druza.11
28.08.20, 12:11
Cały dzień wczoraj zbierałam się, żeby cos napisać i zupełnie nie mogłam.
Jakbym z jednej strony chciałam coś napisać, bo była dla mnie ważna a jednocześnie czułam się jakbym zawłaszczała pamięć o Gat. No, głupota, ale nic nie potrafię na to poradzić
No i w końcu przypominała mi się jedna z naszych rozmów. Rzecz jak w tytule. Chodziło o mierzenie dawnych zdarzeń i ludzi dzisiejszą miarą
I taka rozkmina na połączyła miedzy winem a woda mineralną: Czy gdyby Anna i Aleksy żyli dziś, to jak by się potoczyły ich losy. Ja stanęłam na stanowisku, ze byłby rozwód jakich wiele, syn przy matce a Karenin zabierałby Saszę na Seszele w lecie i do Szczyrku zimą. Anna nie miałaby wyrzutów sumienia, nie jojczałaby Wrońskiemu, toteż Wroński nie uciekałby z domu i spokojnie wychowywaliby dwójkę dzieci. Katernin alimenty by płacił i skandalu żadnego by nie było. Gat na tę wizje szczęścia odpowiadała niezmiennie: ale Wroński był dupkiem i i tak nic dobrego by z tego nie wyszło. Ja na to, ze gdyby nie było warunków – to znaczy nie musiałby Anny pocieszać i żyć w świadomości, że ona cierpi, to by dupkiem nie był. A Gat na to, że dupkiem się jest a nie bywa i okoliczności tu nic do rzeczy nie mają.
wino się skończyło… i Gat nie ma… i ta rozmowa, jak wiele innych zawisła niedokończona.
Pociągnięcie temat?