bupu
10.05.25, 18:54
Zastanawiam się na co właściwie Borejkom telefony. Stacjonarny milczy od lat 90 (właściwie to chyba w którymś momencie znikł, ale nie wiem kiedy), komórkowe służą głównie do zapominania w najgłupszych momentach, topienia we wiadrach i kubłach oraz wrzucania w pokrzywy. Nie do prowadzenia rozmów, nawet gdyby mogło to znacznie ułatwić rozwiązanie palących problemów (Nutria w NiN, ścigająca Robroja kradzionym autem zamiast po prostu od razu zadzwonić. A swoją drogą jakim cudem zapracowany przedsiębiorca tyle czasu się nie skapnął, że ma cudzy telefon? Od poprzedniego wieczora nie miał potrzeby dzwonić? W ogóle?), albo usprawnić komunikację. W rezultacie mamy kuriozalną sytuację z CZ kiedy Ida dowiaduje się po trzech tygodniach że Nutria wybyła z Flobrystanu w trybie ninja, w trakcie piekielnej nawałnicy z 11 na 12 sierpnia, bo żadna z sióstr ani nie zadzwoniła, ani nawet nie napisała, chociaż tak lubią wymieniać sążniste epistoły. Oraz nie mniej kuriozalną sytuację z tego samego tomu, kiedy Gaba, pojechawszy do Oxfordu, nie odzywa się przez dwa miesiące a nikt, ani siostry, ani mąż telepata, empata, nie wykonuje czynności najprostszej, to jest nie dzwoni do Gaboląga. Ani z komórki, ani z komunikatora, ani z niczego. Nikt. ŻODYN. Telefonofobie mają, czy co?