sanfran_84
09.09.20, 09:30
Dzień dobry bardzo serdeczne, dyskretnie podczytuję forum od jakiegoś czasu, ale odzywam się po raz pierwszy. Zwykle nurtujące mnie kwestie udawało mi się odnaleźć w już istniejących wątkach, ale tę jedną mam ciągle – jak to się ładnie mówi – nieogarniętą. Otóż nie czytałam "Czarnej polewki", więc opis przyjazdu Pyziaka na (drugi) ślub Laury w "McDusi" wydawał mi się w miarę prawdopodobny do wystąpienia w rzeczywistości. Owszem, wizyta na Roosevelta jest średnio logicznie napisana (Pyziak siedzi tam nie wiadomo ile, nie wiadomo po co, niewiele z tego nie wynika poza tym, że Laura może dołożyć pean do wspaniałości Gabrieli w postaci "Skoro opuściłeś taką kobietę jak mama!", Grzegorz zagubił się w akcji i odnalazł się dopiero, gdy potrzebny był szofer, i tak dalej), ale pewne rzeczy wydawały mi się oczywiste po tym, jak dawno niewidziany ojciec przyjeżdża na ślub córki (ogólna niezręczność sytuacji, jakieś wspomnienia z przeszłości typu "tu stał telewizor", Łusia nie do końca rozumiejąca, o co tu chodzi, traktuje go jak każdego swoim słowotokiem i wymądrzaniem się, itd.). Tymczasem, po dokładniejszym zapoznaniu się z fabułą CP dowiedziałam się iż Pyziak stosunkowo niedawno powrócił i miał okazję porozmawiać z rodziną B., wiózł weselników, szedł gdzieś z Łusią (!) za rękę (!), coś tam miło wspominał... Wikipedia podaje wręcz, że prosił o wybaczenie. Słowem - po tych informacjach moje zrozumienie dla sytuacji z "McDusi" zmalało niemal do zera. Dlaczego oni wszyscy zachowują się tak, jakby go widzieli po raz pierwszy od 25 lat? Czemu Gabriela jest zdumiona, że przyjechał, skoro na pierwszy ślub przyjechał takoż? Czy oni (ktokolwiek z nich) wyjaśniał komuś coś? Czy Janusz Pyziak miał szansę na powiedzenie z dwóch zdań na temat swojego odejścia i życia po nim? Wspominał tę drugą rodzinę (ze zdjęcia w TiR)? Czemu Łusia nie mówi na niego „wujek”, tylko jest on dla niej śmiesznym panem, nadużywającym zaimka "ja"? A prezent? Pyziak coś kupił na poprzedni ślub i się nie spodobało, więc wyskoczył z Kitchen Aidem, żeby temu zadośćuczynić, ale znów nie trafił? Jak się w ogóle jego poprzedni przyjazd zakończył? Może obie strony ostatecznie powiedziały sobie coś niezbyt miłego, stąd taki a nie inny przebieg wizyty ojca marnotrawnego przed ślubem Laury i Adama? Na ten moment mam wrażenie, iż oba pyziakowe przyjazdy stanowią niezależne od siebie byty, z których nie wynika żaden ciąg przyczynowo skutkowy (bo dopiero drugie odwiedziny, połączone z udarem i wyznaniem CKNUKa ukoiły ból Gabrieli).
Potrzebuję jakiegoś racjonalnego połączenia obu tych przyjazdów w fabularną ciągłość i bardzo przepraszam, jeśli jest ono gdzieś opisane, a ja gapa go nie znalazłam. W takim przypadku proszę o link.