Dodaj do ulubionych

Fela i Ignacy - fanfik

14.05.25, 18:53
Wiem, że to zupełnie nieprawdopodobne. Ale postawa Ignacego w KK tak okropnie mnie oburzała, że po prostu musiałam dać upust swoim uczuciom ;).

29 stycznia 1978
Niedziela

1.
- Wydaje mi się, Gabrysiu, że coś cię gryzie – Ignacy Borejko czasami udzielał swej uwagi pierworodnej córce podczas rodzinnych obiadów. I tak nie mógł czytać przy posiłkach, chociaż bardzo chciał, ale Felicja bardzo się o to złościła.
- O, jak chcesz, to ci powiem - wycedziła Gabriela złym głosem. - Wczoraj w piwnicy widziałam całego cielaka i z dziesięć kilo kiełbasy. Wszystko to załatwił sobie sąsiad. Zastanawiam się, dlaczego u nas na obiad są dziś pierogi z serem i ziemniakami. Dlaczego nasze uczty Trymalchiona mają zwykle charakter duchowy?
- O, Gabrysiu - rzekł ojciec z wyrzutem, - Naprawdę nie wiesz, dlaczego?
- Teoretycznie wiem. Ale powiedz, tato, proszę.
- Bo to właśnie ugotowała nam ciocia Fela – rzekł triumfalnie Ignacy. - zatem wszelkie uwagi należy zgłaszać do Feli – to powiedziawszy, umilkł, zadowolony, że udało mu się tak elegancko poskromić pretensje najstarszej córki. Tak właśnie należy rozmawiać z kobietami. Żelazna logika, tylko żelazna logika. Przez chwilę napawał się swą umiejętnością rozwiązywania domowych problemów, gdy został zaatakowany z zupełnie niespodziewanej strony.
- Ignacy, czy ja dobrze słyszę? - zapytała gniewnie Fela. - oskarżasz mnie o zbyt ubogie żywienie twojej rodziny?
- Ależ absolutnie, moja Felu. O nic cię nie oskarżam, jakżebym śmiał!
- To co to miało znaczyć?
- Gabrysia zapytała, dlaczego jemy dziś pierogi z serem i ziemniakami. Odpowiedziałem, zgodnie z prawdą, że jemy je dlatego, iż właśnie to dziś ugotowałaś. Co tu się nie zgadza? - hm. hm. Czyżby na niektóre kobiety logika nie działała?
Obserwuj wątek
    • ako17 Re: Fela i Ignacy - fanfik 14.05.25, 18:56
      2.
      Felicja ze złością wciągnęła powietrze. Szwagier od zawsze działał jej na nerwy, ale nie chciała wywoływać kłótni przy dzieciach.
      - A u cioci jedliśmy pyszne mięsko i pyzy. I był deser – przypomniała Natalia - dlaczego nie możemy jeść takiego mięska u nas?
      - Pecuniae oboediunt omnia, a ja umiem je zarabiać tylko w uczciwy sposób.
      - Ignacy! Czy ty sugerujesz, że oboje z Józiem zarabiamy nieuczciwie?
      - Ależ skąd! - co ta Fela, uparła się dziś całkowicie przeinaczać jego słowa? Ignacy Borejko miał nawet pewną sympatię do zaradnej szwagierki, ale trzeba obiektywnie przyznać, że z intelektem było u niej raczej nietęgo. Nie rozumiała łacińskich cytatów, nie znała autorów. Chociaż gotowała smacznie.
      - To co chciałeś przez to powiedzieć? I czy zdajesz sobie sprawę, że za te wasze obiady... - tu Fela postanowiła zamilknąć. Po co stresować dzieci? - jedzcie, jedzcie. Ignacy, z tobą porozmawiam później.
      - O czym to chcesz rozmawiać, moja Felu? - Ignacy Borejko, filolog klasyczny naprawdę nie potrafił sobie wyobrazić wspólnej ze szwagierką płaszczyzny dialogu. Czyżby postanowiła zgłębiać myśli starożytnych filozofów? O tak, najwyższa pora ku temu. Z chęcią przybliży jej kilka kluczowych doktryn wielkich greckich i rzymskich myślicieli. Na początek coś łatwego...
      - Porozmawiamy po obiedzie – ucięła Felicja i sapnęła z irytacją. Nie mogła tego tak zostawić.
      - A deserek będzie? - najmłodsza z córek Ignacego, pięcioletnia Patrycja o wyglądzie barokowego aniołka, koncentrowała się na sprawach zasadniczych.
      - Będzie. Przyniosłam murzynka.

      Przez chwilę w kuchni Borejków panowała cisza, przerywana jedynie odgłosami pośpiesznego przełykania. W tym domu nikt nie grymasił przy jedzeniu, ponieważ mogłoby się zdarzyć, że któraś z sióstr zajęłaby się porcją grymaśnicy. Nikt też przy jedzeniu nie rozmawiał, ponieważ traciłby w ten sposób cenny czas, przeznaczony na posiłek.
      • ako17 Re: Fela i Ignacy - fanfik 14.05.25, 19:00
        3.
        Po obiedzie Gabriela i Ida zabrały się do sprzątania i zmywania. Ignacy Borejko ulotnił się do swojej sypialni z książką o apetycznie pożółkłych stronicach i już przyjmował pozycję horyzontalną, by oddać się lekturze, ignorując dyskretnie otaczający go świat. Niestety! Szwagierka zdecydowanie nie chciała odpuścić.

        - Ignacy – zaczęła stanowczo ciotka, biorąc się pod boki i wysuwając szczękę.
        - Słucham, Felu, moja droga - wyrzekł ojciec Borejko z prawdziwą galanterią.
        - Jest problem. Przede wszystkim nie mogę już gotować u was.
        - Wolisz gotować u siebie? Możemy przecież jadać u was – zadowolony z rozwiązania problemu, Ignacy ukradkiem przewrócił pożółkłą stronicę.
        - Zupełnie nie o to mi chodzi, Ignacy.
        - Nie...? - Ignacy całym sobą był chęcią porozumienia. Jak najszybszego.
        - Nie. Przede wszystkim, uważam, że o potrzeby dzieci powinni dbać ich rodzice. W tym przypadku, ty.
        - Ależ ja dbam! Rozmawiam z Gabrysią o Arystotelesie!
        - Patrycja ma 5 lat. Nie jest w stanie sama o siebie zadbać.
        - Dlaczego nie? Ja, gdy miałem 5 lat...
        - Nie chcę tego wiedzieć. Dzieci muszą jeść. Ja je do tej pory karmiłam.
        - Doceniam to Felu, aczkolwiek, muszę przyznać, że dzisiejszy obiad nieco nas rozczarował. Jednakże non vivo ut edam, sed edo ut vivam.
        - Ignacy. Nie przerywaj mi. Rozmawiamy na poważne tematy. Od miesiąca mianowicie, robię dla was zakupy i gotuję. Poświęcam na to swój czas i pieniądze.
        - Pecuniae oboediunt omnia...
        - Wiesz, że nie znam łaciny?
        - Wiem, droga Felu, ja zatem z chęcią...
        - Więc nie mów do mnie po łacinie. Mówienie do kogoś językiem, którego ten ktoś nie zna, jest niegrzeczne. Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, że to na tobie spoczywa odpowiedzialność za twoje dzieci. I że one muszą regularnie jeść zbilansowane posiłki.
        - O! dobrze że o tym mówisz! Osobiście uważam, że pierogi z serem i ziemniakami, chociaż smaczne, nie są odpowiednie dla dorastających dzieci. Tak, tak, gotujesz smacznie, byłbym jednak wdzięczny, gdybyś zechciała uwzględnić nieco bardziej urozmaicone składniki.

        Felicja osłupiała. Takiej bezczelności nie spodziewała się nawet po przekonanym o własnej wyższości szwagrze. A znała go już dosyć długo.
        • ako17 Re: Fela i Ignacy - fanfik 14.05.25, 19:05
          4.
          - Ignacy. Skup się. To nie do mnie należy przyrządzanie posiłków dla twoich dzieci. Ani o dbanie o ich urozmaicenie.
          - Nie? Ale przecież to robisz?
          - Bo mi ich żal. Inaczej nie miałyby co jeść.
          - O! zadumał się Ignacy Borejko - to wiesz co? Właściwie to możesz nam gotować co uważasz. Nie mam pretensji o dzisiejszy obiad. Między nami już zgoda?
          - Zupełnie nie o to mi chodzi. Ja po prostu nie będę wam już więcej gotować.
          - Co zatem będziemy jedli?
          - To, co ty ugotujesz.
          - Nie sądzę, żebym umiał gotować - zdziwił się ojciec Borejko.
          - W takim razie znajdź inne rozwiązanie
          - Ale po co, skoro dotychczasowe tak się dobrze sprawdza?
          - Bo ono się dobrze sprawdza tylko dla ciebie. Nie dla mnie i ja nie mogę dłużej zajmować się twoimi dziećmi. Trzy tygodnie to i tak wystarczająco dużo. Nigdy nie zaproponowałeś mi zwrotu pieniędzy za zakupy. Nigdy też nie podziękowałeś za to, że wykonuję, tak naprawdę, twoją pracę...
          - Nie? Ależ dziękuję, Felu, dziękuję. A teraz już idź.
          - Nie, Ignacy. Nie rozumiesz. Od jutra wracam do pracy i muszę ci uświadomić, że obiadów dla ciebie i twoich dzieci nie będzie. O rozliczeniach możemy porozmawiać później, ale dopóki Mila nie wróci, ty musisz zajmować się swoją rodziną. Jeśli nie potrafisz gotować, zabieraj dzieci do baru mlecznego, albo wynajmij kogoś, kto ci pomoże.
          - Ależ Felu... ja nie wiem czy mamy wystarczająco pieniędzy na żywienie się na mieście. Ani na wynajęcie gosposi, nawet dochodzącej.
          - Ja tego też nie wiem. Zwracam tylko uwagę, że dzieci muszą jeść i twoim zadaniem jest im to zapewnić. Możesz porozmawiać z Gabrysią, może ona będzie mogła kupować np. jakieś mrożonki, ale musi mieć na to pieniądze od ciebie.
          - Ach, pieniądze...
          Tak, Ignacy, pieniądze. Masz czworo dzieci i musisz je wyżywić.
          - A ty?
          - Ja mam swoje dziecko. Jedno. I także muszę je wyżywić.
          - I mamy jeść te... mrożonki?
          - Cóż, skoro nie stać was na nic innego... w końcu poziom życia to ty zapewniasz swojej rodzinie.
          - Moja rodzina jest bardzo zadowolona z poziomu życia, jaki im zapewniam. Nie chcemy dziewczynek wychowywać w kulcie pieniędzy i przedmiotów – odparł Ignacy, dotknięty do żywego.
          - Właśnie dziś słyszałam, jak bardzo zadowolone były twoje córki z tego poziomu. W porządku. Jeśli chcesz, mogę porozmawiać o zaopatrzeniu z Gabrysią i Idą. Tyle mogę jeszcze dla was zrobić. Ale pieniądze musisz dawać im ty. Nie wykręcisz się z tego, Ignacy. Nie możesz w kółko być rozkojarzonym inteligentem, ponad przyziemne sprawy. Masz dzieci i powinieneś się nimi zająć. Mili nie ma już od miesiąca, wszyscy w tym domu musieli się jakoś dostosować – Gabrysia zwalnia się ze szkoły, Ida opiekuje się młodszymi siostrami, które też musiały szybko stać się bardziej samodzielne. Tylko ty nic nie zmieniłeś u siebie. Pracujesz i czytasz.
          - Felu, nie zamierzasz mi chyba robić wyrzutów z powodu pracy.
          - Pracy nie, ale w domu czytać mógłbyś mniej, za to więcej uwagi poświęcić dzieciom.
          - Bis vivit, qui libros... – rozpędził się Ignacy, ale umilkł na groźne chrząknięcie Feli.
          - Do widzenia – to powiedziawszy, Felicja z godnością opuściła pokój szwagra, by udać się do pokoju starszych bratanic.
          ... legit – usłyszała jeszcze, zamykając za sobą drzwi.

          Ignacy Borejko bowiem zawsze musiał mieć ostatnie słowo.
          • rozowyteczowiec Re: Fela i Ignacy - fanfik 16.05.25, 13:54
            Kocham Cię, ako. Po prostu Cię kocham ❤️
          • mackakisa Re: Fela i Ignacy - fanfik 16.05.25, 18:34
            Fantastyczne! Zgadzam się ze Ignacy w KK jest okropny - on ma kompletnie gdzieś swoje dzieci, ich potrzeby i emocje. A złote serce Feli uważa za oczywistość.
            • ako17 Re: Fela i Ignacy - fanfik 16.05.25, 20:35
              mackakisa napisał(a):

              > Fantastyczne! Zgadzam się ze Ignacy w KK jest okropny - on ma kompletnie gdzieś
              > swoje dzieci, ich potrzeby i emocje. A złote serce Feli uważa za oczywistość.


              dziękuję bardzo ❤. Ten fanfik miał dla mnie szczególne znaczenie. Od kiedy przeczytałam KK (a było to jakoś we wczesnych latach 80-tych), byłam oburzona postawą Ignaca w tym tomie. Ileż to lat musiało minąć, abym wreszcie potrafiła ubrać w słowa kłębiące się od ponad 40-tu lat myśli i emocje!
              • mackakisa Re: Fela i Ignacy - fanfik 16.05.25, 21:15
                Nie dziwię się emocjom. Do „KK” wróciłam całkiem niedawno, po ok. 15 latach od pierwszego przeczytania. Wtedy oczywiście inne rzeczy w książce mnie zaprzątały.
                Teraz, jestem z jednej strony pełna podziwu - Gabrysia jest w tym tomie młodszą ode mnie o 10 lat, a i tak nie wiem czy dałabym radę tak jak ona, metodą prób i błędów ogarnąć dwoje chorujących dzieci i nastolatkę, cały dom i ojca pierdołę.
                Z drugiej - postawa Ignacego doprowadza mnie do szału. Głównie dlatego że wychowałam się z zupełnie innym wzorem mężczyzny. Mój tata jest skrzyżowaniem Bernarda i Żaczka, gotuje fantastycznie, ogarniał moją siostrę i mnie, był tatą domowym, obecnym.
                Ignacy jest natomiast egoistyczną pierdołą, który nawet nie jest w stanie się zawstydzić, gdy wygłodzone córki rzucają się na ciepłe obiady autorstwa Feli. Nie tylko dlatego, że są pyszne i ślinianki wariują. Po prostu są.
                Wiem, że Fela pewnie nie chciała Mili denerwować, ale chyba na jej miejscu bym jej powiedziała otwarcie że wyhodowała sobie trutnia, nie ojca dzieciom.
                • ako17 Re: Fela i Ignacy - fanfik 16.05.25, 22:56
                  mackakisa napisał(a):



                  > Wiem, że Fela pewnie nie chciała Mili denerwować, ale chyba na jej miejscu bym
                  > jej powiedziała otwarcie że wyhodowała sobie trutnia, nie ojca dzieciom.

                  Myślę, że Mila sobie z tego zdawała sprawę. Tak to ustawiła w domu, żeby mieć ikonę Ojca Wszechwiedzącego, a nic nierobiącego.
                  Sprawy wymknęły się jej spod kontroli, gdy wylądowała w szpitalu (w czasach współczesnych tak długi pobyt w szpitalu nie byłby możliwy, prawda?) ale nadal chyba nie do końca wierzyła, że Bóstwo na Ołtarzu da radę ogarnąć małoletnie.
                  Tymczasem Ignacy świetnie sobie poradził, przynajmniej we własnym mniemaniu. Zwalił domostwo na głowę Feli i już mógł czytać dalej.
                  • mackakisa Re: Fela i Ignacy - fanfik 17.05.25, 13:36
                    Fakt. I w sumie aż dziw bierze, że wychowana raczej surowo przez Gizelę Mila, która potem trzyma stery na Roosevelta, nie ustawiła tego domu inaczej, z korzyścią dla wszystkich.
                    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Fela i Ignacy - fanfik 17.05.25, 14:18
                      mackakisa napisał(a):

                      > Fakt. I w sumie aż dziw bierze, że wychowana raczej surowo przez Gizelę Mila, k
                      > tóra potem trzyma stery na Roosevelta, nie ustawiła tego domu inaczej, z korzyś
                      > cią dla wszystkich.

                      Pewnie obiecała sobie, że będzie zupełnie inną matką niż Gizela (częsty przypadek) i u niej w domu nie będzie takiego drylu i pozbawionej wszelkiego uduchowienia praktyczności. To ma, czego chciała, hje hje.
                      • mackakisa Re: Fela i Ignacy - fanfik 17.05.25, 15:52
                        Racja. Jak pamiętamy z „Kalamburki”, Gizela nastoletnią Milę rugała za mokry ręcznik na podłodze, czy naczynia w zlewie. Pewnie Mila miała uraz, stąd nastoletnie Ida i Gaba mogą czytać, gdy mama się z odkurzaczem mocuje.
                        Ma za swoje, bezsprzecznie
          • subskrybcja Re: Fela i Ignacy - fanfik 17.05.25, 15:10
            5.

            pociągnę dalej, bo mnie Ignac też wkurzył w tym KK

            Noc, gdzieś blisko przejechał samochód, zaszczekał pies. Gabriela Borejko niedawno się położyła. Wieczór upłynął jej na ogarnianiu kuchni po kolacji, zagonieniu młodszych siostrzyczek do kąpieli a potem do spania, na Pulpetowych protestach "Gabuniu, jeszcze jedna książeczka (mała miała teraz fazę na KoziołkaMatołka)" i na Nutriowym narzekaniu, że Pulpa posapuje w nocy i ona Nutria nie moze spac i nikt się nią w tym domu nie przejmuje - Gaba, jako starsza siostra musiała uspokoić już rozkręcającą się do szlochania siostrzyczkę. Ida jak to Ida stwierdziła, że ona zmywac nie pomoże , bo jej się robi alergia na rękach od płynu do mycia naczyń, a dopiero co wyleczyła opuchniete od alergii oczy. Łaskawie pozbierała tylko naczynia ze stołu i postawiła koło zlewu. I wyniosła kosz na smieci, mruczac gniewnie obelgi pod adresem starszej siostry, przewijały się tam słowa "tyranka", " harpia" i było też cos o tym, że na pewno mama sie o tym dowie, o tym ucisku Idusi przez szaloną koszykarkę, ale te słowa nie doszły już do uszu Gabrieli, bo zagłuszył je szum wody i brzdęk energiczne pucowanych przez nią talerzy po kolacjPrysznic wzięła jako ostatnia, Przechodząc do swojego pokoju, który dzieliła z Idą widziała, ze u ojca pali się jeszcze mała lampka, a ten przegląda kolejne tomiszcze Plutarcha i szepcze coś do siebie pod nosem. Gaba westchnęła i cicho wslizgnęła się do sypialni, aby nie obudzić lubiącej robić afery siostrzyczki. Na jutrzejsze sniadanie, jak zdążyła się zorientować, zostało pół bochenka chleba, pół kostki masła, rozpoczęty twarożek, kawałek żółtego sera i dwa jajka. Na śniadanie dla pieciu osób było to stanowczo za mało. Nie mówiąc już o tym, że dla niej, dla Idy i dla Nutrii nie starczy, aby wzięły sobie po kanapce do szkoły. Na szczęscie Pulpa miała wyżywienie w przedszkolu. Ojciec miał zrobić zakupy wracająz z pracy (Gaba powiedziała, aby nabył jakies mięsko), ale po drodze zagadał się z docentem, przez co gdy przybył do mięsnego okazało się, że zastał jedynie puste półki. O tym zaś, aby kupić jakis ser, dzem, czy jajka, warzywa (Ciotka Fela nauczyła Gabę ostatnio robić omlety), o tym, jak się okazało już nie pomyslał. A pieczywa też nie kupił, bo mu Gabrysia nie kazała - o czym oświadczył z wyrzutem , gdy córka zapytała, czemu nie kupił w takim razie chociaż chleba. Ignacy ze stoickim spokojem odpowiedział, że to jej wina, bo powiedziała mu tylko o mięsie. O zakupach nabiału czy pieczywa nie bylo mowy a on nie wiedział, że powienien je kupić. Pretensje może mieć więc do siebie, bo wydała nieprecyzyjne polecenie.
            Gaba leżała w łóżku i pomyślała, że chyba teraz rzeczywiście wszystko jest na jej głowie, poczuła się przytłoczona i osamotniona, ale jednocześnie postanowoła być twarda i dzielna i pokazać, że potrafi zająć się i młodszymi siostrzyczkami i ojcem a także mamą, która za parę tygodni wraca do domu. Ostatnia mysl, jaka pojawiła się w jej głowie była taka, że gdyby nie ona, to ten dom już by nie instniał, oni wszyscy nie daliby sobie rady, więc musi być teraz ich podporą , zwłaszcza, ze po powrocie mamy nie będzie już tak samo, poza tym rodzice będą już coraz starsi i będą wymagali coraz większej opieki.
            • mackakisa Re: Fela i Ignacy - fanfik 17.05.25, 16:28
              6.
              Pozwolę sobie tez pociągnąć w takim razie

              „Jeść!”- brzmiało, jak co rano, pierwsze słowo różowej Pulpecji. Gabrysia machinalnie odesłała ją do łazienki, aby się najpierw wysiusiała, nim Nutria wejdzie do wanny.
              Nie spała od piątej. W zimowym mroku, ubrana w sweter z rozwleczonym golfem i świeżo zdjęte ze sznurka dżinsy marki Odra, Gabrysia zasiadła przy kuchennym stole i pisała listę poleceń dla ojca. Na kartce znalazły się takie komunikaty, jak „Tato, kup mięso, wędliny, masło, twaróg, jajka, ser i chleb” oraz „Kup chociaż dwie paczki mrożonych kopytek”.
              Gdy dziewczynki się obudziły, lista była gotowa, podobnie jak śniadanie.
              Gabrysia podzieliła starannie połowę bochenka chleba, posmarowała kromki masłem i twarożkiem, natomiast do dwóch jajek dodała mąki i mleka oraz starty na tarce ser.
              Wyszła jej z tego nawet niezła ilość jajecznicy, szczęściem już niewzbogacona o paznokcie i naskórek najstarszej Borejków.
              -Tato - zwróciła się Gabrysia do ojca, gdy już udało się ubrać i usadzić przy stole dziewczynki oraz wywlec z betów półprzytomną Idusię - przygotowałam dla Ciebie listę.
              -Listę? - zainteresował się uprzejmie ojciec Borejko, nagryzajac nieuważnie pół kromki chleba z twarożkiem. Gabunia podała zadziwiająco małe kanapki.
              -Tak tato, listę. Zakupów i poleceń. Musisz kupić nam coś na obiad - tłumaczyła cierpliwie Gabriela - ja nie mogę się zerwać ze szkoły, a musimy zjeść coś ciepłego. Ciocia Fela nam już nie pomaga.
              -Jak najbardziej, Gabrysiu. Nie sądzę jednak abym umiał dokonać właściwych zakupów.
              -Dlatego masz listę, tato. Po prostu postępuj zgodnie z nią.
              Ignacy Borejko opuścił wzrok na kartkę i odczuł wielką przykrość, bowiem jego najstarsza córka napisała na samym środku, drukowanymi literami „NIE ZAGADUJ SIĘ Z DOCENTEM”
              -Gabrysiu, sądzę że nie rozumiesz do końca jak pouczające są dyskusje między ludźmi…
              W tej sekundzie Idusia wyraziła dezaprobatę dla cudem rozmnożonej jajecznicy, Nutria upuściła kanapkę twarogiem do dołu, a Pulpecja zapytała czy może zjeść coś jeszcze, bo nadal jest głodna. Gabrysi natomiast skończyła się cierpliwość.
              -Tato, ja wiem, jaką wartość ma dyskusja. Ale dyskusji nie podlega fakt, że jest nas pięcioro i nasze żołądki nie pojmują idei minimalizmu, zwłaszcza o czwartej po południu.
              Iduś, złotko, jak Ci nie pasuje śniadanie, to jutro Ty spróbujesz je przyrządzić. Nutria, chodź tu, zaraz zetrzemy ten twaróg.
              Pulpa, możesz zjeść porcję Idy.
              -Co ma do żołądków czwarta po południu, moje dziecko? - zapytał ojciec Borejko.
              W odpowiedzi jego najstarsze dziecko błysnęło oczami jak Mila, więc filolog klasyczny zaniechał dociekań.
              Listy oczywiście zapomniał, więc gdy Gabrysia już wyprawiła siostry z domu, sama, zgrzytając zębami, pobiegła nie do szkoły, a ustawić się w ogonku. Żołądki siostrzyczek i jej własny naprawdę nie rozumiały idei minimalizmu.



              • subskrybcja Re: Fela i Ignacy - fanfik 17.05.25, 17:26
                7

                Siadaj Borejkówna, dwója!
                Biologica spojrzała na Gabriele z dezaprobatą. To była już druga dwója z biologii w przeciągu dwóch tygodni. Pierwszą złapała z klasówki, a teraz biologicy zebrało sie na przepytywanko ustne. Na domiar złego wczoraj złapała też dwóje z geografii bo nie przyniosła pracy na temat surowców mineralnych wydobywanych w NRD od 1960roku, okraszonej wykresami i tabelkami. I to nie było dlatego, że Gabriela była niedbałą i niesumienną uczennicą, ani, że notorycznie zapominalską, bo Gabrysia pamiętała o pracy domowej, tylko najzwyczajniej w swiecie nie miala kiedy jej odrobić. Inne przedmioty też z resztą zaniedbała, jako tako utrzymywała się jeszcze na powierzchni z polskiego, ale p Dmuchawiec miał do niej sentyment i , jak to sie potocznie mówiło, leciała jeszcze na opinii.
                Treningi koszykówki tez zresztą ostatnio zaniedbała. Na jednym nie była, bo musiala iśc na wywiadówkę do Natalii. A kolejny przepadl, bo musiała tlumaczyć Idusi idee Pana Tadeusza i następnie nakierować Rudą, jak powinna napisać wypracowanie. Oczywiście potem musiała je sprawdzić, poprawić błędy. I dopisać coś jeszcze od siebie by praca panny Idy miała jakiś sens. Drżała na myśl o tym, ze za trzy dni w jej liceum miała byc jej własna wywiaówka, na której miał sie stawić tym razem ojciec (zawsze mama chodziła na wszelkie zebrania do szkół córek, orientując sie bardzo dobrze w ich nauczycielach, zwyczajach szkoły, a także bierzacych sprawach klasowych. Ojciec - prawde mówiąc Gabriela zastanawiała się czasem, czy on w ogóle wie, do których klas chodzą jego córki).
                Tym razem ojciec sie mocno zdziwi, bo gabrysine oceny poleciały nagle zatrważająco w dół.

                Gabriela siedziała w ławce a minę miała nietęgą.
                Cesia Żak - blondyneczka w brązowych sztruksach i burym swetrze z ławki obok spojrzała na nią ze współczuciem. Jej sąsiadka, długowłosa, bladolica dziewczyna o nieprzytomnych oczach strzepneła niewidzialny pyłek ze swoich najnowszych dzwonów kupionych w Pewexie i uśmiechnęła sie uwodzicielsko do chłopaka siedzacego pod ścianą. Blondyn o niebieskich oczach i kiełkujacym wąsiku pod nosem odwzajemnił jej uśmiech i puścił do niej oko.
                Gabriela spusciła glowę i popadła w zadumę.
                • ako17 Re: Fela i Ignacy - fanfik 17.05.25, 19:07
                  ale nam się fajnie rozkręciło ;)
                • mackakisa Re: Fela i Ignacy - fanfik 17.05.25, 19:38
                  8.
                  Pod koniec ostatniej lekcji Gabrysi było wręcz słabo. Ze stresu, bo nie miała pewności czy dobrze pamięta, że wśród domowych przetworów jest kilka słoi pulpy pomidorowej, którą można by podgrzać, doprawić i zalać nią zdobyty kosztem pierwszej lekcji makaron.
                  I z głodu, bo nie miała już z czego przygotować sobie kanapki do szkoły. Biedna Ida i Nutria, pewnie też są głodne…
                  Drogę do domu zwykle pokonywała w tempie błyskawicznym. Teraz jednak szło jej się ciężko, w uszach jej szumiało.
                  Przystanęła na rogu ulicy.
                  -Gabrysiu.
                  Obejrzała się. O do stu diabłów! Pyziak. Pyziak i te jego stalowe oczy, stroskane. Zaraz… stroskane?
                  -Gabrysiu, Ty się chwiejesz.
                  Silne ramię koszykarza objęło oniemiałą Gabrielę w pasie i nagle najstarsza Borejkówna opierała policzek blisko szyi Pyziaka.
                  -Zostaw - powiedziała cicho.
                  -Gabrysiu, co Tobie?
                  Co jej było? Wszystko. Mama w szpitalu, siostrzyczki do ogarnięcia, nieporadny ojciec za którego mogła się wręcz wstydzić, problemy z ocenami.
                  Nieoczekiwanie Gabrysi zebrało się na płacz. Gorące łzy spływały po piegowatych policzkach, prosto w wełnę szalika Janusza.
                  A potem duża dłoń zaczęła ją głaskać po włosach. Ani słowa. Żadnego „Stara, nie maż się”. Tylko ta cicha, ciepła obecność w zimne, bure popołudnie.
                  - Gabrysiu? Czy… czy to nie Twój ojciec?
                  -Hę?
                  Gabriela podniosła wzrok, by zobaczyć jak tatę prowadzi do kamienicy solidnie rozsierdzona dyrektor Dąbek-Nowacka. Ponadto ojciec dźwigał dwie torby z zakupami.
            • ako17 Re: Fela i Ignacy - fanfik 17.05.25, 19:45
              subskrybcja napisała:

              > 5.

              > zwłaszcza, ze po powrocie mamy nie będzie już tak samo, poza tym rodzice będą
              > już coraz starsi i będą wymagali coraz większej opieki.

              Moment - doceniam Twoje dopisanie się (zwłaszcza biję bezgłośne brawa przy zakupach Ignacego), ale rodzice Gaby, Idy itd mieli w KK coś koło 40+.
              No nie, nie mogło być tak, żeby 17-latka brała na siebie odpowiedzialność za całkiem młodych rodziców.
              • subskrybcja Re: Fela i Ignacy - fanfik 18.05.25, 11:52
                ako17 napisała:

                > subskrybcja napisała:
                >
                > > 5.
                >
                > > zwłaszcza, ze po powrocie mamy nie będzie już tak samo, poza tym rodzice
                > będą
                > > już coraz starsi i będą wymagali coraz większej opieki.
                >
                > Moment - doceniam Twoje dopisanie się (zwłaszcza biję bezgłośne brawa przy zaku
                > pach Ignacego), ale rodzice Gaby, Idy itd mieli w KK coś koło 40+.
                > No nie, nie mogło być tak, żeby 17-latka brała na siebie odpowiedzialność za ca
                > łkiem młodych rodziców.

                Później, przez lata już brała, przez wiele tomów przebijają się słowa o starzejących się rodzicach, którzy miło sobie siedzą w kuchni i trzeba o nich dbac, także o psychikę (patrz w Imieninach jak Róża była wrobiona w zapewnienie dziadkom spokoju podczas nieobecności Gaby w Poznaniu). Gdzieś się to musiało zacząć, czemu nie w 1978, gdy Gaba czasowo musiała ogarnąć dom, bo ojciec nie dawał rady? Albo tez by zbyt wygodny, a Gaba za młoda, wiec dała się wpedzic w poczucie obowiązku. Dla mnie to ma sens.
                Inaczej miała Pulpa - najmłodsza, to zawsze nią się opiekowano, miała 3 starsze siostry, w tym dwie dużo starsze. Pulpa jako 19 latka wybyła z domu i nie w głowie jej byli coraz starsi rodzice (dobra, na koniec zwalili jej sie wszyscy na głowę, ale to już było szaleństwo fabularne). Zakład, ze okresu gdy Mila była w szpitalu prawie nie pamiętała, tylko miała jakies mgliste przebłyski na zasadzie Gaba krzyczy i przychodzi Pyziak i bawią się w pociąg. Nie miała wtedy świadomości tego, co sie dzieje, ze ojciec był wychowawczo niewydoly. Lub wygodny
    • chatgris01 Re: Fela i Ignacy - fanfik 16.05.25, 19:27
      Przepiękne! I takie prawdziwe...
    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Fela i Ignacy - fanfik 16.05.25, 21:56
      Ciekawie by było, gdyby Józeczki zamiast dochodzić i karmić łatatajstwo, zabrali bratanice do siebie (o ile by się zmieściły) na czas rekonwalescencji ich matki. Ignacjo zostałby w domu sam jak palec, bez jedzenia, bez obsługi...
      • ako17 Re: Fela i Ignacy - fanfik 16.05.25, 22:03
        tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

        > Ciekawie by było, gdyby Józeczki zamiast dochodzić i karmić łatatajstwo, zabral
        > i bratanice do siebie (o ile by się zmieściły) na czas rekonwalescencji ich mat
        > ki. Ignacjo zostałby w domu sam jak palec, bez jedzenia, bez obsługi...
        >
        Czytałby
        • kocynder Re: Fela i Ignacy - fanfik 17.05.25, 00:25
          W zimnej chałupie, bez żarełka i podsuwanej pod nochal herbatki? Myślę, że dość szybko zauważyłby, że obsługa w chałupie coś nawala i wystosował pretensje, żądając zwrotu przynajmniej jednej z córek, najlepiej Gaby, żeby ogarniała.
          • mackakisa Re: Fela i Ignacy - fanfik 17.05.25, 13:31
            Zdecydowanie.
      • subskrybcja Re: Fela i Ignacy - fanfik 18.05.25, 12:27
        tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

        > Ciekawie by było, gdyby Józeczki zamiast dochodzić i karmić łatatajstwo, zabral
        > i bratanice do siebie (o ile by się zmieściły) na czas rekonwalescencji ich mat
        > ki. Ignacjo zostałby w domu sam jak palec, bez jedzenia, bez obsługi...
        >

        To by mu wiele ułatwiło. Na obiady chadzałby do jakiegos baru mlecznego, A na sniadania i kolacej kupowałby jakieś gotowce. I byłby zadowolony, ze córki spedzają czas z dalszą rodziną, no bo to normalne że Fela przygarnia dziewczynki na czas nieobecnosci Mili, bo on, Ignacy nie umie gotowaćc, prać i sprzątać. Jakby umiał to by to robił, ale nie umie. On umie przetłumazyć tekst łaciński a Fela nie umie.. Każdy więc niech robi coś co umie najlepiej. Uznałby więc, ze taki podział jest sprawiedliwy.
        • tt-tka Re: Fela i Ignacy - fanfik 19.05.25, 19:01
          subskrybcja napisa�a:

          > tajna_kryjowka_pyziaka napisała:
          >
          > > Ciekawie by było, gdyby Józeczki zamiast dochodzić i karmić łatatajstwo,
          > zabral
          > > i bratanice do siebie (o ile by się zmieściły) na czas rekonwalescencji i
          > ch mat
          > > ki. Ignacjo zostałby w domu sam jak palec, bez jedzenia, bez obsługi...
          > >
          >
          > To by mu wiele ułatwiło. Na obiady chadzałby do jakiegos baru mlecznego, A na
          > sniadania i kolacej kupowałby jakieś gotowce.

          A palic w piecach kto mialby ? Ygnac pewnie nawet nie wie, ktora piwnica z weglem jest ich, napalic nie potrafi, a jest styczen. I to mrozny !
    • subskrybcja Re: Fela i Ignacy - fanfik 18.05.25, 12:11
      9.

      Mama Borejko patrzyła przez okno szpitalnego korytarza, był jeszcze czas do kolacji. Na zewnątrz panowała już całkowita ciemność. Mila odziana w domowy szlafrok przywieziony wczoraj przez Ignacego i dziewczynki spoglądała na spowity śniegiem Poznań. Pokurczeni przechodnie kulili się przed wiatrem, który smagał ich po twarzach lodowymi drobinkami.
      Dzisiaj nikogo u niej nie było, wszpitalu. Ignacy właśnie w tej chwili jest na wywiadówce w Liceum Gabrysi, a Ida siedzi z Nutrią i Pulpą w domu i pilnuje, by smarkate nie narobiły głupot. Chociaż Idusia sama bywała pierwsza do robienia zamieszania.

      Mila westchneła. Wolałaby aby to Gaba byłateraz w domu i miała oko na dziewczynki, ale najstarsza córka postaniwiła iść na trening koszykówki, bo, jak powiedziała, nie było jej przez ostatnie dwa tygodnie i trener przebąkiwał coś o wykreślenie jej z pierwszego składu z powodu nieobecności. Mila nie była z tego powodu zadowolona. Gaba jako najstarsza z rodzenstwa powinna być najbardziej odpowiedzialna, zwłaszcza, ze wie, że ojciec sam nie ogarnie całej sytuacji. Praca, zakupy, gotowanie, wywiadówki, sprawdzanie lekcji, podawanie leków na świnkę i pilnowanie dzieci - to było za dużo jak na Ignacego. Nie wspominając już o czynnościach jak pranie , gotowanie i palenie w piecach kaflowych - które tak miło i przytulnie dawały ciepło w zimowe wieczory na Roosvelta. Stanowczo, w tej, jakże wyjątkowej sytuacji Gaba powinna okresowo zrezygnować z treningów. wiadomo, ze szkoły absolutnie nie, ale traningi - nie sa jej aż tak potrzebne do życia, a na oceny szkolne nie mają żadnego wpływu.

      Gdzieś w oddali słychać było zgrzyt tramwaju. Pod szpital podjechała karetka. W tym samym momenncie Mila usłyszała charakterystyczny stukot szpitalnego wózka, którym rozwożono kolację. Pewnie znowu bedzie kawałek, chleba, margaryna, żółty ser i plasterek mortadeli - to znaczy będzie dla innych, bo ona, jako wrzodowiec dostanie specjalny, dietetyczny zestaw, czyli kleik ryzowy. Skrzywiła się na samą myśl i niespiesznie zaczeła iść w kierunku swojej sali.
      Jeszcze ten Pyziak - pomyslała, w zaistniałej sytuacji najstarsza córka postanowiła przeżyć pierwsze młodzieńcze zauroczenie, które przybierac zaczeło bardzo niebezpieczne kształty. Wysoki, stalowooki brunet o szelmowskim uśmiechu - oj nie podobał on się jej, czuła, ze sprowadzi kłopoty na jej najstarsze dziecko.
      Mama Borejko pokręciła głową i weszła do swojej sali.
      • mackakisa Re: Fela i Ignacy - fanfik 18.05.25, 16:48
        10.

        Gabrysia wsunęła drobną stopę Nurtii pod kołdrę, zamknęła drzwi od ich pokoiku i wróciła do kuchni, wysprzątanej na wysoki połysk. Jedynie jej kubek z resztką herbaty stał na stole.
        Gabrysia opadła na krzesło. Dopiero teraz mogła przeanalizować wydarzenia ostatnich kilku godzin.
        Gdy weszła do domu, zastała wicedyrektor Dąbek-Nowacką, matkę Pawełka, która energicznie wydawała ojcu polecenia: „Panie Ignacy, proszę w tej chwili umyć ręce. Zaraz zajmiemy się tym mięsem, zrobi Pan klopsiki”.
        -Szanowna Pani, wątpię abym umiał…- zaoponował tata.
        -To się Pan nauczy. Żona w szpitalu, dwoje małych dzieci w domu, dwie panny uczące się i pan nie umie nad tym zapanować? Niedoczekanie.
        Mówiąc to, sąsiadka zrzuciła żakiecik i przewiązała wokół obfitej talii tasiemki błękitnego fartucha mamy.
        Kwadrans później nastąpiła się rzecz niezwykła. Ignacy Borejko, filolog klasyczny, miłośnik łaciny, stanął przy kuchennym blacie, z podwiniętymi rękawami koszuli i karnie formował klopsiki z mielonego mięsa.
        Mdląca z głodu Ida została natomiast zaprzęgnięta przez wicedyrektorkę do obierania ziemniaków. Gabrysi pozostało jedynie wyładować zawartość toreb z zakupami. Na widok bochenków chleba, dwóch kostek masła, kostki twarogu, wielkiej kostki żółtego sera, pęta kiełbasy podwawelskiej, włoszczyzny i torebki z jajkami, miała ochotę ucałować sąsiadkę.
        Pani Dąbek-Nowacka dopilnowała aby ojciec Borejko osobiście udusił pulpeciki w sosie pomidorowym i podał z ziemniakami oraz ogóreczkami kiszonymi.
        Na czas obiadu Borejków poszła do siebie i wróciła w samą porę, aby tata zmył samodzielnie wszystkie naczynia, gdy Gabrysia pilnowała lekcji smarkul.
        Następnie wicedyrektor wyprawiła ojca do szkoły Gabrieli na wywiadówkę, zapowiadając że od jutra zacznie się kurs gotowania i dbania o dom.
        Do mieszkania numer 2 zaś przysłała Pawełka z połową ciasta ze śliwkami, aby osłodzić Idzie, Nutrii i Pulpie oczekiwanie na powrót rodzica z zebrania, a najstarszej siostry z treningu koszykówki.
        Zazgrzytał klucz w zamku. Gabrysia poderwała jasną głowę.
        Ojciec wszedł do kuchni.
        -Poproszę herbaty, Gabrysiu.
        Machinalnie nalała wody do czajnika.
        -Gabuniu, nie podobają mi się Twoje oceny.
        -A mi się tato nie podoba Twoja postawa - wyrwało się Gabrieli.
        Ojciec i córka patrzyli na siebie, jednakowo zaskoczeni. Przez chwilę w kuchni słychać było tylko buczenie lodówki.
        -Dlaczego, kochanie?
        -Bo Ty się nami nie zajmujesz. Nawet nie pomyślisz że to Twoja rola. Gdyby nie ciocia Fela… a teraz pani wicedyrektor, to byśmy od paru tygodni nie mieli ani zakupów ani obiadów.
        Dzisiejsze zapasy też zrobiłeś tylko dzięki temu, że sąsiadka spotkała Cię w sklepie.
        Utrzymałabym dobre oceny, gdybym wiedziała że jesteś w stanie sobie poradzić bodaj z połową spraw, które ogarniała mama. Ale nie potrafisz. I nawet nie chcesz się nauczyć.
        Daleko Ci do pilności i odpowiedzialności Cyncynata, tato.
        To mówiąc Gabrysia wyszła z kuchni. Ruszyła do łazienki, pod zimny prysznic, czując się dziwnie lżej.
        • chatgris01 Re: Fela i Ignacy - fanfik 18.05.25, 17:21
          Oj tak, dyrektor Dąbek-Nowacka potrafiła by pogonić Ignacego do galopu. Lepiej od Feli.
        • mackakisa Re: Fela i Ignacy - fanfik 18.05.25, 20:51
          11.
          Ida obudziła się jak zwykle niechętnie. Z wysiłkiem zwlokła się z łóżka, podreptała do łazienki. Tam, gdy już zmyła z twarzy resztki snu, zorientowała się że z kuchni dochodzi jakiś zapach.
          Pełna złych przeczuć, podreptała w tamtą stronę. Długo nie mogła przyswoić tego, co widzi. Gdy w końcu ją odblokowało, bezgłośnie wróciła do zielonego pokoju i zaczęła potrząsać ramieniem Gabrysi.
          Gaba otworzyła jedno oko i natychmiast zalał ją strach.
          Siostrzyczka-hipochondryczka jak raz wyglądała naprawdę źle. Płaska i okrągła jak talerzyk buzia była idealnie biała, przez co piegi jeszcze mocniej się uwydatniały, a zielone, zwykle jarzące się jak żaróweczki oczy, patrzyły półprzytomnie.
          -Iduś, co Tobie? - zapytała trwożnie Gaba, łapiąc siostrę za chudy łokieć. Ruda wyglądała jakby miała zaraz polecieć na podłogę.
          -Gabuniu - wydusiła słabym głosem - ja… ja chyba mam zwidy.
          -Co?
          -W kuchni…- wyciągnęła z siebie frazę Ida.
          Gabriela zerwała się z tapczanu i pognała przez korytarz, uprzednio usadziwszy Idusię na kołdrze.
          Na progu kuchni sama zwątpiła we własny umysł. Oto bowiem przy blacie stał ojciec, smarował kromki chleba masłem i obkładał nieco krzywo uciętymi plasterkami sera, po czym układał kanapki na talerzach.
          Na kuchence stał już garnuszek, gotowy by zagrzać w nim mleko.
          -Salve, Gabrysiu - Ignacy Borejko przerwał smarowanie kolejnej kromki - Nie wiesz może, czy otwieraliśmy już w tym roku dżem malinowy? Pulpecja mówiła ostatnio, że chciałaby.
          Sto siedemdziesiąt pięć centymetrów Gabrieli Borejko, to banalne pytanie zupełnie sparaliżowało. Gdyby zadał je kto inny, najpewniej do tego by nie doszło, ale ponieważ autorem był jej własny ojciec, z rzadką obecny duchem, wrażenie było piorunujące.
          -Chy… chyba nie - odparła w końcu - Możemy otworzyć. Dzieci się ucieszą.
          Odruchowo ruszyła do spiżarni, ale Ignacy pokręcił głową.
          -Już zdjąłem z półki słoik, córeczko. Idź, obudź siostry. I sprawdź proszę co z Idą, jakaś taka blada tutaj przyszła przed chwilą.
          Gabriela bez słowa wykonała polecenie. Obudziła i ubrała Nutrię i Pulpę, zapewniła Idę, że ewentualnie zwidy to mają obie, ale to chyba jednak jest rzeczywistość, i mogła usiąść do śniadania.
          Nie było idealne - ojciec pokroił ser trochę nierówno i nie przestudził mleka, więc Nutria zaczęła piszczeć, że oparzyła sobie język, ale było robione z ewidentną troską.
          -Tatusiu - zapytała nabożnie Pulpa, oblizując umazane dżemem usteczka - Czy dzisiaj też będzie taki dobry obiadek?
          -Cóż, Pulpecjo droga, to zależy - ojciec zerknął tęsknie na książkę, leżącą obok jego talerza.
          -Będzie - zapewniła z mocą Gabrysia - Nasz tata na pewno da sobie radę. Zjemy rosół i naleśniki z mięsem i kapuchą.
          W oczach taty Borejko mignęło przerażenie.
          -Tato, nie patrz tak - pośpieszyła z pocieszeniem Ida, zarumieniona pod zbyt dużym łyku gorącego mleka - Mama Pawełka na pewno Cię nauczy.
          A może i Pawełek do nas wpadnie… - rozmarzyła się, z kleksem dżemu na nosie.
          • mackakisa Re: Fela i Ignacy - fanfik 18.05.25, 21:13
            12.
            Mama Borejko z niepokojem ścisnęła rączkę swojej torby.
            Józeczek miał lada moment podjechać po nią z Felą. Bala się tego, co zastanie w domu.
            Wprawdzie Gabrysia była u niej przedwczoraj, znowu z tym całym Pyziakiem i zapewniała że wszystko jest dobrze i że nie ma powodu do nie pokoju, ale odniosło to odwrotny skutek.
            Zwłaszcza że Gabunia już nie udawała pomiatania tym całym Pyziakiem i patrzyła na niego z wyraźną sympatią.
            W aucie Fela nie mówiła wiele, acz chwaliła pilność Gabrysi w uczeniu się prowadzenia domu.
            -Co Ty mówisz, Feluniu! - wyrwało się Mili - Gabrysia?
            -Tak, Gabunia. Umie robić omlety, nastawić dobry rosół, farsz do pierogów ruskich. A placki ziemniaczane też jej zgrabnie wyszły.
            Oszołomiona tymi rewelacjami, mama Borejko , otworzyla drzwi mieszkania.
            Uderzyła ją delikatna woń octu, którym wyszorowano część powierzchni.
            Od razu było widać że wszystko jest wysprzątane.
            Z dużego pokoju dochodziły piski i okrzyki. Podreptała tam, aby zobaczyć Ignacego i dziewczynki w ferworze składania życzeń imieninowych. Na jej widok wszyscy zaniemówili.
            Widząc ich miny, Mila zaczęła chichotać niekontrolowanie, aż zrobiło jej się słabo. Na szczęście Józeczek w porę ją podtrzymał.
            Po wybuchach radości z jej przybycia, Gabrysia oprzytomniała że ojciec jeszcze nic nie jadł.
            Mama Borejko machinalnie chciała iść do kuchni, ale ledwie przekroczyła jej próg, Ignacy stanowczo usadził ją na krześle.
            -Milu, bardzo Cię proszę. Ty się nie możesz przemęczać.
            Pytanie, jak w takim układzie chce zjeść obiad, zamarło mamie Borejko na ustach. Oto bowiem jej mąż, filolog klasyczny, miłośnik Plutarcha i Seneki, własnoręcznie zaczął odgrzewać sobie zupę pomidorową i gulasz.
            -Coś się stało, Milu?
            -Ignacy! Ty… Ty gotujesz?
            -Owszem, Milu. Pani Dąbek-Nowacka otworzyła przede mną arkana wiedzy kulinarnej. Wprawdzie nie wiem, co o tej pomidorówce powiedziałaby Fela, ale dziewczynki twierdziły, że jest smaczna. Gulasz też. Widzisz moja kochana, o ile nasza Gabrysia postawiła sobie za wzór Aspazję z Miletu, to ja, za jej namową, uznałem że należy pójść w ślady Cyncynata.
            Wprawdzie on orał pole, ale po pierwsze mamy zimę, a po drugie mieszkamy w mieście, więc lepiej chyba będzie, gdy ograniczę się do sprzątania i gotowania.
            Tu Ignacy Borejko dumnie uniósł głowę, a miedziane kędziorki błysnęły w popołudniowym słońcu, niczym wieniec laurowy.
            Nie rozumiał tylko, dlaczego jego kochana Mila dalej się śmieje.
            • subskrybcja Re: Fela i Ignacy - fanfik 20.05.25, 12:13
              No proszę, jednak da się zrobić co nieco w kuchni i zająć dziecmi. Swoimi.
              Ale złe ziarno zostało już zasadzone w Gabie co zaskutkuje utknieciem na Roosvelta na kolejne 40 lat.
              • mackakisa Re: Fela i Ignacy - fanfik 20.05.25, 12:23
                Niestety. A przykład Cyncynata mógłby serio trafić do Ignaca. Zwłaszcza w kwestii gotowania
    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Fela i Ignacy - fanfik 18.05.25, 18:49
      Wzrusza mnie, jak się ten fanficzek rozrasta🥹. Ktoś się pokusi o wielki finał w postaci powrotu Mili do domu i przyprawiającego o zawał widoku gotującego/sprzątającego Ignaca?
      • mackakisa Re: Fela i Ignacy - fanfik 18.05.25, 20:19
        Ja bardzo chcę, ale mam w głowie jeszcze jedną scenę przed finałem. Więc zaraz piszę obie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka