pi.asia
13.09.16, 20:26
Po latach bezkrytycznego czytania Jezycjady teraz sobie odświeżam całą serię i wzrok zaczepia mi się na straszliwych dziwach i absurdach. Oto Pulpecja:
Nutria też poszła spać o drugiej nad ranem. Po powrocie z Pasterki cała rodzina (...) musiała uspokajać rozhisteryzowaną Idę, która twierdziła, że ktoś jej uciął, i to nierówno, pół metra welonu, a zapaskudził resztę. Patrycja i Natalia, dwie wierne siostry, rzuciły się prać i suszyć zwoje tiulu, a żmudne upinanie go w taki sposób, by uzyskać poprzednią konfigurację marszczeń wokół wianuszka ze sztucznych konwalii, zajęło im półtorej godziny.
No to liczymy. Spać poszły o drugiej, upinanie welonu zajęło półtorej godziny - czyli zaczęły go upinać o wpół do pierwszej. Wcześniej go prały i suszyły. To musiało trwać też co najmniej półtorej godziny, zwłaszcza biorąc pod uwagę maślane łapy siostrzyczek - wychodzi na to, że zaczęły go prać o 23-ej. Dodajmy - a raczej odejmijmy - inne czynności domowe - rozebranie się po pasterce, umycie łap, uspokajanie Idy, sprzątanie łazienki po praniu prawie pięciu metrów tiulu a na koniec mycie przed snem - w sumie daje to kolejną godzinę. Czyli z pasterki rodzina musiała wrócić o 22-ej.
Wychodzi na to, że pasterka w Poznaniu zaczyna się o 21-ej i trwa trzy kwadranse.
BTW - oświećcie mnie, jak się suszy na szybko pięć metrów tiulu? Żelazkiem bym nie ryzykowała, suszarka do włosów nie wydoli... Latały po mieszkaniu i machały welonem?!