meduza7
18.04.12, 13:37
Szukając do sąsiedniego tematu tego fragmentu o Ignasiu wychodzącym z kina, rzuciłam okiem na inny smakowity cytacik i trochę mnie osłupiło.
"Po przeczytaniu wszystkich dzieł Artura Conan Doyle'a, nagle się do niego zniechęcił; nastąpiło to wtedy, gdy wyczytał, że pisarz ten został na starość zwolennikiem okultyzmu i wywoływał (bezskutecznie zresztą) duchy. Z tego właśnie powodu Ignasiowi, który w duchy nie wierzył, raptownie przeszła fascynacja Sherlockiem Holmesem; natychmiast też zaniechał ćwiczeń z inwigilacji."
No i...?! Co, na litość boską, ma fascynacja Conan Doyle'a okultyzmem do (za)wartości jego książek? Przecież o duchach nie pisał; Sherlock posługuje się wyłącznie ostrą jak brzytwa logiką i wręcz przeciwnie - tam, gdzie inni dopatrują się sił nadprzyrodzonych, on odkrywa działanie ludzkie (Pies Baskerville'ów!).
Chyba że to jakieś takie rozczarowanie młodego idealisty - ponieważ pisarz, którego do tej pory uwielbiałem, prywatnie wierzył w coś głupiego - albo zrobił coś złego - więc odrzucam go i jego twórczość w całości, precz z moich oczu i mojego serca!
No właśnie. Czy jeżeli rewelacyjną powieść napisał osobnik będący dla nas z jakichś powodów nie do zaakceptowania - odrzucimy też tę powieść?