Dodaj do ulubionych

niewiarygodne sytuacje

03.02.25, 11:32
Kiedy czytałam Jeżycjade, wiedziałam oczywiście , ze to fikcja, ale osadzona w twardych realiach czasowych jak i geograficznych (można było sobie prześledzić mapie Poznania, gdzie kto mieszkał i chadzał), jednak niektóre sytuacje wydawały mi się nieprawdopodobne:

1 6 letnia Aurelia, która chadza sobie do obcych ludzi na obiadki - co innego, jakby to było dziecko sasiadki z tej samej klatki czy kamienicy - wtedy byłoby to jeszcze na upartego możliwe - a tak to nikt nie interesował sie, skąd dziecko przyszło, czy gdzie zaraz pójdzie

2. Sytuacja z szerszeniami i Ignasiem w Czarnej Polewce - to już było tu sto razy omawiane

3. Koleżanka Julii, która z noworodkiem przyszła pomieszkać do Żaków (A tam mieszkali jeszcze dziadek, Ciocia Wiesie z Bobkiem, plus Julia i Cesia, która w końcu nie miała miejsca do nauki).

4. Robert widzący 13 czy 14letnią Laurę sama w Toruniu - i nie reagujący (co innego, jakby była nieletnia ale miała chociaż 17 lat).

5. Pawełek, który nie rozpoznaje, że Aniela to Franciszka Wyrobek???? Ale przyjełam to, bo książka była zabawna w treści.

6. Patrycja, która ma kłopoty z nauką, w efekcie nie zdaje matury i co najlepsze nikt nawet, a przynajmniej tak to wygląda, nie interesuje się, kiedy ta matura, czy już była, czy nie. Te sytuacje ą po prosu nieprawdopodobne.
Obserwuj wątek
    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: niewiarygodne sytuacje 03.02.25, 12:39
      subskrybcja napisała:

      > Kiedy czytałam Jeżycjade, wiedziałam oczywiście , ze to fikcja, ale osadzona w
      > twardych realiach czasowych jak i geograficznych (można było sobie prześledzić
      > mapie Poznania, gdzie kto mieszkał i chadzał), jednak niektóre sytuacje wydawał
      > y mi się nieprawdopodobne:
      >
      > 1 6 letnia Aurelia, która chadza sobie do obcych ludzi na obiadki - co innego,
      > jakby to było dziecko sasiadki z tej samej klatki czy kamienicy - wtedy byłoby
      > to jeszcze na upartego możliwe - a tak to nikt nie interesował sie, skąd dzieck
      > o przyszło, czy gdzie zaraz pójdzie
      >
      > 2. Sytuacja z szerszeniami i Ignasiem w Czarnej Polewce - to już było tu sto r
      > azy omawiane
      >
      > 3. Koleżanka Julii, która z noworodkiem przyszła pomieszkać do Żaków (A tam mie
      > szkali jeszcze dziadek, Ciocia Wiesie z Bobkiem, plus Julia i Cesia, która w ko
      > ńcu nie miała miejsca do nauki).
      >

      Możnaby od biedy założyć, że ze wszystkich znajomych mieszkających na stałe w Poznaniu, Julia jako jedyna się zgodziła ją przetrzymać.
      Ale to wciąż średnie warunki, dziwne, że wszystkim to odpowiadało i nie zaczęli po tygodniu czy dwóch wspólnie szukać (np. po znajomych) lepszego lokum dla Krystyny.

      > 4. Robert widzący 13 czy 14letnią Laurę sama w Toruniu - i nie reagujący (co in
      > nego, jakby była nieletnia ale miała chociaż 17 lat).
      >

      I ewidentnie bojący się jej (ach, co będzie, jeśli ona odmówi?), pomimo, że sam ma nastoletnią córkę.
      I zlewający z zimną premedytacją uczucia Laury, pomimo bycia z nielicznych osób, które mogłyby jej cokolwiek zdradzić na temat ojca. Biedna Gabrysia ważniejsza.

      > 5. Pawełek, który nie rozpoznaje, że Aniela to Franciszka Wyrobek???? Ale przyj
      > ełam to, bo książka była zabawna w treści.
      >
      > 6. Patrycja, która ma kłopoty z nauką, w efekcie nie zdaje matury i co najlepsz
      > e nikt nawet, a przynajmniej tak to wygląda, nie interesuje się, kiedy ta matur
      > a, czy już była, czy nie. Te sytuacje ą po prosu nieprawdopodobne.

      GORZEJ. Jej matka deklaruje, że o tym wiedziała. I nijak na tę sytuację nie zareagowała
      • ako17 Re: niewiarygodne sytuacje 03.02.25, 13:36
        tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

        > subskrybcja napisała:

        > > 3. Koleżanka Julii, która z noworodkiem
        nawet nie z noworodkiem, tylko w zaawansowanej ciąży - o ile to robi jakąkolwiek różnicę. Teoretycznie mogło robić - kobieta w ciąży np. nie drze się po nocach w domu, gdzie mieszka kupa ludzi, w tym licealna nastolatka, która, cóż, musi rano wstać do szkoły.
        przyszła pomieszkać do Żaków (A t
        > am mie
        > > szkali jeszcze dziadek, Ciocia Wiesie z Bobkiem, plus Julia i Cesia, któr
        > a w ko
        > > ńcu nie miała miejsca do nauki).
        > >
        >
        > Możnaby od biedy założyć, że ze wszystkich znajomych mieszkających na stałe w P
        > oznaniu, Julia jako jedyna się zgodziła ją przetrzymać.

        Tak, to jest jakoś tam prawdopodobne, zresztą chyba wszyscy czekali na powrót męża Krystyny, którego, tradycyjnie przed porodem gdzieś wywiało. Właściwie to on zapoczątkowuje długi korowód mężów, których akurat nie ma, gdy żona rodzi, lub zostaje sama z niemowlęciem i zakazem wstawania.

        > Ale to wciąż średnie warunki, dziwne, że wszystkim to odpowiadało i nie zaczęli
        > po tygodniu czy dwóch wspólnie szukać (np. po znajomych) lepszego lokum dla Kr
        > ystyny.

        Tam było jeszcze niefajniej :(. Jak, ogółem, lubię mamę Żakową, tak w tej konkretnej sytuacji się bardzo nie popisała.
        Mianowicie, gdy Krystyna z Wojtkiem i małą Irenką mieli już gdzie zamieszkać, to pani Irena zdecydowała się jeszcze im przedłużyć gościnę, bo nie mogła się zdecydować na rozstanie z maleństwem. Oczywiście, młodzi rodzice mogli propozycji nie przyjąć, ale tu chodzi o postawę samej pani domu. Tak jakby przywilej przebywania z małą Irenką, ryczącą dniami i nocami jak tur, był ważniejszy niż jakiekolwiek prawo do własnego kąta dla córki. Cesia formalnie nie miała się gdzie podziać i nie uważam, aby wieżyczka była tu dobrym rozwiązaniem. Tam to można sobie było spędzić parę godzin na nauce i słuchaniu Niemena, a nie zamieszkać na stałe.
        A malutką zawsze można było regularnie odwiedzać w innym miejscu.
        • hanuszka189 Re: niewiarygodne sytuacje 08.02.25, 08:21
          ako17 napisała:

          > Tam było jeszcze niefajniej :(. Jak, ogółem, lubię mamę Żakową, tak w tej konkr
          > etnej sytuacji się bardzo nie popisała.
          > Mianowicie, gdy Krystyna z Wojtkiem i małą Irenką mieli już gdzie zamieszkać, t
          > o pani Irena zdecydowała się jeszcze im przedłużyć gościnę, bo nie mogła się zd
          > ecydować na rozstanie z maleństwem. Oczywiście, młodzi rodzice mogli propozycji
          > nie przyjąć, ale tu chodzi o postawę samej pani domu. Tak jakby przywilej prze
          > bywania z małą Irenką, ryczącą dniami i nocami jak tur, był ważniejszy niż jaki
          > ekolwiek prawo do własnego kąta dla córki. Cesia formalnie nie miała się gdzie
          > podziać i nie uważam, aby wieżyczka była tu dobrym rozwiązaniem. Tam to można s
          > obie było spędzić parę godzin na nauce i słuchaniu Niemena, a nie zamieszkać na
          > stałe.
          > A malutką zawsze można było regularnie odwiedzać w innym miejscu.
          >

          Jeszcze zauważę, że wprost napisano, że to Cesia wstawała do ryczącej Irenki, bo miała najwięcej chęci i najlepiej jej to wychodziło.
          "Była półprzytomna. Nie spała przez większą część nocy - po pierwsze, denerwowała się z
          powodu Danki, a następnie mała Irenka akurat tej nocy musiała przejrzeć podstęp z koperkiem
          włoskim i urządziła wielogodzinną awanturę domagając się mleka. Poza tym Bobcio, z którym
          Cesia zmuszona była spać tej nocy na jednym, jakże wąskim tapczanie, okropnie wierzgał przez
          sen i ustawicznie ściągał z niej kołdrę."


          Koniec z ciągłym myciem garów, zakupami, karmieniem Irenki i wywożeniem jej na
          spacer. Koniec z nocnym gotowaniem koperku włoskiego


          Uch. Aż mi się ciśnienie podniosło. Rodzina Żaków jest traktowana dziwnie ulgowo, ale naprawdę, postawa mamy Żak, Julii, nie mówiąc o matce dziecka, jest w tym przypadku po prostu paskudna.
          W tym samym czasie Cesia miała się jeszcze dobrze uczyć i pomagać koleżance.
          • bupu Re: niewiarygodne sytuacje 08.02.25, 11:38
            hanuszka189 napisała:

            >
            > Uch. Aż mi się ciśnienie podniosło. Rodzina Żaków jest traktowana dziwnie ulgowo

            Zapewne dlatego, że rodzina Żak potrafiła się przyznać do tego, że nawaliła i nikt nam nie usiłował wmawiać, że są idealni.
    • ignacywitkacy Re: niewiarygodne sytuacje 03.02.25, 13:56
      subskrybcja napisała:


      >
      > 6. Patrycja, która ma kłopoty z nauką, w efekcie nie zdaje matury i co najlepsz
      > e nikt nawet, a przynajmniej tak to wygląda, nie interesuje się, kiedy ta matur
      > a, czy już była, czy nie. Te sytuacje ą po prosu nieprawdopodobne.

      Nie powiedziałabym, że to niemożliwe, ale takie sytuacje występują u bardzo toksycznych rodzin, a Borejkowie to podobno taka kochająca się rodzinka....

      -Skądże, skądże, naprawdę nic takiego – pospieszyła na pomoc Natalia, która już znała straszną prawdę, jednakże, podobnie jak Patrycja, uznała, że niekoniecznie należy wywalać wszystko co się wie – i to w dodatku w tak wielkie i wzruszające święto Uważała, że zła wiadomość może spokojnie poczekać do jutra. Co nagle to po diable.
      -Zaraz, zaraz, a jak tam matura? – chciała wiedzieć Ida z typową dla siebie prowokacyjną ciekawością. Zapadła niezręczna cisza. Nikt się nie odzywał.

      -No? – przycisnęła Ida, siadając obok Patrycji i podnosząc jej głowę.

      -Przewaliłam – wymamrotała Patrycja ledwie dosłyszalnie.

      -Co, co? O czym Pulpecja mówi? – nie zrozumiał ojciec.

      -Ona mówi, tato, że przewaliła maturę – wyjaśniła ojcu Ida głośno i wyraźnie.

      -Co to znaczy: przewaliła? Czy to znaczy to, co ja myślę? – zdenerwował się ojciec.

      -Tak, tato. Dokładnie. Twoja córka Patrycja nie zdała matury – powiedziała Ida, opierając ręce o kolana i kiwając głową potępiająco, a Gabrysia wydała współczujący okrzyk i natychmiast znalazła się przy najmłodszej siostrze, obejmując ją ramieniem.

      -Ma-mamo… bardzo mi przykro… – wybuchnęła płaczem Patrycja. – Nie chciałam ci tego mówić w Dzień Matki…

      -Niby dlaczego? – dziwowała się Ida. – Wiadomość w swej treści nie zmieni się zasadniczo do jutra… Serce matki odreaguje tak samo.

      -Ida, jesteś pawianem – powiedziała Patrycja przez zęby, a łzy natychmiast jej obeschły.

      -Spokój, dziewczęta – rzekł odruchowo ojciec. – Patrycjo, czy prawdą jest to, co słyszę? Jeśli tak, to wytłumacz mi, proszę, jak to się stało, że inteligentna dziewczyna o doskonałym wzroku i słuchu, nienagannym stanie zdrowia i bogatej bibliotece rodzinnej mogła nie zdać czegoś tak prostego jak egzamin maturalny.

      -Ignasiu, daj dziecku spokój – mruknęła mama Borejko i odsunąwszy Idę, usiadła przy załamanej córce. Objęła ją ramieniem. Patrycja, wciśnięta pomiędzy matkę a siostrę Gabrielę, sama już nie wiedziała, na którym łonie złożyć swą skołataną głowinę. Wybrała wreszcie łono matki, bo jej bardziej żałowała.

      -Mamuś, przepraszam -jęknęła. – Naprawdę, naprawdę… nic nie umiałam.

      -Nietrudno zgadnąć – cierpko orzekła mama Borejko. – Prawdę mówiąc, obawa, że oblejesz, nawiedzała mnie dosyć często, kiedy tak w myśli obliczałam, ile czasu poświęcasz na naukę.
      • ignacywitkacy Re: niewiarygodne sytuacje 03.02.25, 13:56
        -Taka strata czasu – martwił się ojciec. – I co teraz? Czy masz możliwość poprawy?

        -O, Boże, nie wiem, nie wiem – szepnęła Patrycja. – Niby są jakieś poprawki w sierpniu… ale może po tym, jak uciekłam, nie pozwolą mi.. może będę musiała zdawać dopiero w przyszłym roku? Nie, ja tego nie wytrzymam, ja się załamię.

        -Za moich czasów było coś takiego jak poprawki dla tych mniej zdolnych – wtrąciła Ida życzliwie. – Mogli zdawać we wrześniu i nawet załapać się jeszcze na jakieś studia, które miały niedobór kandydatów.
        -Zapadło ciężkie milczenie. Patrycja namyślała się, czy powinna kopnąć Idę w kostkę, czy też się pohamować ze względu na i tak już złą atmosferę wokół swej osoby. Po namyśle pohamowała się.

        -Spróbuję pogadać z dyrekcją – wystąpiła z propozycją pomocy Gabriela. – Dowiem się, jaka jest twoja sytuacja. Chyba powinnaś od zaraz zacząć intensywne repetycje, mała.

        -Tak, może jej potrzeba twardej ręki – ożywiła się Ida. – Nie ma silnej woli, żeby uczyć się sama. Trzeba jej narzucić dyscyplinę. Aha, a propos, czy Roma zdała?

        -Zdała – ponuro mruknęła Patrycja. Mama objęła ją mocniej i przytuliła siwą głowę do jej głowy.

        -Chyba wszyscy trochę zawiniliśmy – powiedziała. – To nie jest kwestia słabej woli. Zawsze wszystko było w porządku z wól Patrycji. Może po prostu miała zły okres w życiu, a myśmy tego ni zauważyli.

        -Może się zakochała – wyraziła przypuszczenie Ida. Patrycja nie wytrzymała i kopnęła ją w kostkę.

        -Mamo, ona mnie kopie – naskarżyła Ida. – Ja myślę, że to jest taki odruch warunkowy i on coś oznacza. W kim, Patrycjo. Powiedz nam. Wszyscy jesteśmy okropnie ciekawi.
        Patrycja zerwała się i wybiegła do swego pokoju. Tam rzuciła się na łóżko i zaczęła bardzo rozpaczliwie płakać.
      • hanuszka189 Re: niewiarygodne sytuacje 08.02.25, 08:15
        ignacywitkacy napisała:

        > subskrybcja napisała:
        >
        >
        > >
        > > 6. Patrycja, która ma kłopoty z nauką, w efekcie nie zdaje matury i co na
        > jlepsz
        > > e nikt nawet, a przynajmniej tak to wygląda, nie interesuje się, kiedy ta
        > matur
        > > a, czy już była, czy nie. Te sytuacje ą po prosu nieprawdopodobne.
        >
        > Nie powiedziałabym, że to niemożliwe, ale takie sytuacje występują u bardzo tok
        > sycznych rodzin, a Borejkowie to podobno taka kochająca się rodzinka....

        Mam wrażenie, że w starszej literaturze młodzieżowej motyw oblania matury pojawiał się dość często i nie oznaczał dla fabuły i zainteresowanych końca świata. Podobnie jak wyraźne oddzielenie świata nastolatków (a co dopiero prawie dorosłych 18-latków) i pokolenia rodziców. Delikwent oblewał maturę czy egzaminy na studiach na własne życzenie i sam musiał się z tego wygrzebać.
        • ignacywitkacy Re: niewiarygodne sytuacje 18.02.25, 22:13
          Czym innym jest zawalenie i normalność tego, a czym innym kompletne niezainteresowanie tematem i córką.
        • a_weasley Re: niewiarygodne sytuacje 25.03.25, 18:57
          Hanuszka189 napisała:

          > Mam wrażenie, że w starszej literaturze młodzieżowej motyw oblania matury pojaw
          > iał się dość często i nie oznaczał dla fabuły i zainteresowanych końca świata.

          O ile wiem, ładnych parę osób uznało to za powód do zakończenia swojej ziemskiej wędrówki. Część z nich niestety skutecznie.
    • pi.asia Re: niewiarygodne sytuacje 06.02.25, 14:58
      subskrybcja napisała:

      > 5. Pawełek, który nie rozpoznaje, że Aniela to Franciszka Wyrobek???? Ale przyj
      > ełam to, bo książka była zabawna w treści.

      Pawełek widział Anielę w maju, mniej więcej przez godzinę. Aniela była bez okularów, włosy miała splecione w warkocz. Ubrana była w szkolny fartuch z białym kołnierzykiem.

      Trzy miesiące później w mieszkaniu Pawła pojawia się postać w okularach, uczesana w lakierowany tapir, z twarzą pokrytą jasnym pudrem i z pomarańczową szminką na ustach. Strój tejże osoby to koszmarna, pożółkła bluzka z tandetnym żabocikiem i jaskrawoniebieskie spodnie oraz zbyt duże pantofle na obcasie.

      Paweł NIE MIAŁ szans na rozpoznanie Anieli we Franciszce Wyrobek.
      Tym bardziej, że byl absolutnie przekonany, iż Aniela wciąz jest w Łebie - wszak tam wysyłał i stamtąd dostawał listy!
      Coś mu zaczęło świtać podczas sprzątania łazienki, ale wtedy sama Aniela zadbała o to, by wybić mu te podejrzenia z glowy.

      Natomiast błyskawicznie zorientował się w sytuacji, gdy zobaczył Anielę w "Merkurym" i skojarzył ją z pomocą domową.




      • kocynder Re: niewiarygodne sytuacje 07.02.25, 23:46
        Tego, że Paweł nie rozpoznał bym się aż tak nie czepiała. Ale to, że pani Dąbek-Nowacka "kupiła" PIĘTNASTOLATKĘ (nie z tych "obecnych", zrobionych na stare, nie wymalowaną jak pudernica, a tyle, że usta popaciane pomarańczowym mazidłem i ciuchy jak ze śmietnika) jako pomoc domową i nie zajarzyła, że jest coś nie do końca? Sorry, ale NIE. Ja wiem, że imperatyw narracyjny, że na tym polegało clou "dowcipu" "Kłamczuchy", ale i tak nie wierzę. Nie wierzę, nie dlatego, że NIKT dorosły nie mógłby ŻADNEJ nastolatki wziąć za parę lat starszą. Bo ok, taki Ygnac, który zasadniczo nie patrzył na nikogo, albo Józefina Bittner, która w sumie wszystko poza sobą miała w nosie - tak. Za sporo starszą mogła tez uchodzić Danka Filipiak, Paulinka, cytrynowa Matylda - odpowiednio zrobione. Ale na pewno nie przez ubranie się jak kretynka i jaskrawą szminkę. I nie w oczach czujnej i rzetelnej pani Dąbek-Nowackiej. Tak samo jak nie dałaby się wziąć na plewy np Fela Borejko.
        Inna rzecz, że ja, wbrew forumowi, niezbyt lubię zarówno książkę Kłamczucha jak i samą Anielę. I to zarówno w kontekście jako bohaterkę literacką (bo nie uważam jej za dobrze napisaną postać!) ani jako osobę (czyli w kontekście "czy chciałabym taką osobę znać o9sobiście"). No to w obu podejściach: nie.
        • tt-tka Re: niewiarygodne sytuacje 08.02.25, 00:09
          Alez wcale nie musiala brac za starsza ! to, ze uczennica dorabia sobie sprzatajac co drugi dzien/opiekujac sie dziecmi/psami/kuchnia etc jak najbardziej bylo mozliwe i prawdopodobne
          • kocynder Re: niewiarygodne sytuacje 08.02.25, 00:22
            Możliwe i prawdopodobne - było. Tylko nie, że przy tym robi z siebie wycirucha - kocmołucha i gada jakąciś dziwaczno gwaro, co to ona prosta dziewczocha ze wiochy tamoj za murem przyszedła i po miejsku to nie umi. Sorry, ale cwana i trzeźwa pani Dąbek-Nowacka zaraz by wyczuła, że to JAKIŚ kant! Oczywiście, mogłaby nie wiedzieć, że to wakacyjna podrywka synalka i że przebranie jest na jego konto, ale szybciutko by wyłapała, że to jest przebranie i nabrała podejrzeń. Oczywiście nie, że to zakusy na jej synka, a że licho wie, może smarkula jest w zmowie z jakimiś bandziorami co to ona wchodzi, wywącha, gdzie pani dyrektorowa trzyma precjoza i potem jej kamraci wejdą jak po swoje? Albo, że na tej swojej wsi się prowadziła nieciężko i za jakąś chwilę jej stan odmienny będzie widać, a to obraza dla rzetelnego, poznańskiego, mieszczańskiego domu?
            • tt-tka Re: niewiarygodne sytuacje 08.02.25, 00:30
              Przyszla jako pracujaca, tzn juz wylana z pracy, u Tosi, podwladnej dyr. i z dziecmi jako uwiarygodnieniem. Ubrana i umalowana bez gustu, ale to nie zbrodnia, mowi nie zadna gwara, tylko normalnym (prostym) jezykiem. Spokojnie do kupienia.
              • tt-tka Re: niewiarygodne sytuacje 08.02.25, 00:31
                PS szuflady, w ktorych byly pieniadze i ksiazeczki PKO sa zamkniete na klucz, a w domu w godzinach pracy Wyrobek zawsze ktos jest. To tak na marginesie.
                • kocynder Re: niewiarygodne sytuacje 08.02.25, 00:54
                  Oczywiście, że szuflady z precjozami są zamykane, ale wszak zadaniem smarkatej nie byłoby ich wykradanie, a wyłącznie zlokalizowanie KTÓRE szuflady zawierają wspomniane precjoza, coby kamraty nie musiały pruć całej chałupy.
              • kocynder Re: niewiarygodne sytuacje 08.02.25, 00:52
                No, jednak nie. "skąd ja mogłam wiedzieć, że oni wezmą od paninej Marzenki", "Pani Kowalikowa płaci słabo. Bidota. Robi dużo, zarobi mało. U nas na wsi to z takich się śmieją", "- Ale! - żachnęła się Aniela. Z każdą chwilą lepiej się czuła w swojej nowej skórze. - Pani mówiła, że mało ze wstydu nie umarła przeze mnie." - to nie są zwroty z normalnego acz prostego języka. "Skąd ja mogłam wiedzieć, że oni wezmą od pani Marzenki"- pani, nie "paninej", "Bidota"? Serio? Biedota by uszło. "Ale! Pani mówiła..." To "Ale" jest kompletnie nie do rzeczy. Nie, Tt-tko. To nie jest "normalna acz prosta" mowa, tylko głupawa, tandetna stylizacja na wioskę z Mniszkówny czy innej Rodziewiczówny. I to w połączeniu z przedpotopową bluzeczką i całą resztą - na pewno przykułoby uwagę spostrzegawczej wszak pani dyrektorowej. I ponownie - nie chodzi o to, że by się zorientowała O CO CHODZI z tym przebraniem, ale że by załapała, że to JEST przebranie! Zwłaszcza, że miała wszak pełen przegląd koleżanek syna, i to nie tylko wymuskaną Danuśkę, ale i skromniejszą Cesię Żakównę i pewnie parę innych. I musiała wiedzieć, że żadna, z najbardziej nawet zabitej dechami wsi panna nie ubierze się w pożółkłą i wyleniałą bluzeczkę z żabocikiem.
                • hanuszka189 Re: niewiarygodne sytuacje 08.02.25, 08:26
                  kocynder napisała:

                  > ie." - to nie są zwroty z normalnego acz prostego języka. "Skąd ja mogłam wiedz
                  > ieć, że oni wezmą od pani Marzenki"- pani, nie "paninej", "Bidota"? Serio? Bied
                  > ota by uszło. "Ale! Pani mówiła..." To "Ale" jest kompletnie nie do rzeczy. Nie
                  > , Tt-tko. To nie jest "normalna acz prosta" mowa, tylko głupawa, tandetna styli
                  > zacja na wioskę z Mniszkówny czy innej Rodziewiczówny.

                  Trochę w tym racji jest, ale Kocyndrze, czy pamiętasz, że ta książka została wydana równo 50 lat temu? :D
                  • kocynder Re: niewiarygodne sytuacje 08.02.25, 08:39
                    Pamiętam, Hanuszko. Ale to stylówa na wioskę sprzed 150 lat, a nie 50.
                    I nadal twierdzę, że pani Dąbek-Nowacka by zauważyła że to przebieranka. Mogłaby nie odgadnąć celu, ale nie przyjęłaby "na stałe" osoby, która coś ukrywa, i Tosia nie jest tu żadną rekomendacją - wszak pani Dąbek-Nowacka wie, że u Tosi nie ma co kraść...
                    • tt-tka Re: niewiarygodne sytuacje 08.02.25, 10:28
                      To jest stylowa jak najbardziej na owczesnym czasie. Filmy i opowiesci, nazwijmy umownie, "wiejskie", w tym cala niemal seria biblioteki niebieskich tarcz, posluguja sie takim wlasnie jezykiem, jakiego uzywa Aniela. Skad ona to podlapala, jak myslisz ? przeciez nie z Mniszkowny, ktorej nie czytala !
                      • kocynder Re: niewiarygodne sytuacje 08.02.25, 10:59
                        No to przytocz mi, Tt-tko JEDNĄ książkę bliższą współczesności niż klasycy romantyzmu w biblioteczce Anieli? Jedną! Że zacytuję: "komedie Fredry, cały Ibsen, Strindberg i Szekspir, antologia dramatu amerykańskiego, Wyspiański i Słowacki"? Fakt, przepraszam, Wyspiański jest "po romantykach". Ale nadal to "codzienność" sprzed wieku a nie aktualna.
                        • tt-tka Re: niewiarygodne sytuacje 08.02.25, 14:09
                          I twoim zdaniem Aniela mowi Wyspianskim, Strinbergiem, od biedy Fredra ? No ni chusteczki.

                          NB Rodziewiczowny i Mniszkowny tez tam nie ma. Moze jednak przyjac, ze Aniela mowi jezykiem znanym jej z codziennosci, z kolezanek szkolnych, panstwa Kurkow, ojca rybaka i innych mieszkancow Leby ? Co najwyzej leciutko go podstylizowuje na to, co uslyszala w radio czy telewizji w reportazach z zycia wsi :P
                        • la_felicja Re: niewiarygodne sytuacje 29.03.25, 20:53
                          A ska pomysł, że Aniela czyta tylko te ksiązki, które ma we własnej biblioteczce? Przecież na pewno kupowała tylko te ulubione, najukochańsze, do ktorych chciała wracać? To nie Gabon, żeby nawet nowości kupować w dwóch egzemplarzach
                    • bupu Re: niewiarygodne sytuacje 08.02.25, 20:26
                      kocynder napisała:

                      > Pamiętam, Hanuszko. Ale to stylówa na wioskę sprzed 150 lat, a nie 50.

                      Jak Bora kocham mój ojciec więcej gwary używa niż Franciszka Wyrobek. A stylowa na wioskę sprzed 150 lat to by była gdyby Aniela pocinała Reymontem. Bidok, bidny, bidota to są słowa DZISIAJ normalnie używane w moim regionie, a pewnie i w Wielkopolsce.
                • kooreczka Re: niewiarygodne sytuacje 08.02.25, 10:59
                  Nie, nie musiała wiedzieć.
                  Ludzie mają uprzedzenia, a te na linii wieś/miasto, zwłaszcza duże miasto trzymały się mocno. Zaciągający kocmołuch pasował do wyobrażeń pani dyrektorowej, a niska cena usług przeważyła nad ewentualnymi wątpliwościami.
                  Mój osobisty ojciec słyszał pochwały, że ze wsi, a ładnie mówi-poza okazjonalnym wtrętem zdradzały go ciuchy, zwłaszcza spodnie starsze niż on sam. Na ciuchy zarabiał rozładowując wagony przed lekcjami.
                  • pi.asia Re: niewiarygodne sytuacje 09.02.25, 18:47
                    Tak tylko przypomnę, że za nieprawdopodobną sytuację uznałaś to, że PAWEŁ nie rozpoznał Anieli, a nie to, że dała się nabrać jego matka.
                    Zresztą inne forumowiczki już napisały, że matka również miała prawo "kupić" Anielę jako Franciszkę. A poza tym w pewnym momencie Dąbek-Nowacka mówi Tosi, że ta jej pomoc domowa to podejrzana osóbka.
                • mircja Re: niewiarygodne sytuacje 08.02.25, 14:46
                  kocynder napisała:

                  Zwłaszc
                  > za, że miała wszak pełen przegląd koleżanek syna, i to nie tylko wymuskaną Danu
                  > śkę, ale i skromniejszą Cesię Żakównę i pewnie parę innych. I musiała wiedzieć,
                  > że żadna, z najbardziej nawet zabitej dechami wsi panna nie ubierze się w pożó
                  > łkłą i wyleniałą bluzeczkę z żabocikiem.
                  >
                  Mogła uznać, że bluzeczka z żabocikiem i mocny makijaż jest używany, kiedy panna próbuje nieudolnie się wyelegantować na "specjalne okazje", bardziej oficjalne, takie jak udanie się z kwiatami i przeprosinami do pani dyrektor. Potem do pracy Aniela już się tak przesadnie nie ubierała. Dodatkowo raczej by nie porównywała wiejskiej dziewczyny z poznanianką Cesią, a większość zapraszanych do domu koleżanek Pawła mogła być jakoś tam wyselekcjonowana.
                • shireen_leila_khaled Re: niewiarygodne sytuacje 24.02.25, 10:29
                  kocynder napisała:
                  > No, jednak nie. "skąd ja mogłam wiedzieć, że oni wezmą od paninej Marzenki", "P
                  > ani Kowalikowa płaci słabo. Bidota. Robi dużo, zarobi mało. U nas na wsi to z t
                  > akich się śmieją", "- Ale! - żachnęła się Aniela. Z każdą chwilą lepiej się czu
                  > ła w swojej nowej skórze. - Pani mówiła, że mało ze wstydu nie umarła przeze mn
                  > ie." - to nie są zwroty z normalnego acz prostego języka. "Skąd ja mogłam wiedz
                  > ieć, że oni wezmą od pani Marzenki"- pani, nie "paninej", "Bidota"? Serio? Bied
                  > ota by uszło. "Ale! Pani mówiła..." To "Ale" jest kompletnie nie do rzeczy.

                  Oj towarzyszko Koc, akurat nie masz tu racji. Nie znasz się na dialektach.
                  To całkiem wiarygodny przykład jak osoby niewykształcone, ze wsi, MOGŁY mówić w PRL 50 lat temu - gramatyka niepoprawna, trochę wymowa
                  To miała być tak naprawdę gwara poznańska i wielkopolska,
                  ale niestety MM nie poszła na polonistykę na UAMie, gdzie miałaby zajęcia na temat gwary wielkopolskiej i to może z samą mistrzynią prof Moniką Gruchmanową. Dlatego się gwary wstydziła zamiast dumnie blubrać. Niestety w PRLu języki i dialekty mniejszościowe jak śluńsko godka, kaszubski itd były tępione i uważane za błędne w szkołach, tylko dopiero na uniwersytetach można było się w temat zagłębiać jako ciekawostki etnograficzne.

                  > To nie jest "normalna acz prosta" mowa, tylko głupawa, tandetna styli
                  > zacja na wioskę z Mniszkówny czy innej Rodziewiczówny.

                  Mniszkówna akurat pisała 10 razy głupiej i ozdobnej niż te parę prostych a klarownych zdań 😂
                  głównie komicznie barokowe przymiotniki i bezsensowne przysłówki,
                  z których łacha darła sama Madziuchna Kossakówna już przed wojną.
                  A Rodziew pisała 16 razy patetyczniej i bogoojczyźnianie

                  I to w połączeniu z prze
                  > dpotopową bluzeczką i całą resztą - na pewno przykułoby uwagę spostrzegawczej w
                  > szak pani dyrektorowej

                  W roku 1977 żabociki przy bluzce damskiej i to w zacofanym i ubogim PRLu nie były niczym szokującym ani niewłaściwym, zwłaszcza kiedy chodziło o sprawianie wrażenia stylówy "zacofanej ze wsi" vs modne miastowe elegantki w kolorach ziemi.
                  • kocynder Re: niewiarygodne sytuacje 24.02.25, 10:55
                    Być może te pół wieku temu była to gwara Wielkopolska. Nie znam. Natomiast już kiedy ja czytałam Kłamczuchę, zdecydowanie solidnie ponad ćwierć wieku temu, dźwięczało mi to fałszem jak z Poznania do Meksyku. A nawet gdyby - to rodzi się pytanko: skąd Aniela, Łebianka, w Poznaniu od niedawna i NIE MAJĄCA kontaktów z wiochą te blubranie znała?

                    Nie porównywałam TREŚCI MM do treści Mniszkówny czy Rodziewiczówny, a stylizację "mowy Franciszki".

                    Nawet w roku '77 dziewoja nastoletnia z zacofanej wsi nie szykuje się do wyjścia w ten sposób: "utapirowała włosy w wysoką wieżę, jedno pasmo opuszczając ukosem przez
                    czoło. Z tyłu zakręciła lok; [...]. Sztywna konstrukcja nad czołem, połyskująca warstewką stwardniałego lakieru, [...] pomalowała jeszcze usta pomarańczową kredką Tosi i pomazała sobie twarz jej jasnym pudrem w kremie. [...] od dawna już niemodną bluzkę z tandetnym koronkowym żabocikiem. Bluzka, w czasach swej świetności biała, obecnie zaś przykurzona i pożółkła, pamiętała jeszcze lata studenckie swej właścicielki. [Tosi] W połączeniu z jaskrawoniebieskimi spodniami z zamteksu działała jak zgrzyt noża po szkle. Co do obuwia, Aniela pozostała przy Tosinych czółenkach na wysokim obcasie.". No, nie! I nie ma opcji, żeby upaćkana na klowna kosmetykami, ubrana "od czapy" (nie, idiotyczne zestawy odzieżowe nie były synonimem wsi!), gadająca jak dziwadło pannica nie wzbudziła podejrzeń pani Dąbek-Nowackiej!
                    • shireen_leila_khaled Re: niewiarygodne sytuacje 24.02.25, 13:44
                      kocynder napisała:
                      > Być może te pół wieku temu była to gwara Wielkopolska. Nie znam.

                      No to czego kuma się kłóci? Złość piękności szkodzi.
                      Stare poznaniary znajO, to kumie wyjaśniły.

                      Zresztą to u Anieli nawet nie jest ECHT gwara. To nie full Reymont.
                      Tylko bardzo higieniczna, dobrze zrozumiała dla młodych czytelniczek całego kraju
                      "esencja" "prostackości" wiejskiej.

                      Natomiast już
                      > kiedy ja czytałam Kłamczuchę, zdecydowanie solidnie ponad ćwierć wieku temu, dź
                      > więczało mi to fałszem jak z Poznania do Meksyku.

                      Nie do Meksyku tylko jak z Syberia do Riviery ma być! Nic kumo nie szanujeta konwenansu!

                      A nawet gdyby - to rodzi się
                      > pytanko: skąd Aniela, Łebianka, w Poznaniu od niedawna i NIE MAJĄCA kontaktów z
                      > wiochą te blubranie znała?

                      Ociec rybak prostak z kutra,
                      wrzeszczy niegramatycznie i jak typowy kmiotek ultrakonserwatywny domaga się,
                      coby młoda staremu bykowi obiady robiła (jak żona) i w domu siedziała, a nie szlajała się z gogusiami.
                      Je ten rybak jak chłop prostacke grochówke (LATEM!) i morszczuka i popija to piwskiem (bueeeeeergh). 🤢 🤮
                      Bynajmniej nie keks ananasowy z kandywiśniami ani fondue.

                      Aż dziw że taki prosty wsiok-śledziok z Łeby ma kuzyna chirurga ze szwagierką pianistką i to aż w Poznaniu.
                      Sama Aniela ma też dość "wiejskie" i nietypowe imię jak na nastolatkę.
                      Dziw też, że Anielcia dorastając w takim środowisku z takimi oczekiwaniami żywiciela co do jej roli kobiecej, ma tak wszechstronne teatralne zainteresowania, wszystkie spektakle w teatrach warszawskich i celebrytów sceny aż tak dobrze zna w głębokim PRLu

                      Potem następuje cud wigilijny i pojednanie wsioka-ryboka-wrzeszczoka z AnielkOM, co polega na tym, że on podczytuje jej książkę i jeszcze ma proste a jakże głębokie przemyślenia na temat

                      Łeba też nie taka wcale miastowa. Bardzo mała półwiocha rybacka i nawet liceum nie ma!

                      Do tego gwara z tego samego zaboru pruskiego (te same germańskie naleciałości)
                      plus wspólna staropolskość dialektów polskich.

                      > Nie porównywałam TREŚCI MM do treści Mniszkówny czy Rodziewiczówny, a stylizacj
                      > ę "mowy Franciszki".

                      Stylizacja całkiem wiarygodna.

                      > Nawet w roku '77 dziewoja nastoletnia z zacofanej wsi nie szykuje się do wyjści
                      > a w ten sposób: "utapirowała włosy w wysoką wieżę, jedno pasmo opuszczając ukos
                      > em przez> czoło.(...)

                      Dlaczego uczepiła się kuma całkiem wiarygodnej wiochy i stylizacji, a nie:
                      - że 17-letni wysoki byk Adonis leci na drobną ósmoklasistkę ze szkolną tarczą z podstawówki na ramieniu
                      - i to tak leci że listy z nią pisze, mimo że sam już nie pamięta jak ona wygląda
                      - że ta drobna ósmoklasistka ma jednocześnie tak obfity biust, że ugrzęzła w okienku nad drzwiami
                      (czyżby ten właśnie walor zainteresował Adonisa?)
                      - że Cycolina zaklinowana nad drzwiami, stękająca i dysząca z ubraniem w zębach,
                      nie została w ogóle zauważona przez wysokiego Pavulona stojącego przed drzwiami i wchodzącego od dołu po schodach. Musiałby patrzec tylko na swoje stopy i być głuchy
                      - że nieletnia wkręciła się do liceum poligraficznego jednym sfałszowanym podpisem bez wiedzy ojca
                      - że wykłamawszy to całe liceum, nie chce w Poznaniu mieszkać za darmo w internacie, który jej prawnie i legalnie przysługuje jako przyjezdnej z Łeby tylko woli płacić ciężkie hajsy u Lilotosimertów i być tam pod nadzorem rodziny zamiast full wolności w internacie. Dorabiać jako Frania by mogła i tak na swoje miastowe potrzeby i lepsze obiady niż stołówki szkolne
                      - że kłamie o macosze i ucieczce z domu Mamertom, skoro w każdej chwili może się to wydać. Nauka poligrafii to całkiem wystarczy jako powód do życia w Posen
                      - że w domu wicedyr są jakieś 2 wejścia z 2 ulic więc w ogóle Aniela nie rozpoznaje, że to ten sam adres i ten sam dom, co na listach od Pawła
                      - że wieloletnia nauczycielka Lila widzi dziecko w kaloszkach, bzdurzące coś o miłości i moralności i zamiast wziunć siksę za chachoł, wyjaśnić co z jej rodzicami i posłać ją do darmowego internatu albo zaoferować jakiś darmowy tapczan w tych swoich pracowniach i nadmetrażach, to ...żąda od dziewczynki prawie full czynsz, chociaż dziecko powinno się uczyć, a nie zarabiać nie wiadomo jak na dach nad głową. Pozbawia się też sama pewnego zarobku od solidnego, ulubionego studenta z kim może porozmawiać jak z dorosłym
                      - itd itd Cała ta książka to bajka i fałsz

                      >> nie ma opcji, żeby upaćkana na klowna kosmetykami, ubrana "od czapy" (nie, idiotyczne zestawy odzieżowe n
                      > ie były synonimem wsi!), gadająca jak dziwadło pannica nie wzbudziła podejrzeń
                      > pani Dąbek-Nowackiej!

                      Przecież sama wicedyrektorka też wtedy była prosta i z awansu społecznego,
                      a nie prawdziwa szlachta, tropiąca "falszywość" NIE DOSC PROSTACKIEJ Anieli.
                      Dąbek-Nowacka to bardzo skromne nazwiska, mimo myślnika. Żadna szlachta.
                      Dzieci też imiona mają proste i swojskie Pawełek i MarzenkO, a nie Klaudiusz i Celestyna.

                      Aniela nie gada wcale "jak dziwadło" tylko jak SWOJA równie prosta, co sama wicedyrka.
                      I do tego gada o PINIONDZACH
                      i do tego wyśmiewa się z durnej miastowej Tosi że wykształcona a dużo robi a mało zarabia.
                      To wszystko trafia wprost do serduszka wicedyrki,
                      która podwładną Tosią też pogardza, i też pewnie z tych samych powodów.
                      Plus jako prostaczka niemodna wystrojona w stare rzęchy i wymalowana jak kwiatek do kożucha, prosto spod wiochy zapewnia oto wizualnie, stylistycznie i słownie, że jest TANIA i łatwo ją oszukać na wypłacie. Toteż pani bierze garkotłuka z miejsca i każe mężowi tolerować bo TANIA
                    • nchyb Re: niewiarygodne sytuacje 18.03.25, 15:12
                      >>Nawet w roku '77 dziewoja nastoletnia z zacofanej wsi nie szykuje się do wyjścia w ten >>sposób: "utapirowała włosy w wysoką wieżę, jedno pasmo opuszczając ukosem przez
                      >>czoło. Z tyłu zakręciła lok; [...]. Sztywna konstrukcja nad czołem, połyskująca >>warstewką stwardniałego lakieru, [...

                      jak najbardziej realne, polecam serial z 1976r. Daleko od szosy i porównanie strojów miejskiej Ani i jej koleżanek z "wiejskim lookiem" Bronki. Serialowa Bronka odwiedzająca Leszka w hotelu robotniczym wygląda dokładnie niemal tak jak opisana wyżej Franciszka Wyrobek. Dodatkowo mam wspomnienia wiejskich dyskotek, czy też zabaw pod koniec pierwszej połowy lat 80-tych na pięknej Lubelszczyźnie. Tak jeszcze wtedy niejedna okoliczna piękność wyglądała.
                • alek_rachwald Re: niewiarygodne sytuacje 25.03.25, 13:57
                  W mojej opinii jest to jednak prawdopodobne literacko, bo pani dyrektorowa miała być osobą, do której uprzedzeń/wyobrażeń właśnie taka tandetna postać wieśniaczki pasuje. Widzimy to, czego się spodziewamy. W postaci i zachowaniu tej jakiejś Wyrobek wszystko pani Dąbek się zgadzało.
                • la_felicja Re: niewiarygodne sytuacje 29.03.25, 20:46
                  Kocynder, ja jestem młodsza od Anieli, bo w latach 70-tych jeszcze pełzałam w pieluchach, ale w dzieciństwie często słyszałam to "Ale!" - od kumoszek, które przychodziły w odwiedziny do mojej babci. I o "paninej" córci też się zdarzało usłyszeć, chociaż rzadziej

                  Może w twojej bańce nie słyszało się takich zwrotów. Ty natomiast, jak zauważyłam na forum, używasz archaicznego słowa "pierw" - które ja np znam tylko z literatury, a w Twoim środowisku zapewne to słowo funkcjonuje jako wspólczesne.
                  Tak że język używany przez Franię Wyrobek ma prawo nie wzbudzać u pani dyrektor D-N żadnych podejrzeń. Frania nie mówi przecież "wciórnośći" "a juści" ani też "proszę dobrodziejki"
            • mircja Re: niewiarygodne sytuacje 08.02.25, 14:35
              kocynder napisała:

              Oczywiście, mogłaby
              > nie wiedzieć, że to wakacyjna podrywka synalka i że przebranie jest na jego kon
              > to, ale szybciutko by wyłapała, że to jest przebranie i nabrała podejrzeń.

              Przebranie nie było skomponowane "na konto" Pawła. Aniela udając się do Dąbek-Nowackiej nie miała pojęcia, że Paweł jest jej synem, chciała jedynie poprawić opinię Tosi w oczach jej szefowej. Dopiero wtedy, gdy po dalszej rozmowie okazało się, że to matka Pawła, i że szuka gosposi, Aniela postanowiła skorzystać z okazji. A pani Dąbek-Nowacka mogła mieć nie do końca prawidłowe wyobrażenie na temat dziewczyn z zabitych dechami wsi (nawet teraz wieś wsi nierówna). No ale skoro pierwszy fortel Anieli się udał i okazało się, że jej przebranie zostało "kupione", to przy nadarzającej się nagle okazji mogła pójść za ciosem.
              • kocynder Re: niewiarygodne sytuacje 18.02.25, 12:15
                I to jest właśnie powód, dla którego ja "Kłamczuchy" nie lubię. Jako książki. Bo, moim zdaniem, żeby nie zorientować się, że ta wyleniała bluzeczka z żabocikiem to przebranie - trzeba być ograniczonym intelektualnie, a pani Dąbek - Nowacka na pewno głupia nie była. Oczywiście wiem, że clou dowcipu Kłamczuchy zasadza się właśnie w tym, że bywała w domu złotowłosego Adonisa jako Frania, równolegle korespondując z nim jako Aniela z Łeby, ale i tak "nie kupuję". Mogłabym "kupić" gdyby pani Dąbek - Nowacka JAKKOLWIEK Anielę sprawdziła - albo weryfikując jej "pracę" u Kowalików (BTW: pani Dąbek - Nowacka wiedziała ile Tosia zarabia i wiedziała, że nie byłoby ją stać na pomoc domową!), albo chociaż oglądając jej legitymację szkolną/inny dowód tożsamości. A na dowodzie tożsamości (niespodzianka!) są takie dziwne dane jak imię, nazwisko itp. i już sprawa Frani by się rypła. Oczywiście to odebrałoby sens całej książce, ale byłoby logiczne i normalne. A ja nie lubię, jak bohaterowie postępują "nienormalnie" w kontekście napisanych im charakterów. Wiarygodne jest, że np ciotka Lila odnajęła jej pokój, bo akurat Aniela trafiła w jej "chemię", spodobała się, a równocześnie Lila WIEDZIAŁA, że Anielka prócz kłamstw własnych ma "rekomendację" w postaci choćby odległego ale jednak pokrewieństwa z Mamertem.
    • anchema Re: niewiarygodne sytuacje 18.02.25, 11:53
      To, że Pyza nie dostała się na humana BO NIE BYŁO MIEJSC, i w związku z tym skierowano ją do mat-fizu.
      Kuriozum, plus jeśli już, to skierowano by ją do ogólnej.
      • subskrybcja Re: niewiarygodne sytuacje 18.02.25, 15:04
        anchema napisała:

        > To, że Pyza nie dostała się na humana BO NIE BYŁO MIEJSC, i w związku z tym ski
        > erowano ją do mat-fizu.
        > Kuriozum, plus jeśli już, to skierowano by ją do ogólnej.
        To teraz. Moze w latach 90tych tak właśnie było?
        • kocynder Re: niewiarygodne sytuacje 18.02.25, 15:18
          Nie było. :) Do mat - fizu szli ci, którzy mieli się tam szansę utrzymać, a nie zadeklarowani humaniści. Tak samo do biol - chemu ci, co planowali medycynę/weterynarię i pokrewne. Lingwiści albo do klas językowych (bywały!), albo do humana. Jeśli zaś w humanie nie było miejsca - to do ogólnej, tam, gdzie lądowali ci co nie mieli sprecyzowanego pomysłu. AB-SO-LUT-NIE niewiarygodna i nie możliwa jest opcja, że tępa z matmy Rózia ląduje z mat-fizie z braku miejsc w humanie! MM mogłaby napisac, że w ostatniej klasie podstawówki Pyza miała fascynującego matematosa, który do tego umiał wykładać przedmiot i poszła na mat-fiz przekonana, że jest ścisłowcem, ale gdy zabrakło pana Iksińskiego to szybciutko się okazało, że jednak jest humanem. Albo, że doszło do pomyłki i okazało się, że musi sie rok przemęczyć. Albo milion innych, ale na pewno nie brak miejsc.
        • kooreczka Re: niewiarygodne sytuacje 18.02.25, 15:31
          W latach 90 ludzie wybierali uważniej, bo były egzaminy i jeden strzał zamiast centralnej rekrutacji.
          Bywały szkoły, gdzie mat-fiz był zapchajdziurą (np moja- ludzie bili się o języki i biol-chem), ale do takich nie szedłby Fryc, zwłaszcza w dużym mieście.
          • kocynder Re: niewiarygodne sytuacje 18.02.25, 15:49
            No więc właśnie: ALBO mat - fiz w tym liceum był zapchajdziurą - a wówczas CO, na Zeusa, robił tam Fryc, wschodząca gwiazda astrofizyki?!?!? - ALBO był to kierunek prestiżowy, na który, i owszem, Fryc jak najbardziej, ale wówczas za cały Olimp z Posejdonem i Hadesem do kompletu nie trafiłaby tam Rózia. No, albo - albo. Opcja, że Pyzunia nie dostawszy się do humana trafiła do PRESTIŻOWEGO mat-fiza jest... No, nie do końca przemyślana.
            • ako17 Re: niewiarygodne sytuacje 18.02.25, 22:29
              kocynder napisała:

              > No więc właśnie: ALBO mat - fiz w tym liceum był zapchajdziurą - a wówczas CO,
              > na Zeusa, robił tam Fryc, wschodząca gwiazda astrofizyki?!?!? - ALBO był to kie
              > runek prestiżowy, na który, i owszem, Fryc jak najbardziej, ale wówczas za cały
              > Olimp z Posejdonem i Hadesem do kompletu nie trafiłaby tam Rózia. No, albo - a
              > lbo. Opcja, że Pyzunia nie dostawszy się do humana trafiła do PRESTIŻOWEGO mat-
              > fiza jest... No, nie do końca przemyślana.
              >
              Ale pogoda się zgadzała?
              Nie ma zgody na błędy jbc. Nie w naszej firmie
        • bupu Re: niewiarygodne sytuacje 18.02.25, 15:58
          subskrybcja napisała:

          > anchema napisała:
          >
          > > To, że Pyza nie dostała się na humana BO NIE BYŁO MIEJSC, i w związku z t
          > ym ski
          > > erowano ją do mat-fizu.
          > > Kuriozum, plus jeśli już, to skierowano by ją do ogólnej.
          > To teraz. Moze w latach 90tych tak właśnie było?


          Nie. Kro nie dostał się do klasy profilowanej, szedł do klasy ogólnej.
        • anchema Re: niewiarygodne sytuacje 18.02.25, 22:32
          Ja jestem rocznik między Laurą a Pyzą, i nie, nie było. Mat-fiz to były zazwyczaj najbardziej prestiżowe klasy, zaraz po nich biol-chem. Na pewno nie humanistyczna.
      • nchyb Re: niewiarygodne sytuacje 18.03.25, 15:19
        W moim ogólniaku w latach 80-tych ważnym punktem wyboru był język. U nas humanistyczny i mat fiz miały dodatkowy /do obowiązkowego wtedy rosyjskiego/ angielski, zaś biol-chem i ogólny miały niemiecki. Starano się dopasowywać, by była kontynuacja języka z podstawówki. Na siłę chciano mnie zapisać do niemieckojęzycznej i wiele bojów z moją mamą stoczyłyśmy o klasę z angielskim.
        Ale faktycznie, humanistyczny za szczególnie prestiżowy nie uchodził. To tam trafiali u nas ci, co się na mat-fiz i biol-chem nie dostawali.
    • bupu Re: niewiarygodne sytuacje 25.03.25, 15:46
      Gabryjela, która nie chcąc alarmować rodziny rzekomym porzuceniem Róży, zrywa wszelkie kontakty z tą rodziną na dwa miesiące i do tego samego nakłania córkę. Rzeczywiście, zero kontaktu nikogo nie zaalarmuje.

      Cała rodzina mająca gruntownie w d4 totalne milczenie betonowego centrum, którego oddalenie się na trzy dni wywoływało spazmy.

      Kochająca rodzina która po potwornej wichurze, kładącej pokotem Bory Tucholskie, demolującej Wielkopolskę i zabijającej ludzi, nie jest w ogóle zainteresowana czy seniorzy, Pulpa z rodziną oraz przebywająca u nich Nutria z dziećmi w ogóle jeszcze żyją i czy nie trzeba im pomocy.

      Nutria empatka telepatka wybombiajaca w popłochu z Floplicowa w trakcie rzeczonej wichury, nie rozbijając się przy tym o pierwsze zwalone drzewo ani nie wpadając do rowu, kiepska kierowczyni przy koszmarnnych warunkach drogowych, a następnie milczaca kamiennie przez trzy tygodnie do wszystkich o tym, że Flobrym zdjęło dach z pawilonu.

      No kaman, proszę autorki, albo oni się tam kochają wszyscy i wspierają, albo jednak są bandą egoistów majacych siebie nawzajem w d4.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka