Dodaj do ulubionych

Z domu za mąż

04.01.23, 22:28
Zastanawia mnie, że żadna z dorosłych panienek Borejko (ani Pyziak, ale one to w sumie też Borejkówny) nie wyprowadziła się z domu inaczej, niż za mąż. Niektóre z nich zgoła i po zamążpójściu się nie wyprowadziły, aby stworzyć nową, odrębną komórkę społeczną. Jedna jedyna Nutria wyjechała na rok, niby na Cypr, ale po pierwsze to nie wiadomo, czy naprawdę, jak to mówią w sąsiednim wątku, a po drugie to nie było to wyjście z domu i pójście "na swoje", tylko roczny kontrakt zawodowy (podobnie mieli Fryc czy inny Grzegorz) i następnie powrót do stołowego pokoju.

Od razu mówię, że nie wiem, czy jakakolwiek inna panna z całego cyklu się wyprowadziła, aby rozpocząć samodzielne życie. Bo panowie to tak: Tomasz chyba zamieszkał oddzielnie, Baltona na pewno, tak samo Wolfi.

Znacie dużo takich osób, które do zamęścia mieszkają z rodzicami?

Ja rozumiem, że kupno czy wynajęcie mieszkania to nie jest takie hop-siup, bo wiadomo - za drogo!, ale czasem chęć zamieszkania oddzielnie jest tak przemożna, że niemal całe zarobki oddaje się tylko aby być na swoim. I to niekoniecznie dlatego, że w domu patola, po prostu następuje taki imperatyw.
Oczywiście, nie mówię tu o osobach, które przeprowadzają się ze wsi do miasta czy z miasta do innego miasta celem pobierania nauk lub do pracy, bo to, wiadomo, inna sytuacja.
Obserwuj wątek
    • ikaria_809 Re: Z domu za mąż 05.01.23, 08:59
      To po prostu wizja świata pisarki. W którym nie ma lesbijek, portali internetowych i komunikatorów. Wszystkiego, co nie pasuje do kręgu Borejków. Kobiety wychodzą wyłącznie za mąż i rpdzą dzieci. O mieszkaniu samodzielnym, z dala od rodzin, a broń Boże...
      • ciotka.scholastyka Re: Z domu za mąż 05.01.23, 09:22
        ikaria_809 napisała:

        > To po prostu wizja świata pisarki.

        Właśnie dopiero co uświadomiłam sobie, że Natalia z tego Cypru nie przyjechała nawet na Boże Narodzenie. To straszne, bezkresne Morze Sargassowe między Nikozją a Poznaniem...
        • ikaria_809 Re: Z domu za mąż 05.01.23, 10:40
          Właśnie dopiero co uświadomiłam sobie, że Natalia z tego Cypru nie przyjechała
          > nawet na Boże Narodzenie. To straszne, bezkresne Morze Sargassowe między Nikozj
          > ą a Poznaniem...

          Być może gdziekolwiek była wolała nie wracać? W ogłle z tymi świadkami Jehowy to coś jest na rzeczy.. Oni nie odpuszczają, prawie jak Borejkowie ze swego zboru...
    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Z domu za mąż 05.01.23, 10:00
      A reagują na samą myśl o wyprowadzce tak, jakby to było wykluczenie ze zboru Świadków Jehowy.
      Nutria nie wyniesie się do kawalerki, mimo, że na nią odkładała, bo "oni nie lubią jak się odchodzi". Tak jakby kupno osobnego mieszkania równało się spierniczeniu do Australii.
      Ida - jeszcze gorzej, szlocha, że wychodząc za mąż opuszcza dom rodzinny na zawsze, POMIMO, ŻE WCALE SIĘ Z NIEGO NIE WYPROWADZA!!! Czy ktoś mi to może logicznie wytłumaczyć?
      • mroczny_chomik_zaglady Re: Z domu za mąż 05.01.23, 14:13
        tajna_kryjowka_pyziaka Ja chyba mogę... SyNDROM SZTOKHOLMSKI. Mówi to Szanownej Pani coś? Bo mnie to wlaśnie tak wygląda. Mieszkanie zagracone, śmierdzące ( Tak ŚMIERDZACE ) kurzem i czort wie czym jeszcze, wszyscy cisną się na kupie, jedna łazienka/toaleta ( bo w gumowy kołchoz jakoś nie wierzę ) ale nie. Z mamusią najlepiej. Serio sobie tego nie wyobrażam, płaczące niemowlaki i dzieci w wieku szkolnym ( vide Jęgnacy Junior plus Pyza i Tygrys ) dwoje tetryków czyli bredzący Ignacy senior i ta cudowna jakże czuła na krzywdę wnucząt Melania aka Milicja.... Nie no serio, cudowne warunki do życia, pracy i ogólnie, egzystencji jako takiej. I że tak frywolnie zapytam, czy w progranie artystycznym oprócz cytatów z Seneki czy Marka Aureliusza i temu podobnych dziwnych rzeczy rodzina miała w programie pokaz stepowania? Lub chociaż tańcow irlandzkich? Bo ja STRASZNIE przepraszam ale przed oczyma mej duszy pojawiła się wizja silnego zatrucia pokarmowego CAŁEJ rodziny...I ta JEDNA toaleta.... Co do Idy... Gdy na dziewczynę zawołają "żono" już ją żywcem pogrzebiono" ... Czy jak to tam szło. Rudy Kościotrup... hmmm...
        • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Z domu za mąż 05.01.23, 15:11
          mroczny_chomik_zaglady,
          Mi się bardziej rozchodzi o sprzeczność logiczną - Ida jęczy, że się wyprowadza, chociaż się nie wyprowadza (a zostaje na miejscu, tyle, że z Mareczkiem)
          • mroczny_chomik_zaglady Re: Z domu za mąż 05.01.23, 15:52
            No bo przecież będzie mieszkać w sąsiednim pokoju o zgrozo a nie cisnąc się na kupie razem z innymi. Jestem tylko ciekawa o co jej w takim razie chodzi z tym że Pyza i Tygrys szarpią za klamkę dzień i noc, skoro TAK BARDZO LUBI BYĆ Z RODZINĄ. Zatem według mnie nie powinna gadać,że jej przeszkadza a wręcz entuzjastycznie przyjąć do swego łoża obie dziewczynki, w końcu to rodzina... I można pograć w makao panie tego... W ogole ja już od dawna twierdzę,że tam wszyscy się kwalifikują do pilnego leczenia psychiatrycznego...
          • iwoniaw Re: Z domu za mąż 05.01.23, 20:56
            tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

            > mroczny_chomik_zaglady,
            > Mi się bardziej rozchodzi o sprzeczność logiczną - Ida jęczy, że się wyprowadza
            > , chociaż się nie wyprowadza (a zostaje na miejscu, tyle, że z Mareczkiem)
            >

            No nie, Ida płacze i drży, gdyż Mareczek, na skutek wiszenia Pyziacząt na klamce, już kilka dni po ślubie zaczyna przebąkiwać do świeżo poślubionej małżonki, że może by tak się wziąć i wyprowadzić do jakiegoś wynajętego lokalu, z dala od Roosevelta 5 (Może nawet do innej dzielnicy!)
            • julian_arden Re: Z domu za mąż 05.01.23, 22:16
              iwoniaw napisała:

              [...]
              > No nie, Ida płacze i drży, gdyż Mareczek, na skutek wiszenia Pyziacząt na klamc
              > e, już kilka dni po ślubie zaczyna przebąkiwać do świeżo poślubionej małżonki,
              > że może by tak się wziąć i wyprowadzić do jakiegoś wynajętego lokalu, z dala od
              > Roosevelta 5 (Może nawet do innej dzielnicy!)


              Jakoś teraz do mnie dotarło, Że Mareczek zadziwiająco dużo czasu spędza w robocie. Oni tam mają takie kozetki, że można spać w ogóle nie wracając do domu...
              • bupu Re: Z domu za mąż 06.01.23, 09:57
                julian_arden napisał:

                >
                > Jakoś teraz do mnie dotarło, Że Mareczek zadziwiająco dużo czasu spędza w roboc
                > ie. Oni tam mają takie kozetki, że można spać w ogóle nie wracając do domu...


                A gdy już przeprowadzają się do sutereny, Mareczek starannie unika rodzinnych obiadków piętro wyżej, pod pretekstem odsypiania dyżurów. Tak jakby Ida nic do odsypiania nie miewała.
      • bupu Re: Z domu za mąż 05.01.23, 17:30
        tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

        > A reagują na samą myśl o wyprowadzce tak, jakby to było wykluczenie ze zboru Św
        > iadków Jehowy.
        > Nutria nie wyniesie się do kawalerki, mimo, że na nią odkładała, bo "oni nie lu
        > bią jak się odchodzi". Tak jakby kupno osobnego mieszkania równało się spiernic
        > zeniu do Australii.
        > Ida - jeszcze gorzej, szlocha, że wychodząc za mąż opuszcza dom rodzinny na zaw
        > sze, POMIMO, ŻE WCALE SIĘ Z NIEGO NIE WYPROWADZA!!! Czy ktoś mi to może logiczn
        > ie wytłumaczyć?
        >

        Larwa łzawi na weselu, że zostawia rodzinę i już nigdy brata, chlip chlip, matulu ma, jakby wyprowadzała się w początkach XIX wieku do Patagonii. A wyprowadza się aż do Kostrzyna.
        • julian_arden Re: Z domu za mąż 06.01.23, 17:04
          bupu napisała:

          [...]
          > Larwa łzawi na weselu, że zostawia rodzinę i już nigdy brata, chlip chlip, matu
          > lu ma, jakby wyprowadzała się w początkach XIX wieku do Patagonii. A wyprowadza
          > się aż do Kostrzyna.


          No. Jakby jechała w XIX wieku w kolonie, bo mąż dostał przydział w Beczuanie. Chociaż bohaterki angielskich powieści znosiły to chyba z większą flegmą. Może ulga opuszczenia angielskiej pogody i kuchni przeważała nad sentymentem rodzinnym.
          • kooreczka Re: Z domu za mąż 06.01.23, 18:32
            Bohaterki angielskich powieści zazwyczaj jechać musiały- ostatnio wciągnął mnie temat angielek w Indiach i każda informacja była bardziej zaskakująca od drugiej.

            Kobiety jadące do Indii (i innych kolonii) nazywano potocznie "fishing fleet". Już pod koniec XVIII wieku Kompania Wschodnioindyjska zaalarmowana wieściami o związkach swoich agentów z miejscowymi zainicjowała akcję sprowadzania kobiet "z dobrych domów" do Indii(nie byli pierwsi, podobne akcje inicjowała Francja i Hiszpania już w XVII wieku)- każdej chętnej gwarantowano przejazd wyprawę i roczne utrzymanie plus dorozumiana gwarancja znalezienia męża. Dysproporcje płci były tak duże, że panny i wdowy już na statku opędzały się od wielbicieli, a na miejscu przebierały w kandydatach. Ten stan rzeczy utrzymał się do czasów II Wojny Światowej.

            Po wyjściu za mąż zajmowały się głównie prowadzeniem domu na angielską modłę (wliczając kuchnie i odwiedziny w samo południe). Z jednej strony pensja nawet drobnego urzędnika pozwalała na okazały bungalow ze służbą, z drugiej strony strach przed brataniem się z tubylcami powodował, że sporo tradycyjnie kobiecych zajęć jak np dobroczynność było źle widziane. Z tego samego powodu nawet maleńkie dzieci wysyłano do szkół w Anglii. Powstała ciekawa klasa Anglików starających się być bardziej angielskimi od królowej mimo bardzo małych kontaktów z ojczystym krajem- marzeniem było spędzenie emerytury w Anglii, ale wielu nie było na to stać

            Jeśli temat Was zainteresował polecam zwłaszcza dwie książki:
            Women of the Raj: The Mothers, Wives, and Daughters of the British Empire in India
            The Fishing Fleet: Husband-Hunting in the Raj
            • julian_arden Re: Z domu za mąż 06.01.23, 19:33
              kooreczka napisał:

              [...]
              > Jeśli temat Was zainteresował polecam zwłaszcza dwie książki:
              > Women of the Raj: The Mothers, Wives, and Daughters of the British Empire in In
              > dia
              > The Fishing Fleet: Husband-Hunting in the Raj


              Moje informacje o sytuacji na subkontynencie są bardzo wybiórcze i pochodzą głównie ze starej prozy, ale ciekawe jest zjawisko poruszone z "Kimie" Kiplinga: miejscowa zindyzowana lub półindyjska elita i ich szkoły oraz ciekawa pozycja społeczna. Nawiasem mówiąc, opisany w książce zakład Św. Ksawerego in Partibus w Lucknow istnieje do dzisiaj, chociaż wówczas i obecnie nazywał się oczywiście inaczej.
          • mircja Re: Z domu za mąż 07.01.23, 17:03
            julian_arden napisał:

            > bupu napisała:
            >
            > [...]
            > > Larwa łzawi na weselu, że zostawia rodzinę i już nigdy brata, chlip chlip
            > , matu
            > > lu ma, jakby wyprowadzała się w początkach XIX wieku do Patagonii. A wypr
            > owadza
            > > się aż do Kostrzyna.
            >
            >
            > No. Jakby jechała w XIX wieku w kolonie, bo mąż dostał przydział w Beczuanie. C
            > hociaż bohaterki angielskich powieści znosiły to chyba z większą flegmą. Może u
            > lga opuszczenia angielskiej pogody i kuchni przeważała nad sentymentem rodzinny
            > m.

            Anglicy od dawna uważają, że Polacy są bardziej od nich emocjonalni. Poza tym tradycyjny angielski model wychowania dzieci był zupełnie inny niż polski, dzieci były znacznie bardziej trzymane na dystans od rodziców (być może inaczej bywało w ubogich rodzinach, ale bohaterki powieści rzadko pochodziły z takich właśnie rodzin). Podobno nawet Anglicy przeginali tutaj w drugą stronę i np. wysyłanie dzieci do szkół z internatem powodowało powszechne problemy psychiczne, kiedy te dzieci już dorosły, i miało to (zwłaszcza dawniej) tym większe znaczenie, że takie problemy nierzadko pojawiały się potem u różnych angielskich polityków, którzy np. zbyt łatwo wikłali się w romanse i w ten sposób byli werbowani (a czasem i szantażowani) przez agentów obcych państw.

            Ciekawostka - Małgorzata Musierowicz we "Frywolitkach" napisała kiedyś tekst o "Krzysiu" Milne i bardzo użalała się, że miał nieszczęśliwe dzieciństwo, bo jego rodzice zbyt rzadko mieli dla niego czas i uwagę (przykładowo, kiedy był mały i przebywał rano w jednym pokoju ze swoją matką, to nie mógł się do niej zbliżać, ani nawet z nią rozmawiać, poza przywitaniem jej).
            • mircja Re: Z domu za mąż 07.01.23, 17:05
              Dopisek - tzn. o synu autora "Kubusia Puchatka".
            • julian_arden Re: Z domu za mąż 07.01.23, 17:06
              mircja napisała:

              [...]
              > Ciekawostka - Małgorzata Musierowicz we "Frywolitkach" napisała kiedyś tekst o
              > "Krzysiu" Milne i bardzo użalała się, że miał nieszczęśliwe dzieciństwo, bo jeg
              > o rodzice zbyt rzadko mieli dla niego czas i uwagę (przykładowo, kiedy był mał
              > y i przebywał rano w jednym pokoju ze swoją matką, to nie mógł się do niej zbl
              > iżać, ani nawet z nią rozmawiać, poza przywitaniem jej).

              A owszem, Christopher Robin Milne uskarżał się na swoje dzieciństwo w autobiograficznej książce.
        • ako17 Re: Z domu za mąż 08.01.23, 12:42
          bupu napisała:


          >
          > Larwa łzawi na weselu, że zostawia rodzinę i już nigdy brata, chlip chlip, matu
          > lu ma, jakby wyprowadzała się w początkach XIX wieku do Patagonii. A wyprowadza
          > się aż do Kostrzyna.
          >
          >
          Moim zdaniem jest to reakcja na jej warunki mieszkalne przy mężu. Koniec z wylegiwaniem się w wannie, ciepłymi kaloryferami, pralką. Za to trzeba brać łopatę i odśnieżać, żeby wyjść z domu.
          No, ja też nie byłabym szczęśliwa
          • bupu Re: Z domu za mąż 08.01.23, 13:28
            ako17 napisała:

            > bupu napisała:
            >
            >
            > >
            > > Larwa łzawi na weselu, że zostawia rodzinę i już nigdy brata, chlip chlip
            > , matu
            > > lu ma, jakby wyprowadzała się w początkach XIX wieku do Patagonii. A wypr
            > owadza
            > > się aż do Kostrzyna.
            > >
            > >
            > Moim zdaniem jest to reakcja na jej warunki mieszkalne przy mężu. Koniec z wyle
            > giwaniem się w wannie, ciepłymi kaloryferami, pralką. Za to trzeba brać łopatę
            > i odśnieżać, żeby wyjść z domu.
            > No, ja też nie byłabym szczęśliwa

            I naraz dotarło do niej, że chociaż właśnie tak radykalnie i całkowicie się odmieniła -
            jak gąsienica w motyla! -już nawet nie zdąży się zrehabilitować! Przecież tuż po weselu
            odchodzi stąd definitywnie, zabierając z domu dwie ostatnie swoje rzeczy: podarowane przez
            mamę pianino i szczoteczkę do zębów.
            Skończył się ich wspólny dom, już nigdy nie będzie tak jak było. Rozdzielają się, matka
            i córka, już na zawsze. To już koniec.


            Kochany Ignaś! - zawsze miał na nią taki dobry wpływ, chociaż od chwili, gdy się
            urodził, cierpiała męki zazdrości. I wcale nie zawsze była dla niego miła. O, nie.
            -Przecież i z tobą się rozstaję! - zrozumiała nagle Laura. - I to już na zawsze!



            Laura nie roni łzów jak perłów, gdyż rozstaje się z wanną i cieplym kaloryferem. Ona szlocha, bo się rozdziela z matką i bratem, NAZAAAAWSZEEEEE!!! Tak, jakby jechała za mężem zesłańcem na Sybir, względnie z mężem urzędnikiem Kompanii Wschodnioindyjskiej udawała się do faktorii tejże kompanii na zagubionej wysepce gdzieś między Borneo a Nową Gwineą, a rok był 1750. A udaje się do Kostrzyna, pół godziny samochodem od Roosevelta 5 i rzut tomikiem Seneki od Pulpetowa, w którym ustawicznie kłębi się cała familia.
            • julian_arden Re: Z domu za mąż 08.01.23, 13:34
              bupu napisała:

              [...]
              > Laura nie roni łzów jak perłów, gdyż rozstaje się z wanną i cieplym kaloryferem
              > . Ona szlocha, bo się rozdziela z matką i bratem, NAZAAAAWSZEEEEE!!! Tak, jakby
              > jechała za mężem zesłańcem na Sybir, względnie z mężem urzędnikiem Kompanii Ws
              > chodnioindyjskiej udawała się do faktorii tejże kompanii na zagubionej wysepce
              > gdzieś między Borneo a Nową Gwineą, a rok był 1750. A udaje się do Kostrzyna, p
              > ół godziny samochodem od Roosevelta 5 i rzut tomikiem Seneki od Pulpetowa, w kt
              > órym ustawicznie kłębi się cała familia.


              Takie muszą być odczucia autorki, przecież by tak silnie nie podkreślała u bohaterki, którą ostatecznie wykierowała na pozytywną, czegoś, co jest sprzeczne z jej przekonaniami. Tak sądzę.
            • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Z domu za mąż 08.01.23, 13:46
              bupu napisała:
              >I naraz dotarło do niej, że chociaż właśnie tak radykalnie i całkowicie się odmieniła -
              jak gąsienica w motyla! -już nawet nie zdąży się zrehabilitować! Przecież tuż po weselu
              odchodzi stąd definitywnie, zabierając z domu dwie ostatnie swoje rzeczy: podarowane przez
              mamę pianino i szczoteczkę do zębów.
              Skończył się ich wspólny dom, już nigdy nie będzie tak jak było. Rozdzielają się, matka
              i córka, już na zawsze. To już koniec.
              <

              Po pierwsze: CO, KIERWA!? To ja się boję pytać jakie MM miała relacje z własną matką.

              Po drugie: Gaba kupiła Larwie PIANINO??? Już pomijając gdzie je trzymała na Roosevelta... Tak po prostu wzięła sobie ten fortepian w jedną rękę, szczoteczkę do zębów w drugą i wyszła? Chyba, że chodziło i mały keyboard.
              • ako17 Re: Z domu za mąż 08.01.23, 14:34
                tajna_kryjowka_pyziaka napisała:


                > Po drugie: Gaba kupiła Larwie PIANINO??? Już pomijając gdzie je trzymała na Roo
                > sevelta... Tak po prostu wzięła sobie ten fortepian w jedną rękę, szczoteczkę d
                > o zębów w drugą i wyszła?

                Mogła wziąć nawet w jedną rękę i szczoteczkę i pianino. BTW, po co zabierała szczoteczkę do zębów, to nie wiem. Ja bym tam wolała mieć jakąś w domu rodzinnym a do domku pod cisem kupić sobie drugą. Najlepiej składaną.
                • ciotka.scholastyka Re: Z domu za mąż 10.01.23, 10:48
                  ako17 napisała:

                  > po co zabierała sz
                  > czoteczkę do zębów, to nie wiem. Ja bym tam wolała mieć jakąś w domu rodzinnym
                  > a do domku pod cisem kupić sobie drugą. Najlepiej składaną.

                  Padłam :DDDD
              • bupu Re: Z domu za mąż 08.01.23, 14:42
                tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

                >
                > Po drugie: Gaba kupiła Larwie PIANINO??? Już pomijając gdzie je trzymała na Roo
                > sevelta...

                Larwiszon miał do dyspozycji cały zielony pokój i tam stało pianino. Ja bym była bardziej zainteresowana tym, gdzie oni upchnęli pianino w tym iglastym Szalecie Miłości. Znaczy niby czekał tam pusty kąt z narożnym wiszącym regalikiem na nuty, ale no. Zestawienie tego pustego kąta, dostatecznie dużego by pomieścić pianino, z tą mikrosypialenką w mikroszaleciku trochę wygina mi wyobraźnię przestrzenną. Poza tym już widzę tę pełnię szczęścia rodzinnego, Maszpan w jadalni sprawdza wypracowania, Juleczek właśnie zasnął, a Larwa tymczasem musi ćwiczyć, więc para buch, pianino w ruch i mimimimi!

                To pianino w prezencie, notabene, świetnie konweniuje z ubóstwem Borejków, jako, że to cholernie drogi sprzęt. Nawet używane to parę patyków, a kupienie rozklekotanego rzęcha w cenie złomu i tak oznacza, że trzeba będzie później wybecalować nie najmniejszą sumkę na stroiciela.

                > Tak po prostu wzięła sobie ten fortepian w jedną rękę, szczoteczkę d
                > o zębów w drugą i wyszła? Chyba, że chodziło i mały keyboard.
                >

                Jak mniemam niezawodny Miecio Gruszka czekał w blokach startowych na koniec wesela, a gdy ten nastąpił Miecio i Maszpan zarzucili pianino na swe krzepkie ramiona, wsadzili do furgonetki firmy Daglezja i zawieźli do Szaletu.
              • julian_arden Re: Z domu za mąż 08.01.23, 20:57
                tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

                [...]
                > Po drugie: Gaba kupiła Larwie PIANINO??? Już pomijając gdzie je trzymała na Roo
                > sevelta... Tak po prostu wzięła sobie ten fortepian w jedną rękę, szczoteczkę d
                > o zębów w drugą i wyszła? Chyba, że chodziło i mały keyboard.
                >

                Pianinko "Elwirka". Popularny wyrób dziecięcy Elwro z lat 80.
              • ciotka.scholastyka Re: Z domu za mąż 10.01.23, 10:41
                tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

                > To ja się boję pytać jakie MM miała relacje z własną
                > matką.

                Mnie ciekawią jej relacje z własną córką, tą ulubioną (spokojnie, nie będę tego rozkminiać publicznie). Zwłaszcza że ciągle odnoszę wrażenie, jakby MM miała tylko jedno dziecko...
                • sowca Re: Z domu za mąż 13.01.23, 13:55
                  Jako i mnie, ale z matką też. Jednak nie wolno rozkminiać na forum.
                  • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Z domu za mąż 13.01.23, 14:02
                    sowca napisała:
                    >Jako i mnie, ale z matką też. Jednak
                    >nie wolno rozkminiać na forum.

                    I dobrze, bo zważywszy jaki pogląd na rodzicielstwo wyziera z Neojeżycjady, moglibyśmy dojść do zgoła przerażających wniosków.

                    Chyba, że może MM wciska kit, że Borejkowie są idealni, nie dlatego, że uważa obojętność i emocjonalną parentyfikację za normę, a dlatego, że…
                    …jej wizja rodziny idealnej to rodzina, która nie jest surowa i narzucająca? I chciała pokazać Borejków jako dobrą w znaczeniu: liberalnych, nienadopiekuńczych i niekontrolujących, rodzinę, w której dzieci mają więcej wolności? A że pisząc "w opozycji" do nielubianego modelu, łatwiej jest się skupić na tym jaka ta idealna rodzina nie jest, zamiast na tym jaka jest, MM nie zauważyła, że przegina się w drugą stronę i tworzy patologię. Ta pochwała "dyskrecji", te obawy Gaby, że jest nadopiekuńcza i nie powinna w ogóle się o dzieci martwić, bardzo mi do tego pasują.
                • shireen_leila_khaled Re: Z domu za mąż 22.05.24, 11:19
                  ciotka.scholastyka napisała:

                  > tajna_kryjowka_pyziaka napisała:
                  >
                  > > To ja się boję pytać jakie MM miała relacje z własną
                  > > matką.
                  >
                  > Mnie ciekawią jej relacje z własną córką, tą ulubioną (spokojnie, nie będę tego
                  > rozkminiać publicznie). Zwłaszcza że ciągle odnoszę wrażenie, jakby MM miała t
                  > ylko jedno dziecko...


                  Dzieciomtka pozostałe pewnie zakazały Mother Dearest wspominania publicznie o ich istnieniu, bo się pewnie wstydzą powiązania z tymi potwornymi gniotami i harlekinami coraz gorszymi :-P
                  Wiadoma korektorka bardzo podobne gnioty sama płodzi, więc Wstydu Ni Mo.

                  Mnie dziwi tylko, że szanpan mąż MM pozwolił na brukanie nazwiska rodowego pisaniną po roku 1990ym.
                  Na jego miejscu bym zażądała pseudonimu jak małż Chmielewskiej, albo się rozwiodła z hukiem gdzieś między Imieninami a Trollą :-X
            • ako17 Re: Z domu za mąż 08.01.23, 14:29
              bupu napisała:


              > Laura nie roni łzów jak perłów, gdyż rozstaje się z wanną i cieplym kaloryferem
              > . Ona szlocha, bo się rozdziela z matką i bratem, NAZAAAAWSZEEEEE!!!

              Nie byłoby w dobrym tonie zawodzić za ogrzewaniem i łazienką, więc się czepnęła matki i brata. Zawsze to szlachetniej wygląda, a i Jadamowi nie będzie tak przykro
            • ciotka.scholastyka Re: Z domu za mąż 10.01.23, 10:10
              bupu napisała:


              > I naraz dotarło do niej, że chociaż właśnie tak radykalnie i całkowicie się
              > odmieniła -
              > jak gąsienica w motyla! -już nawet nie zdąży się zrehabilitować! Przecież tuż p
              > o weselu
              > odchodzi stąd definitywnie (...).
              > Skończył się ich wspólny dom, już nigdy nie będzie tak jak było. Rozdzielają si
              > ę, matka
              > i córka, już na zawsze. To już koniec.

              >
              > Kochany Ignaś! - zawsze miał na nią taki dobry wpływ, chociaż od chwili, gdy
              > się
              > urodził, cierpiała męki zazdrości. I wcale nie zawsze była dla niego miła. O, n
              > ie.
              > -Przecież i z tobą się rozstaję! - zrozumiała nagle Laura. - I to już na zawsze
              > !


              ZĘBY MNIE BOLĄ.
          • julian_arden Re: Z domu za mąż 08.01.23, 13:35
            ako17 napisała:

            [...]
            > Moim zdaniem jest to reakcja na jej warunki mieszkalne przy mężu. Koniec z wyle
            > giwaniem się w wannie, ciepłymi kaloryferami, pralką. Za to trzeba brać łopatę
            > i odśnieżać, żeby wyjść z domu.
            > No, ja też nie byłabym szczęśliwa


            No, jednak nie wierzę, ze pan Gruszka nie wystrugał tam jakiegoś kaloryfera z surowców wtórnych.
            • bupu Re: Z domu za mąż 08.01.23, 14:14
              julian_arden napisał:

              > ako17 napisała:
              >
              > [...]
              > > Moim zdaniem jest to reakcja na jej warunki mieszkalne przy mężu. Koniec
              > z wyle
              > > giwaniem się w wannie, ciepłymi kaloryferami, pralką. Za to trzeba brać ł
              > opatę
              > > i odśnieżać, żeby wyjść z domu.
              > > No, ja też nie byłabym szczęśliwa
              >
              >
              > No, jednak nie wierzę, ze pan Gruszka nie wystrugał tam jakiegoś kaloryfera z s
              > urowców wtórnych.


              Nie ma karoryfera, jest kuminek. Temy ręcyma przez Adama z resztek po pawilonie różanym wymurowan (ten pawilon to chyba warowny był, z murami obronnymi, basztami i w ogóle).
              • julian_arden Re: Z domu za mąż 08.01.23, 15:04
                bupu napisała:

                [...]
                > Nie ma karoryfera, jest kuminek. Temy ręcyma przez Adama z resztek po pawilonie
                > różanym wymurowan (ten pawilon to chyba warowny był, z murami obronnymi, baszt
                > ami i w ogóle).
                >

                Kostrzyn nie Riviera, ale w obecnym stanie przyrody, w małej dobrze zaizolowanej chałupce powinni wytrzymać. W końcu mamy teraz warunki zimowe łagodniejsze, niz Anglia miała w XIX wieku u Dickensa. A tam tylko kominki.
                • ako17 Re: Z domu za mąż 08.01.23, 15:33
                  julian_arden napisał:


                  > Kostrzyn nie Riviera, ale w obecnym stanie przyrody, w małej dobrze zaizolowane
                  > j chałupce powinni wytrzymać. W końcu mamy teraz warunki zimowe łagodniejsze, n
                  > iz Anglia miała w XIX wieku u Dickensa. A tam tylko kominki.

                  Mam wrażenie, że mimo wszystko zimą raczej marzli. Tak w Anglii, jak i w całej środkowej Europie.
                  Tak to widzę - chyba ludzie w domach zimą chodzili grubo ubrani. Niezależnie od ognia w kominku czy grzejącego pieca.
                  • julian_arden Re: Z domu za mąż 10.01.23, 11:13
                    ako17 napisała:

                    > julian_arden napisał:
                    >
                    >
                    > > Kostrzyn nie Riviera, ale w obecnym stanie przyrody, w małej dobrze zaizo
                    > lowanej chałupce powinni wytrzymać. W końcu mamy teraz warunki zimowe łagodniej
                    > sze, niz Anglia miała w XIX wieku u Dickensa. A tam tylko kominki.
                    >
                    > Mam wrażenie, że mimo wszystko zimą raczej marzli. Tak w Anglii, jak i w całej
                    > środkowej Europie.
                    > Tak to widzę - chyba ludzie w domach zimą chodzili grubo ubrani. Niezależnie od
                    > ognia w kominku czy grzejącego pieca.


                    Oczywiście. Z tego powodu w tradycyjnym angielskim ubraniu - gruba marynarka plus sweter z golfem, pulowery itd - nie da się wytrzymać we współczesnym ogrzewanym pomieszczeniu, nadaje się już tylko na dwór albo na wakacje w górskim schronisku. I jeszcze jedno: Kipling napisał: "był wystarczająco długo w kraju, żeby zdążyć nabrać zwyczaju rozgrzewania się ruchem, do czego upodobanie Anglicy tak lubią udawać". Piszę z głowy czyli z niczego, więc cytat niekoniecznie dokładny. Ale oni tak się przechadzali przed kominkami w tych wielkich kamiennych salonach rodzinnych zamków.
                • bupu Re: Z domu za mąż 08.01.23, 15:52
                  julian_arden napisał:


                  > Kostrzyn nie Riviera, ale w obecnym stanie przyrody, w małej dobrze zaizolowane
                  > j chałupce powinni wytrzymać. W końcu mamy teraz warunki zimowe łagodniejsze, n
                  > iz Anglia miała w XIX wieku u Dickensa. A tam tylko kominki.


                  Jasne, tylko, że:

                  - Kominek trzeba czyścić, a już widzę tę leniwą glajzę Laurkę jak ochoczo zamienia się w kopciuszka-kocmołuszka i wybiera popiół

                  - jak ci nocą w kominku zgaśnie to budzisz się w zimnej chałupie (jeśli wieje to w lodowato zimnej chałupie, bo wszak szyber był uchylon do palenia i tamtędy dmuchało, wywiewając ciepło), plus o ile nie masz dodatkowego piecyka łazienkowego, w bojlerze masz co najwyżej letnią wodę

                  - ktoś musi w tym kominku palić, a drewno samo nie chodzi, pomijam, że mimo lutej zimy nigdzie koło szaleciku nie leżał zapas opału. Znowu: widzę jak Larwa z pieśnią na ustach dyga po opał o siódmej rano, bo Jadam musiał lecieć do pracy/leży z grypą i bez ducha/wyjechał na wycieczkę szkolną/cokolwiek.

                  - last but not least, pani tego domu jest śpiewaczką operową. Ustawiczne wdychanie dymu, bo to zwykły, otwarty kominek, duże różnice temperatur (przy kominku tropiki, w przeciwległym końcu chałupki wieje jakby lodem, przetestowałam to w miniaturowym angielskim saloniku) i okazjonalnie wyziębiona chałupa to nie jest to, co struny głosowe lubią najbardziej.
                  • julian_arden Re: Z domu za mąż 08.01.23, 20:53
                    bupu napisała:

                    [...]
                    > - last but not least, pani tego domu jest śpiewaczką operową. Ustawiczne wdycha
                    > nie dymu, bo to zwykły, otwarty kominek, duże różnice temperatur (przy kominku
                    > tropiki, w przeciwległym końcu chałupki wieje jakby lodem, przetestowałam to w
                    > miniaturowym angielskim saloniku) i okazjonalnie wyziębiona chałupa to nie jest
                    > to, co struny głosowe lubią najbardziej.

                    Oj tam, zaraz otwarty. Jeśli pan Gruszka nie jest pracocholik-imbecyl, to kupił normalny wkład kominkowy (za środki pozyskane z eksportu róż do Holandii) i go wmurował, gdzie trza. Ale to jest jedna możliwa wizja. Mam jednak lepszą: Grucha ulepił im z gliny piec rosyjski. I Laura z Adamem zimą śpią na przypiecku, przykryci starymi workami.
                    • iwoniaw Re: Z domu za mąż 10.01.23, 11:39
                      I nie ma się co śmiać z pieca z zapieckiem do spania, gdyż paradoksalnie byloby to najlepsze, co mogloby ich w tej chałupinie ogrzewać. Co prawda nadal trzeba przynosic opał i rączkami delikatnymi rozpalać i do paleniska dorzucać, ale przynajmniej ma toto potencjał do nagrzania pomieszczonka mieszkalnego bez zadymienia niczym w kurnej chacie, no i - last but not least - jest jakieś zaciszne i ciepłe miejsce do spania. Pytanie, gdzie im się ten piec zmiescił, bo opis metraży i upchniętymch tam przedmiotów nie za bardzo wskazuje na możliwość zbudowania tam pieca tego typu, który nie jest ustrojstwem małym gabarytowo.
                      • julian_arden Re: Z domu za mąż 10.01.23, 13:59
                        iwoniaw napisała:

                        > I nie ma się co śmiać z pieca z zapieckiem do spania, gdyż paradoksalnie byloby
                        > to najlepsze, co mogloby ich w tej chałupinie ogrzewać. Co prawda nadal trzeba
                        > przynosic opał i rączkami delikatnymi rozpalać i do paleniska dorzucać, ale pr
                        > zynajmniej ma toto potencjał do nagrzania pomieszczonka mieszkalnego bez zadymi
                        > enia niczym w kurnej chacie, no i - last but not least - jest jakieś zaciszne i
                        > ciepłe miejsce do spania. Pytanie, gdzie im się ten piec zmiescił, bo opis met
                        > raży i upchniętymch tam przedmiotów nie za bardzo wskazuje na możliwość zbudowa
                        > nia tam pieca tego typu, który nie jest ustrojstwem małym gabarytowo.

                        W takim razie piec byłby WYŁĄCZNIE. I w tej sytuacji stanowiłby jednocześnie ogrzewanie podłogowe. Wchodziłoby się na niego po schodkach od razu po otwarciu drzwi wejściowych. No, ponieważ piec z gliny, to byłoby to ogrzewanie klepiskowe, a nie podłogowe. A palenie i dokładanie odbywałoby się przez odpowiedni otwór w ścianie od strony ogródka. Ha, ale wymyśliłem okaz architektury!
                      • ako17 Re: Z domu za mąż 10.01.23, 16:22
                        iwoniaw napisała:

                        > I nie ma się co śmiać z pieca z zapieckiem do spania,

                        Nie śmiałabym się śmiać! Sama bym takiego pragnęła.
                        Od zawsze mówię, że mnie to w połowie listopada należałoby położyć na piecu, obłożyć kotami i obudzić gdzieś w marcu.
                        • iwoniaw Re: Z domu za mąż 10.01.23, 17:14

                          > Od zawsze mówię, że mnie to w połowie listopada należałoby położyć na piecu, ob
                          > łożyć kotami i obudzić gdzieś w marcu.
                          >
                          Ja też z tej frakcji 😀 - no ale trzeba, by choć wierny Gruszka dontego pieca dokladał, bo inaczej nic, tylko zostaje zamarznięcie jak Dziewczynka Bez Zapałek...
                          • ako17 Re: Z domu za mąż 10.01.23, 18:27
                            iwoniaw napisała:

                            >
                            > > Od zawsze mówię, że mnie to w połowie listopada należałoby położyć na pie
                            > cu, ob
                            > > łożyć kotami i obudzić gdzieś w marcu.
                            > >
                            > Ja też z tej frakcji 😀 - no ale trzeba, by choć wierny Gruszka dontego pieca d
                            > okladał, bo inaczej nic, tylko zostaje zamarznięcie jak Dziewczynka Bez Zapałek
                            > ...
                            >
                            >
                            >

                            tak tak, niech dokłada :) taki jest plan :D
    • jakgdyby.nigdynic Re: Z domu za mąż 05.01.23, 17:12
      ako17 napisała:

      > Zastanawia mnie, że żadna z dorosłych panienek Borejko (ani Pyziak, ale one to
      > w sumie też Borejkówny) nie wyprowadziła się z domu inaczej, niż za mąż. Niektó
      > re z nich zgoła i po zamążpójściu się nie wyprowadziły, aby stworzyć nową, odrę
      > bną komórkę społeczną. Jedna jedyna Nutria wyjechała na rok, niby na Cypr, ale
      > po pierwsze to nie wiadomo, czy naprawdę, jak to mówią w sąsiednim wątku, a po
      > drugie to nie było to wyjście z domu i pójście "na swoje", tylko roczny kontrak
      > t zawodowy (podobnie mieli Fryc czy inny Grzegorz) i następnie powrót do stołow
      > ego pokoju.
      >
      > Od razu mówię, że nie wiem, czy jakakolwiek inna panna z całego cyklu się wypro
      > wadziła, aby rozpocząć samodzielne życie. Bo panowie to tak: Tomasz chyba zamie
      > szkał oddzielnie, Baltona na pewno, tak samo Wolfi.


      Anielka się tak wyprowadziła, że aż za wszystkie inne dziewczyny w sadze wystarczyło :) Myślę, że podobnie jest z Bebe, chociaż tutaj to Józefina uciekła od dzieci, zmuszając je do "mieszkania na swoim".


      >
      > Znacie dużo takich osób, które do zamęścia mieszkają z rodzicami?

      Tak, znam trochę takich osób. W większości to kwestia finansowa, czasem chodzi o katolicyzm moich znajomych, albo oba czynniki na raz. Jestem z roczników '80 i kiedy wchodziliśmy w dorosłość, samodzielne mieszkanie dla młodych ludzi, którzy nie wyjeżdżali ze swojego miasta na studia było dość luksusową sytuacją. W przypadku małżeństwa zaraz po studiach (albo w trakcie) kompletnie niepraktykowana sprawa. Aha, dodam jeszcze, że te wszystkie "niesprawdzone w mieszkaniu" małżeństwa mają się świetnie i ciągle są razem :)

      • sulika Re: Z domu za mąż 07.01.23, 04:56
        jakgdyby.nigdynic napisała:

        >
        > > Znacie dużo takich osób, które do zamęścia mieszkają z rodzicami?
        >
        > Tak, znam trochę takich osób. W większości to kwestia finansowa, czasem chodzi
        > o katolicyzm moich znajomych, albo oba czynniki na raz. Jestem z roczników '80
        > i kiedy wchodziliśmy w dorosłość, samodzielne mieszkanie dla młodych ludzi, któ
        > rzy nie wyjeżdżali ze swojego miasta na studia było dość luksusową sytuacją. W
        > przypadku małżeństwa zaraz po studiach (albo w trakcie) kompletnie niepraktykow
        > ana sprawa. Aha, dodam jeszcze, że te wszystkie "niesprawdzone w mieszkaniu" ma
        > łżeństwa mają się świetnie i ciągle są razem :)
        >

        Myślę, że to trochę inna sytuacja. Czy te małżeństwa wciąż mieszkają z rodzicami? Czy, gdy nadarzyła się okazja, poszli na swoje?
        Wtedy mogło tak być i to zupełnie normalne. GABA i Janusz zostali na Roosevelta bo nie mogli dostać mieszkania. Gabrysia nie wyprowadziła się po rozwodzie, bo potrzebowała pomocy w opiece nad dziećmi oraz finansowej. Ida i Marek chyba nie mieliby takiego problemu ze znalezieniem mieszkania, ale też nie pamiętam w którym roku brali ślub. Pulpa wydzla za mąż prosto po studiach czy też po maturze, a uczyła się w Posen- można zrozumieć. Ale dlaczego Nutria nie kupiła kawalerki po powrocie z Cypru- pozostaje dla mnie zagadką. Dlaczego Gaba i Grzendron nie kupili mieszkania, by w nim mieszkać z dziećmi? A Laura, Józinkowiec, IGS, Pyzunia, Łucja, Ania, Nora? To młodsze pokolenie które ma większe możliwości i mogłoby się zajrzatnac koło mieszkanka.
        • bupu Re: Z domu za mąż 07.01.23, 10:24
          sulika napisał(a):

          >
          > Myślę, że to trochę inna sytuacja. Czy te małżeństwa wciąż mieszkają z rodzicam
          > i? Czy, gdy nadarzyła się okazja, poszli na swoje?
          > Wtedy mogło tak być i to zupełnie normalne. GABA i Janusz zostali na Roosevelta
          > bo nie mogli dostać mieszkania. Gabrysia nie wyprowadziła się po rozwodzie, bo
          > potrzebowała pomocy w opiece nad dziećmi oraz finansowej. Ida i Marek chyba ni
          > e mieliby takiego problemu ze znalezieniem mieszkania, ale też nie pamiętam w k
          > tórym roku brali ślub.

          1991. Mareczek, który musiał zjechać na ojczyzny lube łono w końcówce lat 70, niewątpliwie zbrojny w dulary, powinien dysponować własnym lokalem już w momencie spotkania Idy.

          Pulpa wydzla za mąż prosto po studiach czy też po maturz
          > e, a uczyła się w Posen- można zrozumieć.

          W trakcie studiów wyszła, o ile pomne.

          Ale dlaczego Nutria nie kupiła kawale
          > rki po powrocie z Cypru- pozostaje dla mnie zagadką.

          Bo oni nie lubią gdy się odchodzi :>

          Dlaczego Gaba i Grzendron
          > nie kupili mieszkania, by w nim mieszkać z dziećmi?

          Bo Gabuchna nie jest zdolna egzystować jako żona i matka dzieciom, ona zastygła w roli córki i dlatego nie ruszy się od rodziców do śmierci.

          > A Laura, Józinkowiec, IGS,
          > Pyzunia, Łucja, Ania, Nora? To młodsze pokolenie które ma większe możliwości i
          > mogłoby się zajrzatnac koło mieszkanka.

          Ani Larwa ani Pyza nie zarabiały na się w okresie przedmałżeńskim, więc na mieszkanko nie było je stać. Lokal mieszkalny przypadł im w udziale po zamążpójściu. Pyza do tego jest tak zdolna do załatwiania czegokolwiek, jak Ignac senior do występów kaskaderskich.

          Natomiast ni w ząb nie pojmuję czemu stary Fidelis nie dał synowi normalnej działki budowlanej pod lasem i pożyczki na normalne materiały budowlane. Nie ogarniam.

          Jozkiniowiec z kolei zanim zaczął zarabiać się zaręczył z pierwszą dzieweczką która nie powiedziała "Pałys, troglodyto, zostaw mnie w spokoju", a razem z ręką dzieweczki dostał poddasze do zagospodarowania, z prospektem na całość chałupy.

          IGS natomiast to już wybitne curiosum, bo nie zarabia normalnie nawet mając mieszkanie, żonę i dziecko na utrzymaniu. Do tego talenta do załatwiania i zakrzatania się wokół ten chłopak ma dokładnie takie same jak Pyza. Przecież to facet, który złapawszy gumę w gęsto zaludnionym terenie, zamiast poprosić kogoś o pomoc starannie wybrał jedyne błotniste miejsce w promieniu dziesiątek kilometrów (przypomnę że przełom sierpnia i września 2017 był suchy jak pieprz), żeby się z tym kołem męczyć samemu mimo totalnego braku zdolności mechanicznych.
        • jakgdyby.nigdynic Re: Z domu za mąż 07.01.23, 11:55
          sulika napisał(a):

          > jakgdyby.nigdynic napisała:
          >

          > >
          > > Tak, znam trochę takich osób. W większości to kwestia finansowa, czasem c
          > hodzi
          > > o katolicyzm moich znajomych, albo oba czynniki na raz. Jestem z rocznikó
          > w '80
          > > i kiedy wchodziliśmy w dorosłość, samodzielne mieszkanie dla młodych ludz
          > i, któ
          > > rzy nie wyjeżdżali ze swojego miasta na studia było dość luksusową sytuac
          > ją. W
          > > przypadku małżeństwa zaraz po studiach (albo w trakcie) kompletnie niepra
          > ktykow
          > > ana sprawa. Aha, dodam jeszcze, że te wszystkie "niesprawdzone w mieszkan
          > iu" ma
          > > łżeństwa mają się świetnie i ciągle są razem :)
          > >
          >
          > Myślę, że to trochę inna sytuacja. Czy te małżeństwa wciąż mieszkają z rodzicam
          > i? Czy, gdy nadarzyła się okazja, poszli na swoje?

          Ale pytanie było postawione w jasny sposób? "Czy znacie ludzi, którzy "wyszli z domu" prosto do małżeństwa?" Odpowiedź: "Tak, znam(y)".


          Dlaczego Gaba i Grzendron
          > nie kupili mieszkania, by w nim mieszkać z dziećmi? A Laura, Józinkowiec, IGS,
          > Pyzunia, Łucja, Ania, Nora? To młodsze pokolenie które ma większe możliwości i
          > mogłoby się zajrzatnac koło mieszkanka.

          No pewnie mogliby, ale padła sugestia, że NIKT TAK NIE ROBI. Sprostowałam. Ludzie tak robią, ze względów podanych powyżej: tradycyjny światopogląd oraz/lub brak pieniędzy.

          Poza tym pytanie było o mieszkanie z rodziną do ślubu, a nie po ślubie. To jest zupełnie inna kwestia.
          • ako17 Re: Z domu za mąż 07.01.23, 18:54
            jakgdyby.nigdynic napisała:


            > Poza tym pytanie było o mieszkanie z rodziną do ślubu, a nie po ślubie.
            > To jest zupełnie inna kwestia.

            No jest.
            Mieszkanie z rodzicami do ślubu/ zamieszkania z kimś w związku nieformalnym, jest takie, wg mnie, do wyboru - można i tak, można i tak.
            Ja pochodzę z tego pokolenia, które próbowało po osiągnięciu dorosłości wyprowadzić się od rodziców (oczywiście nie mówię, że wszyscy). Nie dlatego, że się zakładało swoją rodzinę, ale dlatego, że po prostu chciało się być osobno.
            Z różnym skutkiem, wiadomo: ceny najmu, brak zdolności kredytowej, konflikty ze współlokatorem. Parę razy się wyprowadzałam, mieszkałam u koleżanki, która kupiła mieszkanie i czuła się w nim samotna, wynajmowałam mieszkanie z kimś, mieszkałam sama za opłaty w mieszkaniu znajomych itp, pomiędzy wracałam na kilka miesięcy do rodziców.
            Kupiłam mieszkanie i mieszkałam sama dobrych kilka lat.

            Podobno teraz "Zetki" nie chcą się wyprowadzać od rodziców po osiągnięciu dorosłości, nie wiem czy to prawda. Tym niemniej żadna z Borejkówien i Pyziakówien nie była z pokolenia Z.

            Podkreślam: mówię o sytuacji gdy rodzice mieszkają [b]w tym samym[b] mieście, w moim przypadku to Wawa - ja nie zamierzałam wyjechać na studia, czy do pracy, do innego miasta, ja po prostu potrzebowałam nie mieszkać z rodzicami. Odwiedzałam ich bardzo często, czasem zostawałam na noc, miałam u nich ciuchy na zmianę, kosmetyki. Ale mieszkać z nimi nie chciałam.

            Natomiast zagnieżdżenie się ze swoją nową rodziną: partnerem i dziećmi w domu rodziców to jest naprawdę co innego i jest dla mnie dziwne. Owszem, rozumiem, że w życiu różnie się układa, zwłaszcza gdy:
            - rodzice potrzebują opieki, której nie da się udzielić okazyjnie (często dzwonić i wpadać 1-2 razy w tygodniu: przynieść cięższe zakupy, coś pomóc w domu, przypilnować wykupu recepty); trzeba być na miejscu;
            - kompletnie brak finansów na zamieszkanie oddzielnie;
            - czeka się na swoje mieszkanie: zakupione - aż je zbudują, za PRL: aż je przyznają i oddadzą do użytku;
            - rodzice mają duży dom, za duży dla nich. Nowa komórka społeczna wtedy przystosowuje sobie część domu tylko dla siebie (bezwzględnie: łazienka do własnego użytku!!!), zorganizowana zostaje jakaś część wspólna, żeby spędzać czas razem ze starszym pokoleniem - np. razem gotować i jeść. I wszyscy są z tego rozwiązania w miarę zadowoleni.

            Żadna z powyższych okoliczności nie zachodzi w przypadku Gaby i Grzegorza, zamieszkałych na R5. Połowicznie dotyczy to Idy.
            W sumie to się Ruda doskonale urządziła - swoją suterynę ma dla siebie i swojej rodziny, a cały bałagan odbywa się na parterze. W dół reszta rodziny tak łatwo nie przenika. Ba! gdy trzeba Józefa zabrać do szpitala, to nie ma on dostępu do własnej kurtki i butów!
          • sulika Re: Z domu za mąż 08.01.23, 01:04
            Jakgdybynigdynic, ja nie komentowałam w kontekscie, że żle odpowiedziałaś, tylko, że Borejkowie są w innej sytuacji, bo nie potrafią się ogarnąć, a mają możliwości. Pewnie źle to sformułowałam
    • sulika Re: Z domu za mąż 07.01.23, 04:35
      Mnie zastanawia pewna kwestia. Dlaczego wszyscy jak jeden maz, żoną i kochanka studiują w Poznaniu? Dlaczego nikt nie wyjeżdża do innego miasta, nie mówiąc już o zagranicy? Rozumiem, że Poznań ma dobre uczelnie, ale na Jowisza, nie uwierzę, że w jednej rodzinie oraz wśród znajomych tejże rodziny wszyscy kończyli studia w tym samym mieście. Większość jednak wyjeżdża, bo chce zmienić otoczenie, zacząć nowe życie itd. . Tymczasem wydaje mi się, że nie ma w Sadze przykładu osoby , która by coś skończyła poza Poznaniem. Pomijając kursy żeglarskie Nutrii. Ale gdyby Posen m leżało nad morzem, to autorka kazałaby te kursy robić Nutrii w Poznaniu.
      Poza tym dlaczego nikt nie wyjeżdża w ramach Erasmusa? I dlaczego nikt nie studiuje zaoczne ie (tak wiem młodziez zczółkiem by się nie skalała, ale to by na pewno uwiarygodniło Sagę).
      W sumie, gdy ludzie gdzieś wyjeżdża na studia, to później tam zostają. To by usprawiedliwiło masowe zniknięcia przynjmaniej części bohaterów. I nie trzeba by o nich wspominać i robić z nich na siłę nauczycieli i matek dzieciom.
      • julian_arden Re: Z domu za mąż 07.01.23, 09:48
        sulika napisał(a):

        [...]
        > Poza tym dlaczego nikt nie wyjeżdża w ramach Erasmusa? I dlaczego nikt nie stud
        > iuje zaoczne ie (tak wiem młodziez zczółkiem by się nie skalała, ale to by na p
        > ewno uwiarygodniło Sagę).
        > W sumie, gdy ludzie gdzieś wyjeżdża na studia, to później tam zostają. To by us
        > prawiedliwiło masowe zniknięcia przynjmaniej części bohaterów. I nie trzeba by
        > o nich wspominać i robić z nich na siłę nauczycieli i matek dzieciom.

        No można by się zastanowić i pociągnąć jeszcze, że Gaba jest chyba przykładem chowu wsobnego naukowców akademickich: taka profesór, która skończyła studia, zrobiła doktorat a potem habilitację w tym samym miejscu, i tak do emerytury. To się w Polsce praktykowało i w zasadzie nadal praktykuje, ale uważane jest za niekorzystne dla rozwoju naukowca, a co za tym idzie (między innymi) również dla tych, których uczy. Naukowiec, który przez całe życie pracuje w jednym miejscu i nie widział, jak się pracuje gdzie indziej i nie robił z innymi... Ja tego nie kupuję.
        • kooreczka Re: Z domu za mąż 07.01.23, 13:12
          Ja kupuję, bo widziałam na własne oczy- mamusia i tatuś pomogą, załatwią, ustawią, gdzie indziej trzeba by się bardziej starać i jeszcze może konkurować. Tym sposobem mamy profesorów których wszyscy, od kolegów profesorów do stażystów uważają za idiotów- ale są "z dynastii", prześlizgnęli się dzięki koneksjom i dzięki koneksjom się trzymają, robotę odwala kto inny, licząc, że mu coś z tych koneksji skapnie. Lubią przy tym opowiadać jak to ciężko pracowali.
          • julian_arden Re: Z domu za mąż 07.01.23, 14:15
            kooreczka napisał:

            > Ja kupuję, bo widziałam na własne oczy- mamusia i tatuś pomogą, załatwią, ustaw
            > ią, gdzie indziej trzeba by się bardziej starać i jeszcze może konkurować. Tym
            > sposobem mamy profesorów których wszyscy, od kolegów profesorów do stażystów uw
            > ażają za idiotów- ale są "z dynastii", prześlizgnęli się dzięki koneksjom i dzi
            > ęki koneksjom się trzymają, robotę odwala kto inny, licząc, że mu coś z tych ko
            > neksji skapnie. Lubią przy tym opowiadać jak to ciężko pracowali.

            Nie twierdzę, ze się nie da, skądże, ale uważam, że to niezbyt właściwe. Powstają potem takie Czarnki, typ od 15 roku życia pętał się na KUL, od kiedy wuj ksiądz go usynowił. Magisterium, doktorat, beznadziejna habilitacja i stanowisko profesorskie oczywiście, wszystko w jednej ciepłej norce. Spaczyło to chłopczynę na zawsze. Zaznaczam, że nie piszę tu o Gabrielli, tylko ogólnie o zjawisku profesorów jednego korytarza.
            • bupu Re: Z domu za mąż 07.01.23, 14:35
              julian_arden napisał:

              > kooreczka napisał:
              >
              > > Ja kupuję, bo widziałam na własne oczy- mamusia i tatuś pomogą, załatwią,
              > ustaw
              > > ią, gdzie indziej trzeba by się bardziej starać i jeszcze może konkurować
              > . Tym
              > > sposobem mamy profesorów których wszyscy, od kolegów profesorów do stażys
              > tów uw
              > > ażają za idiotów- ale są "z dynastii", prześlizgnęli się dzięki koneksjom
              > i dzi
              > > ęki koneksjom się trzymają, robotę odwala kto inny, licząc, że mu coś z t
              > ych ko
              > > neksji skapnie. Lubią przy tym opowiadać jak to ciężko pracowali.
              >
              > Nie twierdzę, ze się nie da, skądże, ale uważam, że to niezbyt właściwe. Powsta
              > ją potem takie Czarnki,

              Jako nauczycielka wprawdzie miałabym dużo do powiedzenia o tym indywiduum, jednakże proszę o nieprzywloczenie go na niniejsze forum, bo zaraz się jaki troll polityczny objawi. A tego byśmy nie chcieli, praaaawdaaaaa?
              • julian_arden Re: Z domu za mąż 07.01.23, 16:54
                bupu napisała:

                [...]
                > Jako nauczycielka wprawdzie miałabym dużo do powiedzenia o tym indywiduum, jedn
                > akże proszę o nieprzywloczenie go na niniejsze forum, bo zaraz się jaki troll p
                > olityczny objawi. A tego byśmy nie chcieli, praaaawdaaaaa?

                Jezu, przepraszam serdecznie. Oczywiście, to racja. Typ leży mi na wątrobie, bo to formalnie rzecz biorąc mój najwyższy mzimu.
      • bupu Re: Z domu za mąż 07.01.23, 10:01
        sulika napisał(a):

        > Mnie zastanawia pewna kwestia. Dlaczego wszyscy jak jeden maz, żoną i kochanka
        > studiują w Poznaniu? Dlaczego nikt nie wyjeżdża do innego miasta, nie mówiąc ju
        > ż o zagranicy?

        No co ty, żeby studiować gdzie indziej musieliby się odłączyć od rodziny, a tak robią tylko CKNUKi, fuje i fubrawcy. Prawilni członkowie klanu tkwią w splątanym familijnym kłebowisku jak zimujące żmije.
      • mircja Re: Z domu za mąż 07.01.23, 17:18
        sulika napisał(a):

        > Mnie zastanawia pewna kwestia. Dlaczego wszyscy jak jeden maz, żoną i kochanka
        > studiują w Poznaniu? Dlaczego nikt nie wyjeżdża do innego miasta, nie mówiąc ju
        > ż o zagranicy? Rozumiem, że Poznań ma dobre uczelnie, ale na Jowisza, nie uwie
        > rzę, że w jednej rodzinie oraz wśród znajomych tejże rodziny wszyscy kończyli s
        > tudia w tym samym mieście. Większość jednak wyjeżdża, bo chce zmienić otoczenie
        > , zacząć nowe życie itd. . Tymczasem wydaje mi się, że nie ma w Sadze przykładu
        > osoby , która by coś skończyła poza Poznaniem. Pomijając kursy żeglarskie Nutr
        > ii. Ale gdyby Posen m leżało nad morzem, to autorka kazałaby te kursy robić Nut
        > rii w Poznaniu.
        > Poza tym dlaczego nikt nie wyjeżdża w ramach Erasmusa? I dlaczego nikt nie stud
        > iuje zaoczne ie (tak wiem młodziez zczółkiem by się nie skalała, ale to by na p
        > ewno uwiarygodniło Sagę).
        > W sumie, gdy ludzie gdzieś wyjeżdża na studia, to później tam zostają. To by us
        > prawiedliwiło masowe zniknięcia przynjmaniej części bohaterów. I nie trzeba by
        > o nich wspominać i robić z nich na siłę nauczycieli i matek dzieciom.

        Ciekawe - wszyscy moi znajomi pochodzący z Poznania - utalentowani ludzie - kończyli studia w Poznaniu (kierunki: matematyka, japonistyka, europeistyka, historia). Z tym, że to były czasy, kiedy jeszcze niewiele osób wyjeżdżało, żeby kończyć studia za granicą.
        • sulika Re: Z domu za mąż 08.01.23, 01:08
          mircja napisała:

          >
          > Ciekawe - wszyscy moi znajomi pochodzący z Poznania - utalentowani ludzie - koń
          > czyli studia w Poznaniu (kierunki: matematyka, japonistyka, europeistyka, histo
          > ria). Z tym, że to były czasy, kiedy jeszcze niewiele osób wyjeżdżało, żeby koń
          > czyć studia za granicą.
          To rzeczywiście ciekawe. Ale dawniej bylo bardziej zrozumiałe. Nie czepiam się, że Borejkówny studiowały na miejscu. Raczej piję do młodszego pokolenia.
      • ciotka.scholastyka Re: Z domu za mąż 10.01.23, 13:38
        sulika napisał(a):

        > Pomijając kursy żeglarskie Nutr
        > ii. Ale gdyby Posen leżało nad morzem, to autorka kazałaby te kursy robić Nut
        > rii w Poznaniu.

        Kursów żeglarskich wcale nie robi się nad morzem. Pod Poznaniem jest masa jezior, w tym wielkie jezioro Kierskie i tam się robi kursy. Tak samo w Strzeszynku :)
        • sulika Re: Z domu za mąż 14.01.23, 15:28
          aaa, dobra, mea culpa.
      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Z domu za mąż 19.05.24, 22:32
        sulika napisał(a):

        > Mnie zastanawia pewna kwestia. Dlaczego wszyscy jak jeden maz, żoną i kochanka
        > studiują w Poznaniu? Dlaczego nikt nie wyjeżdża do innego miasta, nie mówiąc ju
        > ż o zagranicy? Rozumiem, że Poznań ma dobre uczelnie, ale na Jowisza, nie uwie
        > rzę, że w jednej rodzinie oraz wśród znajomych tejże rodziny wszyscy kończyli s
        > tudia w tym samym mieście. Większość jednak wyjeżdża, bo chce zmienić otoczenie
        > , zacząć nowe życie itd. . Tymczasem wydaje mi się, że nie ma w Sadze przykładu
        > osoby , która by coś skończyła poza Poznaniem.
        > (...)

        To jest bardzo słuszna uwaga!
        Nawet jeśli faktycznie nikt z bohaterów nie ma ochoty wyjeżdżać i woli studiować w rodzinnym mieście, to sorry, Poznań może sobie mieć dobre uczelnie, ale to nie znaczy, że każdy, kto złoży do nich papiery, musi się z automatu dostać! Czy nie mogłoby dojść do sytuacji, gdzie ktoś z bohaterów (piję tu zwłaszcza do Borejcząt) się na poznański uniwersytet nie dostał, ale na uczelnię w innym mieście już tak?
        Albo, jeśli wszystkie borejcze latorośle muszą być młodocianymi geniuszami, to czemu żadne nie pojedzie studiować w innym mieście dlatego, że tamtejszy uniwerek jest lepszy z interesującego je kierunku? Takie powody wyjazdów na studia też nie są rzadkie.

        A abstrahując już od studiów, co z wyjazdami za pracą? To dopiero jest pójście na swoje! Nie mówię, że od razu trzeba robić takie czasorzestrzenne wygibasy jak Pyziak, ale mało to jest sytuacji, gdzie ktoś dostaje lepszą pracę w innym mieście i przeprowadza się tam? Najbliższa temu jest chyba Patrycja, która wyniosła się pod Poznań by zalesiać stadniny wnioskami unijnymi.

        > W sumie, gdy ludzie gdzieś wyjeżdża na studia, to później tam zostają. To by us
        > prawiedliwiło masowe zniknięcia przynjmaniej części bohaterów. I nie trzeba by
        > o nich wspominać i robić z nich na siłę nauczycieli i matek dzieciom.

        THIS. Pierwszą osobą, której zniknięcie można było tak wytłumaczyć jest Elka.
        I o co MM chodzi z tymi nauczycielami? Nie zna żadnych innych zawodów?
        • hanuszka189 Re: Z domu za mąż 20.05.24, 08:30
          tajna_kryjowka_pyziaka napisała:


          > To jest bardzo słuszna uwaga!
          > Nawet jeśli faktycznie nikt z bohaterów nie ma ochoty wyjeżdżać i woli studiowa
          > ć w rodzinnym mieście, to sorry, Poznań może sobie mieć dobre uczelnie, ale to
          > nie znaczy, że każdy, kto złoży do nich papiery, musi się z automatu dostać! Cz
          > y nie mogłoby dojść do sytuacji, gdzie ktoś z bohaterów (piję tu zwłaszcza do B
          > orejcząt) się na poznański uniwersytet nie dostał, ale na uczelnię w innym mieś
          > cie już tak?
          > Albo, jeśli wszystkie borejcze latorośle muszą być młodocianymi geniuszami, to
          > czemu żadne nie pojedzie studiować w innym mieście dlatego, że tamtejszy uniwer
          > ek jest lepszy z interesującego je kierunku? Takie powody wyjazdów na studia te
          > ż nie są rzadkie.
          >
          > A abstrahując już od studiów, co z wyjazdami za pracą? To dopiero jest pójście
          > na swoje! Nie mówię, że od razu trzeba robić takie czasorzestrzenne wygibasy ja
          > k Pyziak, ale mało to jest sytuacji, gdzie ktoś dostaje lepszą pracę w innym mi
          > eście i przeprowadza się tam? Najbliższa temu jest chyba Patrycja, która wynios
          > ła się pod Poznań by zalesiać stadniny wnioskami unijnymi.
          >

          Pod względem studiowania Poznań jest mocno specyficzny i akurat tu klimat został dobrze uchwycony. Studiują ludzie z Wielkopolski. Poznaniacy studiują w Poznaniu i mieszkają w domu, albo nie idą na studia w ogóle bo lepiej zacząć zarabiać pieniądze ;) Akurat znałam trochę wybierającej się na studia młodzieży i często dostawali się do Poznania i Wrocławia - i w takiej sytuacji zostawali u siebie. Jeśli są w miarę ogarnięci humanistycznie, to nie ma problemu z przyjęciem - to jest dobry uniwersytet, ale nie ma tylu chętnych, żeby były wielkie kolejki. Często jest drugi nabór.

          Pracują też w Poznaniu... inne miasta są po prostu daleko, trzeba się całkowicie przenieść, jak Robrojek. Takie to trochę zamknięte, hermetyczne środowisko, dużo bardziej niż w innych polskich miastach, które znam.
          • przymrozki Re: Z domu za mąż 20.05.24, 10:30
            hanuszka189 napisała:

            > Pod względem studiowania Poznań jest mocno specyficzny i akurat tu klimat zosta
            > ł dobrze uchwycony. Studiują ludzie z Wielkopolski. Poznaniacy studiują w Pozna
            > niu i mieszkają w domu,

            Przy czym to na pewno zależy też od kierunku studiów - bo takie na przykład językowe studia w Poznaniu (w tym japonistyka mydlanej Ani) uchodzą za najlepsze w Polsce, Poznań bywa uczelnią pierwszego wyboru nawet dla maturzystów z Krakowa czy Warszawy.
            • kooreczka Re: Z domu za mąż 20.05.24, 15:58
              Rodzi się pytanie co zrobiła Ida, że udało jej się tak szybko i bezstresowo zrobić specjalizację.

              Wielkopolska jeśli chodzi o rynek medyczny jest specyficzna do tej pory- bardzo mało miejsc na specjalizaje jakiegokolwiek typu, mnóstwo absolwentów jedzie do innych województw.
              W czasach, kiedy Ida kończyła studia było jeszcze gorzej- etat pozwalający robić specjalizację trzeba było sobie "wychodzić". Płacono grosze albo nic zgoła. Czasem ambitny i ustosunkowany ordynator "załatwiał" etaty w ramach urzędu pracy. Jak Ida wkręciła się na obleganą zabiegówkę- pojęcia nie mam.
              Jeśli ktokolwiek w latach 90 miałby rozważać bycie akwizytorem to Ida- dla młodych lekarzy nie było pracy, ale firmy farmaceutyczne brały z otwartymi ramionami.
              Rezdentury, które ukróciły ten proceder weszły dopiero kiedy Ida urzędowała w Mediluksie

              Nb laryngologia i okulistyka to do dzisiaj rezerwat dla uzdolnionych chirurżek, którym nie pozwalano robić "prawdziwej" chirurgii, bo nie mają wacka. Że niby kobiety mają mniejsze rączki i lepiej się nadają.
              • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Z domu za mąż 20.05.24, 17:21
                kooreczka napisał:

                > Rodzi się pytanie co zrobiła Ida, że udało jej się tak szybko i bezstresowo zro
                > bić specjalizację.
                >
                > Wielkopolska jeśli chodzi o rynek medyczny jest specyficzna do tej pory- bardzo
                > mało miejsc na specjalizaje jakiegokolwiek typu, mnóstwo absolwentów jedzie do
                > innych województw.
                > W czasach, kiedy Ida kończyła studia było jeszcze gorzej- etat pozwalający robi
                > ć specjalizację trzeba było sobie "wychodzić". Płacono grosze albo nic zgoła. C
                > zasem ambitny i ustosunkowany ordynator "załatwiał" etaty w ramach urzędu pracy
                > . Jak Ida wkręciła się na obleganą zabiegówkę- pojęcia nie mam.
                > Jeśli ktokolwiek w latach 90 miałby rozważać bycie akwizytorem to Ida- dla młod
                > ych lekarzy nie było pracy, ale firmy farmaceutyczne brały z otwartymi ramionam
                > i.
                > Rezdentury, które ukróciły ten proceder weszły dopiero kiedy Ida urzędowała w M
                > ediluksie
                >
                > Nb laryngologia i okulistyka to do dzisiaj rezerwat dla uzdolnionych chirurżek,
                > którym nie pozwalano robić "prawdziwej" chirurgii, bo nie mają wacka. Że niby
                > kobiety mają mniejsze rączki i lepiej się nadają.


                A neurochirurgolog Mareczek tym bardziej! Przecież jego specki gdziekolwiek są niemożliwe fizycznie
              • tt-tka Re: Z domu za mąż 20.05.24, 18:18
                kooreczka napisał:

                > Rodzi się pytanie co zrobiła Ida, że udało jej się tak szybko i bezstresowo zro
                > bić specjalizację (...)
                > W czasach, kiedy Ida kończyła studia było jeszcze gorzej- etat pozwalający robi
                > ć specjalizację trzeba było sobie "wychodzić". Płacono grosze albo nic zgoła. C
                > zasem ambitny i ustosunkowany ordynator "załatwiał" etaty w ramach urzędu pracy
                > . Jak Ida wkręciła się na obleganą zabiegówkę- pojęcia nie mam.

                Hmmm... czyzby ambitny i ustosunkowany ordynator w osobie Mamerta wkrecil i zalatwil ?
                Tego samego Mamerta, ktorego u Borejkow wzywa sie do byle czego swiatek i piatek, ale nawet grzecznosciowo raz w czas nie pyta o zone i dzieci ?
      • kocynder Re: Z domu za mąż 22.05.24, 11:53
        Też mnie to dziwi, jeśli wziąć pod uwagę, iż przez cykl przewinęło się całkiem spore grono studentów/osób po studiach. Dobra, Poznań ma niezłe szkolnictwo wyższe. Ok. Ale że nikt? Nikt na UJ, nikt do Szkoły Morskiej, nikt na WAT? Nikt nie ma tak, że nawet CHCIAŁ w Poznaniu, a nie dostał się na uczelnię "pierwszego wyboru" i dlatego np Warszawa czy Wrocław? I nawet, że to kłopot, bo koszty a do domu daleko...
        Ten wybór szkół jest też moim zdaniem czynnikiem "wymuszającym" przyszłe zawody: jedyne jakie pani ałtorka zna to nauczyciel, plastyk, lekarz. Ewentualnie "politechnik". Kropka. A może, gdyby dopuściła inne studia, to i okazałoby się, że są też inne zawody?
        • tt-tka Re: Z domu za mąż 22.05.24, 12:16
          Byla wtopa, Laura w pierwszym porywie startowala na piosenke estradowa, czego w Posen nie ma lub wtedy nie bylo :)
          Ale jak sie nie dostala, to nie przyszlo jej do glowy probowac w innym miescie, odczekala rok i znowu na poznanskaa AM. Tyle ze juz na spiew operowy.

          Jozin z bazin tez nie probowal gdzie indziej. Inna sprawa, podejrzewam, ta matczyna medycyna mu nie lezala i bardzo mu bylo na reke, ze sie NIE dostal, obojetne gdzie.
          • kocynder Re: Z domu za mąż 22.05.24, 12:29
            To, że w Poznaniu nie ma estradowej, a Laura zdawała to pikuś - Marek ordynuje neurologią/neurochirurgią w szpitalu Raszeji, p[podczas gdy tutejsze Poznanianki twierdzą, że Raszeja neurologii nie ma. :D
            Większą wtopą jest dla mnie fakt, że również forumowe osoby znające twierdzą, iż śpiew estradowy jest dużo, dużo prostszy niż operowy i że w sumie nie ma opcji, by panna oblana na estradowy dostała się na operowy. Od razu uprzedzam, że ja nie mam pojęcia czy tak jest serio - serio, ale takie opinie na forumie czytałam, a bardziej wierzę forumowi niż MM.
            A Józwa startował na medycynę? Przegapiłam! No to chwała Zeusowi, że jednak się nie dostał i politechniak...Jakoś średnio go widzę jako lekarza... Mi tam by do niego pasowała WAT. I tak, "wizja": Idulka jest przekonana, że synuś posłusznie papiery w zębach na medycynę w Poznaniu złożył, a tu "suprais" - Józio nakichał na Poznań i po wakacjach raczy rodziców radosnym info, że jedzie do Warszawy, ma już zaklepany akademik, w wakacje pracując na stacji benzynowej/kelnerując/w NASA zarobił na opłaty za tenże na trzy miechy, liczy, że mu rodzice dalej akademik zafundują. Jest już spakowany, ma bilet i cześć pieśni... :D
            • mamuka_z_boru Re: Z domu za mąż 23.05.24, 06:45
              kocynder napisała:

              Józio nakic
              > hał na Poznań i po wakacjach raczy rodziców radosnym info, że jedzie do Warszaw
              > y, ma już zaklepany akademik, w wakacje pracując na stacji benzynowej/kelnerują
              > c/w NASA zarobił na opłaty za tenże na trzy miechy, liczy, że mu rodzice dalej
              > akademik zafundują. Jest już spakowany, ma bilet i cześć pieśni... :D
              >
              Ja tylko pragnę zauważyć, że gdyby Jóżozwierz wybrał WAT, to nie tylko ma za darmo akademik, ale i od pierwszego roku dostaje normalny żołd, Więc dla rodu Harpagonów czysty zysk.
              NB - w moim zakątku Ojczyzny, gęsto napakowanym koszarami, zanim otwarto granice i chłopaki zaczęły wyjeżdżać na platformy wiertnicze i budować domy w Norwegii, wojsko zawsze było perspektywą dla młodzieży z domów niezamożnych. Mniej zdolni szli od razu do służby czynnej, natomiast ci zdolni i ambitni, a z powodów rodzinnych lub finansowych niemający szans na wyjazd na "normalne" studia, szli na WAT. Dla zdolnego chłopaka z jakiejś biedy i mordoru była to w zasadzie jedyna szansa na normalne, dzienne studiowanie w wielkim mieście. A i praca dobrze płatna była potem zagwarantowana i pewien awans społeczny.
        • ako17 Re: Z domu za mąż 22.05.24, 12:27
          kocynder napisała:


          > Ten wybór szkół jest też moim zdaniem czynnikiem "wymuszającym" przyszłe zawody
          > : jedyne jakie pani ałtorka zna to nauczyciel, plastyk, lekarz. Ewentualnie "po
          > litechnik". Kropka.

          Architekci to też "Politechnicy"?
          Jest jeszcze astrofizyka Fryca (Pyzy nie liczę) i leśnictwo Florków.
          >
          • kocynder Re: Z domu za mąż 22.05.24, 12:31
            Architekt to też "politechnik". Astrofizyka jest fuja i dla CKNUKow. Pyza nie poszła na astrofizykę tylko na mężologię stosowaną. A Flor nie jest żadnym leśnikiem, tylko panem dziedzicem z dawnej literatury. :P
            • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Z domu za mąż 22.05.24, 13:18
              kocynder napisała:

              > Architekt to też "politechnik". Astrofizyka jest fuja i dla CKNUKow. Pyza nie p
              > oszła na astrofizykę tylko na mężologię stosowaną. A Flor nie jest żadnym leśni
              > kiem, tylko panem dziedzicem z dawnej literatury. :P
              >

              W ogóle kierunki i przedmioty typowo ścisłe uchodzą za domenę fuj i fubrawców.
              • shireen_leila_khaled Re: Z domu za mąż 22.05.24, 14:19
                tajna_kryjowka_pyziaka napisała:
                > W ogóle kierunki i przedmioty typowo ścisłe uchodzą za domenę fuj i fubrawców.

                Ależ nie - od 6K uwielbianie fizyki teoretycznej, zawód chemik, sport, lutowanie tranzystorów i matma to cechy prawdziwych menszczyznuff. Pyziaczek niby zna się na teatrze i antyku, ale też twardziel poligraf, sportowiec i umie murować dziury. Mogą być jeszcze pseudofilozof jak Ignac i Krzysio. Potem dopiero takie męskie humaniory jak Kozio, Dambo, Berni, Tomcio i Baltona (ucieka od wojska, woli kwiatki i lasy). Może to dlatego Mamert Boryna tak bardzo hejtuje Tomcia bo to za brak męskich studiów jak fizyka czy chirurgia tylko jakieś fiubździu religie jak jakaś BABA.
                Ale nawet artyści wyklęci, lalkarze i humanisty muszą znienacka umieć naprawiać pralki jednym pyknięciem (Kozio wtf)????
                A prawdziwe niewiasty to wyłącznie humanistki, poetki, firany, aktorki, ahtystki, liczyć im absolutnie nie wolno!!! Płodność od tego stracą, nie będą gotować i zero dzidziusiów w przyszłości!!
                Jak umieją matmę to nieprawdziwe zimne suczydła, albo elementy komiczne, którym wysychają jajeczka i rosną im wąsy (Burczykowska????) albo umierają za karę na raka (Ewa Sopel).
                Wszelkie matmy i algorytmy powodują bowiem wydzielanie męskich soków w osobniczce i kasują żeński chromosom.
                Arabellska zaś jest niekobieca, bowiem tak samo po męsku brzydka jak jej ojciec Zwisływąs, więc skoro i ona ma te wąsy, to równie dobrze może naprawiać kanalizację, zmieniać koło w aucie, karate zna, garnki lutuje, usuwa ciąże, krawaty wiąże. To ona jest Bestią, a miękki różany i czarujący Czaruś to Piękność. Ale jest też silną Pięknością i imponuje Arabestii zarzucaniem wora na plecy i naszaniem garniaka... hmmm co za gender jakiś, panie ja kogo..

                Gdy pojawia się najgorszy na świecie, syfiasty dwójpak kuzynów, to prawdziwym menszczyznem u MM staje się dresiarz taki jak Lisiecki co tak dzielnie bije 🙄🙄🙄🙄🙄🙄🤮🤮🤮🤮🤮🤮🤮🤢🤢🤢🤢🤢🤢
                Chyba że to nauczyciel polskiego, to wtedy może i kwiaty hodować.
        • shireen_leila_khaled Re: Z domu za mąż 22.05.24, 13:25
          kocynder napisała:

          > Dobra, Poznań ma niezłe szkolnictwo wyż
          > sze. Ok. Ale że nikt? Nikt na UJ, nikt do Szkoły Morskiej, nikt na WAT?

          Nope, u MM to do Poznania przybywają tłumnie pielgrzymi spragnieni wiedzy z tak dalekich rubieży jak np. Środy Wlkp któraż to leży aż PU GODZINY od Poznań City I ma do tego całkiem dobre liceum, Hajduczek chodzi do Morcinka tylko aby Cesię wyhajduczyć...
          Anielka z Łeby.
          Małżeństwo małorolnych Krychy i Wojtka aż spod Rzeszowa co jest debilizmem nie tylko logistycznym ale i kuriozum dlaczegóż to nie próbowali na ASP krakowskim, albo w razie niedostania się na jakieś bliższe szkoły graficzne, oraz czym przekupili poznańskich rektorów, aby jako wsioki młode spod Rzeszowa dostać się na tak oblegany kierunek w mieście wojewódzkim, zamiast lokalnych nepo babies partyjnych i takiej bananowej młodzieży jak Pawełek i Danusia.
          Mareczek rowniez z Jueseja przybywa do Poznania się kształcić i to już w licełum w latach 70 - acha. Jeszcze rozumiałabym oszczędności na studiach, bo w USA trzeba płacić czesne, a w Polsce mógł student zbrojny w dularesy nie tylko iść na medycynę za darmo, ale i żyć jak panisko... ale że nastolatek wolałby głodowanie w przaśnym PRLu lat 80ych zamiast takich luxusów kapitalistycznych jak biały miękki papier toaletowy, prawdziwy czekolada, cytrusy banany i do tego wkuwanie np. rosyjskiego ..

          Nikt ni
          > e ma tak, że nawet CHCIAŁ w Poznaniu, a nie dostał się na uczelnię "pierwszego
          > wyboru" i dlatego np Warszawa czy Wrocław? I nawet, że to kłopot, bo koszty a d
          > o domu daleko...

          Ha, mamy też i takie 2 przegrywy, też kompletne kuriozumy, no ale mamy.
          Pierwsze to Joanna, która nie dostała się do, lol, Szkoły Baletowej więc bardzo logicznie idzie do liceum poligraficznego... bo jak nie może tańczyć to chociaż gazety będzie drukować.
          Druga to Aniella, szekspirowska gwiazda, diva teatralna, aktorka z zamiłowania od czasu sp, na której szkolnym występie widownia oszalała dla jej Hamleta, a Franię garkotłuka grała tak dobrze, że Paweł wgl nie rozpoznał - nie dostaje sie w pierwszym podejściu do aktorskiej - to rzuca całkowicie teatr, idzie na 5 lat na jakąś od czapy grafikę użytkową chociaż ani razu nie maluje ani nie rysuje ani nie rzeźbi przedtem - marnuje młodość zamiast próbować dostać się do filmu czy do teatru - a i tak kończy w teatrze 🙄🙄🙄🙄😢


          > Ten wybór szkół jest też moim zdaniem czynnikiem "wymuszającym" przyszłe zawody
          > : jedyne jakie pani ałtorka zna to nauczyciel, plastyk, lekarz. Ewentualnie "po
          > litechnik". Kropka. A może, gdyby dopuściła inne studia, to i okazałoby się, że

          MM nigdy nie studiowała akademicko więc pojęcia nie ma zielonego co to studenci, profesorzy, czemu wkuwają na sesję, ile trzeba pisać aby zaliczyć, latac z indeksem na wykłady itd. To tylko "prosta baba z maturO" i to oblaną. Odgrażała się że nie będzie w życiu więcej wkuwać po maturze, a zeszyty i podręczniki spali i tak właśnie zrobila. Na studia poszła na ASP czyli na zawodówkę graficzną z pretensjami, na słodkie opierniczanie się i malowanie obrazków. Aby zaliczyć musiała tylko rysować i malować zamiast wkuwać treści, zarywać noce i pisać pracki zalicz.
          A jak zawodu nie zna ze swej rodziny to takowy nie istnieje......
          • tt-tka Re: Z domu za mąż 22.05.24, 14:49
            shireen_leila_khaled napisał(a):

            >
            > MM nigdy nie studiowała akademicko więc pojęcia nie ma zielonego co to studenci
            > , profesorzy, czemu wkuwają na sesję, ile trzeba pisać aby zaliczyć, latac z in
            > deksem na wykłady itd. To tylko "prosta baba z maturO" i to oblaną. Odgrażała s
            > ię że nie będzie w życiu więcej wkuwać po maturze, a zeszyty i podręczniki spal
            > i i tak właśnie zrobila. Na studia poszła na ASP czyli na zawodówkę graficzną z
            > pretensjami, na słodkie opierniczanie się i malowanie obrazków. Aby zaliczyć m
            > usiała tylko rysować i malować zamiast wkuwać treści, zarywać noce i pisać prac
            > ki zalicz.

            Pisalo na forumie (spoza forumu tez znam tego i owego) kilka osob po kierunkach artystycznych, w tym i ASP. I te studia to jest dziki zapieprz od rana do nocy, nie mowiac o tym, co i w domu trzeba zrobic, poza uczelnia. A potem praca w zawodzie - tez. I jeszcze przy Irence i Julii to bylo widac.
            • shireen_leila_khaled Re: Z domu za mąż 22.05.24, 17:13
              tt-tka napisała:

              > shireen_leila_khaled napisał(a):
              >
              > >
              > > MM nigdy nie studiowała akademicko więc pojęcia nie ma zielonego co to st
              > udenci
              > > , profesorzy, czemu wkuwają na sesję, ile trzeba pisać aby zaliczyć, lata
              > c z in
              > > deksem na wykłady itd. To tylko "prosta baba z maturO" i to oblaną. Odgra
              > żała s
              > > ię że nie będzie w życiu więcej wkuwać po maturze, a zeszyty i podręcznik
              > i spal
              > > i i tak właśnie zrobila. Na studia poszła na ASP czyli na zawodówkę grafi
              > czną z
              > > pretensjami, na słodkie opierniczanie się i malowanie obrazków. Aby zali
              > czyć m
              > > usiała tylko rysować i malować zamiast wkuwać treści, zarywać noce i pisa
              > ć prac
              > > ki zalicz.

              > Pisalo na forumie (spoza forumu tez znam tego i owego) kilka osob po kierunkach
              > artystycznych, w tym i ASP. I te studia to jest dziki zapieprz od rana do n
              > ocy
              ,

              Być może tak jest w realnym realu, u bardzo pracowitych osób,
              ale w książce ahtystka Julia o innej zgoła wstawała porze i bynajmniej nie wkuwa na żadne sesje, ani nie przeżywa czy zaliczy czy nie, co z indeksem albo z nielubianym profesorem czy przedmiotem. Nie siedzi też na sempiternie jednym ciągiem aby rysować czy projektować czy pisać też żadnych prac zaliczeniowych.
              Sprząta tylko raz przez 4 miesiące bo raz maluje wielki brystol na zajęcia.
              Stresuje się spóźnieniem na randkę i kręceniem maku przyszłej teściowej hrabini. Raz uczy się dukać w englishu, co nie było w latach 70ych raczej wymagane na ASP tylko prywatnym luksusem i snobizmem.
              Jest ona zamożną panną na wydaniu i na tych studiach zajmuje ją łapanie męża po zaledwie 4 miesiącach chodzenia z nim na pierwszym roku oraz miganie się od robót należnych gospodyni w obejściu i zagrodzie.

              Dziki zapieprz w Klepuchnie naszej roztomiłej to odbębniają robotnice i kuchty dwie, to jest Cesia i Wiesia - najgorzej ma W bo 2 zmiany w drukarni a tu jeszcze po tyrze musi nagotować pysznego makaroniku i sprzątać po 7 osobach, zwłaszcza po niechlujnym Bobciu który wdeptuje jedzenie w dywan i jeszcze wystawać w kolejkach. Cesia też Kariatyda jak wiadomo. Dochodzi jeszcze niemowlę i gotowanie tetry.

              nie mowiac o tym, co i w domu trzeba zrobic, poza uczelnia.
              A potem pr aca w zawodzie - tez. I jeszcze przy Irence i Julii to bylo widac.

              A gdzież tam widać. Ahtystka Juleczka uprawia dolce vita i łapanie męża, maluje coś jeden raz na zajęcia, a dekoracje październikowe robi nie dla studiów tylko dla zarobku aby pluć w swój własny tusz.
              A jej ojca interesuje tylko czy pozmywała po 7 osobach, a nie czy coś zaliczyła na studiach.
              W ramach zapieprzu Julka i Irenka głównie pichcą francuskie dania, aby usidlić pana młodego.

              Irenka prowadzi zajęcia z ceramiki w Zamku Kultury, np. z pięciolatkami i ma już zylaki w wieku lat 43 czy 44. Do tego ma rozmaite rzeźby już zrobione poza tekstem. Raz na święta uruchamia produkcję rozkosznych hipciów coby starczyło na odzienie Cesi no i na prezenty dla wszystkich jak mniemam.
              Pracuje Irenka tak z doskoku w skoku bardziej ale nie akademicko, na studiach nie wykłada, nie ma profesury, nie pisze ni recenzuje prac.

              Ja nie o zawodowej pracy zresztą, tylko o tym, że MM nie studiowała jak typowa studentka, tylko malowała w plenerze, nie wkuwała ani nie pisała czy broniła prac typu magisterka czy licencjat, zaliczała zaś produkcją graficzną, nie pisemną.

              A jeśli nawet wkuwała (co wątpliwe ) to i tak ogóle nie umie pisać o typowych studentach, wkuwaniu, zdawaniu, oblewaniu, zaliczaniu poza teleskopem, a już w ogóle o wykładowcach akademickich i onżech tyraniu, wykładach, pisaniu, artykułach, papierkologi, konfach, grantach itd.
              • tt-tka Re: Z domu za mąż 22.05.24, 17:31
                Nie no, albo piszemy o ksiazkach, albo o swoich wyobrazeniach n/t tego, co w tych ksiazkach jest.
                za rozmowe dziekuje i nie prosze o wiecej.
              • kooreczka Re: Z domu za mąż 23.05.24, 12:20
                Te uwagi miałyby sens, gdyby to była książka o Julii albo mamie Żak. Ale jest to książka o nastolatce na którą praca matki i studia siostry wpływają, kiedy wpływają na nią emocjonalnie albo konkurują o zasoby.

                I nie demonizował abym zachowań Julii- na odczytanie wpływają nam późniejsze tomy, ale w latach 70 małżeństwa studenckie, nawet z dziećmi to była normalna sprawa, łącznie z akademikami dla rodzin z dziećmi i żłobkami (fakt, trzeba było je wywalczyć).

                Sytuacja Krystyny jest ciężka, bo to pierwszy rok, nie ma na początku ani gdzie się podziać widoków na pomoc- nawet opcja zostawienia dziecka u rodziny i dojeżdżania w weekendy nie wchodzi w grę. Julia, nawet przy wpadce ma o wiele bardziej komfortowe warunki
            • ciotka-scholastyka Re: Z domu za mąż 23.05.24, 09:00
              > To tylko "prosta baba z maturO" i to oblaną.

              Może wreszcie zaczęłabyś sprawdzać, o czym piszesz? MM nie oblała matury. Według jej opowieści, groziło jej niedopuszczenie, bo wychowawca "się na nią obraził". Można się zastanawiać, na ile to podkoloryzowała, ale nie oblała matury.
    • ciotka.scholastyka Re: Z domu za mąż 10.01.23, 10:04
      > Tomasz chyba zamieszkał oddzielnie, Baltona na pewno, tak samo Wolfi.
      (...)
      > nie mówię tu o osobach, które przeprowadzają się ze wsi do miasta czy z miasta do innego miasta celem pobierania nauk lub do pracy, bo to, wiadomo, inna sytuacja.

      No to właśnie Wolfi. Mieszkał z rodziną, w jednym pokoju z Frycem. Wyniósł się dopiero wyjeżdżając do UK czy gdzie to tam pojechał z Bodziem.
    • mika_p Re: Z domu za mąż 14.01.23, 21:24
      Po namyśle, chciałabym zauważyć, że w Borejkowie panny w zasadzie nie miały szans poznać małżonka w okolicznościach pozadomowych. Nie mówię o wspólnym zamieszkaniu, ale o jakimś wyjeździe, turystycznym czy jakimś tam, żeby mogły sobie poobserwować np., czy potencjalny małżonek czasem nie ma wizji, że jak tylko mamusia przestanie pilnowac, to on przestanie się myć.

      Wyjątki to:
      Gaba + Pyziak w Czaplinku, i jeszcze wyjazdy z grupą ESD,
      Pulpa, która wracała nad ranem, a i włóczyła się z Florkiem po bagnach czy czymś tam
      Pyza, co z Frycem na praktykach studenckich wiadomo co.

      Nutria na obozach żeglarskich się nie liczy, bo z Tuniem, takoż Laura z Wolfim.

      Antyrekord, jak dla mnie, dzierży Laura wychodząca za Naszpana - żeby mając domek w budowie nie zasiedlić go paroma ciuchami roboczymi, szczotką do włosów i szczoteczką do zębów, to naprawdę trzeba żyć w XIX wieku, kiedy panna po prostu po ślubie wkraczała do domu małżonka jako żona i dopiero wtedy go zasiedlała swoim wianem.
      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Z domu za mąż 14.01.23, 22:00
        Słuszna uwaga, niby drobny szczegół, a tylko potęguje wrażenie, że wychodzą wręcz za obcych ludzi. Państwo Grzybostwo w tej kategorii przodują - po roku znajomości i mieszkaniu 5 minut od siebie dalej nic nie wiedzą o swoich rodzinach, a rodziny o nich

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka