Dodaj do ulubionych

Baśniowe przygody

02.07.24, 13:14
Czerpiąc inspiracje z dyskusji o baśniach w wątku "co jest w karcie zgonu", piszcie proszę, które przygody bohaterów Jeżycjady kojarzą się Wam z baśniami.
Ja w historii Laury z TiR widzę "Czerwonego kapturka": Kapturek Laura poszła do babci (szukać Pyziaka), lecz spotkała po drodze złego wilka Almę. Wilk uniemożliwił Kapturkowi spotkanie z babcią (niepodanie Laurze żadnego kontaktu do brata), po czym Kapturka trzeba było ratować, co też uczynił myśliwy Robrojek. Myśliwy wprawdzie nie poślubił w nagrodę Kapturka (na szczęście!), ale jego ciotkę a i owszem. Niestety, nikt nie wyjął babci z brzucha wilka, więc w tym tomie Laurze nie udało się skontaktować z Pyziakiem.
Aż się prosiło, żeby w finale tej powieści Laura odezwała się do ojca albo ojciec do niej (np. listownie lub telefonicznie, nie musiał to być od razu Powrót Jedi), ale niestety, nie temu służyła toruńska przygoda.
Obserwuj wątek
    • tt-tka Re: Baśniowe przygody 02.07.24, 13:17
      W finale tej opowiesci ojciec sie pojawil (w CP), potem powtornie sie pojawil w McD, i kontakt z nim corka miala, skoro zdolala zaprosic na slub. Niestety jak sie okazalo, odzywa sie ona do ojca wylacznie po to, by mu nabluzgac.
      • sanfran_84 Re: Baśniowe przygody 02.07.24, 13:45
        tt-tka napisała:

        > W finale tej opowiesci ojciec sie pojawil (w CP), potem powtornie sie pojawil w
        > McD, i kontakt z nim corka miala, skoro zdolala zaprosic na slub. Niestety jak
        > sie okazalo, odzywa sie ona do ojca wylacznie po to, by mu nabluzgac.
        >

        W finale opowieści Laury i Pyziaka tak, natomiast nie było tego w TiR, dlatego nie zaliczam tego do Kapturka. W kontaktach na linii Laura - jej ojciec mieliśmy jeszcze korek w JT, ale to też inna bajka, czy tam baśń. Tam Pyziak robił za złego smoka ;) Którego zresztą pokarało w McDusi i tyle go widzieli.
        • tt-tka Re: Baśniowe przygody 02.07.24, 13:50
          sanfran_84 napisał(a):


          > W finale opowieści Laury i Pyziaka tak, natomiast nie było tego w TiR, dlatego
          > nie zaliczam tego do Kapturka. W kontaktach na linii Laura - jej ojciec mieliśm
          > y jeszcze korek w JT, ale to też inna bajka, czy tam baśń. Tam Pyziak robił za
          > złego smoka ;) Którego zresztą pokarało w McDusi i tyle go widzieli.

          I w rezultacie w TiR Larwa wraca do jaskini smoka, czyli do wlasnego domu :)
          a kiedy z tego domu wychodzi na dobre 10 lat pozniej, to wprost do Sinobrodego...
          co za przewrotnosc
          • przymrozki Re: Baśniowe przygody 02.07.24, 14:00
            tt-tka napisała:

            > a kiedy z tego domu wychodzi na dobre 10 lat pozniej, to wprost do Sinobrodego.
            > ..
            > co za przewrotnosc

            Jedna pociecha, zwłaszcza w departamencie doznań olfaktorycznych, że Adaaaam raczej nie trzymał nieboszczek w tym samym szalecie, w którym trzymał aktualną żonę. Nawet gdyby chciał, to nie było miejsca.

            • mircja Re: Baśniowe przygody 02.07.24, 14:33
              przymrozki napisała:


              > Jedna pociecha, zwłaszcza w departamencie doznań olfaktorycznych, że Adaaaam ra
              > czej nie trzymał nieboszczek w tym samym szalecie, w którym trzymał aktualną żo
              > nę. Nawet gdyby chciał, to nie było miejsca.
              >
              Ale skąd wiadomo, co było pod spodem...
              • bupu Re: Baśniowe przygody 03.07.24, 01:02
                mircja napisała:

                > przymrozki napisała:
                >
                >
                > > Jedna pociecha, zwłaszcza w departamencie doznań olfaktorycznych, że Adaa
                > aam ra
                > > czej nie trzymał nieboszczek w tym samym szalecie, w którym trzymał aktua
                > lną żo
                > > nę. Nawet gdyby chciał, to nie było miejsca.
                > >
                > Ale skąd wiadomo, co było pod spodem...

                Albo w tej studni z żurawiem...
      • ako17 Re: Baśniowe przygody 02.07.24, 16:31
        tt-tka napisała:

        > W finale tej opowiesci ojciec sie pojawil (w CP), potem powtornie sie pojawil w
        > McD, i kontakt z nim corka miala, skoro zdolala zaprosic na slub. Niestety jak
        > sie okazalo, odzywa sie ona do ojca wylacznie po to, by mu nabluzgac.
        >

        Nie rozumiem zupełnie tego, co się wydarzyło pomiędzy CP a McD.
        W Polewce, po trudnym początku spotkania, Pyziak został jakoś tam jednak oswojony, pojechał z całą resztą ferajny do Śmiełowa i chyba nawet trzymał Łucję za rękę (poprawcie mnie, jeśli się mylę).
        Po czym w McD został tak przyjęty i przeorany przez rodzinę - w tym Łucję - jakby tego pyziakowego interludium w CP wcale nie było...
        • minerwamcg Re: Baśniowe przygody 03.07.24, 09:21
          No więc ja też to ostatnie zauważyłam i zaskoczyło mnie niepomiernie, bo wyglądało, że Pyziak w finale CP jakoś tam sobie poukładał stosunki z rodziną B., nie mówię o pojednaniu, tylko o zawieszeniu broni, a tymczasem okazuje się, że wcale nie. Istnieją trzy wyjaśnienia - jedno, że MM po prostu o finale CP i jego konsekwencjach zapomniała, a redakcja jak zwykle świeciła nieobecnością, drugie, że po niedoszłym ślubie Laury Pyziak wywinął coś, za co się na niego na nowo gremialnie obrazili (na przykład powiedział, dlaczego zostawił Gabę i było w tym kilka słów niemiłej prawdy) i trzecie - to Borejków dopadła zbiorowa amnezja, albo też wszyscy na komendę wyparli niedoszły ślub i okoliczności towarzyszące.
          • ako17 Re: Baśniowe przygody 03.07.24, 13:50
            minerwamcg napisała:

            Istnieją trzy wyjaśnienia - jedno, że MM po prostu o finale CP i jego k
            > onsekwencjach zapomniała, a redakcja jak zwykle świeciła nieobecnością, drugie,
            > że po niedoszłym ślubie Laury Pyziak wywinął coś, za co się na niego na nowo g
            > remialnie obrazili (na przykład powiedział, dlaczego zostawił Gabę i było w tym
            > kilka słów niemiłej prawdy) i trzecie - to Borejków dopadła zbiorowa amnezja,
            > albo też wszyscy na komendę wyparli niedoszły ślub i okoliczności towarzyszące.

            Trzymajmy się może tego drugiego...
            >
            • bupu Re: Baśniowe przygody 04.07.24, 09:51
              ako17 napisała:

              > minerwamcg napisała:
              >
              > Istnieją trzy wyjaśnienia - jedno, że MM po prostu o finale CP i jego k
              > > onsekwencjach zapomniała, a redakcja jak zwykle świeciła nieobecnością, d
              > rugie,
              > > że po niedoszłym ślubie Laury Pyziak wywinął coś, za co się na niego na
              > nowo g
              > > remialnie obrazili (na przykład powiedział, dlaczego zostawił Gabę i było
              > w tym
              > > kilka słów niemiłej prawdy) i trzecie - to Borejków dopadła zbiorowa amn
              > ezja,
              > > albo też wszyscy na komendę wyparli niedoszły ślub i okoliczności towarzy
              > szące.
              >
              > Trzymajmy się może tego drugiego...


              Ja osobiście obstawiam rozwiązanie czwarte: finał CP wyparła autorka. Postanowiła bowiem zademonstrować tej opornej publice, że Pyziak jest fują, fubrawcem i CKNUK-iem, a Gąba janiołem z niebiesiech, po czym zamknąć tę kwestię z hukiem i na dobre. Pamiętanie o finale CP trochę mogłoby w tym przeszkadzać, więc jak najspieszniej wyrzuciła go z pamięci.
          • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Baśniowe przygody 11.07.24, 13:12
            minerwamcg napisała:

            > No więc ja też to ostatnie zauważyłam i zaskoczyło mnie niepomiernie, bo wygląd
            > ało, że Pyziak w finale CP jakoś tam sobie poukładał stosunki z rodziną B., nie
            > mówię o pojednaniu, tylko o zawieszeniu broni, a tymczasem okazuje się, że wca
            > le nie. Istnieją trzy wyjaśnienia - jedno, że MM po prostu o finale CP i jego k
            > onsekwencjach zapomniała, a redakcja jak zwykle świeciła nieobecnością, drugie,
            > że po niedoszłym ślubie Laury Pyziak wywinął coś, za co się na niego na nowo g
            > remialnie obrazili (na przykład powiedział, dlaczego zostawił Gabę i było w tym
            > kilka słów niemiłej prawdy) i trzecie - to Borejków dopadła zbiorowa amnezja,
            > albo też wszyscy na komendę wyparli niedoszły ślub i okoliczności towarzyszące.
            >
            >

            Pamiętajmy, że przy okazji jego pojawienia się w CP nie pokazano nam bezpośrednio żadnych scen pojednania, rozmów, wyjaśnień, ani nic podobnego. Znając "dyskrecję" Borejków (i autorki) mogło w ogóle do nich nie dojść. Nawet jeśli Gaba poszła z Januszem na stronę, to nie ma żadnej gwarancji, że do czegokolwiek konstruktywnego tam doszło, wszyscy wiemy jak cudownie jej wychodzą rozmowy na poważne tematy, a Pyziak też miał w tamtym czasie i okolicznościach niezłą sieczkę w głowie.
            No i poza Pyzą nikt tam do niego zbytnio nie wyciagął ręki, do Śmiełowa to nie on się zabrał z Borejkami, a oni z nim, bo miał samochód. Więc to nie tak, że łaskawie pozwolili mu być na ślubie, po prostu był im niezbędny by sami się tam dostali, zostać tam z nimi postanowił sam. Więc to pójście z Łucją w orszaku ślubnym to raczej ta z braku laku, wydaje mi się.
            • ako17 Re: Baśniowe przygody 11.07.24, 21:38
              tajna_kryjowka_pyziaka napisała:


              > Pamiętajmy, że przy okazji jego pojawienia się w CP nie pokazano nam bezpośredn
              > io żadnych scen pojednania, rozmów, wyjaśnień, ani nic podobnego. Znając "dyskr
              > ecję" Borejków (i autorki) mogło w ogóle do nich nie dojść. Nawet jeśli Gaba po
              > szła z Januszem na stronę, to nie ma żadnej gwarancji, że do czegokolwiek konst
              > ruktywnego tam doszło, wszyscy wiemy jak cudownie jej wychodzą rozmowy na poważ
              > ne tematy, a Pyziak też miał w tamtym czasie i okolicznościach niezłą sieczkę w
              > głowie.
              > No i poza Pyzą nikt tam do niego zbytnio nie wyciagął ręki, do Śmiełowa to nie
              > on się zabrał z Borejkami, a oni z nim, bo miał samochód. Więc to nie tak, że ł
              > askawie pozwolili mu być na ślubie, po prostu był im niezbędny by sami się tam
              > dostali, zostać tam z nimi postanowił sam. Więc to pójście z Łucją w orszaku śl
              > ubnym to raczej ta z braku laku, wydaje mi się.

              No ale co z tego? Jakoś tam, się, rozumiem, po tym niedoszłym ślubie porozwozili z powrotem do Poznania, pożegnali chyba i rozeszli w jakimś tam zawieszeniu broni?
              I co, 2 tomy dalej taka jednoznaczna wrogość z obu stron? To nie jest ani normalne, ani wiarygodne.
              Chyba że Autorka zapomniała w McD co powypisywała w CP. W Sprężynie jeszcze trochę pamiętała (przynajmniej Wolfiego i Bodzia).
              • bupu Re: Baśniowe przygody 12.07.24, 09:54
                ako17 napisała:


                >
                > No ale co z tego? Jakoś tam, się, rozumiem, po tym niedoszłym ślubie porozwozil
                > i z powrotem do Poznania, pożegnali chyba i rozeszli w jakimś tam zawieszeniu b
                > roni?
                > I co, 2 tomy dalej taka jednoznaczna wrogość z obu stron? To nie jest ani norma
                > lne, ani wiarygodne.
                > Chyba że Autorka zapomniała w McD co powypisywała w CP. W Sprężynie jeszcze tro
                > chę pamiętała (przynajmniej Wolfiego i Bodzia).

                Ale to jest takie borejkowskie, nie sądzisz? Wykorzystać kogoś bo akurat ma zasób nam potrzebny (samochód, mieszkanie nad morzem) a potem traktować pogardliwie i paskudnie, boć to nieborejkowski untermensch. Jak Borejki traktują Bernarda gdy akurat jest im nieużyteczny? Chrobota? Kowalika? Konia zrzede z rudym wąsem funduję temu, kto mi znajdzie jedną scenę w której Borejkowie są życzliwi wobec kogoś spoza sekty. Przepraszam, spoza rodziny. Nawet ci użyteczni są traktowani per noga. Na ten przykład Mamerta wyrywają z domu w Wigilię do stłuczonego zadka Ignaca, ale nie dostaje on na Roosevelta bodaj nawet szklanki wody. Bernard i Aniella świadczą usługi Borejkom niemal bez przerwy, czym się rewanżują Borejkowie? Stawianiem dzieł Bernarda u Idy w wychodku. Chrobot ma przynajmniej dość rozumu by brać za swoje usługi pieniądze, ale robiąc łazienkę na Roosevelta musiał latać tam z własnym furażem (rolmopsy) bo nikt mu nic tam nie zaproponował za pracę po cenach niższych niż rynkowe.

                Borejkowie mniemają po prostu, że świat istnieje po to, by ich obsługiwać, jednostki nieużyteczne zaś wartości nie mają. A skoro Janusz w Makabrusi był akurat nieużyteczny, można było wrócić do traktowania go jak wroga. W dodatku, fubrawiec jeden, śmiał wystąpić z drogim prezentem dla nowożeńców, na tle którego ta jedna, samotna cukiernica podejrzanej proweniencji, podarowana przez Borejkow, zaczęła wyglądać dosyć blado. A skopać dziada, niech se nie myśli!
                • ako17 Re: Baśniowe przygody 12.07.24, 16:34
                  bupu napisała:


                  > Ale to jest takie borejkowskie, nie sądzisz? Wykorzystać kogoś bo akurat ma zas
                  > ób nam potrzebny (samochód, mieszkanie nad morzem) a potem traktować pogardliwi
                  > e i paskudnie, boć to nieborejkowski untermensch. Jak Borejki traktują Bernarda
                  > gdy akurat jest im nieużyteczny? Chrobota? Kowalika? Konia zrzede z rudym wąse
                  > m funduję temu, kto mi znajdzie jedną scenę w której Borejkowie są życzliwi wob
                  > ec kogoś spoza sekty. Przepraszam, spoza rodziny. Nawet ci użyteczni są traktow
                  > ani per noga. Na ten przykład Mamerta wyrywają z domu w Wigilię do stłuczonego
                  > zadka Ignaca, ale nie dostaje on na Roosevelta bodaj nawet szklanki wody.
                  Jeszcze się kryguje, dziadyga, jeszcze przedłuża to badanie, zadając idiotyczne pytania, czy mu Mamert aby nie przerwie rdzenia kręgowego. Każdy normalny lekarz (rozumiem, że Mamert w żaden sposób nie otrzymał wynagrodzenia za ten przypadek - czy powiadomił NFZ o odbytej wizycie domowej?), by powiedział: panie, jest dziś wigilia, jeszcze muszę skoczyć do szpitala i chcę jak najszybciej wrócić do domu, do SWOJEJ rodziny. Jak pan nie chce abym pana zbadał, to, za pozwoleniem, pójdę już.

                  Chyba że Mamert dlatego lubił starego Boreja jako pacjenta, że bawiło go demaskowanie typa, odgrywającego erudytę i intelektualistę, a w rzeczywistości nie mającego pojęcia o niczym poza łacińskimi cytatami.


                  Berna
                  > rd i Aniella świadczą usługi Borejkom niemal bez przerwy, czym się rewanżują Bo
                  > rejkowie?

                  Szczyt nastąpił, gdy Aniela dzwoni zdenerwowana z Gdyni, do której przyjechała 70 km z Łeby (to też było wyjątkowo perfidne, kazać rodzicom dwójki malutkich dzieci zapier...ć po całym województwie, zamiast wsiąść w pociąg bezpośrednio do Łeby lub się przesiąść w Gdyni na pociąg do Łeby) bo ani Nutria, ani dziewczynki nie wysiadły z Pomorzanina + jeszcze jakaś historia z kajdankami, a Gaba jej: dobra, dobra, nie nawijaj.
                  What??? Kazała Anieli przejechać 150 km (była mowa o kasie za paliwo?), a teraz nawet nie może poświęcić paru minut, by jej wysłuchać?

                  tak w ogóle, to podtrzymuję swoją opinię, jakoby Bernard wziął sobie odpłatę za wszystkie oddane Borejkom przysługi, wbijając się na randkę na trzeciego. I pojadł sobie chłop zdrowo, i pogadał, i na Gabunię popatrzył. I jeszcze Grzegorza wkurzył. Kto inny by mu zapewnił takie rozrywki?
                  >
                  > Borejkowie mniemają po prostu, że świat istnieje po to, by ich obsługiwać, jedn
                  > ostki nieużyteczne zaś wartości nie mają.
                  >
                  >
                  >
    • przymrozki Re: Baśniowe przygody 02.07.24, 13:29
      "Córka Robrojka" jest bardzo oczywistym nawiązaniem do "Pięknej i Bestii".Ta baśniowość zresztą, moim zdaniem, świetnie książce zrobiła, bo MM lepiej wychodzą historie, których nie czyta się zbyt dosłownie (to samo jest z pachnącą szekspirem " Nutrią i Nerwusem").

      Ale baśniowa, tyle że w sposob, który uważam za całkowicie nieudany, jest też "Wnuczka do orzechów". Mamy tam jeden z najmniej cenionych przeze mnie archetypów pięknej, robotnej sieroty, która cicho siedzi w chałupie, więc książę ją znajdzie i nagrodzi szklanym pałacem i fiatem pandą. I będą żyć długo i szcześliwie wytrwale patrząc sobie w oczy.


      • tt-tka Re: Baśniowe przygody 02.07.24, 13:36
        Jak mowi komentarz do basni, po slubie ksiezniczka zyla dlugo i szczesliwie, a ksiaze zyl dlugo...
      • przymrozki Re: Baśniowe przygody 02.07.24, 16:49
        Ach, jeszcze przypomniało mi się, że (oczywiście) Gaba uważała, że (oczywiście) Laura padła ofiarą zwierciadła Królowej Śniegu i to dlatego widzi wyimaginowane niedoskonałości swojej rodziny.
    • bupu Re: Baśniowe przygody 02.07.24, 14:02
      Feblik. Znacie te baśnie ludowe, co to dwóch braci jest mądrych, a trzeci głuptas i niedojda? No to w tej baśni rodzinny głuptasek ratuje uciśnioną dziewicę przed złą czarownicą ze sztalugami i w nagrodę zyskuje rękę dziewicy oraz prawo zamieszkiwania w rodzinnym M-Guma bez mamusi.

      Sprężyna. Książę Kartonisław de Fidelis spotyka dziewczę zaklęte w paskude i mocą swego kartonowego serca zdejmuje z dziewczęcia zły czar, resztki zmywając mydłem pod kranem.
      • przymrozki Re: Baśniowe przygody 02.07.24, 17:18
        bupu napisała:

        > Sprężyna. Książę Kartonisław de Fidelis spotyka dziewczę zaklęte w paskude i mo
        > cą swego kartonowego serca zdejmuje z dziewczęcia zły czar, resztki zmywając my
        > dłem pod kranem.

        Ależ to by była dobra historia.

        Książę Zakonu Polonistów szlachetny Tekturowe Serce łapie na złotą nić potworną paskudę. Wyjmuje zaczarowane mydło i zmywa z poczwary warstwę ohydy ukazując zamieszkującą pod spodem pół dziecko pół sarnę.
      • sanfran_84 Re: Baśniowe przygody 03.07.24, 08:06
        bupu napisała:

        > Feblik. Znacie te baśnie ludowe, co to dwóch braci jest mądrych, a trzeci głupt
        > as i niedojda? No to w tej baśni rodzinny głuptasek ratuje uciśnioną dziewicę p
        > rzed złą czarownicą ze sztalugami i w nagrodę zyskuje rękę dziewicy oraz prawo
        > zamieszkiwania w rodzinnym M-Guma bez mamusi.
        >

        Mi IGS z Agnieszką kojarzą się trochę z historią Szewczyka Dratewki. Mamy dziewoję w opałach, którą trzeba ratować z opresji, czarownicę (nawet dwie) i prostego (akurat tu nie w sensie intelektualnym, ale bardziej życiowo, że mu niewiele potrzeba) acz dobrego poczciwinę, którego dobroć zaprocentuje i dzięki temu czarownica wypuści królewnę z niewoli.
    • catwoman21 Re: Baśniowe przygody 02.07.24, 14:17
      Szósta Klepka nawiązuje do Kopciuszka. Mamy dziewczę, które wykonuje wszystkie domowe obowiązki i ludzie jej nie zauważają, jest nawet motyw zmiany stroju i nierozpoznania dziewczyny w nim.
      Trochę też nawiązuje do Roszpunki czy innej księżniczki zamkniętej w wieży do której przybywa książę.
      • sanfran_84 Re: Baśniowe przygody 03.07.24, 08:11
        catwoman21 napisała:

        > Szósta Klepka nawiązuje do Kopciuszka. Mamy dziewczę, które wykonuje wszystkie
        > domowe obowiązki i ludzie jej nie zauważają, jest nawet motyw zmiany stroju i n
        > ierozpoznania dziewczyny w nim.
        > Trochę też nawiązuje do Roszpunki czy innej księżniczki zamkniętej w wieży do k
        > tórej przybywa książę.

        O fakt, w SK są elementy z Kopciuszka, chociaż mamy z kolei dwa książęta ;) a Kopciuszek się wystroił dla niewłaściwego (który nie okazał się złym smokiem! Stare, dobre czasy...) W sumie niezły pomysł na nową wersję tej historii.
        Zamknięcie w wieżyczce bardzo pasuje do tych historii o uwięzionych księżniczkach. Wprawdzie tu bohaterka samej czynności uwięzienia dokonała własnymi rękami, aczkolwiek w warstwie bardziej filozoficznej, uwięziła ją rodzina i jej pozycja w niej.
    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Baśniowe przygody 02.07.24, 18:30
      sanfran_84 napisał(a):

      > Czerpiąc inspiracje z dyskusji o baśniach w wątku "co jest w karcie zgonu", pis
      > zcie proszę, które przygody bohaterów Jeżycjady kojarzą się Wam z baśniami.
      > Ja w historii Laury z TiR widzę "Czerwonego kapturka": Kapturek Laura poszła do
      > babci (szukać Pyziaka), lecz spotkała po drodze złego wilka Almę. Wilk uniemoż
      > liwił Kapturkowi spotkanie z babcią (niepodanie Laurze żadnego kontaktu do brat
      > a), po czym Kapturka trzeba było ratować, co też uczynił myśliwy Robrojek. Myśl
      > iwy wprawdzie nie poślubił w nagrodę Kapturka (na szczęście!), ale jego ciotkę
      > a i owszem. Niestety, nikt nie wyjął babci z brzucha wilka, więc w tym tomie La
      > urze nie udało się skontaktować z Pyziakiem.
      > Aż się prosiło, żeby w finale tej powieści Laura odezwała się do ojca albo ojci
      > ec do niej (np. listownie lub telefonicznie, nie musiał to być od razu Powrót J
      > edi), ale niestety, nie temu służyła toruńska przygoda.


      To ciekawy pomysł. Ja dla odmiany jako Kapturka widzę Pyzę - dziecko uczynne, ale naiwne i zaniedbane przez rodziców. Wysłali ją samą do lasu, w którym coś ją mogło zeżreć, i to tylko po to, by wyręczyła ich w obowiązkach wobec chorej babci. Pyza funkcjonuje tak samo, w swojej dużej rodzinie jest pozostawiona sama sobie, nikt nie zawraca sobie głowy tym, że dziewczyna coraz gorzej się uczy, jest ofiarą złośliwej siostry, czy rzuca studia. Za to chętnie przystają na to, by mając ospę biegała po pełnotłuste i niańczyła cudze dzieci. Niczego też jej nie uczą, choćby na temat bezpiecznego seksu. Dlatego w końcu zostaje zjedzona przez wilka/zaciążona przez Fryca.
      Nie jest nikim ważnym, można wysługiwać się nią i nie dbać o jej bezpieczeństwo, bo ważniejsza jest babcia, dosłowna (Mila) lub symboliczna (Gaba, też niegdyś "pożarta", obecnie "chora", wymagająca od otoczenia większej troski niż dziecko).




      Stowarzyszenie Nieanonimowych CKNUKów
      Kalarepa&Klops
      Czymże jest nazwa?
      Lulajże Pyzuniu
      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Baśniowe przygody 02.07.24, 18:47
        tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

        > (...) Niczego też jej
        > nie uczą, choćby na temat bezpiecznego seksu.
        > (...)


        Oczywiście to odpowiednik bajkowego nie rozmawiania z obcymi.
        Choć nauki tego pewnie też w pyzatej rzeczywistości nie było. I generalnie nauki ostrożności - zauważmy, że jak Frycel bierze Pyzę na niespodziankowe wagary, nie mówiąc gdzie ani po co, ona jakoś nie wykazuje zaniepokojenia, czy on np. nie zabiera jej na jakieś odludzie by ją przelecieć, bez świadków i możliwości ucieczki.




        > Stowarzyszenie Nieanonimowych CKNUKów
        > Kalarepa&Klops
        > Czymże jest nazwa?
        > Lulajże Pyzuniu
      • sanfran_84 Re: Baśniowe przygody 03.07.24, 08:18
        tajna_kryjowka_pyziaka napisała:


        > To ciekawy pomysł. Ja dla odmiany jako Kapturka widzę Pyzę - dziecko uczynne, a
        > le naiwne i zaniedbane przez rodziców.

        Mi się akcja z Pyzą i jej adoratorami kojarzyła z tymi historiami o tym, jak to iluś tam gości ubiega się o rękę królewny, a wygrywa nie ten najodważniejszy, i tak dalej, tylko najsprytniejszy. Fryc się faktycznie wykazał dużym sprytem - raz uwiózł Pyzę na wagary i po kłopocie z Lelujkami. Że ten ten robot wyczuł taki niuans.
        • przymrozki Re: Baśniowe przygody 03.07.24, 13:32
          sanfran_84 napisał(a):

          > tajna_kryjowka_pyziaka napisała:
          >
          >
          > > To ciekawy pomysł. Ja dla odmiany jako Kapturka widzę Pyzę - dziecko uczy
          > nne, a
          > > le naiwne i zaniedbane przez rodziców.
          >
          > Mi się akcja z Pyzą i jej adoratorami kojarzyła z tymi historiami o tym, jak to
          > iluś tam gości ubiega się o rękę królewny

          Pyza, przez "Tygrysa i Różę", była też odautorsko powiązana z "Pierścieniem i Różą". Z tym, że trop jest raczej martwy, w historii Laury i Róży nie ma żadnych nawiązań do baśni. No chyba że przez podobieństwo brzmienia nazwiska braci Lelujków do imienia księcia Lulejki.
          • sanfran_84 Re: Baśniowe przygody 03.07.24, 15:03
            przymrozki napisała:

            > Pyza, przez "Tygrysa i Różę", była też odautorsko powiązana z "Pierścieniem i R
            > óżą". Z tym, że trop jest raczej martwy, w historii Laury i Róży nie ma żadnych
            > nawiązań do baśni. No chyba że przez podobieństwo brzmienia nazwiska braci Lel
            > ujków do imienia księcia Lulejki.

            Tak szczerze mówiąc, to tytuł powinien brzmieć "Tygrys", bo "i Róża" nie ma zbyt wielkiego wkładu w fabułę książki. Nie wiem, do czego MM potrzebne było to nawiązanie do "Pierścienia i róży". Czy to już jest ten moment, że najpierw zdradzany był tytuł, później okładka, a potem trzeba było pod to dopasowywać (albo nie) przygody bohaterki?
            • przymrozki Re: Baśniowe przygody 04.07.24, 10:48
              sanfran_84 napisał(a):

              > Tak szczerze mówiąc, to tytuł powinien brzmieć "Tygrys", bo "i Róża" nie ma zby
              > t wielkiego wkładu w fabułę książki.

              Nawet byłabym gotowa przyjąć wyjaśnienie, że TiR jest tak samo o Laurze jak o Róży.

              Widzimy więc Laurę miotającą się i szukającą ucieczki spod wpływu matki oraz bierną Przy, która płynie z prądem i nie zadaje żadnych pytań. Dwa przeciwieństwa zestawione ze sobą w celach porównawczych i dydaktycznych, z tym że jedno zajmuje więcej stron, bo trudno napisać zbyt wiele o kimś, kto tylko siedzi i czeka.

              Tylko że ten wątek nie ma żadnej puenty, żadnego zakończenia. Siostry ani się do siebie nie zbliżają, ani nie oddalają.
              • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Baśniowe przygody 04.07.24, 11:04
                przymrozki napisała:

                > sanfran_84 napisał(a):
                >
                > > Tak szczerze mówiąc, to tytuł powinien brzmieć "Tygrys", bo "i Róża" nie
                > ma zby
                > > t wielkiego wkładu w fabułę książki.
                >
                > Nawet byłabym gotowa przyjąć wyjaśnienie, że TiR jest tak samo o Laurze jak o R
                > óży.
                >
                > Widzimy więc Laurę miotającą się i szukającą ucieczki spod wpływu matki oraz bi
                > erną Przy, która płynie z prądem i nie zadaje żadnych pytań. Dwa przeciwieństwa
                > zestawione ze sobą w celach porównawczych i dydaktycznych, z tym że jedno zajm
                > uje więcej stron, bo trudno napisać zbyt wiele o kimś, kto tylko siedzi i czeka
                > .
                >
                > Tylko że ten wątek nie ma żadnej puenty, żadnego zakończenia. Siostry ani się d
                > o siebie nie zbliżają, ani nie oddalają.


                Mało tego, ich relacja wygląda coraz gorzej. "Dobra" Pyzunia nie tylko ani przez chwilę nie martwi się o los zaginionej siostry, ale wręcz życzy jej pożądnej kary za tę ucieczkę.
                Widać bycie dobrym w tej rodzinie nie oznacza ogólnej troski o innych, tylko wydzielanie jej stosownie do hierarchii i dawanie przede wszystkim "najważniejszym" członkom rodziny, np. Gabie.
                • przymrozki Re: Baśniowe przygody 04.07.24, 11:32
                  tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

                  > Mało tego, ich relacja wygląda coraz gorzej. "Dobra" Pyzunia nie tylko ani prze
                  > z chwilę nie martwi się o los zaginionej siostry, ale wręcz życzy jej pożądnej
                  > kary za tę ucieczkę.

                  Ale to jest właśnie ten ciekawy wątek. Róża upaja się swoją statecznością, tym jak dobrze wpisuje się w mieszczańskie standardy swojej rodziny i jak dobrze zinternalizowała sobie społeczne konwencje świata Borejków,l. W przeciwieństwie do buntowniczej Laury.

                  Podobne tezy można wysnuć z analizy monologów Róży o szalonej Laurze, która nie rozumie, jakim skarbem jest Fryderyk. Pyza myśli sobie przy tej okazji coś w rodzaju "i dobrze jej tak, niech skończy w ramionach męczącego i chaotycznego artysty". Zupełnie jakby świat miał karać każdego, kto marzy o czymś więcej niż bycie żoną przy wiecznie nieobecnym zimnym jak wąż mężu.

                  Znamienne przy tym, że o ile Laura stanowiła punkt odniesienia dla Róży (Pyza poprawiała sobie samopoczucie porównując się do siostry) to Róża była dla Laury całkiem przeźroczysta. A przynajmniej do czasu, gdy okazało się, że Pyza dała sobie zdeptać wianek. Wtedy to Tygrys zamienia się w nieżyczliwą starą ciotkę, która gdera o kawalerach szanujących swe wybranki i napawa się swoją domniemaną moralną doskonałością.
                  • tt-tka Re: Baśniowe przygody 04.07.24, 13:03
                    W TiR usprawiedliwilabym Roze po calosci, to jest ten czas, gdy wszystko, co moglo je...c miedzy siostrami juz je...o. To sa lata dogryzania i wywyzszania sie Laury i tresowania Rozy do ustepstw wlasnym kosztem, lata, gdy starsza pragnie byc ROWNIEZ dostrzezona, a mlodsza chce byc widziana WYLACZNIE i co wiecej udaje jej sie to.

                    I to jest ten rok, gdy Roza wreszcie zyskuje aprobate i zainteresowania osoby spoza klanu, Fryca mianowicie. Jakie one byly, to byly, ale BYLY. Zlosliwosci siostry zaczely po niej splywac i wreszcie na troche przestala czuc sie odpowiedzialna za dobro wszystkich. A niech sie o Larwe martwia ci, co powinni, a nie ona.
                    • przymrozki Re: Baśniowe przygody 06.07.24, 11:25
                      tt-tka napisała:

                      > W TiR usprawiedliwilabym Roze po calosci, to jest ten czas, gdy wszystko, co mo
                      > glo je...c miedzy siostrami juz je...o. To sa lata dogryzania i wywyzszania sie
                      > Laury i tresowania Rozy do ustepstw wlasnym kosztem, lata, gdy starsza pragnie
                      > byc ROWNIEZ dostrzezona, a mlodsza chce byc widziana WYLACZNIE i co wiecej uda
                      > je jej sie to.

                      W ogóle Borejkowie wkładali dużo pracy w to, żeby trzecie pokolenie było jednocześnie na siebie skazane i nienawidziło się między sobą. Laurze stawiono Różę za wzór, a Róży dawano jasno do zrozumienia, że to Laura jest ważniejsza. Tak, żeby przypadkiem żadna nie poczuła się pewnie.



                      • ako17 Re: Baśniowe przygody 06.07.24, 16:37
                        przymrozki napisała:

                        > tt-tka napisała:
                        >
                        > > W TiR usprawiedliwilabym Roze po calosci, to jest ten czas, gdy wszystko,
                        > co mo
                        > > glo je...c miedzy siostrami juz je...o. To sa lata dogryzania i wywyzszan
                        > ia sie
                        > > Laury i tresowania Rozy do ustepstw wlasnym kosztem, lata, gdy starsza p
                        > ragnie
                        > > byc ROWNIEZ dostrzezona, a mlodsza chce byc widziana WYLACZNIE i co wiec
                        > ej uda
                        > > je jej sie to.
                        >
                        > W ogóle Borejkowie wkładali dużo pracy w to, żeby trzecie pokolenie było jednoc
                        > ześnie na siebie skazane i nienawidziło się między sobą. Laurze stawiono Różę z
                        > a wzór, a Róży dawano jasno do zrozumienia, że to Laura jest ważniejsza. Tak, ż
                        > eby przypadkiem żadna nie poczuła się pewnie.

                        Podobnie w przypadku Józefa i Ignasia, jak również Ani i Łucji
                        • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Baśniowe przygody 06.07.24, 17:19
                          ako17 napisała:

                          > przymrozki napisała:
                          >
                          > > tt-tka napisała:
                          > >
                          > > > W TiR usprawiedliwilabym Roze po calosci, to jest ten czas, gdy wsz
                          > ystko,
                          > > co mo
                          > > > glo je...c miedzy siostrami juz je...o. To sa lata dogryzania i wyw
                          > yzszan
                          > > ia sie
                          > > > Laury i tresowania Rozy do ustepstw wlasnym kosztem, lata, gdy sta
                          > rsza p
                          > > ragnie
                          > > > byc ROWNIEZ dostrzezona, a mlodsza chce byc widziana WYLACZNIE i c
                          > o wiec
                          > > ej uda
                          > > > je jej sie to.
                          > >
                          > > W ogóle Borejkowie wkładali dużo pracy w to, żeby trzecie pokolenie było
                          > jednoc
                          > > ześnie na siebie skazane i nienawidziło się między sobą. Laurze stawiono
                          > Różę z
                          > > a wzór, a Róży dawano jasno do zrozumienia, że to Laura jest ważniejsza.
                          > Tak, ż
                          > > eby przypadkiem żadna nie poczuła się pewnie.
                          >
                          > Podobnie w przypadku Józefa i Ignasia, jak również Ani i Łucji
                          >
                          >
                          >


                          Ciekawe, że w przypadku tych ostatnich to nie podziałało i pozostały w dobrych stosunkach (przynajmniej z opisu).
                          • tt-tka Re: Baśniowe przygody 07.07.24, 14:51
                            tajna_kryjowka_pyziaka napisała:


                            > > Podobnie w przypadku Józefa i Ignasia, jak również Ani i Łucji


                            > Ciekawe, że w przypadku tych ostatnich to nie podziałało i pozostały w dobrych
                            > stosunkach (przynajmniej z opisu).
                            >
                            >
                            >

                            tak naprawde to my ich nie widzimy samych ze soba... widzimy je przez chwile oczami Patrycji, i to wszystko, jedna czyta, druga maluje paznokcie, zadnej interakcji, zadnych odniesien

                            nie zdziwilabym sie ani troche, gdyby Ania po tych wszystkich latach potraktowala kuzynke czysto uzytkowo - wyrwac sie z domu - a potem ustawila sobie studia, stosunki z kolegami i cala reszte bez Lucji, albo nawet w opozycji do Lucji

                            i nie zdziwilabym sie tez, gdyby chciala dac kuzynce po nosie (np wyrywajac Tanake) i udaloby jej sie to :)
                            • przymrozki Re: Baśniowe przygody 08.07.24, 08:16
                              tt-tka napisała:

                              > tak naprawde to my ich nie widzimy samych ze soba... widzimy je przez chwile oc
                              > zami Patrycji, i to wszystko, jedna czyta, druga maluje paznokcie, zadnej inter
                              > akcji, zadnych odniesien

                              My nawet nigdy nie poznajemy punktu widzenia mydlanej Ani. Nie wiadomo, choćby z grubsza, jaki to jest typ osobowości i czym tak naprawdę podpadła rodzinie.

                              Z bajań Florka spod końca "Ciotki zgryzotki" wynika, że Ania zgrzeszyła zdolnością adaptacji. Znając Borejków i ich zgorszenie faktem, że Szymon rozmawia z kolegami jak z kolegami, nie jak z własnym osiemdziesięcioletnim dziadkiem z manią łacińską, może to znaczyć, że Ania to jest po prostu taka kobietą, która z każdym się dogada i nikomu nie da odczuć, że ją nudzi, męczy albo jakoś nie dorasta do jej standardów.

                              Taka Ania może się z Łucją dogadywać względnie dobrze, co dla Ani jest jedną z tysiąca pozytywnych relacji, ale dla Łucji jest najbliższą więzią rówieśniczą. A ponieważ rodzina jest łucjocentryczna, wszyscy patrzą na tę znajomość jak na wielką przyjaźń, w której Łucja daje swoją wyjątkowość i bystrość bardzo bystrość, a tępa i gruba Ania tylko czerpie wiadrami z tej krynicy.
                              • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Baśniowe przygody 08.07.24, 12:29
                                przymrozki napisała:

                                > tt-tka napisała:
                                >
                                > > tak naprawde to my ich nie widzimy samych ze soba... widzimy je przez chw
                                > ile oc
                                > > zami Patrycji, i to wszystko, jedna czyta, druga maluje paznokcie, zadnej
                                > inter
                                > > akcji, zadnych odniesien
                                >
                                > My nawet nigdy nie poznajemy punktu widzenia mydlanej Ani. Nie wiadomo, choćby
                                > z grubsza, jaki to jest typ osobowości i czym tak naprawdę podpadła rodzinie.
                                >
                                > Z bajań Florka spod końca "Ciotki zgryzotki" wynika, że Ania zgrzeszyła zdolnoś
                                > cią adaptacji. Znając Borejków i ich zgorszenie faktem, że Szymon rozmawia z ko
                                > legami jak z kolegami, nie jak z własnym osiemdziesięcioletnim dziadkiem z mani
                                > ą łacińską, może to znaczyć, że Ania to jest po prostu taka kobietą, która z ka
                                > żdym się dogada i nikomu nie da odczuć, że ją nudzi, męczy albo jakoś nie doras
                                > ta do jej standardów.
                                >
                                > Taka Ania może się z Łucją dogadywać względnie dobrze, co dla Ani jest jedną z
                                > tysiąca pozytywnych relacji, ale dla Łucji jest najbliższą więzią rówieśniczą.
                                > A ponieważ rodzina jest łucjocentryczna, wszyscy patrzą na tę znajomość jak na
                                > wielką przyjaźń, w której Łucja daje swoją wyjątkowość i bystrość bardzo bystro
                                > ść, a tępa i gruba Ania tylko czerpie wiadrami z tej krynicy.

                                A były już na forum takie teorię, że "na zewnątrz" pewnie to wygląda tak, że "zwyczajna" Ania jest lubiana, ma bujne życie towarzyskie, a Łucja ma opinię zmanierowanej nieuspołecznionej dziwaczki, która chodzi za nią w formie doczepki.
                                • ako17 Re: Baśniowe przygody 08.07.24, 16:45
                                  tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

                                  > przymrozki napisała:

                                  > >
                                  > > Taka Ania może się z Łucją dogadywać względnie dobrze, co dla Ani jest je
                                  > dną z
                                  > > tysiąca pozytywnych relacji, ale dla Łucji jest najbliższą więzią rówieśn
                                  > iczą.
                                  > > A ponieważ rodzina jest łucjocentryczna, wszyscy patrzą na tę znajomość j
                                  > ak na
                                  > > wielką przyjaźń, w której Łucja daje swoją wyjątkowość i bystrość bardzo
                                  > bystro
                                  > > ść, a tępa i gruba Ania tylko czerpie wiadrami z tej krynicy.
                                  >
                                  > A były już na forum takie teorię, że "na zewnątrz" pewnie to wygląda tak, że "z
                                  > wyczajna" Ania jest lubiana, ma bujne życie towarzyskie, a Łucja ma opinię zman
                                  > ierowanej nieuspołecznionej dziwaczki, która chodzi za nią w formie doczepki.

                                  To jest bardzo realne i wielce prawdopodobne
                • ako17 Re: Baśniowe przygody 04.07.24, 22:06
                  tajna_kryjowka_pyziaka napisała:


                  > Mało tego, ich relacja wygląda coraz gorzej. "Dobra" Pyzunia nie tylko ani prze
                  > z chwilę nie martwi się o los zaginionej siostry, ale wręcz życzy jej pożądnej
                  > kary za tę ucieczkę.

                  Za orta Tajna upiecze na zlot zielony tort z napisem "wiosną pieniądze rosną" i osobiście dostarczy go furgonetką, w której koniecznie będzie się musiała znaleźć suknia ślubna w pokrowcu.

                  > Widać bycie dobrym w tej rodzinie nie oznacza ogólnej troski o innych, tylko wy
                  > dzielanie jej stosownie do hierarchii i dawanie przede wszystkim "najważniejszy
                  > m" członkom rodziny, np. Gabie.
                  i babuni, i babuni!
                  • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Baśniowe przygody 04.07.24, 22:37
                    ako17 napisała:

                    > tajna_kryjowka_pyziaka napisała:
                    >
                    >
                    > > Mało tego, ich relacja wygląda coraz gorzej. "Dobra" Pyzunia nie tylko an
                    > i prze
                    > > z chwilę nie martwi się o los zaginionej siostry, ale wręcz życzy jej po[
                    > u]ż[/u]ądnej
                    > > kary za tę ucieczkę.
                    >
                    > Za orta Tajna upiecze na zlot zielony tort z napisem "wiosną pieniądze rosną" i
                    > osobiście dostarczy go furgonetką, w której koniecznie będzie się musiała znal
                    > eźć suknia ślubna w pokrowcu.
                    >

                    Jesteś pewna, że wiesz o co prosisz? Tak wyglądają pączki w moim wykonaniu:
                    • ako17 Re: Baśniowe przygody 04.07.24, 23:48
                      tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

                      tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

                      > Jesteś pewna, że wiesz o co prosisz? Tak wyglądają pączki w moim wykonaniu:

                      będziesz się musiała bardziej postarać ;)

                      ewentualnie mogę zamienić karę na cosplay Chrobota. Ale musi być z krową
                      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Baśniowe przygody 05.07.24, 01:05
                        ako17 napisała:

                        > tajna_kryjowka_pyziaka napisała:
                        >
                        > tajna_kryjowka_pyziaka napisała:
                        >
                        > > Jesteś pewna, że wiesz o co prosisz? Tak wyglądają pączki w moim wykonani
                        > u:
                        >
                        > będziesz się musiała bardziej postarać ;)
                        >
                        > ewentualnie mogę zamienić karę na cosplay Chrobota. Ale musi być z krową
                        >
                        >

                        Może być nawet trzydzieści krów, ma się tych teściów-rolników, hehe.
                        Tylko dwie trzecie zębów trzeba będzie czymś czarnym pociągnąć. Nie mycie się przez najbliższe dwa miesiące to jedno, ale uszkodzenie uzębienia do roli to już ciut za dużo.

                        > --
                        > Może Ignac to była jakaś gwiazda opozycji w
                        > ukryciu... czekamy na kolejny apokryficzny tom,
                        > tym razem "Enigmac" opisujący ważkie dokonania
                        > Borejki dla wyzwolenia Polski spod buta
                        > radzieckiego okupanta.
                        > By klawiatura_zablokowana

                        Ktoś chętny do zobrazowania na czym polega wywrotowa działalność naszego bohatera narodowego? Z przyjemnością poczytam jak Ignacjo obezwładnia ścigającego go ZOMOwca usypiającym monologiem i wypisuje na ścianie partyjniackiej siedziby łacińskie przekleństwa.
    • przymrozki Re: Baśniowe przygody 02.07.24, 19:43
      A Mila w "Kalamburce" to wykapana Calineczka. Magiczne i wyjątkowe dziecko tafia pod opiekę zwykłej kobiety, która sama dzieci mieć nie może. Kobieta dba o Calineczkę, kocha ją, ale kiedy przygoda wzywa, dziecko znika z domu i po pewnych perturbacjach trafia w końcu w ramiona króla elfów (cóż, że król elfów okazuje się rudy). Kobieta, która wychowała Calineczkę już nigdy nie jest wspomniana.

      • sanfran_84 Re: Baśniowe przygody 03.07.24, 08:19
        przymrozki napisała:

        > A Mila w "Kalamburce" to wykapana Calineczka. Magiczne i wyjątkowe dziecko tafi
        > a pod opiekę zwykłej kobiety, która sama dzieci mieć nie może. Kobieta dba o Ca
        > lineczkę, kocha ją, ale kiedy przygoda wzywa, dziecko znika z domu i po pewnych
        > perturbacjach trafia w końcu w ramiona króla elfów (cóż, że król elfów okazuje
        > się rudy). Kobieta, która wychowała Calineczkę już nigdy nie jest wspomniana.

        Faktycznie! Nawet fizyczność Mili pasuje do Calineczki, poza wersja z McD, oczywiście.
    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Baśniowe przygody 03.07.24, 12:55
      Aniela w Kłamczusze to początkowo taki Kot w Butach, który osiąga sukcesy poprzez kłamstwa i kolejne sprawy załatwia coraz to bardziej rozbudowanymi intrygami. I tu mamy piękny przewrót, kiedy to oryginalna baśń jest niepedagogiczna, a Jeżycjada tak - Aniela uczy się szacunku do ludzi i pomimo, że jej nieuczciwe metody są opłacalne, jest gotowa je porzucić (przynajmniej na jakiś czas), podczas gdy Kot do końca wszystkich oszukuje i razem z młynarczykiem mają z tego same zyski.
      • sanfran_84 Re: Baśniowe przygody 03.07.24, 15:07
        tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

        > Aniela w Kłamczusze to początkowo taki Kot w Butach, który osiąga sukcesy poprz
        > ez kłamstwa i kolejne sprawy załatwia coraz to bardziej rozbudowanymi intrygami
        > . I tu mamy piękny przewrót, kiedy to oryginalna baśń jest niepedagogiczna, a J
        > eżycjada tak - Aniela uczy się szacunku do ludzi i pomimo, że jej nieuczciwe me
        > tody są opłacalne, jest gotowa je porzucić (przynajmniej na jakiś czas), podcza
        > s gdy Kot do końca wszystkich oszukuje i razem z młynarczykiem mają z tego same
        > zyski.

        W sumie Aniela potem wraca do oszukiwania, ale zysków z tego żadnych. Chociaż, w logice Jeżycjady, dzięki temu nie wyszła za potwora bez serca. O, przystojny dentysta się nadaje na tego złego rodzica zastępczego (w oryginale oczywiście macocha), który każe rodzicowi biologicznemu pozbyć się dzieci, bo coś tam.
    • tt-tka Re: Baśniowe przygody 04.07.24, 09:32
      Ida - moze brzydkie kaczatko ?
      tak mi sie nasunelo, jak mnie wczoraj taki jeden labedz zaatakowal...
    • catwoman21 Re: Baśniowe przygody 04.07.24, 22:31
      Do pewnego momentu również Róża i Laura pasowały do przewijającego się w baśniach motywu dwóch sióstr z których jedna była dobra, a druga zła. Ta dobra dostawała nagrodę, a zła karę. I tak Pyza zostaje nagrodzona wielbicielami i byciem ulubienicą rodziny, a Tygrys zostaje czarną owcą, długo nie ma faceta, a i jak jedzie odszukać ojca to na miejscu też nie czeka jej nic miłego.
    • przymrozki Re: Baśniowe przygody 09.07.24, 18:05
      W "Kalamburce" było jeszcze jedno nawiązanie do baśni. Baśnie posłużył nam jako dowód na, surprajz surprajz, wyższość Mili nad innymi dziećmi. Kiedy dziesięcioletnia Monika tworzy banalne wypracowanie o "Czerwonym Kapturku" i jej jedynym osiągnięciem jest brak błędów ortograficznych, Mila tworzy niezwykły esej o naturze świata:

      Drzewa odbijają się w płynącej wodzie. Twarz odbija się w lustrze. Życie odbija się w baśniach. Ale odbicie jest zawsze odwrócone, dlatego baśnie kończą się na opak, szczęśliwie. Nie tak, jak w życiu. W baśni po smutku przychodzi radość, w życiu nie zawsze. Ja najbardziej lubię baśnie Andersena. Nawet, kiedy człowiek ma w sercu okruch diabelskiego lustra, to serce żyje...

      Swoją drogą, dobrze, że wypracowanie Mili dostała do oceny łagodna Stefania, a nie Łucja Pałys-Tanaka. Ależ by się Mili dostało i za używanie zaimka "ja" kiedy podmiot mógłby być domyślny, i za błąd logiczny - skoro odbicie życia w baśni jest odwrócone zawsze, to w życiu po radości zawsze powinien przychodzić smutek, i za poważny błąd rzeczowy - mnóstwo baśni, w tym baśni Andersena, kończy się źle.
      • bupu Re: Baśniowe przygody 10.07.24, 09:55
        przymrozki napisała:

        > W "Kalamburce" było jeszcze jedno nawiązanie do baśni. Baśnie posłużył nam jako
        > dowód na, surprajz surprajz, wyższość Mili nad innymi dziećmi. Kiedy dziesięci
        > oletnia Monika tworzy banalne wypracowanie o "Czerwonym Kapturku" i jej jedynym
        > osiągnięciem jest brak błędów ortograficznych, Mila tworzy niezwykły esej o na
        > turze świata:
        >
        > Drzewa odbijają się w płynącej wodzie. Twarz odbija się w lustrze. Życie odb
        > ija się w baśniach. Ale odbicie jest zawsze odwrócone, dlatego baśnie kończą si
        > ę na opak, szczęśliwie. Nie tak, jak w życiu. W baśni po smutku przychodzi rado
        > ść, w życiu nie zawsze. Ja najbardziej lubię baśnie Andersena. Nawet, kiedy czł
        > owiek ma w sercu okruch diabelskiego lustra, to serce żyje...

        >
        > Swoją drogą, dobrze, że wypracowanie Mili dostała do oceny łagodna Stefania, a
        > nie Łucja Pałys-Tanaka. Ależ by się Mili dostało i za używanie zaimka "ja" kied
        > y podmiot mógłby być domyślny, i za błąd logiczny - skoro odbicie życia w baśni
        > jest odwrócone zawsze, to w życiu po radości zawsze powinien przychodzi
        > ć smutek, i za poważny błąd rzeczowy - mnóstwo baśni, w tym baśni Andersena, ko
        > ńczy się źle.


        Zwłaszcza baśnie Andersena. Happy endów w jego baśniach jest bardzo mało, większość zakończeń jest nieszczęśliwa. Miluchna chyba jednak ich nie czytała.
        • minerwamcg Re: Baśniowe przygody 10.07.24, 11:54
          Dlaczego? Jeżeli czytała w wydaniach dla dzieci, uładzonych i ugrzecznionych, a takie w tamtych czasach też bywały, to mogła tak sądzić. To raz. A po drugie, u Andersena pojęcie szczęśliwego zakończenia bywa bardzo... andersenowskie. Sztandarowy żyłochlast, "Dziewczynka z zapałkami", zdaniem autora kończy się dobrze - po dziewczynkę przychodzi przecież ukochana babcia i zabiera ją do nieba.
          • przymrozki Re: Baśniowe przygody 10.07.24, 12:31
            minerwamcg napisała:

            > u Andersena pojęcie szczęśliwego zakończenia bywa >bardzo... andersenowskie.

            Można wziąć poprawkę na to, że dzieci w 1945 roku nie były jeszcze rozpieszczone disnejowskim standardem szczęśliwych zakończeń, ale, po pierwsze, jest to miecz obosieczny, bo skoro tak, to Mila nie powinna kojarzyć gatunku baśni z landrynkowymi happy endami. Powinna wiedzieć, że baśnie to takie opowieści, w których dzieci czasem umierają bezsensowną śmiercią, ołowiane żołnierzyki płoną w piecu, a safianowe piłki gniją w rynnie.

            A po drugie tym bardziej pisemna wypowiedź Mili nie ma sensu. Skoro bowiem zakończenie baśni może być w pewnym sensie szczęśliwe, chociaż bardzo smutne (jak "Dziewczynka z zapałkami") to gdzie jest obiecany kontrast pomiędzy baśnią a prawdziwym życiem. Bo jednak wynika z tego, że życie odbija się w baśni dość wiernie, a nie odwrócone jak odbicie drzewa w wodzie.

            Zupełnie inna rzeczą jest, że wydajw mi się, że akurat baśni Andersena (wyjątkiem jest "Mała syrenka") raczej nie wygładzano. Andersen pisał bardzo mrocznie i jeszcze bardziej dydaktyczne. Nie da się posłodzić "Opowieści o matce" (historia kobiety, która musi zrozumieć, że śmierć jej dziecka jest wolą Boga, z którą polemizować nie wolno) czy "Dziewczynki, która deptała chleb" (historia dziecka skazanego przez Boga na długie i straszliwe tortury za brak szacunku do chleba) bez pisania całej historii od początku na nowo.
            • minerwamcg Re: Baśniowe przygody 10.07.24, 13:04
              Też. Ale prawda też, że można złożyć całkiem duży i zgrabny tom baśni Andersena pomijając baśnie z nieszczęśliwymi zakończeniami. Pamiętam z mojego dzieciństwa zbiorek baśni z "Królową Śniegu", "Dziecięciem elfów", "Krzesiwem", "Nowymi szatami cesarza", "Księżniczką na ziarnku grochu" i "Brzydkim kaczątkiem". Można było nie znać w ogóle Andersena od tej jego mhrocznej strony.
              • przymrozki Re: Baśniowe przygody 10.07.24, 13:40
                minerwamcg napisała:

                > Też. Ale prawda też, że można złożyć całkiem duży i zgrabny tom baśni Andersena
                > pomijając baśnie z nieszczęśliwymi zakończeniami.

                Nie wiem, czy duży, ale zgrabny na pewno. Pytanie tylko, czy przedwojenne wydanie baśni Andersena (bo tylko takie mogła mieć w domu Mila) faktycznie mogło być mniej mroczno-dydaktyczne niż wydania współczesne, które przecież zawierają "Dziewczynkę z zapałkami", "Małą syrenkę", "Ołowianego żołnierzyka" czy "Choinkę". Trudno mi uwierzyć, żeby sto lat temu bardziej niż dziś chroniono dzieci przed dydaktycznymi morałami.

                A już całkiem trudno mi uwierzyć, że MM chciała pokazać czytelnikowi, że Mila zna tylko kilka wesołych baśni i nie ma pojęcia o istnieniu mniej optymistycznych lektur. Tym bardziej, że Gizela raczej nie chroniła swojej przybranej córki przed książkami dla dorosłych, sama czytała jej "Krystynę córkę Lavransa", kaszlała tylko gdy uznawała jakąś scenę za nieprzyzwoitą (i miała się w związku z tym dużo nakaszleć przy "Krystynie").
                • minerwamcg Re: Baśniowe przygody 11.07.24, 11:45
                  Na temat tego, co MM chciała lub nie chciała pokazać czytelnikowi - uwierzę we wszystko XD
              • bupu Re: Baśniowe przygody 12.07.24, 10:19
                minerwamcg napisała:

                > Też. Ale prawda też, że można złożyć całkiem duży i zgrabny tom baśni Andersena
                > pomijając baśnie z nieszczęśliwymi zakończeniami. Pamiętam z mojego dzieciństw
                > a zbiorek baśni z "Królową Śniegu", "Dziecięciem elfów", "Krzesiwem", "Nowymi s
                > zatami cesarza", "Księżniczką na ziarnku grochu" i "Brzydkim kaczątkiem". Można
                > było nie znać w ogóle Andersena od tej jego mhrocznej strony.
                >


                Będąc wredną małgerytką zrobiłam to, czego tak nie lubi autorka, mianowicie research. I sprawdziłam przedwojenne polskie wydania baśni Andersena. Otóż proszę państwa wszystkie przedwojenne zbiory zawierają takie fontanny optymizmu jak "Dziewczynka z zapałkami", "Czerwone trzewiczki", "Dzielny ołowiany żołnierzyk", albo "Matka". Więc Milunia po prostu baśni Andersena nie zna, może poza "Calineczką" i pierniczy trzy po trzy para piętnaście.
                • przymrozki Re: Baśniowe przygody 12.07.24, 12:37
                  bupu napisała:

                  > Będąc wredną małgerytką zrobiłam to, czego tak nie lubi autorka, mianowicie res
                  > earch. I sprawdziłam przedwojenne polskie wydania baśni Andersena. Otóż proszę
                  > państwa wszystkie przedwojenne zbiory zawierają takie fontanny optymizmu jak "D
                  > ziewczynka z zapałkami", "Czerwone trzewiczki", "Dzielny ołowiany żołnierzyk",
                  > albo "Matka".

                  Miałam też kiedyś w rękach przedwojenny zbiór baśni braci Grimm. I ilustracje, i przedmowa, i wybór tekstów świadczyły jednoznacznie, że to miała być książka dla małych dzieci, a nie przedmiot badań naukowych literaturoznawców. A były tam i odcięte pietęy sióstr Kopciuszka, i pierwotne zakończenie "Królewny śnieżki", to, w którym książe nie budzi królewny pocałunkiem (tylko zakochuje się w jej zwłokach i chce je sobie kupić), a macocha za karę musi tańczyć w żelaznych, rozgrzanych do białości butach. Nie byłam już wtedy mała, a dosłowność opisu tej tortury była dość niemiłą niespodzianką.

                  Stąd właśnie moje przekonanie, że baśnie wydane te sto lat temu nie powinny były u oczytanego dziecka wywolywac wrażenia literackich przedstawień światów idyllicznych.
                  • catwoman21 Re: Baśniowe przygody 12.07.24, 13:38
                    Co tam przedwojenne. Ja w dzieciństwie czytałam i ,,Małą syrenkę" i ,, Dziewczynkę z zapałkami" i ,,Dzielnego ołowianego żołnierzyka", a także wersję Kopciuszka z odciętymi palcem i piętą oraz Śnieżkę gdzie macocha tańczyła w rozgrzanych do czerwoności butach. Były jeszcze takie mniej znane baśnie jak ,,Gęsiareczka" gdzie koniowi ucięto głowę, a służącą wrzucono nagą do beczki zabitej gwoździami.
            • mamuka_z_boru Re: Baśniowe przygody 11.07.24, 10:55
              przymrozki napisała:

              >
              "Dziewczynka, która deptała chleb".
              O słodki kasztanku, wygrzebałaś z czeluści niepamięci mój największy horror dzieciństwa! A tak skutecznie go wyparłam przez te wszystkie lata... Ta dziewczynka, którą robaki zjadały od środka... Znów mnie to będzie prześladować. Czemu takie coś było w wydaniu w jakiejś serii typu " najpiękniejsze baśnie dzieciństwa ", to jedna Buka ( i redakcja wydawnictwa) wie.
              • briar_rose Re: Baśniowe przygody 11.07.24, 20:05
                mamuka_z_boru napisała:

                > "Dziewczynka, która deptała chleb".
                > O słodki kasztanku, wygrzebałaś z czeluści niepamięci mój największy horror dzi
                > eciństwa! A tak skutecznie go wyparłam przez te wszystkie lata... Ta dziewczynk
                > a, którą robaki zjadały od środka... Znów mnie to będzie prześladować. Czemu ta
                > kie coś było w wydaniu w jakiejś serii typu " najpiękniejsze baśnie dzieciństwa
                > ", to jedna Buka ( i redakcja wydawnictwa) wie.

                Albo "Czerwone Buciki", gdzie uboga sierotka o imieniu Karen – po tym, jak zostaje przyjęta na dwór zamożnej damy, wpada w obsesję posiadania czerwonych trzewików, podobnych do tych, które to po raz pierwszy dostrzegła na stopach księżniczki. Pragnienie luksusu, który owe buty uosabiają, zaślepia ją. Gdy zamiast pomóc chorej opiekunce udaje się w swoich nowych błyszczących bucikach na bal, zostaje potępiona i skazana na wieczny taniec. Jedynym ratunkiem było obcięcia nóg przez kata, a i tak przebaczenie i wyzwolenie Karen uzyskuje poprzez śmierć...
                • przymrozki Re: Baśniowe przygody 12.07.24, 12:56
                  briar_rose napisał(a):


                  > Albo "Czerwone Buciki", gdzie uboga sierotka o imieniu Karen – po tym, jak zost
                  > aje przyjęta na dwór zamożnej damy, wpada w obsesję posiadania czerwonych trzew
                  > ików, podobnych do tych, które to po raz pierwszy dostrzegła na stopach księżni
                  > czki. Pragnienie luksusu, który owe buty uosabiają, zaślepia ją. Gdy zamiast po
                  > móc chorej opiekunce udaje się w swoich nowych błyszczących bucikach na bal, zo
                  > staje potępiona i skazana na wieczny taniec. Jedynym ratunkiem było obcięcia nó
                  > g przez kata, a i tak przebaczenie i wyzwolenie Karen uzyskuje poprzez śmierć..
                  > .

                  Tak, ale to jest, moim zdaniem, literacko bardzo dobra baśń. Historia dziewczynki zjadanej żywcem przez muchy, bo podeptała chleb, to sama tylko makabra.

                  Nawiasem pisząc, czy Dorotka Rumianek nie jest aby lustrzanym odbiciem Karen? Też ma tylko jedną parę butów, też są to ciężkie chodaki i też potem dostaje czerwone buty. Ale mimo to z sercem opiekuje się starszymi opiekunkami i nie daje się porwać konsumpcjonizmowi.
                  • bupu Re: Baśniowe przygody 12.07.24, 15:23
                    przymrozki napisała:

                    >
                    > Tak, ale to jest, moim zdaniem, literacko bardzo dobra baśń. Historia dziewczyn
                    > ki zjadanej żywcem przez muchy, bo podeptała chleb, to sama tylko makabra.
                    >
                    > Nawiasem pisząc, czy Dorotka Rumianek nie jest aby lustrzanym odbiciem Karen? T
                    > eż ma tylko jedną parę butów, też są to ciężkie chodaki i też potem dostaje cze
                    > rwone buty. Ale mimo to z sercem opiekuje się starszymi opiekunkami i nie daje
                    > się porwać konsumpcjonizmowi.


                    I dlatego dostaje w nagrodę ryżego księciopiteka.
                    • przymrozki Re: Baśniowe przygody 13.07.24, 11:16
                      bupu napisała:

                      > I dlatego dostaje w nagrodę ryżego księciopiteka.

                      I nagle opętanie stóp przez przeklęte buty i odcięcie nóg przez kata nie wydaje się losem aż tak strasznym.
              • minerwamcg Re: Baśniowe przygody 12.07.24, 18:57
                pl.wikisource.org/wiki/O_dziewczynce,_kt%C3%B3ra_depta%C5%82a_chleb_(Andersen,_przek%C5%82._Mirandola)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka