Dodaj do ulubionych

Adaaaaaaaaaaaaam

25.04.21, 19:54

Jak zwykle kiedy nie umiem sama, to pytam forum. A myśli mam takie:
Wszyscy tu psy wieszają na Adamie, widząc w nim przemocowca, który rozczesuje ulakierowaną koafiurę aż iskry idą. Nie mówiąc o tym, że nasadza narzeczonej wianuszek z róż jak koronę cierniową.
A ja tak sobie myślę. Przecież to całkiem przyzwoity człowiek, tylko koszmarnie napisana postać. No bo tak:
1. jest wrażliwym , dobrym synem, myśli o ojcu i matce, przeżywa ich choroby.
2. jest pracowity; oprócz etatu w szkole pomaga w Daglezji i nie marudzi.
3. jest dobrym nauczycielem; organizuje i prowadzi kółko polonistyczne, które dotrwało do końca roku szkolnego, co jest sukcesem, bo z reguły kółka takie padają po paru miesiącach.
4. ma poczucie humoru, patrz reakcja na wiersz Łusi.
5. nie boi się pracy i jest kreatywny; sam wycina amorki laubzegą i buduje szalecik.

Co do nićeni złotych, to żal mi go nawet, bo przecież zachowuje się adekwatnie do sytuacji. To znaczy, zdaje mu się, ze związał się z syrenką/sarenką a w rzeczywistości to przecież Laura w całej okazałości. Przejął kontrolę nad nią, bo trafiła mu się dziewczyna , która robi wrażenie, ze tego właśnie oczekuje. Z resztą - kto wie, może Laura przez chwilę faktycznie chciała się poczuć jak mdlejąca lelija? Przecież jest mnóstwo takich związków i funkcjonują całkiem nieźle.
Niestety temu stadłu nie wróże dobrze, bo przecież Laura jest zupełnie inna i nie wiadomo jak długo utrzyma się w roli.
Obserwuj wątek
    • pi.asia Re: Adaaaaaaaaaaaaam 25.04.21, 23:44
      Wiesz, to, że on jest pracowity i ma poczucie humoru, nie stoi w sprzeczności z koszmarnym potraktowaniem narzeczonej, której się właśnie świat zawalił.

      To zapewne dobry człowiek, lecz jego wiedza o kobietach nie jest nawet zerowa, jest ujemna.
      Gdy Laura rozpacza, ze nie ma sukienki (wymarzonej, własnoręcznie zaprojektowanej) - on to totalnie lekceważy. Facet, mający choćby odrobinę wyobraźni, wiedziałby, jak ważny dla kobiety jest strój, zwłaszcza w TYM DNIU.
      On fuka i prycha, że Laura pachnie fryzjerem, i mimo że robi to "pogodnie", to widać, że mu się ten zapach nie podoba. A przecież lakiery do włosów nie śmierdzą, są delikatnie perfumowane ładnymi zapachami. Moja fryzjerka używa takiego, który pachnie bzem.
      Rozczesywanie długich, polakierowanych włosów, ułożonych w misterną fryzurę to zajęcie wymagające delikatności i wyczucia. A w ogóle najlepiej te włosy umyć. Inaczej przy energicznym czesaniu suchych włosów nie tylko sporo się wyszarpie (a to boli!!!), ale jeszcze te co pozostaną, będą szorstkie, matowe i rozczochrane.
      Zmywanie makijażu wodą i mydłem jeszcze może by jakoś uszło. Sama tak zmywam, bez wielkiej szkody dla skóry, aczkolwiek tu mowa o makijażu ślubnym, który ma za zadanie przetrwać cały dzień i całą noc, więc też jest stosownie solidny. Ale szorowanie twarzy namydloną gąbką to jakieś nieporozumienie!
      W dodatku Adam trzyma swą lubą za kark, nachylając ją nad umywalką. Poproś kogokolwiek ze swego otoczenia, żeby tak właśnie Cię złapał, nachylił i przytrzymał. Odczucia osoby nachylanej są jednoznaczne - to przemoc.
      Reasumując - sprawę Wyjątkowego Stroju zlekceważył, włosy szarpał i tarmosił, cerę sponiewierał. Egzamin z postępowania z kobietą w podbramkowej sytuacji oblał koncertowo.
      Zastanawiałam się, jakby zachował się mój mąż na jego miejscu. I jestem pewna, że przede wszystkim najpierw by przytulił i pocieszył zapłakaną narzeczoną, i to bez narzekania na zapach lakieru, za to z tekstem: "Moje biedactwo kochane, najdroższe, zaraz coś poradzimy, nie płacz, damy radę." Później zorganizowałby akcję pomocową - znalazłby fryzjera i kosmetyczkę, które przyjechałyby do domu, a potem - albo przedtem - zabrałby narzeczoną do najbliższej galerii żeby kupić coś w zamian. A nie z podziwem patrzył, jak rodzina odziewa nieszczęsną w stary kostium po babci.
      Masz rację, Adam to - w tej scenie - koszmarnie napisana postać.

      Nie tak dawno popełniłam opowiadanko "Ślub Laury - wersja alternatywna" (jest na forum). Czy to nie mogło tak właśnie wyglądać, bez udziału Adama?
    • tt-tka Re: Adaaaaaaaaaaaaam 26.04.21, 00:05
      Wszystkie te cechy, ktore wymienilas, nie robia z niego dobrego meza/chlopaka/partnera. Dobry syn, dobry pracownik etc moze byc chlopakiem czyichs koszmarow.
      Mnie ostrzegawczo zadzwieczalo juz w Sprezynie, kiedy pan Gruszka mowi o nim, ze on od zawsze byl taki, ze co postanowil, to zrobil i nie gadal (w sensie uzgodnien) tylko robil to, co sobie wymyslil.

      A maciupci domeczek na plantacji, podroz poslubna zalatwiona na wlasna reke, przeprowadzka, a wlasciwie przerzucenie bambetli panny mlodej w wieczor przedslubny... a poszedl w buraki ! Albo w iglaki.
    • kocynder Re: Adaaaaaaaaaaaaam 26.04.21, 00:08
      Druzo, nie wiem jak inne/inni forumcy, ale z mojego punktu widzenia:
      ad 1. Gabuchna też myśli o swoich od 30 lat kiwających się nad grobem rodzicach i też przeżywa - co nijak o niej nie świadczy.
      ad 2. Zaskakujące, że nie marudzi pomagając ZA KASĘ w rodzinnym przedsiębiorstwie? No fakt, łaskawca...
      ad 3. Nie jest dobrym nauczycielem, skoro jego gwiazda kółka polonistycznego nie zna słowa parafraza, ale wręcz mu się tłumaczy, że to co napisała, to nie jej wiersz, tylko przeróbka.
      ad 4. Jeden śmiech z udanej parafrazy nie świadczy o poczuciu humoru.
      ad 5. Ekhem... Komentarz poniżej.

      Kwestia szaleciku z aniołkami była omawiana tylekroć, że tylko pobieżnie prześliznę się po faktach.
      a/. budowa czegokolwiek pośrodku plantacji iglaków świadczy o skrajnym kretynizmie wszystkich - zaczynając od starszych państwa, którzy właśnie kawałek W CENTRUM plantacji podarowali młodemu pod budowę a kończąc na upośledzonym intelektualnie młodym, który na to przystał (argumenty contra: oboje - i Larwa i Nadszympans - mają zawody ściśle związane z miastem, dużym miastem nawet - dojazdy z czarownej plantacji do miasta - to czas, budowanie czegokolwiek pośrodku plantacji jest irracjonalne ze względu na konieczność dowozu materiałów budowlanych, detale jak kopanie szamba, podłączenie prądu itp - na pewno iglaczki na plantacji szalenie ucieszy rozjeżdżanie ciężkim sprzętem budowlanym, budowanie szaletu pod modrzewiem dla rozwojowej, planującej potomstwo rodziny mija się z logiką - rozbudować tego się nie da bo albo usunąć modrzew trzystuletni albo zruinować do reszty to co ocalało z plantacji iglaczków, budowa szaletu z resztek po pawilonie dla róż to curiosum - nie słyszałam by róże korzystały z AGD, toalety, prysznica itp).
      Ufff... No to teraz co do samej świetlanej postaci Jadama.
      Zachowuje się adekwatnie do sytuacji, powiadasz? Ano to mamy. W dniu ślubu przyjeżdża. Laura już NIE PŁACZE. Już nie jest w histerii. Jest przybita, zniechęcona, zmartwiona - bo szlag trafił jej kieckę ślubną, zrozumiałe, każda panna młoda by była podłamana. Co robi "adekwatnego" śklachetny Jadaśko? Ano łapie swoją narzeczoną za kark, wlecze do łazienkowej umywalki, wpycha pod kran, szoruje zimną wodą zdzierając ślubny makijaż (grubo nałożony, skoro łzy wyrzeźbiły w nim wąwozy. Szoruje, uważasz, aż panna zaczęła piszczeć. Z rozkoszy zapewne? Cóż dalej? Ano jaśnie pan stwierdza "JA nie potrzebuję, żadnej kiecki. JA chcę tego i tamtego". Z ust jego korali ANI RAZU nie pada "MY". Ani razu nie pyta swojej syrenkosarenki "Czego TY byś chciała?". Nie. Jest tylko "Ego, Mei, Mihi...". Wcześniej też ON sam podjął decyzję, że Larwa ma spakować wszystkie kiecki bo ON chce, żeby po ślubie wszystko już było w szalecie. On. Nie ona. Ona nie ma nic do gadania. On zdecydował że śmierdząca naftaliną, rozłażąca się i zetlała garsonka Mili jest ok.
      ON Zdecydował, że w podróż poślubną pojadą do Wilna. Zdecydował. Nie zapytał.
      A wystarczyłoby niewiele, żeby to wszystko miało sens i prezentowało Nadszympansa właśnie tak, jak chciałaby go widzieć MM. Zamiast kretyńskiego szaletu POŚRODKU PLANTACJI, wystarczyłoby napisać, że państwo Fidelis starsi podarowali młodym kawałek ziemi oddzielony od ich żółtego domu plantacją iglaczków. Że tuż obok tego kawałka biegła droga do leśniczówki, więc podciągniętcie "mediów" to nie problem. Że na tym kawałku rósł trzystuletni modrzew/jawor/dąb czy co to tam było, więc Adam od początku toczył boje z architektem, bo projekt nie mógł naruszyć pięknego drzewa. Że ów projekt jest "perspektywiczny", na razie Adam wykończył tylko minimum, czyli kuchnię, łazienkę, salonik i sypialnię, ale jakby co to można... I już mamy piękny maleńki domeczek pod ogromniastym drzewiszczem, a bez wszystkich idiotyzmów. Wystarczyłoby, żeby w przedślubnej scenie Adam zamiast telepać panną, targać nią i szarpać przytulił ją i powiedział "Wiesz co, kochanie? Jest dopiero 12:00. Mamy dość czasu. Umyj szybko buzię, zmyj ten makijaż. Zaraz pojedziemy do galerii X (nie znam Poznania, ale w większości miast galerie handlowe w Wigilię są otwarte!) i kupimy ci suknię. Nie taką jak chciałaś, nie taką, jak wymarzyłaś, ale tez ładną, białą, ecru, w kolorze szampana... Będziesz wyglądała ślicznie i nie musisz wkładać starego łacha po babci.". Żeby Laura powiedziała zamiast "Adam postanowił że w podróż poślubną pojedziemy do Wilna" coś w rodzaju "Ustaliliśmy z Adamem, że...". Żeby zamiast opisywać kretyńskie i megalomańskie żądanie Adama spakowania wszystkiego, bo on chce MM napisała, że po prostu USTALILI, że tak będzie wygodniej. Ba, że Laura sama pojechała do szaletu, i sama rozparcelowała swoje operowe kiecki nie wiadomo gdzie, chyba w czarnej dziurze, bo w szalecie średnio z miejscem...
      • pi.asia Re: Adaaaaaaaaaaaaam 26.04.21, 01:08
        kocynder napisała:


        > . Zaraz pojedziemy do galerii X (nie znam Poznania, ale w większości miast gale
        > rie handlowe w Wigilię są otwarte!) i kupimy ci suknię.

        Ekhm, ekhm, to nie była Wigilia, tylko niedziela 27 grudnia, ale coś tam na pewno było czynne.
        Najbliżej jest galeria Avenida - niecałe 2 km. Nawet piechotą by się doleciało w pół godziny, a samochodem to najwyżej 10 minut.
        OSTATECZNIE można było poszukać w internecie wypożyczalni sukien wieczorowych. I zadzwonić pod podany numer komórki.
        Trochę dziwne, że przedsiębiorczy i zorganizowany młody człowiek na to nie wpadł. Że NIKT na to nie wpadł.
        • kocynder Re: Adaaaaaaaaaaaaam 26.04.21, 01:30
          27 grudnia mówisz? Możliwe. Jakoś mi tak "okołowigilijnie" utkwiło. Niezależnie jednak od tego, no, na Teutatesa, jeśłi kompletnie niedasię kupić ani wypożyczyć sensownej kiecki - to zaproponować, że zadzwoni do niezłomnego Gruszki i ów przywiezie z Kostrzyna którąś z kiecek scenicznych! Larwa jako sopranistka z Bożej łaski ma pewnie takowych kiecek kilka co najmniej, i mniemam, że znalazłaby się choć jedna odpowiedniejsza na ślub niż pikowa ścierka po Mili! Kurczę, niby ma taką super-zżytą fajną familię, to co, nikt by nie poratował użyczeniem auta by dowlec ów wydobyty z kosmicznej czarnej dziury strój do Poznania? Co, "Daglezja" dysponuje jedną furgonetką i za nic więcej żadnych aut nie ma na stanie? Ani państwo Fidelis seniorzy, brat Adama? Zaraza, któryś z pracowników za ekstra premię? I nie, w ogrodnictwie (zwłaszcza dużym) nie ma tak, że jest święto to nikogo nie ma w domu, a róże się same podleją (oczywiście wiem, że nikt nie lata z konewką, ale nie ma opcji, że nie ma NIKOGO w pracy!). Było milion różnych możliwości, a łach po Mili jest z nich nie tylko najgłupszą i najgorszą, ale też świadczącą bezsprzecznie o tym, że dla Adama nie liczy się kompletnie nic i nikt, poza nim samym i jego wolą...
          • druza.11 Re: Adaaaaaaaaaaaaam 26.04.21, 07:30
            DO WSZYSTKICH
            ale ja nie kwestionuję, że zachował się jak idiota !!!!!! i nie kwestionuję głupoty ubrania Laury w babciny kostiumik i posadowienia domeczku w iglakach!!!!!!!!!!!!

            ja tylko tak sobie pomyślałam, że ostatnim szubrawcem i obrzydliwcem to on nie jest. Bardziej mi chodziło o to, ze w innych dziedzinach jest dość przyzwoity - to raz a po drugie sądzi bezpodstawnie (i bardzo mu to odpowiada, co przecież nie jest grzechem) ze Sarenka potrzebuje kogoś, kto za nią będzie podejmował decyzje
            • kocynder Re: Adaaaaaaaaaaaaam 26.04.21, 07:37
              Między podejmowaniem za kogoś decyzji, a mocnym chwytem za kark, wepchnięciem pod kran, wyrywaniem włosów jest pewna różnica?
              Adam jest potwornym egoistą i egocentrykiem. Nie istnieje dla niego nikt poza "JA". I to we wszystkich dziedzinach. Co zresztą SAMA napisałaś! "On sądzi i bardzo mu to odpowiada". Ano właśnie. On nie pyta. On sądzi i realizuje. Bo on tak chce, syrenkosarenka ma trzymać buzię na kłódkę, no ewentualnie może jęczeć "Aaadddaaammmm"...
            • tt-tka Re: Adaaaaaaaaaaaaam 26.04.21, 08:08
              druza.11 napisała:

              > DO WSZYSTKICH
              > ale ja nie kwestionuję, że zachował się jak idiota !!!!!! i nie kwestionuję gł
              > upoty ubrania Laury w babciny kostiumik i posadowienia domeczku w iglakach!!!!!
              > !!!!!!!

              On sie nie zachowal jak idiota. On sie zachowal jak despota. I mnie wlasnie o to chodzi.


              >
              > ja tylko tak sobie pomyślałam, że ostatnim szubrawcem i obrzydliwcem to on nie
              > jest. Bardziej mi chodziło o to, ze w innych dziedzinach jest dość przyzwoity -

              Druzo, ale to, ze ktos jest przyzwoitym ptacownikiem, obywatelem, placi rachunki w terminie, ma czyste paznokcie i dba o rodzicow nie przeklada sie automatycznie na zdolnosc do udanego zwiazku ! nawet gdyby wyrzucal smieci i przeprowadzal staruszki przez jezdnie oraz dokarmial ptaszki zima nie znaczy, ze gosc sie nadaje na meza.


              > to raz a po drugie sądzi bezpodstawnie (i bardzo mu to odpowiada, co przecież
              > nie jest grzechem) ze Sarenka potrzebuje kogoś, kto za nią będzie podejmował d
              > ecyzje

              On ani przez chwile nie sadzi, czego potrzebuje sarenka, albo ja nie pamietam takiej jego mysli. Tam ciagle jest on, on i jeszcze on oraz jego checi i potrzeby.
    • bupu Re: Adaaaaaaaaaaaaam 26.04.21, 10:15
      druza.11 napisała:

      >
      > Jak zwykle kiedy nie umiem sama, to pytam forum. A myśli mam takie:
      > Wszyscy tu psy wieszają na Adamie, widząc w nim przemocowca, który rozczesuje u
      > lakierowaną koafiurę aż iskry idą. Nie mówiąc o tym, że nasadza narzeczonej wi
      > anuszek z róż jak koronę cierniową.
      > A ja tak sobie myślę. Przecież to całkiem przyzwoity człowiek, tylko koszmarnie
      > napisana postać. No bo tak:
      > 1. jest wrażliwym , dobrym synem, myśli o ojcu i matce, przeżywa ich choroby.
      > 2. jest pracowity; oprócz etatu w szkole pomaga w Daglezji i nie marudzi.
      > 3. jest dobrym nauczycielem; organizuje i prowadzi kółko polonistyczne, które d
      > otrwało do końca roku szkolnego, co jest sukcesem, bo z reguły kółka takie pada
      > ją po paru miesiącach.
      > 4. ma poczucie humoru, patrz reakcja na wiersz Łusi.
      > 5. nie boi się pracy i jest kreatywny; sam wycina amorki laubzegą i buduje szal
      > ecik.

      Och, na świecie jest pełno kochających synków, świetnych pracowników i lubianych przez otoczenie ludzi, którzy w domu przeistaczają się w tyranów, dręczących swoich partnerów. A gdy ofiara się wyrwie z pazurów despoty, spotyka się często z niedowierzaniem, bo otoczenie znało pana (czy panią) tylko z tej przyjemnej strony.

      Jadam wobec Larwy jest despotą, podejmującym wszystkie decyzje bez oglądania się na narzeczoną i w nosie mającym jej upodobania oraz potrzeby. Popatrz tylko co on powiedział Laurze, kiedy wszedł do tej łazienki. ON ma gdzieś kieckę, więc ona ma nie płakać, całość zgrabnie podkreślona potrząsaniem bogdanki za ramiona. Bueeeeee.

      W tej całej koszmarnej łazienkowej scenie on nawet przez sekundę nie traktuje Laury jak swojej partnerki, lecz jak kogoś, kto ma podporządkować się jego woli. Jej potrzeby, jej uczucia, ba, nawet jej ból natury fizycznej zostaje olany (mycie lodowatą wodą, brutalne czesanie). To jest doprawdy koszmarne, egoistyczne i przemocowe podejście do partnerki.
      • druza.11 Re: Adaaaaaaaaaaaaam 26.04.21, 10:59
        TEZ DO WSZYSTKICH
        hmmmmmm.....................
        macie rację, co tu dużo mówić, scena w łazience jest paskudna i nigdy jej inaczej nie odbierałam.
        Fakt, macie rację - należy odmienić przez przypadki JA i wtedy wyjdzie JADAM.
        Ale, rozumiecie, jakoś tak mi się zdaje, że on inaczej ocenia Laurę. Jemu się zdaje, że to sarenka, która mimozowato oczekuje opieki. Niestety, po raz kolejny macie rację, że on się nią będzie opiekować (dopóki Laura nie wybuchnie) ale - na swoich zasadach.

        Jak sobie pomyślałam, że ktoś miałby się mną tak opiekować to aż mną trząchnęło.
        Szkoda, miałam nadzieję, że coś dobrego się z niego wyciśnie w tym związku....
        • tt-tka Re: Adaaaaaaaaaaaaam 26.04.21, 11:17
          Espeszyl for ju sprobuje cos wycisnac :)

          - wyrwal Laure z Rusfelta i to do lokum, gdzie rodzina raczej nie bedzie wpadac ani tym bardziej zagniezdzac sie; Laura ma szanse stworzyc sobie swoj wlasny dom (jak z tej szansy skorzysta, to juz inna bajka)

          - patrzy na nia z bezradnym oczarowaniem, gdy ona spiewa, a ja to wyraznie rajcuje, ma swoja porcje uwielbienia (na ile jej to wystarczy, to juz inna bajka)

          - stosunkiem do rodzicow pokazuje, ze poza Borejkami istnieja inni ludzie i ze rodzina to nie musi byc ofiarnictwo ani walka o wzgledy i uwage, tylko serdeczna i z wlasnej woli troska, zrodzona z bliskosci i kochania, nie z poczucia krzywdy, poczucia winy czy checi bycia dostrzezonym (czy ona potraktuje to jako szanse na bliskosc z kims, czy jako konurencje do czasu i staran Jadama, to juz inna bajka)

          - w sumie wyrecza ja niemal we wszystkim i Laurka nic nie musi, a zwlaszcza nie musi sie wysilac i zdaje sie jej to pasowac; poki ona nie zapragnie czegos, czego on jej nie zechce dac, to moze byc calkiem udany zwiazek - dla niej, rzecz jasna, nie dla ktorejs z nas :)
          • druza.11 Re: Adaaaaaaaaaaaaam 26.04.21, 11:37
            dzięki!
          • bupu Re: Adaaaaaaaaaaaaam 27.04.21, 19:44
            tt-tka napisała:


            > - w sumie wyrecza ja niemal we wszystkim i Laurka nic nie musi, a zwlaszcza nie
            > musi sie wysilac i zdaje sie jej to pasowac; poki ona nie zapragnie czegos, cz
            > ego on jej nie zechce dac, to moze byc calkiem udany zwiazek - dla niej, rzecz
            > jasna, nie dla ktorejs z nas :)
            >

            Nie chcę deszczyć na paradę, ale obawiam się, że im dłużej Larwa będzie zmuszona gnieść się z mężem i dzieckiem w malutkiej chałupinie wśród iglaków, tym mniejsza będzie jej miłość. A swoją drogą niech mi ktoś powie jak ta grande diva ćwiczyła śpiew w szalecie, mając na stanie niemowlę? Bo nie ma bata, śpiewaczka operowa ćwiczyć musi, generalnie, żeby jej się głos nie roztrenował i szczegółowo, a to utwór na koncert, a to całą partię w operze, no musi. Niemowlakowi nad głową?
            • tt-tka Re: Adaaaaaaaaaaaaam 27.04.21, 20:13
              Podrzuca ciotce. A Jadam najwyrazniej nie ma nic przeciwko...
              • bupu Re: Adaaaaaaaaaaaaam 29.04.21, 16:36
                tt-tka napisała:

                > Podrzuca ciotce. A Jadam najwyrazniej nie ma nic przeciwko...
                >

                Aha, już to widzę. On klasówki sprawdza, a ona w tle rozgrzewka wokalna, on czyta pięćdziesiąte wypracowanie i doszedł już do takiego stanu umysłu, że zastanawia się przez jakie ó pisze się rzeka, a ona mu nad głową wokalizy do "Holle Rache" zapodaje... Mjut.
                • tt-tka Re: Adaaaaaaaaaaaaam 29.04.21, 16:50
                  Nie, nie, ja mialam na mysli, ze Jadam przeciwko podrzucaniu dziecka ciotce nic nie ma !

                  Bo jemu na pewno nie ma prawo nic przeszkadzac "sarenko moja, jestem poza domem 12 do 16 godzin dziennie i wtedy mozez cwiczyc" !
                • armari Re: Adaaaaaaaaaaaaam 29.04.21, 17:02
                  bupu napisała:

                  > Aha, już to widzę. On klasówki sprawdza, a ona w tle rozgrzewka wokalna, on czy
                  > ta pięćdziesiąte wypracowanie i doszedł już do takiego stanu umysłu, że zastana
                  > wia się przez jakie ó pisze się rzeka, a ona mu nad głową wokalizy do "Holle Ra
                  > che" zapodaje... Mjut.


                  Ależ. No gdzież. Zgodnie z poetyką magicznego domku na środku wielohektarowej plantacji, anielskie brzmienie głosu Laury nie tylko nie będzie przeszkadzało Aaaaadamowi w sprawdzaniu uczniowskich prac, ale zamieni lekturę charakterystyki Telimeny (autorstwa Kopiec Rozalii) w metafizyczne doznanie. Juleczek zaś, kołysany słodkim wokalem matki, będzie bezproblemowo przesypiał całe noce.
                  • guineapigs Re: Adaaaaaaaaaaaaam 29.04.21, 18:12
                    Moim zdaniem to bedzie wygladalo tak: dziecko do Flobrych, Jadam z klasowkami/konspektami/planami zajec dla poszczegolnych klas i kolka polonistycznego/cala praca tworcza i biurokratyczna - do domu ojca swego (w znaczeniu ziemskim a nie biblijnym), a Laura sama w szalecie cwiczy role.
                    Ewentualnie ojciec Jadama, jak wiemy niepelnosprawny, sam zaproponuje, by Laura cwiczyla wokal w jego domu (bedzie to dla niego rozrywka, w koncu ma ograniczone mozliwosci korzystania z kultury i zycia towarzyskiego), a w szalecie zostaje Jadam sam, ze swoja praca tworczo-biurokratyczno-pedagogiczna.
                    • tt-tka Re: Adaaaaaaaaaaaaam 29.04.21, 18:26
                      Ja to widze tak, ze Jadam zrywajac sie o swicie zarazem sciaga z wyra swoja sarenke, dopilnowuje, by zjadla sniadanie i poleca przecwiczyc co trzeba, nim on wroci z pracy.
                      A pan Gruszka co jakis czas zaglada i sprawdza, czy syrenka cwiczy.
                      • kocynder Re: Adaaaaaaaaaaaaam 29.04.21, 18:28
                        O! A dzień wcześniej wieczorem sprawdza, co sarenka ma zadane i układa jej nuty!
            • kocynder Re: Adaaaaaaaaaaaaam 29.04.21, 15:23
              Ależ co wy, pani kochana, opowiadacie?! Ćwiczyć to tam muszą te Callas czy inne Netrepko, a nie gwiazda borejczego rodu! Jej ten cudaczny (pardon, cudowny oczywiście) sopran to sam z siebie, a nie że ćwiczyć trzeba. A poza tym komu wadzi niemowlę? Wszak kolejne niemowlęta są cudem itepe, i tylko usprawniają rodzinną machinę.
    • kon.zrzeda Re: Adaaaaaaaaaaaaam 26.04.21, 10:55
      Moim zdaniem problem z Adamem zalicza się do kategorii typowych problemów neojeżycjady- autorka chciała napisać coś zgodnego z jej zamysłem, a przypadkiem wyszło jej coś o zupełnie innym ciężarze gatunkowym, za to opisane bardzo realistycznie. Chciała opisać dobrą, zaangażowaną i stabilną matkę, wyszła jej kobieta, która własne nieprzepracowane problemy przenosi na dzieci (Gaba of kors). Chciała opisać szlachetny minimalizm i umiłowanie wartości duchowych, wyszło jej dziaderskie moralizatorstwo i syndrom oblężonej twierdzy. Chciała uczynić Idę błyskotliwą i dowcipną, wyszło jej dzikie chamstwo wrednej baby. I tak dalej. Po prostu jak zwykle komentarz odautorski gdzieniegdzie rozjeżdża się z akcją i mamy dysonans :) Adam miał być porządny, spokojny, stabilny, myślący itepe i w wielu momentach taki jest, a potem wyskakuje scena (albo kilka scen), która nam zmienia odbiór postaci, a autorce nie, no i mamy problem :)

      A w samej akcji z myjni syrenkowej (pomijając kompletny brak urealnienia, że tak to ujmę, technicznego) najbardziej irytuje fakt, że w założeniu to miało być Takie Romantyczne.
      • druza.11 Re: Adaaaaaaaaaaaaam 26.04.21, 11:06
        Święte słowa, moja pani, święte słowa.
        Ja właśnie na siłę chciałam uspójnić tę postać ale nie wyszło.
        • tt-tka Re: Adaaaaaaaaaaaaam 26.04.21, 11:24
          druza.11 napisała:

          > Ja właśnie na siłę chciałam uspójnić tę postać ale nie wyszło.

          Dla mnie Jadam jest calkiem spojny. Zapaleniec zawodu, dobry syn, dobry pracownik (za takiego uchodzi przynajmniej), doksztalcajacy sie wytrwale (te fury dyplomow, ktore ma w szufladzie) - ma o sobie swietne zdanie i ma powody, by takie wlasnie miec. Wszyscy, z ktorymi sie zetknal na lamach ksiazek utwierdzaja go w tym przekonaniu. No to przywykl, ze on wie najlepiej i to stosuje takze w malzenstwie. Poki nie spotka sie z oporem czy sprzeciwem na dowolnym polu - a czegos takiego nie widzimy ani w pracy, ani w rodzinie - moze funkcjonowac jako spelnione marzenie dziadostwa Borejostwa (poskromienie zlosnicy) :P
          • kon.zrzeda Re: Adaaaaaaaaaaaaam 26.04.21, 11:54
            No właśnie dla mnie spójny nijak nie jest. Płacze w rękaw Florianowi, zwierzając się ze swojego poczucia winy, że nie zadbał lepiej o rodziców, kiedy był na to czas (mimo że nie zajmował się wtedy balangowaniem, a trudno też tak naprawdę kontrolować dorosłych ludzi w kwestiach zdrowotnych, ergo: nie jego wina). W każdym razie ludzie o niczym nieskalanym wysokim mniemaniu o sobie raczej nie oddają się takim refleksjom. Uważnie podchodzi do uczniów, szanuje ich uczucia, dba o to, żeby nie podcinać skrzydeł, nawet jeśli płody są wątpliwej jakości ,innymi słowy: empatyczny. Zwierza się Łusi, że (nie pamiętam, co to dokładnie było), bodajże, boi się występować publicznie. Cierpi długo i dotkliwie po jakiejś blond dziewoi. To się moim zdaniem nie wpisuje w archetyp wiecznie samozadowolonego samca. Z drugiej strony zachowanie wobec Laury- straszne. Btw, chyba tu jeszcze nie padło, ale miałam jeszcze ostrego whatthefucka, kiedy w lesie zasłonił jej usta ręką i tak stali, obserwując sarenki (Laura chyba nawet po dłuższej chwili coś mówi we wnętrze pańskiej ręki). No litości, kto robi coś takiego 😂
            • tt-tka Re: Adaaaaaaaaaaaaam 26.04.21, 12:19
              Ktos, kto bierze narzeczona za kark ? W sumie spojne

              ja to jego cierpietnictwo ze Sprezyny przyjmowalam od poczatku jako kreacje, takiego Gabriela z siebie robil i na to wyrywal laski, co samo w sobie jest podejrzane :)
              dobrego prowadzenia uczniow nie utozsamiam z empatia
              • kon.zrzeda Re: Adaaaaaaaaaaaaam 26.04.21, 12:39
                Ale to przy panu Gruszce by cierpiał?
                Hm. Może Gruszka już tak wytrenowany, że na dźwięk skrzypeczek, tchnąc duchem dobrej wielkopolskiej organizacji pędzi organizować nową laskę, a Adam, marszcząc brew, spokojnie robi swoje...?
                Idź precz, miazmacie...!😂
                • tt-tka Re: Adaaaaaaaaaaaaam 26.04.21, 12:44
                  No a nie ? W koncu to pan Gruszka opowiada Laurze o cierpieniu Jadama po tej zolzie, co prysnela do australii, nie sam Jadam - dobry pijarowiec umie sobie skompletowac zespol :)
      • bupu Re: Adaaaaaaaaaaaaam 26.04.21, 11:39
        kon.zrzeda napisała:

        >
        > A w samej akcji z myjni syrenkowej (pomijając kompletny brak urealnienia, że ta
        > k to ujmę, technicznego) najbardziej irytuje fakt, że w założeniu to miało być
        > Takie Romantyczne.

        Znakiem tego Autorka i ja mamy zupełnie inne pojmowanie romantyzmu. Bardzo zupełnie. Nie ogarniam jak pchanie narzeczonej łbem pod kran z zimną wodą może się wydawać komuś romantyczne, no nie ogarniam.

        Tak na marginesie, tu znowu wyłazi brak sensownej redakcji. Sensowna redaktorka bowiem wytknęłaby Autorce od razu, że ta scena jest okropna i że zamiast wyglądać jak rycerz na białym koniu, Jadam wygląda jak egoistyczny żłób.
        • kon.zrzeda Re: Adaaaaaaaaaaaaam 26.04.21, 11:56
          Moim zdaniem romantyczne miało być to okraszone potrząsaniem wzburzenie pod tytułem "co może być ważniejsze od ciebie, jakaś kiecka?!". No, gdyby ktoś tak się wyraził o czymś, co sama zaprojektowałam i włożyłam w to sporo wysiłku, raczej by mnie nie nastroił ślubnie
          • armari Re: Adaaaaaaaaaaaaam 26.04.21, 16:25
            kon.zrzeda napisała:

            > Moim zdaniem romantyczne miało być to okraszone potrząsaniem wzburzenie pod tyt
            > ułem "co może być ważniejsze od ciebie, jakaś kiecka?!".

            Też miałam podczas lektury takie wrażenie - że to miał być przykład tego, jak to Aaaaadam przekłada Tru Loff nad, nieprawdaż, niewarte uwagi zbytki materialne w rodzaju fatałaszków, bo wszak on pół-dziecko, pół-sarnę będzie kochał i w worku po ziemniakach. W praktyce dostajemy gościa ("To TY mi jesteś potrzebna"), który zdaje się kompletnie ignorować fakt, że jakkolwiek jemu może być wszystko jedno, to przed ołtarzem mają tego dnia stanąć dwie osoby i dla tej drugiej odpowiednia oprawa uroczystości może mieć spore znaczenie.
          • kocynder Re: Adaaaaaaaaaaaaam 27.04.21, 21:29
            Co MM CHCIAŁA napisać - to my wiemy. Adam miał być tym takim... No, opoką. Co to nie fatałaszki, xczy tam mejkapy, a wnętrze się dla niego liczy. Ale główny problem w tym, że nie pada "To TY jesteś ważna i TWOJE zdanie. Pada raczej (tekstu dokładnie nie pomnę i nie wrócę za Stany Zjednoczone we władanie dziedziczne!) "Dla MNIE nie liczą się twoje szmaty. Ja uważam, że sparciała kieca po praszczurzycy nijak nie zmieni tego jak wyglądasz. Mnie nie obchodzi, czego chcesz ty, i twoje fanaberie! JA chcę żebyś była szczęśliwa, i (przecinek) będziesz, choćbym ci to szczęście musiał wtłuc do pustego łba, smarkulo!"... Ofkors przerysowuję, Jadam nie bije. On TYLKO szarpie. TYLKO chwytem za kark zmusza "partnerkę" (w tym przypadku to słowo to nadużycie) do uległości. TYLKO...
            • guineapigs Re: Adaaaaaaaaaaaaam 27.04.21, 22:44
              Kocynder napisala co mysli Jadam na temat wygladu Panny Mlodej:
              'Dla MNIE nie liczą się twoje szmaty. Ja uważam, że sparciała kieca po praszczurzycy nijak nie zmieni tego jak wyglądasz. '

              Co ciekawe, Jadam jest nauczycielem jezyka polskiego, ergo: skonczyl studia polonistyczne. Drugie ergo: juz z tego powodu MUSI wiedziec, jak bardzo dla Panny Mlodej wazny jest wyglad na slubie. W koncu literatura to nie jakies fantasmagorie pisarzy, ale opisy faktow. Faktow spolecznych, a takim faktem spolecznym jest to, ze wiekszosc kobiet chce na slubie wygladac najpiekniej jak sie da. Jadam juz chociazby z ksiazek powinien to wiedziec, skoro wlasnego doswiadczenia (jest kawalerem) w tym temacie nie ma.
              A my wiemy, ze Laura byla kokietke od zawsze i wyglad mial dla niej znaczenie. Jadam moze tego nie wiedziec, bo co on tak naprawde o Laurze wie? Jak sie nazywa i gdzie mieszka - i tyle. Ale spokojnie mogl zalozyc, ze utrata szytej specjalnie na okazje slubu sukni, szytej przez wybitna krawcowa - moze doprowadzic do rozpaczy.
              Ida nie miala 'tylko' butow - a jak to zmobilizowalo cala rodzine do poszukiwan! Laura zostala pozbawiona calego stroju, potem zmyto jej makijaz i zniszczono fryzure, nie starano sie nawet poszukac po sklepach czegokolwiek przypominajacego stroj slubny.
              I jeszcze nawiaze do tej podrozy poslubnej i niespodzianki z Wilnem. Otoz taka niespodzianke Jadam moglby walnac na: urodziny, imieniny, dzien kobiet, dlugi weekend, jako prezent na Boze Narodzenie etc. Ale podroz poslubna to chyba powinna byc uzgodniona przez obie strony?
              Byl tu kiedys watek o tym, ze maz Ciotki Scholastyki porywal ja w nieznane, i Ciotka nie miala pojecia, dokad. I to bylo okej - taka niespodzianka bez powodu czy z powodu np. rocznicy - moze byc swietna zabawa i wznieceniem na nowo tego plomienia, co juz moze przygasac po latach. Ale podroz poslubna to chyba cos innego, nieprawdaz? No chyba, ze sami uzgodnia: ty decydujesz, mnie wszystko jedno czy to Wilno, czy Maledivy, czy zajazd dla tirowcow pod Radomiem.
              Zaraz zaraz.... Motyw z takim zajazdem tez sie pojawil jako romantyczne rozwiazanie poslubne! Tam, zdaje sie, ktos juz tak sie nie mogl doczekac tych legalnych miodow poslubnych, ze zarezerwowal pierwsze lepsze jeszcze wolne? Romantyzm ze ho ho ho....
              • kocynder Re: Adaaaaaaaaaaaaam 27.04.21, 23:35
                Bo on uczy o pleonazmach. I ogólnie gramatyki. A nie jakieś "fiu-bździu"! A jeśli już jakieś "fiu-bździu" w literaturze powstało ku jego utrapieniu (np. przecudnej urody opis "weselny" Jagny - jedyne co mi się w "Chłopach podobało, albo nieszczęsna "impreza" zaręczynowa Tadeusza i Zosi) to już problem tych pustaków - pisarzy, a nie "jedeała Jadama". No bo wszak po jaki czort ten głupi wieszcz tyle wersów się rozwodzi, jaką Zofija miała kieckę a jak włosy? W końcu ważne, że trzynastozgłoskowcem, a nie CO...
                Z własnego doświadczenia wiedzieć nie mógł, wszak kawaler jest, ale co, brata ślubu nie pomni? Żadna znajoma bliższa w grę nie wchodzi? Kurczę, ANI JEDNA koleżanka - nauczycielka za mąż nie szła? Ani razu nie słyszał na przerwie w pokoju nauczycielskim, że dekolt w serce, koronki empire, a do tego buty, ale obcasik nie duży, góra trzy cm, bo pan młody nie zbyt wysoki, to żeby nie było, że ona wyższa o głowę? I nawet gdyby nie podzielał zainteresowania dla tych koronek, empirów i obcasików - to COŚ mu we łbie powinno było zostać... Na przykład to, że dla panny idącej za mąż nie liczy się tylko wiano (i wianek), ani też nie liczy się wyłącznie, kto będzie stał obok niej w tym dniu. A także istotnym elementem są te właśnie dekolty, baskiny czy kilometry tiulu na welon?
                Niestety - po zachowaniach, opisanych uczuciach i podejściu "jedealnego Jadama" wniosek jest prosty: on WIE doskonale na ile ważną jest dla panny młodej jej wygląd i strój w tym dniu. Tylko ON zadecydował, że JEGO nie obchodzi czego chce jego narzeczona, bo ON chce czegokolwiek. I gdyby ON chciał w ostatniej chwili przenieść ślub z Kostrzynia (Kostrzyna?) na plażę w Zanzibarze - to tak samo nie pytałby narzeczonej czy ona tego chce czy też jak ona to widzi, a po prostu kupiłby dwa bilety na samolot i już. Bo ON zdecydował,a ona ma stuilić buzię (by nie rzec "pysk") i docenić romantyzm. Bo jak nie, to narzeczony ją za karczek przywoła szarpnięciem do porządku...
                A co do Wilna... Po pierwsze: obecnie (no dobra, w czasie przedpandemicznym), w dobie tanich lotów to stolica Litwy jest osiągalna właśnie na wypad na "długi weekend", a nie jest niczym takim, żeby dostawać emocjonalnego rozwolnienia (tu bym doszukała się analogi, z Derocią Pszenicznowłosą, która na tenisówki dostaje orgazmu wielokrotnego, bo ach, ale cudo! - moim zdaniem to efekt oderwania MM od współczesności, czyli po prostu nieświadomość, że tak trampki jak Wilno to nie są artykuły ekskluzywne i trudno dostepne). Po drugie: nie mamy żadnych info, jakoby Larwa miłością głęboką wieszcza darzyła. Przyznam się do "grzechu": ja Mickiewicza kocham. "Pan Tadeusz" jest dla mnie lekturą "na niepogodę", znam ogromne fragmenty na pamięć i uważam za genialne dzieło. Również na pamięć znam od licha ballad, "pomniejszych" wierszy i całą "Pieśń Alpuhary" z "Konrada Wallenroda" - uwielbiam. I tak, w któryś weekend, lat temu kilka, mój mąż całkiem znienacka, z zaskoczenia, zabrał mnie na weekend do Wilna - tylko po to, żebym mogła "na własne oczy" zobaczyć "tą, która w Ostrej świeci Bramie". I to było piękne. Ale nie mamy ŻADNYCH przesłanek, o fascynacji Laury literaturą ze szczególnym uwzględnieniem Mickiewicza... No i po trzecie: inaczej by zabrzmiało, gdyby Adam "w ramach niespodzianki", nawet i w charakterze podróży poślubnej, nawet i przy założeniu, że marzeniem Laurki było pałętanie się śladami wieszcza, powiedział coś w rodzaju "Laurko, moja FSO cudowna. Ponieważ wiem jak kochasz Mickiewicza, to pomyślałem, że w ramach poślubnego wypadu moglibyśmy pojechać do Odessy, te stepy akermańskie obejrzeć... O, popatrz, tu wynotowałem, takie moglibyśmy mieć połączenia dojazdu, taki albo taki hotel, a gdybyś chciała, to jeszcze możliwa jest wycieczka tam i siam. Co o tym myślisz?" i dopiero na laurkowe "Och, Aaaaadddaaaammm... Jezdeś cudowny!", oznajmić: "To bukuję dojazd i hotel. A na marginesie, kochanie - mówi się "jesteś", a nie "jezdeś"...
                • sayoasiel Re: Adaaaaaaaaaaaaam 28.04.21, 02:59
                  Całą "Czarną Polewkę" się zachwycała Mickiewiczem, recytowała go, zwiedzała muzeum i wstydziła się, że jako małe dziecko, była głupia i ją nudziło zwiedzanie tego samego muzum.
                  • kocynder Re: Adaaaaaaaaaaaaam 28.04.21, 03:38
                    Aaa... Możliwe. Dzieło nie pozostawiło w mej pamięci, jak widać, żadnego śladu. :)
                    Co nadal nie zmienia faktu, że "Kochasz Mickiewicza, więc JA postanowiłem..." jest nie do końca.
              • tt-tka Re: Adaaaaaaaaaaaaam 28.04.21, 00:51
                A tam, lyteratura to jedno, a zycie (z Jadamem) drugie. On jest minimalista albo co najmniej stoikiem wedle wyobrazen dziada Boreja, co to loze proste okryte imitacja skory i te rzeczy. Skoro on sam jedzie na slub w bluzie, a nie w garniaku - mamy wyraznie napisane, ze Larwa w tej lazience padla mu zasmarkana twarza na bluze, nie na co innego, a telefon Milicji zawrocil go juz spod kosciola - to i ubior panny mlodej mogl mu byc najdoskonalej obojetny.
                Moze zreszta nie rozdziela, tylko wczul sie w tego pana mlodego, co to "a to zezuj, moja zlota", bo wcale nie trza byc w butach na weselu !
                • guineapigs Re: Adaaaaaaaaaaaaam 29.04.21, 19:05
                  Tt-tka napisala:
                  'Skoro on sam jedzie na slub w bluzie, a nie w garniaku - mamy wyraznie napisane, ze Larwa w tej lazience padla mu zasmarkana twarza na bluze,'

                  No i po to sa pewne normy spoleczne - takie nienormowane prawem przepisy - zeby zycie bylo latwiejsze. Do slubu idzie sie w eleganckim, wyjatkowym stroju. Prawo tego nie reguluje, ale zycie jednak tak. Wlasnie po to, by uniknac takich sytuacji, jak: ja obstalowalam suknie u krawcowej, a on przyszedl w dresie i klapkach, bo taki luzak i ma gdzies.
                  Ja wiem, ze chamstwo, abnegatyzm i tumiwisizm nie jest i nie bedzie penalizowane, ale czasami mam ochote, by jednak bylo.
                  Nie masz obowiazku pomagac starszej i chorej sasiadce w zakupach.
                  Nie masz obowiazku usmiechac sie do sasiada na porannym spacerze z psem, mozesz mu nawet bezkarnie plunac pod nogi na dzien dobry.
                  Nie masz obowiazku pojsc do babci na urodziny, a jak juz pojdziesz - to masz swiete prawo miec na sobie stary, brudny, rozciagniety szlafrok i mozesz krytykowac wszystko, co babcia przygotowala na przyjecie, bo nie jestes zaklamany i masz prawo ubierac sie jak chcesz.
                  Masz prawo na imprezie u kolegi uchlac sie jak swinia w dwie godziny i wyjsc - kto ci zabroni? To legalne!
                  I tak dalej, i tak dalej....
                  To wszystko jest legalne, nie jest penalizowane - ale jednak niszczy nasze zycie, a przede wszystkim zycie spoleczne. Budzi niesmak, powoduje zal, sprawia ze blizni czuja sie zle, sa rozczarowani, smutni, czuja sie winnymi zaistnialej sytuacji.... Gospodarz, ktory zaprosil goscia, ktory sie uchlal w godzine, moze sie czuc winny tego, ze nie zorganizowal lepszej zabawy, ze bylo za duzo piwa, ze pozostali goscie poczuli sie zlekcewazeni.
                  Do czego zmierzam? Otoz do tego, ze jesli Jadam naprawde planowal isc w sportowej bluzie na wlasny slub, to wcale nie swiadczy o nim, ze jest niematerialista, minimalista i ma w nosie kolory ziemi. Moim zdaniem to swiadczy tylko o tym, ze w nosie to on ma cala te ceremonie.
                  Nawet jesli jest wywrotowcem modowym i nie leci na lep modnych pradow, to moglby zalozyc na siebie cos, co podkresliloby, ze uwaza slub za cos waznego w zyciu. Jesli nie nosi garniturow i nie ma wlasnego a 3 tys zl nie bedzie placil za jeden raz - to niechby to byl garnitur pozyczony od kolegi, przyciasny/za duzy - to by pokazalo, ze co prawda do gajeru wagi nie przywiazuje i w sempiternie ma to, czy wyglada ladnie, to jednak przywiazuje wage do samego wydarzenia - wskoczyl w znienawidzony gajer.
                  • sayoasiel Re: Adaaaaaaaaaaaaam 30.04.21, 09:18
                    Ależ skąd jest w ogóle pomysł, że Adam szedł w bluzie do ślubu ? Czy Wy tak na serio, drogie czytelniczki ? Przecież to,że Laura płakała mu w bluzę, nie znaczy, że poszedł tak do kościoła. Był jeszcze nieprzebrany. Józek dla Adama koszulę prasował, Adam w takim razie by w bluzie poszedł ?
                    • tt-tka Re: Adaaaaaaaaaaaaam 30.04.21, 09:40
                      sayoasiel napisał(a):

                      > Ależ skąd jest w ogóle pomysł, że Adam szedł w bluzie do ślubu ?

                      Z ksiazki, droga cz<telniczko, z ksiazki.

                      Czy Wy tak na
                      > serio, drogie czytelniczki ? Przecież to,że Laura płakała mu w bluzę, nie znacz
                      > y, że poszedł tak do kościoła. Był jeszcze nieprzebrany.

                      Tak wlasnie poszedl do kosciola. W lazience Borejkow Laura pada mu zasmarkana twarza na bluze, co altorka wlasnorecznie napisala. W rekach ma snop roz i nic wiecej. Potem kokosi sie w kuchni Borejkow, a potem juz popylaja furgonetka do kosciola, czasu jest na styk. Ani nie mial w co sie przebrac, ani kiedy. A i zapewne zamiaru nie mial, skoro w tym stroju udal sie do kosciola, stamtad go sciagnal telefon Milicji.

                      Józek dla Adama koszul
                      > ę prasował, Adam w takim razie by w bluzie poszedł ?

                      A tu juz zupelnie nie widze zwiazku...
                      • sayoasiel Re: Adaaaaaaaaaaaaam 30.04.21, 15:29
                        tt-tka napisała:

                        > Józek dla Adama koszul
                        > > ę prasował, Adam w takim razie by w bluzie poszedł ?
                        >
                        > A tu juz zupelnie nie widze zwiazku...
                        >

                        Widzę taki, że trudno się spodziewać po naszym Józku, bynajmniej nie arbitrze elgencji, że prasuje sobie koszulę myśląc jaki to Adam porządny gość i , że dla niego już przeboleje ten sztywniacki, niewygodny strój, żeby to Adam miał "Wszystkich gości jak należy", wtedy kiedy tenże Adam sam idzie do ołtarza w bluzie (!!!)
                        • tt-tka Re: Adaaaaaaaaaaaaam 30.04.21, 15:38
                          A skad Jozwa mial wiedziec, w czym pojdzie Jadam ? Prasowal wlasne portki wczesniej.
                      • pi.asia Re: Adaaaaaaaaaaaaam 04.05.21, 14:54
                        tt-tka napisała:

                        > sayoasiel napisał(a):
                        >
                        > > Ależ skąd jest w ogóle pomysł, że Adam szedł w bluzie do ślubu ?
                        >
                        > Z ksiazki, droga cz<telniczko, z ksiazki.
                        >
                        > Czy Wy tak na
                        > > serio, drogie czytelniczki ? Przecież to,że Laura płakała mu w bluzę, nie
                        > znacz
                        > > y, że poszedł tak do kościoła. Był jeszcze nieprzebrany.
                        >
                        > Tak wlasnie poszedl do kosciola. W lazience Borejkow Laura pada mu zasmarkana t
                        > warza na bluze, co altorka wlasnorecznie napisala. W rekach ma snop roz
                        > i nic wiecej. Potem kokosi sie w kuchni Borejkow, a potem juz popylaja furgonet
                        > ka do kosciola, czasu jest na styk. Ani nie mial w co sie przebrac, ani kiedy.
                        > A i zapewne zamiaru nie mial, skoro w tym stroju udal sie do kosciola,

                        No nie. Do kościoła (skąd wywołał go telefon Mili) jechał z kwiatami. Być może przeznaczone były one do wazonu przy ołtarzu, a może nie. Może jechał coś jeszcze ustalić z księdzem. Tego nie wiemy.
                        Wiemy natomiast, że było jeszcze dość wcześnie, więc na pewno nie jechał tam, by czekać (półtorej do dwóch godzin) na oblubienicę, skoro - zawróciwszy spod kościoła - zdążył dojechać do Poznania, sponiewierać ślubną fryzurę Laury, zrobić nową, zapleść wianek i jeszcze wypić herbatę.
                        Wiemy też, że ZAMIERZAŁ się przebrać.
                        Przez uchylone drzwi zajrzał Adam, trzymany do tej pory w kuchni, gdzie w męskim
                        towarzystwie pojono go herbatą i raczono rodzinnymi anegdotami.
                        - A, widzę, że wszystko w porządku! - rzekł z uznaniem na widok oblubienicy. - Tak, tak, jedźmy, kochanie. Muszę się jeszcze przebrać.
                        • tt-tka Re: Adaaaaaaaaaaaaam 04.05.21, 15:57
                          Moze i mial zamiar, ale sie NIE przebral. Czasu nie starczylo.
                        • bupu Re: Adaaaaaaaaaaaaam 04.05.21, 17:38
                          pi.asia napisała:

                          > Wiemy natomiast, że było jeszcze dość wcześnie, więc na pewno nie jechał tam, b
                          > y czekać (półtorej do dwóch godzin) na oblubienicę, skoro - zawróciwszy spod k
                          > ościoła - zdążył dojechać do Poznania, sponiewierać ślubną fryzurę Laury, zrobi
                          > ć nową, zapleść wianek i jeszcze wypić herbatę.

                          Ślub był przewidziany na godzinę czwartą. Larwa, już domyta, uczesana i w koronie cierniowej, wyłania się z wychodka, pudrując nosek o godzinie trzeciej. Potem rozlega się grom, a wiatr zrzuca doniczkę, potem wszyscy jeszcze barłożą przez chwilę, zachwycając się Larwą w zetlałych szmatach i miotając łaciną, więc państwo młodzi wyjeżdżają coś koło 15:15. W normalnych warunkach pogodowych najkrótszą trasą z Roosevelta 5 do fary w Kostrzynie jedzie się ponad pół godziny (trasą warszawską, czyli A2 natomiast nie jedzie się, jak zapewnia Autorka, 20 minut tylko prawie godzinę). Warunki pogodowe jednak normalne nie były, albowiem szalała dzika zadymka, Jadam zaś nie trzymał swoich ślubnych portek w kościele, tuszę, tylko w domu, co oznaczało, że młodzi albo musieli zajechać do Daglezji, tam Adam się przebrał, zmienili pojazd na wytworny i pojechali do kościoła GRUBO SPÓŹNIENI, albo Jadam poleciał brać ślub w bluzie roboczej, zajeżdżając przed farę furgonetką ogrodniczą, dzięki czemu spóźnili się nieco mniej.

                          Albo zawinęli sobie czasoprzestrzeń jak reszta klanu, która wyjechała z Roosevelta sporo po młodych, bo wszak wszyscy musieli jeszcze wskoczyć w odświętną przyodziewę, a Józwa jeszcze prasował gacie, tymczasem zajechali do Kostrzyna przed czasem. Wibbly-wobbly timey wimey po prostu.
                          • ciotka.scholastyka Re: Adaaaaaaaaaaaaam 06.06.21, 17:20
                            bupu napisała:


                            > trasą warszawską, czyli A2

                            W kwestii czysto formalnej: "trasa warszawska" to nie A2, tylko trasa, która wychodzi z Ronda Śródka i leci przez Swarzędz, A2 jest bardziej na południe, obie łączą się pod Wrześnią. Ale co do czasu przejazdu, to się zgadza. Jakie znowu dwadzieścia minut...
                  • sanfran_84 Re: Adaaaaaaaaaaaaam 30.04.21, 09:34
                    guineapigs napisała:

                    > Do czego zmierzam? Otoz do tego, ze jesli Jadam naprawde planowal isc w sportow
                    > ej bluzie na wlasny slub, to wcale nie swiadczy o nim, ze jest niematerialista,
                    > minimalista i ma w nosie kolory ziemi. Moim zdaniem to swiadczy tylko o tym, z
                    > e w nosie to on ma cala te ceremonie.

                    Wydaje mi się, że to raczej był błąd redakcyjny, niż świadomie napisana postać polonisty-wywrotowca, co to nawet na własny ślub patykiem garnituru nie tknie. Z tego, co napisała tt-tka (ja kwestii odzienia pana młodego nie pamiętam, za bardzo wszystko kręciło się wokół perypetii z szatami panny młodej i jakoś Adam mi umknął), to wnioskujemy, że miał bluzę, bo zapłakana Laura smarkała mu w bluzę, a podobno na Roosevelta został zawrócony spod kościoła - więc musiał popylać do ślubu w owej bluzie właśnie. Podejrzewam, że wystarczyło zmienić słowo "bluza" na "marynarka" w tym zdaniu i wszystko by pasowało, bo - jak napisałam powyżej - nie kojarzę jakiegoś szerszego roztrząsania kwestii ślubnego ubioru Adama w książce. Swoją drogą, niezależnie od tego, co miał na sobie, Adam musiał nieźle wyglądać po całej okołosukienkowej hecy: zasmarkany, zapaćkany makijażem (osobiście zmył go Laurze, więc gdy wcześniej płakała mu w cokolwiek miał na sobie, to oprócz łez i wydzieliny z nosa na ubranie poszły tusze, podkłady, cienie), ochlapany nieczystą (znów te kosmetyki do makijażu) wodą, z poprzyklejanymi wszędzie sarenkowymi włosami, które sam przecież wyszarpywał (włosy oklejone toną lakieru - nie da się ich ot tak strzepnąć ręką), wymięty... Może to i lepiej, że Laurę wciśnięto w wysłużoną garsonkę po babci ;)
                    Inna sprawa, że jak on miał faktycznie być w bluzie i to nie był błąd redakcyjny, to ja już nie wiem, z czym ta suknia balowa szyta przez krawcową operową miała się komponować. Toż to nawet pan młody swoim wyglądem najmniejszym elementem do niej nie nawiązywał.
                    • tt-tka Re: Adaaaaaaaaaaaaam 30.04.21, 09:51
                      sanfran_84 napisał(a):


                      > Wydaje mi się, że to raczej był błąd redakcyjny, niż świadomie napisana postać
                      > polonisty-wywrotowca, co to nawet na własny ślub patykiem garnituru nie tknie.

                      Zwykle niechlujstwo moim zdaniem, pisarskie i redaktorskie. Watpie, zeby zamysl, chyba ze przyjmiemy - padlo juz gdzies takie przypuszczenie - ze cala McDusia jest parodia jezycjady. Z za duzym kostiumem po malej babci, pieciodniowym tortem na wesele, krzepiacym usmiechem slanym pomnikowi i cala reszta.
                      Aczkolwiek po gosciu, ktory na wlasny slub popyla furgonetka przedsiebiorstwa ogrodniczego zamiast wynajac cos wytworniejszego mozna sie spodziewac programowej abnegacji...
                      • sanfran_84 Re: Adaaaaaaaaaaaaam 30.04.21, 11:44
                        tt-tka napisała:

                        > Aczkolwiek po gosciu, ktory na wlasny slub popyla furgonetka przedsiebiorstwa o
                        > grodniczego zamiast wynajac cos wytworniejszego mozna sie spodziewac programow
                        > ej abnegacji...

                        Nie zapominajmy, że Adam wiózł wiecheć na koronę cierniową, może dlatego wygodniej mu było wziąć samochód ogrodniczy zamiast czegoś bardziej stylowego.
                        Tak przy okazji, to Adam ten luźny (i niemały - wszak róże wylądowały w wannie) wiecheć miał pierwotnie do kościoła zawieźć? To wypada się tylko ucieszyć, że szczęśliwie pojawiła się kwestia ratowania Laury i dzięki temu mógł wpaść z różami na Roosevelta. Co Laura miała oryginalnie uczynić z tymi różami - miała je pod pachę złapać i pomknąć tak do ołtarza kapiąc różami wyjętymi z wiadra, szeleszcząc suknią operową i omiatając całość welonem z plastikowymi konwaliami?
                        Masz rację, że to jakiś problem z jakością pracy nad książką się objawił. Widać, że pani Musierowicz nie miała serca do tej powieści, wszystko sklejone na byle jak, żeby tylko Borejków pchnąć do przodu (wydać Laurę za mąż, pożegnać się z CKNUKiem, pokazać jak IGStryba i Józin dorastają), na główną bohaterkę nie było pomysłu w ogóle, mimo iż niby powrócono tu do czasów jedna bohaterka = jedna książka (Magda się nie rozwija, nie przeżywa ciekawych przygód, nie uczy niczego. Może jedynie tego, że jak jeden chłop cię rzuci, a drugi cię nie chce, to zawsze się jakaś mameja znajdzie pod bokiem, co by za długo singielką nie być), redakcji nie przeszkadzały nawet tak rzucające się w oczy rzeczy, jak to czemu Laura odbiera kieckę w dniu ślubu, czemu sama biega w śnieżycy w ślubnym fryzie i makijażu, czemu Bernard robi w grudniu tort na 21 marca i czemu niemal każde wydarzenie w tej książce odbywa się wbrew logice i zdrowemu rozsądkowi. Ech, przykra w odbiorze książka.
                        • bupu Re: Adaaaaaaaaaaaaam 30.04.21, 12:51
                          sanfran_84 napisał(a):

                          > tt-tka napisała:

                          > Nie zapominajmy, że Adam wiózł wiecheć na koronę cierniową, może dlatego wygodn
                          > iej mu było wziąć samochód ogrodniczy zamiast czegoś bardziej stylowego.
                          > Tak przy okazji, to Adam ten luźny (i niemały - wszak róże wylądowały w wannie)
                          > wiecheć miał pierwotnie do kościoła zawieźć? To wypada się tylko ucieszyć, że
                          > szczęśliwie pojawiła się kwestia ratowania Laury i dzięki temu mógł wpaść z róż
                          > ami na Roosevelta. Co Laura miała oryginalnie uczynić z tymi różami - miała je
                          > pod pachę złapać i pomknąć tak do ołtarza kapiąc różami wyjętymi z wiadra, szel
                          > eszcząc suknią operową i omiatając całość welonem z plastikowymi konwaliami?

                          W założeniu owszem, miał to być bukiet ślubny Larwy. Wizja upojna, nie powiem. Ja tu mam kolejny problem. Bo skoro Adam przytaskał snop róż ciętych, to jak wszystkie róże na kwiat cięty miały one dosyć grube i sztywne łodygi. Wianka z tego nie splecie, choćby pękł. Natomiast róże z łodygami dostatecznie cienkimi, żeby się je dało splatać, za Chiny ludowe i kapitalistyczny Zachód nie będą dobrze wyglądać w bukiecie. To albo Laura poszła do ołtarza w dziwacznym, ukwieconym drapaku na głowie, albo też pierwotny plan był taki, że pomaszeruje nawą, taszcząc ociekający snop róż pozostających w smętnym zwisie. Z każdej strony d... do niczego.
                          • kocynder Re: Adaaaaaaaaaaaaam 30.04.21, 13:56
                            No dobra, nie jestem florystką więc nie bić mnie proszę, ale... TE zdrewniałe łodygi róż mię zaintrygowały. Nie na tyle, żeby się wygłupiać z wiankiem, nie. Ale... Kwiat róży jest niejako... No, od dołu takie drewno, sztywny badyl, który wyżej przechodzi w bardziej giętkie "cuś" a na kilka (ok 3) am od "główki" kwiatu to się robi taka miękka jakby łodyżka. No i tak pomyślałam, że może Jadam te "główki" różane poodcinał od zdrewniałych łodyg, te właśnie ok trzycentymetrowe części miękkie? Uplótł z kabelka fi 0,5, coś jakby kabelkowy warkocz, i te kwiatki poutykał w splocie? Wciskając te miękkie końcówki między ściśle "ściągane" warstwy kabelka? Nie, żeby to nabierało sensu, ale tak technicznie? Byłoby wykonalne?
                            Inna kwestia, że naówczas Józio musiałby w kieszeni garniaka mieć niezły kłąb tegoż kabelka, a to nie był jedyny duperel, jaki w tychże kieszeniach miał.

                            Natomiast nadal nie mam pomysłu JAK Jadam chciał do tegoż bukietu róże wykorzystać? Sztywne to i ciężkie jak cholera. Moja bratowa się tak "załatwiła": miała na swój ślub "wizję", suknia przepiękna (nie pompadura ale nie garsonka po babci), za najstosowniejszy "kwiat" do tejże uznała pęk tulipanów. Ślub był w porze roku stosownej, kwiecie nabyć się dało (nie potrzeba było wyciągać z lodówki). Poszła więc do ślubu jak zaplanowała, suknia i naręcze wielokolorowych tulipanów. Wyglądała przepięknie... Po mniej więcej 5 minutach Mszy snop wylądował na ławce obok i tam pozostał do końca uroczystości. Okazało się bowiem, że choć wygląda urzekająco - to jest po prostu ciężki, nieporęczny itd. I tak sobie kombinuję - tulipany o tyle wdzięczniejsze, że bez kolców, ale róże? Nie ułożone w wiązankę, więc zapewne plan był taki, że Laura miała nieść je luźno przerzucone przez ramię, jak moja bratowa swoje tulipany. Róże. Kolczaste. Ciężkie. Długie. Sztywne. JAK?!?!?!?!
                            • sanfran_84 Re: Adaaaaaaaaaaaaam 30.04.21, 14:31
                              kocynder napisała:

                              > No dobra, nie jestem florystką więc nie bić mnie proszę, ale... TE zdrewniałe ł
                              > odygi róż mię zaintrygowały. Nie na tyle, żeby się wygłupiać z wiankiem, nie. A
                              > le... Kwiat róży jest niejako... No, od dołu takie drewno, sztywny badyl, który
                              > wyżej przechodzi w bardziej giętkie "cuś" a na kilka (ok 3) am od "główki" kwi
                              > atu to się robi taka miękka jakby łodyżka. No i tak pomyślałam, że może Jadam t
                              > e "główki" różane poodcinał od zdrewniałych łodyg, te właśnie ok trzycentymetro
                              > we części miękkie? Uplótł z kabelka fi 0,5, coś jakby kabelkowy warkocz, i te k
                              > wiatki poutykał w splocie? Wciskając te miękkie końcówki między ściśle "ściągan
                              > e" warstwy kabelka? Nie, żeby to nabierało sensu, ale tak technicznie? Byłoby w
                              > ykonalne?

                              Po zaangażowaniu do pomocy wujka google w poszukiwaniu wianków z róż ciętych, na ekranie pojawiły mi się zdjęcia ładnych i zwiewnych kompozycji, w których w podstawę ukręconą z jakichś lekkich roślinek wtyka się właśnie same główki róż (kwiat plus parę cm łodyżki, by było czym się wmontować w wianek). To ma sens i wygląda faktycznie ładnie, ale w McD jedyną pozaróżaną częścią wianka był kabelek fi od Józefa, a i to chyba robił bardziej za wiązanie niż stelaż dla róż.

                              > Inna kwestia, że naówczas Józio musiałby w kieszeni garniaka mieć niezły kłąb t
                              > egoż kabelka, a to nie był jedyny duperel, jaki w tychże kieszeniach miał.
                              >

                              Oczami wyobraźni zobaczyłam Józefa z kieszeniami wypchanymi niczym u jucznego osła dobrem wszelakim - od kłębów kabelków po zestawy śrubokrętów.

                              > Poszła więc do ślubu jak zaplanowała, suknia i naręcze wielokolorowych tulipan
                              > ów. Wyglądała przepięknie...

                              Weźmy też pod uwagę, że tulipany są krótsze od róż ciętych i do tego, gdy są dobrej jakości (młode i jędrne), mają także bardzo ładnie wyglądające łodygi i liście, więc korzystny efekt zapewniony był przez całość roślinek, a nie tylko przez same kwiatki. W przypadku róż mamy kawał kolczastej, średnio atrakcyjnej łodygi plus ładny kwiat na jej zwieńczeniu. Gdyby Laura chciała zwiewnie nieść naręcze róż w ramionach, to i tak od frontu na pierwszy plan wysuwałyby się kilkudziesięciocentymetrowe badyle. Kto by patrzył od góry, to miałby lepszy widok.


                              bupu napisała:


                              > To albo Laura poszła do ołtarza w dziwacznym, ukwiecony
                              > m drapaku na głowie,

                              Skojarzenie z koroną cierniową, przynajmniej w moim wypadku, nie jest czysto złośliwe. Tak sobie właśnie wyobrażam wianek z róż ciętych (bez jakiejś innej podstawy) - kupa kolczastych, średnio uformowanych badyli, na tym kwiaty, gdzieniegdzie całość spina biały kabelek fi... Żeby był z tego wianek dookoła głowy, róż musiało być kilkanaście, co oznacza kilkanaście patyków, nawet przycięte nie mogły być zbyt mocno, żeby się nie rozsypały. Ważyć to swoje musiało.
                              • kocynder Re: Adaaaaaaaaaaaaam 30.04.21, 15:11
                                No właśnie kombinowałam, bo wiem, że róże na "bazie" jakiejś do wianków i owszem, się da. No to jakby właśnie z trzech kawałków tego kabelka zapleść warkocz? Dałoby się go poutykać takimi właśnie "główkami" kwiecia? Wiem, że scena przez to sensu nie nabierze, ale mnie ciekawi? Już nie czepiając się tego fi 0,5, gdyby to był taki, powiedzmy, jak kabel od ładowarki telefonicznej? No, trzy takie kabelki, zapleść w warkocz i w te splatane powtykać główki róż? Dałoby się? Znaczy w sensie czy miałoby to szanse się trzymać w kupie?

                                No w kwestii tego bukietu to właśnie mam same wątpliwości. No bo nawet te dużo lżejsze, krótsze i "miękksze" tulipany mojej bratowej (a naręcze było liczne, bo jak pamiętam chyba z 50 kwiatów) - były nieznośnie niewygodne. A tu takie wiecheć róż? Kolczastych. Długich. Ciężkich. Sztywnych. Jak to w ogóle dzierżyć? Na ramieniu? Ok, ale jak nie pozaciągać kolcami rękawka kiecki czy nie zadrapać delikatnej skóry przedramienia? Już mniejsza o wygląd...
                                • tt-tka Re: Adaaaaaaaaaaaaam 30.04.21, 15:36
                                  Moze te roze wcale nie byly przeznaczone na bukiet, tylko np do dekoracji kosciola albo do wreczania gosciom ? Bo Jadam koniec koncow wyjmuje z wanny JEDNA roze (najpiekniejsza !) i wrecza ja Laurze. A potem i tak wchodza na scene groszki cale w bieli...
                                  • sanfran_84 Re: Adaaaaaaaaaaaaam 30.04.21, 16:20
                                    tt-tka napisała:

                                    > Moze te roze wcale nie byly przeznaczone na bukiet, tylko np do dekoracji kosc
                                    > iola albo do wreczania gosciom ? Bo Jadam koniec koncow wyjmuje z wanny JEDNA
                                    > roze (najpiekniejsza !) i wrecza ja Laurze. A potem i tak wchodza na scene gro
                                    > szki cale w bieli...
                                    >

                                    Może Adam w ramach zapewnienia Laurze jako takiej decyzyjności wyciął wszystkie róże z plantacji i wrzucił je do wanny wyłącznie w jednym celu - żeby mogła sobie wybrać najpiękniejszą, a reszta miała pójść najpierw z powrotem do dostawczaka, potem na kompost ;)
                                    Olśniło mnie - czy to nie przypadkiem panicz Czyński kazał wyciąć wszystkie białe róże z ogrodu, gdy myślał, że jedzie się zabić na grobie Marysi? A potem obsypał Marysię kwiatami jak mu podeszły pod rękę? Może to naręcze białych róż miało nawiązywać do tej sceny?
                                    • bupu Re: Adaaaaaaaaaaaaam 30.04.21, 17:51
                                      sanfran_84 napisał(a):

                                      > Olśniło mnie - czy to nie przypadkiem panicz Czyński kazał wyciąć wszystkie bia
                                      > łe róże z ogrodu, gdy myślał, że jedzie się zabić na grobie Marysi? A potem obs
                                      > ypał Marysię kwiatami jak mu podeszły pod rękę? Może to naręcze białych róż mia
                                      > ło nawiązywać do tej sceny? https://i.iplsc.com/anna-dymna-i-tomasz-stockinger-w-filmie-znachor/0006IBES9LBS2WD3-C122-F4.jpg

                                      Panicz Czyński sypał różami pod marysine stopy, owszem, ale róże owe były w przepięknym odcieniu ciepłej, delikatnej żółci, wpadającej w odcień morelowy. Dowód rzeczowy:

                                      https://i.iplsc.com/anna-dymna-i-tomasz-stockinger-w-filmie-znachor/0006IBES9LBS2WD3-C122-F4.jpg

                                      Tak mnie te róże urzekły, że posadziłam w ogrodzie podobną.
                                      • sanfran_84 Re: Adaaaaaaaaaaaaam 30.04.21, 18:04
                                        bupu napisała:

                                        > Panicz Czyński sypał różami pod marysine stopy, owszem, ale róże owe były w prz
                                        > epięknym odcieniu ciepłej, delikatnej żółci, wpadającej w odcień morelowy.
                                        >

                                        Aaaaaa, czyli po prostu kazał wyciąć wszystkie róże z ogrodu, a mieli akurat takie ładne :)
                                        • bupu Re: Adaaaaaaaaaaaaam 30.04.21, 18:14
                                          sanfran_84 napisał(a):

                                          > bupu napisała:
                                          >
                                          > > Panicz Czyński sypał różami pod marysine stopy, owszem, ale róże owe były
                                          > w prz
                                          > > epięknym odcieniu ciepłej, delikatnej żółci, wpadającej w odcień morelowy
                                          > .
                                          > >
                                          >
                                          > Aaaaaa, czyli po prostu kazał wyciąć wszystkie róże z ogrodu, a mieli akurat ta
                                          > kie ładne :)

                                          Z oranżerii on wyciąć kazał, o ile dobrze pomnę.
                                    • ananke666 Re: Adaaaaaaaaaaaaam 02.06.21, 21:37
                                      Kwiaty. Nie będę cytować, bo byłoby za dużo tych cytatów.
                                      Powiem Wam tak: z kwiatam jest tu mnóstwo dziwolągów.
                                      1. Kwiatów do kościoła nie wozi się ot tak sobie, żeby wsadzić do wazonu. Wykonanie kompozycji, która będzie dobrze się prezentować przy ołtarzu zabiera i czas, i wysiłek, i dodatkowe materiały, że o umiejętnościach nie wspomnę. To jest bukiet albo kompozycja w gąbce florystycznej, wymaga albo starannego ułożenia i związania, zależnie od wymagań, bukietu okrągłego w układzie spiralnym lub jednostronnego - również zwykle w układzie spiralnym, albo przycięcia materiału i ułożenia kompozycji w gąbce umieszczonej w naczyniu. Przed wynalezieniem gąbek stosowało się inne środki, których opisem nie będę Was zanudzać, ale gąbka jest wyjątkowo praktyczna. Generalnie wymaga to czasu, a kwiaty muszą być odpowiednio przygotowane, czyli ścięte wcześniej, a jeśli kupione w opakowaniach - wypakowane, potem oczyszczone z niepotrzebnych liści i kolców w dolnych partiach i "napite" - stojące w wodzie przynajmniej kilkanaście godzin. Przywiezienie snopa róż tuż przed ślubem nie mieści mi się w głowie - wierzcie mi, to kompletny bezsens. Tak to sobie można ustawić kwiaty w mieszkaniu i będzie super. W kościele będzie to wyglądać źle, a nawet jeszcze gorzej.
                                      Pytanie za sto punktów: po co były te białe róże przyniesione przez Adama?
                                      - na bukiet Laury? Bezsens. Bukiet ślubny układa się starannie i nie na poczekaniu. Powinien być tak zrobiony, żeby nie tylko wyglądał, ale także był komfortowy dla panny młodej, powinien więc posiadać rączkę. Obecnie raczej rzadko używa się tzw. mikrofonu florystycznego, najczęściej rączką są łodygi ściśle owinięte wstążką dopasowaną do stroju oblubienicy, mocowaną najczęściej szpilkami.
                                      • ananke666 Re: Adaaaaaaaaaaaaam 02.06.21, 21:38
                                        - do kościoła? Też bezsens. Powody opisałam wyżej, a jest i dodatkowy - po co niby Jadam wnosiłby kwiaty do mieszkania Borejków? Żeby się gniotły, złapały wilgoć od zmian temperatury, co ma wyjątkowy urok zwłaszcza na białych kwiatach, najbardziej podatnych na wszystkie ślady od wody i uszkodzeń mechanicznych? Chyba że to takie hobby, bieganie z zielskiem.
                                        - do dekoracji ślubnej pokoju weselnego? Eeee... nie. Po prostu nie. Nie w tych czasach, nie o tej porze, nie do kiecy operowej i tortu z różami i motylami.
                                        • ananke666 Re: Adaaaaaaaaaaaaam 02.06.21, 21:39
                                          Wianek. Nigdy nie robiłam wianka z dużych róż. Jedno jest pewne. Te róże ni diabła się do tego nie nadają. Taki wianek byłby i ciężki (wspomniany był snop róż, czyli prawdopodobnie róża wielkokwiatowa, o dużych, ciężkich kwiatach i grubych, sztywnych łodygach), i trudny do zrobienia, i piekielnie niewygodny. Bez drutu florystycznego, taśmy florystycznej, kleju i wstążki, która ochroni czoło młodej - umarł w butach. Żaden kabelek nie zastąpi takiego drutu, który raz wygięty trzyma kształt. Generalnie wianki robi się techniką wicia - owija się czymś łodygi, dokładając kolejno kwiaty i znów owijając, itd. Albo będzie zabawa z nacinaniem łodyg, żeby ten kabel zwyczajnie z łodygi nie zjechał i pójdą na to metry, całość będzie sztywna, drapiąca i bardzo ciężka, albo ten interes się rozleci, przy czym obstawiam to drugie. O ile róże można bez problemu starannie wyczyścić z kolców zwykłym nożem kuchennym, o tyle pomysł przycinania takich róż nożyczkami do paznokci budzi wyłącznie dziki śmiech. To już zwykłe biurowe byłyby lepsze, że o użyciu noża nie wspomnę. Ogólnie pomysł równie kosmiczny jak plastikowe konwalie do welonu.
                                          Podobnie słaby jest pomysł robienia na poczekaniu wianka z frezji dla Deroci - te kwiaty są kruche. W grę wchodzi wyłącznie owijanie - np. taśmą florystyczną albo drucikiem, zaplatanie frezji można sobie wybić z głowy. Ułożyłam dziesiątki frezjowych bukietów i kompozycji w naczyniach - chwila nieuwagi i kwiat się łamie.
                                          Wierzcie mi, wiem co mówię, hobbystycznie skończyłam szkołę florystyczną, przepracowałam parę lat w kwiaciarniach, do dziś kilka razy w miesiącu wpadam na parę godzin do kwiaciarni na dodatkowy weekendowy zarobek, a aktualnie przez dwa tygodnie zastępuję na giełdzie kwiatowej koleżankę, która na niewinnym spacerze zaliczyła wypadek z uszkodzeniem kolana. Nie jest to może wiele, znam osoby, które w kwiatach siedzą od ćwierćwiecza i dłużej, ale pewne doświadczenie mam. Dość, żeby docenić dziwactwa tych opisów. Jasne, że kiedyś pewnych ułatwień nie było, ale prędzej użyłabym do produkcji wianka rafii albo sznureczka, ba! zwykłego kordonka niż kabla.
                                          Nie bardzo też wierzę w sprzedawanie daglezjowych róż do Holandii. Holendrzy miotają swoim towarem po całej Europie i dalej, a dysponują raczej hektarami szklarni niż pawilonem dla róż.
                                          • ananke666 Re: Adaaaaaaaaaaaaam 02.06.21, 21:41
                                            Zapomniałam dopisać, że normalny człowiek wianek układa na stelażu, również z drutu... żeby chociaż trochę ułatwić sobie życie.
                                            • tt-tka Re: Adaaaaaaaaaaaaam 02.06.21, 23:01
                                              Dziekujemy za glos fachowca :)

                                              tylko cichutko napomkne, ze te roze byly wysylane do Norwegii, Holandia wziela sie z fika Zlej.m. Co bezsensu wcale nie zmniejsza, Skandynawia kwiecie tez nie z Polski importuje.
                                              • ananke666 Re: Adaaaaaaaaaaaaam 03.06.21, 15:33
                                                tt-tka napisała:

                                                > tylko cichutko napomkne, ze te roze byly wysylane do Norwegii, Holandia wziela
                                                > sie z fika Zlej.m. Co bezsensu wcale nie zmniejsza, Skandynawia kwiecie tez nie
                                                > z Polski importuje.

                                                Gdzieś mi zapadła ta Holandia, a nie chciało mi się sprawdzać w nielubianej książce. Szczerze - pojęcia nie mam, czy Skandynawowie biorą polskie kwiaty, czy nie. Sezon na polskie róże rozpoczęty, może i biorą. Główne kierunki importu jednak to Holandia, Ameryka Południowa i Afryka.
                                                • tt-tka Re: Adaaaaaaaaaaaaam 03.06.21, 15:50
                                                  Sezon na polskie roze rozpoczety, ale pan Gruszka ekspediowal te trzysta (a moze trzy tysiace, nie pamietam) roz do Norwegii w koncu grudnia ! miedzy slubem a weselem.
                                                  • ananke666 Re: Adaaaaaaaaaaaaam 03.06.21, 20:36
                                                    tt-tka napisała:

                                                    > Sezon na polskie roze rozpoczety, ale pan Gruszka ekspediowal te trzysta (a moz
                                                    > e trzy tysiace, nie pamietam) roz do Norwegii w koncu grudnia ! miedzy slubem a
                                                    > weselem.

                                                    Nie, no polska róża też jest dostępna w uprawie całorocznej, tyle, że jest ich zwykle mniej i w zimie kwiaciarnie często decydują się na większość kwiatów importowanych. Są w podobnej cenie, bywa, że tańsze, a często mają większy pąk. Pierwsza kwiaciarnia, z którą miałam styczność, w zimie stała Holandią.

                                                    Przypuszczam, że do Norwegii poszły raczej tysiące. 300 to akurat jedna dostawa do średnio dużej, złupionej z towaru kwiaciarni. W przeciętnym wazonie stoi po 20, a są i takie, w których mieści się po 50. W zaprzyjaźnionej kwiaciarni norma to 3 kolory róży długiej, 4-5 średniej i 4-6 krótkiej. Towar sprowadzają głównie z Kolumbii i róże przychodzą w paczkach po 25 szt., pakowane "w pięterko" (rząd dłuższych, na nich ułożone krótsze, następny rząd znów dłuższe, górna część paczki zabezpieczona kartonem). Długie i średnie stoją po 25, krótkie po 50 szt. Przy wypełnionych wazonach daje to ok. 400 róż, a w ruchliwe dni przed pandemią bywało więcej. Plus oczywiście inne kwiaty i rozmaite ozdobne zielsko.
                                                    Setka róż to takie uzupełnienie towaru do niedużej kwiaciarenki.
                                                  • ananke666 Re: Adaaaaaaaaaaaaam 03.06.21, 20:59
                                                    Dla zabawy policzyłam sobie, ile właściwie zajmuje miejsca ta dostawa do Norwegii. Na jeden wózek giełdowy wchodzi co najmniej tysiąc średnich róż. Konkretnie to 1080 róż z dużym pąkiem, 1350 z mniejszym (27 hoboków x 40 lub 50 róż). Albo np. 1280 krótkich (16 hoboków x 40 róż) plus 360 średnich (9 hoboków x 40 róż), przy założeniu, że to róże z przynajmniej średnim pąkiem i więcej do pojemnika nie wejdzie. Czyli 2-3 wózki. Za dużo tego to nie było...
                                                  • tt-tka Re: Adaaaaaaaaaaaaam 03.06.21, 22:16
                                                    Ale zwaz, ze pan Gruszka sam je ekspediowal i to nie wiadomo czym, ta furgonetka do wozenia workow z nawozem ? A przedtem trzeba bylo poscinac, posegregowac, popakowac i tez nie wiadomo, w ile osob, jeden robol, czyli Jadam, wlasnie wojazuje do Wilna...
                                                    Pi.asia kiedys wyliczala, ile z tym czasowo bylo roboty i wyszlo, ze doba pana Gruszki ma co najmniej 40 godzin, zwlaszcza ze to bylo tuz po swietach, 28 zdaje sie.
                                                  • ananke666 Re: Adaaaaaaaaaaaaam 03.06.21, 23:24
                                                    Wyekspediowanie to pikuś, jeżdżą na wózkach właśnie. Zabezpieczonych oczywiście. Wózek wygląda jak baaardzo pojemna szafa bez ścianek i drzwi, jedna osoba zapakuje kilka takowych bez problemu.
                                                    Jeśli jednak Daglezja będzie zbierać zamówienia pod możliwości pana Gruszki, to za dużo nie zarobi...
                                                  • tt-tka Re: Adaaaaaaaaaaaaam 03.06.21, 23:35
                                                    Ok, ale na lotnisko trzeba w czyms/jakos te bardzo pojemna szafe dostarczyc. A pan Gruszka dysponuje furgonetka...
                                                    Oraz - poprzedniego dnia byl slub panicza i niedziela zarazem, a przed niedziela dwa dni swiat. personel raczej sie w pracy nie stawil. To co, pan Gruszka sam jeden scinal, sortowal i pakowal ?
                                                  • ananke666 Re: Adaaaaaaaaaaaaam 04.06.21, 13:42
                                                    Odmawiam odpowiedzi, w mojej wyobraźni się to nie mieści.
                                                    Furgonetka się do tego nie nadaje, w żaden żywy sposób nie wepchnie tego bez pomocy dodatkowego oprzyrządowania. Iglaków czy innych katalp też raczej nie wożą furgonetką, ileż tam by tego wlazło, tyle co nic. Obstawiam raczej większy pojazd i wózek widłowy.
                                                    Może pan Gruszka istnieje w kilku osobach i nie sypia.
                                                  • mika_p Re: Adaaaaaaaaaaaaam 04.06.21, 15:14
                                                    > Obstawiam raczej większy pojazd i wózek widłowy.

                                                    Jeszcze może być kontener 8-paletowy z windą, to jeszcze nie są cieżarówki i normalnie z prawem jazdy B można tym jeździć, widlaka nie trzeba do załadunku, skoro ładowane coś ma kółka.
                                                    Tylko nie wiem, czy to tez się nazywa furgonetką, użytkownicy na jedno i drugie mówią po prostu bus
                                                  • ananke666 Re: Adaaaaaaaaaaaaam 05.06.21, 00:25
                                                    Wierzę na słowo. Z samym transportem nie mam w zasadzie nic wspólnego, zależnie od miejsca i ilości towar podstawiają na wózkach albo zwyczajnie przywożą w paczkach/hobokach/kartonach. Pod samym wejściem na halę giełdy widuję tylko ciężarówki największego importera, reszta parkuje gdzieś dalej. Odliczam dni do końca zastępstwa, jeszcze 10 i spadam z giełdy w podskokach, wolę spać w nocy i nie na raty...
                                      • mika_p Re: Adaaaaaaaaaaaaam 03.06.21, 00:26
                                        > Pytanie za sto punktów: po co były te białe róże przyniesione przez Adama?

                                        Ha! Olśniło mnie!

                                        " - Pruł z wielką szybkością od Rynku Jeżyckiego i wiózł snop, po prostu SNOP
                                        czerwonych róż!
                                        - Ciekawostka - mruknęła Patrycja. - O której to było?
                                        - Jak szłam na fakultet. O dziesiątej rano.
                                        - Baltona wiózł snop róż jakiejś babie! - powtórzyła Patrycja"

                                        "Motocykl lśnił, wypucowane części obudowy rzucały srebrzyste błyski, a Baltona mknął w dal, wioząc za sobą kolosalny snop gerber wielkich jak spodki, koloru szkarłatnego."

                                        "- Snop gerber czerwonych. Ktoś go tu przyniósł dla ciebie, tata odebrał. Nie widziałaś? Stoi u nas w pokoju.
                                        Snop gerber czerwonych!!! - Patrycji zabłysło w głowie skojarzenie, tak jakby
                                        zapalił się tam neonowy napis: BALTONA. Runęła dziko do swego pokoju, gdzie też
                                        dopiero teraz dostrzegła wiaderko plastykowe, a w nim snop czerwonych kwiatów,
                                        oparty o nogę biurka"


                                        Czyż Adam gorszy od Baltony i Marcelka? Też przywiózł snop
                                        • ananke666 Re: Adaaaaaaaaaaaaam 03.06.21, 15:15
                                          mika_p napisała:

                                          > Czyż Adam gorszy od Baltony i Marcelka? Też przywiózł snop

                                          Nawiasem mówiąc ten "snop" gerber w rzeczywistości wcale nim nie jest. Faktycznie w hoboku (to prostokątny, bardzo stabilny pojemnik do przechowywania i transportu roślin ciętych) może to wyglądać jak snop, jednak gerbery pakuje się po 10-25 szt. i nijak inaczej. Dotyczy to gerber mini (lubię), te duże (których szczerze nie cierpię) w ogóle wozi się ułożone płasko na kartonowej podstawce. Wiązanie ich w "snop" równa się pogniecione płatki i całkiem możliwe, że i połamane łodygi. To nie jest szczególnie odporny kwiat. Kilka takich paczek faktycznie wygląda jak snop. Zaznaczmy przy tym, że przeciętna paczka gerber, czyli 10 szt., wygląda raczej jak dość cienka w sobie wiązeczka niż jak snop. Już widzę ten snop u Patrycji, 6x 10 szt., romantycznie powiązanych gumką kapeluszówką. Jedna paczka wybrakowana, żeby wypadło nieparzyście, w Polsce tradycyjnie parzystą liczbę kwiatów daje się na pogrzeb. I faktura z serduszkiem do tego.
                                          No i ciekawe, jak też wiózł ten snop. Harley raczej nie ma stosownego na to miejsca.


                                • sanfran_84 Re: Adaaaaaaaaaaaaam 30.04.21, 15:50
                                  kocynder napisała:

                                  > No właśnie kombinowałam, bo wiem, że róże na "bazie" jakiejś do wianków i owsze
                                  > m, się da. No to jakby właśnie z trzech kawałków tego kabelka zapleść warkocz?
                                  > Dałoby się go poutykać takimi właśnie "główkami" kwiecia? Wiem, że scena przez
                                  > to sensu nie nabierze, ale mnie ciekawi? Już nie czepiając się tego fi 0,5, gdy
                                  > by to był taki, powiedzmy, jak kabel od ładowarki telefonicznej? No, trzy takie
                                  > kabelki, zapleść w warkocz i w te splatane powtykać główki róż? Dałoby się? Zn
                                  > aczy w sensie czy miałoby to szanse się trzymać w kupie?

                                  Dać, pewnie by się dało, przy odpowiedniej ilości kabelka. Pytanie, jak to zrobić, żeby nikt, patrząc na pannę młodą nie myślał "czy ona ma na głowie zapleciony kabel?". Pewnie gęsto by trzeba było róże poupychać, kabelek zasłonić, jakoś to ułożyć, żeby kwiatki nie wisiały w każdą stronę każdy sobie, razem z resztą łodygi pozostawić jakieś listki, co by lepiej kryły kabel. Tylko co by zasłoniło te końcówki od róż? W znalezionych przeze mnie wiankach to wszystko się chowało w obręcz z roślinek. A, właśnie - obręcz. Coś musiałoby zrobić sztywną obręcz, albo kabelek byłby wystarczająco gruby i sztywny, albo jednak więcej łodyg trzeba by było wpleść w całość, żeby to one konstrukcję trzymały. Dosyć luźny kabel jak od ładowarki raczej by był mało stabilny i podczas ruchu całość by się odkształcała.
                                  No i przede wszystkim - żeby nie wiem jaki był z Adama florysta, to na pewno nie byłoby zajęcie na kilka minut, trzeba by było z tym powalczyć dłużej, żeby mogło godnie wyglądać na głowie Laury. A w McD tak to przedstawiono, że on zaplótł wianek podczas gdy Laurę obleczono w garsonkę, a nawet po i trwało to dosłownie chwilę moment.

                                  > Ok, ale jak nie pozaciągać kolcami rękawka kiecki czy nie zadrapać
                                  > delikatnej skóry przedramienia? Już mniejsza o wygląd...
                                  >

                                  Zakładając, że plan Laury by się ziścił i poszłaby z naręczem w pompadurze... To przez całą uroczystość odczepiałaby poszczególne warstwy materiałów wszelakich od kolców. A jakby się razem złapały koronki z sukni i welon, to by dopiero było...
                                  • kocynder Re: Adaaaaaaaaaaaaam 30.04.21, 16:11
                                    "Zakładając, że plan Laury by się ziścił i poszłaby z naręczem w pompadurze... To przez całą uroczystość odczepiałaby poszczególne warstwy materiałów wszelakich od kolców. A jakby się razem złapały koronki z sukni i welon, to by dopiero było..."
                                    No więc właśnie. Skoro Larwa tak pedantycznie wszystko obmyślała i przygotowała, zaplanowała, tak co do milimetra, że tu postawi prawą stópkę a tu lewą, tu półobrót itd. No to jak ona do tej Pompadury widziała naręcze róż? Z punktu widzenia:
                                    a/. praktycznego,
                                    b/. stylowego,
                                    c/. estetycznego.
                                    Bo tak:
                                    a/. praktyczność.
                                    Róże długie, ciężkie, kolczaste. Nieporęczne. Podkreślę nie mówimy tu o wiązance z takowych, która i owszem, może być poręczna, a o wiechciu luzem.
                                    b/. stylowość.
                                    Poleciałam wujkiem Google. Do Pompadury, według portretów itepe mamy albo cuś maleńkiego (jakieś groszki, fiołeczki czy takie tam, malutkie pikusie), albo róże króciutkie w liczbie trzy, albo też wiązanka typu "kaskadowa", taka zwisająca, z kwiatami poutykanymi na zieleni. To ten snop róż taki więcej ni w pięć ni w dziewiętnaście...
                                    c/. estetyczność
                                    Panna młoda szamocąca się z kolcami drapiącymi jej ręce, zaciągającymi koronki kiecki, rozsypującymi się badylami nie ma opcji wyglądania ładnie.
                                    • sanfran_84 Re: Adaaaaaaaaaaaaam 30.04.21, 16:27
                                      kocynder napisała:

                                      > No więc właśnie. Skoro Larwa tak pedantycznie wszystko obmyślała i przygotowała
                                      > , zaplanowała, tak co do milimetra, że tu postawi prawą stópkę a tu lewą, tu pó
                                      > łobrót itd. No to jak ona do tej Pompadury widziała naręcze róż?

                                      Mam wrażenie, że ona widziała pompadurę osobno, resztę - od welonu począwszy na mężu i weselu skończywszy - osobno. Tzn. pani Musierowicz tak ją napisała, że to się razem nie składało w całość.

                                      > (jakieś groszki, fiołeczki czy takie tam, malutkie pikusie)

                                      Są groszki! Może Mila widząc, co wyczynia Laura, jako jedyna próbowała skomponować coś do czegoś. Dopasowała przynajmniej kwiaty do sukni i kombinowała, jak tu zaproponować je Laurze zamiast łodygowatych róż. Sprawa odjeżdżającej kreacji i wynikające z niej histerie były dla niej wybawieniem: mogła roztrzęsionej, bezwolnej dziewczynie wcisnąć łzawą historię o rodzinnej tradycji.
                                      • kocynder Re: Adaaaaaaaaaaaaam 30.04.21, 17:08
                                        Yyy... Ale jak groszki wkroczyły na scenę to pompadury już nie było, a do pikowego truchła to lepiej by była chyba samotna róża... Znaczy bardziej stylowo? Bo kostiumik z piki to ja myślę jakaś garsonka, coś w styli Jackie Kennedy. (Błagam, niech nikt nie oczekuje, że znajdę uzasadnienie jakim cudem kostiumik z malutkiej jak ptaszek Mili ma długą spódnicę na strzelistej i wysokiej Laurze! Jedyne rozwiązanie jakie znalazłam to, że Laura spódnicę od kostiumu ma założoną gdzieś na wysokości połowy ud, a strefy intymne przesłoniła zamotaną fantazyjnie chustą czy czymś takim.). No to tu by mi się lepiej komponowała samotna róża, najpiękniejsza z wszystkich, niż smętne zamrożone groszki... No, chyba, że WCZEŚNIEJ MM by o tych groszkach napisała, że Milicja miała groszki, bo jej matka biologiczna, nie Gizela znaczy, a Makowska (jak jej było na imię nie pomnę?) groszki uwielbiała, i dlatego, nawet i napisać, że Gaba nie, ale to dlatego, że czasy takie były i nie można było, ale że żałowała, ale już pozostałe panny Borejko, właśnie groszkami majtały, bo gdyż. No, ale MM nie planowała groszków pisząc o ślubach wcześniej, więc jak wszystko ostatnio dosmarowała na kolanie co tam jej do głowy przyszło nijak się nie troszcząc jak to pasuje do wcześniejszych tomów i czy ma sens...
                                        • sanfran_84 Re: Adaaaaaaaaaaaaam 30.04.21, 17:56
                                          kocynder napisała:

                                          > Yyy... Ale jak groszki wkroczyły na scenę to pompadury już nie było, a do pikow
                                          > ego truchła to lepiej by była chyba samotna róża...

                                          Tak, ale gdy Mila nabyła groszki, to (chyba ;)) jeszcze nie wiedziała, że Bernard uwiezie suknię w siną dal, w końcu trzymała je w tej lodówce czy innej zamrażarce. Więc musiała ją planować do pompadury, świetnie pasująca na Laurę i w rewelacyjnym stanie 50-letnia garsonka babci objawiła się później. Moim zdaniem tradycja zrodziła się w tym samym momencie - groszki wyszły MM spod klawiatury razem z Jackie Kennedy, czy tam Grace Kelly.
                                          • bupu Re: Adaaaaaaaaaaaaam 30.04.21, 18:10

                                            > Tak, ale gdy Mila nabyła groszki, to (chyba ;)) jeszcze nie wiedziała, że Berna
                                            > rd uwiezie suknię w siną dal, w końcu trzymała je w tej lodówce czy innej zamra
                                            > żarce.

                                            A tam nie wiedziała. Oni uknuli zbiorowy spisek antytygrysi! No bo jak wyjaśnić to, że Laura musiała jechać po kieckę z Bernardem, chociaż gdy wychodziła w lokalu pod Roosevelta 5 znajdowali się jej matka oraz ojczym, oboje dysponujący pojazdami mechanicznymi i żadne z nich nie ruszyło zadka, ani nawet nie zasugerowało podwózki? TO BYŁ SPISEK!!!
                                          • kocynder Re: Adaaaaaaaaaaaaam 30.04.21, 18:21
                                            A tak z ciekawości: Mila WIEDZIAŁA jakąż to kiecę sobie FSO Syrenka zaprojektowała? Ktokolwiek poza krawcową i samą panną (oraz w ostatnim momencie Magdą) to cudo oglądał przed uwiezieniem "wsinądal"? Znaczy czy Mila wiedziała, że to będzie Pompadura, czy miała to w... Nosie, bo se groszki wymyśliła i finnito? Bo gdyby Laura sobie zaplanowała coś w stylu sukni ślubnej Diany Spencer (wiem, obecnie szczyt kiczu, ale WTEDY to było marzenie prawie każdej panny i szczyt mody) to te groszeczki by pasowały jak wół do kożucha... A mam takie wrażenie, że tam nie tylko nikt tej kreacyi nie widział na oczy ale nawet się tąże kreacyją nikt specjalnie nie interesował. I w sumie co tu się dziwić Jaśniepanu Jadamowi, skoro rodzinne baby, a tych jest multum, mają w zadkach kieckę panny młodej, to mógł on nabrać przekonania, że to nieważny detal...
                                            • bupu Re: Adaaaaaaaaaaaaam 30.04.21, 18:57
                                              kocynder napisała:

                                              > A tak z ciekawości: Mila WIEDZIAŁA jakąż to kiecę sobie FSO Syrenka zaprojektow
                                              > ała? Ktokolwiek poza krawcową i samą panną (oraz w ostatnim momencie Magdą) to
                                              > cudo oglądał przed uwiezieniem "wsinądal"? Znaczy czy Mila wiedziała, że to będ
                                              > zie Pompadura, czy miała to w... Nosie, bo se groszki wymyśliła i finnito?

                                              Tam cała rodzina solidarnie ma w... pompie detale ślubu Laury. Nikt, nawet a zwłaszcza mamusia panny młodej, tam nie pyta o to jak ta kiecka wygląda, jakie kwiaty, co z dekorem kościoła... Wzmiankowana mamusia maże po kartce pier... no jakby to elegancko, zapisuje, że ślub w Kostrzynie, ale ma wywalone na to, czy córka ma jak dotrzeć do fryzjerki i od niej wrócić, czy ma jak przywieźć suknię, czy i kiedy odebrać ten cholerny tort... Poczucie winy tylko potrafi wzbudzać, do tego zdatna, ale do niczego innego, małgerytka jedna.
                                              • kocynder Re: Adaaaaaaaaaaaaam 30.04.21, 19:14
                                                Nie, no mamunia cierpi. I jest spostponowana straszliwie uzurpatorem Gruszką, bo wszak ona z notesikiem przyszła. I jej cierpienie jest słuszne i ogromne, albowiem ciężkie miała całe życie i miliony strasznych przejść.
                                                Ale właśnie... Nikt? Żadna z ciotek? Babunia? Siostrzyczka? Kuzynki? Kurde, NIKT?!?!?! To ja jakaś głupia jestem... Jak mi kumpela z pracy w przerwie rzuciła, że w weekend ma ślub siostry to, kurde, tonem towarzyskiej konwersacji nad kanapką z żółtym serem i ogórkiem zapytałam gdzie, czy nie żałuje, że bez wesela, bo pandemia, i jaką ma kieckę. Koleżankę. Z którą mijając się na schodach wymieniam "dzień dobry", a ze dwa razy w tygodniu pogadamy kwadrans w przerwie śniadaniowej o pogodzie czy inne small-talkowe tematy. A tu ślubować ma wnuczka/córka/siostra/siostrzenica/kuzynka i nikt nic? Ani o weselu, ani o samym ślubie? Serio?
                                            • pi.asia Re: Adaaaaaaaaaaaaam 04.05.21, 14:10
                                              kocynder napisała:

                                              > A tak z ciekawości: Mila WIEDZIAŁA jakąż to kiecę sobie FSO Syrenka zaprojektow
                                              > ała? Ktokolwiek poza krawcową i samą panną (oraz w ostatnim momencie Magdą) to
                                              > cudo oglądał przed uwiezieniem "wsinądal"? Znaczy czy Mila wiedziała, że to będ
                                              > zie Pompadura, czy miała to w... Nosie, bo se groszki wymyśliła i finnito?

                                              Ja w sprawie groszków.
                                              Otóż otwartym tekstem (słowami Mili) mamy napisane, że groszki "Akurat były w kwiaciarni. W grudniu!"
                                              Pytanie nr 1.
                                              KIEDY Mila nabyła te groszki? Jest niedziela, 27 grudnia. Jakoś trudno mi wyobrazić sobie kwiaciarnie otwarte przez Święta i dzień po. No ale może. W każdym razie groszki trochę leżały w tej lodówce.
                                              Pytanie nr 2.
                                              Kiedyś już pisałam, że uprawa groszków w cieplarni to nieporozumienie nie tylko finansowe, ale też sprawa praktycznie niemożliwa do wykonania. Groszki zakwitają w 3 miesiące po wysiewie, wytwarzają góra 10-12 łodyżek z kwiatkami, a muszą mieć cały czas ciepło. Już widzę ogrodnika, który ogrzewa szklarnię przez kilkanaście tygodni, żeby zebrać kilkadziesiąt łodyżek nadających się do handlu.

                                              Pomysł z groszkami realny był latem, podczas ślubu Mili. W grudniu NIE DA się go obronić.



                                              • tt-tka Re: Adaaaaaaaaaaaaam 04.05.21, 14:40
                                                pi.asia napisała:


                                                > Ja w sprawie groszków.
                                                > Otóż otwartym tekstem (słowami Mili) mamy napisane, że groszki "Akurat były w k
                                                > wiaciarni. W grudniu!"
                                                > Pytanie nr 1.
                                                > KIEDY Mila nabyła te groszki? Jest niedziela, 27 grudnia. Jakoś trudno mi wyobr
                                                > azić sobie kwiaciarnie otwarte przez Święta i dzień po. No ale może.

                                                Moze. Z tym ze Milicja tego 27 nie wychodzila z domu. Tkwi tam od rana i przez caly czas. Czyli kwiatki swoje musialy przelezec w szufladzie lodowki. W swieta, kiedy zarcia jest wiecej niz pelno i ani skrawka wolnego miejsca w chlodziarce. I nikt ich nie widzial, choc do tej lodowki siega kto chce, lacznie z osobami, ktore tam nie mieszkaja (Jozwa z kielbasa).


                                                > Kiedyś już pisałam, że uprawa groszków w cieplarni to nieporozumienie nie tylko
                                                > finansowe, ale też sprawa praktycznie niemożliwa do wykonania. Groszki zakwita
                                                > ją w 3 miesiące po wysiewie, wytwarzają góra 10-12 łodyżek z kwiatkami, a muszą
                                                > mieć cały czas ciepło. Już widzę ogrodnika, który ogrzewa szklarnię przez kilk
                                                > anaście tygodni, żeby zebrać kilkadziesiąt łodyżek nadających się do handlu.

                                                Co, Amburki nie byloby stac na ogrzewanie szklarni przez kwartal ? moze placila na wage zlota (liczymy wage ogrodnika, nie groszkow !), zeby tylko wcisnac Larwie to, co se wymyslila :P


                                          • tt-tka Re: Adaaaaaaaaaaaaam 01.05.21, 10:07
                                            sanfran_84 napisał(a):


                                            > Tak, ale gdy Mila nabyła groszki, to (chyba ;)) jeszcze nie wiedziała, że Berna
                                            > rd uwiezie suknię w siną dal, w końcu trzymała je w tej lodówce czy innej zamra
                                            > żarce. Więc musiała ją planować do pompadury, świetnie pasująca na Laurę i w re
                                            > welacyjnym stanie 50-letnia garsonka babci objawiła się później.

                                            A tam nie wiedziala. Ja jestem pewna, ze unicestwienie kiecki bylo zaplanowane (niekoniecznie przy uzyciu Bernarda, on sie sam napatoczyl z wlasciwym sobie talentem), a kostiumik i groszki przygotowane zawczasu i to z duzym wyprzedzeniem.

                                            PS zajrzyj do watku "Kto po kim" :)

                                            _
                                            Kompromis - PiS ma wypierdalac. Ale moze to zrobic nie w podskokach
                                            • sanfran_84 Re: Adaaaaaaaaaaaaam 03.05.21, 23:08
                                              tt-tka napisała:

                                              > A tam nie wiedziala. Ja jestem pewna, ze unicestwienie kiecki bylo zaplanowane
                                              > (niekoniecznie przy uzyciu Bernarda, on sie sam napatoczyl z wlasciwym sobie ta
                                              > lentem), a kostiumik i groszki przygotowane zawczasu i to z duzym wyprzedzeniem
                                              > .

                                              Przepraszam, ledwom dobiegła do kompa ;) Jeśli chodzi o teorię, że Mila to z Bernardem ugadała odpowiednio wcześniej, to pamiętam :)

                                              kocynder napisała:

                                              > A tu ślubować ma wnuczka/córk
                                              > a/siostra/siostrzenica/kuzynka i nikt nic? Ani o weselu, ani o samym ślubie? Se
                                              > rio?
                                              >

                                              Tu z kolei musimy pamiętać, iż cała akcja z suknią ma służyć MORAŁOWI. A ten jest taki, że gdy jest ślub, to liczy się jeno mąż, a nie jakieś tam fatałaszki i można bez problemu pobiec do ołtarza w gieźle, bo i tak najważniejsze, że nie będzie się singielką i będą ramiona do wypełnienia. Dlatego uduchowione osoby, mające więcej pojęcia o życiu, niż Laura, mają w głębokim poważaniu wszelkie pompadury, a histerię z nich wywodzącą się, uznają za gnębienie biednej, umęczonej, udręczonej Gabrieli, nic poza tym.
                                              Zwróćcie też uwagę na to, kto właściwie widział suknię: Laura, Magda (nie do końca pozytywne bohaterki) krawcowa operowa. Wszystkim innym, nawet Bernardowi, jej widok jest oszczędzony.
                                              • pi.asia Re: Adaaaaaaaaaaaaam 04.05.21, 14:39
                                                sanfran_84 napisał(a):


                                                > Zwróćcie też uwagę na to, kto właściwie widział suknię: Laura, Magda (nie do ko
                                                > ńca pozytywne bohaterki) krawcowa operowa.

                                                Zajrzałam do źródła i znalazłam coś ciekawego.

                                                Kostium babci, bardzo ładnie skrojony i elegancki, leżał na pannie młodej całkiem
                                                nieźle, choć żakiet był troszkę za luźny. Spódnica lekko obwisała i sięgała Laurze prawie do
                                                kostek, całość jednak, zdaniem Magdusi, wyglądała nadspodziewanie dobrze i stylowo


                                                Czyli widzimy Laurę oczami Magdy, która w tej scenie kreowana jest tu nieomal na arbiter elegantiarum.
                                                Ale niestety wcześniej magdusiowy gust i reakcje pasują raczej do kilkulatki. Oto zachwyt Magdy na widok wystrojonej Laury i jej sukni: - Jest cudna! Cudna! (...)Laura wyglądała jak królewna!

                                                Widać, że Magda zachwyca się ciuchami bezrefleksyjnie , toteż zwrot "nadspodziewanie dobrze" oznacza dokładnie to, co Forum już dawno ustaliło: na ślubny strój Laury składała się wisząca jak worek spódnica i niedopasowany żakiet.
                                                • sanfran_84 Re: Adaaaaaaaaaaaaam 04.05.21, 17:43
                                                  pi.asia napisała:


                                                  > Widać, że Magda zachwyca się ciuchami bezrefleksyjnie , toteż zwrot "nadspodzie
                                                  > wanie dobrze" oznacza dokładnie to, co Forum już dawno ustaliło: na ślubny stró
                                                  > j Laury składała się wisząca jak worek spódnica i niedopasowany żakiet.

                                                  "Nadspodziewanie dobrze" może być też takim grubymi nićmi szytym eufemizmem, który to ma pocieszyć i uspokoić histeryzującą pannę młodą (na słowa "Wiesz... Ta spódnica trochę na tobie wisi" mogłaby się rozpocząć akcja łazienka 2.0). Zwłaszcza, że pocieszającą jest tu niby winowajczyni utraty sukni, więc tym bardziej jej zależy, żeby Laura już nie płakała. Tak jakoś jak się zestawi entuzjazm na widok "księżniczki" z "nadspodziewanie dobrze", to jednak widać pewien dystans w tym drugim przypadku. Chyba, że Magda, tak jak Laura, miała doznać olśnienia, że e tam te strojne suknie, można też ładnie i stylowo wyglądać w skromnym giezełku.
                                                  Po prostu jakoś nie pasuje mi nagle robienie przez MM z Magdy arbitra elegancji, jak wcześniej z niej zrobiła frytkopożeraczkę i poezjonielubkę, która nie rozumiała (!) Dmuchawca, napastowała dziewiczego Józina, zachwycała się pompadurą, źle zajmowała się obcym dzieckiem, nawet u Gabrysi wzbudziła jakieś tam poczucie winy, bo na nią patrzyła odważnym wzrokiem na peronie, czy coś (a Gabrieli w nic wpędzać nie wolno, wiadomo) :)
                                                • bupu Re: Adaaaaaaaaaaaaam 04.05.21, 17:50
                                                  pi.asia napisała:


                                                  > Widać, że Magda zachwyca się ciuchami bezrefleksyjnie , toteż zwrot "nadspodzie
                                                  > wanie dobrze" oznacza dokładnie to, co Forum już dawno ustaliło: na ślubny stró
                                                  > j Laury składała się wisząca jak worek spódnica i niedopasowany żakiet.


                                                  Na dodatek Magdę dręczył nieco wyrzut sumienia z powodu uwiezionej przez Bernarda Pompadury, więc nie da się wykluczyć, że bardzo starannie sobie wmówiła, że w sumie nic się nie stało, bo Larwa w zabytku po babuni wyglada psiepięknie, żeby ów wyrzut zmniejszyć. Mimo, iz prawda o wyglądzie Larwy była zgoła odmienna.
                                                  • tt-tka Re: Adaaaaaaaaaaaaam 05.05.21, 19:15
                                                    Zwlaszcza ze ta ocena brzmiala doslownie "nadspodziewanie ladnie i stylowo :) :) :)

                                                    No sorry, warkocz, niedopasowany kostium z lat 50-tych, buty od pompadury oraz kolczasty i nasuniety na brwi wieniec - to nie ma prawa ani mozliwosci wygladac stylowo
                                                  • bupu Re: Adaaaaaaaaaaaaam 05.05.21, 19:23
                                                    tt-tka napisała:

                                                    > Zwlaszcza ze ta ocena brzmiala doslownie "nadspodziewanie ladnie i [b]stylowo[/
                                                    > b] :) :) :)
                                                    >
                                                    > No sorry, warkocz, niedopasowany kostium z lat 50-tych, buty od pompadury oraz
                                                    > kolczasty i nasuniety na brwi wieniec - to nie ma prawa ani mozliwosci wygla
                                                    > dac stylowo
                                                    >

                                                    Jedyny styl jaki mi tu przychodzi do głowy, to styl wczesnośmietnikowy...
                                          • ciotka.scholastyka Re: Adaaaaaaaaaaaaam 06.06.21, 17:44
                                            sanfran_84 napisał(a):

                                            > Tak, ale gdy Mila nabyła groszki, to (chyba ;)) jeszcze nie wiedziała, że Berna
                                            > rd uwiezie suknię w siną dal, w końcu trzymała je w tej lodówce czy innej zamra
                                            > żarce.

                                            Swoją drogą, jestem ciekawa, jak wyglądał ślubny bukiet groszków po wyjęciu z zamrażarki i rozmrożeniu? Nie natrząsam się, po prostu nie wiem, oczami wyobraźni widzę takie mokre, przywiędłe truchełko.
                                            • pi.asia Re: Adaaaaaaaaaaaaam 06.06.21, 20:58
                                              ciotka.scholastyka napisała:

                                              >
                                              > Swoją drogą, jestem ciekawa, jak wyglądał ślubny bukiet groszków po wyjęciu z z
                                              > amrażarki i rozmrożeniu? Nie natrząsam się, po prostu nie wiem, oczami wyobraźn
                                              > i widzę takie mokre, przywiędłe truchełko.

                                              One NIE BYŁY w zamrażarce, tylko w lodówce. Normalna rzecz, żywe kwiaty trzyma się w chłodni, nikt nie wstawia do mroźni/zamrażarki, bo zmieniłyby się w takie właśnie mokre, przywiędłe truchełko.

                                              Teraz ciekawostka: najdelikatniejszym owocem w naszym klimacie są maliny. Mogłoby się wydawać, że po zamrożeniu i rozmrożeniu zmienią się w mokre, niezbyt apetyczne szmatki (jak choćby truskawki). A tymczasem wyglądają tak, jakby przed chwilą zostały zerwane: kształtne, jędrne, nawet ten srebrzysty nalot na nich nadal jest. Tyle że robią się kwaśne jak ocet siedmiu złodziei.
                                    • armari Re: Adaaaaaaaaaaaaam 30.04.21, 16:30
                                      kocynder napisała:


                                      > No więc właśnie. Skoro Larwa tak pedantycznie wszystko obmyślała i przygotowała
                                      > , zaplanowała, tak co do milimetra, że tu postawi prawą stópkę a tu lewą, tu pó
                                      > łobrót itd.

                                      No właśnie nie bardzo, biorąc pod uwagę, że podczas ostatnich przymiarek sukni nadal nie wiedziała, czy welon w ogóle będzie się komponował z kiecką. Najwidoczniej Gruszka - trochę uzurpator, trochę konsultant ślubny - zapomniał zadbać o tę konkretną część przygotowań przedślubnych.
                                      • sanfran_84 Re: Adaaaaaaaaaaaaam 30.04.21, 18:02
                                        armari napisał(a):

                                        > Najwidoc
                                        > zniej Gruszka - trochę uzurpator, trochę konsultant ślubny - zapomniał zadbać o
                                        > tę konkretną część przygotowań przedślubnych.

                                        Ha, ha :) Gruszka częściowo musiał odstąpić swoją rolę konsultanta ślubnego innemu pierwszorzędnemu konsultantowi - Gabrieli. Być może naiwnie myślał, że ogarnie ona takie babskie rzeczy jak welony czy przywożenie sukien od krawcowej. Skąd miał wiedzieć, iż Gaba poprzestanie na zanotowaniu: ślub, Kostrzyn, godzina 16.
                                        Swoją drogą, chciałabym poczytać, jak to pan Gruszka na przykład sprawdza, czy Laura ma na sobie coś starego, coś pożyczonego, coś niebieskiego... ;)
                                    • ananke666 Re: Adaaaaaaaaaaaaam 03.06.21, 16:40
                                      kocynder napisała:

                                      > Poleciałam wujkiem Google. Do Pompadury...

                                      Nie, nie. To, co widać na portretach, bo bukieciki nosegay albo tussie-mussie. Nosegay to były bukieciki pachnących kwiatów, noszone głównie dla ich zapachu właśnie, co miało swoje znaczenie przy luźnym stosunku ówczesnych do higieny. Tussie-mussie to był bukiecik raczej wręczany komuś i można było np. przekazać w nim wiadomość dodając kwiaty o określonym znaczeniu.

                                      Bukiet ślubny to co innego. Kieca biedermeier, to może i bukiet biedermeier. Dziś już bardzo rzadko spotykany w klasycznej formie. Miał kształt stożka (rzadziej) lub półkuli (częściej), największy kwiat w centrum, a potem kwiaty układane w kręgi, każdy krąg z kwiatów innego rodzaju. Bukiet wykończony kryzą strzyżonego papieru czy tam innej koronki.

                                      Dzisiaj pod nazwą biedermeiera rozumie się raczej popularną kulkę czy półkulkę, przy czym często w sieci bukiet podobny, ale bez układu w kręgi, nazywany jest nosegay. W praktyce ludzie często używają tych nazw zamiennie. Można w sumie powiedzieć, że ten półkulisty bukiet ślubny to potomek dawnego nosegay i późniejszego biedermeiera, jednak dawne nosegay to te małe bukieciki na portretach i nie miały nic wspólnego z dzisiejszym rozumieniem tej nazwy. Mam nadzieję, że nie namieszałam za bardzo.

                                      Laurze w jej biedermeierowej przesadzie mogło strzelić do głowy cokolwiek. Po osobie z plastikową konwalią na głowie można się spodziewać wszystkiego. Nie zdziwiłoby mnie już ani naręcze, naprędce ułożone ze snopa i związane byle czym albo zgoła niczym, ani pomander, ekstrawagancko zwisający na trzech sznurach przebogatej biżuterii z jasełek.
                                      • kocynder Re: Adaaaaaaaaaaaaam 06.06.21, 17:50
                                        O. To nie wiedziałam. Na kwieciu znam się mniej-więcej jak Dorotka na pierwszej pomocy... Nadal do bidermajerowskiej kiecy snop róż pasuje jak wół do karety. I nadal nic nijak nie wyjaśnia:
                                        1. JAK Larwa miała te róże taszczyć? Ciężkie to i poza "główką" kwiatu po prostu brzydkie. Oraz nieporęczne. Kolczaste, więc ryzyko krwawych szram i pozaciągania welonu i bidermajery gwarantowane.
                                        2. STYL. No ok, bukiet by mógł. Półkulisty czy stożkowy. Pęk kłód różanych do bidermajery to stylistyczny oksymoron. Pisałam o pannie, która pęk 50 tulipanów sobie wymyśliła. Mimo że pasowały do kiecki i pory roku - całą uroczystość przeleżały na ławce, bo ciężkie i nieporęczne. :) A Larwa co? Skoligacona z Pudzianem? ;)
              • pi.asia Re: Adaaaaaaaaaaaaam 30.04.21, 15:02
                guineapigs napisała:

                > I jeszcze nawiaze do tej podrozy poslubnej i niespodzianki z Wilnem. Otoz taka
                > niespodzianke Jadam moglby walnac na: urodziny, imieniny, dzien kobiet, dlugi w
                > eekend, jako prezent na Boze Narodzenie etc. Ale podroz poslubna to chyba powin
                > na byc uzgodniona przez obie strony?

                Sama osobiście uwiozłam małżonka pociągiem do akwaparku i jaskini Raj. Do końca nie wiedział gdzie jedziemy, a kąpielówki i ręczniki cichcem upchnęłam we własnym plecaczku. Z tym, że ta wyprawa była na jego imieniny, pierwsze obchodzone wspólnie.

                A co do podróży poślubnej - przecież wspólne planowanie, uzgadnianie celu podróży (Grecja, Tajlandia czy Wyspy Dziewicze?), wybieranie hotelu, terminu, oglądanie zdjęć i sprawdzanie udogodnień (klimatyzacja w cenie, hotelowa plaża) - to sama radość i przyjemność! Nie wyobrażam sobie, jak można ukochaną osobę pozbawić tej rozkoszy planowania wyjazdu. Niespodziankę można załatwić inaczej - kochanie, na podróż poślubną mam 5-10-15 tysięcy. Gdzie jedziemy?
                • kocynder Re: Adaaaaaaaaaaaaam 30.04.21, 15:32
                  Albo nawet, jak już gdzieś pisałam: zaplanować, posprawdzać, wynotować i wówczas ZAPYTAĆ. NA zasadzie "Ponieważ wiem, ze lubisz Afrykę to pomyślałem, że moglibyśmy pojechac na safari. Taki byśmy mięli dojazd, taki hotel a takie możliwości dodatkowych wycieczek. Albo, ponieważ fascynuje cię antyk możemy pojechać do Grecji. Śmaki dojazd, śmaki hotel, śmiakie dodatki. Albo jeśli wolisz, bo wiem, że lubisz wyścigi, na tor w Ascot. Owaki dojazd, owaki hotel, owakie dodatki. Oraz i tak dalej.". Znaczy mógłby sam ogarnąć kwestie techniczne, ale dać swojej FSO Syrence JAKIŚ wybór...
                  Sam wyjazd - niespodzianka - może być świetnym prezentem. Taka "zabawa w porwanie". Z miłym finałem. Ale po pierwsze nie w podróż poślubną, a po drugie - serio Wilno jawi się komukolwiek jako ten szczyt marzeń wyjazdowych? Toż Larwa i Jaśniepan się nie poślubiają w trzy tygodnie, ileś tam się spotykali? To mógł ją przeca do tego Wilna zabrać w dowolnym terminie w okresie narzeczeńskim (ok, podkreślając, że mięli osobne pokoje, coby grzesznych myśli nie budzić w czytelnicach, wszak fakt niesypiania świadczy o szacunku!), albo też nie wiem, na jej pierwsze obchodzone wspólnie urodziny czy cuś.
                  Z tym, że ta ekstaza Wilnem, ma (moim zdaniem) podłoże tylko i li w tym, że MM nie przyswoiła niejakich przemian geopolitycznych. I per analogiam: Derocia Pszenicznowłosa odlatuje na tenisówki. Bo o jeżusicku maleńki, trampecki mię darowano! Och, Ach i wooow. Bo para takich człapów to nieosiągalne i niewyobrażalne cudo. Serio? Może gdyby to były jakieś nieseryjne, kolekcjonerskie, to jeszcze, ale najzwyklejsza para? Do kupienia w pierwszym z brzegu Deichmanie czy tam innym? I nastolatka taka podniecona, bo tenisówki? No, MM nie przyjęła do wiadomości, że ani to Wilno ani te tenisówki to już nie towar deficytowy, ściśle reglamentowany, po który trzeba stać w kolejce albo zdobywać spod lady. Że wypad na weekend do Wilna to fajna wycieczka, ale żaden "kosmos".
        • przymrozki Re: Adaaaaaaaaaaaaam 26.04.21, 18:11
          Poza tym tam jeszcze był aspekt poskromienia złośnicy. Gabrysia cieszy się w duchu, że Laura wreszcie znalazła kogoś, kto jej nie ulega i że Wolfgang od początku się nie nadawał, bo ulegał. Zaciekawiło mnie wtedy, skąd u Gabryni wzięło się to przekonanie, że dobry mąż to taki, co łapie żonę za kark i o nic nie pyta. Skąd takie wzorce u córki Mili i żony Kalarepy? Jedyne wyjaśnienie jest takie, że ona cieszyła się z tego, że wyrodna córka o pyziaczym usposobieniu nie będzie mieć w życiu zbyt dobrze.
      • kocynder Re: Adaaaaaaaaaaaaam 27.04.21, 21:23
        "w samej akcji z myjni syrenkowej"... Sorry, muszę, bo się uduszę. Czy tylko ja jedna przeczytawszy powyższe miałam wizję Nadszympansa na myjni automatycznej, czule poklepującego maskę produktu FSO, miękką ściereczką polerującego reflektory i trzepiącego starannie dywaniki? Tapicerka z dermy, koniecznie w kolorze czarnym, gęsto "pikowana"...
        • bupu Re: Adaaaaaaaaaaaaam 28.04.21, 16:31
          kocynder napisała:

          > "w samej akcji z myjni syrenkowej"... Sorry, muszę, bo się uduszę. Czy tylko ja
          > jedna przeczytawszy powyższe miałam wizję Nadszympansa na myjni automatycznej,
          > czule poklepującego maskę produktu FSO, miękką ściereczką polerującego reflekt
          > ory i trzepiącego starannie dywaniki? Tapicerka z dermy, koniecznie w kolorze c
          > zarnym, gęsto "pikowana"...

          Miałam ci ja podobną wizyję...
          • kocynder Re: Adaaaaaaaaaaaaam 29.04.21, 18:25
            A jakiż kolor karoserii pani się uwidocznił w wizji owej? Bo u nas jak dziecięciem byłam to był szał (znaczy zapewne po prostu były tylko takie i jedyne dostępne) w kolorze... Eeee... Jakby to cenzuralnie... Takim trochę musztardowym, trochę brązowym, trochę beż... O. W kolorze niedyspozycji gastrycznej! :D Ta część miasta, która w zbliżonym okresie nabywała - wszyscy mięli właśnie w kolorze... Eee... Niedyspozycyjnym. I nie ma, utrwaliło mi się w "oczach duszy" dziecięcej, że jak syrenka - to musowo w takim właśnie lakierze. I z czarnej dermy (?) siedzenia. Takie pikowane i z ozdobnymi dziureczkami. I ze "srebrną wąską listewką wzdłuż burty. Kurde, nie sądziłam, że mam taką dobrą pamięć wzrokową.... :D Przecież już ze sto pięćdziesiąt lat jak syrenki odeszły w niebyt...
            • bupu Re: Adaaaaaaaaaaaaam 29.04.21, 19:04
              kocynder napisała:

              > A jakiż kolor karoserii pani się uwidocznił w wizji owej? Bo u nas jak dziecięc
              > iem byłam to był szał (znaczy zapewne po prostu były tylko takie i jedyne dostę
              > pne) w kolorze... Eeee... Jakby to cenzuralnie... Takim trochę musztardowym, tr
              > ochę brązowym, trochę beż... O. W kolorze niedyspozycji gastrycznej! :D Ta częś
              > ć miasta, która w zbliżonym okresie nabywała - wszyscy mięli właśnie w kolorze.
              > .. Eee... Niedyspozycyjnym.

              Myśmy, znaczy moi rodzice, posiadali syrenkę w kolorze uczciwej żółci akurat. Ale owszem, znajomi mieli taką w barwach niedyspozycyjnych, znanych u nas na wsi jako "kolor gęsiej kupy".

              >I nie ma, utrwaliło mi się w "oczach duszy" dziecię
              > cej, że jak syrenka - to musowo w takim właśnie lakierze. I z czarnej dermy (?)
              > siedzenia. Takie pikowane i z ozdobnymi dziureczkami. I ze "srebrną wąską list
              > ewką wzdłuż burty. Kurde, nie sądziłam, że mam taką dobrą pamięć wzrokową.... :
              > D Przecież już ze sto pięćdziesiąt lat jak syrenki odeszły w niebyt...

              O, siedzenia w naszej lukstorpedzie były akurat z dermy czerwonej. Z czarną kierownicą i czarną, lśniącą gałką zmiany biegów. Nie powiem, jak czule mój ojciec wspomina ten pojazd, pudło bowiem częściej stało, niż jeździło, a naprawiać było trudno, z braku części.
              • kocynder Re: Adaaaaaaaaaaaaam 29.04.21, 19:23
                A to już nie wiem. Moi rodzice albowiem posiadali maluszka w kolorze rubinowym. I też tata go "czule" wspomina, zarówno z podobnych względów jak twój jak i dodatkowo pakowności - wożenie pięcioosobowej rodziny z "bambetlami" np pod namiot - ponoć niezapomniane.
    • herbacianasaszetka Re: Adaaaaaaaaaaaaam 03.05.21, 23:14
      Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że Laura i Róża, pomimo odmienności charakterów, życie rodzinne ułożyły sobie podobnie. Z facetem ambitnym, inteligentnym (i ta część jest spoko) i tak przekonanym o swojej racji i doskonałości, że żonę traktuje trochę jak nierozgarnięte dziecko, a trochę jak mebel kuchenny.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka