bupu
01.11.24, 10:57
Właśnie mnie coś uderzyło, przy okazji lektury wątku o innych dziadkach.
Zabawki.
Borejcze dzieci nie mają zabawek.
Kiedyś miały, owszem, jeszcze Rurza i Larwa dysponowały ich obfitością. A potem nadszedł Ignacy G. Stryba, geniusz, który zabawek nie posiadał, o czym pisano z dumą. I poleciało dalej. Zabawek nie posiada Józek, Łucja ma w pokoju słowniki, ale ani jednej zabawki, o ile dobrze pamiętam. U dziadostwa Borejostwa mimo że cały czas kłębią się tam tłumy wnuków, nie ma ani jednej zabawki i nawet bardzo małe dzieci w JT nie przywożą na nocowanie u dziadków ukochanego pluszaka. Kazimierz Ulej na ileś tam tomów dostaje dokładnie jedną zabawkę, autko od Józefa, poza tym w opisach pałylochów brak jakichkolwiek wzmianek o zabawkach. Młode miągwie dostaje przygotowany pokój, z mebelkami i elfami na suficie, ale brak w tym pokoju bodaj najnedzniejszego misia. A Szopieta z Jukeju przywożą zdaje się wyłącznie ciuchy, no chyba że zabawki zginęły pod kanałem La Manche razem z kotem Mileny.
W zasadzie jedyne normalnie uposażone dzieci to panienki Górskie, które mają i garnuszki i lalki i nawet domek na drzewie. No ale te dwie to Borejkówny kl2 (Ania to chyba nawet niżej), natomiast jak kto bystry, bardzobystry, zabawek nie miewa.
Ktoś mi objaśni tę niechęć autorki do zabawek i ogólnie normalnych symptomów dzieciństwa?