potworia
20.10.18, 11:48
Trudno o bardziej odległą asocjację. A jednak.
W czwartym sezonie Girls wariatka Caroline zbliża się do rozwiązania ciąży - w pełni naturalnej, nie zakłóconej żadną ingerencją zachodniej medycyny. Poród w domowej wannie, obstawionej zapachowymi świeczkami w towarzystwie poplakującego ze szczęścia i strachu Lairda, dziwnie się przedłuża. Na szczęście dziewczyny pojawiają się w porę i literalnie zanoszą gołą i wierzgajacą wielbicielkę natury do szpitala, położonego na sąsiedniej przecznicy. Wdzięczna mama, uratowana od niechybnej śmierci, nadaje córeczce imiona Jessa Hannah, na cześć wybawicielek.
Nawet kończąca odcinek rozmowa rozkrochmalonej Hannah z matką jakoś przypomina rozkminy Nory z Ciotki Z (bez boskiej miłości w kształt dziecka zaklętej, bo to jednak nie te wszechświaty).
Przypadkowe podobieństwo, czy inspiracja? A może zakamuflowany plagiat? MM parokrotnie zaskakiwała mnie odniesieniami kulturowymi, ale jako wielbicielka, a choćby tylko odbiorczyni "Girls" naprawdę wprawia mnie w poznawczy dysonans;-)