hania_jk
05.06.13, 11:00
Ostatnio zastanawiałam się, czy można określić dokładny moment, w którym pani MM postanowiła przeistoczyć Jeżycjadę - cykl książek, które były ze sobą powiązane tylko "miejscami" (Poznań, Jeżyce, bohaterowie z poprzednich części pojawiają się jako drugoplanowi w częściach następnych) w ciągnącą się operę mydlaną, która z biegiem czasu stała się coraz bardziej niestrawna i w coraz bardziej niepokojący sposób zaczęła przypominać tasiemcowe seriale telewizyjne, ze wszystkimi ich niechlubnymi wyznacznikami.
Doszłam do wniosku, że takim pierwszym granicznym momentem była Noelka, która rozpoczęła etap coraz głębszej koncentracji cyklu wokół Borejków - aczkolwiek pewne tego zalążki pojawiły się już w BBB. W tej drugiej powieści po raz pierwszy autorka zdecydowała się na wprowadzenie "drugiego głosu" w osobie bohatera, który powraca z poprzednich książek. Wcześniej, np. w Kłamczusze, mamy powracających Czesię i Hajduka, ale żadna scena nie jest przedstawiona z ich perspektywy. Podobnie w Idzie Sierpniowej autorka nie udziela głosu Gabrieli. Nawet jeszcze w Opium głos mają tylko nowi bohaterowie (z wyjątkiem Dmuchawca) - Kreska, Maciek, Aurelia, Ewa, Piotr Ogorzałka - ale już nie Gabriela czy Ida. Tymczasem w BBB obok Bebe przemawia Aniela - ale to dopiero od Noelki Musierowicz zaczyna jechać z tym koksem po całości, wprowadzając po raz drugi Gabrielę. Od tej pory "powroty" do Borejków, a zwłaszcza do Gabrieli i jej punktu widzenia będą stałym elementem Jeżycjady - niestety. Od Noelki zaczyna się też dramatum Gabrieli, kiedy to porzucenie przez Pyziaka, wprowadzone w Opium i wspomniane w BBB, staje się "osią" jeżycjadowej opery mydlanej, i zaczyna się ciągnąć przez tomy następne.
W końcu każda porządna opera mydlana musi mieć rodzinną tragedię :) Btw, jak czytałam Opium po raz pierwszy, nie miałam wrażenia, że ten wątek miał być jakiś dramatyczny, tylko że był wprowadzony na Autorkę na zasadzie odwzorowywania sytuacji, które faktycznie w tamtych czasach się zdarzały - ludzie emigrowali, w domu zostawały ich rodziny i bywało z tym różnie. A po telegramie Pyziaka już w ogóle mi nie przyszło do głowy, że oto narodziła nam się NAJWIĘKSZA TRAGEDIA CYKLU. Nawet jeszcze w BBB nie miałam takiego wrażenia - ot, życie, zdarza się i tak. Ale w końcu na czymś trzeba było operę mydlaną oprzeć, prawda pani Autorko? ;)
No ale dobra, może Noelka mogłaby być taką odmienną powieścią, w której wracamy w Wigilię do starych bohaterów. Następna część, Pulpecja - no ok, też na upartego, po prostu może przyszedł czas na kolejną pannę Borejko. Ale już od Dziecka Piątku wiadomo, że z Borejkami już się nie rozstaniemy :) W dodatku od tego momentu mamy tylko powroty do starego - jak bohaterka, to znajoma już Aurelia, jak czyjaś córka, to Robrojka, jak chłopak Natalii, to Tunio z MiR (co zawsze dla mnie było grubymi nićmi szyte). Dlatego DP to kolejny moment graniczny IMO.
Kolejnym takim momentem był w moim mniemaniu "Tygrys i Róża" - powieść, która po raz pierwszy służyła tylko i wyłącznie pociągnięciu opery do przodu i mam wrażenie niczemu więcej. Potem to już w ogóle jest kosmos. Książki nierzadko bez konkretnego sensu same w sobie, w których główna bohaterka jest w zasadzie tłem (!!) dla bohaterów pozornie drugoplanowych - oczywiście Borejków. Akcje powieści obmyślane tak, by Borejków było jak najwięcej. Skrajnym przykładem tego jest McZgroza, ale spokojnie, na pewno gorsze jeszcze przed nami.
Wracając do Noelki, zastanawiam się - co powodowało panią Musierowicz? Dlaczego zrezygnowała z formuły, która byla optymalna, na rzecz przekszałcenia Jeżycjady w Borejczadę? Czy sprawiły to listy od czytelniczek, które pisały "Och, ci Borejkowie tacy wspaniali, tacy ciepli, prosimy jak najwięcej"? Czy też Musierowicz nagle nabrała ochoty na pisanie sagi rodzinnej? Nie ogarniam, jak można było tak beztrosko zniszczyć coś, co było takie... optymalne właśnie.
[PS W ogóle to ciekawe jest, że po Szóstej Klepce, która była powieścią "wielogłosową" (wydarzenia widziane były z perspektywy Cesi, Żaczka, Mamy Żakowej, Jurka Hajduka, Dmuchawca...) następne trzy były niemal stricte monogłosowe. W Kłamczusze, KK i IS w 99% widzimy tylko perspektywę głównej bohaterki - coś, co MM zarzuci w Opium i do czego już nie wróci].