pi.asia
20.09.11, 22:20
Czy podobała Wam się jakakolwiek ekranizacja jakiejkolwiek powieści Makuszyńskiego?
Bo dla mnie była to za każdym razem porażka. O ile obsada całkiem do rzeczy, a nawet wręcz gwiazdorska (Beata Tyszkiewicz jako hrabina, Marek Kondrat jako ojciec w Pannie z mokrą głową, Piotr Fronczewski jako ojciec, Anna Seniuk jako pani Szymbartowa w Szaleństwach Panny Ewy) o tyle do szału mnie doprowadzało "uweselanie" na siłę.
W tych powieściach są zdarzenia tragiczne, ciężkie, czasem wzruszające. O to przecież chodzi, żeby pokazać, jak bohaterka radzi sobie z trudami życia. A w filmach - cielęca beztroska i mnóstwo głupawych piosenek. Po co?! Pan Podkówka wsadzający nogi w butach do stawu i wrzeszczący, że Irenka jest panna z mokrą głową a on, Podkówka, jest wariat z mokrymi nogami, ten pan Podkówka jest cudownie zabawny. Po co było na siłę dorabiać piosenkę do sceny, w której Irenka pokazuje smutnemu profesorowi że życie jest piękne? WRRRRR!!!!
Jakie jest Wasze zdanie?