Dodaj do ulubionych

Jeżycjada mydlana

05.06.13, 11:00
Ostatnio zastanawiałam się, czy można określić dokładny moment, w którym pani MM postanowiła przeistoczyć Jeżycjadę - cykl książek, które były ze sobą powiązane tylko "miejscami" (Poznań, Jeżyce, bohaterowie z poprzednich części pojawiają się jako drugoplanowi w częściach następnych) w ciągnącą się operę mydlaną, która z biegiem czasu stała się coraz bardziej niestrawna i w coraz bardziej niepokojący sposób zaczęła przypominać tasiemcowe seriale telewizyjne, ze wszystkimi ich niechlubnymi wyznacznikami.

Doszłam do wniosku, że takim pierwszym granicznym momentem była Noelka, która rozpoczęła etap coraz głębszej koncentracji cyklu wokół Borejków - aczkolwiek pewne tego zalążki pojawiły się już w BBB. W tej drugiej powieści po raz pierwszy autorka zdecydowała się na wprowadzenie "drugiego głosu" w osobie bohatera, który powraca z poprzednich książek. Wcześniej, np. w Kłamczusze, mamy powracających Czesię i Hajduka, ale żadna scena nie jest przedstawiona z ich perspektywy. Podobnie w Idzie Sierpniowej autorka nie udziela głosu Gabrieli. Nawet jeszcze w Opium głos mają tylko nowi bohaterowie (z wyjątkiem Dmuchawca) - Kreska, Maciek, Aurelia, Ewa, Piotr Ogorzałka - ale już nie Gabriela czy Ida. Tymczasem w BBB obok Bebe przemawia Aniela - ale to dopiero od Noelki Musierowicz zaczyna jechać z tym koksem po całości, wprowadzając po raz drugi Gabrielę. Od tej pory "powroty" do Borejków, a zwłaszcza do Gabrieli i jej punktu widzenia będą stałym elementem Jeżycjady - niestety. Od Noelki zaczyna się też dramatum Gabrieli, kiedy to porzucenie przez Pyziaka, wprowadzone w Opium i wspomniane w BBB, staje się "osią" jeżycjadowej opery mydlanej, i zaczyna się ciągnąć przez tomy następne.

W końcu każda porządna opera mydlana musi mieć rodzinną tragedię :) Btw, jak czytałam Opium po raz pierwszy, nie miałam wrażenia, że ten wątek miał być jakiś dramatyczny, tylko że był wprowadzony na Autorkę na zasadzie odwzorowywania sytuacji, które faktycznie w tamtych czasach się zdarzały - ludzie emigrowali, w domu zostawały ich rodziny i bywało z tym różnie. A po telegramie Pyziaka już w ogóle mi nie przyszło do głowy, że oto narodziła nam się NAJWIĘKSZA TRAGEDIA CYKLU. Nawet jeszcze w BBB nie miałam takiego wrażenia - ot, życie, zdarza się i tak. Ale w końcu na czymś trzeba było operę mydlaną oprzeć, prawda pani Autorko? ;)

No ale dobra, może Noelka mogłaby być taką odmienną powieścią, w której wracamy w Wigilię do starych bohaterów. Następna część, Pulpecja - no ok, też na upartego, po prostu może przyszedł czas na kolejną pannę Borejko. Ale już od Dziecka Piątku wiadomo, że z Borejkami już się nie rozstaniemy :) W dodatku od tego momentu mamy tylko powroty do starego - jak bohaterka, to znajoma już Aurelia, jak czyjaś córka, to Robrojka, jak chłopak Natalii, to Tunio z MiR (co zawsze dla mnie było grubymi nićmi szyte). Dlatego DP to kolejny moment graniczny IMO.

Kolejnym takim momentem był w moim mniemaniu "Tygrys i Róża" - powieść, która po raz pierwszy służyła tylko i wyłącznie pociągnięciu opery do przodu i mam wrażenie niczemu więcej. Potem to już w ogóle jest kosmos. Książki nierzadko bez konkretnego sensu same w sobie, w których główna bohaterka jest w zasadzie tłem (!!) dla bohaterów pozornie drugoplanowych - oczywiście Borejków. Akcje powieści obmyślane tak, by Borejków było jak najwięcej. Skrajnym przykładem tego jest McZgroza, ale spokojnie, na pewno gorsze jeszcze przed nami.

Wracając do Noelki, zastanawiam się - co powodowało panią Musierowicz? Dlaczego zrezygnowała z formuły, która byla optymalna, na rzecz przekszałcenia Jeżycjady w Borejczadę? Czy sprawiły to listy od czytelniczek, które pisały "Och, ci Borejkowie tacy wspaniali, tacy ciepli, prosimy jak najwięcej"? Czy też Musierowicz nagle nabrała ochoty na pisanie sagi rodzinnej? Nie ogarniam, jak można było tak beztrosko zniszczyć coś, co było takie... optymalne właśnie.

[PS W ogóle to ciekawe jest, że po Szóstej Klepce, która była powieścią "wielogłosową" (wydarzenia widziane były z perspektywy Cesi, Żaczka, Mamy Żakowej, Jurka Hajduka, Dmuchawca...) następne trzy były niemal stricte monogłosowe. W Kłamczusze, KK i IS w 99% widzimy tylko perspektywę głównej bohaterki - coś, co MM zarzuci w Opium i do czego już nie wróci].

Obserwuj wątek
    • hania_jk Re: Jeżycjada mydlana 05.06.13, 11:05
      Ach! Zapomniałam zmienić tytuł. Miało być "Jeżycjada mydlana - studium upadku". Anyway, zapraszam do dyskusji :)
    • emae Re: Jeżycjada mydlana 05.06.13, 11:10
      Doszłam swego czasu do podobnych wniosków jak Ty. Pozwolę sobie zalinkować się tutaj, trochę nie mam teraz czasu, by jeszcze raz to pisać:

      forum.gazeta.pl/forum/w,25788,139889144,139893816,Re_Kiedy_Musierowicz_przeskoczyla_rekina_.html
      • hania_jk Re: Jeżycjada mydlana 05.06.13, 11:33
        Faktycznie - podobny!

        Tutaj jednak chciałabym się jednak zastanowić, CO powodowało panią MM.

        IMO - jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Chyba musiała zauważyć, że Borejkowie to samograj, więc postanowiła wyeksploatować ich do nieprzytomności. A to, że do pisania rozwlekłych sag rodzinnych się nie bardzo nadaje - do tego NIEZBĘDNA jest pamięć do dat i szczegółów (a przecież już w Opium Pulpecja stała się ruda!) - to już insza inszość.

        On second thought, jednak te "powroty do starego" zapoczątkowało nie DP, ale Pulpecja. Jeszcze w Noelce był chociaż jeden "nowy" absztyfikant - Grzegorz - i absolutnie nowa bohaterka. Ale już w Pulpecji absztyfikant to Bobcio, przyjaciółka to Roma, a nauczycielka to Ewa Jedwabińska. Myślę więc, że te trzy powieści - N, P oraz DP - były początkiem borejczady i tym samym zwiastunem upadku cyklu.
        • emae Re: Jeżycjada mydlana 05.06.13, 11:58
          hania_jk napisała:

          >
          > On second thought, jednak te "powroty do starego" zapoczątkowało nie DP, ale Pu
          > lpecja. Jeszcze w Noelce był chociaż jeden "nowy" absztyfikant - Grzegorz - i
          > absolutnie nowa bohaterka. Ale już w Pulpecji absztyfikant to Bobcio, przyjaci
          > ółka to Roma, a nauczycielka to Ewa Jedwabińska. Myślę więc, że te trzy powieśc
          > i - N, P oraz DP - były początkiem borejczady i tym samym zwiastunem upadku cyk
          > lu.

          Znowu się zgadzam. I to jest przykre, bo to były świetne książki. O "Noelce" już pisałam, "Pulpecję" i "Dziecko Piątku" uwielbiam równie mocno. "Pulpecja", choć tu różne rzeczy o niej pisano, moim zdaniem zawiera w sobie najbardziej wiarygodny portret psychologiczny nastolatki w całej Jeżycjadzie. Tak świetnie jest to opisane, jak Patrycji się burzy cały ten niby poukładany świat, jak jednocześnie jest naiwna i dziecinna, a mimo to przychodzą jej czasem do głowy naprawdę dojrzałe myśli, jak dorasta, niby do końca zostaje prawie taka sama jak na początku, ale coś w jej myśleniu, w jej postrzeganiu świata ulega jednak zmianie. I tyle rzeczy jej się nie udało, pozbyła się pewnych złudzeń, ale na końcu spotyka ją szczęście.

          "Dziecko Piątku" podoba mi się szczególnie ze względu na swoją głębszą warstwę. Od jakiegoś czasu odczytuję tę książkę jako opowieść o szczęściu. Mam wrażenie, że to jest główny temat. Szczęście - i jak się je zdobywa, dzieląc się nim z innymi, jak można je mieć i go nie zauważyć, jak wiele szczęścia jest w miłości i trosce, jak można znaleźć szczęście w prostych, codziennych drobiazgach, jak można odzyskać szczęście, wyciągając do kogoś rękę... No i oczywiście, dzieci, dzieci też są w tej książce synonimem szczęścia :)

          I z takiej pięknej gliny ulepiono później McGniota :(
          • hania_jk Re: Jeżycjada mydlana 05.06.13, 12:37
            Z mydła, z mydła, od pewnego czasu MM rzeźbi tylko w mydle :)

            Tak sobie rozważam, tak jak tasiemcowe seriale (albo "sękacze", jak je określa mój sąsiad) nie maja żadnej głębszej warstwy (rurka z czekoladą - ale pusta w środku...) i zwykle niewiele czegkolwiek wartego uwagi (zasada: obejrzymy i lecimy dalej) - podobnie jest w Borejczadzie.

            Mniej więcej od "Imienin" nie przypominam sobie w Borejczadzie nic godnego uwagi/zapamiętania ani żadnej sceny, która by mnie tak naprawdę zachwyciła... Ani niczego, co (w pozytywnym znaczeniu) zaczęłoby wśród fanów żyć "własnym życiem" (jelito Inki!!!) A gdzie się podziały jeżycjadowe "skrzydlate słowa"? Dlaczego pamiętam "kakao z pianką i ptysia", "li i jedynie", "fuję" i "fubrawca", a z Borejczady absolutnie nic takiego nie pozostaje w pamięci?

            Nie tylko warstwa językowa leży, ale fabuła też.... Fabuły w ogóle nie ma tak naprawdę. Czasami mam wrażenie, że Pani MM konstruuje swe najnowsze dzieła w ten sposób: najpierw układa, co ma się zdarzyć u Borejków, a potem wymyśla "głównego bohatera" :) i jedzie dalej: no to X pójdzie tu i tu i spotka Y. Potem pójdzie tam i spotka Z. Potem porozmawia z B, a wracając natknie się na G. A na koniec X zeswatamy z kimś spośród krewnych i znajomych". Ani to nie ma ładu, ani składu, nie wiadomo, o co chodzi i po co to wszystko (tak pięknie napisałaś emae o Pulpecji i DP, w tych książkach wciąż o COŚ chodziło, tak samo jak w Kłamczusze, KK, SK itd.), a początek, rozwinięcie i zakończenie poszły się wiadomo co. Razem z dbałością o jakiekolwiek detale. Hehe, jakby MM była scenarzystką takiej telenoweli, wyglądało by to tak:

            Widz (w mailu) - Miałem sen, że bohater X przefarbował się na niebiesko. Fajnie to wyglądało. Czy bohater X mógłby się przefarbować na niebiesko?
            MM (z braku własnych pomysłów przyjmuje wszystko, bo czemu i nie)
            Widz 2 (później): Dlaczego bohater X przefarbował się na niebiesko, skoro trzy odcinki wcześniej wspominał, że nienawidzi tego koloru?
            MM: Bo JA tak postanowiłam.

            :D
            • a.g.r.e.s.t Re: Jeżycjada mydlana 05.06.13, 13:26
              Zasadniczo zgadzam się z większością tez w tym wątku, mam podobne przemyślenia, mam tak samo z tymi skrzydlatymi słowami (na stałe do mojego rodzinnego słownika weszło określenie błysk poetyckiej metafory. Jednak w tej ostatniej kwestii nachodzi mnie refleksja: a może todlatego, że my, czytelniczki, inaczej czytałyśmy Musierowicz mając 11, 12 czy 14 lat? Teraz przez nasze głowy przesunęły się tysiące zdań z przeczytanych książek, filmów, reklam i czego tylko chcecie. Może nasze umysły nie są już tak plastyczne i tamte jelita inki, gupi piniądz bo tonie, kobieta ze śledziem itd tez nie pozostawiłyby takiego wyrazistego śladu?
              • jottka Re: Jeżycjada mydlana 05.06.13, 13:56
                sorry, ale to przykład myślenia życzeniowego, by nie ująć tego inaczej... nie zachwycę się, powiedzmy, muminkami czy innym findusem z entuzjazmem pięciolatki, jeśli przeczytam je, mając latek dzieści, ale dobrą literaturę bez trudu odróżnię i docenię. zwłaszcza w wieku późniejszym, choć to nie jest obligatoryjne:)
                • hania_jk Re: Jeżycjada mydlana 05.06.13, 14:12
                  A ja Muminkami im jestem starsza, tym zachwycam się bardziej :) Jako dzieciak uważałam je po prostu za ciekawe historyjki o trollach. Teraz dopiero zauważam, jak bardzo metaforyczne są te ostatnie części cyklu, które są napisane tak naprawdę dla dorosłych.

                  Podobnie mam z niektórymi kreskówkami - dopiero jako dorosła osoba mogę dostrzec, ile komicznych sytuacji "z życia małżeńskiego" można zaobserwować np. we Flinstonach ;)

                  Więc również się nie zgadzam, że to kwestia naszego wieku. Dobra książka obroni się przed czytelnikiem w każdym wieku :) W Borejczadzie po prostu nie ma nic godnego zapamiętania w pozytywnym tego słowa znaczeniu.
                  • jottka Re: Jeżycjada mydlana 05.06.13, 14:22
                    a nie, mnie chodziło o coś innego. oczywiście, że dorosły człowiek inaczej odczyta muminki, zauważając wiele rzeczy, których dziecko nie widzi, ale z kolei dziecko ma szansę wejść z głową w dzieło, potraktować je niejako jako fascynujący świat rzeczywisty, którego nagle stało się uczestnikiem.

                    u dorosłego odbiorcy takie reakcje z natury rzeczy są rzadsze, mimo że może w pełni doceniać wartość danego tekstu. ale to nie jest różnica typu - "głupie dziecko, to się i się zachwyca" wobec "wykształcony dorosły znawca", tylko coś w rodzaju widz naiwny w pozytywnym znaczeniu słowa wobec widza uświadomionego, jak to jest zrobione. w obu wypadkach dobra literatura broni się bez trudu, choć inne mogą być powody zachwytu.

                    • nessie-jp Re: Jeżycjada mydlana 05.06.13, 21:28
                      Zgadzam się (z innym odbiorem dorosłego i z tym, że jak ma zachwycać, to zachwyca, bo dobra literatura to dobra literatura niezależnie od wieku odbiorcy).

                      Zresztą Jeżycjadę zaczęłam czytać jako 17- czy 18-latka (Kłamczucha), a po kolejne tomy sięgnęłam dużo później (kretynka, nie skojarzyłam, że jest tego więcej, a internetsów to wtedy nie mieli, oj nie, chyba że na świece).

                      Wydawane na bieżąco tomy zaczęłam czytać gdzieś w okolicach Pulpecji
                      • rannie.kirsted Re: Jeżycjada mydlana 07.06.13, 00:17
                        ja juz wylam ze zgrozy i wyrywalam wlosy z glowy przy lekturze Cory Robroja. serio, jedyna fajna rzecza byl tam tajemniczy ogrod majchrzakow, ale cala reszta...:
                        - robocop bella 16latka z piatkami od gory do dolu i szostka z matmy, "nie byla ladna", ale jednak z kazdym kolejnym wydaniem coraz to piekniejsza na okladce, pralke naprawi i kolo wymieni
                        - nutria i 36letni dziad robroj (dla mnie to jest w ogole najgorszy, najokropniejszy motyw w jezycjadzie)
                        -potwor ida ze slowotokiem
                        - podle, wstretne bo bogate, prymitywne majchrzaki. no i brzydkie oczywiscie, bo jak zle to i brzydkie, wiec albo musi miec wielki brzuch albo wyjatkowo niezgrabne nogi.
                        "imienin" tez nieznosze. ale dosyc czesto wracam do TiR. oczywiscie zakonczenie okropne - zua laura musi zrozumiec ze jest zua, a rodzina i mamunia zawsze maja racje. (o Nutrii i Robroju nie pisze bo po prostu wole udawac ze tego watku w ogole nie ma:). Ale opis tego, jak Laura czuje sie samotna i niezrozumiana w domu, jak probuje znalezc rodzine ojca - to jest spoko.
                        • podpsiagwiazda12 Re: Jeżycjada mydlana 10.06.13, 14:06
                          robocop bella 16latka z piatkami od gory do dolu i szostka z matmy

                          Przypomnialam sobie, jak po pierwszej klasie liceum czytalam Corke Robrojka. Z niedowierzaniem, niestety. Zwlaszcza, ze uczeszczalam do liceum o dosc wysokim poziomie, gdzie brutalnie pozbawiono nas zludzen juz po pierwszym semestrze. Na 30 osob 18 mialo zagrozenia z nieszczesnej fizyki... co prawda jakos sie wszyscy wyciagneli, ale do dzis pamietam to zderzenie z zupelnie inna rzeczywistoscia niz podstawowka. Piatek od gory do dolu nie mial nikt z osmiu klas pierwszoklasistow. Ale moze wyjatki sie zdarzaja :) Szostki byly, ale dopiero na maturze.
                          Witam raz jeszcze.
              • klawiatura_zablokowana Re: Jeżycjada mydlana 09.06.13, 00:48
                Jednak w tej osta
                > tniej kwestii nachodzi mnie refleksja: a może todlatego, że my, czytelniczki,
                > inaczej czytałyśmy Musierowicz mając 11, 12 czy 14 lat?

                No też, ale nie o to chodzi.
                Na przykład Szósta Klepka jest nadal książką dobrą - ale czytając ją koło 30 ryczę ze śmiechu z Cesi i Danki, a kiedy miałam lat 14, to się raczej z nimi utożsamiałam, a bawił mnie bardziej Bobcio.
            • kopiec_esmeralda Re: Jeżycjada mydlana 05.06.13, 15:50
              Zgadzam się z Tobą, lecz inne czytelniczki utwierdzają autorkę w jej wspaniałopisaniu:
              48765)
              Ola
              Lokalizacja:
              -
              Piątek, 31. Maja 2013 17:34
              Witam,
              Jeżycjade zaczęłam czytać dwa może trzy miesiące temu. Obecnie czytam "Żabę". Słyszałam opinie o tym, że nowsze części są już kiepskiej jakości, ale to nie prawda, wszystkie są wspaniałe. Borejkowie nie są nudni dzięki napływowi nowych postaci a ich swojskość i ciepło udzielają się czytelnikowi.[...]

              i odpowiedź:
              Olu, witaj, dzięki za dobre słowo.
              Ucieszyłam się z wiadomości, że książki moje znów obroniły się same. Nagrody nagrodami, opinie opiniami, ale najlepiej wiedzą zwykłe Czytelniczki!

              W KG same jęki zachwytu, ochy i achy, zastanawiam się, czy krytyczne lub choćby zdroworozsądkowe głosy w ogóle do MM docierają? Może uważa, ze jedyny vox populi to lud księgi, czy jak tam się zwą.
              • hania_jk Re: Jeżycjada mydlana 05.06.13, 18:03
                Jakby KG istniała chociażby w 2001 roku, wtedy, kiedy wyszła Kalamburka - to ja, wówczas 16-letnia, weszłabym na nią i wciąż jeszcze pisała peany (a że jeszcze w Kalamburce wspomniany jest mój ulubiony zespół, to już w ogóle ;) Wtedy jeszcze, mimo pewnego zmęczenia Borejkami, uważałam wszystkie książki za - mniej lub bardziej - fantastyczne. I w dodatku tak jak wspomniałam - w pewnym okresie uwierzyłam Autorce na słowo, że Borejkowie są naj naj naj.

                Dlatego jękom zachwytu w KG się nie dziwię - podejrzewam, że ich autorkami są głównie nastolatki.

                Btw, czy tylko mnie tego typu wyrazy zachwytu kojarzą się tak jakoś nieprzyjemnie... sekciarsko? Albo propagandowo? Na zasadzie, że kłamstwo powtarzane wielokrotnie staje się prawdą. Prawie wszystkie tego typu komentarze, entuzjastyczne recenzje podkreślają "miłość" i "ciepłość" domu Borejków lub rodziny Borejków, ale jakoś nikt nie przytacza konkretnych argumentów, które by te dwie cechy uwiarygodniły. Borejkowie są ciepli. Są mili. Ale nie pytajcie, w czym to się przejawia. Wystarczy, że Autorka powtarza nam to w każdym tomie.
                • kopiec_esmeralda Re: Jeżycjada mydlana 05.06.13, 18:34
                  Tak, mnie też to kojarzy się może nie tyle sekciarsko, ile raczej jak hermetyczne kółko pańć, które wzajemnie się adorują, pijąc sobie z dzióbków i paplając w koło Macieju to samo podobnymi słowy. A co do wieku, to nastolatki zdarzają się, ale grono stałych bywalczyń to też kobiety w kwiecie wieku, piszą nieraz o tym, dziś poczytałam tę KG i rzeczywiście, atmosferka tam nieco borejkowa.
                  • rannie.kirsted Re: Jeżycjada mydlana 07.06.13, 01:17
                    w sumie my tez jestesmy hermetyczne kolko pan(c) i sobie nawzajem przyklaskujemy we wspominaniu starej dobrej jezycjady i pastwieniu sie nad neopotworiada:D
                    • kopiec_esmeralda Re: Jeżycjada mydlana 07.06.13, 06:07
                      Co do hermetyczności, polemizowałabym, gładko się tu wchodzi.
                      I myślę też, ze tutaj nikogo się nie sekuje z powodu odmienności opinii.
                      Ale że pańć, to fakt :D
            • emae Re: Jeżycjada mydlana 06.06.13, 07:20
              hania_jk napisała:

              > Nie tylko warstwa językowa leży, ale fabuła też.... Fabuły w ogóle nie ma tak n
              > aprawdę. Czasami mam wrażenie, że Pani MM konstruuje swe najnowsze dzieła w ten
              > sposób: najpierw układa, co ma się zdarzyć u Borejków, a potem wymyśla "główne
              > go bohatera" :) i jedzie dalej: no to X pójdzie tu i tu i spotka Y. Potem pójdz
              > ie tam i spotka Z. Potem porozmawia z B, a wracając natknie się na G. A na koni
              > ec X zeswatamy z kimś spośród krewnych i znajomych". Ani to nie ma ładu, ani sk
              > ładu, nie wiadomo, o co chodzi i po co to wszystko (tak pięknie napisałaś emae
              > o Pulpecji i DP, w tych książkach wciąż o COŚ chodziło, tak samo jak w Kłamczus
              > ze, KK, SK itd.), a początek, rozwinięcie i zakończenie poszły się wiadomo co.
              > Razem z dbałością o jakiekolwiek detale.

              Ja mam czasem wrażenie, że to jest pisane w ten sposób: MM robi "research" - zbiera wszelkie wyrażone gdziekolwiek życzenia i postulaty dotyczące tego, co ma się pojawić w nowym tomie, z tego skleja fabułę, w której umieszcza jeszcze błyskotliwe nawiązania do tytułu oraz okładki, które w artystycznym zrywie stworzyła dwa lata wcześniej. I taki ulepek dostajemy do czytania. Bez polotu, bez natchnienia, samo rzemieślnicze sklejanie tego, o czym "trzeba" napisać.

              Po "McDusi" i lawinie komentarzy na jej temat, "Wnuczka do orzechów" będzie mieć jakieś 500 stron i będzie absolutnie niestrawna.
        • ciotka_scholastyka Re: Jeżycjada mydlana 05.06.13, 14:37
          > Jeszcze w Noelce był chociaż jeden "nowy" absztyfikant - Grzegorz - i
          > absolutnie nowa bohaterka. Ale już w Pulpecji absztyfikant to Bobcio, przyjaci
          > ółka to Roma, a nauczycielka to Ewa Jedwabińska.

          I za pierwszym razem - to się spodobało, prawda? Ojej, jak fajnie, to jest ten Bobcio z szóstej Klepki! O, o, i Roma Kowalik! O jak fajnie! Ale co za dużo to niezdrowo, pani MM poszła w takie załatwianie akcji głową naprzód, nie rozumiejąc, że w pewnym momencie taki "chów wsobny" przestaje bawić, a zaczyna potwornie irytować...
          • hania_jk Re: Jeżycjada mydlana 05.06.13, 15:06
            Podobało się - i to bardzo!

            Na tamtym etapie ponadto dałam sobie wmówić przez Autorkę, że Borejkowie są najfajniejsi. Zmęczenie przyszło potem. Wiedziałam, że pani MM musi "zaliczyć" wszystkie siostry Borejko, zresztą czekałam na Natalię z niecierpliwością bo to moja Borejkówna. Po NiN miałam jednak nadzieję na coś innego - na powrót do koncepcji z BBB, z nową bohaterką, z Borejkami wspomnianymi tylko gdzieś tam przy okazji. Jakie było moje rozczarowanie, gdy na okładce Imienin rozpoznałam Pyzę, a jeszcze w I wydaniu na wstępie od razu była informacja o nowym tomie w przygotowaniu - Tygrysie i Róży :/ TiR rozczarował mnie podwójnie, skończyłam go czytać i pomyślałam: to wszystko? Laura nie miała rozterek sercowych? Jakiś dziwny ten tom.
            • hania_jk Re: Jeżycjada mydlana 05.06.13, 15:43
              A, i jeszcze jedno. Przez tą telenowelizację cyklu i powracanie wciąż do tych samych bohaterów Autorka raz po raz morduje bardzo fajne psotaci :( Można było zostawić Aurelię w pamięci czytelników jako wesołą i sympatyczną Geniusię, a na jej miejsce w DP wprowadzić zupełnie nową bohaterkę. Można było nie mordować Robroja... ech.
              • slotna Re: Jeżycjada mydlana 08.06.13, 23:05
                Aurelia w DP jest super (w ogole ksiazka jest imo znakomita), fajna dziewczyna, z jajem, z zainteresowaniami, z charakterem. Zamordowano ja dopiero w Zabie.
            • emae Re: Jeżycjada mydlana 06.06.13, 07:11
              hania_jk napisała:

              TiR rozczarował mnie podwójnie, skończyłam go czyta
              > ć i pomyślałam: to wszystko? Laura nie miała rozterek sercowych? Jakiś dziwny t
              > en tom.

              Ja miałam podobnie, przy czym ja bardzo czekałam na tom o Laurze, bo to z kolei moja ulubiona bohaterka. A wiecie, nawet zastanawiałam się kiedyś, czy doczekam się tomu, w którym główną bohaterką będzie nastoletnia Laura, przecież to jeszcze tyle lat... :D "Tygrys i Róża" to było moje pierwsze jeżycjadowe rozczarowanie, ale po czasie doceniłam tę książkę.

              Róża w "Imieninach" była dla mnie pozytywnym zaskoczeniem. Ta grubiutka dziewczynka, co zawsze się czuła głupsza od Tygrysa, wyrosła na piękną dziewczynę, która postawiła się siostrze. Odebrałam to na tyle pozytywnie, że słabość fabuły nie miała dla mnie zbyt wielkiego znaczenia :)
            • klawiatura_zablokowana Re: Jeżycjada mydlana 09.06.13, 00:26
              > Na tamtym etapie ponadto dałam sobie wmówić przez Autorkę, że Borejkowie są naj
              > fajniejsi.

              O, to ja składam votum separatum :D
              NIGDY nie przepadałam za Borejkami, a czytając Jeżycjadę w kolejnosci SK-Kłamczucha-KK poczułam zawód przy Kwiecie Kalafiora, bo nie było zbyt wiele moich ulubionych postaci, czyli Anieli, Cesi, Danusi etc. Nowe postacie (Borejkowie) nieco mnie irytowali, a pamiętajcie, że czytałam te tomy będąc podlotkiem ;)
              Potem zawsze, gdy byli całkowicie nowi (lub względnie nowi) bohaterowie, podobało mi się bardziej niż części o Borejkach. I dlatego wolę do dzisiaj Córkę Robrojka, BBB czy Dziecko Piątku od NiN chociażby. Już nie chodzi o walory literackie, ale o atmosferę i świeżość.
              • vi_san Re: Jeżycjada mydlana 10.06.13, 19:28
                Klawiaturo, mamy całkiem zupełnie jednakowy stosunek do rodziny B.!
                P.S. Można liczyć, że się odblokujesz i ciąg dalszy Bałusi?
                • klawiatura_zablokowana Re: Jeżycjada mydlana 10.06.13, 19:47
                  Będzie, będzie. Na razie mi intensywny tryb pracy trochę utrudnia, ale w wakacje powinno być luźniej, to na pewno pojawiać się będzie częściej :)
            • kkokos Re: Jeżycjada mydlana 11.06.13, 08:23
              > Podobało się - i to bardzo!

              ech, mnie się do dziś podoba, że baltona to bobcio oraz że natalia z robrojkiem (tak, wiem, jestem odosobniona) i uważam, że to się akurat nie zmieniło z perspektywy czasu. dalej jest fajne, że bobcio i że roma.

    • j_a_ch Re: Jeżycjada mydlana 05.06.13, 14:28
      Zgadzam się tu ze wszystkim, ekhem, w pełnej rozciągłości.
      - dobra literatura jest bardziej nawet docenialna w późniejszym wieku.
      - piniondz gupi, ale non olet, więc mydło lubi zabawę... ;)
      - sekta KG i jej wpływy oraz naciski i uściski są jednym z głównych czynników upadku.
      • verdana Re: Jeżycjada mydlana 05.06.13, 14:36
        Ja czytałam całą Jezycjadę będąc dorosła. I nadal stara jest świetna, a nowa- zła.
        • yvi1 Re: Jeżycjada mydlana 05.06.13, 15:50
          Moje tesciowa nie znala Jezyjcady,ani jednej.Jak musiala zamieszkac przez jakis czas u nas,to ja odkryla.Pierwszymi zachwycona,ostatnie czytala,bo chciala sie dowiedziec co dalej.Mc Dusie zaczela i oddala mi spowrotem.
          Acha,tesciowa ma 61 lat :)
    • kajaanna Re: Jeżycjada mydlana 05.06.13, 20:45
      Paradoksem jest to, że cierpienia Gaby po porzuceniu przez Pyziaka zaczynają się na dobre w Noelce, gdzie pojawia się Grzegorz, na tyle jej bliski, że zaprasza go na Wigilię.

      Nie, nie rozumiem tego, jak można pójść w nowy związek, zaczynając właśnie wtedy rozdrapywać swoje rany sprzed lat. I tkwić w swej rozpaczy przez dwadzieścia kolejnych lat.
      • verte34 Re: Jeżycjada mydlana 05.06.13, 21:33
        > Nie, nie rozumiem tego, jak można pójść w nowy związek, zaczynając właśnie wted
        > y rozdrapywać swoje rany sprzed lat. I tkwić w swej rozpaczy przez dwadzieścia
        > kolejnych lat.

        Moja teoria na ten temat:
        W tym momencie MM poszła na całego w dydaktykę.
        Młodym czytelniczkom nie można było przedstawić drugiego związku - po rozwodzie - jako w pełni szczęśliwego.
        Gabriela POKUTUJE, a młodzież została pouczona.
        Starałam się oględnie, żeby nie zatrącać o religię :)
        • klawiatura_zablokowana Re: Jeżycjada mydlana 09.06.13, 00:21
          A ja myślę, że MM bała się zarzutów "to taka miłość była, a Gaba już o nim zapomniała?"

          Pamiętajcie, że to czytają -docelowo, bo docelowo - nastolatki. A 15-latce zazwyczaj średnio mieści się w głowie, że Wielka Miłość Do Końca Życia mogłaby odejść, no a skoro już odejdzie, to przecież nie można nad tym przejść do porządku dziennego!
          Być może z tego powodu 50-letnia Gabriela zachowuje się wciąż jak 16-latka. Tylko się MM kalendarz zgubił i nie zauważyła, że jej młode czytelniczki nie indetyfikują się już z Gabrielą (bo i jak?), a te, co się identyfikowały 20 lat temu to już stare gropy i nie łykną takiej bzdury jak wzdychanie po pierwszym małżeństwie po dwóch dekadach z nowym mężem.
          • lululemon12 Re: Jeżycjada mydlana 10.06.13, 11:02
            klawiatura_zablokowana napisała:

            > A ja myślę, że MM bała się zarzutów "to taka miłość była, a Gaba już o nim zapo
            > mniała?"
            >
            > Pamiętajcie, że to czytają -docelowo, bo docelowo - nastolatki. A 15-latce zazw
            > yczaj średnio mieści się w głowie, że Wielka Miłość Do Końca Życia mogłaby odej
            > ść, no a skoro już odejdzie, to przecież nie można nad tym przejść do porządku
            > dziennego!

            Ale skoro ma się pewne pretensje do dydaktyki, należałoby właśnie takie fantastyczne pojęcie nastolatek o miłości i związkach delikatnie naprostować. Pokazać, że w prawdziwym życiu różnie bywa.
            • hania_jk Re: Jeżycjada mydlana 10.06.13, 11:16
              Kolejnym wyznacznikiem Borejczady jest to, w jaki sposób zmieniła ona percepcję Autorki - przynajmniej moją percepcję.

              Czy wiecie, że czytając pierwsze części Jeżycjady, gdzie były "przygody durnego koziołka", ciocia Wiesia, której mąż "się rozwiódł", Anielka, która sobie nie dała w kaszę napluć oraz Gaba, która rzucała cholerami - myślałam sobie: Musierowicz to równa babka musi być, jej na pewno nic, co ludzkie, nie jest obce; normalnie babka, z którą można by litry wódki wypić i o życiu pogadać ;)

              Serio miałam takie wrażenie. Nawet jeśli Żaczek domagał się od mamy Żakowej stania przy garach, traktowałam to jako element epoki, a gdzieś tam wierzyłam, że Musierowicz pochwala prawo dziewcząt do samorealizacji, vide Cesia, która chciała być lekarzem.

              Teraz już nie miałąbym ochoty pogadać z MM o życiu.
              • hania_jk Re: Jeżycjada mydlana 10.06.13, 11:28
                Aha, i jeszcze byłam przekonana, że Musierowicz nie jest specjalnie wierząca. Na spotkanie Borejków z Lisiecką pod kościołem Dominikanów zareagowałam zdziwieniem. No ale ok, u Żaków zero o kościele (nawet o pasterce!), Anielka - zero wzmianki, w KK nic nie ma, no to może niech Borejkowie akurat sobie chodzą. Zresztą musieli gdzieś tą Lisiecką spotkać, to Kościół wydaje się być prawdopodobnym miejscem.

                Czy Autorka się aż tak zmieniła, czy tak kamuflowała?
                • meduza7 Re: Jeżycjada mydlana 10.06.13, 11:52
                  Nieno, kamuflowała się, na jej stronie jest podlinkowany felieton, w którym wyjaśnia, że to nie "Borejkowie zaczęli nagle latać do kościoła", co jej zarzucała któraś z czytelniczek, tylko że latali zawsze, ale ona dopiero od lat 90-tych mogła o tym otwarcie pisać. Ot, po prostu.

                  • hania_jk Re: Jeżycjada mydlana 10.06.13, 12:27
                    So sorry, moje pytanie odnosiło się nie tyle do kościoła, co do całego "wrażenia", jakie sprawiała MM - nie wiem co prawda, czy inni też mieli podobne odczucia, ale czy czytająć Szóstą Klepkę czy Kłamczuchę podejrzewalibyście, że MM to tak nietolerancyjna i kierujaca się uprzedzeniami osoba?
                    • meduza7 Re: Jeżycjada mydlana 10.06.13, 12:51
                      No właśnie aż do OwR nie pojawia się ani jedna postać, która byłaby jednoznacznie określona jako negatywna. Bohaterowie mają różne wady, ale zawsze okazuje się, że tkwi w nich choć odrobina dobra. Nawet Lisiecka ma łzy wdzięczności w oczach, kiedy wspomina Idę. Dopiero w OwR mamy jednoznacznie negatywnych Pieroga i Matyldę, w BBB dochodzą Lisieccy, a pierogowatość Pieroga jeszcze się pogłębia - i dalej tak to już leci. Mnie się bardzo podoba to wyrażane we wczesnych książkach przekonanie, że wszyscy są wartościowi - nawet jeśli nie chcą się uczyć, jak Danka, wymigują się od obowiązków domowych, jak Julia, są rozpieszczonymi jedynakami, jak Krzysio, modnie i drogo ubranymi dziewczynami, jak Paulinka, czy zgorzkniałymi staruszkami, jak pani Szczepańska.
                      • kopiec_esmeralda Re: Jeżycjada mydlana 10.06.13, 13:15
                        W latach 90 XX w. MM napisała opowiadanko dla dzieci "Bijacz" z wiodącym tekstem i przesłaniem: nikt nie jest lepszy od nikogo. Bardzo mi się to podobało.
                        A teraz widać dokładnie, ze to takie same czcze deklaracje, jak borejkowe ukochanie antyku, opiekowanie się psami i kotami Gabine. Itp.
                      • klawiatura_zablokowana Re: Jeżycjada mydlana 10.06.13, 19:57
                        No właśnie, to był ten dydaktyczny smrodek, za który kochaliśmy starą Jeżycjadę: bo czasem Pieróg się zlitował, pani Szczepańska pokazała ludzką twarz, a próżna Danka błysnęła szerokim gestem. A pozytywni bohaterowie popełniali błędy, które naprawiali i na których się uczyli.

                        W NeoJeżycjadzie dydaktyki nie ma, bo jaka i skąd? Dobrzy są dobrzy od A do Z albo źli od A do Z, przy czym często deklaratywnie. Jaka negatywna postać się zrehabilitowała lub choćby pokazała ludzką twarz (w taki sposób, by potwierdził to komentarz odautorski)? Alma, Janusz, Majchrzakowie, Bodzio? Która z postaci pozytywnych popełniła coś nieładnego, za co później przeprosiła i naprawiła? Ida, Gaba, Ignacy Grzegorz, Józinek, Babi, Ignac? O innych postaciach nie warto pisać, bo to wydmuszki, które nie przechodzą żadnej ewolucji wewnętrznej - Pyza, Żaba, Żeromscy, Trolla.
                    • kkokos Re: Jeżycjada mydlana 11.06.13, 08:32
                      hania_jk napisała:

                      > So sorry, moje pytanie odnosiło się nie tyle do kościoła, co do całego "wrażeni
                      > a", jakie sprawiała MM - nie wiem co prawda, czy inni też mieli podobne odczuci
                      > a, ale czy czytająć Szóstą Klepkę czy Kłamczuchę podejrzewalibyście, że MM to t
                      > ak nietolerancyjna i kierujaca się uprzedzeniami osoba?

                      o matko, ale ludzie się zmieniają, na przestrzeni 35 lat można się zmienić diametralnie - 35-letnia "równa babka" jak najbardziej ma prawo stać się wycofaną, bojącą się tak straszliwie zmienionego i nieprzyjaznego świata (a przecież żyjemy w zupełnie innym świecie niż w roku 1977), okopaną w swej oblężonej twierdzy siedemdziesięciolatką. żaden kamuflaż - życie po prostu.
      • rannie.kirsted Re: Jeżycjada mydlana 07.06.13, 00:26
        noo zaczynaja sie na dobre w noelce, ale przeciez we wczesniejszych tomach tez jest o tym mowa. w OwR najpierw beczy z Kreska a potem szykuje pierogi. w BB wiemy ze janusz zwial na dobre. Pozniej w noelce i Pulpecji Gaba troszke sobie cierpi, ale w nastepnych tomach juz chyba o tym nie ma mowy, dopiero w Imieninach wznowiony zostaje temat cierpien?(i wtedy dopiero rozkreca sie na calego). czyli mamy cale 3 tomy (DP, NiN, CR) bez cierpien niemlodej Gaby:)
        • 3piota Re: Jeżycjada mydlana 07.06.13, 00:48
          > Pozniej w noelce i Pulpecji Gaba troszke sobie cierpi,
          > ale w nastepnych tomach juz chyba o tym nie ma mowy, dopiero w Imieninach
          > wznowiony zostaje temat cierpien?(i wtedy dopiero rozkreca sie na calego). czyli
          > mamy cale 3 tomy (DP, NiN, CR) bez cierpien niemlodej Gaby:)

          A bo to najpierw Gaba SOBIE cierpiała, w DP, NiN i CR nie cierpiała, a Laura była jeszcze dzieciuch niezainteresowany swoim pochodzeniem, dopiero później z premedytacją rozgrzebywała matczyne rany obficie je soląc.
    • girl_of_t Re: Jeżycjada mydlana 06.06.13, 14:55
      Dla mnie tym tomem, w którym już mocno czuć kryzys, są "Imieniny" - i od "Imienin" już w kółko mamy Borejków (z pominięciem "Żaby", którą z nowszych częsci czytalo mi się najlepiej - ciekawe). Przy czym jeszcze "Imieniny", "Tygrysa" i "Kalamburkę" nawet wspominam dość pozytywnie - jako zakończenie cyklu, miałoby to swój sens (choć dziurawy jak sito).

      Ogromnym zawodem był za to "Język Trolli", Borejkowie cały czas i chłopiec w roli narratora na stałe - to było dotknięcie dna (i przejechanie po nim brzuchem).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka