Dodaj do ulubionych

wychowanie Tygryska

04.08.11, 19:57
Może już kiedyś była o tym dyskusja, ale na tyle dawno, że nie znalazłam ;)

Chodzi mi o Tygryska. Czytając Jeżycjadę przy Tygrysku zgrzytam zębami, bo wg mnie jest to po prostu niewychowany, no, może nie bachor, ale coś blisko tego.
- kłamie - tak, wiem, każde dziecko kłamie, zwłaszcza gdy boi się kary, ale Laura ma tych kłamstewek trochę za dużo.
- kradnie - bo tak trzeba nazwać zawłaszczenie składek klasowych i zabranie prezentu dla Lucka, który kupiła mu Pyza, oraz stałe używanie ciotczynych (bardzo drogich) perfum
- jest leniwa
- czyta cudze listy
- wtrąca się w cudze życie i organizuje życie dorosłym (telefony do Filipa), o wieszaniu się na klamce pokoju Idy i Marka już była mowa na forum
- jest złośliwa - sama przed sobą to przyznaje
- i nad wyraz często jest po prostu bezczelna ("spróbuj mnie tylko dotknąć, Grzesiu" - gdy Grzegorz kazał jej wstać od stołu i iść do pokoju, a ona spokojnie dokończyła obiad)
To tak na szybko wszystkie jej nienajciekawsze zachowania, jakie mi przyszły do głowy.

Jak reagują dorośli?
Gaba płacze albo cytuje baśnie Andersena, na co Laura kpiąco mówi "Literatura, literatura"
Mila Borejko stwierdza, że to "niedobre dziecko", że będzie gorzej, i że Gaba nie może się na Laurę obrażać
Ignacy poleca wnuczce Marka Aureliusza jako wzór do naśladowania
Natalia Laury się po prostu boi
Jedynie Ida próbuje od czasu do czasu przywołać siostrzenicę do porządku.

Co ciekawe - wyłącznie przed Idą Tygrys czuje respekt (ale perfumy i tak podkrada).

Jakie są Wasze odczucia na ten temat?


Obserwuj wątek
    • morekac Re: wychowanie Tygryska 05.08.11, 10:24
      Przynajmniej człowiek nie drży, że takie z niej ciepłe kluchy jak z Pyzuni... IMO: Laura jest czarną owcą na tle św. Mili, Gabryjeli i Róży, ale jakoś nie szokuje mnie ani jej 'bezczelność' wobec Grzesia, ani kłamstewka, ani wypsikiwanie ciotczynych perfum...
      Gaba, która jako 17-latka nie zapowiadała się kluchowato, przez resztę serii emanuje macierzyńską dobrocią i ciepłem, Pyza jest kluchowata od początku - i tylko Ida z Laurą są takie jakieś mniej łzawe, kluchowate i świątobliwe.No, radzą sobie dziewczyny. Ale coś mi z Laurą zgrzyta w ostatnich tomach - obawiam się, że zaraz nieszczęśnica wyjdzie za mąż i wypełni niemowlętami dotychczasową pustkę swych ramion.
      • anutek115 Re: wychowanie Tygryska 05.08.11, 10:58
        morekac napisała:

        > Przynajmniej człowiek nie drży, że takie z niej ciepłe kluchy jak z Pyzuni... I
        > MO: Laura jest czarną owcą na tle św. Mili, Gabryjeli i Róży, ale jakoś nie szo
        > kuje mnie ani jej 'bezczelność' wobec Grzesia, ani kłamstewka,

        Mnie tez nie szokują jako zachowanie dość typowe jednak dla osob w trudnym (bez ironii to piszę, to jest piekielnie trudny czas) wieku dojrzewania (a kłamstewka są dość typowe dla dzieci rónież), ale szokuje mnie totalny brak reakcji, zwłaszcza w scenie "starcia" z Grzesiem. Jest w tej scenie uwaga, że Rózia, zmieniając na siłę temat czuje mdłości (albo jej niedobrze, nie pamietam, jak to było sformułowane, a od książek jestem chwilowo odcięta), bo nienawidzi takiej atmosfery, za to kocha spokój z zgodę. Otóż ja też mam, dosłownie i bez przenośni, mdłości czytając ten fragment, od pierwszego razu, bo ten brak reakcji i skupienie sił całej rodziny na odwróceniu uwagi od zachowania Tygrysa wywołuje we mnie furię. Nie wiem, co bym ja zrobiła, a zastanawiałam sie nad tym często. Ale wiem, że coś, do cholery, trzeba było zrobić! IMHO zachowanie i slowa Grzesia były jak najbardziej sluszne, a w zamian za próbę wychowywanie Tygrysa otrzymał co? Totalny brak poparcia klanu, który na siłę zmieniał temat. Były tu liczne dyskusje na temat Grzesia jako nijakiego ojczyma, co sie nie angażuje, zawsze go broniłam, a ta scena jest moim zdaniem idealną ilustracja na to, co sie dzieje, gdy Grześ się próbuje angażować. Ignor i olewka, co on tam może, przecież lepiej jest pochlipać nad kubkiem melisy w krzepiacym towarzystwie sióstr i tatusia z lacinską sentencja na ustach niż poprzeć ojczyma, osobę z zewnątrz.

        I dlatego uważam, odpowiadając na pytanie zadane przez zalozycielke wątku, ze Tygrys nie jest wcale wychowywany. Nie jest karany za kradzież, nie jest upominany, jedyna wychowawcza rozmowa z matką (jedyna, jaką ja pamietam, z "Dziecka piątku", jak jest ich wiecej proszę mnie poprawić) jest nie na temat, wychowanie Tygrysa zastepuje biadolenie w kuchni nad niebieskimi kubkami z herbatką i robienie żałobliwych min pt. "kłamie jak ojciec!". Mala jest puszczona sama sobie i Gaba ma kolosalne szczęście, że jej "wychowanie" zaowocowało tylko podebraniem szkolnych skladek i Tygrys nie pozwolił sobie na znacznie, znacznie wiecej.

        ani wypsikiwanie
        > ciotczynych perfum...

        A tym to też nie jestem wstrząśnieta :D. Cesia też podbierala Julii tusz do rzęs. Normalna rzecz, panie ja kogo.
        • marslo55 Re: wychowanie Tygryska 05.08.11, 11:28
          anutek115 napisała:
          "I dlatego uważam, odpowiadając na pytanie zadane przez zalozycielke wątku, ze Tygrys nie jest wcale wychowywany."
          Dużo w tym prawdy. Pytanie, czy tak samo wychowywano Pyzę? Widzimy ją już jako grzeczną i ułożoną dziesięciolatkę - zawsze taka była czy ktoś ją jednak wychował, a potem złapał pyziaczego doła i wychowywanie sobie odpuścił?
          Jestem złodziejką, loboga. Też się czasem okadzam matczyną perfumą.
          • anutek115 Re: wychowanie Tygryska 05.08.11, 11:37
            marslo55 napisała:
            Pytanie, czy tak samo wychowywano Pyzę? Widzimy ją już jako
            > grzeczną i ułożoną dziesięciolatkę - zawsze taka była czy ktoś ją jednak wychow
            > ał, a potem złapał pyziaczego doła i wychowywanie sobie odpuścił?

            Wcale nie wykluczone, że zawsze taka była mimo, że nikt jej nie wychowywał, bo miala taki charakter, uległy, lagodny, źle znoszacy chaos wokół siebie, i Gaba uznała, że zawsze tak jest i dzieci wychowywać nie trzeba tylko pozwolić im nasiąkać atmosferą kultury antycznej. Co jest idiotyczne, matka dzieciom (a kazde jest inne) to mówi, ale kto tam Gabę wie? Matką to ona jest mało idealną.
        • morekac Re: wychowanie Tygryska 05.08.11, 11:52
          Bo Tygrys jest dzieckiem nie pasującym do świątobliwej rodziny Borejków - widocznie odziedziczył wredne geny Pyziaka - i rodzina, radząca sobie świetnie z kluchowatą Pyzą, nagle napotyka na dobrze zorganizowany opór. Zresztą jak wyobrażasz sobie kary nakładane przez Gabę? ;-) Ona nie ma ich w swoim repertuarze, nigdy nie jest przedstawiana jako sroga macierz z batem, nie umie i nie chce ich stosować. Zresztą też uważam, że w wielu przypadkach rozmowa jest lepsza niż karanie.
          BTW: czasami lepiej jest zignorować pyszczenie jak rozpętywać piekło. Zwłaszcza, że Grześ nie jest ojcem Laury, być może sama rodzina nie przyznaje mu prawa do wychowywania rogatego dziewczątka, a być może nie chce zaogniać sytuacji. Założę się, że Tygrys, odesłany przemocą od stołu - zadzwoniłby na policję, że jest bity i głodzony. ;-)
          • anutek115 Re: wychowanie Tygryska 05.08.11, 12:31
            morekac napisała:
            Zresztą jak wyobraża
            > sz sobie kary nakładane przez Gabę? ;-)

            Na pewno nie tak, że w kilka dni po dowiedzeniu się, ze jej dziecko ukradło szkolne pieniadze wysyła to dziecko na wakacje nad morzem.

            Ona nie ma ich w swoim repertuarze, nig
            > dy nie jest przedstawiana jako sroga macierz z batem, nie umie i nie chce ich s
            > tosować. Zresztą też uważam, że w wielu przypadkach rozmowa jest lepsza niż kar
            > anie.

            Wskaz w moim poście jedno zdanie, które dowodzi, że ja tak nie uważam. W porządku, niech Gabusia nie karze Tygrysa, tylko z nim rozmawia. Teraz proszę o przykłady z książki dowodzace, że ona to czyni. Nie ma takich? W takim razie pozostane przy swoim zdaniu, że Tygrysa sie nie wychowuje, ani go karząc, ani z nim rozmawiając, tylko schodzi mu sie z drogi, lekliwie. O czym Tygrys doskonale wie i założę się, że prawdziwe dziecko w podobnej sytuacji wykorzystywałoby ten fakt znacznie bezwzgledniej.

            > BTW: czasami lepiej jest zignorować pyszczenie jak rozpętywać piekło. Zwłaszcza
            > , że Grześ nie jest ojcem Laury, być może sama rodzina nie przyznaje mu prawa d
            > o wychowywania rogatego dziewczątka,

            ?????!!! Mąż matki, będący mężem tejże matki od ładnych paru lat, mieszkający z rodziną, ojciec przyrodniego brata, partycypujący w kosztach utrzymania, nie ma prawa do wychowania pasierbicy? Znaczy, może kupować zmywarki, gotować, przynosić w zębach pensję, ale od wychowania - wara, i usuwamy sie z oczu, jak się w kuchni zbiera się "prawdziwy człon rodziny", czyli starzy Borejko i ich córki? Wg pani MM większe prawo do wychowania Tygrysa mają jego ciocie, jako te będące własciwej krwi, ale wydawało mi się, że jest w tym pogladzie odosobniona.

            Zał
            > ożę się, że Tygrys, odesłany przemocą od stołu - zadzwoniłby na policję, że jes
            > t bity i głodzony. ;-)

            Tego to sie już nie dowiemy, ale niechby i zadzwonił. Ciekawe, czy wizyta posterunkowego u Borejków spowodowałaby ich ockniecie sie i sprowokowała do jakiejś refleksji ;P. Innej niż "ona jest jak ojciec", oczywiscie...
            • morekac Re: wychowanie Tygryska 05.08.11, 15:25
              > Wskaz w moim poście jedno zdanie, które dowodzi, że ja tak nie uważam.
              Wskaż zdanie, że ja uważam, że ty tak uważasz bądź nie uważasz. ;-)

              ojciec przyrodniego brata, partycypujący w kosztach utrzymania, nie
              > ma prawa do wychowania pasierbicy
              Może rodzina B. tak nie sądzi? Rozumiesz, on tam był obcy,napływowy. Despotyczny Dziadzio i z lekka terrorystyczna Babcia przywykli może, że to oni - i nikt inny - decyduje o wychowywaniu (bądź niewychowywaniu) Tygrysa szczerzącego zęby- acz raczej delikatnie szczerzącego). A i Laura była wtedy chyba w najgorszym możliwym wieku - nieszczęsny Grzesio przez te kilka lat mieszkania z nadobnymi pasierbicami powinien chyba nieco bardziej poprawić swoje kompetencje wychowawcze, zwłaszcza, że nastoletnie dziewczątko jako córka nie było mu obce...

              założę się, że prawdziwe dziecko w podobnej sytuacji wykorzystywałoby ten fak
              > t znacznie bezwzgledniej.
              może tak, może nie. Tygrys był dla Borejków trudny, bo inny. Bardziej niezależny, asertywny - i przez to wydawał im się zły z definicji. No bo jak można nie uwielbiać dziadka Ignacego?
              No i gdyby Laurka była bardziej bezwzględna w realizacji swoich roszczeń, mielibyśmy nie powieść dla grzecznych dziewczątek, a mroczną opowieść o patologiach... A to nie ten target ;-)
              • dakota77 Re: wychowanie Tygryska 05.08.11, 18:10
                Boziuniu, jak maz corki moze byc obcy? Oczywiscie, jest spoza klanu, ale przeciez to nie jakis intruz, tylko ktos, kto dla Gaby- przynajmniej w teorii- wiele znaczy. To nie jakis przypadkowy kochane, przyprowadzony na chwile;)
                • morekac Re: wychowanie Tygryska 06.08.11, 07:47
                  no jak nie? Dla Borejków obcy jest Pyziak, podejrzany jest Fryderyk, to Grzesio ma być uznany w pełni za swojego? Nie mam na myśli deklaracji, tylko borejkowskie , podświadome odczucia...
                • truscaveczka Re: wychowanie Tygryska 11.08.11, 07:37
                  Dakota, ty idealistko, ty. MOŻE. Oj, jak bardzo MOŻE.
        • iwoniaw Re: wychowanie Tygryska 05.08.11, 13:59
          Zgadzam się z Anutkiem w 100% w temacie i dodam tylko, że owszem - uważam, iż Gaba w ogóle nie wychowywała swoich dzieci. Róża też czytała cudze (Idy) listy (co z tego, że to Laura zaproponowała pierwsza), brała udział w niszczeniu welonu, nie widziała nic zdrożnego w okupowaniu pokoju nowożeńców w ich noc poślubną itd. itp. W dodatku Laura to przynajmniej wymyślała sama swe "akcje" i potrafiła się przeciwstawić, gdy sytuacja przestawała jej pasować (zerwanie z Luckiem, Wolfim, protest przeciw Bodziowi, wcześniej zwracanie uwagi ciotce Natalii na np. brak reakcji w pociągu na papierosy Wrednej K.D.), natomiast Pyza godzi się na wszystko, o czym ktokolwiek napomknie (realizacja pomysłów młodszej siostry, umawianie się z niechcianymi Lelujkami, pozwolenie na porwanie się przez Fryca mimo innych planów, nawet takie głupoty jedzenie lodów mimo odchudzania, żeby komuś nie sprawić dyskomfortu). Doprawdy, Gaba może tylko opatrzności dziękować, że Róża nie wpadła w inne niż anektujący Fryc towarzystwo i nie narobiła większych głupot niż tylko zastawianie pułapki biologicznej.
        • nessie-jp Re: wychowanie Tygryska 05.08.11, 15:05
          > Jest w tej scenie uwaga, że Rózia, zmien
          > iając na siłę temat czuje mdłości (albo jej niedobrze, nie pamietam, jak to był
          > o sformułowane, a od książek jestem chwilowo odcięta), bo nienawidzi takiej atm
          > osfery, za to kocha spokój z zgodę.

          Mnie to zdanie przeraża. Bo "grzeczna dziewczynka" może mieć tak silne reakcje lękowe na rodzinne kłótnie tylko w jednej sytuacji
          • maryboo Re: wychowanie Tygryska 05.08.11, 16:26
            nessie-jp napisała:
            >
            > Mnie to zdanie przeraża. Bo "grzeczna dziewczynka" może mieć tak silne reakcje
            > lękowe na rodzinne kłótnie tylko w jednej sytuacji
            • nessie-jp Re: wychowanie Tygryska 05.08.11, 19:30
              > Róża po prostu nie znosi ciężkiej atmosfery, jaka zwykle wytwarza się
              > w czasie kłótni ("było jej niedobrze z obrzydzenia")

              Nie, to nie jest normalne, że jedna z najmłodszych osób przy stole czuje się tak spięta niewielkim rodzinnym starciem, że aż dostaje od tego mdłości. I nie jest normalne, że zamiast dążyć do rozwiązania konfliktu, strachliwie zmienia temat, a reszta rodzinki skwapliwie się przyłącza do tego zamiatania pod dywan.

              Nie ma takiej rodziny, w której nie istnieją kłótnie i spory, bo to by była rodzina chora. Spory są po to, żeby je rozwiązywać, a nie w panice zmieniać temat.

              Zresztą Róży lękliwe dążenie do zadowalania każdego za wszelką cenę naprawdę nie jest zdrowe (wspomniane wcześniej jedzenie tego, co jej podetkną, do pierwszego adoratora, który ją złapie za rękę, bieganie w kółko do sklepu ze sprawunkami dla każdego, sprzątanie po siostrze, potulne godzenie się z pomysłami siostry).

              Czy Róża kiedykolwiek rozmawiała z kimkolwiek o tym, dlaczego tak się boi rodzinnych utarczek? Z matką? Na pewno nie
              • maryboo Re: wychowanie Tygryska 05.08.11, 20:10
                nessie-jp napisała:

                I nie jest normalne, że zamiast dążyć do rozwiązania konfliktu, strachliwie zmienia temat, a reszta rodzinki skwapliwie się przyłącza do tego zamiatania pod dywan.
                Nie ma takiej rodziny, w której nie istnieją kłótnie i spory, bo to by była rodzina chora. Spory są po to, żeby je rozwiązywać, a nie w panice zmieniać temat.


                Ale moment, oddzielmy dwie rzeczy. Ty piszesz tutaj o sposobie rozwiązywania konfliktu, gdy ten się już pojawi - a ja odniosłam się do twojej teorii, że człowiek, który źle znosi spory, wywodzić musi się z patologicznej rodziny, w której strach wyrazić własną opinię. Zapewniam Cię, że tak nie jest. Można nie lubić konfrontacji, nie lubić kłótni (to, że są potrzebne nie oznacza, że kłócący odczuwa radość ze sprzeczki - jak każdy człowiek czasem muszę podnieść głos, żeby wyładować emocje, ale nie sprawia mi to szczególnej satysfakcji) wręcz do poziomu fizycznej niewygody - ale to nie oznacza, że gdy przyjdzie co do czego, dana osoba nie będzie w stanie obronić własnego zdania. Unikanie sytuacji podbramkowych, a radzenie sobie z nimi gdy już wystąpią, to dwa różne światy.
                A odnosząc się już do samych Borejków - zachowali się bezsprzecznie głupio. Pierwsza próba Róży z zmiana tematu na Wenecję była ok (mówię o tej po karceniu Tygrysa za zbity wazon i trzaskanie drzwiami). Ale ciągnięcie wątku po starciu na linii Grześ - Laura - zdecydowanie nie. I zgadzam się, nessie, że był to już taki moment w dyskusji, w którym wręcz należało wreszcie wyrzucić z siebie wszystkie żale. Nawiasem mówiąc - żale, które nie pojawiłyby się, gdyby ktoś zajął się tematem Pyziaka w odpowiednim momencie.

                Zresztą Róży lękliwe dążenie do zadowalania każdego za wszelką cenę naprawdę nie jest zdrowe (wspomniane wcześniej jedzenie tego, co jej podetkną, do pierwszego adoratora, który ją złapie za rękę, bieganie w kółko do sklepu ze sprawunkami dla każdego, sprzątanie po siostrze, potulne godzenie się z pomysłami siostry).

                Róża jest mamejowata z natury i nigdy nie twierdziłam inaczej. Znowu - w poprzednim poście odpowiedziałam na ogólną teorię, którą postawiłaś.

                Czy Róża kiedykolwiek rozmawiała z kimkolwiek o tym, dlaczego tak się boi rodzinnych utarczek?

                Ona się ich nie boi. Ona ich nie lubi. Uwierz mi, to "niedobrze z obrzydzenia" naprawdę nie musi oznaczać strachu przed rodzinnymi awanturami, raczej głęboką niechęć do atmosfery, jaka się w ich czasie wytwarza. Niektórzy ludzie unikają konfrontacji za wszelką cenę, niezależnie od tego, jak zdrowa by ona nie była. Nie znaczy to, że są zastraszeni, po prostu nie znoszą kłótni tak bardzo, że wolą każde inne rozwiązanie, byleby mieć spokój w domu. Nie twierdzę, że to dobre, po prostu tak jest. Znam takich ludzi. Zastraszenia u nich nie zdiagnozowałam.
                • nessie-jp Re: wychowanie Tygryska 05.08.11, 20:28
                  > Ty piszesz tutaj o sposobie rozwiązywania ko
                  > nfliktu, gdy ten się już pojawi - a ja odniosłam się do twojej teorii, że człow
                  > iek, który źle znosi spory, wywodzić musi się z patologicznej rodziny

                  Nie, broń Boże nie o to mi chodziło :) Sama nie przepadam za konfrontacjami, ale jednocześnie wiem, że jeśli konfrontacja rodzinna mi się nie podoba, to mam prawo przede wszystkim przestać w niej uczestniczyć. Na przykład wstać i powiedzieć "Nie chcę słuchać, jak się kłócicie, sprawia mi to przykrość, więc wychodzę".

                  Róża tego nie robi, Róża czuje się ODPOWIEDZIALNA za rozładowanie sytuacji. Tak jakby przy tym stole nie siedziały 4 osoby, w których powinna mieć oparcie
                  • pi.asia Re: wychowanie Tygryska 05.08.11, 20:57
                    znalazłam na szybko te dwa cytaty
                    Tygrys i Róża: . Było jej niedobrze z obrzydzenia, tak właśnie reagowała na konflikty. Róża kochała spokój i pogodny nastrój. Postanowiła zrobić wszystko, co możliwe, by doprowadzić do jakiegoś pojednania. Na razie instynkt dyktował jej prowadzenie rozmowy na tematy dla wszystkich obojętne.

                    Imieniny: Pyza ruszyła za nimi, wbrew woli, bo właściwie odpychała ją myśl o wiszącym w powietrzu konflikcie. Ona nie lubiła konfliktów, była od nich wprost chora
                    • nessie-jp Re: wychowanie Tygryska 05.08.11, 21:00
                      > Ona nie lubiła konfliktów, była od nich wpros
                      > t chora

                      O, właśnie, zapamiętałam ten drugi fragment i skontaminował mi się z tym pierwszym. Jednak bycie "wprost chorym" w wyniku normalnych kłótni to nie jest sytuacja idealna. Można nie lubić konfliktów i dążyć do ich zażegnania, ale Róży one ewidentnie przysparzają cierpień i unika ich jak może, nie zawsze mądrze i rozsądnie, a to już zdrowe nie jest.

                      To trochę jak z dentystą. Jasne, że każdego boli, jak mu ząb borują i nikt tego nie lubi, a nawet może się robić niedobrze z obrzydzenia na samą myśl. Ale jeśli ktoś z tego powodu nie chodzi do dentysty, bo jest "wprost chory" na samą myśl, to już nie jest w porządku.

                  • maryboo Re: wychowanie Tygryska 05.08.11, 21:34
                    nessie-jp napisała:


                    Nie, broń Boże nie o to mi chodziło :) Sama nie przepadam za konfrontacjami, ale jednocześnie wiem, że jeśli konfrontacja rodzinna mi się nie podoba, to mam prawo przede wszystkim przestać w niej uczestniczyć. Na przykład wstać i powiedzieć "Nie chcę słuchać, jak się kłócicie, sprawia mi to przykrość, więc wychodzę ".


                    A widzisz. Jak to trudno czasem dwóm człowiekom się porozumieć :) Z tym się zgadzam w zupełności. Fakt, wcześniej tego nie rozważałam, ale...po licho Pyza w ogóle wchodziła do tej kuchni? Zresztą, jak już pisałam, jej pierwsza próba złagodzenia konfliktu była całkiem udana - głupio zrobiło się dopiero wtedy, gdy zaczęła ni z gruchy, ni z pietruchy ciągnąć wątek wenecyjny.
    • seidhee Re: wychowanie Tygryska 05.08.11, 11:53
      Ja tam nigdy nie rozumiałam, co takiego strasznego robi Laura, że wszyscy Borejkowie tacy są nią przerażeni. Ok, jest złośliwa, co w miłej i dzielnej rodzinie może być szokujące przez kontrast. I tak dziwne, że żyjąc od urodzenia z łatką "pyziaczego pomiotu" i "tej gorszej siostry" wyrosła na taką porządną i konserwatywną osobę (nie ma problemów z używkami, nie sypia z narzeczonym, woli studia niż pracę w Anglii). A że rodzince specjalnych atencji nie okazuje, to chyba zrozumiałe, bo sama zbyt wiele czułości też od nich nie dostała.
      • kaliope3 Re: wychowanie Tygryska 05.08.11, 15:03
        Jest tam gdzieś takie zdanie ( nie pamiętam dokładnie gdzie), że Róża nade wszystko lubiła " być w porządku". To dużo wyjaśnia w kwestiach jej zachowania na tle rodziny i nie tylko. "W porządku" to też pewien komfort psychiczny, brak konieczności nad zastanawianiem się czy coś robimy dobrze, czy źle i jednocześnie brak rozwoju.
        • pi.asia Re: wychowanie Tygryska 05.08.11, 18:11
          Zgadzam się z Aniutkiem.

          właśnie mamusia obmyślała jak by tu Laurę ukarać. Namyślała się tak już trzy dni. Znając wszakże usposobienie swojej matki Laura wiedziała - wyszukana i okrutna kara na pewno się odwlecze, a więc i uciecze

          No i nie tylko kary nie było, ale jeszcze i nagroda w postaci wyjazdu nad morze!
          To mnie właśnie w tym przeraża - brak reakcji dorosłych. Gaba problem wypycha do Łeby i już ma spokój. Wszyscy udają że nic się nie dzieje. Jak Ida się piekli że jej smarkule wiszą na klamce, to Gaba ją punktuje tekstem, że pewnie pokłóciła się z Mareczkiem. No ludzie, trzymajcie mnie....
          Mam wrażenie, że Laura cały czas testuje rodzinę, na jak wiele jej pozwolą. A oni lękliwie usuwają się z drogi. No to ona idzie dalej. Oni też. W pewnym momencie Laura pragnie, żeby matka ją zbiła, nakrzyczała, zachowała się jak inne matki, to by przynajmniej poczuła, że mamie naprawdę na niej zależy. Ona wręcz domaga się postawienia granic, bo jej własna osobowość ją przerasta. A rodzina nic.....

          A to, że nie narozrabiała bardziej to ( jeśli chodzi o ewentualną ciążę przedmałżeńską) nie jej zasługa, tylko Wolfiego, który trochę się jej bał.
          Nie wrąbała się w narkotyki, bo na to jest jednak zbyt inteligentna, poza tym wyobrażacie sobie ten temat w Jeżycjadzie?
          • pi.asia Re: wychowanie Tygryska 05.08.11, 21:26
            Znalazłam jeszcze coś takiego:
            Laura, w pozie wyrażającej bunt i urazę, leżała na wznak wśród nie uprzątniętej od rana pościeli, ubrana w płaszcz i zabłocone obuwie

            Cóż, każdy z nas miał chyba niestety w życiu taką sytuację, że rzucał się w butach na łóżko, wściekły lub zrozpaczony. Ale to zdarza się sporadycznie, bo buty zdejmujemy odruchowo, zwłaszcza gdy są zabłocone - tego nauczono nas w dzieciństwie. Tymczasem Laura dość często włazi w butach do łóżka:

            Laura wściekła się natychmiast na widok smarkacza, który nawet nie zdjął kapci, kładąc się na miejscu mamy. Ilekroć mama widziała Laurę, rzucającą się w butach na łóżko - swoje łóżko! - tylekroć nie omieszkała uczynić jakiejś niemiłej uwagi.(...) Ciekawe, że niczego w tej dziedzinie nie nauczyła swego synusia.

            No i właśnie. Nie nauczyła tego Laury, nie uczy tego i Ignasia.
            Wygląda na to, że istotnie dzieci Gaby wychowują się same. ;)


            • kkokos Re: wychowanie Tygryska 06.08.11, 13:19
              Tymczasem Laura dość często włazi w butach do łóżka:
              >
              > [i] Laura wściekła się natychmiast na widok smarkacza, który nawet nie zdjął ka
              > pci, kładąc się na miejscu mamy. Ilekroć mama widziała Laurę, rzucającą się w b
              > utach na łóżko - swoje łóżko! - tylekroć nie omieszkała uczynić jakiejś niemiłe
              > j uwagi.(...) Ciekawe, że niczego w tej dziedzinie nie nauczyła swego synusia.[
              > /i]
              >
              > No i właśnie. Nie nauczyła tego Laury, nie uczy tego i Ignasia.

              ja tę scenę odbieram inaczej
              chyba każdy z nas ma coś, co uparcie robi (robił), mimo iż matka za każdym razem "nie omieszkała uczynić jakiejś niemiłej uwagi". mój syn na przykład stale rzuca szkolny plecak w jakimś przejściu - środek malutkiego przedpokoju czy drzwi do jednego z pokoi. długo się złościłam, potykając o przeszkodę (a zdarzało mi się boleśnie obijać o framugę itd), ale nic nie pomagało. teraz oboje się z tego śmiejemy, że niby taki rodzinny rytuał nam się zrobił, ale tak naprawdę to on wciąż się nie nauczył nie rzucać tego cholernego plecaka gdzieś z boku (już nie mówię o rozwiązaniu idealnym, czyli w swoim pokoju koło biurka). a lat ma tyle co laura w TiR.
              a komentarz laury o "nauczeniu swojego synusia" jest oczywiście czystą złośliwością zazdrosnej siostry (i moim zdaniem nie da się z tego wyciągać jakichkolwiek wniosków o tym, czy gaba nauczyła czy nie nauczyła ignasia czegokolwiek). złośliwość nie pierwsza i nie jedyna, bo w pamiętnej scenie awantury w kuchni laura udaje, że pretensje o jej zachowanie wobec matki dotyczą trzaśnięciem drzwiami i używa argumentu w stylu "a ignaś wiecznie trzaska i mu wolno", na które to udawanie dorośli nie dają się nabrać, ale ignaś mocno się plączę odpierając atak, jakby rzeczywiście tymi drzwiami trzaskał (bo zapewne trzaskał i zapewne jemu było wolno :P)

              ale to nieprawda, że nikt laury nie wychowuje - cała rodzina ją wychowuje poprzez osądzanie! wszak ta scena w kuchni zaczyna się od:

              zgromadzeni przy kuchennym stole bliscy zajmowali się głownie tygrysem, który zachował się niegrzecznie wobec mamy. żadna nowość, właściwie; lecz tym razem przewina była większego kalibru, bo nawet głos dziadka brzmiał surowo.
              -...czy to nie przyjemnie być, jak pyzunia, miłym dla każdego?"

              przyznaję, że gdyby wobec mnie używano takich argumentów, wymordowałabym całą rodzinę, akt unicestwienia pyzuni zostawiając sobie na koniec, jak wisienkę na torcie.

              jak czytam tę scenę, to jest mi jak pyzie niedobrze z obrzydzenia. tyle że nie z powodu zaistnienia kłótni, a tego, jak strasznie ta cała banda dorosłych hoduje sobie problem na własne życzenie, a potem w sposób wredny i nieuczciwy zrzuca winę na laurę; jak okazuje się tchórzliwa, niedojrzała, ślepa i pełna hipokryzji. i to ma być ten wzór rodzinnego ciepełka do naśladowania! bleeeee!
              • verdana Re: wychowanie Tygryska 08.08.11, 12:44
                laury się nie wychowuje, bo Laura jest czarną owcą od dzieciństwa. Wiadomo, podobna do ojca i nic z tego nie wyjdzie. A tak naprawdę, to Laurę się wychowuje - wychowuje przez negowanie tego czym jest i tego, czego chce. Obrazanie dziecka w czasie Wigilii to zabieg, ktorego nie powstydzi się patologiczna rodzina, podobnie jak wymaganie przeprosin za to, ze dziecko chce za wszelką cenę dowiedzieć się czegoś o własnym ojcu. Laura nie jest karana za autentyczne przewinienia - kradzież klasowych składek jest tu sztandarowym przykładem, a jest stale upominana za bycie sobą.
                Zreszta, może i dobrze, ze ją 'źle" wychowywano. Wychowywana Róża i Ignacy wyszli na tym znacznie gorzej. Bezwolna idiotka i wredny donosiciel - oto co wyszło z zabiegów wychowawczych światłej rodziny Borejków.
                • mama_kotula Re: wychowanie Tygryska 08.08.11, 12:58
                  Mogę się podpisać pod tym, co napisała Verdana.

                  Poza tym, ranybohu, ja naprawdę nie widzę, żeby Laura była jakimś szczególnie źle wychowanym dzieckiem. Wręcz przeciwnie - w obliczu takiego braku wychowania, jaki jej zaserwowano, to zachowanie Laury jest wzorcowe, to dziecko jest dobrze ułożone, kulturalne, nie ląduje na izbie dziecka, nie wpada w złe towarzystwo, nie zaniedbuje szkoły, ma w sumie poprawne stosunki z rodziną. Fenomen, panie dzieju.
                  • kanga_roo Re: wychowanie Tygryska 09.08.11, 12:21
                    przemyśliwałam sobie przez weekend kwestie wychowywania w Jeżycjadzie: od taty Żaczka z garnkiem zimnej wody nad córcią - leniem, przez tatę Kowalika zamykającego córcię -wagarowiczkę w mieszkaniu, Mamerta, kiedy był fajny, i Mamerta, kiedy już fajny nie był, Ewę Jedwabińską z jej teoriami, nawet Cyryla i Metodego, którzy subtelnie bądź od niechcenia, ale jednak jakieś uwagi Elce czynią (że nie wspomnę odesłania mrocznego Baltony).
                    wychodzi mi, że Borejkowie uprawiali to, co dziś nazywamy wychowaniem bezstresowym, i że panienki, którym serwowano li i jedynie wzorce antyczne (plus przykład własny) i tak nieźle "się wychowały". choć wydaje mi się to podobnie nierealne, jak Laura pragnąca ślubu. w dziewiętnastej wiośnie życia.
          • kkokos Re: wychowanie Tygryska 06.08.11, 12:46
            > Nie wrąbała się w narkotyki, bo na to jest jednak zbyt inteligentna,

            inteligencja nie ma z tym nic wspólnego - raczej brak okazji lub wiek. laura w TiR miała lat 15, rok był 1999 i właśnie kończyła ośmioklasową podstawówkę (w tym samym 1999 roku powstały pierwsze gimnazja). gdyby nie przedsięwzięła wyprawy toruńskiej (a miała wszak szczęście - gdyby alma była np. księgową, mogłaby być znacznie trudniejsza do namierzenia w internecie, poza tym internet w roku 1999 był o te 12 lat zbierania danych uboższy), tylko dalej się kisiła ze swymi problemami, spokojnie mogłaby przetestować zainteresowanie swojej rodziny sobą za pomocą jakichś narkotykowych eksperymentów

            > poza tym w
            > yobrażacie sobie ten temat w Jeżycjadzie?

            o, i to jest podstawowa przyczyna, dla której nie sięgnęła po narkotyki :)
          • a.nancy Re: wychowanie Tygryska 23.08.11, 18:21
            > Nie wrąbała się w narkotyki, bo na to jest jednak zbyt inteligentna

            inteligencja nie chroni przed wrąbaniem się w narkotyki
    • gku25 Re: wychowanie Tygryska 05.08.11, 22:08
      Są takie, że za bardzo wam się myli fikcja literacka z rzeczywistością.
      • the_dzidka Re: wychowanie Tygryska 06.08.11, 14:29
        A "dzień dobry" zostało za drzwiami?
        Przyszła, powiedziała jedno zdanie i cześć. No kocham normalnie.
        • pi.asia Re: wychowanie Tygryska 06.08.11, 20:35
          gku25 napisała:
          >Są takie, że za bardzo wam się myli fikcja literacka z rzeczywistością.

          a są takie, że za bardzoim się myli druga i trzecia osoba liczby mnogiej i każdy kawałek zdania ma inną formę gramatyczną ;)
          • staua Re: wychowanie Tygryska 06.08.11, 21:19
            Akurat zdanie jest w porzadku, jako odpowiedz na twoje pytanie "jakie sa wasze odczucia".
            Natomiast fakt, ze jako pierwszy post troche dziwne i w dodatku co ma piernik do wiatraka? Nic sie nikomu nie myli, rozmawiamy o Jezycjadzie.
            • pi.asia Re: wychowanie Tygryska 06.08.11, 21:31
              staua napisała:

              > Akurat zdanie jest w porzadku, jako odpowiedz na twoje pytanie "jakie sa wasze
              > odczucia".
              Istotnie, poszłam skrótem myślowym, odczytałam to jako "są takie (osoby), że za bardzo wam się myli..."
              Biję się w pierś mą łabędzią i przepraszam Moja wielka, maksima culpa.
        • nessie-jp Re: wychowanie Tygryska 07.08.11, 03:56
          the_dzidka napisała:

          > A "dzień dobry" zostało za drzwiami?
          > Przyszła, powiedziała jedno zdanie i cześć. No kocham normalnie.

          A czy to wiadomo, że ona? Może on? Jakiś Pciuch, albo zgoła Psztymucel.
          • minerwamcg Re: wychowanie Tygryska 09.08.11, 12:01
            Ee tam. Pciuchy są bardzo uprzejme, pielęgnują stare dobre tradycje pracowników poczty. A Psztymucel... no tak, Psztymucle mogą być trochę nieuważne, kiedy rozmowa nie toczy się o samochodach. Ale i wtedy chyba jakoś się witały... No, a już Nulek był wzorem gościnności i dobrych manier.
          • yasemin Re: wychowanie Tygryska 10.08.11, 11:01
            E, to zapewne jeszcze jeden "realista", który, nie mając lepszych argumentów, na wszystko potrafi odpowiedzieć li i jedynie: "To tylko książka".
            A patrząc na nick, to mnie się wydaje, że on/a jest... ghulem.
            • pi.asia Re: wychowanie Tygryska 10.08.11, 20:50
              ghule nie przebierają w jedzeniu, ale nie gryzą pięćsetletnich kości.
    • 2swineczki Re: wychowanie Tygryska 14.01.12, 12:28
      Witam po przerwie.
      Mam pytanie, bo nie znam dobrze jezycjady, ba - znam ja b. slabo:
      czy tam o podobienstwie do wrednego ojca mowi sie DO LAURY bezposrednio, czy szepce potajemnie, zeby laura nie slyszala?
      BO:
      jesli mowi sie DO dziecka, to moim zdaniem zgroza i patologia (cos jak: Tatus od nas odszedl, bo nie chcesz pic mleka, albo: przez ciebie nie ukonczylam studiow, bo musialam cie nanczyc)
      A jesli nawet nie do dziecka, tylko za zamknietymi drzwiami, to jednak MY znamy to dziecko na tyle ze wiemy, ze na pewno kilka razy podsluchiwalo pod drzwiami i posluchalo o sobie.
      W kazdym razie, mysle, ze Laura wie/czuje, ze maja DO NIEJ pretensje, ze jest podobna do tego okrutnego ojca. I wie o tym ojcu jedynie tyle; ze jest do niego podobna i ze on jest jakims wrzodem na zdrowym ciele rodziny Borejkow. Nczego wiecej nikt jej nie mowi o ojcu.
      A tak w zasadzie, to - ktos tu to pytanie juz zadal, ale odpowiedzi albo nie zrozumialam, albo nie pamietam - kiedy taka opinia do Laury przylgnela i dlaczego? Moze pomprostu zadzialala jakas automatyczna metoda 'napietnowania' albo 'wyznaczania rol', na zasadzie: raz sklamala, to juz bedzie klamac, geny jak nic po ojcu, bo przeciez nie po Borejkach.
      • emae Re: wychowanie Tygryska 16.01.12, 13:09
        2swineczki napisała:

        > Witam po przerwie.
        > Mam pytanie, bo nie znam dobrze jezycjady, ba - znam ja b. slabo:
        > czy tam o podobienstwie do wrednego ojca mowi sie DO LAURY bezposrednio, czy sz
        > epce potajemnie, zeby laura nie slyszala?
        > BO:
        > jesli mowi sie DO dziecka, to moim zdaniem zgroza i patologia (cos jak: Tatus o
        > d nas odszedl, bo nie chcesz pic mleka, albo: przez ciebie nie ukonczylam studi
        > ow, bo musialam cie nanczyc)
        > A jesli nawet nie do dziecka, tylko za zamknietymi drzwiami, to jednak MY znamy
        > to dziecko na tyle ze wiemy, ze na pewno kilka razy podsluchiwalo pod drzwiami
        > i posluchalo o sobie.
        > W kazdym razie, mysle, ze Laura wie/czuje, ze maja DO NIEJ pretensje, ze jest
        > podobna do tego okrutnego ojca. I wie o tym ojcu jedynie tyle; ze jest do niego
        > podobna i ze on jest jakims wrzodem na zdrowym ciele rodziny Borejkow. Nczego
        > wiecej nikt jej nie mowi o ojcu.
        > A tak w zasadzie, to - ktos tu to pytanie juz zadal, ale odpowiedzi albo nie zr
        > ozumialam, albo nie pamietam - kiedy taka opinia do Laury przylgnela i dlaczego
        > ? Moze pomprostu zadzialala jakas automatyczna metoda 'napietnowania' albo 'wyz
        > naczania rol', na zasadzie: raz sklamala, to juz bedzie klamac, geny jak nic po
        > ojcu, bo przeciez nie po Borejkach.

        Witaj.
        Absolutnie nikt, ani razu, nie powiedział wprost Laurze, że to źle, że jest tak podobna do ojca. Przypomnę, że w "Imieninach" Laura zadaje matce pytanie, "Czy jestem do niego podobna?" - i wtedy Gabriela odpowiada "Tak, masz jego oczy". Potem jest komentarz z punktu widzenia Laury, że dobrze, że się tego dowiedziała, bo już przypuszczała, że jest córką kogoś innego - nie wierzyła, że ten sam człowiek mógł być ojcem jej i Pyzy.

        Zatem dopiero w wieku 13 lat Laura dowiaduje się o swoim podobieństwie do ojca. Szkoda, że nie wiedziała wcześniej... Ale z całą pewnością nie było jej to wcześniej wypominane. I później też nie.

        Jedno jedyne zdanie potępiające podobieństwo Laury do Pyziaka wypowiada Mila, to jest coś w stylu: "Oj, podobna jest do tego łobuza! Także z wyglądu", na co Gabriela zaraz protestuje, że tak nie wolno mówić. Laura faktycznie mogła słyszeć tę wymianę zdań, to jest zasugerowane przez włączającego się do rozmowy Ignacego. Ale to jest jedyna wypowiedź w temacie w całym cyklu (nie licząc monologów wewnętrznych, których przecież Laura nie mogła słyszeć).

        Od dawna uważam, że problem podobieństwa Laury do Pyziaka jest na forum wyolbrzymiany. To jedno zdanie (i kilka niewypowiedzianych refleksji) urosło do rozmiarów niemalże psychicznego maltretowania Laury.
        • retro-story Re: wychowanie Tygryska 16.01.12, 13:28
          Jeszcze po akcji z roza i Ida Gaba chlipie w melise, ze Laura klamie jak jej ojciec. Zdaje sie Pulpa wtedy mowi, ze nie jak ojciec, tylko dziecko siedmioletnie, troche rozpuszczone.
          • emae Re: wychowanie Tygryska 16.01.12, 13:42
            Masz rację, pisząc posta skoncentrowałam się na aspekcie podobieństwa fizycznego, ale to jest równie istotne, a nawet istotniejsze. Jednak podobnie jak Mila w późniejszym fragmencie, Gaba jest tutaj natychmiast przywołana do porządku. Nie ma sytuacji, że rodzina zgodnie potępia Laurę za fakt bycia podobną do ojca.

            Tekst Gaby, nawiasem mówiąc, koszmarny jak cała "różana" scena...
            • marslo55 Re: wychowanie Tygryska 17.01.12, 16:28
              emae napisała:
              "Jednak podobnie jak Mila w późniejszym fragmencie, Gaba jest tutaj natychmiast przywołana do porządku. Nie ma sytuacji, że rodzina zgodnie potępia Laurę za fakt bycia podobną do ojca."
              Prawda, Laura nigdy nie słyszy, że jest "zła jak ojciec" czy coś w tym rodzaju. Ale faktem jest, że jej podobieństwo do Pyziaka mocno uwiera i Gabę, i Milę, a Laura ewidentnie albo o tym wie (bo, jak to już wyżej napisano, jest uzależniona od podsłuchiwania), albo wyczuwa, że rodzina ma taki problem. Wydaje mi się, że kiedy np. na pytanie, skąd w niej tyle "hardości", odpowiada: "może mam to po ojcu?", raczej odczytuje intencję pytającej Natalii niż mówi "od siebie". Jak to oceniać? Moim zdaniem trudno walczyć z samym odczuciem podobieństwa ojca i córki, ale negatywnie oceniam rzucanie tekstami w stylu "kłamie jak jej ojciec", "podobna do tego łobuza", "mnie to podobieństwo zawsze przeszkadzało". Jeśli nawet Laura tego nie słyszy, to utwierdza to jej stereotypowe postrzeganie przez rodzinę.
              • jottka Re: wychowanie Tygryska 17.01.12, 16:40
                nieno, najprostsza wersja jest taka, że ona sama widzi, że jest odmieńcem - no bo skoro taka podobna do pyziaka, to tym samym mocno się różni na pierwszy rzut oka od czysto słowiańskich borejków:) i nawet nie musi podsłuchiwać, lata życia w rodzinie, która ma takie nastawienie (zło wcielone po tym, którego imienia nie wolno wymawiać) wystarczą, żeby o tym "od zawsze" wiedziała.

                ale to są takie wincy akademickie rozważania, bo obraz zła przekazywanego genetycznie a bez wpływu wychowania jest twardo kreowany przez autorkę i zasadniczo to już bez różnicy, skąd laura o tym wie. właściwie to sui generis rasistowskie poglądy:)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka