Dodaj do ulubionych

Finanse babć Rumianek

02.02.19, 23:11
To, że u babć Rumianek bida aż piszczy to już wiemy. Ale czy one serio takie biedne są? Przecież jakby to wziąć wszystko do kupy, to tak: Obie babcie mają emeryturki ( jedna z nich była nauczycielką, druga urzędniczką), nie wiem jaką emeryturę ma urzędnik, ale moja mama emerytowana nauczycielka ma na rękę 2200- jej koleżanki podobnie. Nieźle zarabia Teresa w Norwegii- więc kolejny dochód jest. Nie wiemy czy ojciec Dorci płaci alimenty, ale załóżmy, ze robi co miesiąc ustalone przelewy a reszta go nie interesuje ( znam i takie przypadki). Dalej- babcie dzierżawią komuś tam ziemię, więc mają z tego kolejny dochód. Plus wynajem pokoju hipotetycznym letnikom. Plus dochody z jajek, kurczaków i wiśni u pani Kasi. Mają ogród i sad, więc praktycznie nie muszą kupować owoców i warzyw. Mogą jeść do woli kurczaków czy gęsi- więc wcale niekoniecznie muszą kupować mięso.
To jakim cudem przy tym wszystkim tam jest do cholery TAKA BIEDA, że babcie nie instalują telefonu ( bo za drogo), Dorka kradnie na lewo net od sąsiada i biega w jednej przykrótkiej sukienczynie i starych drewniaków ( bo z butów podobno wyrosła) i cieszy się jak głupia z tenisówek w prezencie?
Obserwuj wątek
    • briar_rose Re: Finanse babć Rumianek 03.02.19, 12:19
      Alimenty? Jakie alimenty? W Jeżycjadzie?! Gdzież tam by kobieta walczyła w sądzie o pieniądze takiego szubrawca, przecie one pokalane są i nawet do ręki wziąć ich nie można, bo skażą! Tam w ogóle nikt się nie troszczy o alimenty, nie wiedzieć czemu. Przecież to pieniądze na dzieci, a nie potrzeby matek, więc nie rozumiem skąd takie głupie unoszenie się honorem.
      • przymrozki Re: Finanse babć Rumianek 03.02.19, 13:09
        briar_rose napisał(a):

        > Alimenty? Jakie alimenty? W Jeżycjadzie?! Gdzież tam by kobieta walczyła w sądz
        > ie o pieniądze takiego szubrawca, przecie one pokalane są i nawet do ręki wziąć
        > ich nie można, bo skażą! Tam w ogóle nikt się nie troszczy o alimenty, nie wie
        > dzieć czemu. Przecież to pieniądze na dzieci, a nie potrzeby matek, więc nie ro
        > zumiem skąd takie głupie unoszenie się honorem.

        Wydaje mi się, że sytuacji Teresy była zgoła inna niż takiej na przykład Gabrieli. Możemy się zastanawiać, czy i czemu Gaba odpuściła sobie egzekwowanie pieniędzy dla córek. Czy uniosła się honorem, czy się jej nie chciało, a może Janusz tak dobrze ukrywał się przed karzącym ramieniem sprawiedliwości, że kolejne egzekucje były umarzane przez kolejnych komorników, a Gabriela cóż mogła. A może Gabrysia w ogóle nie walczyła o alimenty w sądzie, co, podobno, w dawno minionych czasach nie było aż taką rzadkością. Kiedyś zdziwiłam się przy okazji innej lektury, że rozwodzącej się matce radzono odpuścić alimenty w zamian za całkowite pozbawienie władzy rodzicielskiej ojca jej dzieci. Trochę popytałam i okazało się, że istotnie istniała wówczas taka zbiorowa mądrość niektórych doświadczonych ciotek, że lepiej nie mieć tych i, tak niepewnych, groszy niż musieć liczyć się z byłym mężem przy podejmowaniu decyzji w sprawach dziecka. Za tym, że Gabrysia wybrała taki model może przemawiać fakt, że Róża pojechała do Włoch z klasą. Gdyby Janusz nie był pozbawiony praw rodzicielskich, jego córka nie dostałaby paszportu.

        Teresa zrobiła co innego, ona zrezygnowała z walki o uznanie żonatego pana doktora za ojca swojego dziecka - o alimentach nie mogło być mowy. I to, gdyby działo się ze dwadzieścia lat wcześniej, byłoby zupełnie wiarygodne. Być może MM wie o pozwach o ustalenie ojcostwo to, co wiedziała, gdy jeszcze trzymała rękę na pulsie i mogła mieć koleżanki w podobnej sytuacji. Wierzę, że niejedna Teresa zrezygnowała wtedy wobec oporu ojca swojego dziecka słusznie zakładając, że cały szpital będzie wezwany do sądu i dokładnie wypytany, kiedy i z kim powódka znikała w schowku na szczotki i czy aby nie ma opinii takiej, co to z siedmioma naraz, a jak przyjdzie co do czego, to pozwie najbogatszego. A może w Borejkowersum ciągle nie ma badań DNA, bo cała naukowa para poszła w gwizdek plazmy deuteru.
        • ciotka.scholastyka Re: Finanse babć Rumianek 03.02.19, 13:33
          przymrozki napisała:

          > istotnie istniała wówczas taka zbiorowa mądrość niektórych doświadczo
          > nych ciotek, że lepiej nie mieć tych i, tak niepewnych, groszy niż musieć liczy
          > ć się z byłym mężem przy podejmowaniu decyzji w sprawach dziecka. Za tym, że Ga
          > brysia wybrała taki model może przemawiać fakt, że Róża pojechała do Włoch z kl
          > asą. Gdyby Janusz nie był pozbawiony praw rodzicielskich, jego córka nie dostał
          > aby paszportu.

          Och, na to jest znacznie prostsze wyjaśnienie: po prostu autorce nie przyszło do głowy, że rozwiedziony, a niepozbawiony ojciec w równym stopniu decyduje o takich rzeczach co matka :-P U MM ojcowie rozwiedzeni znikają w niebycie, więc jaki paszport, jaka zgoda, jakie decyzje. Jak ma się godzić na cokolwiek ktoś, kto przestał istnieć? ;)
          • przymrozki Re: Finanse babć Rumianek 03.02.19, 16:03
            ciotka.scholastyka napisała:

            > Och, na to jest znacznie prostsze wyjaśnienie: po prostu autorce nie przyszło d
            > o głowy, że rozwiedziony, a niepozbawiony ojciec w równym stopniu decyduje o ta
            > kich rzeczach co matka :-P U MM ojcowie rozwiedzeni znikają w niebycie, więc ja
            > ki paszport, jaka zgoda, jakie decyzje. Jak ma się godzić na cokolwiek ktoś, kt
            > o przestał istnieć? ;)

            Tak, nawet ojciec Agi zaginął. Z "Feblika" wynikało, że chociaż "się rozwiódł", to był. Potem przestał być.

            Skądś jednak ta wizja się musiała MM wziąć, gdzieś musiała je zaobserwować. Zwłaszcza, że pochodzą z czasów, w których jej książki jeszcze trzymały się realiów - pierwsze widmo rozwodu połączonego z ewaporacją ojca pochodzi wszak z "Szóstej klepki".
            • soova Re: Finanse babć Rumianek 05.02.19, 11:21
              przymrozki napisała:

              > Skądś jednak ta wizja się musiała MM wziąć, gdzieś musiała je zaobserwować. Zwł
              > aszcza, że pochodzą z czasów, w których jej książki jeszcze trzymały się realió
              > w - pierwsze widmo rozwodu połączonego z ewaporacją ojca pochodzi wszak z "Szós
              > tej klepki".

              Mam wrażenie, że skoro dawniej, czyli w czasach SK, KK i BBB, czyli tam, gdzie moja pamięć sięga, wzory ojcostwa były zupełnie inne niż dzisiaj, i ojciec aktywny, chcący spędzać czas z dziećmi mimo rozstania z matką, był raczej wyjątkiem niż regułą, to MM po prostu opisywała ówczesne realia. Panowała o wiele większa tolerancja na niepłacenie alimentów (inna rzecz, że pomoc socjalna dla samotnych matek była też większa niż teraz), i raczej nie było powszechnej świadomości, że warto by było dla dobra dzieci, by ojcowie po rozwodzie z ich życia jednak nie znikali. Jeśli chodzi o ustalenie ojcostwa pana doktora, to też chyba jeszcze to się mieści w realiach - nie wiem, czy tych dwadzieścia lat temu testy DNA były już aż tak w użyciu. Być może Teresa miała jako jedyne wyjście faktycznie wzywanie całego oddziału na świadków jej romansu z ordynatorem w dyżurce. Nic dziwnego, że w takiej sytuacji specjalnie się o te alimenty nie biła.
              • tt-tka Re: Finanse babć Rumianek 05.02.19, 11:34
                Owszem, trend "nic od niego nie chce, nic od niego nie potrzebuje" trzymal sie silnie. W latach 60-tych, moze troche pozniej, w 90-tych, a Dorota jest z 96, juz chyba nie.
                Natomiast ojcostwo ustalic mozna bylo na dlugo przed zastosowaniem badan DNA, praktycznie jesli grupa krwi pana nie wykluczala go jako ojca, to byl na przegranej pozycji. Naprawde nie trzeba bylo ciagac jako swiadkow calego oddzialu ani nawet polowy. Jedna zyczliwa dusza wystarczylaby.
                • soova Re: Finanse babć Rumianek 05.02.19, 11:42
                  tt-tka napisała:


                  > Natomiast ojcostwo ustalic mozna bylo na dlugo przed zastosowaniem badan DNA,
                  > praktycznie jesli grupa krwi pana nie wykluczala go jako ojca, to byl na przeg
                  > ranej pozycji. Naprawde nie trzeba bylo ciagac jako swiadkow calego oddzialu an
                  > i nawet polowy. Jedna zyczliwa dusza wystarczylaby.

                  To w teorii. W praktyce, w niedużej miejscowości, gdzie wszyscy się znają, a już w szpitalu, gdzie przecież wszyscy mają tego samego zwierzchnika, dochodzenie przed sądem ojcostwa i alimentów mogło wyglądać mało zachęcająco.
                  • tt-tka Re: Finanse babć Rumianek 05.02.19, 12:47
                    soova napisała:


                    > To w teorii. W praktyce, w niedużej miejscowości, gdzie wszyscy się znają,

                    Teresa chyba pracowala w Poznaniu ? W Promnie nie ma szpitala. A jesli nawet w Kostrzyniu czy Pobiedziskach, to tez nie wszyscy sie tam znaja, poza tym mogla zmienic prace. Na pielegniarki wtedy juz byl wiekszy popyt niz podaz.

                    >a ju
                    > ż w szpitalu, gdzie przecież wszyscy mają tego samego zwierzchnika, dochodzenie
                    > przed sądem ojcostwa i alimentów mogło wyglądać mało zachęcająco.

                    Bez przesady z tym jednym zwierzchnikiem, samych ordynatorow tam bylo kilku, a swiadkowanie w takiej sprawie to raczej na poziomie kolezanki ze zmiany niz dyrektora. Poza tym jw - mogla zmienic prace.
                    A w ogole to zdaje sie prace i miejsce pobytu zmienil podly kardiolog, "zmyl sie" wedle wersji ktorejs z babc, wiec tym bardziej teresa mogla dochodzic ojcostwa i alimentow.
                    No chyba ze jest przesympatyczna osoba i na etapie romansu tak sie dala we znaki wszystkim w swoim otoczeniu, ze wolala nie wystawiac ich zyczliwosci na probe... niemniej mogla nawet bez swiadkow sie obejsc. Decydowalo badanie krwi. Jezeli byly okolicznosci sprzyjajace, np wspolny dyzur, to wystarczy jako niemy swiadek ksiazka dyzurow :)
                • miodowocytrynowa Re: Finanse babć Rumianek 05.02.19, 12:17
                  tt-tka napisała:

                  > Owszem, trend "nic od niego nie chce, nic od niego nie potrzebuje" trzymal sie
                  > silnie. W latach 60-tych, moze troche pozniej, w 90-tych, a Dorota jest z 96,
                  > juz chyba nie.

                  W 80 i 90 też trzymał się gdzieniegdzie mocno. Sama znam dwa takie przypadki. W pierwszym matka powiedziała " Ja nigdy po sądach nie chodziłam to i nie bedę" w drugim matka postąpiła podobnie i powiedziała " Sama utrzymam, sama wychowam nic od niego nie chcę"- tyle, ze tatuś, gdy jego dziecko skończyło 18 lat sam zaządał alimentów na siebie.
                  • tt-tka Re: Finanse babć Rumianek 05.02.19, 12:53
                    miodowocytrynowa napisała:


                    > W 80 i 90 też trzymał się gdzieniegdzie mocno.

                    Gdzieniegdzie, ale juz znacznie slabiej sie trzymal. Dominowalo raczej przeswiadczenie - i to otoczenia, a nie samej kobiety - ze jak juz slubu nie ma, to niech chociaz beda alimenty.

                    > matka postąpiła podobnie i powiedziała " Sama utrzymam, sama wychowam
                    > nic od niego nie chcę"- tyle, ze tatuś, gdy jego dziecko skończyło 18 lat sam z
                    > aządał alimentów na siebie.

                    Eeeee... a jak bylo z uznaniem ojcostwa ? Chyba ze alimenty byly zasadzone, a pani machnela reka na to, ze tatus tych zasadzonych nie placil ? Bo w zasadzie to o ustalenie ojcostwa ojciec moze wystapic do pol roku po tym, jak sie dowiedzial o istnieniu dziecka, a potem moze sie bujac. Oraz od kogo wlasciwie zazadal, od 18-letniego dziecka ?
                    • miodowocytrynowa Re: Finanse babć Rumianek 05.02.19, 15:31
                      tt-tka napisała:

                      > miodowocytrynowa napisała:
                      >
                      > Gdzieniegdzie, ale juz znacznie slabiej sie trzymal. Dominowalo raczej przeswia
                      > dczenie - i to otoczenia, a nie samej kobiety - ze jak juz slubu nie ma, to nie
                      > ch chociaz beda alimenty.
                      >
                      >
                      > Eeeee... a jak bylo z uznaniem ojcostwa ? Chyba ze alimenty byly zasadzone, a p
                      > ani machnela reka na to, ze tatus tych zasadzonych nie placil ? Bo w zasadzie t
                      > o o ustalenie ojcostwa ojciec moze wystapic do pol roku po tym, jak sie dowiedz
                      > ial o istnieniu dziecka, a potem moze sie bujac. Oraz od kogo wlasciwie zazadal
                      > , od 18-letniego dziecka ?

                      Ojciec uznał dziecko, ale nie dał nazwiska. dziecko nosiło nazwisko matki. Matka nigdy nie założyła mu sprawy o alimenty, bo jak to ujęła " nic od niego nie chciała" zresztą ów pan był pospolitym latawcem i dzieciorobem bez dochodów- więc pewnie i tak złotówki by nie zapłacił. Za to później dostał wylewu, znalazł się w szpitalu, a potem w DPS-ie- więc założył sprawę o alimenty od dziecka. Dziecko było wówczas na I roku studiów, jego matka wzięła adwokata i sprawę wygrali, bo jak uznał sad " dziecko się uczy, nie pracuje, więc owe alimenty musiałaby płacić utrzymująca go matka". Jak teraz sytuacja wygląda- nie mam pojęcia, dziecko jest już dobrze po 30 i od dawna zarabia na siebie.
                • przymrozki Re: Finanse babć Rumianek 05.02.19, 14:13
                  tt-tka napisała:

                  > Natomiast ojcostwo ustalic mozna bylo na dlugo przed zastosowaniem badan DNA,
                  > praktycznie jesli grupa krwi pana nie wykluczala go jako ojca, to byl na przeg
                  > ranej pozycji. Naprawde nie trzeba bylo ciagac jako swiadkow calego oddzialu an
                  > i nawet polowy. Jedna zyczliwa dusza wystarczylaby.

                  Grupa krwi i coś, co uprawdopodobni przynajmniej jeden kontakt intymny mniej więcej w czasie poczęcia wystarcza, to prawda. Ale tyle teorii. W praktyce tak pięknie nie było nigdy. Sprawa o ustalenie ojcostwa ma dwie strony - matkę i domniemanego ojca, świadków mogą wzywać oboje. Jeżeli pan ojciec chciał, mógł wezwać cały szpital, żeby ten potwierdził, że Rumianek to jedna wielka latawica. Sąd może nie dać wiary, ale cóż z tego, jak mleko się już wyleje.

                  Poza tym udowodnienie intymnej relacji to coś więcej niż księga dyżurów. Trzeba by wiarygodnych zeznań, że wychodzili rozchełstani ze schowka na szczotki albo wspólnie wynajęli pokój w hotelu. Jeżeli pan był ostrożny - w szpitalu nigdy, na mieście nigdy, tylko na daczy otoczonej lasem, to matka robotę miała utrudnioną. Musiałaby znaleźć jakieś szczegóły jego budowy lub inne cechy, które mogła poznać tylko w okolicznościach mogących prowadzić do poczęcia.

        • limelight7 Re: Finanse babć Rumianek 08.02.19, 13:20
          przymrozki napisała:


          Gdyby Janusz nie był pozbawiony praw rodzicielskich, jego córka nie dostałaby paszportu.
          Owszem dostałaby.Gabrysia mogła wystąpić do sądu o wyrażenie zgody na paszport dla córki w zastępstwie ojca. I zapewne bez problemu by ją uzyskała.


          • przymrozki Re: Finanse babć Rumianek 08.02.19, 14:03
            limelight7 napisała:

            > Owszem dostałaby.Gabrysia mogła wystąpić do sądu o wyrażenie zgody na paszport
            > dla córki w zastępstwie ojca. I zapewne bez problemu by ją uzyskała.

            Nie bez problemu - Gabriela musiałaby wykazać inicjatywę, pójść do sądu, uiścić stosowną opłatę i dowieść, że nie ma kontaktu z ojcem Róży od kilkunastu lat. Gdyby Gaba była gotowa do podobnego działania, zrobiłaby to wcześniej, przed historią z paszportem i, jak każda rozsądna matka w takich okolicznościach, wnosiłaby przynajmniej o ograniczenie praw rodzicielskich Pyziaka.

            Przecież kiedy Róża informuje rodzinę, że jedzie do Włoch, większość rozmówców o tej nowinie pierwsze słyszy. Gdyby wyjazd wiązał się z postępowaniem sądowym przeciwko Januszowi, całe Roosevelta trzęsłoby się od plotek. A już na pewno tajemnica nie uchowałaby się przed czujnym nosem Laury, która akurat przeżywała apogeum węszenia za śladami ojca.
            Z drugiej strony, wyjazd Róży nie stoi pod znakiem zapytania, czyli paszport musiała dostać lub musiała móc go dostać przed wyjazdem (a postępowanie przed sądem też swoje trwa). Wcześniej paszportu Róża raczej nie miała, przecież nie wyjeżdżała za granicę (nikt z Borejków nie wyjeżdżał, co wiemy na pewno). Czyli ewentualna sądowa afera z jej paszportem musiałaby się dziać w czasie akcji książki. A nic podobnego nie miało miejsca.
            • limelight7 Re: Finanse babć Rumianek 08.02.19, 14:35
              przymrozki napisała:


              > Z drugiej strony, wyjazd Róży nie stoi pod znakiem zapytania, czyli paszport mu
              > siała dostać lub musiała móc go dostać przed wyjazdem (a postępowanie przed sąd
              > em też swoje trwa). Wcześniej paszportu Róża raczej nie miała, przecież nie wyj
              > eżdżała za granicę (nikt z Borejków nie wyjeżdżał, co wiemy na pewno). Czyli ew
              > entualna sądowa afera z jej paszportem musiałaby się dziać w czasie akcji książ
              > ki. A nic podobnego nie miało miejsca.

              Akcja dzieje się w lutym, szkolna wycieczka to na ogół maj-czerwiec, takie sprawy w Warszawie około 2004 załatwiało się na jednej rozprawie, czekało na nią ok.2 miesięcy, można było wnioskować o przyśpieszenie. Nie sądzę, by kilka lat wcześniej w Poznaniu wyglądało to jakoś znacząco inaczej.
              Poza tym, w rodzinie, w której dzieci pomykają po śniegu w pantofelkach i adidasach kto by tam przejmował się takimi drobiazgami jak paszport.
              Sprawa sądowa o pozbawienie praw rodzicielskich jest znacznie większego kalibru niż ta o zgodę na paszport, więc idąc tym tropem rozumowania, można by oczekiwać, że w którejś z wcześniejszych książek pojawi się choć wzmianka o takim trzęsieniu ziemi.
              Kwestię praw rodzicielskich Janusza umieściłabym w tym samym pudełku, co okoliczności jego wyjazdu czy odsiadki w więzieniu. Z nalepką 'W wyobraźni...'
              • mariamm87 Re: Finanse babć Rumianek 11.02.19, 14:17
                > przymrozki napisała:
                >
                >
                > > Z drugiej strony, wyjazd Róży nie stoi pod znakiem zapytania, czyli paszp
                > ort mu
                > > siała dostać lub musiała móc go dostać przed wyjazdem (a postępowanie prz
                > ed sąd
                > > em też swoje trwa). Wcześniej paszportu Róża raczej nie miała, przecież n
                > ie wyj
                > > eżdżała za granicę (nikt z Borejków nie wyjeżdżał, co wiemy na pewno). Cz
                > yli ew
                > > entualna sądowa afera z jej paszportem musiałaby się dziać w czasie akcji
                > książ
                > > ki. A nic podobnego nie miało miejsca.
                >
                A mnie jeszcze tak teraz zainteresowało... czy Róża na tę wycieczkę faktycznie pojechała? Może podczas gdy Róża powiedziała o planowanym wyjeździe klasowym nikomu do głowy nie zaświtało, że może być problem z paszportem... I mogło się koniec końców okazać, że Róża kiblowała w innej klasie tydzień, kiedy reszta uczniów jadła pizze na tym placyku co Gabrysia z Grzesiem...
                • iwoniaw Re: Finanse babć Rumianek 11.02.19, 14:25
                  A mnie jeszcze tak teraz zainteresowało... czy Róża na tę wycieczkę faktycznie
                  > pojechała?


                  Nic na ten temat chyba więcej nie było, ale przypomnijcie mi, kiedy ta wycieczka się miała odbyć? Znaczy, w której to klasie było? Bo może Róża już miała skończone 18 lat? (wg "starego" systemu 18 lat kończyło się w końcówce trzeciej i na początku czwartej klasy liceum) I paszport mogła sobie wyrobić bez zgody nie tylko Janusza, ale i Gaby?
                  • przymrozki Re: Finanse babć Rumianek 12.02.19, 09:00
                    iwoniaw napisała:


                    > Nic na ten temat chyba więcej nie było, ale przypomnijcie mi, kiedy ta wycieczk
                    > a się miała odbyć? Znaczy, w której to klasie było? Bo może Róża już miała skoń
                    > czone 18 lat? (wg "starego" systemu 18 lat kończyło się w końcówce trzeciej i n
                    > a początku czwartej klasy liceum) I paszport mogła sobie wyrobić bez zgody nie
                    > tylko Janusza, ale i Gaby?

                    TiR dzieje się na początku 1999 r., Róża jest z listopada/grudnia 1981 r. Wycieczka ma mieć miejsce, jak wynika z danych pośrednio naprowadzających na datę, jakoś w maju 1999 r.

                    Zakładam, że gdyby Pyziak miał prawa rodzicielskie, siedemnastoletnia Róża by to rozumiała. Młodsze dzieci są w stanie się zorientować, że zawsze gdy przychodzi do uzyskania zgody rodziców, pojawiają się problemy, trzeba wołać mamę i mama tłumaczy sytuację. Przecież szkoły żądają danych obojga rodziców i w zasadzie powinny uzyskać zgodę obojga rodziców na przyjęcie do szkoły (w praktyce to różnie wygląda).
      • viridiana73 Re: Finanse babć Rumianek 05.02.19, 20:41
        "...przecie one pokalane są i nawet do ręki ich wziąć nie można, bo skażą!"

        Oo, do da się bardzo prosto obejść:

        " -Ja tych pieniędzy dla siebie nie biorę!
        - A co mamcia z nimi robi?
        - Podatki nimi płacę!"
        😄😄
    • bupu Re: Finanse babć Rumianek 03.02.19, 13:19
      Na dzierżawie dwóch i pół hektara (a może mniej, jesli to liczone razem z siedliskiem) przesadnie się nie wzbogacą, ale zawsze to jakiś piniądz. Teresa na utrzymanie Doroty jak mniemam śle regularnie, a że pielęgniarki w Norwegii zarabiają dobrze, to nawet z poprawką na wysokie koszty życia tamże, stać ją na to, żeby wysyłać miesięcznie kilka tysięcy złotych. Dwa? Trzy? Na obuwie wystarczy na pewno, nawet po odliczeniu czesnego.
      Cała finansowa sytuacja Rumianków to jest monumentalna bzdura.
    • tt-tka Re: Finanse babć Rumianek 03.02.19, 13:35
      Gdyby temat potraktowac serio... dwie emerytury, nawet skromne; stale przesylki z Norwegii (pisze o stalych, poniewaz Teresa zawiadamia, ze nawet po korzystnym sprzedaniu gesi "i tak przysle pieniadze"); dzierzawne; w WdO doszlo stypendium Deroty; dochody wlasne "no niezle, wcale niezle"; oraz darmochy w postaci bezplatnych podwozek, bezplatnego telefonu, beplatnego netu, mleka i byc moze innych pozyskiwanych od Chrobota dobr.

      Jezeli babunie stac na domowe naleweczki, ktore jak wiadomo robi sie na spirytusie, a co najmniej dobrej gatunkowo wodce, co tez kosztuje, to Derota "dziedziczka" nie ma prawa chodzic bez butow. Patologiczne skapstwo, a nie nedza.
      • miodowocytrynowa Re: Finanse babć Rumianek 03.02.19, 15:37
        Babcie mają jeszcze łąki- to należą im się dotacje z UE. A to już niemały pieniądz.
        • bupu Re: Finanse babć Rumianek 03.02.19, 17:12
          miodowocytrynowa napisała:

          > Babcie mają jeszcze łąki- to należą im się dotacje z UE. A to już niemały pieni
          > ądz.

          Ileż tej łąki mają, pół hektara? Nie wiem czy na tyle w ogóle dotacja przysługuje.
          • iwoniaw Re: Finanse babć Rumianek 03.02.19, 22:13
            Nawet jeśli nie przysługuje dotacja i w ogóle Dorota nie ma ani alimentów od ojca, ani regularnych przelewów od matki, to i tak opisana sytuacja finansowo-bytowa jest absurdalna. Na czesne w prywatnym liceum wydają, a na tenisówki i drugą kieckę choćby z lumpeksu nie mają? To w czym Dorota chodzi do tej prywatnej placówki? W czym ćwiczy na wf? Nie, już to było wielokrotnie rozkładane na czynniki pierwsze i nie broni się w żaden sposób.
      • bupu Re: Finanse babć Rumianek 03.02.19, 22:32
        tt-tka napisała:

        >
        > Jezeli babunie stac na domowe naleweczki, ktore jak wiadomo robi sie na spirytu
        > sie, a co najmniej dobrej gatunkowo wodce, co tez kosztuje, to Derota "dziedzic
        > zka" nie ma prawa chodzic bez butow. Patologiczne skapstwo, a nie nedza.

        Khem... Może gdzie w szopie albo piwniczce stoi alembik i babunie sobie ten wysokogatunkowy spirytus produkują same. Jak wszystko swojskie, to wszystko, alkohol też!
        • tt-tka Re: Finanse babć Rumianek 04.02.19, 01:10
          Predzej uwierze, ze Chrobot pedzi, a babunie korzystaja z jego produkcji... za "dziekuje" albo nawet bez tego, czy za mleko i podwozki ktoras z nich dziekuje ? Bo ze sie nie odwdzieczaja chocby kobialka jajek, to juz wiemy.

          A w ogole jak wszystko takie swojskie i samowystarczalnosc autarkiczna, to niechby ktora lapcie z lyka uzdajala, zeby ta dziewczyina miala choc cokolwiek na zmiane !
          • bupu Re: Finanse babć Rumianek 04.02.19, 08:54
            tt-tka napisała:

            > Predzej uwierze, ze Chrobot pedzi, a babunie korzystaja z jego produkcji... za
            > "dziekuje" albo nawet bez tego, czy za mleko i podwozki ktoras z nich dziekuje
            > ? Bo ze sie nie odwdzieczaja chocby kobialka jajek, to juz wiemy.


            Nie zanotowałam żadnych podziękowań. Ani za podwózki, ani za mliko, ani za węgorze... Chrobot najwyraźniej istnieje jako służba Rumianków, a służbie się wszak nie dziękuje.
            • przymrozki Re: Finanse babć Rumianek 04.02.19, 10:11
              bupu napisała:

              > Nie zanotowałam żadnych podziękowań. Ani za podwózki, ani za mliko, ani za węgo
              > rze... Chrobot najwyraźniej istnieje jako służba Rumianków, a służbie się wszak
              > nie dziękuje.

              Gruszce też nikt nie dziękuje za życiowe ogarnianie panicza, jego wesel i szaletów. Z tym że jemu, chyba, Fidelisowie płacą. Wakacje Laury i Róży u pani Marty również są raczej darmowe, a wdzięczność rodziny Borejków nie jest zbyt wylewna (od września do czerwca państwa Jankowiaków nie widuje się w charakterze przyjaciół rodziny).

              W ogóle w Borejkowersum usługi różnorakie spadają z nieba zamiast deszczu, a nie znam ludzi dziękujących deszczowi.
    • soova Re: Finanse babć Rumianek 04.02.19, 10:21
      Z ciekawości: kiedy Twoja mama odchodziła na emeryturę? Chodzi mi mniej więcej o przedział czasowy, nie o dokładny rok. I czy nauczycielką była całe zawodowe życie, czy też pracowała nie tylko w tym zawodzie? Moja mama też jest emerytką nauczycielską i tak wysokiej emerytury nie ma.
    • soova Re: Finanse babć Rumianek 04.02.19, 10:22
      miodowocytrynowa napisała:

      > nie wiem jaką eme
      > ryturę ma urzędnik, ale moja mama emerytowana nauczycielka ma na rękę 2200- je
      > j koleżanki podobnie.

      Z ciekawości: kiedy Twoja mama odchodziła na emeryturę? Chodzi mi mniej więcej o przedział czasowy, nie o dokładny rok. I czy nauczycielką była całe zawodowe życie, czy też pracowała nie tylko w tym zawodzie? Moja mama też jest emerytką nauczycielską i tak wysokiej emerytury nie ma. Przepraszam za zdublowanie postu, ale przy poprzednim zapomniałam o cytacie.
      • miodowocytrynowa Re: Finanse babć Rumianek 04.02.19, 11:02
        soova napisała:

        > miodowocytrynowa napisała:
        >
        > > nie wiem jaką eme
        > > ryturę ma urzędnik, ale moja mama emerytowana nauczycielka ma na rękę 22
        > 00- je
        > > j koleżanki podobnie.
        >
        > Z ciekawości: kiedy Twoja mama odchodziła na emeryturę? Chodzi mi mniej więcej
        > o przedział czasowy, nie o dokładny rok. I czy nauczycielką była całe zawodowe
        > życie, czy też pracowała nie tylko w tym zawodzie? Moja mama też jest emerytką
        > nauczycielską i tak wysokiej emerytury nie ma. Przepraszam za zdublowanie postu
        > , ale przy poprzednim zapomniałam o cytacie.

        Bodajże w 2014-2015. Ma wypracowane 44 lata pracy łącznie z urlopami macierzyńskimi na mnie i siostrę. Nie od razu była nauczycielką, zaraz po studiach pracowała w handlu zagranicznym.
      • tt-tka Re: Finanse babć Rumianek 04.02.19, 11:05
        Za Wyborcza "srednia emerytura wzrosnie z 2100 BRUTTO do 2110".
        Teraz wchodza nowe sposoby naliczania emerytury nauczycielskiej i powszechnej i jest bajzel, ale babcie Rumiankowe emerytkami, i to juz od pewnego czasu, byly w roku 2013
        Skoro Teresa urodzila corke w roku 1996 jako 25-latka, a Andzia wyszla za maz i rozmnozyla sie ok. 30-tki, to Andzia urodzila sie ok. roku 1940. Emeryture mogla sobie naliczyc z tlustych lat gierkowskich, niemniej nie byloby to 2200 netto, nawet gdyby pracowala w szkole specjalnej lub resortowej ze wszystkimi mozliwymi dodatkami. Urzedniczka pocztowa takze nie mialaby emerytury ponad dwutysiecznej.
        Inna sprawa, ze nie wiemy, ile zarabial Rumianek i na czym (bylo gdzies ?), a wdowa mogla wybrac swiadczenie po mezu zamiast wlasnego.
        • bupu Re: Finanse babć Rumianek 04.02.19, 13:11
          tt-tka napisała:


          > Inna sprawa, ze nie wiemy, ile zarabial Rumianek i na czym (bylo gdzies ?), a w
          > dowa mogla wybrac swiadczenie po mezu zamiast wlasnego.
          >


          Rolnikiem był, zdaje się, a rolnicze emerytury dosyć nędzne są. A oszczędności nie naciułał, bo z dwuipółhektarowego gospodarstwa to i wyzyć niełacno. Po odliczeniu pastwiska i tego co pod siedliskiem zostanie ile, półtora hektara? Nędza panie, nawet za Reymonta Rumianek gołodupcem by był.
          • tt-tka Re: Finanse babć Rumianek 04.02.19, 20:57
            bupu napisała:

            > Rolnikiem był, zdaje się, a rolnicze emerytury dosyć nędzne są. A oszczędności
            > nie naciułał, bo z dwuipółhektarowego gospodarstwa to i wyzyć niełacno. Po odli
            > czeniu pastwiska i tego co pod siedliskiem zostanie ile, półtora hektara? Nędza
            > panie, nawet za Reymonta Rumianek gołodupcem by był.
            >

            Srednia emerytura KRUS w 2016 wynosila 1210 brutto. Przy czym jest to srednia krajowa, na Slasku byly i sa najwyzsze, na Podkarpaciu najnizsze, dla poznanskiego nie szukalam.

            2,5 ha to nie jest areal do zycia, zgadza sie. Dlatego przypuszczalam, ze o ile Rumianek nie byl czesto spotykana w PRL postacia, mianowicie chloporobotnikiem, ktory zasadniczo zarabial w pracy etatowej, a na swoim tylko dorabial, to byl zapewne urzednikiem czy mechanikiem w Kolku Rolniczym, spoldzielni czy czyms takim - nie wiem, skad mi sie to wzielllo :), bo w ksiazce rzeczywiscie ani slowa.

            Moja ciocia, najmlodsza siostra ojca, po SGGW, pracowala w grojeckiem w niewielkiej spoldzielni rolniczej. Po 89 spoldzielnia padla (a szkoda, bo robili swietne rzeczy, eksportowali nawet do Czechoslowacji), a ciocia z rodzina przeniosla sie do Nowego Targu, przekwalifikowala i zostal ksiegowa. Niezly fach, ale do emerytury wziela podstawe z tych spoldzielnianych lat, bo wtedy zarabiala najlepiej.
        • soova Re: Finanse babć Rumianek 04.02.19, 14:02
          tt-tka napisała:


          > Skoro Teresa urodzila corke w roku 1996 jako 25-latka, a Andzia wyszla za maz i
          > rozmnozyla sie ok. 30-tki, to Andzia urodzila sie ok. roku 1940. Emeryture mo
          > gla sobie naliczyc z tlustych lat gierkowskich, niemniej nie byloby to 2200 net
          > to, nawet gdyby pracowala w szkole specjalnej lub resortowej ze wszystkimi mozl
          > iwymi dodatkami. Urzedniczka pocztowa takze nie mialaby emerytury ponad dwutysi
          > ecznej.
          Dlatego właśnie pytałam o moment przejścia na emeryturę (dziękuję za odpowiedź), bo to on wydawał mi się kluczowy. Nie wszyscy nauczyciele mają tak wysoką emeryturę, bo są byłymi nauczycielami. Jak wynika z tego, babcie właśnie nie mają z uwagi na to, w jakim są wieku i kiedy na nią przeszły.
          • miodowocytrynowa Re: Finanse babć Rumianek 04.02.19, 19:40
            Zastanawia mnie też w całej tej sytuacji- czy matka Dorci to ślepa była, czy miała tak kompletnie gdzieś, że jej córka nie ma w co się ubrać i dysponuje starymi chodakami po niej i przykrótką sukienczyną? Dlaczego jak już przyjechała z tej Norwegii, nie zabrała córki na zakupy do Poznania- nie kupiła jej kiecek, spodni, spódniczek, butów etc etc? Albo dlaczego nie zrobiła przelewu extra z dopiskiem " Dla Doroty na ubrania" i Dorcia nie pojechała sama sobie coś kupić?
            • loreii Re: Finanse babć Rumianek 05.02.19, 00:21
              Przecież ona przyjechala tuz przed ślubem to nie miała kiedy zabierać ;) A tak to pewnie raz w roku bywala na święta.Przez śniegi i zamiecie na zakupy ? ;)
          • tt-tka Re: Finanse babć Rumianek 05.02.19, 00:53
            soova napisała:

            > pytałam o moment przejścia na emeryturę (dziękuję za odpowiedź)
            > , bo to on wydawał mi się kluczowy. Nie wszyscy nauczyciele mają tak wysoką eme
            > ryturę, bo są byłymi nauczycielami. Jak wynika z tego, babcie właśnie nie mają
            > z uwagi na to, w jakim są wieku i kiedy na nią przeszły.

            Babcia nauczycielka w wieku emerytalnym byla w 2005, jezeli przyjmiemy 1940 za rok jej urodzenia. Nie wiemy, ile ma lat pracy, mogla pojsc nauczac po Liceum Pedagogicznym, bez studiow - tyle ze wtedy nie utrzymalaby sie w robocie do 2005 :(
            Nie wiem, jak to bylo ze szkolami po reformie w poznanskiem, przybylo, ubylo, zamykali ? Czy jest wzmianka, ze ona dojezdzala gdzies do pracy, czy pracowala w miejscowej czy okolicznej szkole, z tych likwidowanych ? Mogla pojsc na emeryture wczesniejsza, mogla na pomostowa... tak czy siak - na moje óko - to one obie z siostra maja emerytury raczej skromne, ze starego portfela i z niewysoko platnych stanowisk.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka