3 do końca życia, w końcu ludzie o zdeformowanych ciałach też żyli w
                      > takich klatkach obwożeni po jarmarkach (no dobra, nie zawsze w klatkach), to c
                      > o tu wymagać empatii wobec zwierząt, wczuwania się w ich potrzeby itd.

                      Tu pozwolę sobie się wtrącić choć nigdy nie przypuszczałam, że przyjdzie mi bronić "Tomków" których nigdy nie trawiłam :D
                      Smuga i Wilmowski pracowali dla Hagnebecka, który był prekurosrem nowoczesnych ogrodów zoologicznych odtwarzających warunki naturalne danego zwierzęcia tak doskonale jak to tylko było możliwe. Więc on o zwierzęta naprawdę dbał i owszem teraz kolejne okazy pozyskuje się przez rozmnażanie tych żyjących w niewoli, ale w tamtych czasach wielu gatunkow po prostu nie posiadano.
                      I chociaż mierzi mnie przechwalanie się bohaterów ile to który zabił tygrysów i w ogóle niektore ich zachowania są dla mnie nie do przyjęcia, to jednak Wilmowski i Smuga nie łapali zwierząt do menażerii z klatkami 3x3 tylko do porządnych ogrodów zoologicznych z dużymi wybiegami.
                      • klymenystra Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 19.12.10, 12:03
                        Własnie sobie odswiezam Tomka i zgadzam sie - bohaterowie staraja sie dowiedziec jak najwiecej o naturalnych warunkach zycia zwierzat, wlasnie po to, zeby w zoo mialy warunki jak najbardziej zblizone do naturalnych.
                • ananke666 Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 21.12.10, 14:09
                  soova napisała:

                  > To samo było z "Ta
                  > jemniczą wyspą", którą jako dziecko uwielbiałam (dobrze, rozumiem, że musieli t
                  > e ufne i nieznające człowieka zwierzęta zabijać, bo inaczej sami by nie mieli c
                  > o jeść, ale jakieś to mi się wydawało takie paskudne).

                  Ahahaha. Przypomniałaś mi Tajemniczą wyspę i babol na babolu tamże. Rozumiem, że dzielny i mądry pan Cyrus Smith wszystko umie i wszystko potrafi, ale litości, tam po prostu wszystko mieli jak na tacy. Mając dwa noże przystąpili szybciorem do wydobycia węgla. Czym - zębami? Chyba on się sam wydobył, taki był uprzejmy. I tak ze wszystkim, tu glina, tam siarka, ówdzie ołów. Sklep wielobranżowy, kurka.
                  • kooreczka Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 21.12.10, 15:25
                    Tak lekko to nie było. Musieli przecież stoczyć ciężki bój z krwiożerczą krową morską:)
                    • ananke666 Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 23.12.10, 14:58
                      kooreczka napisała:

                      > Tak lekko to nie było. Musieli przecież stoczyć ciężki bój z krwiożerczą krową
                      > morską:)

                      O ile pamiętam, bił się tylko pies :)
                      • senseeko Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 24.12.10, 00:58
                        ananke666 napisała:

                        > kooreczka napisała:
                        >
                        > > Tak lekko to nie było. Musieli przecież stoczyć ciężki bój z krwiożerczą
                        > krową
                        > > morską:)
                        >
                        > O ile pamiętam, bił się tylko pies :)

                        Krowy nie pamiętam, ale pamietam jak zabijali lamparty docelowo mając zamiar "oczyścić wyspę z tych drapieżników". Nie podobało mi się to ani wtedy ani teraz.
              • seidhee Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 29.12.10, 12:39
                A o zaciekłej walce z rysiem, zakończonej (chyba?) zabiciem tegoż, pamiętacie? Zgroza.

                Jednak wspomnienia z tej książki mam dobre, zawsze miałam tendencję do pomijania takich "niewygodnych" wątków i skupiania się na tym, co mi się podobało.
        • triismegistos Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 26.06.13, 14:28
          Aa, czytałam "Lato..." w dzieciństwie i porzuciłam lekturę po zamordowaniu małych kociaków (rysiątek? żbiczątek?), zgroza!
    • soova Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 16.12.10, 17:59
      Mogę napisać o czymś nie głupim, co jednak strasznie mi zepsuło pewne bardzo ulubione opowiadanie. Postaram się opisać bezspoilerowo.

      Otóż lata temu przeczytałam antologię 26 opowiadań amerykańskich. Najbardziej spodobało mi się opowiadanie Marthy Gellhorn "W zdrowiu i w chorobie". Jest to naprawdę poruszająca historia faceta, który nie może prowadzić życia seksualnego ze swoją żoną, bo wykryto u niej poważną chorobę serca (a w tamtych czasach chorym na serce zalecano przede wszystkim brak gwałtownych wzruszeń). Pracuje w Nowym Jorku, a codziennie dojeżdża na nocleg do swej "żono-siostry" (swoją drogą z gatunku "słodka idiotka") w Connecticut. I jak to zwykle bywa, znajduje sobie kochankę, a kochanka zachodzi w ciążę. I tu wchodzimy w kwadraturę koła, mianowicie nasz dzielny bohater nie może się rozwieść - bo żona zejdzie, nie może powiedzieć, że życie seksualne z braku możliwości w domu prowadzi z inną panią w Nowym Jorku - bo żona zejdzie, że będzie miał dziecko - itp. :) I ostatecznie węzeł gordyjski przecina dzielna kochanka (od początku zresztą świadoma układu, w jaki weszła), która w ostatnim zdaniu opowiadania zaczyna się pakować, żeby swego mężczyznę uwolnić od dylematów życiowych.

      I teraz wszystko byłoby super świetne i cały węzeł gordyjski prawdopodobnie nie do rozsupłania, gdyby, jak to zwykle z węzłami gordyjskimi bywa, nie dało się go przeciąć. A przeciąć jak najbardziej da się, posługując się w tym celu demoniczną ciocią, która wobec niemożności ze strony żony - chorej leliji, prowadzi ten dom w Connecticut. ;) I o to mam do autorki pewien taki żal.
      • zla.m Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 19.12.10, 15:07
        Może to nie jest całkiem najgłupsza książka, ale trzyma się silnie w stawce - Cyfrowa twierdza Dana Browna. Na fali Kodu, który uznałam za miłe czytadło, wzięłam i to do ręki. Luuudzie, ja nie jestem informatykiem, ale pracuje trochę w branży i z moją mizerną wiedzą widziałam te wszystkie niedoróbki, bzdury, mylenie algorytmu z programem, a programu z systemem, nieznajomość znaczenia najprostszych pojęć (choć może tu lekki ukłon w stronę tłumacza), naiwną wiarę w cyfrowych geniuszy, który każdy komputer pracujący pod dowolnym systemem operacyjnym i mający zainstalowane dowolne oprogramowanie są w stanie zmusić, by zrobił... cokolwiek. No, nie wszystko. Nie zamiatały po sobie.

        I wiecie co najlepiej pamiętam z tej książki? Refleksję - kurczę, Kod wydawał mi się w miarę umocowany w historii, a pewnie każdy kto się w miarę dobrze zna na tym fragmencie dziejów zgrzyta przy jego czytaniu jak ja przy Twierdzy ;-)
        • iwoniaw Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 21.12.10, 19:10
          Ha, możesz mieć całkowitą rację, bo ja z kolei czytałam Anioły i demony mniej więcej w czasach ostatniego konklawe, gdy internet z każdej strony głównej linkował miliony artykułów na temat obyczajów watykańskich, ze szczególnym uwzględnieniem procedur wyboru papieża. I ilość bzdur w powieści Dana B. w temacie była zaprawdę imponująca. Jak można do tego stopnia NIE przeprowadzać choćby pobieżnego researchu, ja się pytam?
    • epistilbit Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 19.12.10, 19:25
      Dla mnie taką książką jest "Oto jest Kasia". Imho strasznie biedna, zagubiona, odstawiona w kąt, bo rodzice mają nową zabawkę, Kasia jest jedynym bohaterem pozytywnym tej pseud-dydaktycznej bzdury. I jeszcze autorka przedstawiła ją jako egoistyczną, zarozumiałą larwę. Nie wiem czy to coś jest nadal lekturą, ale jeśli tak to mam nadzieję że nie przerabia się jej jak za czasów mojej podstawówki- tzn jaka ta Kasia niedobra.
      • kooreczka Jest. Przerabia się. 19.12.10, 19:40
        Brat miał, więc wysmarowałam list do polonistki w imieniu starszych sióstr. Dostałam odpowiedź, że ona też uważa, że ta książka to skandal, ale "taki program".

        Po latach wciąż mi niedobrze, jak czytam scenę, kiedy pokazują jej dziecko. Pamiętam , że w mojej klasie, gdzie starszych sióstr i braci było trochę Kasia przez same dzieci była osądzona jako "ta zła".

        Bo oczywiście nie ma opcji, by z narodzin się nie cieszyć, bać się co to będzie, być złym, że małe krzyczy i zabiera uwagę rodziców. I nikt nie powiedział na głos, że miało się czasem nadzieję, że bocian wróci się i przeprosi za pomyłkę:P Ale w książkach każdy obowiązkowo cieszy się z rodzeństwa. Chyba jedynym bohaterem, który zachowywał się pod tym względem normalnie był Żółw Franklin.
        • epistilbit Re: Jest. Przerabia się. 19.12.10, 19:42
          Ale Kasia nawet nie wiedziała, że będzie mieć rodzeństwo! I jeszcze okłamywanie jej, że mama pojechała, ze przywiezie jej niespodziankę. Dziwne, żeby miała być zadowolona. Ja na jej miejscu to bym jeszcze gorsze jazdy urządzała.
          • kooreczka Re: Jest. Przerabia się. 19.12.10, 20:11
            Kasię przerabia się w II-III klasie. To jeszcze czas, kiedy wierzy się w słowo pisane. Mnie zrozumienie, że rodzice Kasi postępują źle zajęło dość długo, choć moje doświadczenie krzyczało i wyło, że coś tu nie gra.
            Jak tu tylko sformułować, że mnie poinformowano wcześniej? Że nikt nie wymagał, żebym z dzieckiem zostawała? Że rodzina o mnie nie zapomniała, a jeśli ktoś był (rzadko) na tyle niedomyślny, by pojawić się z prezentem tylko dla młodej, to dla mnie trzymano w pogotowiu jakąś pierdółkę? Tylko jak to powiedzieć, skoro przeciwko sobie ma się autorytet KSIĄŻKI i to nie czytanej dla przyjemności, a omawianej w szkole, więc na pewno mądrej? Oj, męczące to było.
            • croyance Re: Jest. Przerabia się. 23.12.10, 12:56
              Moj ojciec zabronil mojemu bratu czytac ksiazki 'Czuk i Hek', wsciekl sie przy tym, ksiazke podarl, i wyslal info do nauczycielki, ze absolutnie zabrania swojemu synowi czytac podobnych bzdur. Chodzilo mu glownie o to, ze biedna kobieta zona naukowca musiala czekac na pozwolenie rzadowe w sprawie wyslania listu do meza przebywajacego na misji naukowej na Syberii. Po trzech miesiacach pozwolenie dostala i moga wyslac list. Potem, jak moze pamietacie, jechala z synami koleja transsyberyjska, by go spotkac, a na miejscu go nie bylo, bo go wyslali gdzie indziej, i cala ksiazka sie toczy wokol jej przygod z niedziedziami etc. podczas oczekiwania na jego powrot.

              Bylam zaskoczona zachowaniem ojca, bo 'Czuk i Hek' byl jedna z moich ulubionych ksiazek wtedy, bardzo lubilam te podroz pociagiem i przygody w tajdze, a na polityczne wstawki nie zwracalam w ogole uwagi.
        • briar_rose Re: Jest. Przerabia się. 28.05.25, 15:19
          Chyba najsympatyczniejszą i najbardziej odpowiedzialną postacią w "Oto jest Kasia" jest starszy brat, który puszcza w niepamięć wcześniejsze niesnaski i wyciąga Kasię z dwój. Zdaje się też ją najlepiej rozumieć, sam wcześniej dotknięty syndromem faworyzowania najmłodszego dziecka kosztem starszego :/
      • verdana Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 19.12.10, 19:44
        Jest nadal lekturą. Powiem więcej - zajrzałam ostatnio do opracowania lektur - dzieci nadal pisza o tym, jaką to Kssia była wstrętną egoistką.
        pl.shvoong.com/books/novel-novella/1813297-oto-jest-kasia/
        Nóż mi się w kieszeni otwiera.
        • kooreczka Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 19.12.10, 20:05
          To mi akurat wygląda na wypowiedź dorosłego stylizowaną na dziecięcą. Nie zmienia to faktu, że książkę z chęcią bym spaliła, kartka po kartce.
          • verdana Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 19.12.10, 22:35
            To jest wypowiedź dorosłego - wzór do pisania wypracowań, zgodnie z programem...
      • soova Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 19.12.10, 21:45
        Jestem starszą siostrą. Z "Kasi" pamiętam, jak umyślnie zaziębiła siostrzyczkę, bo otworzyła specjalnie okno (chyba się nie dziwiłam), a przede wszystkim pamiętam, jak bardzo współczułam Jurkowi, jeszcze gdy akcja toczyła się przed narodzinami dziecka.

        I jeszcze tak sobie kojarzę, że w tamtych czasach chyba nie było takiego nacisku na oswajanie starszego dziecka z nową sytuacją w rodzinie i na uczulanie dorosłych, że w rodzinie jest nie tylko nowo narodzony niemowlak. W każdym razie nie pamiętam, żeby wszyscy ci goście, którzy ciumkali nad moją siostrą, przynosili jakieś prezenciki dla mnie itp.
        • the_dzidka Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 20.12.10, 17:39
          > Jestem starszą siostrą. Z "Kasi" pamiętam, jak umyślnie zaziębiła siostrzyczkę,
          > bo otworzyła specjalnie okno

          Kasia NIE otworzyła umyślnie okna, żeby zaziębić siostrzyczkę! Okno się otworzyło, dziecko się rozkopało, a Kasia, która miała go pilnować, siedziała w drugim pokoju, bo sobie postanowiła, że nie zajrzy do ryczącej siostry, ktoej nie lubi i nie chce się nią zajmować.
          Dopiero potem ryk smarkatej tak ją wkurzył, że poleciała do pokoju na nią nakrzyczeć, i całe szczęście, bo mała zaczęła się już dusić z buzią w poduszce.

          Książka jest idealnym podręcznikiem, jak NIE należy postępować, gdy rodzi się kolejne dziecko - ale pamiętajmy, że ona napisana była już dosyć dawno temu, kiedy inne wzorce występowały. Jako lektura szkolna jest bardzo szkodliwa.
          A propos szkodliwości lektur - trzęsie mnie cholera, jak sobie wspomnę decydenta-idiotę, który włączył do programu szkolenego klasy III lub IV "Porwanie w Tiutiurlistanie" Żukrowskiego. Zapewne dlatego, że tam zweirzątka ludzkim głosem gadały. A drugi idiota w podobny sposób włączył "Zwierzoczłekoupiora" Konwickiego.
          • soova Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 20.12.10, 19:17
            Kasia NIE otworzyła umyślnie okna, żeby zaziębić siostrzyczkę!

            Możliwe. Wryła mi się w pamięć ilustracja z niemowlęciem leżącym w łóżeczku przy otwartym oknie, przez które wpada zimny zapewne wiatr (bo zasłonka chwieje się niepokojąco).
            I tak, zgadzam się, że to idealny podręcznik na dzisiejsze czasy, jak wychować nienawidzące młodszego starsze rodzeństwo, i że dziś do kwestii narodzin młodszego dziecka podchodzi się jednak inaczej. Na szczęście.

            Zaś ten, kto zdecydował o włączeniu "Porwania..." do spisu lektur, powinien stanowczo spędzić cały pobyt w czyśćcu na lekturze tego dzieła (tak przy okazji, to słyszałam opinię, że ten wpis na listę lektur był nagrodą za poparcie przez pisarza wprowadzenia stanu wojennego).
            • marslo55 Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 21.12.10, 12:01
              soova napisała:
              "Możliwe. Wryła mi się w pamięć ilustracja z niemowlęciem leżącym w łóżeczku przy otwartym oknie, przez które wpada zimny zapewne wiatr (bo zasłonka chwieje się niepokojąco)."
              Ilustracja dramatyczna, ale Kasia niewinna usiłowania morderstwa;) Obiecała zająć się siostrą, ale wolała bawić się lalkami (nie dziwię się, zwłaszcza, że obowiązek opieki spadł na nią nieoczekiwanie). Płacz siostry odebrała jako próbę terroryzowania jej i na złość Agnieszce nie zaglądała do pokoju, ale zdążyła na czas - i od momentu uratowania Agnieszki przed śmiercią niechybną zaczyna się Wielka Przemiana Złej Kasi.
              Też nie cierpię rodziców Kasi. Ojca zwłaszcza, co to obiecuje, obiecuje, a potem tłumaczy, że przecież nie mógł, bo trzeba było Agnieszce coś jeszcze kupić - do szału mnie doprowadzał.
        • croyance Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 23.12.10, 12:59
          W innej ksiazce z tamtego okresu, 'Przez ciebie Drabie', ojciec przychodzi ktoregos dnia do domu z jakas kobieta i mowi do nastoletniej corki 'wlasnie wzielismy slub', po czym zostawia je obie w mieszkaniu i wyjezdza sobie na czas dluzszy, a one sie najpierw kloca, potem godza, cala ksiazke to trwa, a jak tatus wraca, to juz sielanka rodzinna ...
          • verdana Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 23.12.10, 14:54
            O tak! Pamiętm to arcydzieło, gdzie współczulam rzekomo wrednej córce, postawionej przed faktem dokonanym. No, ale tu jednak nie bylo tej jednoznacznosci - sytuacja była bardziej zlożona.
            Za to czytałam to , gdy bylam dziecięciem szkolnym i uczniowska gwara używana w tej książce doprowadzała mnie do szału. nikt, ale to nikt, w ten sposób nie mówił.
            • croyance Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 23.12.10, 23:06
              Ja te ksiazke lubilam, bo jako jedyna ksiazka mlodziezowa dotykala zjawiska, jakim jest podkochiwanie sie nastolatek z nauczycielkach i kolezankach. Tytulowa bohaterka lekko podkochuje sie najpierw w Edycie Geppert, chce byc taka jak ona, a potem w dziewczynie z klasy. To bylo dosc rewolucyjne.

              A macochy tez mi bylo zal: wyobraz sobie, jak Cie nowy maz zostawia sama w domu z obca, naburmuszona (i slusznie zreszta) nastolatka. Pieklo i szatani.
              • senseeko Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 24.12.10, 00:56
                W Edycie Geppert?! Serio? Zupełnie nie pamiętam tego wątku, książkę czytałam dziecięciem będąc, bo była o dogu niemieckim, a ja wtedy marzyłam by mieć właśnie doga (marzenie nieziszczone do dziś, ale teraz już bym nie chciała, za duży ;) )
                Ale od kiedy Geppert śpiewa? Bo ja ją dostrzegłam dość późno, wypłynęła piosenką "Kocham cię życie" - tak mi się wydaje, a "Przez ciebie Drabie" czytałam duzo wcześniej.
                Ale moje wrażenie z tej książki - rozczarowanie i irytacja. Jakaś taka "z innej planety" mi się wydała i o dogu też było za mało ;)
                • kkokos Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 24.12.10, 07:56
                  senseeko napisała:

                  > W Edycie Geppert?! Serio? Zupełnie nie pamiętam tego wątku, książkę czytałam dz
                  > iecięciem będąc, bo była o dogu niemieckim, a ja wtedy marzyłam by mieć właśnie
                  > doga (marzenie nieziszczone do dziś, ale teraz już bym nie chciała, za duży ;)
                  > )
                  > Ale od kiedy Geppert śpiewa? Bo ja ją dostrzegłam dość późno, wypłynęła piosenk
                  > ą "Kocham cię życie" - tak mi się wydaje, a "Przez ciebie Drabie" czytałam duz
                  > o wcześniej.


                  oj też mi się wydaje, że ta książka jest starsza!!! została u mojej mamy, więc jak w święta nie zapomnę, to sprawdzę :)
                  no i pamiętam z niej głównie psa :(
                  • the_dzidka Przez Ciebie Drabie - wyjaśniam 24.12.10, 10:10
                    Książka została niestety uwspółcześniona - w wersji pierwotnej Alicja, macocha Dzidzi jest dzieckiem uratowanym z Powstania Warszawskiego, w wersji nowej - nie pamiętam. W oryginale umalowana Dzidzia wygląda, wg Pętala, jak Jane Fonda, w nowej - jak Madonna. Głupie to było i niepotrzebne! No i przy tej okazji zmienili pewnie jakąś idolkę na Edytę Geppert...
                    • ananke666 Re: Przez Ciebie Drabie - wyjaśniam 24.12.10, 11:42
                      the_dzidka napisała:

                      > Książka została niestety uwspółcześniona...

                      Bleeeeeee! Draba lubiłam za atmosferę lat 60...
                • nessie-jp Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 24.12.10, 16:17
                  > Ale moje wrażenie z tej książki - rozczarowanie i irytacja. Jakaś taka "z innej
                  > planety" mi się wydała i o dogu też było za mało ;)

                  Ja też byłam rozczarowana tą książką jako nastolatka. Wydawała mi się niedokończona, za krótka, konflikty znienacka cudownie rozwiązane, wątki, które mogłyby być niesamowicie ciekawe
                  • senseeko Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 27.12.10, 11:44
                    nessie-jp napisała:

                    > > Ale moje wrażenie z tej książki - rozczarowanie i irytacja. Jakaś taka "z
                    > innej
                    > > planety" mi się wydała i o dogu też było za mało ;)
                    >
                    (...)
                    > I już wtedy miałam wrażenie, że cała koncepcja wyjściowa jest z gruntu idiotycz
                    > na i autorka wybrała ją tylko dlatego, że jest angst queen :)

                    Przepraszam kto jest angst queen? Autorka czy koncepcja? Pytalam cioci G. co znaczy angst queen i skutek jest taki, że po udzielonych przez nią odpowiedziach czuję się głupsza niż przedtem. Wyjaśnisz co to za dziwo?
                    Co do reszty - zgadzam się w zupełności. Nawet uwspółcześnienie (kto uwspółcześnił? Autorka? Redakcja? Ghostwriterzy? Jakiś kontynuator spuścizny Z.CH tak jak w przypadku Nienackiego?) by tej książce nie pomogło. Chociaż chętnie bym przeczytała teraz obie wersje, z ciekawości.
                    • nessie-jp Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 27.12.10, 17:21
                      > Przepraszam kto jest angst queen? Autorka czy koncepcja? Pytalam cioci G. co zn
                      > aczy angst queen i skutek jest taki, że po udzielonych przez nią odpowiedziach
                      > czuję się głupsza niż przedtem. Wyjaśnisz co to za dziwo?

                      Chodziło mi o autorkę. Angst queen to taka autorka ("ałtoreczka", jak to się niegrzecznie mówi), która konstruuje najbardziej nieprawdopodobne i najdziwaczniejsze sytuacje, byleby było łzawo, tragicznie i okrutnie dla głównej bohaterki, która musi cierpieć, cierpieć, cierpieć i płakać.

                      Pal diabli wiarygodność rysunku postaci, pal diabli umotywowanie tych nieszczęśliwych zbiegów okoliczności, pal diabli prawdopodobieństwo
                      • senseeko Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 27.12.10, 18:09
                        nessie-jp napisała:

                        >
                        > Chodziło mi o autorkę. Angst queen to taka autorka ("ałtoreczka", jak to się ni
                        > egrzecznie mówi), która konstruuje najbardziej nieprawdopodobne i najdziwacznie
                        > jsze sytuacje, byleby było łzawo, tragicznie i okrutnie dla głównej bohaterki,
                        > która musi cierpieć, cierpieć, cierpieć i płakać.

                        Jak to się zawsze człowiek czegoś nowego dowie :) A nie wiesz może skąd pochodzi to określenie?
                  • verdana Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 27.12.10, 16:24
                    Facet mogł wziąć ślub znienacka, bo praktycznie w ogóle córką się nie zajmował. Mieszkał i pracował w innym miescie, a córkę wychowywała pomoc domowa. Ojciec w tej książce nie wypada dobrze - i chyba tak olewający dziecko facet mogł po prostu nie brać córki i jej uczuć pod uwagę.
                    • nessie-jp Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 27.12.10, 17:22
                      > Mieszkał i pracował w innym miescie, a córkę wychowywała pomoc domowa. Ojciec
                      > w tej książce nie wypada dobrze -

                      W takim razie po kiego licha ta cała macocha za niego wyszła? Przecież docelowo jest postacią pozytywną, wrażliwą, miłą.

                      Facet rozumiem, sprzykrzyło się płacić pomocy domowej, to sobie zapoślubił sierotkę do tyrania w domu za darmo. Ale po co sierotce taki facet? Ałtoreczka zapomniała napisać.
                      • verdana Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 27.12.10, 17:31
                        Chłopa jej bylo potrzeba, albo kasy? Ja nawet jako nieletnie dziecię też zastanawiałam się, po co mloda dziewczyna wychodzila za dużo starszego faceta, który nawet nie miał zamiaru z nią zamieszkać? A moze , jako sierotka, wyszła za mąż li i jedynie dla mieszkania.
                        • croyance Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 28.12.10, 12:47
                          Oj tam, mieszkanie zaraz.
                          Zakochala sie, bidula, a ten ojciec mogl byc calkiem do rzeczy, tyle ze pojecia nie mial, jak wychowywac samotnie dorastajaca corke, zreszta w tamtych czasach nie wymagano od ojcow chyba zbyt wiele w tej materii.
                          • the_dzidka Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 09.01.11, 11:24
                            > Oj tam, mieszkanie zaraz.
                            > Zakochala sie, bidula, a ten ojciec mogl byc calkiem do rzeczy, tyle ze pojecia
                            > nie mial, jak wychowywac samotnie dorastajaca corke,

                            No pewnie, że tak, Alicja była młoda, miała 26 lat, w dodatku wychowywała się bez rodziców, to znalazła w Tatadzie i męża, i kochanka, i ojca.
                            Poza tym ona sama mówi tam pod koniec książki, że wychodząc za mąż była zachwycona, że dostaje "taką już gotową dużą córkę" - musiało minąć trochę czasu, żeby zrozumiała, że to tak nie działa i że ona sama zabrala się za stosunki z Dzidzią od dupy strony. Dla mnie całkiem niezła książka, choć czytałam ją głównie skupiając się na "psich" wątkach, a przecież tam była cała galeria świetnych postaci: Maja, Teresa, i relacje Dzidzi z nimi obiema, Bronka, Pętal...
                            • kooreczka Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 09.01.11, 11:34
                              To, że myślała, że "przyjdzie na gotowe" dziecko to niestety częste myślenie nawet dzisiaj. Znam ludzi, co tak motywowali chęć adopcji.
              • ananke666 Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 24.12.10, 11:37
                Draba pamiętam dobrze, ale Geppert nie. Fascynację Teresą, owszem. Maję, Bronkę, Pętala, nawet Jagielską z dwunastki "bez stylu, jak noga". A Geppert?...
                • croyance Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 24.12.10, 13:01
                  Moze to nie byla Geppert? Ale na pewno Edyta. Prezenterka telewizyjna, nie piosenkarka.
                  • ananke666 Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 27.12.10, 14:16
                    croyance napisała:

                    > Moze to nie byla Geppert? Ale na pewno Edyta. Prezenterka telewizyjna, nie pios
                    > enkarka.

                    Aaa chyba wiem, o co chodzi. Edyta to nie była idolka, tylko alter ego Dzidzi. Ona marzyła, żeby nazywać się Edyta, bo miała paskudne wg niej imiona Wacława Helena, a dodatkowo śniła o tym, aby Edyta zdrabniało się na Dita. Owa Dita miała być w przyszłości Kimś, "a oto Dita, znana państwu z okładek naszych pism..."
                    • kkokos Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 27.12.10, 14:49
                      > Aaa chyba wiem, o co chodzi. Edyta to nie była idolka, tylko alter ego Dzidzi.
                      > Ona marzyła, żeby nazywać się Edyta, bo miała paskudne wg niej imiona Wacława H
                      > elena, a dodatkowo śniła o tym, aby Edyta zdrabniało się na Dita. Owa Dita miał
                      > a być w przyszłości Kimś, "a oto Dita, znana państwu z okładek naszych pism..."

                      hehe, jak to pamięć błądzi po manowcach

                      edytę-ditę mam stale z tyłu czaszki, że czytałam pińcet lat temu jakąś książkę dla młodzieży i bohaterka tak chciała mieć na imię, więcej, co spotykam jakaś edytę, to w myśli słyszę "dita" - ale kompletnie tego nie kojarzyłam z "przez ciebie, drabie" :)
                    • senseeko Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 27.12.10, 18:08
                      ananke666 napisała:


                      > Aaa chyba wiem, o co chodzi. Edyta to nie była idolka, tylko alter ego Dzidzi.
                      > Ona marzyła, żeby nazywać się Edyta, bo miała paskudne wg niej imiona Wacława H
                      > elena,

                      Wacława? Wacia? Watka? Wacka? Jak to się zdrabnia?
                      No skoro ojciec własnemu dziecku nadał takie imię, to normalny on nie był. Więc jego późniejsze wybryki nie dziwią w tym kontekscie wcale a wcale. Co najwyżej może dziwić motywacja macochy do poslubienia takiego typa, ale może nie widziały gały co brały, albo zdesperowana była.
                      • szprota Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 27.12.10, 21:08
                        senseeko napisała:


                        > Wacława? Wacia? Watka? Wacka? Jak to się zdrabnia?

                        Wacia. Moja babcia tak miała na imię :)
                        • yo-a-ko Wacia 27.12.10, 22:17
                          ...jak w tym dowcipie z czasów podstawówkowych ;-)

                          - Dzień dobry, czy są gacie na wacie?
                          - Nie ma
                          - No, to chodź, Wacia, idziemy pytać w innych sklepach!

                          Swoją drogą - nie wiem, co gorsze, ta Wacława, czy Dzidzia...
      • soova Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 19.12.10, 21:45
        Jestem starszą siostrą. Z "Kasi" pamiętam, jak umyślnie zaziębiła siostrzyczkę, bo otworzyła specjalnie okno (chyba się nie dziwiłam), a przede wszystkim pamiętam, jak bardzo współczułam Jurkowi, jeszcze gdy akcja toczyła się przed narodzinami dziecka.

        I jeszcze tak sobie kojarzę, że w tamtych czasach chyba nie było takiego nacisku na oswajanie starszego dziecka z nową sytuacją w rodzinie i na uczulanie dorosłych, że w rodzinie jest nie tylko nowo narodzony niemowlak. W każdym razie nie pamiętam, żeby wszyscy ci goście, którzy ciumkali nad moją siostrą, przynosili jakieś prezenciki dla mnie itp.
        • mrowkencja Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 27.12.10, 15:15
          A Marta- nastolatka z "Jeziora osobliwości"? O tym że matka od kilku lat ma stałego faceta i mają się pobrać dowiedziała się chyba z tydzień przed ślubem, bo to tylko "przeniesie się nasze rzeczy do mieszkania Wiktora - i już".
          Ja rozumiem że nie będzie dorosłym układać życia, ale cała ta sytuacja wyglądała jakby nikt nie liczył się z jej zdaniem - pewnie takie czasy - dziecko ma być grzeczne i słuchać rodziców.


          • sowca Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 27.12.10, 22:23
            Własnie chciałam zwrócić uwagę na "jezioro osobliwości". Do dzisiaj, jak czytam o tym, jak potraktowano Martę, to mi się nóż w kieszeni otwiera. Rozumiem, że Marta aniołem nie była, ale kto by był w takiej sytuacji? Nagle cały jej świat staje na głowie, matka znajduje nowego męża, przeprowadzają się, a nastolatka dostaje po twarzy za to, że powie matce parę słów prawdy. Annę uważam za kompletną idiotkę, która za grosz nie rozumiała własnego dziecka. Gdy Marta uciekła z domu (słusznie, moim zdaniem) to ojczym po nią pojechał i próbował przywrócić normalne stosunki, zachowując się normalnie, a matka zgrywała obrażoną księżniczkę. Zachowanie dla mnie niepojęte.
            • kkokos Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 27.12.10, 23:07
              sowca napisała:

              > Własnie chciałam zwrócić uwagę na "jezioro osobliwości". Do dzisiaj, jak czytam
              > o tym, jak potraktowano Martę, to mi się nóż w kieszeni otwiera. Rozumiem, że
              > Marta aniołem nie była, ale kto by był w takiej sytuacji? Nagle cały jej świat
              > staje na głowie, matka znajduje nowego męża, przeprowadzają się, a nastolatka d
              > ostaje po twarzy za to, że powie matce parę słów prawdy. Annę uważam za komplet
              > ną idiotkę, która za grosz nie rozumiała własnego dziecka. Gdy Marta uciekła z
              > domu (słusznie, moim zdaniem) to ojczym po nią pojechał i próbował przywrócić n
              > ormalne stosunki, zachowując się normalnie, a matka zgrywała obrażoną księżnicz
              > kę. Zachowanie dla mnie niepojęte.

              bo wiktor generalnie chodzącym ideałem był. wszak jego była żona nawet go wciąż kochała i szanowała, zero jakiejkolwiek pretensji. a anna swoje wycierpiała - toczyła wszak bitwę o wiktora, toczyła i w końcu wygrała, ale co się najadła wstydu i wyrzutów sumienia, że cudzą rodzinę rozbija, to jej, więc smarkula nie powinna tu podskakiwać, skoro matka ma za sobą takie ciężkie przejścia.

              a mówiąc serio:
              jak rozumiem, dzieło (gdy miałam 10 czy 12 lat, dzieło dla mnie absolutnie genialne i najmądrzejsza, najwspanialsza książka na świecie) powstało na przełomie lat 60. i 70., gdy zjawisko rozwodów i ponownych ślubów wciąż było wstydliwe, było powodem do hańby w rodzinie, a argument "w naszej rodzinie nie ma rozwodów" wciąż ważkim argumentem, by męczyć się ze sobą do końca życia, był. mimo to oczywiście tych rozwodów było coraz więcej, rodzin rekonstruowanych też i książka miała pokazać, że nie wszystko jest czarno-białe, że nie zawsze ten, co odchodzi, to drań, że nie każda porzucona dyszy chęcią zemsty do końca życia, że czasem drugie związki mogą być szczęśliwsze od pierwszych (nauczycielka marty tam mówi wręcz "ja także rozbiłam czyjeś małżeństwo i jestem szczęśliwa, a tamta kobieta wyszła drugi raz za mąż i też jest szczęśliwa"), że kobieta mająca dorastające dziecko też ma prawo do nowego związku i szczęścia itd. to wcale nie było takie oczywiste wtedy - tak mi się wydaje. i tu chyba trzeba podziękować autorce, że chciała takie tezy postawić i je udowadniać. być może zauważenie już wtedy, na tym etapie akceptacji dla rewolucji obyczajowej, że nastolatek też pełnoprawnym elementem rodziny jest, ze swymi uczuciami itd., a nie tylko "dzieci i ryby głosu nie mają", to już by było zbyt wiele?


              • a-inka Siesicka 26.06.13, 11:28
                mam wiele ulubionych książek I czasem do nich wracam,czasami po latach I pamietam "Zapałkę na zakręcie",więc kiedyś postanowiłam przeczytać raz jeszcze,w pamięci kołatało mnie,że niejaki Marcin,w którym kocha sie główna bohaterka mocno narozrabiał,co położyło się cieniem na ich znajomości itd.
                Jak przeczytałam Zapałkę po 20 latach,to stwierdziłam,że wszystko zostało przesadzone,udziwnione I wszystko wokół nas niesamowicie się zmieniło...

                Wracając jeszcze do tej nieszczęsniej Kasi...jak ja byłam dzieckiem,to pamiętam,że w klasie odbył się sąd nad niedobrą dziewczynką,co to nie znosiła młodszej siostry,a z perspektywy czasu widzę,jak to wszystko zostało zmanipulowane przez nauczycielke;/
                Pozdrawiam serdecznie,bardzo lubię to forum:)
    • soova Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 19.12.10, 21:46
      Przepraszam za te dubeltowe posty, nie mam jeszcze wprawy z nowym laptopem. :)
      • nessie-jp Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 19.12.10, 21:58
        Za moich czasów też nie było zwyczaju oswajania. A szkoda. Ja byłam o młodszą siostrę przez długi (w odczuciu 3-latki) czas zazdrosna. Dlatego zupełnie nie dziwiłam się Kasi, raczej kiwałam mądrze głową nad jej miotaniem się, no bo biedna, jeszcze się nie nauczyła, jak się z młodszym rodzeństwem obchodzić i tyle katuszy przed nią :)

        Teraz ludzie są jacyś bardziej rozwinięci intelektualnie i potrafią nawet pomyśleć o tym, że PSA trzeba przygotować na pojawienie się w domu nowego dziecka, a co dopiero rodzeństwo... Kiedyś psa to pewnie wyrzucali :(

        • croyance Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 23.12.10, 13:07
          U mnie bylo za to zupelnie inaczej, mnie probowano wlasnie nieudolnie oswajac :-)

          Bardzo chcialam miec rodzenstwo, i (pisalam juz o tym na forach, nawet i na tym chyba) moment, w ktorym mama mi powiedziala, ze jest w ciazy, pamietam do dziec bardzo wyraznie, bo byl jednym z najszczesliwszych w moim zyciu. Bardzo czekalam na brata i w ogole bylam zachwycona.

          Rodzice moi za to chcieli byc postepowi, bardzo sie bali, ze bede zazdrosna (no dobra, chcieli dobrze, niepotrzebnie sie ich czepiam moze) i poszli pytac psychologa o rade, jak mnie najlepiej przygotowac na pojawienie sie nowego czlonka rodziny. Psycholog (wrrr) poradzil, ze brat powinien przyniesc mi prezent, to znaczy jakby wkupic sie w laski (chyba taka miala byc idea?).

          Brat sie pojawil, a z nim pojawil sie i rower dla mnie.
          Pomijam juz, ze calymi latami (mialam wtedy 4 lata) zastanawialam sie, jakim cudem Krzysio urodzil sie razem z rowerem.
          Ale kiedy dowiedzialam sie, ze to byla strategia rodzicielska, czulam sie potwornie obrazona.
          Rozumiesz, ja tu z sercem na dloni na braciszka czekam, a oni mi rower na przekupienie. Do tej pory, jak o tym mysle, to mnie trzesie, jak mozna bylo tak ocenic moje intencje i w tak prymitywny sposob do mnie podejsc. Ughhh.
          • verdana Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 23.12.10, 14:56
            A mój syn (lat 3) bardzo się ucieszył i długo wspominał ciężarówkę. Z tym, ze on ją dostał nie od siostry (trudno by było mu wytłumaczyć, ze urodzilam ciężarówkę), ale zwyczajnie "z okazji narodzin siostry".
        • truscaveczka Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 24.12.10, 07:46
          Ja przeczytałam Kasię pod wpływem forum - będąc w drugiej ciąży. I mało nie zeszłam z wrażenia - jakie to głupie piramidalnie. Drugie wrażenie, oparte na osobistych doświadczeniach i wspominaniu tychże było jeszcze gorsze. Ja (mając lat 8) co prawda wiedziałam, że moja mama jest w ciąży, ale nikt nie zamienił ze mną dwóch słów, co oznacza niemowlę na pokładzie - a gdy siostra się urodziła, nie byłam do niej dopuszczana, bo krzywdę zrobię. Skoro mnie los predestynował do skrzywdzenia siostruni, nie omieszkałam wykonać kilku stosownych eksperymentów, które skończyły się równie boleśnie dla mnie i dla niej :/

          I jednocześnie obserwuję swoje dzieci, czy aby nic takiego się nie dzieje. Ale ilość rozmów przeprowadzonych ze Starszą oraz jej zasłodzone zachwycenie braciszkiem na razie pozytywnie wieszczą (ja na tym etapie nie znosiłam tego wrzeszczącego tobołka :P) - a Starsza przyjęła, że najskuteczniejszą metodą walki o naszą uwagę będzie poświęcanie uwagi bratu - wiec czasem nawet oglądając bajki stoi przy łóżeczku, trzyma brata za rękę i tłumaczy mu, co w bajce się dzieje ;)

          No, ale do czego zmierzam - różnica pokoleń to jedno - moja matka zrozumiała ideę bliskości w rodzicielstwie, tłumaczenia starszemu dziecku wszystkiego i tak dalej dopiero teraz, sama jednak żyła w przekonaniu, że to niekonieczne (vide karmienie na godziny, dziecko cały czas w łóżeczku itp.) - dawne teorie, jeśli trafiały na podatny grunt, zakorzeniały się mocno. Były jednak i osoby, które postępowały zgodnie ze swoją intuicją i wrażliwością (tu np. moja teściowa) - ale narażały się na krytykę ze strony systemu i jemu wiernych wyznawców metod nieintuicyjnych. Jak zwykle wszystko zależało od człowieka.

          Utrwalanie zaś we współczesnych czasach szkodliwych wzorców, takich jak w "Oto jest Kasia" powinno zostać zrewidowane. O nowym rodzeństwie są i mądrzejsze książki ;) Gdybym przeczytała przed listopadem córce tę książkę, mogłoby się to źle skończyć dla syna. Tak myślę.

          PS O tym, że musi pozbyć się kota moja kumpela słyszała kilkanaście razy przy pierwszej ciąży, potem przy niemowlaku, potem przy drugiej ciąży... Kot generalnie ma dzieci w poważaniu, dzieci go też nie męczą - jak widać dało się wszystko ustawić. A ze starszym rodzeństwem powinno być łatwiej, wszak pojmuje ono ludzką mowę :)
          • kkokos Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 24.12.10, 08:06
            > PS O tym, że musi pozbyć się kota moja kumpela słyszała kilkanaście razy przy p
            > ierwszej ciąży, potem przy niemowlaku, potem przy drugiej ciąży... Kot generaln
            > ie ma dzieci w poważaniu, dzieci go też nie męczą - jak widać dało się wszystko
            > ustawić.

            moja matka była przerażona - ale jak ty chcesz, kota razem z niemowlęciem, przecież kot udusi, no dobrze, no może rzeczywiście nie udusi, ale na pewno podrapie/skrzywdzi/pogryzie/ze złości/z zazdrości...
            buahaahhaha
    • bupu Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 11.03.14, 20:03
      Wątek znalazł się jak znalazł, gdyż właśnie skończyłam lekturę kryminału pt. "Zapisane w kościach", niejakiego Simona Becketta. Pominę już to, że autor ma nader mgliste pojęcie o geografii Szkocji, w której umiejscowił akcję i z Hebrydów Zewnętrznych blisko mu do Islandii i Norwegii, tak blisko, że sobie można kutrem skoczyć. Pominę fakt, że główny bohater, antropolog sądowy, nie ma zielonego pojęcia o anatomii, spalone ze szczętem kości zbiera ręką do torebki, porównuje uzębienie zwłok z powiększeniem zdjęcia kobiety w formacie jpg (i dokonuje identyfikacji!), a jedyny znany mu sposób zabezpieczenia miejsca zbrodni, to ogrodzić sznurkiem (nie dziwota, że wszystkie dowody po kolei traci). Ale w momencie, gdy facet zaczął rozpinać na miejscu zbrodni siatkę pomiarową, taką jak na wykopaliskach, bijąc z wysiłkiem kołki w kamienną posadzkę domu, w którym znaleziono zwłoki, nie wytrzymałam. Atak śmiechu powalił mnie na podłogę.
      • morekac Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 12.03.14, 19:37
        i z Hebrydów Zewnętrznych blisko mu do Islandii i Norwegii, tak blisko, że sobie można kutrem skoczyć.
        Może można. Być może zależy to od kutra.Ostatecznie wikingowie też skakali stosunkowo niewielkim statkami - knary wg. wiki miały po 16m długości, kutry mają od 13m.
        Zachęciłaś mię do lektury. Simon Beckett mówisz? :-)
      • dakota77 Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 17.03.14, 17:50
        A z kutrem to na pewno babol? Tak sie zastanawiam, bo kutry dalekomorskie maja naprawde daleki zasieg. Polacy lowili kiedys na lowiskach pod Nowa Fundlandia, z Szetlandow wozi sie ryby do Danii...
        • bupu Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 17.03.14, 18:08
          dakota77 napisała:

          > A z kutrem to na pewno babol? Tak sie zastanawiam, bo kutry dalekomorskie maja
          > naprawde daleki zasieg. Polacy lowili kiedys na lowiskach pod Nowa Fundlandia,
          > z Szetlandow wozi sie ryby do Danii...

          Owszem, tyle, że akcja dzieje się na malutkiej wysepce, na której prawie wszyscy rybacy są bezrobotni, a kutra dalekomorskiego nie uświadczysz. Pomijam ten fakt, że jako potencjalne cele ucieczki mordercy wymieniono Szwecję, Islandię i Szkocję (mam ciągłe wrażenie, że autor myli Hebrydy Zewnętrzne z Wyspami Owczymi), natomiast nikt nie wspomniał choćby o znajdującej się o rzut kartoflem od Hebrydów Irlandii. Albo o innych kawałkach UK niż Szkocja, tak jakby zbrodzień nie mógł wiać do Anglii, albo Walii.
          • dakota77 Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 17.03.14, 18:41
            A, to rozumiem.
          • morekac Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 17.03.14, 20:58
            Pożyczyłam to wiekopomne arcydzieło i sobie czytam... ;-)
            co do mylenia HZ z WO - to też mam takie wrażenie...
            Co do granicy Szkocja-Anglia - wszak nie od dziś wiadomo, że to jedna z najbardziej ufortyfikowanych granic i od czasów rzymskich jest nie do przebycia. Nic dziwnego, że zbrodzień nie mógł tam zbiec. ;-)
            • bupu Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 17.03.14, 22:05
              morekac napisała:

              > Pożyczyłam to wiekopomne arcydzieło i sobie czytam... ;-)
              > co do mylenia HZ z WO - to też mam takie wrażenie...
              > Co do granicy Szkocja-Anglia - wszak nie od dziś wiadomo, że to jedna z najbard
              > ziej ufortyfikowanych granic i od czasów rzymskich jest nie do przebycia. Nic d
              > ziwnego, że zbrodzień nie mógł tam zbiec. ;-)

              Czy mam rozumieć, że Anglicy, kontynuując budowlane dzieło Hadriana, pociągnęli mur w poprzek Kanału Północnego? :D
              • morekac Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 18.03.14, 15:00
                Na pewno mają tam jakieś zasieki, miny, torpedy i krewnych potwora z Loch Ness.... :-)
                • bupu Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 18.03.14, 18:01
                  morekac napisała:

                  > Na pewno mają tam jakieś zasieki, miny, torpedy i krewnych potwora z Loch Ness
                  > .... :-)

                  Ani chybi...
                  Właśnie doszłam do wniosku, że antropologowie mają generalnie jakiegoś literackiego pecha, ponieważ (serię powieści o Tempe Brennan pomijając) co trafię na powieść z antropologiem w roli głównej, to gniot jest to przeokrutny.

                  Czytałam na przykład polskie dzieło, "Ekspedycję Kolitz" niejakiej Katarzyny Rygiel, z którego można się dowiedzieć, że głównym zadaniem antropologa (płci żeńskiej) na wykopaliskach jest przechadzanie się między wykopami i olśniewanie swą urodą pięciogwiazdkową wszystkich uczestników płci męskiej. Uczestniczki płci żeńskiej niezwłocznie zielenieją z zawiści, co pięciogwiazdkowa antropolog przyjmuje z uśmiechem pobłażania. Dowiedzieć się także można, że antropolog może nie mieć zielonego pojęcia o historii miejsca, które ma z archeologami rozkopywać, ba, jakikolwiek research przed wyjazdem jest poniżej godności pięciogwiazdkowej antropolog. Zdaje się, że nauka historii w szkole podstawowej takoż, bo kolega archeolog musiał jej tłumaczyć, jak krowie na miedzy, najbardziej podstawowe rzeczy, a ona w duszy podziw wyrażała, że on tyyyyle wie. A i nie potrafiła rozpoznać języka niemieckiego, oglądanego na piśmie. Osoba z tytułem doktora, zaznaczam. Może nabyła dyplom na bazarze?
                  Autorka natomiast reklamuje się jako archeolog z wykształcenia, a sądząc z opisów wykopalisk przysięgłabym, że oglądała takowe wyłącznie na Discovery i w życiu łopaty, czy innego pędzla, w ręku nie miała.

                  Dowiedzieć się z tego dzieła również można, że kradzież zabytków z wykopalisk celem opylenia na czarnym rynku nie jest niczym nagannym. Ssssskąd. Antropolog pięciogwiazdkowa takie hobby miała po prostu, dla adrenalinki, o co tu się czepiać? Nie powiem, cholera mnie strzeliła od razu, bo akurat kradzież zabytków z naszego potwornie zubożonego licznymi wojnami kraju, to jest coś, od czego dostaję piany na pysku, a tu mi autorka, archeolog z wykształcenia, sugeruje, że to nic złego, że bohaterka nie popełniła czynu głęboko nagannego, tylko się, prawdaż, trochę rozerwała. Chętnie bym rozerwała autorkę, gdyby znalazła się w zasięgu moich rąk...
                  • morekac Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 18.03.14, 19:04
                    Zdaje się, że nauka historii w szkole podstawowej takoż, bo kolega archeolog musiał jej tłumaczyć, jak krowie na miedzy, najbardziej podstawowe rzeczy, a ona w duszy podziw wyrażała, że on tyyyyle wie.

                    Gdyby wyrażała głośno, można byłoby uznać to uznać za przemyślaną strategię uwodzenia owegoż archeologa ...
                    Idę czytać o dzielnym człowieku od kości...

                    • bupu Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 18.03.14, 19:30
                      morekac napisała:

                      > Gdyby wyrażała głośno, można byłoby uznać to uznać za przemyślaną strategię uw
                      > odzenia owegoż archeologa ...

                      Uwodzenie jest to czynność zarezerwowana dla pośledniejszych egzemplarzy rodzaju kobiecego, pięciogwiazdkowej antropolog trup męski ściele się pod nogi sam, bez jakichkolwiek zabiegów podrywczych z jej strony. Dodatkowo tłumaczący archeolog jest jej byłym, który na sam widok antropozjawiska (przyrównywanego przezeń do Tytanii) dostaje małpiego rozumu i gwałtownego przemieszczenia sporej ilości krwi z mózgowia, w rejony genitalne.

                      > Idę czytać o dzielnym człowieku od kości...

                      Mam nadzieję, że podzielisz się potem wrażeniami.
                      • morekac Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 18.03.14, 22:29
                        Podzielę się, jak skończę. Fascynująca grafomania w każdym razie.... ;-)
                  • sanciasancia Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 19.03.14, 16:02
                    > Właśnie doszłam do wniosku, że antropologowie mają generalnie jakiegoś literack
                    > iego pecha, ponieważ (serię powieści o Tempe Brennan pomijając) co trafię na po
                    > wieść z antropologiem w roli głównej, to gniot jest to przeokrutny.
                    Kryminały Mary Guzowskiej mają antropologa w roli głównej i są zupełnie przyzwoite (Kathy Reichs nie znoszę).
                    • bupu Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 19.03.14, 17:32
                      sanciasancia napisała:

                      > Kryminały Mary Guzowskiej mają antropologa w roli głównej i są zupełnie przyzwo
                      > ite (Kathy Reichs nie znoszę).

                      A czemu, jeśli można spytać?
                      • sanciasancia Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 20.03.14, 00:13
                        > A czemu, jeśli można spytać?
                        Bo jest kiepsko napisana i cały wątek obyczajowy dookoła Tempe jest nieprzyzwoicie sztampowy. Oprócz tego przeszkadza mi, że w każdej części, którą czytałam, ktoś dybie na jej życie. Część antropologiczna mi się podoba.
                        • bupu Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 20.03.14, 02:16
                          sanciasancia napisała:

                          > > A czemu, jeśli można spytać?
                          > Bo jest kiepsko napisana

                          Hmmm. A czytałaś przekład, czy oryginał? Bo jeśli to był przekład, to niewykluczone, że zainwestuję w siekierę i poważnie porozmawiam z tłumaczem. Te książki Kathy Reichs, które czytałam, są napisane świetnym językiem, autorka do tego, zna się na tym o czym pisze, ma znakomite poczucie humoru, nie traktuje czytelnika jak debila, nie używa deux ex machina, oraz jako jedna z niewielu w tej branży, nie pozwala zapomnieć, że ofiary też ludzie, a nawet osoby.

                          > i cały wątek obyczajowy dookoła Tempe jest nieprzyzwoi
                          > cie sztampowy.

                          Nie zauważyłam sztampowości. Już sama bohaterka, normalna kobieta, normalnej urody, z normalnymi przymiotami umysłu i charakteru, w dodatku w wieku średnim, była dla mnie jak powiew świeżego powietrza po legionie bohaterek pięknych, młodych i utalentowanych do obrzydliwości.

                          > Oprócz tego przeszkadza mi, że w każdej części, którą czytałam,
                          > ktoś dybie na jej życie. Część antropologiczna mi się podoba.

                          Ale gdyby Tempe ograniczała się wyłącznie do siedzenia w gnatach, byłoby nudno ;)
                          • sanciasancia Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 20.03.14, 16:35
                            > Hmmm. A czytałaś przekład, czy oryginał?
                            Oryginał. No, nic na to nie poradzę, nie podoba mi się. Raz na jakiś czas myślę sobie, że może coś mi się pomieszało i nie było tak źle, czytam następną i stwierdzam, że nie pomieszało mi się.
                            > Nie zauważyłam sztampowości. Już sama bohaterka, normalna kobieta, normalnej ur
                            > ody, z normalnymi przymiotami umysłu i charakteru, w dodatku w wieku średnim, b
                            > yła dla mnie jak powiew świeżego powietrza po legionie bohaterek pięknych, młod
                            > ych i utalentowanych do obrzydliwości.
                            O romanse mi chodziło. To, że jest normalna i ma problem z alkoholem, bardzo mi się podoba.
                            > Ale gdyby Tempe ograniczała się wyłącznie do siedzenia w gnatach, byłoby nudno
                            > ;)
                            Niestety, dla mnie póki siedzi w gnatach jest ciekawie, nudno się robi, jak z nich wychodzi.
                            • zla.m Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 20.03.14, 23:15
                              Jako nie-antropolog zdecydowaie wolę te kawałki, kiedy robi szczegółowy wykład ze swojej dziedziny niż kiedy zachowuje się jak głupia piętnastolatka ładując się (po raz kolejny! jak świadczy o pani naukowczyni taka odporność na wiedzę popartą doświadczeniem?) w niebezpieczeństwo.

                              Ja w ogóle nie lubię takiego emocjonalnego szantażu "ach, zaraz złe mzimu zje głównego bohatera" (w filmach też nie). Książka/film powinna się bronić bez takich sztuczek. No i beznadziejnie nieskuteczny to szantaż, bo wiadomo, że nie zje. Bessensu.
                              • turzyca Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 21.03.14, 10:27
                                No i beznadziejnie nieskuteczny to szantaż, bo wiadomo, że nie zje
                                > . Bessensu.

                                Dalam sie zrobic Akuninowi na szaro. Pierwsza jego ksiazke wyciagnelam z regalu na chybil trafil, byl to Lewiatan. I bylam strasznie zaskoczona, jak facet prowadzacy sledztwo, facet do ktorego juz sie zdazylam przywiazac i wrecz polubic, popadl w niebezpieczenstwo, a w koncu zginal. No doprawdyz, zeby bohater ksiazki ginal po 1/3, tez cos. Moze subtelna metoda konczenia serii? Po czym pojawil sie nadety rosyjski dyplomata, ktory to sledztwo przejal i doprowadzil do konca. I dopiero podczas drugiej ksiazki pojelam, ze ten zarozumialec to bohater serii. A z czasem, gdy poznalam cala historie jego zycia, polubilam i jego. Ale poczatkowy wstrzas byl nieziemski.
      • morekac Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 24.03.14, 23:17
        A propos wybitnego antropologa.
        Muszę przyznać, że najbardziej ze wszystkiego zdumiało mnie, że w znalezieniu spalonych zwłok właściwie nie ma nic podejrzanego... Widocznie jest to rzecz na porządku dziennym w Szkocji.
        Morderca, który zdumiał się (właściwie był wstrząśnięty), że własnoręcznie wyprodukowane, pieczołowicie ułożone i starannie podpalone przez niego zwłoki jednak zasadniczo się spaliły, szczątki zaś nadal leżą w miejscu, w którym je zostawił... Zastanawiałam się nawet, czy ta akcja nie wymknęła się jednak spod kontroli i miała tak wyglądać.
        Wybitny antropolog sądowy musiał być rzeczywiście wybitny, skoro na podstawie tego, że nic mu nie chrupało w kościach, zdiagnozował,że niczego sobie na pewno nie złamał. Zwykli lekarze z reguły muszą zrobić rentgen, nawet jeśli obrażenia ich dotyczą (tak, znam takie przypadki).

        Zdziwiło mnie też, że wjechanie pociągu w ciężarówkę powoduje niemal takie efekty, jak wybuch samolotu nad Lockerbie. Z reguły pociąg wjeżdżający nawet w ciężarówkę z betonem nie robi sobie specjalnych szkód, wagony nie są zmiażdżone i nie wybucha w nich pożar, który uniemożliwia szybką identyfikację zwłok , w dodatku angażuje wszelkie ekipy dochodzeniowe (jeśli jednak każda ekipa musiała rozpinać siatki archeologiczne w każdym wagonie, to zrozumiałe, że nie mieli wolnych ludzi).
        Ale może się nie znam ma pociągach i ciężarówkach.
        • bupu Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 25.03.14, 00:13
          morekac napisała:

          > A propos wybitnego antropologa.
          > Muszę przyznać, że najbardziej ze wszystkiego zdumiało mnie, że w znalezieniu s
          > palonych zwłok właściwie nie ma nic podejrzanego... Widocznie jest to rzecz na
          > porządku dziennym w Szkocji.

          W dodatku były to spalone zwłoki, znalezione w opuszczonym domu, na posadzce (nie w łóżku/barłogu co mogłoby wskazywać na pechowego menela, który kimnął sobie z zapalonym papierosem) i w dodatku należały do osoby przyjezdnej, a rzecz działa się na małej, odludnej wysepce, niezbyt często odwiedzanej przez ludzi, że tak powiem, z zewnątrz. Ale może to taki szkocki obyczaj, że ludzie jeżdżą się podpalać na odludne wysepki...?

          > Wybitny antropolog sądowy musiał być rzeczywiście wybitny, skoro na podstawie t
          > ego, że nic mu nie chrupało w kościach, zdiagnozował,że niczego sobie na pewno
          > nie złamał. Zwykli lekarze z reguły muszą zrobić rentgen, nawet jeśli obrażenia
          > ich dotyczą (tak, znam takie przypadki).

          Facet, który dokonuje identyfikacji stomatologicznej, oglądając rozmazane piksele na zwykłym zdjęciu w komputerze, ma wzrok Supermana, więc rentgeny mu niepotrzebne.
          • morekac Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 25.03.14, 23:21
            Ale może to taki szkocki obyczaj, że ludzie jeżdżą się
            > podpalać na odludne wysepki...?
            Mają Japończycy swoje samobójcze zwyczaje, to pewnie i Szkoci mają swoje wyspiarskie, dotąd nieznane etnografom... ;-)
          • morekac Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 12.04.14, 08:44
            Wracając do naszego ulubionego antropologa - w ramach wielkopostnego umartwiania postanowiłam przestudiować tfurszość Becketta oraz szeroko tu polecanej Michalak Katarzyny.
            Niestety, przeżył i właśnie doszłam do niespotykanej metody identyfikacji nieboszczyków tudzież ustalania przyczyn śmierci. Otóż nieboszczyka można zidentyfikować po szkielecie, niemniej zwykłe badanie radiologiczne tu na nic.
            Jeśli kto wrażliwy, niech nie czyta dalej.
            Otóż aby identyfikować ciało po szkielecie - należy usunąć wszystkie tkanki miękkie, chrząstki i ścięgna także. Skalpelem, starannie. Potem zaś podzielić ciało na mniejsze kawałki (jak wiadomo wkładanie całego szkieletu jest mało praktyczne) wygotować w detergencie w kadziach. A potem można już przystąpić do identyfikacji.
            BTW: ciało zostało znalezione z dokumentami, DNA też było, rzecz działa się w USA,gdzie odciski palców są na prawach jazdy (chyba, tak mi wynika z kryminałów Gardnera).
            Niemniej wiadomo, że badanie DNA trwa przeraźliwie długo, do 8 tygodni - nie mogli czekać tyle i musieli zabrać się za robienie rosołu.
            Od wczoraj zastanawiam się, czy gość to pisał na poważnie czy jaja sobie robił...
            • bupu Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 12.04.14, 18:31
              morekac napisała:

              > Wracając do naszego ulubionego antropologa - w ramach wielkopostnego umartwiani
              > a postanowiłam przestudiować tfurszość Becketta oraz szeroko tu polecanej Micha
              > lak Katarzyny.
              > Niestety, przeżył i właśnie doszłam do niespotykanej metody identyfikacji nie
              > boszczyków tudzież ustalania przyczyn śmierci. Otóż nieboszczyka można zidentyf
              > ikować po szkielecie, niemniej zwykłe badanie radiologiczne tu na nic.
              > Jeśli kto wrażliwy, niech nie czyta dalej.
              > Otóż aby identyfikować ciało po szkielecie - należy usunąć wszystkie tkanki mię
              > kkie, chrząstki i ścięgna także. Skalpelem, starannie. Potem zaś podzielić cia
              > ło na mniejsze kawałki (jak wiadomo wkładanie całego szkieletu jest mało prakty
              > czne) wygotować w detergencie w kadziach. A potem można już przystąpić do ident
              > yfikacji.

              Po to się tego denata nieszczęsnego gotuje w detergencie, żeby nie trzeba było się chędożyć z obieraniem ostrymi narzędziami, które mogą nam mylące ślady na kościach w trakcie tej operacji zostawiać. I nie do identyfikacji, na ogół, tylko dla zbadania przyczyny śmierci, w wypadku, gdy tkanki miękkie tknął rozkład i trudno ustalić co nieboszczyka żywota pozbawiło je badając. Albo celem identyfikacji, owszem, ale narzędzia zbrodni, które zostawiło ślady na gnatach. Tyle autor by wiedział, gdyby bodaj CSI oglądał.

              > BTW: ciało zostało znalezione z dokumentami, DNA też było, rzecz działa się w U
              > SA,gdzie odciski palców są na prawach jazdy (chyba, tak mi wynika z kryminałów
              > Gardnera).

              Nie, w USA nie ma odcisków paluchów na prawach jazdy, może kiedyś były, ale teraz nie ma. Niemniej jednak, jeśli medycy sądowi mieli do dyspozycji dokumenty denata i jego łeb. wystarczyło namierzyć jego stomatologa. I potwierdzenie tożsamości za pomocą identyfikacji po ząbkach mieliby od ręki. Bez gotowania rosołku z nieboszczyka.
    • ananke666 Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 12.03.14, 21:46
      Na zaszczytne pierwsze miejsce w kategorii najgłupszych książek uroczyście nominuję "Grę o Ferrin". Nie zbliżać się bez butelki. Po pijaku bełkot przestaje tak przeszkadzać.

      Na miejscu drugim "Achaja". Dziewczyna z książęcej rodziny w wyniku intrygi trafia do armii, a następnie do niewoli. Tam przechodzi twardą szkołę i tam zaczyna się jej właściwa życiowa droga, powrót do życia, władzy i zemsty. Zapowiada się na ciekawe czytadło, nie? Zaprawdę powiadam Wam, autor skaszanił wszystko, co się dało, a imaginacja jego w zakresie obelg i anatomii damskiej nie ma sobie równych (moim zdaniem cierpiał na ostry syndrom niedoj... hę, hą... skutków długiej abstynencji seksualnej). Nie bierzcie tego do ręki. Głupsza była tylko pozycja poprzednia.

      Obu nie przebrnęłam. Przy obu sprawdziłam zakończenie, czego normalnie nie robię. I wiecie co, to, co się trafiło Achai było satysfakcjonujące.
      • turzyca Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 17.03.14, 14:27
        > Na miejscu drugim "Achaja".[...] Zaprawdę powiadam Wam, autor skaszanił wszystko, c
        > o się dało, a imaginacja jego w zakresie obelg i anatomii damskiej nie ma sobie
        > równych (moim zdaniem cierpiał na ostry syndrom niedoj... hę, hą... skutków d
        > ługiej abstynencji seksualnej). Nie bierzcie tego do ręki. Głupsza była tylko p
        > ozycja poprzednia.

        Trzeba czytac analizatornie, ktoras juz rozlozyla owo dzielo na lopatki. Ja czytalam jako 17-latka, bo owczesny chlopak uwazal, ze to fantastyczna powiesc. No coz, w sumie mial racje. :->
      • szarotkaaaa Katarzynę Michalak - ktoś zna? 17.03.14, 23:09
        To temat w sam raz, aby napomknąć o tej Autorce. Cała jej twórczość jest pełna baboli. W takiej Poczekajce mamy historię młodej lekarz weterynarii, która szuka miłości życia. W poszukiwaniach kieruje się głównie własnymi wizjami, pomaga sobie wahadełkiem i wspiera się wiedzą zawartą w jakiejś gazetce o wróżbach. W końcu wracając z poszukiwań na Ukrainie, natyka się na rozpadającą się chałupkę, którą widziała w swoim śnie. Natychmiast rzuca dotychczasowe życie, nabywa chałupę i przenosi się na wieś, gdzie podejmuje pracę w miejscowym zoo. Książka pełna jest przezabawnych sytuacji, podczas których młoda lekarka konstatuje ze zdziwieniem, że wąż ma jednak organy wewnętrzne, a nie jest tylko rurką pustą w środku. Musiało ją to niepomiernie zdumieć, gdyż wcześniej była przekonana, ze anakonda to prawie chomik, tyle że bez łap. Ponadto lekarz weterynarii w zoo zapisuje diagnozy nieczytelnie i po łacinie, aby brzmiało mądrze. Jeśli ktoś pragnie zanurzyć się w oceanie absurdu, polecam twórczość tej pani.
        • ruda-wiedzma Re: Katarzynę Michalak - ktoś zna? 18.03.14, 20:19
          > To temat w sam raz, aby napomknąć o tej Autorce. [...] Książka p
          > ełna jest przezabawnych sytuacji, podczas których młoda lekarka [weterynarz] konstatuje ze z
          > dziwieniem, że wąż ma jednak organy wewnętrzne, a nie jest tylko rurką pustą w
          > środku.
          Dodam pewną ciekawostkę: Michalak, zdaje się, była kiedyś weterynarzem.
          • meduza7 Re: Katarzynę Michalak - ktoś zna? 18.03.14, 21:56
            To ja się w tym miejscu pochwalę, że "Bezdomną" K. Michalak bardzo starannie rozłożyliśmy na czynniki pierwsze, o tu:

            Część pierwsza
            Część druga
            Część trzecia
            Część czwarta
          • morekac Re: Katarzynę Michalak - ktoś zna? 18.03.14, 22:31
            Dodam pewną ciekawostkę: Michalak, zdaje się, była kiedyś weterynarzem.
            Sądząc po znajomości anatomii zwierząt, wiadomo już , dlaczego już nie jest...
            • mamuka_z_boru Re: Katarzynę Michalak - ktoś zna? 19.03.14, 13:11
              Aaaa..doczytałam do momentu gdy młoda weterynarka, od lat marząca o pracy w zoo, jest przerażona tym, że będzie musiała dotknąć węża - zimnego i oślizłego. Nawet ja, filolog, wiem, że węże są suche i ciepłe, ale widocznie pani weterynarz myli gady z płazami i ogólnie - wrzuca wszystko do kategorii "robactwo".

              No i te opisy prowincji z punktu widzenia pańci ze stolycy - te tępe wieśniaki umykające gubiąc widły na widok jej kudłatego psa, i krzyczące "miedwiedz, panie, miedzwiedz"...
              • szarotkaaaa Re: Katarzynę Michalak - ktoś zna? 19.03.14, 22:51
                Hahah, ten motyw jest niezły - pies to zdaje się jakiś terier rosyjski. No nija podobny on do niedźwiedzia. Ach ten ciemny lud wiejski w beretach z antenką.
                • bupu Re: Katarzynę Michalak - ktoś zna? 19.03.14, 22:56
                  szarotkaaaa napisała:

                  > Hahah, ten motyw jest niezły - pies to zdaje się jakiś terier rosyjski. No nija
                  > podobny on do niedźwiedzia. Ach ten ciemny lud wiejski w beretach z antenką.

                  Jakby to jeszcze nowofunland był, kaukaz, albo inny mastyf tybetański, toby z bidą za niedźwiedzia uszedł (chociaż kaukazy i mieszańce popularne są na wsiach, w moim najbliższym sąsiedztwie, a mieszkam dokładnie tam, gdzie diabeł mówi dobranoc, są co najmniej dwa, plus jeden bordoż, mnóstwo owczarków niemieckich i pochodnych, jeden pitbul...), ale terier rosyjski? No z żadnej strony, nawet niestrzyżony i obrośnięty.
                  • antychreza Re: Katarzynę Michalak - ktoś zna? 07.04.14, 15:27
                    Hmmm, akurat tego cuda Michalak nie czytałam, po Grze o Ferrin postanowiłam, że nigdy więcej, prędzej sczeznę, ale jej gniotów nie ruszę. Ale miałam terierkę rosyjską, niestrzyżoną, bardzo często była porównywana do niedźwiedzia...
                    • ananke666 Re: Katarzynę Michalak - ktoś zna? 07.04.14, 18:58
                      > Ale miałam terierkę
                      > rosyjską, niestrzyżoną, bardzo często była porównywana do niedźwiedzia...

                      Miałam doga niemieckiego. Bardzo często był porównywany do konia i krowy, a nawet nie był łaciaty.
        • pucka_puc Re: Katarzynę Michalak - ktoś zna? 13.12.14, 22:05
          Odkopuję połroczny wątek o Katarzynie Michalak, bo się chyba uduszę.
          Zdarzyło się, że przeczytałam dwie jej książki: "Mistrz" i "Czarny książę" (koleżanka pożyczyła, zachwalała. Myślałam, że znam tą dziewczynę...) Rzuciłam tymi książkami wyjąc: "JAKIE TO GŁUPIE, DURNE!!!" Szczytem jest "Mistrz", dramatyczna opowieść o gangach narkotykowych, sensowna niczym sen schizofrenika, trzymająca (choć nie zawsze) poziom opka 11latki... Jak można coś takiego w ogóle wydać, chyba są lepsze książki czekające na wydanie? Nie będę próbować bardziej przybliżać fabuły, wystarczy, że już zidiociałam o poważną liczbę punktów IQ. Co powinnam przeczytać, żeby wrócić do stanu wyjściowego?:)
          I jeszcze ta Michalak, nazywająca się Autorkasią (jjjjjjeeeezzuu), nie mająca pojęcia o niczym, co opisuje, za to prezentująca na zdjęciach minę pełną samozadowolenia, musi mieć niezłe plecy, że tyle jej dzieł wydano. Może sama handluje prochami i podrzuca tym wydawcom.
          I wielkie dzięki za analizy na Niezatapialnej Armadzie, czytam teraz i trochę mi to pomaga.
          • ananke666 Re: Katarzynę Michalak - ktoś zna? 14.12.14, 01:56
            Daj panna pyska! Słusznie odznaczyłam tę babę medalem z kartofla dla autora najgłupszych książek!
            • pucka_puc Re: Katarzynę Michalak - ktoś zna? 14.12.14, 02:04
              <cmok> <cmok> Jak to dobrze że odpisałaś, bo chce mi się żalić dalej ;) W trakcie szaleńczego przeszukiwania internetu pt "nie, te książki nie mogą być wszystkie takie durne" przegryzam się właśnie przez komiksową analizę innego dzieua "Nadzieja" margaj-willa.blogspot.com/2013/12/komiksoanaliza-nadziei-katarzyny.html
              Chce mi się wyć!! A najgorsze, że ileś tysięcy fanów Kejt nie widzi, gdzie tu chała i gniot! Toż to Harlequiny są niosą inteligentniejszy przekaz od tego czegoś!
              Wybaczcie agresję interpunkcyjną.
              Błagam, niech ktoś rzuci przykładowym tytułem dobrej książki, to natychmiast wypożyczę!

              PS Jeśli tu zagląda jaki masochista, to niechże sobie obejrzy wywiad z autorkasią, ale - szczerze nie polecam po tysiąckroć. Kobiecina jest tragiczna. www.youtube.com/watch?v=D541L6KQdwM
              • tt-tka Re: Katarzynę Michalak - ktoś zna? 14.12.14, 10:20
                jesli tu zaglada jakis masochista

                jestem, ale jednak nie do tego stopnia :-)
                co do dobrych - wlasnie zasmiewam sie nad "Operacja Sodoma" Jurandota, wersja fabularna, a jessli uda Ci sie wypozyczyc w wersji scenicznej (Jurandot- Komedie) , to jest jeszcze lepsze
          • bupu Re: Katarzynę Michalak - ktoś zna? 14.12.14, 02:02
            pucka_puc napisał(a):

            > Odkopuję połroczny wątek o Katarzynie Michalak, bo się chyba uduszę.
            > Zdarzyło się, że przeczytałam dwie jej książki: "Mistrz" i "Czarny książę" (kol
            > eżanka pożyczyła, zachwalała. Myślałam, że znam tą dziewczynę...) Rzuciłam tymi
            > książkami wyjąc: "JAKIE TO GŁUPIE, DURNE!!!"

            "Czarnego śmiecia" przestałam czytać w momencie gdy obleśna i zua ciotka głównej bohaterki zrobiła jej dobrze palcem. I była którąś kolejną osobą, która zrobiła bohaterce coś takiego, a jej było wszystko jedno kto i czym, byle ruchy posuwisto-zwrotne były. Zrobiło mi się niedobrze i zakończyłam lekturę.

            Przeczytałam natomiast "Bezdomną" w całości i Jezusie Maryjo, jakiez to było denne. Nie, przepraszam, nie denne, poddenne, z pięciometrową warstwą szlamu na wierzchu. Potworność, a nie książka.
            • pucka_puc Re: Katarzynę Michalak - ktoś zna? 14.12.14, 02:17
              Haaa... a co powiesz o scenie w wannie i robieniu dobrze palcem przez służącą?
              Na marginesie dodam, że nie mogę znieść tego kretyńskiego pomysłu nazywania wszystkich kobiet narodowości rosyjskiej Anastazją - i w Bezdomnej, i w Czarnym, gdzie była to nawet Anastazja Nikołajewna Romanowa, zagubiona nieco w czasie i w realiach.
              Mimo wszystko, "Mistrz" jednak bije "Czarnego", jak dla mnie. P. Michalak to zdecydowanie najgorsza autorka, jaką czytałam - a przebiłam się na przykład przez Antoninę Kozłowską, jedną książkę Nicolasa Sparksa i jedno dzieło, w którym młoda mama z depresją poporodową wpada w sidła sąsiadki podającej jej ukradkiem truciznę z muchomora (nie pamiętam, czyje to). Natomiast "Mistrz" to najgorsza chyba książka polskiego autora ever.

              Czytam teraz analizę "Bezdomnej" na Niezatapialnej Armadzie i komentarze autorów trzymają mnie przy życiu.
              Nie mam słów. Po tych książkach straciłam z połowę mózgu.
              Nie spodziewałam się, że coś tak mną wstrząśnie przy sobocie.

              • bupu Re: Katarzynę Michalak - ktoś zna? 14.12.14, 17:30
                pucka_puc napisał(a):

                > Haaa... a co powiesz o scenie w wannie i robieniu dobrze palcem przez służącą?

                Rzygogenna w stopniu wysokim, jak wszystkie sceny w zamierzeniu erotyczne w tej książce. Ałtorkasia posiada bowiem wyjątkowy dar, polegający na tym, że co się za scenę seksu weźmie, oraz pożądania, to z klawiatury na ekran wyskakuje jej coś tak niemożebnie obleśnego i obrzydliwego, że bez torebki-niekapki nie podchodź.

                > Mimo wszystko, "Mistrz" jednak bije "Czarnego", jak dla mnie. P. Michalak to zd
                > ecydowanie najgorsza autorka, jaką czytałam - a przebiłam się na przykład przez
                > Antoninę Kozłowską, jedną książkę Nicolasa Sparksa i jedno dzieło, w którym mł
                > oda mama z depresją poporodową wpada w sidła sąsiadki podającej jej ukradkiem t
                > ruciznę z muchomora (nie pamiętam, czyje to).

                "Mistrza" nie czytałam i raczej nie zamierzam, z Antoniną Kozłowską też nie miałam przyjemności. Sparks mnie głównie rozbawił i nieco zirytował, muszę stwierdzić, natomiast lektura dzieł ałtorkasi jest jak zażycie kąpieli w szambie.
              • yackandandah22 Re: Katarzynę Michalak - ktoś zna? 18.12.14, 10:33
                O rany. Zaintrygowana komentarzami przeczytałam analizę 'Bezdomnej' (szapoba dla Armady) i wiecie co? W życiu nie spotkałam się z tak ohydną, głupią i bezsensowną książką. Całe to opisywanie, jacy to ludzie są okropni, jak ciężko się żyje - przecież można się zająć tym tematem, ale z klasą, umiarem i ironią (tu OT - polecam 'Ulicę marzycieli' Roberta McLiama Wilsona, jeśli jeszcze nie czytałyście/czytaliście - ja czytałam 20 razy plus poznałam autora i zakochałam się na wieki). Po co jest 'Bezdomna'? Żeby ukazać upadek jednostki? Żeby przestrzec? Żeby opisać niezobowiązujące kopulacje? (tu odesłałabym raczej do mistrzyni Anais Nin). Skończyłam lekturę analizy dziś rano i mam straszny niesmak. I automatycznie nie lubię Ałtorkasi, chociaż nigdy jej nie spotkałam. No ble po prostu.
                • dakota77 Re: Katarzynę Michalak - ktoś zna? 18.12.14, 10:41
                  O, dzieki za polecenie Ulicy Marzycieli, nie znalam tej ksiazki. Zapowiada sie bardzo obiecujaco.
                  "Bezdomna" znam tylko z analizy Armady- wystarczylo, zeby mnie kompletnie zniesmaczyc. I do tego jeszcze ta ohydna, niebotycznie glupia ksiazka byla wpsierana przez organizacje kobiece. Chyba nie czytaly jej tresci. Ble kompletne.
                  • yackandandah22 Re: Katarzynę Michalak - ktoś zna? 18.12.14, 11:23
                    Mały przedsmak Ulicy marzycieli - przeczytałam ten artykuł w 'The Big Issue' i mogę powiedzieć, że jeśli Wam się spodoba, to pokochacie UM całym sercem
                    www.bigissue.com/features/3672/robert-mcliam-wilson-writes-exclusively-for-the-big-issue
                • slotna Re: Katarzynę Michalak - ktoś zna? 18.12.14, 13:07
                  > O rany. Zaintrygowana komentarzami przeczytałam analizę 'Bezdomnej' (szapoba dl
                  > a Armady) i wiecie co? W życiu nie spotkałam się z tak ohydną, głupią i bezsen
                  > sowną książką

                  A jest tego wiecej. Babka jest bardzo plodna i strzela tymi durnosciami na okraglo.

                  > Żeby opisać niezobowiązujące kopulacje?

                  Prosze, czytanie na zywo ksiazki AutorKasi, ktora wlasnie o tym jest:
                  www.zombiesamurai.pl/2014/09/czarny-ksiaze-katarzyna-michalak-na-zywo/
                  • yackandandah22 Re: Katarzynę Michalak - ktoś zna? 19.12.14, 08:43
                    Przeczytałam i to. No i mam pytanie: dlaczego ciotka... no nie przejdzie mi przez klawiaturę, *wiecie co* głównej bohaterce? Pytam serio - czy jest to jakoś wyjaśnione? Że okazuje się, iż nie są spokrewnione albo że ciotuchna ma nierówno pod sufitem? Czy ałtorkasia jakoś to psychologicznie uzasadnia?
                  • emae Re: Katarzynę Michalak - ktoś zna? 19.12.14, 12:40
                    slotna napisała:

                    >
                    > Prosze, czytanie na zywo ksiazki AutorKasi, ktora wlasnie o tym jest:
                    > www.zombiesamurai.pl/2014/09/czarny-ksiaze-katarzyna-michalak-na-zywo/

                    Otworzyłam. "Źrodło ciszy" mnie umarło :D
                    • ewa9717 Re: Katarzynę Michalak - ktoś zna? 19.12.14, 14:05
                      Bosssskie!
                      Na dłuższy komentarz nie mam sił, bo jeszcze szlocham!
    • maanki Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 19.03.14, 22:47
      Jakiś czas temu czekając na ojca z nudów chwyciłam z jego półki jakąś książkę z biblioteki. Nie pamiętam ani tytułu, ani autora. Ale. Akcja zaczyna się gdzieś na zamku w Szkocji coś ok. 1200r. Na kilku pierwszych stronach dowiedziałam się, że ówczesne przygotowania do BN polegają na:
      - strojeniu zamku kolorowymi girlandami
      - na środku wielkiej sali stoi choinka
      - dzieci czekają na prezenty od... Świętego Mikołaja
      Ojciec wrócił, książki nie doczytałam do końca.
      Na moje pytanie po co takie gnioty czyta stwierdził, że bardzo go to bawi i że przez cały czas zastanawia się co jeszcze autor wymyśli ;o)
    • iwoniaw Islandzki kryminał 06.04.14, 19:21
      Inspektor policji z Reykjaviku poszukuje mordercy - wydawałoby się, że w kryminale tak być wręcz powinno i na początku nic nie zwiastuje katastrofy. Niestety, później okazuje się, iż najwyraźniej siły policyjne Islandii rekrutowane są spośród imbecyli, gdyż inspektorowi przez myśl nie przechodzi, iż mógłby zlecić zbadanie (np. laboratoryjne) jakichś śladów, a nie opierać się wyłącznie na swych nie popartych niczym fantazjach. Toteż komputer ofiary jest obiektem zainteresowania śledczych dopiero w jakiejś połowie książki, a i to służy głównie potwierdzeniu, że z ofiarą było coś nie halo, gdyż na dysku ma nieładne filmy - nad faktem, iż ofiara korzystała z internetu inspektor gładko przechodzi do porządku dziennego, nie zadając sobie nawet pobieżnego pytania, co też tam robiła i z kim (w świetle dalszych wypadków powstaje podejrzenie, iż możliwość takiego sprawdzenia nie wydawała mu się w ogóle opcją możliwą).
      Pod koniec książki następuje prawdziwe deus ex machina - inspektor, wieloletni pracownik policji, od urodzenia obywatel kraju, w którym toczy się akcja, sprawny umysłowo, zaskoczony dowiaduje się iż od lat na Islandii istnieje program zbierania próbek DNA całej populacji i istnieje baza, w której od ręki można potwierdzić tożsamość i powiązania rodzinne ofiary, podejrzanych i świadków. O istnieniu centrum zbierającego wspomniane próbki i programie rządowym dowiaduje się dlatego, że jeden ze świadków ma wpisaną tę instytucję jako miejsce pracy i inspektor porządkując dane doznaje objawienia. Wątek nie zaświtał mu ani minuty wcześniej, mimo że przez pół książki pojawiają się kwestię chorób dziedzicznych, dzieci adoptowanych etc. - nic, najmniejszej wzmianki.
      Ponoć jest cała seria z tym inspektorem, ale chyba się nie odważę...
      • morekac Re: Islandzki kryminał 06.04.14, 19:42
        Chyba wiem, o którym inspektorze piszesz... ;-)
        Islandzki policjant ma prawo być nierozgarnięty - ostatecznie dopiero w zeszłym roku policja skutecznie użyła broni służbowej - czyli zastrzeliła tam jakiegoś człowieka (pierwszy raz w historii), zaś brutalne zbrodnie są tam rzadkością...
        • mariamm87 Re: Islandzki kryminał 07.04.14, 15:38
          Chyba też czytałam coś o tym inspektorze, ale nie jestem pewna. Głównie pamiętam jakieś popsute baranie łby z przeznaczeniem do spożywania na kolację.
          • croyance Re: Islandzki kryminał 14.12.14, 17:22
            Chyba piszesz o serii, ktora bardzo lubie :-)

            BTW, czytalam jedna ksiazke z tej serii podczas pobytu na pogotowiu w Rejkjawiku; czekalismy ponad 7 godzin w poczekalni, bo w w Rejkjawiku jest tylko jedno pogotowie :-P a w tej ksiazce Inspektor co piec minut dzwonil na pogotowie w miare jak znajdowal kolejne zwloki. W polowie ksiazki powiedzialam do meza, ze rozumiem juz, czemu tak dlugo czekamy :-D
            • iwoniaw Re: Islandzki kryminał 18.12.14, 17:35
              Cytat czekalismy ponad 7 godzin w poczekalni, bo w w Rejkjawiku jest tylko jedno p
              > ogotowie :-P a w tej ksiazce Inspektor co piec minut dzwonil na pogotowie w mia
              > re jak znajdowal kolejne zwloki. W polowie ksiazki powiedzialam do meza, ze roz
              > umiem juz, czemu tak dlugo czekamy :-D


              teraz mnie ómarłaś :-D
    • morekac Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 19.05.14, 22:10
      Poznęcam się nad dziełem produkcji polskiej czyli "Z chirurgiczną precyzją" Przygodzkiego. Od razu zaznaczam - jeszcze nie skończyłam, może nie ma tam więcej rzeczy budzących moje wątpliwości.
      Rzecz dzieje się we Wrocławiu, bohater - z pewnością atrakcyjny kardiolog - jest szczęśliwym posiadaczem motocykla, sprowadzonego za sporą kasę ze Stanów. "Nie żałował tej decyzji, nawet gdy schowany w przydrożnej wiacie czekał, aż skończy się ulewa i będzie mógł wreszcie wrócić do domu." Czy może jakaś wrocławianka byłaby w stanie wrzucić zdjęcie takiej przydrożnej wiaty do chowania się z motocyklem w trakcie deszczu?
      I czy ktoś mógłby mi wytłumaczyć, dlaczego 3 lipca we Wrocławiu słońce zachodzi już o 18:04?
    • zla.m Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 14.12.14, 20:01
      Świadek na czterech łapach
      Autor: David Rosenfelt

      Ta książka nie jest zła sama w sobie. Taki kryminałek, z głównym bohaterem, co jest piękny, młody, bogaty i nienadęty oraz otoczony samymi przyjaciółmi. Ratuje psy i piękne kobiety, pomaga niesłusznie oskarżonym i takie tam. Właściwie to czytając opis na okładce nie spodziewałam się niczego innego... A rozwiązanie było nawet ciut zaskakujące, tylko że jest kompletnie idiotyczne. Bo osoba, która została mordercą nie miała cienia powodu, by to robić. Nie pojawiło się żadne sensowne (albo chociaż bezsensowne, dobre i takie) wyjaśnienie, powód by tworzyć skomplikowaną intrygę... Trochę się produkuję bez sensu, bo nie chce spoilerować, ale może ktoś się skusi, przeczyta i wytłumaczy mi PO CO? (a narobił się morderca jak koń przy westernie w sumie)
      • tt-tka Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 14.12.14, 20:13
        do zlej.m
        polski kryminal, "Piekna kobieta w obloku spalin", autor Jeremi Bozkowski
        czyta sie lekko, latwo i przyjemnie, bardziej to kawal dobrej obyczajowki niz kryminal, aczkolwiek trup pada
        i tez morderca nie ma powodu, wytlumaczenie jest absurdalne, ale podane tak, ze mozna uwierzyc .-), choc watpliwosci do konca nie zostaja wyjasnione
        • agafiatichonowna Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 14.12.14, 20:57
          Czytałam / I dwie pozostałe autorstwa Bożkowskiego również/ i przyznam sie , że tez miałam ochotę przywalić pięknej Malwinie. A Fidybus jest przecudowny.
          • zla.m Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 14.12.14, 21:26
            To popatrzę w bibliotece, czy dziełłło mają. Czasem tylko to mnie trzyma przy zdrowych zmysłach - myśl, że nie kupiłam tego czy owego ;)
            • tt-tka Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 14.12.14, 22:00
              nie wiem, gdzie zyjesz, ale w Warszawie w antykwariacie mozna trafic kryminalki za trzy zlote
              mam Bozkowskiego w komplecie , czasem wracam, zeby sobie poprawic humor (tez dla Fidybusa, Agafio !)
              w razie czego moge pozyczyc swoj egzemplarz :-)
    • ananke666 Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 14.12.14, 23:25
      Seria o nocarzach Magdaleny Kozak.
      Otóż mamy tam wampiry zorganizowane w rodach, każdy ma co innego do roboty. Jedne robią za żołnierzy, taką wampirzą antyterrorkę, inni zajmują się żarciem, forsą, albo brzdąkaniem na gitarze względnie puszczaniem się, a jeszcze inni są niedobrymi bandytami. Mniejsza z tym.

      W każdym razie wampirza antyterrorka postarała się, żeby jakoś rabotać w dzień, bo to wersja, w której wampira słońce spala. Co robią dzielni wojacy? Smarują się blokerami i zakładają na oczy kontakty z filtrem. Tylko autorce zapomniało się, że a) bloker w kremie się ściera o byle co i zużywa samoczynnie, b) nie da się nim posmarować błon śluzowych, c) kontakty owszem, osłonią oczy, ale same tęczówki. Twardówki już nie. Dzięki czemu otrzymamy wojaków w postaci smoków wawelskich, dymiących z oczu, nosa i gęby.
      Lord wampirzej antyterrorki ma swoją osobistą gwardię, w której obowiązkowo zasuwa się po łacinie. Uprzejmie przypominam, że jest to język martwy i na temat współczesnej broni po łacinie raczej nie da się pogadać. Pomijam, że nowo przemienionym zmieniało się obowiązkowo imię i jako że uczyłam się kiedyś łaciny bez trudu rozpoznałam jakość imion - wahają się najczęściej od pretensjonalnych do głupich.

      Zue wampiry chleją zwykłą krew prosto z człowieka, a zawartość hormonów sprawia, że są po niej jak na haju. Im więcej hormonów, tym większy haj (dlatego porządnie skatują najpierw swoje ofiary, żeby miały tej na ten przykład adrenaliny więcej). Dobre wampiry piją grzecznie sztuczną krew, obojętną. Aliści mamy scenę, kiedy pojmany zuy wampir nie może wypić sztucznej krwi, rzyga i nawet jakby chciał, to nic mu z tego nie wyjdzie. No to mu litościwie dodają do niej hormony i wszystko gra i buczy, posyłając główny wątek książki, czyli starcie pijących niewłaściwie z pijącymi właściwie na grzybki, bo zamiast wywalać w powietrze fabrykę sztucznej krwi i zmuszać do picia prawdziwej można swobodnie doprawić sztuczną sztucznymi hormonami i wszyscy są zadowoleni, nikt nikogo nie pogryzie. Przecież te dodane hormony też były syntetyczne, nikt w celu zdobycia oksytocyny nie odcedza rodzącej baby. To po co przepychać ludzi przez tortury, zawracać sobie głowę porwaniami, zacieraniem śladów i narażaniem się na zemstę reszty, skoro wystarczy sztuczna krew i trochę ampułek?

      Magdalena Kozak jest lekarzem.
      • draconessa Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 15.12.14, 00:51
        Mala poprawka co do laciny - istnieje stowarzyszenie zapalencow, ktorzy nadal koresponduja i utrzymuja zywa lacine, a nawet opracowuja nowe slowa na okreslenie nowoczesnych wynalazkow, wiec jak najbardziej owe wampiry moglyby sie w owym jezyku porozumiewac. Co do reszty - pelna zgoda:)

        latinam.wordpress.com/
        • ananke666 Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 16.12.14, 18:02
          Ok, tylko wątpię, żeby opracowywali np. części do karabinu maszynowego, po uwzględnieniu ilości potrzebnego słownictwa więcej z tym pracy, niż to warte. IMO fail.
          • verdana Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 17.12.14, 19:04
            Hebrajski był językiem martwym. Podejrzewam, że obecnie sa w nim nazwy wszystkich rodzajów dostępnej na świecie broni.
            • draconessa Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 17.12.14, 19:15
              Otoz to. W dodatku, wspomniane wampiry poslugiwaly sie lacina nieprzerwanie przez wieki - jezyk rozwijal sie wobec tego i wzbogacal o nowe nazwy i okreslenia sukcesywanie - w zadnym momencie nie byl jezykiem martwym. Upieram sie, ze to nie wpadka ani babol.
              • ananke666 Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 17.12.14, 20:13
                Ok, przekonałyście mnie. Acz dalej uważam, że posługiwanie się nią to bezsensowny lans.
                • verdana Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 17.12.14, 20:24
                  A to tzw inna inszość. Choć moze o tyle pożyteczna, ze był to język wspólny wszystkich światowych wampirów. Wygodnie.
                • zla.m Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 18.12.14, 11:42
                  No ale jak inaczej takie wampiry pokażą swoją inność i wyższość? Zwłaszcza, że sparklenie już zajęte.
    • ananke666 Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 16.12.14, 18:04
      Millennium.
      Lisbeth Salander jest światowej klasy hakerem z fotograficzną pamięcią. Lisbeth Salander nie umie pisać bezwzrokowo i jak się jej komp psuje, to go oddaje do serwisu. Facepalm.
      • soova Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 16.12.14, 18:32
        Gorzej: genialna hakerka w jednym i tym samym tomie najpierw nie ma pieniędzy na nowego laptopa. Żeby je z własnego swojego konta dostać, musi świadczyć usługi seksualne swojemu "opiekunowi prawnemu", a na końcu za pomocą cudownych swych hakerskich mocy kradnie wszystkie pieniądze niecnemu biznesmenowi.
        • zla.m Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 17.12.14, 07:03
          Oj no, przecież to się zgadza - bo jak nie miała laptopa, to z czego miała hakować, z tostera? ;-) Bo prawda, kafejek internetowych ani miłych ludzi, którzy pozwolą godzinę na swoim poklikać, to w zuej Szwecji nie ma.

          A swoją drogą - z całego Millenium najlepiej chyba zapamiętałam, że jak Liz zrobiła zakupy meblowe i autor uraczył czytelnika katalogiem IKEA...
          • ananke666 Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 17.12.14, 16:22
            Od kolegi-hakera, który ją uczył. I nie wierzę, że ktokolwiek w jej sytuacji jest tak głupi, że trzyma wszystkie pieniądze na jednym koncie, a już zwłaszcza, jeśli jest przy tym opisany jako nieufny, ostrożny i wybitnie podejrzliwy.
            • pavvka Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 17.12.14, 16:41
              Jeśli chodzi o postać Lisbeth, to absurdów jest cała masa. Choćby to jak ta quasi-autystyczna dziewczyna ze szczątkowym kontaktem z ludźmi, która całe życie spędziła gdzieś na marginesie społeczeństwa w Szwecji, nagle bez wysiłku i absolutnie przekonująco udaje brytyjską milionerkę z wyższych sfer.
              • ananke666 Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 17.12.14, 18:47
                Tu akurat jestem w stanie zawiesić niewiarę, bo w sumie nie wiadomo, co Lisbeth było. W ogóle lubię tę postać, ale do cholery, dopisane z sufitu zdolności bojowe po uprzednim bezproblemowym zebraniu po pysku od adwokata po pięćdziesiątce i dowód twierdzenia Fermata można było sobie darować. Wszechzajebistość zabija bohatera.
                • pavvka Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 18.12.14, 09:36
                  ananke666 napisała:

                  > Tu akurat jestem w stanie zawiesić niewiarę, bo w sumie nie wiadomo, co Lisbeth
                  > było.

                  Ale zdecydowanie była dysfunkcyjna społecznie. A jeśli nie umiała zachowywać się w sytuacjach codziennych tak żeby utrzymywać poprawne relacje z ludźmi od których zależała jej egzystencja, to jak nagle udała jej się tutaj tak radykalna manipulacja? I skąd do cholery nagle wytrzasnęła natywny poziom znajomości angielskiego?
                • slotna Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 18.12.14, 09:47
                  > było. W ogóle lubię tę postać, ale do cholery, dopisane z sufitu zdolności boj
                  > owe po uprzednim bezproblemowym zebraniu po pysku od adwokata po pięćdziesiątce

                  Gdyby miala je od poczatku, to bym jakos przelknela, ale obrastala w ideal w trakcie, niestety.
          • melmire Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 17.12.14, 19:50
            W ogole nie wierze w hakera z jednym komputerem. Obracam sie wsrod nawet nie hakerow, ale zwyklych komputerowcow, i zazwyczaj na stanie jest pare sztuk. U mnie samej w domu sa dwa stacjonarne (po jednym na glowe, wiec sie nie licza), i po szafach upchnietych jest jeszcze ze trzys sztuki, mniej wydajne graficznie, ale jak najbardziej dzialajace :) ostatnio bylam z wizyta u Tru informatyka-hakera-programisty i maszyn bylo oooooood groma.
            • ananke666 Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 17.12.14, 20:16
              Ona miała zapas, stacjonarny i jakiś słabszy laptop.
            • iwoniaw Re: OT Książki najgłupsze i babole-potwory 18.12.14, 17:45
              Widocznie to hakerstwo po skandynawsku, minimalistyczne takie :-D
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka