29.05.15, 10:30
Coś ostatnio Forum lube ucichło... No, to zakładam nowy wątek, zresztą, nosiłam się z tym już od dłuższego czasu (dokładnie: odkąd przeczytałam WdO po raz trzeci): Co sądzicie o Wiktorynie? Pierwsze wrażenie: strasznie podobna do Gizeli. Tak samo surowa, władcza i silna. Gizelę, jednakże lubiłam, być może dlatego, że MM opisała jej przemyślenia, lęki, no słowem - dało się w niej zobaczyć człowieka. Wiktoryny natomiast polubić za chiny nie mogę, chociaż jest przecież opisana jako postać pozytywna: dla mnie to istny miedziany czołg, który tu przysrywa siostrze, że 'córki nie upilnowała' i prawie doprowadza ją do płaczu, tu huczy na Nowakową, której dopiero co spaliło się pole, że ma się wziąć w garść, tu dysponuje czasem Doroty jak własnym i wydaje rozkazy, mimo, że dziewczyna widocznie gdzieś się wybiera (scena ze zbieraniem orzechów)... Najbardziej mnie jednak wkurzyło, jak 'walnęła letniczce podwójną cenę' i jeszcze żałowała, że nie potrójną. Nie przeszkodziło jej to jednak w korzystaniu z darmowych porad lekarskich tejże. Żal mi było Idy, że tak obie babcie polubiła, skoro od razu, na samym początku została przez nie oszukana. Słowem, wydaje mi się, że morale Wiktoryny są, co najmniej, dwuznaczne i denerwuje mnie, że została ona przedstawiona odautorsko jako silna, miedziana, zdecydowana itp.
A jak Wy myślicie?
Obserwuj wątek
    • tt-tka Re: Wiktoryna 29.05.15, 11:14
      Mnie, szczerze mowiac, obie babcie sie nie podobaly. Nie pamietam, ktora z nich jaki miala zawod, ale przynajmniej byla nauczycielka powinna miec nawyk czytania, nespa? Obie pracowaly z ludzmi i wsrod ludzi, a nic z tego nie zostalo - kisza sie w swoim obejsciu, swiat ich nie obchodzi i nie podoba im sie, na obiad do proboszcza (czy do lesnictwa?), a poza tym zadnych kontaktow z nikim...
      Cholernie mi przypominaja borejkow w tym zamknieciu sie w swojej zagrodzie, samozadowoleniu , besserwiserstwie i prostych receptach na wszystko, pewnie dlatego ich nie lubie.
      • yackandandah22 Re: Wiktoryna 29.05.15, 11:38
        No, Andzia to faktycznie w świecie nie bywa - od razu mnie zdziwiło, że się tak cieszy na widok Igora w odwiedzinach u Doroty: primo - nie wie, że to jeden z tych, co pod sklepem piwo sączą od rana?, secundo - nie było jej na dwunastych imieninach Doroty, kiedy Igor przyniósł wino i dziatwa się urżnęła?
        • tt-tka Re: Wiktoryna 29.05.15, 17:19
          Obie zamknely sie w tym swoim zascianku - jakos te opisy MM bardziej mi sie kojarza z XIX-wiecznym dworkiem niz wspolczesnym domem na wsi i mam wrazenie, ze to nie przypadek, takie panie starsze trudniace sie glownie smazeniem konfitur :-) - nie znaja kolezanek i kolegow Doroty wzglednie nie martwia sie , ze ona ich nie ma (znowu klaniaja sie borejki), cale lato wnuczka spedza miedzy domem a sklepem i dobrze jest (ich zdaniem), byle sie dobry chlopiec dla Dorotki trafil i wiecej nie trzeba.
          Uch, znam kobiety w tym wieku i starsze i przysiegam, ze maja wiecej i zajec, i zainteresowan.
          I dziwi mnie kompletny brak ciekawosci, jak sie zyje Teresie na obczyznie - nawet jesli corka/siostrzenica zblakana i wykleta, to nie obchodzi ich , jak tam jest ? Nie pisza, nie pytaja Doroty...

          A ta scena na polu Nowakow wkurzajaca jak rzadko - Bupu wyliczyla w innym watku, ze splonelo zboze za plus minus 15 patoli, a Wikta z czapka drobniakow kaze sie Nowakowej pozbierac i cieszyc, ze ludzie dobre som. No.
          • tt-tka Re: Wiktoryna 26.09.15, 10:45
            Jeszcze mi sie przypomnialo - Wiktoryna zostala przywieziona przez Dorote - pewnie jak Ida wrzucona na bryczke z upomnieniem, by byla zuchem :-) - i zlikwidowala swoj dom (gospodarstwo?), kiedy zamieszkala z siostra, czy tak ?
            No to wyobrazmy sobie, ze Dorota umiera (choroba, wypadek). Po corce dziedziczy matka, Teresa, z automatu.
            Obie babcie zostaja ze swoimi skromnymi emeryturami na lasce corki /siostrzenicy, z ktora nie maja dobrego kontaktu, zadnych praktycznie wiezi.i ktorej przynajmniej jedna z nich dala sie we znaki.
            • sowca Re: Wiktoryna 26.09.15, 21:05
              Ja tych babć obu nie lubię: i jako charakterków, i jako postaci. Gizela to hoho, zupełnie inna klasa. Dla mnie Gizela to chyba najlepiej naszkicowana postać w całej Jeżycjadzie (wiem, wiem, Kalamburka to apokryf, Gizela doklejona na siłę, ale mówię o samej bohaterce) - silna, ale bynajmniej nieidealna, ludzka ze swoimi słabościami (choćby niechęcią do Ignaca) i jakaś taka wzruszająca z tym swoim Kaziem. Gizela umiała sobie radzić w życiu, nie oszukując przy tym nikogo.
          • vi_san Re: Wiktoryna 26.09.15, 22:35
            Oj, Tt-tko! We dworkach życie towarzyskie kwitło bujnie, wizyty i rewizyty były na porządku dziennym, z zaprzyjaźnionymi najbliższymi sąsiadami widywało się co najmniej raz w tygodniu, rodzina zjeżdżała "ze świata", a dodaj jeszcze do tego, że właściwie w każdym dworku, prócz państwa i ich potomstwa zamieszkiwali rezydenci, służba i czort wie kto jeszcze! Owszem, pani domu bywała zatrudniona przy produkcji przetworów, zazwyczaj jednak nijakiego to wpływu nie miało na wizytę u sąsiadów, pisanie listów do rodziny bliższej i dalszej, czytanie gazet i książek [nawet jeśli tylko francuskich romansów!]... Powiedziałabym, że dwie harpie z WdO w NICZYM nie przypominają typowych pań ze dworku!
            Inna kwestia, że faktycznie, choć ogólnie Wnuczka mi się dosyć podobała [ot, miła, pogodna książczyna na letnie popołudnie, do przeczytania i zapomnienia] to te dwie jej babcie powodowały, że miałam oczy jak spodki: jak te kobiety kompletnie niczym się nie interesują, nawet ta swoją wnuczką, jak są zachłanne i cwaniakujące... I to bohaterki "niby - pozytywne"! Ich nie obchodzi nic kompletnie - już nie tylko świat jako taki, życie Teresy [córki jednej z nich, przypomnę, a siostrzenicy drugiej!], ich nie interesuje nawet najbliższe otoczenie! Nie znają [i nie chcą znać] kolegów Doroty, nie obchodzi je jej garderoba, jej plany, marzenia... Plus rzecz, która mnie osobiście "ubodła" - opisy we Wnuczce brzmią, jakby to była wieś zapadła głucha, dechami zabita, trzy chałupy i kapliczka przydrożna. Tymczasem owa "samotnia leśna" leży... 20 minut kolejką od Poznania, który wszak centrum wszechświata jest! 20 minut. Dojeżdżając na uniwerek miałam skm-ką po Trójmieście ponad 40 minut jazdy. I nie, nie uważam, żebym mieszkała na wsi! Od kiedy Bupu [chyba?] sprawdziła i to napisała - mam do autorki ciężką urazę - skoro już logika jej się rozjeżdża: trudno, skoro bohaterowie się kurczą, rozciągają, zmieniają kolor oczu, a pokoje w mieszkaniu migrują z miejsca na miejsce: ok, skoro Poza Borejkami Poznań się wyludnił kompletnie: pogodzę się z tym, ale, do ciężkiej deutery, autorka, która wielokrotnie podkreśla dbałość o realia, sprawdzanie pogody i inne takie niech upewni się pisząc o bliskiej sobie geograficznie okolicy co gdzie leży i tego, no.
            • bupu Re: Wiktoryna 27.09.15, 01:30
              vi_san napisała:

              > Plus rzecz, która mnie osobiście "ubodła" - opisy we Wnuczce brzmi
              > ą, jakby to była wieś zapadła głucha, dechami zabita, trzy chałupy i kapliczka
              > przydrożna. Tymczasem owa "samotnia leśna" leży... 20 minut kolejką od Poznania
              > , który wszak centrum wszechświata jest! 20 minut. Dojeżdżając na uniwerek miał
              > am skm-ką po Trójmieście ponad 40 minut jazdy. I nie, nie uważam, żebym mieszka
              > ła na wsi!

              Och, to nie jedyne odstępstwa do realiów, jakich MM się dopuściła opisując stację Promno. Pamiętacie, Ignaś wysiada z pociągu, a tam jeno krzaki, pusta szosa i bezzębna babina. no więc ta szosa, to jest krajowa piątka, miejscami nawet czteropasmowa w pobliżu stacji Promno, bo to jest przecież na wjeździe do Pobiedzisk praktycznie. I do tego szalenie ruchliwa, więc opis radosnej pustki w samym środku niczego, zaserwowany nam przez autorkę ma się zupełnie nijak do realiów. O które podobno autorka tak dba.

              Dalej, zajazd Rzepicha, sądząc ze zdjęć w internecie, nijak nie wygląda na cuchnącą kapustą i golonką norę. A ze stacji go nie widać, drzewa i krzaki zasłaniają. W ogóle ta cała Dorotkolandia to jest alternatywna geograficznie rzeczywistosć, bo mapy wyraźnie twierdzą, że tamten rejon wygląda zupełnie inaczej.
              • vi_san Re: Wiktoryna 27.09.15, 09:23
                Właśnie. I nie miałabym za złe gdyby nie to, że autorka non - stop podkreśla własną dbałość o szczegóły, jakieś kretyńskie sprawdzanie pogody w danym dniu, zapamiętali "herbaciarze" sączący Liptona z torebki [?!]... Gdyby nie to powtarzanie - byłoby ok, autor ma prawo do opisywania alternatywnej rzeczywistości, ma prawo umieścić w znanym mieście fikcyjną dzielnicę itd. Ale nie, jeśli do znudzenia twierdzi, że pisze o AUTENTYCZNYCH miejscach - bo wychodzi coś takiego, że równie dobrze mógłby przekonywać czytelników, iż ich pierworodny wstąpi do Hogwartu...
              • vi_san Re: Wiktoryna 27.09.15, 10:00
                Co do ruchu kołowego - niech będzie, społeczeństwo bywa oporne. Sama ostatnio jadąc samochodem w stosownych godzinach przez centrum naddałam sobie czasu na stanie w dzikich korkach, a tymczasem współobywatele jak jeden "nawalili", przez miasto przemknęłam jak sen jaki złoty i w związku z tym czekałam 40 minut na umówioną godzinę... Niechby nawet ten Ignaś właśnie tak trafił, że kierowcy akurat pojechali precz i pusto jest. Ale aż wgooglałam - zajazd Rzepicha nijak nie wygląda. Na ich stronce info - 7 pokoi, z łazienkami, tv i wifi, + trzy sześcioosobowe domki letniskowe, przyzwoitą restaurację, organizację imprez okolicznościowych [wesel, sylwestrów itp], opinie [np. par organizujących wesela] bardzo pozytywne, lokal zarówno z zewnątrz jak i wewnątrz czyni dobre wrażenie... Nie bardzo też wyobrażam sobie jak drzewa i krzaki mogłyby go zasłaniać, bo budynek jest dość wysoki a nie robi wrażenia, że dokoła nasadzono gęsto Topoli, coby go ukryć przed wzrokiem Ignasia... :D
                • meduza7 Re: Wiktoryna 27.09.15, 15:00
                  Ależ autorka opisuje prawdziwą rzeczywistość, tyle, że z lat co najwyżej 80-tych. Może wtedy ostatni raz była w Promnie i tak je zapamiętała...

                  Uderzyło mnie to wiecie kiedy? Przy analizie "Języka Trolli", kiedy dotarłam do korka pod Paczkowem. Nikt nie wie, co się stało, Józin wyrusza na poszukiwanie radia - mamy rok 2004, samochód BEZ radia to już rzadkość; zresztą później okazuje się, że radio było i w furgonetce Helmuta, więc nie wiadomo, po co w ogóle ta wyprawa Józina. Po drodze Józin spotyka taksówkarza w polonezie, mężczyźni poubierani są w kożuchy, spotykamy też panią w futrze i kapeluszu. No lata 80-te jak w mordę strzelił...
                  Wygląda to trochę tak, jakby MM powyciągała z szuflad jakieś rękopisy z tamtych właśnie lat i tylko pośpiesznie z grubsza je uwspółcześniła.
                  • tt-tka Re: Wiktoryna 27.09.15, 15:17
                    Ciekawy trop, Meduzo :-)
                    Z tym ze wies to raczej lata 60-te. Wczesne.
                    • tt-tka Re: Wiktoryna 29.09.15, 20:07
                      wies u MM to lata 60-te

                      Albo i wczesniejsze, wlasnie mam kolejny przyklad, choc z innego tomu. S, Flobry rozmawia z Adamem - jeden przed 40-tka (37?), drugi przed 30-tka.
                      I Fobry mowi Adamowi "ty", a ten do niego "wie pan".
                      Normalnie razgawor gospodarza pelna geba z wyrobnikiem na ojcowej ziemi. Wzglednie mezczyzny obabionego i dzieciatego z kawalerem, chlopakiem, ktorego dorosly mogl tylko tykac.
                      Tyle ze jakies pol wieku temu i dawniej.
                  • vi_san Re: Wiktoryna 28.09.15, 09:33
                    Meduzo, autorka może sobie [i nam] opisywać alternatywną rzeczywistość, alternatywną geografię i w ogóle Hogwart w Śródziemiu, bo czemu nie, ale niech zaprzestanie wmawiania, że się pilnuje realiów! Że wszystko sprawdza, prognozy pogody śledzi, programy tv i radiowe przechowuje przez lata coby się upewnić, że bohatyr oglądał "M jak Mdłości", a nie "Taniec z Glistami" [dobra, programy to moja interpretacja, MM nic takiego nie mówiła]. Po prostu wkurza mnie nieziemsko reklamowanie się jako solidna firma, a realnie... I niech będzie, że bohaterowie się zmieniają, raz mają włosy blond raz rude, raz są wyżsi to znów niżsi itd, włosy można zmienić płukanką albo szamponem koloryzującym, wzrost wysoki lub niski to [załóżmy] ocena tkwi w oku patrzącego - dla osóbki 150 cm 168 będzie "wysokim", ale dla siatkarki [większość metr 80 z hakiem, wiele powyżej 190] te 168 cm to mikrus. Co do radia - Józin mógł szukać kierowcy mającego CB, a nie zwykłe radio samochodowe, CB nawet dziś nie jest standardem. Natomiast właśnie - stroje ludzi, czy lokalizacja i stan zajazdu?
                    Szczerze? Nigdy nie byłam w Poznaniu [no, przejazdem, nie wysiadając z pociągu, ale to się nie liczy] i do pewnego czasu przyjmowałam to, co MM pisze za pewnik - w sensie, że da się przejść daną trasę w określonym czasie, że przejście podziemne znajduje się tu i tu, a skrzyżowanie tam. No, wierzyłam jej, jest "stamtąd", łazi po tych ulicach codziennie, zna. A jak nie zna, to ma blisko i może sprawdzić. Ja bym tak mogła o Gdańsku pisać [gdybym miała talent]. Tymczasem wieś sielankowa opisana we WdO to miejscowość leżąca 20 minut kolejką od Poznania. Dwadzieścia. Minut. Od. Centrum. No, nie ma możliwości, żeby to była wieś! Zwłaszcza taka "półcywilizowana" jak ją MM opisuje. Od kiedy Bupu [o ile się nie mylę!] sprawdziła to w necie - w każdym razie twierdziła, że w necie a nie empirycznie - to się na MM obraziłam. I złośliwie podważam WSZYSTKO co napisała, poza ta kretyńską prognozą pogody! Na ulicy Roosevelta nie ma i nie było żadnych prac budowlanych! Nie ma i nie było szaletu na plantacji. Nie ma i nie było wielu innych. Koniec. Kropka. com. :P
                    • lowett Re: Wiktoryna 28.09.15, 10:46
                      Nie wiem czy o tym pilnowaniu realiów, to nie jest taka "urban legend". Gdzieś kiedyś MM wspomniała o tej pogodzie i się przyczepiło. Wtedy to jeszcze było prawdą. Czy później jeszcze o tym wspominała, czy było tylko przytaczane przez dziennikarzy i czytelników? Bo się nie orientuje.

                      Ja mieszkam w Poznaniu, jeśli masz jakieś pytania to służę pomocą :D
                      Co do tej wsi, jaką opisuje MM to w całej Wielkopolsce takiej nie ma. Tak z 15/20 lat temu, jeszcze można było pojedynczego u kogoś konika spotkać, teraz tylko w większych hodowlach. A pochodzę z południowej Wielkopolski, tam generalnie jest większa "dzicz". No, ale nie taka....
                      • tt-tka Re: Wiktoryna 28.09.15, 11:48
                        Niedawno tez wspominala. Ze nie musi gromadzic gazet z wycinkami, bo z wpisow w KG swietnie wie, gdzie i kiedy byl upal.
                        Realizm metoda - jedna pani drugiej pani. I pogoda to jedyne, co tam moze sie realiow trzyma, bo jesli jakas czytelniczka, nawet mieszkanka Promna samego, zrobi uwage, to admin wytnie. W trosce o pogode ducha tfffurczyni. Pogoda, jak widac, rzecz istotna.
                      • vi_san Re: Wiktoryna 28.09.15, 12:07
                        Nic z tego, MM sama niedawno wspominała, że nadal sprawdza szczegółowo gromy z jasnego nieba i zamiecie. Tudzież inne atmosferyczne. I niech sobie sprawdza, na zdrowie. Tylko moim zdaniem odpuściłabym autorce kompletny brak wiedzy, czy 16 stycznia 2010 roku padał śnieg, śnieg z deszczem, deszcz czy świeciło słońce, oraz czy temperatura powietrza była -20 st C czy raczej oscylowała około 0. Guzik mnie to obchodzi, i tak nikt nie pamięta i byle pogoda się mniej - więcej zgadzała z porą roku [wykluczamy wielodniowe opady śniegu w lipcu] byłoby git.
                        Pytań nie mam, w Poznaniu nie bywam, nie moje tereny. Gdybym się wybierała to nie omieszkam skorzystać. :D
                        Takie wsie bywają, na Kaszubach na przykład. Znaczy, że na Kaszubach to wiem, bo mam blisko. W Wielkopolsce zapewne też się trafiają, tylko, na Zeusa i wszystkich Bogów Olimpu, nie nazywają się Promno i nie leżą tuż pod Poznaniem! I, owszem, na wspomnianych wiochach kaszubskich trafiają się pojedynczo trzymane koniki - fakt, że częściej z sentymentu, albo na tzw "dożywociu" niż do konkretnych prac polowych, ale się zdarzają. Krowy, świnie i kury częściej. Sama nie dalej jak we wrześniu miałam przyjemność jechać wózkiem zaprzężonym w Siwą - taką właśnie Kobyłkę, raczej zimno niż gorącokrwistą, dość niemłodą, ale przejażdżka była fantastyczna [inna kwestia, że właściciel Siwej jest z rodziny przed wojną ułańskiej, jego dziadek był ułanem i kiedy po wojnie trafił na wieś, to pierwszym co w gospodarstwie było był koń].
                        • lowett Re: Wiktoryna 28.09.15, 16:23
                          A zapraszam :)

                          Właśnie też o tym pomyślałam... Czy ktoś z Was pamięta jaka była pogoda w pierwszą środę lipca 3 lata temu? To takie istotne przecież, hehe.

                          O tak, wsie na Pomorzu mają swój klimat. Na Kaszubach nie bywam, ale w Zachodniopomorskim dużo jeszcze jest wsi wyglądających jak z XIX niemieckiej pocztówki. Nie że zapóźnione jakieś, w każdym domu Internet jest, ale mają swoją charakterystyczną zabudowę, często szachulcowy kościołek w środku osady. No i czasem skrywają tajemnice o dawnych właścicielach, stare meble na strychu, jakieś zapodziane zdjęcie. To jest miejsce na akcje sielskiej opowieści, a nie tam 5 km od Swarzędza. Obawiam się, że MM nie tylko po świecie nie podróżuje, ale nawet zakątków Polski za bardzo nie odwiedza.
                          • vi_san Re: Wiktoryna 28.09.15, 17:32
                            Żałuj, bo Kaszuby przepiękne są... Lasy kochane, pełne grzybów, piękne, szkliste jeziora... Architektura tez się ciekawa znajdzie, zabytki do zwiedzania dla upartych takoż... Jak dla mnie - jeden z najpiękniejszych regionów Polski.
                            MM nie podróżuje. Właściwie to mam takie wrażenie, że MM nie tylko nie podróżuje, ale właściwie, że MM od jakiegoś czasu przypomina trochę te upiorne babcie z WdO: nic ją nie obchodzi, nic ją nie interesuje, nikogo nie zna i nie chce znać, a w ogóle to grunt, żeby z letniczki [o pardon, czytelniczek] zedrzeć dwa razy więcej niż książczyna warta...
                            • tt-tka Re: Wiktoryna 28.09.15, 19:56
                              MM jako Wiktoryna!!!
                              DDD :-)
                              to jest przepiekny obraz i juz tak ja bede widziec dozywotnio
                        • bupu Re: Wiktoryna 28.09.15, 17:10
                          vi_san napisała:

                          > Takie wsie bywają, na Kaszubach na przykład. Znaczy, że na Kaszubach to wiem, b
                          > o mam blisko. W Wielkopolsce zapewne też się trafiają, tylko, na Zeusa i wszyst
                          > kich Bogów Olimpu, nie nazywają się Promno i nie leżą tuż pod Poznaniem!

                          A oczywiście, że się trafiają i bywają szalenie urokliwe, tylko żeby je znaleźć trzeba się oderwać od aglomeracji poznańskiej w którymkolwiek kierunku.

                          Ponieważ zaś jestem złośliwą małpą i nurtował mnie ten opis przepięknego, wielkiego lasu bukowego na początku "Wnuczki", który miał być rezerwatem, wzięłam, siadłam i zrobiłam risercz. Otóż na terenie Parku Krajobrazowego Promno są rezerwaty w ilości sztuk trzy, dwa z nich to torfowiska i bagna, jeden zaś chroni las dębowo-grabowy. Rezerwatu bukowego, ba, jakiegoś większego nasadzenia buczyny nie stwierdzono.

                          W Wielkopolsce takowy rezerwat owszem istnieje, ale koło Murowanej Gośliny, czyli zupełnie gdzie indziej. Mówiłam, Dorotkolandia jest krainą fantastyczną.
                          • vi_san Re: Wiktoryna 28.09.15, 17:40
                            Bo ty wredna kanalia jesteś i riserczu jakiegoś się domagasz! A co to za słowo w ogóle? Angielszczyzna won do kosza, jak już to proszę mi tu ładnie po łacinie, i to prawidłowo akcentując.
                            A tam buczyna była opisana? Wnuczki nie posiadam, zapoznałam się z dzieuem pożyczonym [przez forumkę zresztą, Zła.M - dzięki po raz kolejny :) ] i nie mam jak sprawdzić. Wersje elektroniczne posiadam zaś do McKoszmaru, Wnuczki niet. Może ten tam las nie był opisywany w sensie stricte wielki, a "Wzdłuż drogi ciągnęła się kolumnada wysokich buków za którymi zaczynał się rezerwat" czy coś takiego? Stara buczyna faktycznie robi wrażenie. Inna kwestia, że jak można mówić o riserczu [tfu, za przeproszeniem], skoro MM dała na to CAŁE DWA DNI?
                            • bupu Re: Wiktoryna 28.09.15, 19:25
                              vi_san napisała:

                              > Bo ty wredna kanalia jesteś i riserczu jakiegoś się domagasz! A co to za słowo
                              > w ogóle? Angielszczyzna won do kosza, jak już to proszę mi tu ładnie po łacinie
                              > , i to prawidłowo akcentując.
                              > A tam buczyna była opisana? Wnuczki nie posiadam, zapoznałam się z dzieuem poży
                              > czonym [przez forumkę zresztą, Zła.M - dzięki po raz kolejny :) ] i nie mam jak
                              > sprawdzić. Wersje elektroniczne posiadam zaś do McKoszmaru, Wnuczki niet. Może
                              > ten tam las nie był opisywany w sensie stricte wielki, a "Wzdłuż drogi ciągnęł
                              > a się kolumnada wysokich buków za którymi zaczynał się rezerwat" czy coś takieg
                              > o?

                              Z Wnusią w łapie cytuję:
                              "Bryczka tkwiła w samym centrum wielkiego rezerwatu buków, w błocie, na drożynie tuż przed mostkiem."
                              Rezerwatu. Wielkiego rezerwatu.
                              I dalej:
                              "Buk! Najpiękniejsze z drzew! A cóz dopiero taki zabytek przyrody, jak cały ich ocean na morenowych wzgórzach i w głębokich dolinkach!"
                              Ocean - znaczy się że dużo buków. Bardzo dużo buków.
                              • vi_san Re: Wiktoryna 28.09.15, 19:33
                                A to insza inszość. Podkreśliłam, że ja bezwnuczkowa jestem, to nie pamiętam szczegółów. Ocean znaczy. Wielki rezerwat takoż. Czyli kolejna porażka [za przeproszeniem] riserczu... A nie masz ty może, Bupu, wersji e? Bo ja mam e - komplet Jeżycjady, tylko tej Wnusi brak...
                                • lowett Re: Wiktoryna 28.09.15, 21:06
                                  A ja poszukuję Brulionu w e-wersji. Czytałam lata temu, chciałabym odświeżyć sobie.
                                  • vi_san Re: Wiktoryna 28.09.15, 21:27
                                    Masz gazetowego? Chcesz tylko Brulion czy komplet, poza Wnusią [której nie posiadam :( ]?
                                    • lowett Re: Wiktoryna 28.09.15, 21:58
                                      No właśnie nie zakładałam maila gazetowego. Mogę Ci jakoś przesłać swój?
                                      • vi_san Re: Wiktoryna 29.09.15, 00:09
                                        Jasne, daj na gazetowy. Ja gazetę mam. :D I napisz, czy chcesz komplet, czy tylko Brulion? Z tym, że przekłamania są, literówki itp, ale to, zakładam, wybaczysz? Nie ja przerzucałam na wersję e - ja tylko pożyczam znajomym. ;)
                                        • tt-tka Re: Wiktoryna 29.09.15, 00:36
                                          Vi_san, a moglabys pozyczyc mi Sprezyne ? Oddam prawie nieruszana :-)
                                          • vi_san Re: Wiktoryna 29.09.15, 10:01
                                            Oczywiście. Na gazetowy?
                                            • gat45 Re: Wiktoryna 29.09.15, 10:16
                                              Już pożyczyłam Tetetce :)
                                              • vi_san Re: Wiktoryna 29.09.15, 10:44
                                                Dobre Gatto!. :D
                                      • vi_san Re: Wiktoryna 29.09.15, 00:11
                                        Tylko zaznacz na początku swój nick, bo mi na gazetę przychodzi full bzdur, i żebym nie potraktowała koszem! :D
                                      • vi_san Re: Wiktoryna 30.09.15, 12:29
                                        Lowett, nic mi nie przyszło! Nie mam Twojego adresu... :(
                                        • lowett Re: Wiktoryna 30.09.15, 18:37
                                          A bo nie miałam wczoraj dostępu do netu i wysłałam dopiero dzisiaj. Rozumiem, że gazetowy mail, to taki <nazwa_użytkownika>@gazeta.pl?
                              • sowca Re: Wiktoryna 28.09.15, 21:59
                                Jakos tak po wydaniu Wnuczki MM pokazywała na stronie zdjęcie tego bukowego lasu. Przeszukałam nawet uczciwie stronę MM (zaprawdę, nie było to łatwe), ale wpisu już nie ma. Był jednak na pewno. I co, ten las bukowy to ten w Murowanej Goślinie? Jakże to tak? :( Myślałam, że jest tak blisko Poznania i zazdrościłam poznaniakom, że tak blisko mają takie ładne miejsce...
                                • ciotka_scholastyka Re: Wiktoryna 29.09.15, 11:01
                                  I co, ten las bukowy to ten w Murowanej Goś
                                  > linie? Jakże to tak? :( Myślałam, że jest tak blisko Poznania i zazdrościłam po
                                  > znaniakom, że tak blisko mają takie ładne miejsce...

                                  Murowana Goślina też jest pod Poznaniem, tylko trochę dalej. Tyle że w innym kierunku niż Swarzędz.
                                  A rezerwat jest, jest też słynny Śnieżycowy Jar, jedno z nielicznych miejsc w Europie, gdzie kwitną śnieżyce. Widok niezapomniany :)
                                  • sowca Re: Wiktoryna 29.09.15, 21:52
                                    Czyli jest ten rezerwat, tylko nie tam, gdzie wynika z książki? Dobrze, że przynajmniej jest.

                                    A wracając do ad remu: odświeżam sobie tę orzechową wnuczkę, co by nie pogubić się w Febliku, i zastanawiam się nad tym, czy zachowanie babć i Teresy odnośnie ojca Dorotki jest normalne. Motyw tego, że jej matka została oszukana i porzucona, przewija się przez całą książkę. Rozmawiają o tym babcie: że Andzia nie upilnowała Teresy i że Doroty trzeba tez pilnować. Co gorsza, jest to stały motyw listów Teresy i Doroty: że Dorotka ma nikomu nie ufać, że ją (matkę) oszukano i tak dalej. I teraz tak: nawet Gaba, rycząca na widok drzewa, pod którym całowała się z Pyziakiem, nie zachowywała się tak w stosunku do córek. Nie powtarzała wciąż, że nie można ufać, że mają uważać, że żadnych chłopaków - wręcz przeciwnie, i Fryca, i Wolfiego, i Naszpana, i Magdusię przyjmowała życzliwie. To raczej sama Laura bala się porzucenia. Tymczasem z listów Doroty i Teresy wynika, że dziecko przez całe życie słyszało, ze jest porzucone, do tego stopnia, że sama uspokaja matkę, ze nie, ten chłopiec jej się nie podoba i w ogóle żadnego niebezpieczeństwa nie ma. Czy to jest normalne?! Przecież ta dziewczyna żyje z piętnem dziecka odrzuconego przez ojca, co jest jej stale przypominane i przez babki, i przez matkę.
                                    Tak mnie naszło. Co Wy sądzicie?
                                    • tt-tka Re: Wiktoryna 29.09.15, 22:15
                                      Co sadze, to zachowam dla siebie, bo to sie nie nadaje do publikacji, ale tak przy okazji, bo nie pamietam - czy bylo otwartym tekstem, ze podly kardiolog porzucil Rumianek, jak tylko sie dowiedzial o ciazy ? Czy "porzucil" = nie chcial sie zenic ?
                                      Bylo cos o jego stosunku do dziecka, nawet potencjalnego, czy tylko , ze porzucil terese ?
                                      • sowca Re: Wiktoryna 29.09.15, 22:39
                                        Otwartym tekstem stoi tak:

                                        "Wielki pan doktor, za przeproszeniem pani doktor. I to kardiolog! A zwiał jak szuja. Teresa została sama, w sam raz do obrzucania błotem przez byle żmiję. Nieźle tu jej dali niektórzy popalić! Ale dziewczyna była zuch. Dała radę!"

                                        Więc szczegółów brak, można jedynie domniemywać, że kardiolog rzucił ciężarną Teresę.
                                        Tylko że:
                                        a) serio, pod koniec lat 90, na wsi 20 km od miasta wojewódzkiego tak dają popalić za nieślubną ciążę? Gdzies na wsi zapadłej to rozumiem, ale prawie w mieście?

                                        b) Dorota ma 17 lat. Babcie mają z siedemdziesiątkę. Czyli wynikałoby z tego, że Teresa ma plus minus czterdzieści parę. Urodziła Dorotę mając powiedzmy 25 lat. Z ciągłych uwag o nieupilnowaniu wynikałoby, że urodziła to dziecko nieletnią będąc. Dorosłej kobity trzeba było pilnować? No litości. I mówi to nauczycielka z miasta (Wikta), bynajmniej nie jakaś, z całym szacunkiem, babina, która, powiedzmy, sprząta na plebanii.
                                        • vi_san Re: Wiktoryna 29.09.15, 23:22
                                          Jak ja żałuję, że nie mam Wnuczki... :( Przy "pierwszym czytaniu" to takie "urocze smaczki" umknęły, czytało się ot, jako miłą książczynę na nudnawe popołudnie [poza dwiema czy trzema scenami]. Tam by może coś o zależnościach wiekowych dało się znaleźć? W latach 90 pełnoletnią już byłam i nawet na wybory chadzałam. Co najmniej dwie z moich koleżanek licealnych zaszły w ciążę, a jedna wyszła za mąż [acz ta akurat w ciążę nie zaszła]. Wszystkie "normalnie" kończyły liceum, zdawały maturę, nikt im kłód pod nogi nie rzucał. Zapewne z dzieckiem miały trudniej niż bez [więcej obowiązków], ale nikt ich z błotem nie mieszał ani życia nie utrudniał! Ba, klasy się zrzuciły na jakieś gadżety dla malucha i wszyscy raczej szli młodym mamom na rękę. Żadna z nich nie uważała się za Bóg wie jakiego zucha. A [przypomnę] w grę wchodziły nastolatki w wieku licealnym! A nie dwudziestokilkuletnie, czyli de facto dorosłe, kobiety! No, może w jakiejś malutkiej wsi to by nie przeszło ulgowo, ale też, na litość Boską!, toż to nieszczęsne Promno w roku... [Kiedy się to-to dzieje?] to nie Lipce Reymontowskie roku pańskiego 1890, coby zhańbioną na taczkach z gnojem wozić!
                                        • bupu Re: Wiktoryna 29.09.15, 23:31
                                          sowca napisała:

                                          > Więc szczegółów brak, można jedynie domniemywać, że kardiolog rzucił ciężarną T
                                          > eresę.
                                          > Tylko że:
                                          > a) serio, pod koniec lat 90, na wsi 20 km od miasta wojewódzkiego tak dają popa
                                          > lić za nieślubną ciążę? Gdzies na wsi zapadłej to rozumiem, ale prawie w mieści
                                          > e?

                                          Mieszkam na średnio zapadłej wsi. Ciąże nieslubne się zdarzają, owszem i wywołują co najwyżej krótkotrwałą szeptaną sensację. I tyle. Nikt się nie pastwi, nikt się do wytaczania wozu z gnojem nie rwie. Nie te czasy.
                                          • tt-tka Re: Wiktoryna 29.09.15, 23:58
                                            Mam pewne teorie, ale niestety bez oparcia w tekscie (tylko w zyciu)
                                            - Rumianek zaczela zadzierac nosa, bo romans z wielkim panem kardiologiem to nobilitacja byla, a malzenstwo tym bardziej byloby; no to jak nic z tego nie wyszlo, jakas kolezanka czy sasiadka dogryzla raz czy drugi, a Wikta zaraz z tego zrobila obrzucanie blotem przez byle zmije
                                            - romans byl z zonatym; o ile nieslubna ciaza wielkiego wrazenia raczej nie robi, o tyle usilowanie rozbicia malzenstwa moze wzbudzic emocje, zwlaszcza u zameznych znajomych, zwlaszcza kiedy rozbijaczka mieszka w sasiedztwie i znowu jest sama
                                            PS do tanga trzeba dwojga, wiem, ale czesto w takiej konfiguracji wini sie "te trzecia", a juz zwlaszcza chroni przed nia wlasnego meza ; samo zycie, moglo tak i otoczenie Teresy zareagowac
                                            • tt-tka Re: Wiktoryna 30.09.15, 01:48
                                              A tak w ogole, dopiero do mnie dotarlo, Wikty wtedy we wsi nie bylo, a przynajmniej nie na stale. Przywiozkla ja nastoletnia juz Dorota. Czyli Wikta powtarza to, co uslyszala albo co sobie wymyslila-
                                            • vi_san Re: Wiktoryna 30.09.15, 09:20
                                              W dogryzanie wierzę. Zwłaszcza, jeśli Terenia wyrwawszy kardiologa zaczęła nosem o chmury zawadzać i wszem i wobec widziała się [i podkreślała to!] "szanowną panią doktorową kardiologową". To jak została na lodzie - mogła kilka złośliwości usłyszeć, ba, nawet i część koleżanek mogła ochłodzić kontakty [jak piszesz - romans z żonatym = pilnuj w jej towarzystwie swojego męża], ale obrzucanie błotem? I to takie, żeby aż się latami wlokło? No, chyba, że porzuceniu przez niecnego i urodzeniu dziecięcia, potomstwo podrzuciła matce a sama wdała się w serię krótkotrwałych a burzliwych romansów. Takich... Jednorazowych. Albo najwyżej kilkudniowych. No, ale wówczas to prowadzenie się byłoby powodem błota, a nie ów kardiolog. :D
                                              • la.spinka Re: Wiktoryna 30.09.15, 12:50
                                                "Kochane babcie musiały Dorotce do głowy ładnie nakłaść o piętnie zhańbienia jej matki, bo oto, gdy dziewczę siedzi sobie na orzechu, rozmyśla tak:
                                                "Co ona powinna zrobić z tym czasem? Żeby Stwórca mógł ocenić: o, to dziecko naprawdę warto było sprowadzić na świat! I przede wszystkim: żeby mama się dowiedziała, że wszystkie jej decyzje były słuszne, a to, co musiała, biedna, przeżyć, było - po coś.
                                                Dorota postanowiła to już dawno: musi się przydać. Będzie pożyteczna!"
                                                Strona 108.

                                                Czyli: Dorota musi swoim zacnym i pożytecznym życiem odkupić winy innych. Nie mogę czytać dalej, bo zęby mi wypadną od tego zgrzytania!

                                                I niech mi ktoś wytłumaczy, co takiego strasznego jest w tym, że wychowuje się mądre, zdrowe dziecko, do pomocy mając rodzinę (matka i ciotka Wikta), posiadając dach nad głową, dobry zawód i mając co do garnka włożyć. Czy tej matce Doroty było aż tak źle, że aż taką męczennicę musiała z siebie zrobić? Miliony kobiet na całym świecie tak żyją i jakoś potrafią być szczęśliwe, mimo, że bez chłopa. Czy mężczyzna u boku to jedyny wyznacznik udanego życia? I jeśli cię taki porzuci to nic, tylko z mostu się rzucać?
                                                • tt-tka Re: Wiktoryna 30.09.15, 13:18
                                                  Do pomocy to ona miala matke i ojca, Wikta dobila pozniej, juz po wyjezdzie Teresy. A jezeli stary Rumianek potrafil powiedziec wlasnej zonie "ty, Andzia, slabowita jestes, dlugo nie pozyjesz", to diabli go wiedza, co mogl mowic corce, nawet calymi latami, skoro ani meza, ani nawet alimentow...
                                                  Moze i Teresa musiala swoje przezyc , ale nie jestem pewna, czy najgorsze nie pod wlasnym rodzinnym dachem...
                                                  • la.spinka Re: Wiktoryna 30.09.15, 13:32
                                                    Racja, Wikta dobiła później. Ale, mamy przecież pozytywny obraz starego Rumianka. Dorotka ma na półce jego modlitewnik, wiemy też, że mocno śmierć dziadka przeżyła. Czyli generalnie, był dobrym dziadkiem, mężem i ojcem też chyba nie najgorszym, skoro w rozmowie Idy z babciami Wikta mówi wprost "Rumianek był w porządku" (s. 76). Więc na to, że on córce dogryzał dowodów w książce żadnych nie ma.
                                                    A Andzi nie mówił, że jest słabowita, tylko: "Daj ci Boże zdrowie, ale ty też już długo nie pociągniesz (...) po co przepłacać notariusza (...)." S. 76. W małżeńskiej rozmowie dwojga staruszków takie bezpośrednie zwroty są jak dla mnie zupełnie normalne, szczególnie jeśli omawia się sprawy testamentu i dziedziczenia (a nie, że dogryza się w ten sposób drugiej osobie bez powodu).
                                                  • tt-tka Re: Wiktoryna 30.09.15, 14:14
                                                    Mamy pozytywny obraz starego Rumianka

                                                    Hm, ale to opinie osob , z ktorych zdaniem niekoniecznie bym sie liczyla :-)
                                                    Dorota mocno przezyla smierc dziadka, byla z nim zwiazana, ale miala 14-15 lat, kiedy on umarl. Za mloda na wnikliwa ocene. Nie mowiac, ze za madra to ona nie jest.
                                                    Wikta Andzi wytyka, ze corki nie dopilnowala. Pomijam absurd pilnowania doroslej kobiety, ale to Andzia nie dopilnowala. Rumianek byl w porzadku, choc wtedy zyl, mieszkal i byla to rowniez jego corka

                                                    Oczywiscie nie ma zadnych dowodow ani nawet poszlak, ze to oboje Rumiankowie gnebili corke z racji nieslubnego dziecka, to tylko hipoteza. Niemniej przeswiadczenie Doroty, ze mama tyle musiala, biedna, przezyc, nie wzielo sie znikad. Ona tych lat pamietac nie moze, wie to, co jej powiedziano. I w ogole nie dziwi jej i nie zastanawia, ze matka pisze tylko z nia, ze nie kontaktuje sie ze swoja matka ? W tym, co Teresa pisze, nie ma pytan o babcie, o to, co w domu.
                                                    No chyba, ze zle pamietam, wnuczke przeczytalam raz i wiecej nie bedzie :-)
                                                  • sowca Re: Wiktoryna 30.09.15, 22:17
                                                    Myślę, że w opinii Wikty to matka powinna pilnowac cnoty córki, stąd to "nie upilnowałaś".

                                                    A Rumianek wydaje się raczej w porządku, przynajmniej taki mamy jego obraz. Czy to on dokuczał córce - trudno orzec, nie ma na to żadnych dowodów, poza tym w takiej sytuacji Teresa by może wróciła do córki po śmierci dokuczliwego ojca? No i z tonu Wikty raczej nie wynika, żeby chodziło o rodzinę, tyle o jakieś "byle żmije": zapewne złośliwe sąsiadki. Natomiast jeśli te dokuczały Teresie z powodu nadmiernego wywyższania się w czasie romansu z kardiologiem, no to cóż, tak bywa, ae doprawdy nie wydaje mi się to tematem do gadania na lata.
                                                  • tt-tka Re: Wiktoryna 30.09.15, 23:01
                                                    Mnie sie Rumianek od poczatku nie podobal - z racji tego przepisania calosci na wnuczke. Dorota miala wtedy 15 lat albo mniej ! Nie wiadomo, co z niej wyrosnie, a on zone zostawia wyzuta ze wszystkiego ? Nawet jesli zapewnil jej dozywocie, Andzia bedzie u wnuczki, nie u siebie. I to, ze ona sie zgodzila, wcale mnie nie pociesza, pomysl byl Rumianka. I argumentacja dot. oszczednosci idiotyczna, w normalnym trybie dziedziczenia nie musieliby placic za notariusza. Choc to ostatnie to wina raczej MM niz Rumianka.

                                                    W gadanie przez lata w ogole nie wierze, zadnych innych wydarzen w tej wsi nie bylo od 1996 roku ? Chyba ze wlasnie mieszkancy dorotkowa rozpamietuja to bez przerwy, jako osobiscie dotknieci.
                                                  • la.spinka Re: Wiktoryna 01.10.15, 12:46
                                                    Tak, to całe gadanie o płaceniu notariuszowi jest w ogóle bez sensu. Ale rozumiem, że MM chciała jakoś uprawdopodobnić fakt, że Dorota jest taka solidna i gospodarna - jedynym wyjściem było tu zrobienie jej panią na włościach. A że zostało to beznadziejnie umotywowane to już inna kwestia. Nie mógł stary Rumianek po prostu powiedzieć: "jak to będzie jej, to będzie bardziej dbała"? Byłoby prościej i bardziej prawdopodobnie.
                                                  • vi_san Re: Wiktoryna 30.09.15, 13:34
                                                    "Teresa została sama, w sam raz do obrzucania błotem przez byle żmiję. Nieźle tu jej dali niektórzy popalić!" - z czego wynika, że nie domowników miała na myśli, a osoby postronne. Męża [czy szwagra] nie określałaby "byle żmiją"? Dodatkowo "dali popalić" sugeruje liczbę mnogą - mąż [czy szwagier] to liczba pojedyncza. Tak mi się wydaje.
                                                    Inna kwestia, że dziadzio Dorotki jawi się z tych słów dość czarownie. No, chyba, że to taki żart rodzinny był, jak np ja radośnie witam moją siostrę [mieszkającą w innym kraju] radosnym "Na kawę zostaniesz, czy od razu wracasz do siebie?" - Ktoś mógłby to odebrać jako skrają niegościnność i w ogóle szczyt chamstwa, ale i ja i siostra wiemy, że trzeba to odbierać z przymrużeniem oka.
                                                • meduza7 Re: Wiktoryna 30.09.15, 13:22
                                                  Tu się przecież powtarza schemat Gaby, która wychowuje dzieci Dzielnie i z Wielkim Poświęceniem, będąc straszliwie i okrutnie porzuconą, mimo że ma przy sobie całą rodzinę, a potem drugiego męża. A cierpiętnicę robi z siebie tak skutecznie, że nawet siostrzeniec, który nie pamięta nie tylko Straszliwego Porzucenia, ale i drugiego ślubu, z jego punktu widzenia ona zawsze miała pełną rodzinę, pierwsze, co myśli na jej widok, to jak bardzo jest dzielna i udręczona.
                                                  • bupu Re: Wiktoryna 30.09.15, 16:35
                                                    meduza7 napisała:

                                                    > Tu się przecież powtarza schemat Gaby, która wychowuje dzieci Dzielnie i z Wiel
                                                    > kim Poświęceniem, będąc straszliwie i okrutnie porzuconą, mimo że ma przy sobie
                                                    > całą rodzinę, a potem drugiego męża. A cierpiętnicę robi z siebie tak skuteczn
                                                    > ie, że nawet siostrzeniec, który nie pamięta nie tylko Straszliwego Porzucenia,
                                                    > ale i drugiego ślubu, z jego punktu widzenia ona zawsze miała pełną rodzinę, p
                                                    > ierwsze, co myśli na jej widok, to jak bardzo jest dzielna i udręczona.

                                                    Schemat tak, to raz, a dwa, że męczeństwo Teresy jest tak samo naciągane, jak ubóstwo Rumianków. No bo tak, Wikta i Andzia rentki mają, czy tam emerytury, zarabiają na jajkach i drobiu, wedle słów autorki całkiem niemałe sumy, Teresa przysyła piniondz ze Skandynawii - może nie wystarczy tego na tarzanie się w luksusach, ale na normalne życie na pewno. A tymczasem ledwo wiążą koniec z końcem, rachunek za śmieci to dla nich straszliwe obciążenie, a Dorota biega w jednej, przykrótkiej kiecce i drewniakach matki.

                                                    Tak nawiasem mówiąc zastanawiam się... Ona tę kieckę pracowicie co wieczór prała, czy też radośnie roztaczała wokół woń zastarzałego potu?
                                                  • sowca Re: Wiktoryna 30.09.15, 22:13
                                                    Schemat Gaby powtarza się, ale jednak tylko do pewnego stopnia. To znaczy, wszyscy wiedzą, że Gaba i Teresa to męczennice. Ale, co by nie mówić o Gabrieli i o jej samoudręczaniu, nigdy nie sugerowała w najmniejszy sposób córkom, że mają być "odpłatą" za to, co przeszła. Że mają być miłe, dzielne i przydawać się. To Tygrys w pewnym momencie mówi coś takiego, ale raczej w kontekście tego, że bywała dla matki złosliwa (kłótnie, ucieczka z domu itp), niż w kontekście tego, że swoim narodzeniem sprawiła matce kłopot. W ogóle na Pyzę i na Tygrysa nikt w ten sposób nie patrzy, jak na "problem" - a na Dorotę tak. Ani w głowie Pyzy, ani Tygrysa nie pojawiła się myśl "muszę się mamie przydac, żeby wiedziała, że nie cierpiała na darmo". Nie wspominając już o tym, że z wyjątkiem Ignaca (którego, jak wiadomo, nie można brać poważnie) Borejki mają z zasady zaufanie do chłopaków Pyzy i Laury i nikt im nie mówi: uważaj, facetom nie można ufać, bo porzucenie bardzo boli. W ogóle dlaczego uczyć nastolatki nieufności do chłopaków? Jasne, że trzeba rozmwiać na zasadzie "nie daj się zaciągnąć do łóżka, jeśli nie chcesz, zabezpiecz się itp", ale założenie NIKOMU NIE MOŻNA UFAĆ, podkreślane w co drugim zdaniu w liście od matki, jest już chore. Ba, to sama Dorota musi matkę zapewniać, że o chłopakach w ogóle nie ma mowy, ona nic tylko nauka i gospodarstwo, z czego wniosek, że dziecko od początku wiedziało, że było problemem, owocem porzucenia i w ogóle. I to jest bardzo bardzo niedobre.

                                                    Ubóstwo Rumianków? Jakie tam ubóstwo... Jak słusznie piszą Bupu i Meduza, dwie emerytury, choćby i skromne, plus gospodarstwo, plus pieniądze z Norwegii i co jakiś czas wynajmowanie pokoju - naprawdę, ludzie miewają gorzej.
                                                  • bupu Re: Wiktoryna 01.10.15, 17:03
                                                    sowca napisała:

                                                    > Schemat Gaby powtarza się, ale jednak tylko do pewnego stopnia. To znaczy, wsz
                                                    > yscy wiedzą, że Gaba i Teresa to męczennice. Ale, co by nie mówić o Gabrieli i
                                                    > o jej samoudręczaniu, nigdy nie sugerowała w najmniejszy sposób córkom, że ma
                                                    > ją być "odpłatą" za to, co przeszła. Że mają być miłe, dzielne i przydawać się.
                                                    > To Tygrys w pewnym momencie mówi coś takiego, ale raczej w kontekście tego, że
                                                    > bywała dla matki złosliwa (kłótnie, ucieczka z domu itp), niż w kontekście teg
                                                    > o, że swoim narodzeniem sprawiła matce kłopot. W ogóle na Pyzę i na Tygrysa nik
                                                    > t w ten sposób nie patrzy, jak na "problem" - a na Dorotę tak. Ani w głowie Pyz
                                                    > y, ani Tygrysa nie pojawiła się myśl "muszę się mamie przydac, żeby wiedziała,
                                                    > że nie cierpiała na darmo".

                                                    A bo Pyza i Tygrys są ślubne niejako, nawet jeśli Pyza poczęta została nieślubnie, to urodziła się już po ślubie rodziców, więc przyzwoitości stało się zadość. Tymczasem Dorotka jest bękart kompletny, więc to trochę inna sytuacja i większe stężenie dziewiętnastowiecznej grozy.
                                              • kajaanna Re: Wiktoryna 30.09.15, 13:44
                                                Chodzenie z "panieńskim brzuchem" nie jest żadną sensacją nawet w zakutych małopolskich wsiach, a co dopiero w Poznaniu, czy w podpoznańskiej miejscowości. Tym bardziej nie jestem w stanie ogarnąć piętna z jakim musi żyć Dorota, odpokutowująca całym swoim życiem zarówno grzech matki i swoje bękarcie pochodzenie.

                                                Chyba nad żadną bohaterką MM tak się nie znęcała jak nad wnuczką. Opisywała rodziny patologiczne, sieroty, pół-sieroty, dzieci z rozbitych małżeństw, ale takiej dziewiętnastowiecznej hańby idącej przez pokolenia, to jednak nie było.
                                              • yackandandah22 Re: Wiktoryna 01.10.15, 11:49
                                                A ja myślę, że tu nie chodzi o porzucenie jako takie - załóżmy, że kardiolog został, ale się NIE OŻENIŁ - już widzę te plotki i krzywopatrzenie, że to nie po bożemu i kto to widział! Mam koleżankę w Australii, która wyszła za mąż za swojego wieloletniego partnera w ósmym miesiącu ciąży, bo 'rodzina w Polsce nalegała'.
                                                Inna sprawa, że moja koleżanka uległa idiotycznej presji - i tu nasuwa mi się przypuszczenie, iż gdyby Teresa wypięła się na kumy ze wsi, a rodzina stanęła za nią murem, sprawa ucichłaby w zaraniu. Zamiast tego mam wrażenie, że Rumianki podświadomie uważały, że zasłużyły na obrzucanie błotem (patrz uwagi subtelnej Wiktoryny o nieupilnowaniu córki). Cytując nieśmiertelną Beatę Kowalczuk: 'Ludzie, panie profesorze, zaraz wyczują, że ktoś jest miękki'...
                                                • tt-tka Re: Wiktoryna 01.10.15, 12:55
                                                  Mam wrazenie , ze Rumianki sa w ogole jedynymi osobami we wsi, ktore o tym mowia i mysla :-)

                                                  Niestety w interakcji z ludnoscia miejscowa prawie ich nie widzimy. Babcie jada na obiad do lesnictwa, skoro tam bywaja, to przypuszczam, ze trefnych tematow nie porusza sie. Dorota kontaktuje sie tylko ze sklepowa Kasia i tamta o niczym nie wspomina, traktuje Dorote sympatycznie i rzeczowo. Na polu Nowakow tez o czym innym sie gada i nic dziwnego, aktualny pozar na pewno jest wazniejszy niz dowolne sensacje sprzed 17 lat. Chrobot jest zyczliwy, uczynny i tez mowi o czym innym.
                                                  Praktycznie tylko ten okrzyk Igora - juz pisalam, ze imho zupelnie od czapy, raczej by wygarnal, ze matka Dorote zostawila - jest wzmianka osoby trzeciej o nieslubnosci.

                                                  A sama Dorota zdaje sie bardziej przejmowac tym, co mama, biedna, musiala przezyc (co konkretnie ? powtarzano dziecku ewentualne przykre uwagi wraz z komentarzem czy jak u Gabuni znaczace milczenie i drganie podbrodka?) niz tej mamy nieobecnoscia od lat.
                                                  • sowca Re: Wiktoryna 01.10.15, 21:45
                                                    Na pewno powtarzano, ewentualnie sama Teresa o tym bezustannie mówiła. Inaczej dziecko nie czułoby, że matka się przez nie nacierpiała. I też wątpię, żeby sąsiedzi przez 17 lat nie mieli nic innego do roboty, jak gadać o tym, że Rumiankówna ma nieślubne dziecko z kardiologiem. Zwłaszcza, że takie rzeczy, jesli już, szepcze się między sobą (oczywiście tak, by osoba zaintreesowana wiedziała), a nie mówi małemu dziecku czy nawet dorastającej pannie.
                                                • sowca Re: Wiktoryna 01.10.15, 21:41
                                                  No nie, jednak w liście do córki Teresa pisze ewidentnie o odrzuceniu, które bardzo boli. Brak ożenienia się, nawet mimo próśb, chyba jednak nie jest odrzuceniem, które wspomina się po 17 latach.
                                • la.spinka Re: Wiktoryna 29.09.15, 12:13
                                  Wpisu nie ma, bo na razie niedostępne jest Archiwum; MM miała jakiś atak hakerski i na jakiś czas zarówno Archiwum jak i stare wpisy z Księgi Gości zostały wyłączone.
                                  Ja też pamiętam, że zdjęcia z bukowego rezerwatu pojawiły się na jej stronie.
                                  • kanga_roo buki 30.09.15, 13:34
                                    wiecie, mnie się kojarzy, że buki w lesie pomiędzy stacją Promno, a właściwie pomiędzy Dębińcem a drogą Kostrzyn-Pobiedziska rosną. może nie bukowy rezerwat, ale ładne i duże sztuki raczej tak.
                                    jeśli ktoś by mi pożyczył Wnuczkę (nie mam, nie czytałam, po MacDusi mi obrzydło), chętnie bym posprawdzała to i owo, bo mieszkam rzut beretem od Promna i nad Dębiniec mogę iść na spacer. piechotą.
                                    pamiętam, że w Bambolandii opis okolic Dębińca był bardzo wierny, i celny. normalnie widziałam tam tego Bambolczyka za krzakami :-) ale to było daaaawno jednak.
                                    • bupu Re: buki 30.09.15, 16:24
                                      kanga_roo napisała:

                                      > wiecie, mnie się kojarzy, że buki w lesie pomiędzy stacją Promno, a właściwie p
                                      > omiędzy Dębińcem a drogą Kostrzyn-Pobiedziska rosną. może nie bukowy rezerwat,
                                      > ale ładne i duże sztuki raczej tak.

                                      Sztuki są, owszem, ale nie oceeeeeaaaaan po górach i dolinach.
                                      • gat45 Re: buki 30.09.15, 16:43
                                        Bupu, specjalistko : czy "buczyna" to także las (lasek) bukowy ?
                                        Bo ja dotąd żyłam w przekonaniu, że to bukowe drewno. Ewentualnie owoc ?
                                        • bupu Re: buki 30.09.15, 16:59
                                          gat45 napisała:

                                          > Bupu, specjalistko : czy "buczyna" to także las (lasek) bukowy ?
                                          > Bo ja dotąd żyłam w przekonaniu, że to bukowe drewno. Ewentualnie owoc ?

                                          I drewno, i owoc, i las :D
                                          • gat45 Re: buki 30.09.15, 17:28
                                            Dzięki.
                                            A jest za co - czuję się ubogacona o wieeeeelki las !

                                            PS Kocham buki. To takie miłe i solidne drzewo. Jak bardzo kochany dziadek. Solidny, ale i czuły (bo dąb jest zbytnim rygorystą, ma w sobie coś wojskowego) - mam w głowie cały prywatny spis drzew z ich charakterami.
                                            • tt-tka Re: buki 30.09.15, 17:38
                                              Widzialam kiedys ogromny dab pozna jesienia - liscie mial wszystkie (duzo), w przepieknym cieplozoltym kolorze. Wygladal imponujaco, ale i swojsko, jak taka wielka, solidna opoka gorejaca zapraszajaco. Ze dwadzescia lat temu to bylo, a do dzis pamietam to wrazenie - jakby przytulnosc w obronnym zamku. Glupio brzmi, ale tak to odczulam :-)
                                            • zla.m Re: buki 30.09.15, 21:16
                                              Bukowy las to także bukowina. Nie wiem czy znasz, bo to takie późnolicealne-studenckie ogniskowe hiciory zespołu nomen-nie omen Wolna Grupa Bukowina:


                                              bukowina I (uwielbiam)


                                              bukowina II
                                              • dziabka1 Re: buki 01.10.15, 11:26
                                                zla.m napisała:

                                                > Bukowy las to także bukowina. Nie wiem czy znasz, bo to takie późnolicealne-stu
                                                > denckie ogniskowe hiciory zespołu nomen-nie omen Wolna Grupa Bukowina:
                                                >
                                                >
                                                > bukowina I (uwielbiam)

                                                >
                                                > bukowina II

                                                Ooo, ja też ich uwielbiam ...od lat, od lat.

                                                Buczyna to jest rodzaj lasu (może być żyzna lub sucha, w zależności od terenu). Bukowy las to także bukowina, jak już się rzekło.

                                                Natomiast bukowy owoc to bukiew, uwielbiana przez dziki i leśników, którzy sobie wzajemnie je z ryjów/rąk wydzierają. Dziki je z upodobaniem pożerają a leśnicy robią z nich nowy las (zbieranie bukwi jest bardzo pracochłonne). Dodam, że bukowe orzeszki są jadalne, ale nie powinno się ich jadać kilogramami, bo mogą wywołać efekty narkotyczne.

                                                I jeszcze - to także moje absolutnie ukochane drzewo, na drugim miejscu jest wdzięczna brzoza.
                                                I zgadzam się, ze dęby mają w sobie coś wojskowego, majestatycznego i człowiek się czuje wśród nich i bezpiecznie i jakby, onieśmielony (polecam Dęby Gajowego w Puszczy Kampinoskiej).
                                                Gacie vel Gatu - czy masz gdzieś spisane te właściwości drzew? Chętnie się zapoznam.


                                                • gat45 Re: buki 01.10.15, 12:06
                                                  Cieszę się, że mam siostrę w personifikacji drzew :)
                                                  Ja je po prostu kocham en bloc, a charaktery dorabiam im w głowie - czyli mój spis jest organicznie wirtualny. Oraz, ma się rozumieć, czysto subiektywny.
                                                  Brzoza owszem, wdzięczna jest, ale to wdzięk silnej osobowości. Taka na pozór krucha i eteryczna, ale w praktyce niezłomna.
                                                  Popatrz, zdałam sobie sprawę, jak mi w tych charakterystykach namieszała moja dwujęzyczność - w tym przypadku fakt, że po francusku brzoza jest rodzaju męskiego i myśląc o niej niekoniecznie widzę od razu pannę młodą.
                                                  Piękna, podwójna brzoza (tuż nad ziemią pień rozdwaja się w zwycięskie "V") jedną koroną praktycznie włazi mi do sypialni :) Bardzo ją kocham.
                                                  • dziabka1 Re: buki 01.10.15, 13:20
                                                    gat45 napisała:

                                                    > Cieszę się, że mam siostrę w personifikacji drzew :)
                                                    > Ja je po prostu kocham en bloc, a charaktery dorabiam im w głowie - czyli mój s
                                                    > pis jest organicznie wirtualny. Oraz, ma się rozumieć, czysto subiektywny.
                                                    > Brzoza owszem, wdzięczna jest, ale to wdzięk silnej osobowości. Taka na pozór k
                                                    > rucha i eteryczna, ale w praktyce niezłomna.
                                                    > Popatrz, zdałam sobie sprawę, jak mi w tych charakterystykach namieszała moja d
                                                    > wujęzyczność - w tym przypadku fakt, że po francusku brzoza jest rodzaju męskie
                                                    > go i myśląc o niej niekoniecznie widzę od razu pannę młodą.
                                                    > Piękna, podwójna brzoza (tuż nad ziemią pień rozdwaja się w zwycięskie "V") jed
                                                    > ną koroną praktycznie włazi mi do sypialni :) Bardzo ją kocham.


                                                    Jak się łazi po górach i po lesie dniem i nocą, okrągły rok, to personifikacja sama się narzuca. Drzewa mają osobowości i kropka. Czasem są życzliwe i ci pomagają a czasem potrafią nieźle nastraszyć, w zależności od humoru i pory dnia. Lub nocy. Czasem zapraszają a czasem paszcze rozdziawiają - won! Serio.
                                                    Ogólnie kocham las i bardzo żałuję, że nie mam własnego drzewa. Własnego, osobistego i takiego na codzień. Którego mogłabym codziennie po korze głaskać. No nic, może kiedyś się dorobię.
                                                    Oprócz ogólnego uroku, to jeszcze drzewa łaskawie ci dają soczek, herbatkę, rozpałkę i ogień. Tak, jestem z nimi w przyjaźni. Swój swojego, rozumiesz.
                                                    Niedawno jechałam przez nieziemskie aleje lipowe. Lipy to dopiero królewskie drzewa.
                                                    Natomiast sosny to taki trochę, ekhm, plebs. Niezależnie, że ładnie pachnie w takim lesie i można sobie wykopać żywiczny korzeń na rozpałkę (ostatnio taki wykopywałam, przy zwalonym, martwym drzewie).
                                                    Buki, dęby, brzozy, świerki (kto się nie przepychał przez świerkowy młodnik, nie wie co to życie), jodły, sosny i cała reszta drobnicy grądowej.
                                                    Popatrz, Gaciku, jak ja się rozpisała o tym, no!

                                                • bupu Re: buki 01.10.15, 16:59
                                                  dziabka1 napisał(a):

                                                  > zla.m napisała:
                                                  >
                                                  > > Bukowy las to także bukowina. Nie wiem czy znasz, bo to takie późnoliceal
                                                  > ne-stu
                                                  > > denckie ogniskowe hiciory zespołu nomen-nie omen Wolna Grupa Bukowina:
                                                  > >
                                                  > >
                                                  > > bukowina I (uwielbiam)

                                                  > >
                                                  > > bukowina II
                                                  >
                                                  > Ooo, ja też ich uwielbiam ...od lat, od lat.
                                                  >
                                                  > Buczyna to jest rodzaj lasu (może być żyzna lub sucha, w zależności od terenu).
                                                  > Bukowy las to także bukowina, jak już się rzekło.
                                                  >
                                                  > Natomiast bukowy owoc to bukiew, uwielbiana przez dziki i leśników, którzy sobi
                                                  > e wzajemnie je z ryjów/rąk wydzierają. Dziki je z upodobaniem pożerają a leśnic
                                                  > y robią z nich nowy las (zbieranie bukwi jest bardzo pracochłonne). Dodam, że b
                                                  > ukowe orzeszki są jadalne, ale nie powinno się ich jadać kilogramami, bo mogą w
                                                  > ywołać efekty narkotyczne.

                                                  Bukiew, oczywiście, coś mi na mózg z tą buczyną padło. Jako córka leśnika siadam w kącie i się wstydam, posypując łeb kolczastymi łupinami bukwi.
                                                  • dziabka1 Re: buki 01.10.15, 17:05
                                                    bupu napisała:


                                                    >
                                                    > Bukiew, oczywiście, coś mi na mózg z tą buczyną padło. Jako córka leśnika siada
                                                    > m w kącie i się wstydam, posypując łeb kolczastymi łupinami bukwi.

                                                    Za karę podsądny wstawi ładne zdjęcie siewki buka :)
                                                  • bupu Re: buki 01.10.15, 22:19
                                                    dziabka1 napisał(a):

                                                    > bupu napisała:
                                                    >
                                                    >
                                                    > >
                                                    > > Bukiew, oczywiście, coś mi na mózg z tą buczyną padło. Jako córka leśnika
                                                    > siada
                                                    > > m w kącie i się wstydam, posypując łeb kolczastymi łupinami bukwi.
                                                    >
                                                    > Za karę podsądny wstawi ładne zdjęcie siewki buka :)

                                                    https://www.pomozmykasztanowcom.pl/content/photo/zdjecia/aktualnosci/1_1%20buk.jpg
                                                  • neandertalka Re: buki 25.11.15, 09:16
                                                    "Bukiew, oczywiście, coś mi na mózg z tą buczyną padło. Jako córka leśnika siadam w kącie i się wstydam, posypując łeb kolczastymi łupinami bukwi."
                                                    Ależ bupu, niepotrzebnie! Szkoda bukwi! Bo owocki buka miewają, owszem, również nazwę: buczyna. Dowód: zbiór baśni Janiny Porazińskiej pt. "Za górami, za lasami". W baśni o Kubie i cudownej kaletce, co to jadło z siebie wydawała, jest mowa o tym, jak to biedny Kuba poszedł na przedwiośniu do lasu, w nadziei, że znajdzie coś do jedzenia dla dwanaściorga głodnych dzieci. " Może się uchowały orzechy pod leszczyną? Może buczyna pod bukami? (...) Znalazł dziesięć zdrowych orzeszków i garść buczyny. Nakarmi to tym swoją gromadę?" Więc sama widzisz :-)

                                                    A miejsce porosłe bukami to, owszem, i buczyna, i bukowina. Kolejny, po "Wolnej Grupie", dowód na bukowinę: piosenka ludowa "Pognała wołki na bukowinę, wzięła ze sobą skrzypce jedyne/I grała, śpiewała!/I te swoje siwe wołki pasała".

                                                    Swoją drogą, ciekawa jestem, czy jeszcze ktoś poza mną zna wspomnianą książkę i piosenkę :-)
                                                  • tt-tka Re: buki 25.11.15, 09:45
                                                    czy ktos zna wspomniana piosenke czy ksiazke

                                                    pasla je, pasla, az pogubila
                                                    coz ja nieszczesna bede robila
                                                    wiec chodzi i placze
                                                    juz ja swoje siwe wolki potrace

                                                    Ksiazki, niestety, nie znam. Albo nie pamietam
                                                  • neandertalka Re: buki 25.11.15, 10:17
                                                    tt-tka napisała:

                                                    > czy ktos zna wspomniana piosenke czy ksiazke
                                                    >
                                                    > pasla je, pasla, az pogubila
                                                    > coz ja nieszczesna bede robila
                                                    > wiec chodzi i placze
                                                    > juz ja swoje siwe wolki potrace
                                                    >
                                                    > Ksiazki, niestety, nie znam. Albo nie pamietam

                                                    Fajnie, że znasz piosenkę :-) W mojej (zapamiętanej) wersji jest troszkę inaczej: "I chodzi, i płacze - kiedyż swoje siwe wołki zobaczę" (co jest oczywiście bez znaczenia). Fajną ma melodię, prawda? Taką od ucha :-)

                                                    A książkę można kupić na Allegro, w nowym, współczesnym wydaniu oczywiście. Choć prawdopodobnie może być ona atrakcyjna dla tych, co pamiętają ją z własnego dzieciństwa, jak ja. Bardzo mi się podobał i nadal podoba język tych baśni - stylizowany na ludowo, i taki śpiewny. I ich swojskość i przaśność. I osadzenie w przyrodzie. Jak np. w tej o siostrze siedmiu kruków - pozwólcie, że zacytuję:

                                                    "Idzie, idzie siostra stroną daleką, stroną rozmaitą.

                                                    To gaikiem wesołym, zielonym, gdzie słońce dukaty rozgarnia i zgarnia, gdzie ptaszki przerozmaite nutki wywodzą, gdzie wiewiórki gonią się w zielonych szumach.

                                                    To ugorem pustym, aby kamieniem zasłanym, aby płoną trawką zarosłym.

                                                    To borem głuchym, odwiecznym. Ziemia tam szara, suszem zasłana. Nic tam innego nie słychać, jeno jak sucha kora trzaska, a martwe gałązki odkruszają się od pni i spadają na ziemię. Drzewa dościgły tam obłoków, a szumy po nich kędyś górą pod samym niebem chodzą.

                                                    Idzie siostra stroną daleką, stroną rozmaitą, aż i zaszła nad wodę ogromną."

                                                    Ciekawe, czy kogoś zachęciłam :-) I ciekawe, jak zareagowałyby na te opowieści współczesne małe dzieci...
                                                  • tt-tka Re: buki 25.11.15, 17:54
                                                    Pamietam basn o siostrze siedmiu krukow !

                                                    tez zacytuje
                                                    matko, wielka twoja wina
                                                    idzie droga zla godzina
                                                    idzie, idzie przy twej scianie
                                                    cos wyrzekla, to sie stanie
                                                    To albo czytalam w innym zbiorze, albo nie kojarze tytulu i tej pierwszej opowiesci, o ktorej wspomnialas :-( a jezyk podobal mi sie, wpadal w ucho, skoro niektore frazy do dzis pamietam z czasow wczesnego dosc dziecinstwa
                                                  • neandertalka Re: buki 28.11.15, 13:26
                                                    tt-tka napisała:

                                                    > Pamietam basn o siostrze siedmiu krukow !
                                                    >
                                                    > tez zacytuje
                                                    > matko, wielka twoja wina
                                                    > idzie droga zla godzina
                                                    > idzie, idzie przy twej scianie
                                                    > cos wyrzekla, to sie stanie
                                                    > To albo czytalam w innym zbiorze, albo nie kojarze tytulu i tej pierwszej opowi
                                                    > esci, o ktorej wspomnialas :-( a jezyk podobal mi sie, wpadal w ucho, skoro nie
                                                    > ktore frazy do dzis pamietam z czasow wczesnego dosc dziecinstwa

                                                    Tak, tak! Też ten czterowiersz mam wryty w pamięć :-)

                                                    Mały test, który pozwoli sprawdzić, czy czytałaś ten zbiór (tzn. "Za górami, za lasami"), czy coś innego: pamiętasz inną baśń, gdzie z kolei mowa jest o dobrej godzinie? "Śpiewające drzewo" - o dwóch siostrach, z których jedna chciała wyjść za mąż za królewskiego piekarczyka, a druga - za samego królewicza. Właśnie szła drogą dobra godzina - i spełniło się jedno i drugie... ale to oczywiście dopiero początek opowieści. Potem jest m. in. ubogi rybak i rybaczka, którzy w nędznej chatce, na płonym spłachetku piaszczystej ziemi, wychowują znalezione na rzece w wysmołowanym koszyku królewięta, co oczywiście jest sprawką złej, zazdrosnej siostry-piekarczykowej... Kumasz coś? :-)
                                                  • tt-tka Re: buki 28.11.15, 13:46
                                                    Niee :-(
                                                    Albo to byl inny zbior, albo tylko te jedna bajke zapamietalam... Byla chyba jeszcze jakas o Dorotce z malym braciszkiem...
                                                    I cos o jakiejs strasznej przednowkowej biedzie, kiedy to zjedzono nie tylko ostatnie ziemniaki, ale i ostatnie obierki ziemniaczane...
                                                    Nie sprawdze, bo ksiazka juz bardzo dawno temu poszla dalej. Moze poszukam u znajomych z dziecmi w odpowiednim wieku ?
                                                  • neandertalka Re: buki 28.11.15, 14:30

                                                    Hm... W zbiorze jest baśń "Dwie Dorotki", ale bez braciszka.

                                                    Przednówkowa bieda - jak najbardziej występuje w baśni o Kubie i srebrnej kaletce, ale o obierkach tam nie widzę. Widzę tylko resztki mąki: "Żona z pustych worków wytrząsa ostatnie pylinki, aby choć zabielić wodę, a dzieci popłakują z głodu".

                                                    Albo zbiór był inny, albo to figle pamięci :-)

                                                    Ksiązka jest na allegro, np. tu:
                                                    allegro.pl/za-gorami-za-lasami-janina-porazinska-i5691816485.html

                                                    Z tym że to jedna z późniejszych reedycji, z r. 1991. Ale - uwaga! - właśnie została z powodu braku ofert kupna zakończona sprzedaż wydania oryginalnego, z r. 1954, z ilustracjami Szancera! Zaraz zastartuję do sprzedawcy i spróbuję kupić mimo to. Ze względów sentymentalnych, choć mam już wydanie współczesne - z dużo gorszymi ilustracjami, gdzie ludzie są stylizowani na hobbitów: wszyscy dziwnie małego wzrostu. Wpływ Tolkiena?


                                                  • tt-tka Re: buki 28.11.15, 16:53
                                                    Jasne, ze dwie dorotki, skad mi sie ten braciszek wzial ? Ja miala wydanie wlasnie z Szancerem, ale pozniejsze, z lat 60-tych. Ale obierki ten nyly, pamietam, bo to mna wstrzasnelo !
                                                    Kupowac nie bede, po znajomych popytam, moze ktos ma, to bym sobie przejrzala...
                                                  • tt-tka Re: buki 29.11.15, 04:52
                                                    "obierki ten nyly"
                                                    Zgroza. Obierki tam byly mialo byc ! I nie z Kuba, z jakas dziewczyna/dziewczynka, ktora mieszkala z matka, lub ciotka, dwie samotne kobiety pamietam w tej strasznej biedzie... a i tak poradzily sobie !
                                                  • neandertalka Re: buki 30.11.15, 13:38
                                                    Hm. Obierków nie ma w całym zbiorze. Ani dwóch przymierających głodem kobiet. W ogóle o skrajnej biedzie mowa jest tylko w przypadku Kuby i kaletki.

                                                    Wygląda na to, że jednak miałaś do czynienia z innym zbiorem, w którym figurowały m. in. dwie baśnie Porazińskiej - ta o siostrze siedmiu kruków i o ta o dwóch Dorotkach. Choć jak napisałaś o ilustracjach Szancera, to byłam pewna, że to to!

                                                    No dobrze... To jeszcze jedna próba. Pamiętasz może baśń "Zaczarowana w żabkę"? Jak to król kazał trzem synom, żeby rzucili przed siebie złota kulę, a gdzie ich kula zaprowadzi, stamtąd wezmą sobie żonę? Najmłodszego królewicza kula zawiodła na mokradła... Świta czy nie świta? :-)

                                                    Tę baśń lubię także i dlatego, że po latach, jako dorosła, zdałam sobie sprawę z jej przekazu, niezwykle prawdziwego: miłość nas odczarowuje :-)
                                                  • tt-tka Re: buki 30.11.15, 13:46
                                                    Cos jakby switalo... ale i tak dokladnie nie pamietam :-(
                                                    Mozliwe, ze ten moj tom to byl po prostu wybor INNYCH bajek Porazinskiej. Ona sporo pisala, a b. wiele ksiazek dla dzieci ilustrowal Szancer, rysunki to akurat zaden wyroznik. Bede w kraju, to poszperam po antykwariatach - jesli znajde, kupie jednak. Pod pretekstem prezentu dla jakiegos dziecka sama poczytam. Chociaz te stare wydania chodza za straszne pieniadze... nawet nie pytaj, ile zaplacilam dwa lata temu za ksiazke z cykle "Basnie narodow swiata" :-(
                                                  • neandertalka Re: buki 02.12.15, 13:10
                                                    A jak zapytam? :-)
                                                    Może to był jakiś biały kruk? Bo normalne oryginalne wydania starszych pozycji to ja na allegro kupuję w granicach około 30 zł. Najwyżej.
                                                  • tt-tka Re: buki 02.12.15, 20:52
                                                    Ponad 50 :-(
                                                    Nie kupuje na allegro, bo ja ksiazke musze wziac w rece, obejrzec, pomacac i powachac, zeby kupic, co zrobic. A to bylo piekne wydanie, duze, szyte, dobry papier, zreszta caly cykl tych basni narodow swiata byl ladnie wydany, ale zaden bialy kruk. Dobry antykwariat bierze duzo, wiecej niz allegro. Choc wydanie Orzeszkowej, ogromne, w niebieskim plotnie, kilka powiesci, kilkanascie nowel, listy i opracowane kupilam w tymze antykwariacie za 10 zeta, wiec tego...moze o cenie popyt decyduje.
                                                  • neandertalka Re: buki 03.12.15, 17:51


                                                    Oooo, to ostatnie zabrzmiało apetycznie :-) Ojjjjejku.
                                                    A jeśli zakupy w antykwariacie stacjonarym, no to sprawa jasna...
                                      • kanga_roo Re: buki 01.10.15, 13:21
                                        ale może autorka nie widziała, co za drzewa rosną dalej, bo jej buki zasłoniły :-D
                              • lowett Re: Wiktoryna 01.10.15, 15:14
                                W "Dziecku Piątku" koło Promna morza buków jeszcze nie było, ale sosny. Co jest chyba bliższe prawdzie:

                                "W okolicach Promna złapał i szybki deszcz, zabębnił po dachu forda i poleciał dalej pozostawiając po sobie zapach świeżości, zmieszany z aromatem sosnowej żywicy. Las płynął teraz po obu stronach szosy, sosny piętrzyły się wysoko ponad świeżą zielenią drzew liściastych"

                                Czyżby te liściaste to były buki? :D
                • bupu Re: Wiktoryna 27.09.15, 16:51
                  vi_san napisała:

                  > t pojechali precz i pusto jest. Ale aż wgooglałam - zajazd Rzepicha nijak nie w
                  > ygląda. Na ich stronce info - 7 pokoi, z łazienkami, tv i wifi, + trzy sześcioo
                  > sobowe domki letniskowe, przyzwoitą restaurację, organizację imprez okolicznośc
                  > iowych [wesel, sylwestrów itp], opinie [np. par organizujących wesela] bardzo p
                  > ozytywne, lokal zarówno z zewnątrz jak i wewnątrz czyni dobre wrażenie... Nie b
                  > ardzo też wyobrażam sobie jak drzewa i krzaki mogłyby go zasłaniać, bo budynek
                  > jest dość wysoki a nie robi wrażenia, że dokoła nasadzono gęsto Topoli, coby go
                  > ukryć przed wzrokiem Ignasia... :D

                  No właśnie u Musierowicz nie zasłania, Ignaś widzi i tablicę reklamową i sam zajazd, jeszcze stojąc na peronie. Co jest technicznie niemożliwe, bo stację od szosy oddziela pas krzaków i drzew, a sam zajazd nie jest wcale naprzeciwko stacji, tylko kawałek dalej. Owszem, spory budynek, owszem, na wzgóreczku takim niedużym, ale stok wzgóreczka, schodzący do szosy jest porośnięty chaszczami, które zasłaniają, tak, że dopiero gdy się wylezie ze stacji na szosę i przejdzie kawałek, widać dach zajazdu.
                  >
                  • lowett Re: Wiktoryna 28.09.15, 09:04
                    Prawda, Google Maps pokazuje, że widzieć Rzepichy ze stacji nie mógł.
      • ssssen Re: Wiktoryna 01.12.15, 10:03
        "nespa?" - to żart czy ignorancja? Bo jeśli żart to irytujący i oklepany jak "piękne otoczenie przyrody" czy "oczywista oczywistość"...
    • vilez Re: Wiktoryna 30.09.15, 16:36
      Nie tylko morale dziwne... Duchota straszna, ciasnota. Brrrr.
    • mamuka_z_boru Re: Wiktoryna 01.10.15, 21:39
      To ja może w temacie realiów dworkowo-agroturystycznych. Otóż wybierając się na pierwsze od lat bardzo długie wakacje, z dzieckiem u piersi, zdecydowaliśmy się na agroturystyki, bo taniej, warunki bardziej dzieciom przyjazne a i nam teraz bardziej zależy na ciszy nocnej niż na atrakcjach wielkich miast. Przez prawie miesiąc spaliśmy więc w agroturystykach 6 województw, i to często w miejscach gdzie internet tudzież telefonia pojawiały się kapryśnie. I nigdzie, a byliśmy raczej w miejscach low-cost ;), nie zdarzyło nam się spać w pokojach właścicieli pośród ich prywatnych maneli, standardem są łazienki przy pokojach, często całkowicie odizolowanych od przestrzeni prywatnej właścicieli i przeznaczonych tylko i wyłącznie do przyjmowania gości, wyposażonych w choćby czajniki zazwyczaj z dostępem do jakiegoś wspólnego dla gości aneksu kuchennego. Nikt nikomu nie ogranicza wody w prysznicu, światła, korzystania z czajnika tudzież mikrofali i godzin snu.
      W jednym miejscu, gdy najechaliśmy znienacka znajomych, poproszono nas nieśmiało o umycie się w misce i wylanie wody pod krzaczek, bo szambo jest prawie pełne a szambowóz przyjedzie po weekendzie. No i tam rzeczywiście spaliśmy w pokoju gospodarzy. Ale to byli przyjaciele, a nie ludzie oferujący noclegi za pieniądze, na Swaroga!
      Więc Ida śpiąca w pokoju Dorotki i oglądająca jej rzeczy, zaganiana do robót przetwórczych i wyganiana do mycia w jeziorze nie ma nic wspólnego z realiami wypoczynku na łonie polskiej wsi w drugiej dekadzie XXI wieku.
      • neandertalka Re: Wiktoryna 25.11.15, 09:34
        Generalnie sporo w książce anachronizmów i surrealizmów (jeśli wolno się tak wyrazić :-) ) Bycie bękartem mogło być problemem (i dla matki, i dla dziecka, i dla otoczenia) w połowie XX wieku, w czasach dzieciństwa i wczesnej młodości MM, ale nie pięćdziesiąt lat później. To jest totalny absurd. MM jest dobrą obserwatorką życia, ale czasami (ostatnio zwłaszcza) wrzuca do swoich książek rzeczy, które nie pochodzą z rzeczywistości, tylko z jej światopoglądu (którego kanon główny to świętość rodziny). Aż się jej dziwię.

        Myślę też, że w historiach Tygrysa i Doroty może się odbijać jej własny kompleks porzucenia przez ojca. Który na różne sposoby przerabia. Ale i on nie powinien tak bystrej obserwatorce przesłaniać realnej rzeczywistości.

        Obie babcie są niewiarygodne. Jak już zauważono, to nie prostaczki, tylko osoby z jakimś wykształceniem, a zachowują się i gadają jak te pierwsze. No i do anachronizmów zaliczam też samo imię Wiktoryny. Wiktoryna? A nie Wiktoria? Skąd autorka je wzięła? Babcie nie mają więcej niż 70 lat, a imię jest XIX-wieczne. Bardzo to zgrzyta w moim uchu.
        • dakota77 Re: Wiktoryna 25.11.15, 09:39
          Mnie imie nie przeszkadza. Przecież nie ma obowiązku nazywania dzieci imionami z listy w danej chwili najmodniejszych imion. Rodzice kierują się własnym gustem, lepszym czy gorszym.
          • neandertalka Re: Wiktoryna 25.11.15, 09:56
            Pewnie że nie mają. Chodzi o prawdopodobieństwo. W tym przypadku jest bliskie zera.
            • dakota77 Re: Wiktoryna 25.11.15, 10:24
              Nie uważam, żeby nadanie dziecku imienia było nieprawdopodobne. Nieprawdopodobne byłoby Chantalle albo Omenaa ;-)
              • neandertalka Re: Wiktoryna 25.11.15, 12:00
                Bazuję na doświadczeniu, Nie spotkałam dotąd takiego imienia, i to w żadnym pokoleniu. Dlatego mówię o b. niskim prawdopodobieństwie. Co nie znaczy, że jest całkiem niemożliwe.

                Chyba chodzi też o to, że takie imię nieładnie mi brzmi. Z Pauliną czy Michaliną (czy Antoniną) jesteśmy osłuchani, te imiona - też wyjęte z XIX w. - zostały reanimowane już dość dawno temu. A Wiktoryna nie. Mam wrażenie, że autorka chciała za jego pomocą tym bardziej ustaroświecczyć kobitę. Ale przesadziła.
                • dakota77 Re: Wiktoryna 25.11.15, 12:15
                  Masz pelne prawo do takiego wrazenia, rzecz jasna, ale jest ono mocno subiektywne. Owszem, imie nieczesto spotykane, ale nie widze w nim nic dziwnego czy przesadzonego.
                  • lowett Re: Wiktoryna 25.11.15, 14:43
                    Paulina wyjęta z XIX wieku? :o Sporo czasu spędzam przeglądając księgi urodzeń z XIX wieku i nie kojarzę chyba żadnej Pauliny. Najczęściej powtarzają się: Marianna, Zofia, Anna, Maria, Wiktoria, Józefa, Rozalia, Teresa, Helena, Waleria, Aniela, plus trochę słowiańskich ;)
                    • neandertalka Re: Wiktoryna 26.11.15, 11:40
                      lowett napisał(a):

                      > Paulina wyjęta z XIX wieku? :o Sporo czasu spędzam przeglądając księgi urodzeń
                      > z XIX wieku i nie kojarzę chyba żadnej Pauliny. Najczęściej powtarzają się: Mar
                      > ianna, Zofia, Anna, Maria, Wiktoria, Józefa, Rozalia, Teresa, Helena, Waleria,
                      > Aniela, plus trochę słowiańskich ;)

                      Chyba masz intrygującą pracę :-) Bo zakładam, że przeglądanie tych ksiąg to nie hobby :-)

                      Moją opinię opieram na imionach znanych w historii XIX-wiecznych pozytywistek, działaczek itp. (Akurat w tej chwili żadnej nie mogę sobie przypomnieć, ale jak przypomnę, napiszę.) Jak również na tym, że w moim własnym dzieciństwie (lata 50/60) Pauliny czy Michaliny były całkowicie nieobecne. Dobrze natomiast pamiętam czasy, kiedy pojawiły się na nowo i stały się modne. To było dopiero w latach 70/80. Wcześniej, o ile zdarzały się żeńskie formy imion męskich, to wyłącznie - tak jak piszesz - słowiańskie (Stanisława, Władysława, Bronisława). Tak więc, gdyby babcia miała na imię Władzia czy Stasia - wtedy o tak, byłoby OK, tzn. zgodnie z "duchem czasów".

                      Choć nie wykluczam, że zwyczaje co do imion były w Wielkopolsce w tamtych czasach inne, niż w moich stronach.
                      • tt-tka Re: Wiktoryna 26.11.15, 13:36
                        Tak z odmeskich imion dzialaczek z przelomu wiekow - Cezaryna (Wojnarowska), Filipina (Plaskowicka), Stefania (Sempolowska), na szybko mi sie przypomnialo
                        A w literaturze - Michalina, tez Stefania (u Dabrowskiej), Waclawa (u Orzeszkowej).

                        Pauliny faktycznie nie przypominam sobie :-)
                        • neandertalka Re: Wiktoryna 26.11.15, 13:45
                          tt-tka napisała:

                          > Tak z odmeskich imion dzialaczek z przelomu wiekow - Cezaryna (Wojnarowska), Fi
                          > lipina (Plaskowicka), Stefania (Sempolowska), na szybko mi sie przypomnialo
                          > A w literaturze - Michalina, tez Stefania (u Dabrowskiej), Waclawa (u Orzeszkow
                          > ej).
                          >
                          > Pauliny faktycznie nie przypominam sobie :-)

                          Tak, tak, o te Cezaryny i Filipiny mi szło :-)
                          A i Paulina z pewnością też się znajdzie. A nawet jakby nie, to chodziło mi bardziej o zasadę (imiona odmęskie na -ina, -yna, obecne w w. 19 i długo nieobecne w 20.), niż koniecznie na tym właśnie imieniu :-)
                          • jottka paulina kuczalska-reinschmit 26.11.15, 13:53
                            jedna z pierwszych polskich feministek, wielostronna działaczka o napędzie turbiny:

                            pl.wikipedia.org/wiki/Paulina_Kuczalska-Reinschmit
                            no kogo jak kogo, ale takiej pauliny zapominać nie wolno:)
                            • tt-tka Re: paulina kuczalska-reinschmit 26.11.15, 14:36
                              "takiej pauliny zapominac nie wolno"
                              Slusznie prawisz, po stokroc !!!
                              A ja zapomnialam. Hanba mi, zwlaszcza ze siedzialam kiedys nad publicystyka Kuczalskiej i pisalam o jej dzialalnosci.
                              Ide kleczec na grochu. Calkiem niezgodnie z pedagogika Kuczalskiej, ale ta staroswiecka zapamietywaniu sprzyjala jakos bardziej...
                            • neandertalka Re: paulina kuczalska-reinschmit 26.11.15, 14:58
                              jottka napisała:

                              > jedna z pierwszych polskich feministek, wielostronna działaczka o napędzie turb
                              > iny:
                              >
                              > pl.wikipedia.org/wiki/Paulina_Kuczalska-Reinschmit
                              > no kogo jak kogo, ale takiej pauliny zapominać nie wolno:)

                              O, o, o! Wiedziałam, że jakaś była, tylko zapomniałam jaka (hańba mi). Dzięki, jottka! :-)
                              • gat45 Re: paulina kuczalska-reinschmit 26.11.15, 15:08
                                Wysyp Paulinek i Karolinek nastąpił bezpośrednio po 18.10.1978. Powinna być do kompletu Janina, ale nie zauważyłam tak wyraźnie, jak tych dwóch pierwszych. Może imię zbyt przaśne, a może częstsze już wcześniej, więc mniej rzucające się w oczy nagłym wzmożeniem.
                                A propos, znam osobiście aż dwie Wiktoryny - niespokrewnione i o rozrzucie wiekowym ca 50 lat. I aż trzy Ernestyny. Czyżbym obracała się w dziwnych kręgach ?
                                • neandertalka Wiktoryny i Ernestyny 26.11.15, 15:31
                                  > A propos, znam osobiście aż dwie Wiktoryny - niespokrewnione i o rozrzucie wiek
                                  > owym ca 50 lat. I aż trzy Ernestyny. Czyżbym obracała się w dziwnych kręgach ?

                                  Znaczy, że moja wiedza nt. imion jest ograniczona. Jakie to dziwne, no nie? ;-)

                                  Skoro przynajmniej jedna z twoich Wiktoryn jest (jak wnioskuję) osobą starszą, bliską wiekiem bohaterce MM - to znaczy że mój zarzut wobec autorki (anachronizm co do imion) jest nietrafiony. No więc go niniejszym wycofuję :-) Bo to, że istnieją gdzieś tam młode Wiktoryny czy Ernestyny (które pojawiły się na fali reanimacji wraz z Paulinami i Marcelinami), aż tak mnie nie dziwi, nawet jeśli osobiście nie znam żadnej.
                              • neandertalka A Klementyna z Tańskich Hoffmanowa? 26.11.15, 15:11
                                Jak w temacie :-)
                                • neandertalka Re: A Klementyna z Tańskich Hoffmanowa? 26.11.15, 15:42
                                  Klementyna z Tańskich Hoffmanowa, Faustyna Morzycka, Filipina Płaskowicka.
                          • pavvka Re: Wiktoryna 26.11.15, 15:25
                            neandertalka napisał(a):

                            > Tak, tak, o te Cezaryny i Filipiny mi szło :-)
                            > A i Paulina z pewnością też się znajdzie. A nawet jakby nie, to chodziło mi bar
                            > dziej o zasadę (imiona odmęskie na -ina, -yna, obecne w w. 19 i długo nieobecne
                            > w 20.), niż koniecznie na tym właśnie imieniu :-)

                            Siostra głównej bohaterki cyklu Natalii Rolleczek o kochanej rodzince miała na imię Paula - zakładam, że skrót od Pauliny. Postać fikcyjna, ale skądś się autorce to imię musiało wziąć.
                            • tt-tka Re: Wiktoryna 26.11.15, 15:45
                              Ech, magia imion... Raptem przypomniala mi sie z dziecinstwa ksiazka "Przez Pawie Oczko", fabuly nie pomne, ale klimat tak !
                              Pawie Oczko to bylo imie jednej z bohaterek w bajkowej czesci jej zycia, w realnej nazywala sie Placyda Regulka i byla odprasowana, z koczkiem i w okularkach. I chodzila zawsze rownym krokiem.
                              A jej maz, szalony artysta malarz, mial na imie Emfazy !
                            • neandertalka Re: Wiktoryna 30.11.15, 13:49
                              pavvka napisał:

                              >
                              > Siostra głównej bohaterki cyklu Natalii Rolleczek o kochanej rodzince miała na
                              > imię Paula - zakładam, że skrót od Pauliny. Postać fikcyjna, ale skądś się auto
                              > rce to imię musiało wziąć.

                              Nno wieesz... Równie dobrze można by zakładać, że w latach 60. używane lub wręcz popularne bylo imię Filipina, skoro stworzono tygodnik dla dziewcząt "Filipinka". A zapewniam cię, że nie było :-) Jedyna znana mi Filipina to wspomniana Płaskowicka, z XIX w.
                      • lowett Re: Wiktoryna 26.11.15, 16:57
                        neandertalka:

                        > Moją opinię opieram na imionach znanych w historii XIX-wiecznych pozytywistek,
                        > działaczek itp. (Akurat w tej chwili żadnej nie mogę sobie przypomnieć, ale jak
                        > przypomnę, napiszę.) Jak również na tym, że w moim własnym dzieciństwie (lata
                        > 50/60) Pauliny czy Michaliny były całkowicie nieobecne. Dobrze natomiast pamięt
                        > am czasy, kiedy pojawiły się na nowo i stały się modne. To było dopiero w latac
                        > h 70/80. Wcześniej, o ile zdarzały się żeńskie formy imion męskich, to wyłączni
                        > e - tak jak piszesz - słowiańskie (Stanisława, Władysława, Bronisława). Tak wię
                        > c, gdyby babcia miała na imię Władzia czy Stasia - wtedy o tak, byłoby OK, tzn.
                        > zgodnie z "duchem czasów".


                        A właśnie bardziej hobby. :) Hobbystycznie zajmuje się genealogią, ale w AP księgi urodzeń też mi się zdarzało skanować. Imiona Michalina czy Paulina oczywiście znane były, ale były one równie popularne co dzisiaj imię Rozalia czy Aniela. Wiemy, że takie jest, może nawet znamy kogoś takiego, ale żeby jakiś wysyp, to raczej nie. I wydaje mi się, że to będzie bardziej środowisko miejskie - ja się zajmuje wiejskim i tam naprawdę królują te imiona, które wypisałam. Zapomniałam jeszcze o Agnieszce :) Jeśli trafi się inne imię, to zazwyczaj osoba pochodzi z rodziny ziemiańskiej (to wyjaśnia skąd takie imię u działaczek i w literaturze).
                        • neandertalka Re: Wiktoryna 30.11.15, 23:46
                          Możliwe, lowett, że masz rację co do tego ziemiańsko-inteligenckiego oraz miejskiego środowiska.
                  • neandertalka Re: Wiktoryna 26.11.15, 11:12
                    dakota77 napisała:

                    > Masz pelne prawo do takiego wrazenia, rzecz jasna, ale jest ono mocno subiektyw
                    > ne. Owszem, imie nieczesto spotykane, ale nie widze w nim nic dziwnego czy prze
                    > sadzonego.

                    Zgoda, prezentuję pełny subiektywizm :-)
                    • ewa9717 Re: Wiktoryna 26.11.15, 13:46
                      Z imionami nigdy nie trafisz. Oto np. tatko, który pragnął męskiego dziedzica, drugiemu potomkowi, który odważył się być drugą córką, urodzoną w latach pięćdziesiątych, w czasie bumu Grażyn, na złość (temu dziecku? matce?) dał na imię Hilaria..
    • guineapigs Re: Wiktoryna 01.12.15, 20:05
      Ja sie wypowiem w kwestiach obyczajowych. Otóz jestem chłopką podwójną: z pochodzenia raz, z wyboru dwa. W tzw. miedzyczasie moja rodzina poszła do miasta, zdobyła posady i wykształcenie, ale ja powróciłam 'na hektary' (w zasadzie powracam, tzn. ciagle ten powrót organizuję).. Lokalizacja: Podkarpacie (a zatem ta Polska ZET, ciemnogród, nic tylko kościół i cerkiew, PiS, i co tam jeszcze mozna przyłatać).
      Otóz nawet w zapadłych wsiach pod Jasłem nie ma napiętnowania niechcianej ciązy, nie ma parcia na slub ze strony rodziny (jakoś częściej jest to parcie ze strony Panny Młodej - ale to chyba po prostu 'lep białej sukni'). Moja 'teściowa in spe' (in spe od lat .... wielu), sama galopująca do cerkwi kiedy się da, wogóle i absolutnie nie naciska na zaden slub, mało tego: z moim 'wiecznym narzeczonym' spokojnie nocujemy pod Jej dachem w osobnym pokoju (a wiadomo, że sie nie modlimy nocami i nie kładziemy miecza miedzy nasze grzeszne ciała). Moja siostra in spe nawet wyraźnie powiedziała: 'kiedys to od razu był ślub, teraz to juz nie ma takiego musu, ja sama bym slubu nie brała, ale kiedys było inaczej.'
      Natomiast muszę zaznaczyć wyraźnie, ze nadal na tej samej wsi jest przekonanie, że trzeba zagarnąć do siebie jak najwięcej, i ten, kto zagarnie to jest właśnie silny, miedziany i zdecydowany. Czyli policzenie dwukrotnie za letnisko - dlaczego nie, skoro się letnik nie orientuje? A jeszcze wykorzystać go jak jest lekarzem i poprosić o receptę? - jak najbardziej okej. Jakby był Bellą toby się go jeszcze zagoniło do rur co wyją na łaczach. Mam takie niesmiałe podejrzenie antropologiczne, że na wsi (może nie każdej, ale niektórej) nie ma pojęcia 'ja oszukałem' - po prostu ja byłem sprytny a tamten był głupi. Rolnik/własciciel agroturystyki to chyba nie jest zawód zaufania publicznego? Więc za tapczan plus dwa jajka plus herbatę płacisz 50 zł - jak sie nie podoba to wypad, przyjdzie stu innych co zapłacą (szczególnie w Beskidzie Niskim czy na przedpolu Bieszczad). Moja tesciowa in spe prowadzi taka mała agroturystykę, na doczepkę do działalnosci rolniczej - i jej się kompletnie nie opłaca przyjmowac kogos na dwie noce, ona rozmawia dopiero jak ktos chce zawitac na co najmniej tydzień. A polubienie? O TO CHODZI. Ty mieszczuchu masz nas polubić, a my ci wystawimy super rachunek albo Ty nam wystawisz receptę.
      Rolnicy są teraz bardzo tolerancyjni w sprawach obyczajowych (zawsze zresztą byli), ale jak chodzi o pieniądze to liczą doskonale i sa tymi silnymi, miedzianymi i zdecydowanymi. Więc ja tu nie widzę sprzeczności. To taka ich kultura: nabić rachunek jak się da, nawet za ogladanie kapusty czy dojenie kozy, a potem jeszcze to udojone przez letnika mleka mu sprzedać za 20 zł/litr - bo to 'atrakcja'.
      • mamuka_z_boru Re: Wiktoryna 02.12.15, 15:25
        Podpisuję się pod spostrzeżeniami Guinea... samam choć już miejska, to rodem ze wsi. I obserwując przeciętną wieś lubuską, będącą tyglem przesiedleńczym kresowo-ogólnopolskim, z rozmaitymi tradycjami a przeszczepioną obyczajowością, zawsze byłam wręcz zszokowana ogromną tolerancją obyczajową - ani panny z dziećmi ("nie ty pierwsza, nie ostatnia" - słowa mojej babci), ani wszelkie dewiacje (łącznie z zoofilią czy nawet kazirodztwem) nie wzbudzały jakiejś sensacji. Bo można się było oburzać, można było z sąsiadkami poplotkować na temat sąsiada, co to lubił dziwnie się w stodole zabawić, albo innego, co to żył z własną córką, ale dalej trzeba było z tymi ludźmi żyć po sąsiedzku, współpracować, sprzedawać im zboże, dogadywać się w sprawie kolejności najmu maszyn z kółka rolniczego i najmować się u nich na czas wykopków. Jeszcze 15-20 lat temu mieszkańcy wsi byli bardzo współzależni od siebie, co wymuszało wiele ustępstw a tolerowania różnych zjawisk. Więc nikt nie wytykał panny z dzieckiem (zwłaszcza, że nie miał pewności, czy to dziecko, to aby nie jego wnuczę ;) ). A co do sprytu i zarabiania, to znów zgoda - nie wiem, jak u Guinea, ale u nas dodatkowo dochodził zawsze argument, że "miastowe to mają, stać ich". I to nawet, jak "miastowe" zarabiały de facto dużo mniej niż ci wiecznie narzekający na biedę rolnicy.
        • dakota77 Re: Wiktoryna 02.12.15, 17:49
          Pytanie na marginesie: i nikt nie sprawil, zeby sasiadem, co to zyl z wlasna corka, zajely sie stosowne sluzby? Skonczylo sie na plotkach, ze to robi?
        • dakota77 Re: Wiktoryna 02.12.15, 17:55
          Nie wiem, moze ja sie czepiam, ale stawianie nieslubnych dzieci, zoofilii i kazirodztwa jako problemu tej samej rangi, o ktorym wies poplotkuje, ale ktory daruje, jednak mna wstrzasa.
          • mamuka_z_boru Re: Wiktoryna 02.12.15, 20:43
            Mnie też wstrząsało, że wszyscy o tym wiedzieli (mam na myśli kazirodztwo), ale nikt nic nie robił. Ale taka była mentalność, nikt milicji na sąsiada nie nasyłał. Tak samo jak nikt nie wzywał milicji bo sąsiad lał żonę czy dzieci. Dla jasności - mówię o latach 60-70 XX wieku, nie o tym, jak to wygląda dziś, gdy dzięki nagłaśnianiu tematu przemocy domowej w mediach i różnym społecznym akcjom, jesteśmy jednak bardziej wrażliwi i mamy od dyspozycji różne narzędzia reakcji (infolinie, programy interwencyjne, itp). Choć i z tym różnie bywa, niestety. Nie dalej jak dwa lata temu policja w moim miasteczku odmówiła przyjęcia zgłoszenia od żony lanej przez męża, "bo policja nie interweniuje w sprawach rodzinnych". Więc skoro do dziś, mimo tych wszystkich akcji, szkoleń, praw broniących ofiary przemocy, mentalność funkcjonariuszy (a więc pewnie i zwykłych obywateli ) dalej jest na poziomie "nieinterweniowania", to tym bardziej taka była 30-40 lat temu.
            • dakota77 Re: Wiktoryna 02.12.15, 20:55
              Mialam wrazenie, ze piszez o obecnych czasach...
              • mamuka_z_boru Re: Wiktoryna 02.12.15, 21:25
                No tak, nie wyraziłam się jasno - chodziło mi o to, że raczej nie broni się argument o tym, że to piętnowanie nieślubnej ciąży to pewnie odbicie mentalności z czasów młodości MM czy jej starszych bohaterek. Bo właśnie w czasach młodości naszych babć, przed ogólnie dostępną ( czy wręcz jakąkolwiek) antykoncepcją, nieślubne ciąże zdarzały się częściej i nie wzbudzały aż takiego oburzenia. Choć, ja wiem? Może nasza rodzinna wieś to takie Skiroławki z rozpustą pleniącą się bardziej niż gdzie indziej... ;)
          • mamuka_z_boru Re: Wiktoryna 02.12.15, 21:16
            Z tym zgłaszaniem przemocy czy nadużyć seksualnych przez sąsiadów, to dodam jeszcze, że możemy sobie nawoływać do interweniowania, same walczyć w obronie ofiar itp., ale prawda jest, niestety, brutalna - mało kto chce się wychylać, zgłaszać coś gdziekolwiek, a już nie daj Buko - świadczyć w sądzie. Te wszystkie katowane niemowlęta, o których trąbiły media, nie mieszkały ze swoimi patologicznymi rodzicami w środku leśnej głuszy, ale wśród ludzi, którzy po fakcie, przed kamerami, załamywali ręce i oburzali się nad zwyrodnialcami. Bo można się nad bitą czy gwałconą żoną politować, można nawet pooburzać się w gronie sąsiadów, ale jak ta bita żona założy sprawę w sądzie i wezwie tychże sąsiadów na świadków, to 9 na 10 odmówi składania zeznań. I to też nie jest mój wymysł. Znana mi kobieta wniosła sprawę przeciw mężowi - przemocowcowi, a na świadków wezwała najbliższych sąsiadów, od lat litujących się nad jej losem. I wszystkie bodaj 7 osób odmówiło składania zeznań, tłumacząc pokrętnie że "wina nigdy nie jest po jednej stronie", "on tak się po sądach nie będzie ciągał", "kto to wie, jak tam na prawdę było", lub najbardziej szczerze - "a co sobie będę wroga robił".
            Taka zmowa milczenia, niechęć do jakiegokolwiek osobistego zaangażowania, asekuranctwo i często też brak wiary w skuteczność procedur prawnych, a z drugiej strony - częsta nieudolność lub wręcz złą wola organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości są straszne i oburzające, ale w dalszym ciągu bardzo powszechne.
      • kooreczka Re: Wiktoryna 02.12.15, 21:57
        IMHO dojenie miejskich letników ma swoje źródła w przekonaniu, że prawdziwa praca i problemy to są na roli, a mieszczuch- co on tam pracuje? Przy biurku siedząc? Pogoda mu nie straszna, zwierze nie zachoruje, ciągnik się nie zatrze.
      • yackandandah22 Re: Wiktoryna 04.12.15, 02:35
        guineapigs napisała:

        Natomiast muszę zaznaczyć wyraźnie, ze nadal na tej samej wsi jest przekonanie, że trzeba zagarnąć do siebie jak najwięcej, i ten, kto zagarnie to jest właśnie silny, miedziany i zdecydowany. Czyli policzenie dwukrotnie za letnisko - dlaczego nie, skoro się letnik nie orientuje? A jeszcze wykorzystać go jak jest lekarzem i poprosić o receptę? - jak najbardziej okej. Jakby był Bellą toby się go jeszcze zagoniło do rur co wyją na łaczach. Mam takie niesmiałe podejrzenie antropologiczne, że na wsi (może nie każdej, ale niektórej) nie ma pojęcia 'ja oszukałem' - po prostu ja byłem sprytny a tamten był głupi.

        No okej, ale przecież mówimy cały czas o Wiktorynie - postaci jak najbardziej pozytywnej w Muniwersum. A ta sama autorka w KK twierdziła, że "Taki zły wcale nie musi myśleć, że inni są źli. On może myśleć, że inni są dobrzy, ale głupi, a on jest po prostu sprytniejszy od nich."
        Tam był ZŁY. Tu jest dobry. Autorka sama sobie zaprzecza.
        It's absolutely bez sensu...
        • gat45 Re: Wiktoryna 04.12.15, 08:57
          Podoba mi się Muniwersum, ale osobiście męczę teraz "Feblika" i do głębi czuję, że obracam się w Musiwersum.
    • guineapigs Re: Wiktoryna 03.12.15, 19:56
      Ponieważ dyskusja 'na zadany temat' się pięknie rozwinęła i naprawde przybrała interesujacy wygląd, chciałabym - jeżeli moderatorstwo nie wytnie - polecić jakże bliskie nam forum: Ale wieś!. Przypuszczam, że nie wszyscy z nas na to forum sie napatoczyli - a warto się napatoczyć. To jest forum o 'Chłopach' Reymonta, ale zaznaczam: by tam dyskutować, to trzeba naprawdę tych 'Chłopów' znać przynajmniej dobrze. Natomiast nikt nie broni czytać i wiedzę chłonąć, a naprawdę jest co czytać i co chłonąć.
      Nie pamiętam, czy tam pojawił się wątek typu 'Wiktoryna', czyli: wieś onegdaj a wieś dzisiaj, ale można poszukać a jak nie było - to założyć. Jestem pewna, że od razu znajdzie sie grono dyskutantów, bo temat arcyciekawy i każdy ma jakieś doświadczenia na tym polu.
      I nie ma co tego traktować jako 'sztukę dla sztuki' czy 'per noga' - my, Polacy czy szerzej Obywatele RP chyba w 80% pochodzimy ze wsi - czy to jako chłopi, czy to jako zascianki szlacheckie, czy jako ta Justyna z 'nad Niemnem' czy Niechcicowie - wielu z nas ma korzenie szlacheckie, ale te korzenie już dawno kury obsrały - jak się pięknie wyraziła bodajże matka Marianny z wybitnej kulturowo powieści 'Boża Podszewka' (mój ulubiony dialog:
      - a może on z tych Mickiewiczów?
      - Ale, pani, tam to przeca każdy to Mickiewicz!

      (cytat niedosłowny, ale pokazujący ówczesne rozeznanie w koligacjach)

      Zatem naprawdę polecam forum 'Ale wieś', ale absolutnie nie zniechęcam do dyskusji na odcinku 'Wiktoryna'.

      Z wyrazami podziwu - Guineapigs.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka