Dodaj do ulubionych

Pułapka biologiczna II

28.11.25, 21:53
Zainspirowało mnie kilka wypowiedzi w tym zacnym wątku:
forum.gazeta.pl/forum/w,25788,147240536,147240536,Co_mial_na_mysli_Fryderyk_.html?so=1
Rozważam pojęcie pułapki biologicznej.

Czy to, co zrobiła Róża, można tak określić?
Moim zdaniem - nie.

Pułapką jest, według mnie, świadome wrobienie mężczyzny w poczęcie, którego on nie chce, nie planuje.
Przykładem pułapki jest np. stosunek jak w "Świat według Garpa". Byłoby to również solenne zapewnienie Fryderyka przez Różę, że ma dni "niepłodne" (mając "płodne"), lub ukradkowe przekłucie przez nią prezerwatywy.

Tymczasem mamy tu trochę co innego. Pyza bierze się za teleskop, w nadziei, że to ją zbliży do Fryderyka, który chyba zaczyna jej się powoli wymykać. Nie ma natomiast mowy o tym, że ona robi to w celu poczęcia. Przynajmniej deklaratywnie. Ona robi to w celu zacieśnienia ich więzi, żeby Fryc nie zapomniał o niej przez 5 miesięcy po lewej stronie Atlantyku.

Słowa Fryderyka "Róża mnie nie uprzedziła, że może zajść w ciążę" nie są równoważne z "Róża mnie zapewniła, że nie może zajść w ciążę". Zatem nieszczęsny świerzop jednak powinien się liczyć z tej ciąży możliwością.
Być może to go wstrzymywało przed wcześniejszym nawiązaniem stosunków seksualnych z koleżanką Różą - nie wydaje mi się, by dziecko w jego wczesnych latach 20-tych było dla niego priorytetem. Być może nie myślał o potomstwie w ogóle, albo odkładał to na czas późniejszy.
Ale sądzę, że bliższym prawdzie powodem jego wstrzemięźliwości nie był strach przed zostaniem ojcem, raczej brak rozbudowanych potrzeb seksualnych, lub też zanikające zafascynowanie Różą, które też i nigdy chyba nie miało mocnego tła fizycznego.

To jest facet, który tak naprawdę raczej w ogóle nie zamierzał rozpoczynać pożycia ze swoją dziewczyną. Jej niejasny status w oczach jego rodziny + ścisłe wyliczanie spędzonego razem czasu świadczy o tym, że chyba, wbrew zaręczynom popełnionym dobre 5-6 lat wcześniej, nie myślał o niej jakoś poważnie w kontekście "nie wyobrażam sobie dalszego życia bez Pyziakówny". Facet, który się na to rozpoczęcie pożycia raczej zgadza, niż go pragnie, nagle dostaje po łbie na 3 dni przed planowanym od dawna wyjazdem, kinder-niespodzianką.
Wyobrażam sobie, że mógł się ostro wkurzyć, nie tylko o sam fakt, że powołał do życia nowego człowieka, co nijak nie było jego zamiarem, ale też i o to, że został o tym powiadomiony w czasie, w którym nie mógł niczego w związku z powyższym przedsięwziąć.

Prawdą jest, że nigdzie (chyba - nie dam sobie uciąć ani kawałka palca u nogi za to) nie pojawia się bezpośrednie oczekiwanie rezygnacji ze stypendium przez Fryca.
To, czego Róża (znowu - chyba) oczekiwała, to reakcja w tonie: och, kurcze, nie spodziewałem się, ale to jest w sumie wspaniała wiadomość. Jak wrócę, to się pobierzemy. Jak najszybciej. Nawet dobrze, że teraz mam to stypendium, będzie podstawa do budowania wspólnej przyszłości po powrocie, będę mógł nam zapewnić lepszą bazę i stabilność życiową jako nowej rodzinie. Szkoda, że mnie nie będzie przy tobie przez większość ciąży, ale zostawiam cię otoczoną kochającą rodziną i moja, jakby co, też na pewno zawsze ci pomoże, żebyś się czuła bezpieczna i kochana. Jak się czujesz tak w ogóle w tej ciąży?

Reakcja Fryderyka była zupełnie inna, i chociaż, jak próbuje nas przekonać autorka, tekst o pułapce biologicznej był nieuzasadniony, bo cel zbliżenia był inny, to trzeba przyznać - to co Róża wykonała, było w przedstawionych okolicznościach tej pułapce biologicznej naprawdę bliskie. Nie wiemy nic o zabezpieczeniach, przedsięwziętych przez stronę inicjującą (strona poddająca się inicjacji miała pełne prawo nie mieć zabezpieczeń), a przecież:
a. Róża musi sobie zdawać sprawę, że ciąża jest co najmniej możliwa. Tak, Fryderyk też. Jeśli nie chciał konsekwencji, powinien był dopytać.
b. Róża powinna zdawać sobie sprawę, że dziecko nie jest w ogóle priorytetem Fryca (w sumie, ona też nie jest jego życiowym priorytetem)
c. Akt płciowy został zaplanowany, to nie był nagły i niekontrolowany pożar zmysłów.

Tym niemniej, Fryderyk chyba nie zdaje sobie sprawy z tych wszystkich niuansów, zwłaszcza celu tego aktu. Trudno mi sobie wyobrazić, by Róża mu powiedziała: Fryderyku, odbądźmy stosunek płciowy, aby więź między nami stała się silniejsza, dzięki czemu nie zapomnisz o mnie w Ameryce. On nie był świadom jej intencji. A to właśnie intencja odróżnia tytułową pułapkę biologiczną od jej braku.

Z drugiej strony, para prowadzająca się razem przez dobrych kilka lat, a nie znająca wzajemnie swoich życiowych priorytetów i planów na życie (on: kariera naukowa, ona: dzieciątko i małżeństwo) jest mało wiarygodna. Po co Róża była z Frycem tyle lat, skoro, według wszystkich znaków na niebie i ziemi, on nie był dla niej odpowiednim partnerem? Czy może oni jednak naprawdę ze sobą nie rozmawiali o sprawach życiowych i o tym, jak widzą swoje przyszłe życie - razem lub osobno?

O kolejnej stronie zagadnienia mówi moja nowa sygnaturka ;). Skoro Róża uważała, że pułapka biologiczna to jest takie konkretne COŚ, a ona nie zrobiła żadnej konstrukcji z drutu, sznurka i sieci, to znaczy, że nie zastawiła. Ale, droga Różo, godna i majestatyczna, biologia sama nie zadziała. Zadziałała, bo stworzyłaś jej do tego warunki. Biologia nie rozumie, czy twoim celem był seks bez poczęcia, czy z poczęciem.

Reasumując: według mnie, Róża pułapki biologicznej na Fryca może i nie zastawiła.
Jednak Fryc z kolei mógł był ją o tę pułapkę biologiczną posądzać.

Co sądzicie?
Obserwuj wątek
    • kocynder Re: Pułapka biologiczna II 29.11.25, 00:15
      "Reasumując: według mnie, Róża pułapki biologicznej na Fryca może i nie zastawiła.
      Jednak Fryc z kolei mógł był ją o tę pułapkę biologiczną posądzać. "

      Z jednej strony może i masz rację, ale... Nie róbmy może z Róży idiotki tak beznadziejnej, że gdyby był konkurs na największa idiotkę świata to by zajęła drugie miejsce, ba na zajęcie pierwszego za głupia. Róża nie była tez pod teleskopami młodziutkim dziewczątkiem, które nic nie wie o życiu. Ok, mogła nie prowadzić kalendarzyka "ściśle", ale jednak "z grubsza" każda dziewczyna w wieku studenckim umie określić kiedy "można bez ryzyka", a kiedy to ryzyko wpadki jest stosownie większe. I biorąc pod uwagę, że Rózię akurat wówczas wzięło na amory - to jednak ja bym jej nie wykluczyła intencji "pułapki". Och, oczywiście nie na zasadzie "Zajdę se w ciążę, to go uwiążę". Nie! Ale no... Możliwość jest, idziemy na całość i będzie jak Bóg da. I oby dał. Bo, i owszem, dla tej wybrakowanej emocjonalnie i społecznie istoty jest OCZYWISTYM, że dzidziuś = ślub, drób i grób, innej opcji nie ma. O tyle to głupie, że ma w najbliższej rodzinie dowód (sama jest tymże dowodem) że to tak nie działa. No, ale powiedzmy, że tak ma. I (moim zdaniem, wprost tego autorka nie napisała, oczywiście, bo wszak musiałaby napisać słowo "seks") Rurza decydując się na seks z Fryderykiem nie tylko chciała go związać "zobowiązaniem", bo wszak ona mu się oddała itd, ale tez i CHCIAŁA zajść w ciążę i zakotwiczyć portki. I niewykluczone, że chciała tego, bo widziała, że on się wyślizguje, że jest coraz "dalszy", że zimny, że jak zniknie w tym Houston to cały związek szlag trafi...
      P. S. Te ich zaręczyny w stogu to tez dla mnie swoiste curiosum. Znaczy nie same zaręczyny, bo ok, chwila, nastrój, para szczeniaków - kupuję. Ale to, że cały Borejklan to potraktował serio? Znaczy nie miłość małolatów, a fakt zaręczyn jako obietnicy i zobowiązania? Sorry, ale oni wszyscy mają źle w głowach? I pisze to z perspektywy osoby, która "zaręczyła się" nawet wcześniej niż Róża, bo miałam piętnaście lat. Michał był nieziemsko przystojny, dwa lata starszy ode mnie, grał w siatkówkę jak młody Bóg i pisał wiersze (zrzynał z klasyków, ale to inna bajka). I tak, zaręczyliśmy się na obozie siatkarskim, na pomoście nad jeziorem. Moi rodzice zaś, gdy się dowiedzieli, potraktowali bardzo serio moje uczucia, związek, ale absolutnie nie "zaręczyny" jako obietnicę małżeństwa! Związek (oczywiście!) rozpadł się jakoś po pół roku, jako wspomnienie został mi zeszyt z wierszami (stąd dziś wiem, że zrzynał z klasyków), kilka zdjęć w albumie i bardzo ciepłe wspomnienia. Ale nie obrączka na placu, na litość...
      • kooreczka Re: Pułapka biologiczna II 30.11.25, 16:55
        Zaręczyn też nie kupuję.

        A idiotą jest nie tylko Róża, ale Fryc- dorosły facet mówiący, że dorosła partnerka nie poinformowała go o możliwości ciąży to upośledzenie umysłowe. Jedyne co mogło go uratować to zarzut kłamstwa (mówiłaś, że masz niepłodny/jesteś na pigułce) ale tego MM nie zastosuje bo skalałoby Różyczkę
        • mackakisa Re: Pułapka biologiczna II 30.11.25, 17:24
          kooreczka napisał:

          > Zaręczyn też nie kupuję.
          >
          > A idiotą jest nie tylko Róża, ale Fryc- dorosły facet mówiący, że dorosła partn
          > erka nie poinformowała go o możliwości ciąży to upośledzenie umysłowe. Jedyne c
          > o mogło go uratować to zarzut kłamstwa (mówiłaś, że masz niepłodny/jesteś na pi
          > gułce) ale tego MM nie zastosuje bo skalałoby Różyczkę
          Zaręczyny bym jeszcze kupiła, ale raczej jako obietnicę pomiędzy dwójką licealistów, która nie musi przetrwać próby czasu wcale. Przecież w tym wieku to się zawsze wydaje, że każda miłość jest na dłużej, niż wieczność.
          I tak, też mnie dziwiło, jak serio do tej kwestii podchodzili Borejkowie, jakby Pyza już miała pierścionek na palcu i datę w parafii wyznaczoną, tydzień po maturze.
          Natomiast nie wierzę, że facet tak metodyczny jak Frycek nie wypytał dokładnie Róży o antykoncepcję. On zawsze mi się kojarzył z gościem, który podejdzie do tematu bardzo poważnie i się przygotuje porządnie. Kupuję jedynie kłamstwo Róży w tej kwestii.
          • bupu Re: Pułapka biologiczna II 30.11.25, 20:05
            mackakisa napisał(a):

            > Natomiast nie wierzę, że facet tak metodyczny jak Frycek nie wypytał dokładnie
            > Róży o antykoncepcję. On zawsze mi się kojarzył z gościem, który podejdzie do t
            > ematu bardzo poważnie i się przygotuje porządnie. Kupuję jedynie kłamstwo Róży
            > w tej kwestii.


            Również nie wierzę, że metodyczny Fryc znienacka dał się ponieść chuci i furda konsekwencje.
        • bupu Re: Pułapka biologiczna II 30.11.25, 20:12
          kooreczka napisał:

          > Zaręczyn też nie kupuję.
          >
          > A idiotą jest nie tylko Róża, ale Fryc- dorosły facet mówiący, że dorosła partn
          > erka nie poinformowała go o możliwości ciąży to upośledzenie umysłowe. Jedyne c
          > o mogło go uratować to zarzut kłamstwa (mówiłaś, że masz niepłodny/jesteś na pi
          > gułce) ale tego MM nie zastosuje bo skalałoby Różyczkę

          Aaaa...

          – ...a jeszcze trudniej przechodzi mi przez usta – dziadek nie dawał się sprowadzić z raz obranego szlaku – taka oto fraza: „nieślubna ciąża mojej wnuczki, której zaufanie zostało dotkliwie zawiedzione”.
          – Ja niczego nie zawodziłem! – zakrzyknął nerwowo Fryderyk. – Odwrotnie! To Róża mnie nie uprzedziła, że może zajść w ciążę!


          Fryc nie jest debilem, na biologii niw czytał komiksów pod ławką, więc wie, że seks bez zabezpieczenia może się skończyć poczęciem. Nie musi być o tym uprzedzany.

          Dlaczego zatem Fryc czuje, że Róża zawiodła jego zaufanie? Dlaczego miałaby uprzedzać go o możliwości zajścia? Czyżby padły z jej strony jakieś sugestie na temat antykoncepcji, dostatecznie mętne by Fryc nie odważył się nazwać ich kłamstwem, ale też dostatecznie klarowne, by powziął mniemanie że poczęcia nie będzie?
          • ako17 Re: Pułapka biologiczna II 30.11.25, 21:54
            bupu napisała:


            > [i]– ...a jeszcze trudniej przechodzi mi przez usta – dziadek nie dawał się spr
            > owadzić z raz obranego szlaku – taka oto fraza: „nieślubna ciąża mojej wnuczki,
            > której zaufanie zostało dotkliwie zawiedzione”.

            To ja się pytam, w jaki sposób Fryc zawiódł tu zaufanie Róży. Nadzieję (na uznanie dziecka i zalegalizowanie związku) to mógł zawieść, rzeczywiście. Ale w jakiej to kwestii Pyza mu zaufała? Że mu z ufnością powierzyła swoje kwiecie? No ale on wcale o nie nie prosił. Najwyżej zgodził się na ich przyjęcie.

            > – Ja niczego nie zawodziłem! – zakrzyknął nerwowo Fryderyk. – Odwrotnie!
            > To Róża mnie nie uprzedziła, że może zajść w ciążę!

            > Fryc nie jest debilem, na biologii niw czytał komiksów pod ławką, więc wie, że
            > seks bez zabezpieczenia może się skończyć poczęciem. Nie musi być o tym uprzedz
            > any.

            Jakbym nie czytała, to jednak mi wychodzi że tego nie wiedział. Inaczej nic mi się tu nie zgadza. Bo gdyby powiedział tak: Róża mnie zapewniła, że nie zajdzie w ciążę - miałoby to zupełnie inny wydźwięk. I faktycznie to ona zawiodła jego zaufanie, bo on jej zaufał, czyli uwierzył zapewnieniom, że akt płciowy nie skończy się poczęciem.
            Ale on tego nie mówi...

            > Dlaczego zatem Fryc czuje, że Róża zawiodła jego zaufanie? Dlaczego miałaby upr
            > zedzać go o możliwości zajścia? Czyżby padły z jej strony jakieś sugestie na te
            > mat antykoncepcji, dostatecznie mętne by Fryc nie odważył się nazwać ich kłamst
            > wem, ale też dostatecznie klarowne, by powziął mniemanie że poczęcia nie będzie
            > ?
            >
            Swoją drogą, gdyby ten tekst Fryderyka traktować dosłownie, to robi się jeszcze ciekawiej. Jak to, jego zdaniem, miało wyglądać? Róża zaczyna się przytulać, rozpinać narzeczonemu koszulę, Fryc z deka oszołomiony, bo jakoś się nie spodziewał takich atrakcji po sześciu latach znajomości, ale jakoś tam ulega i Róża nagle uprzedza - Fryderyku, ja mogę zajść w ciążę...?
            To jest absurdalne.
            • bupu Re: Pułapka biologiczna II 01.12.25, 00:02
              ako17 napisała:

              > bupu napisała:
              >
              >
              > > [i]– ...a jeszcze trudniej przechodzi mi przez usta – dziadek nie dawał s
              > ię spr
              > > owadzić z raz obranego szlaku – taka oto fraza: „nieślubna ciąża mojej wn
              > uczki,
              > > której zaufanie zostało dotkliwie zawiedzione”.
              >
              > To ja się pytam, w jaki sposób Fryc zawiódł tu zaufanie Róży. Nadzieję (
              > na uznanie dziecka i zalegalizowanie związku) to mógł zawieść, rzeczywiście. Al
              > e w jakiej to kwestii Pyza mu zaufała? Że mu z ufnością powierzyła swoje kwieci
              > e? No ale on wcale o nie nie prosił. Najwyżej zgodził się na ich przyjęcie.
              >
              > > – Ja niczego nie zawodziłem! – zakrzyknął nerwowo Fryderyk. – Odwrotni
              > e
              !
              > > To Róża mnie nie uprzedziła, że może zajść w ciążę!
              >
              > > Fryc nie jest debilem, na biologii niw czytał komiksów pod ławką, więc wi
              > e, że
              > > seks bez zabezpieczenia może się skończyć poczęciem. Nie musi być o tym u
              > przedz
              > > any.
              >
              > Jakbym nie czytała, to jednak mi wychodzi że tego nie wiedział. Inaczej nic mi
              > się tu nie zgadza. Bo gdyby powiedział tak: Róża mnie zapewniła, że nie zajdzie
              > w ciążę - miałoby to zupełnie inny wydźwięk. I faktycznie to ona zawiodła jego
              > zaufanie, bo on jej zaufał, czyli uwierzył zapewnieniom, że akt płciowy nie sk
              > ończy się poczęciem.
              > Ale on tego nie mówi...

              Dlatego wysunęłam hipotezę że Róża wydzieliła z siebie coś mętnego, co nie było bezpośrednim zapewnieniem że nie zajdzie, ale można było, zwłaszcza mając mózg zmącony pożądaniem, tak to zinterpretować. Przykład:

              Róża zaczyna się dobierać do Fryca (nijak sobie tego nie wyobrażam, to równie prawdopodobne dla mego mózgu jak to, że do Fryca dobierał się pomnik Kopernika sprzed Ratusza Staromiejskiego, który wpadł do obserwatorium na herbatkę, no ale jakoś go uwieść musiała), on, resztką przytomności umysłu powiadamia Różę że nie ma gumek, więc... Na co ona szemrze mu w uszko, że stosuje kalendarzyk.

              Nie okłamała go, kalendarzyk faktycznie stosuje, tylko...
              - zapomniała wspomnieć że ma dni płodne
              - ma nieregularny cykl więc równie dobrze mogłaby wróżyć z fusów
              - nie ma pamięci do liczb i poczucia czasu więc bez zajrzenia do kalendarzyka nie pamięta w którym momencie cyklu jest.

              I tu ta nieszczęsna wypowiedź o uprzedzaniu zaczyna mieć jakby sens.

              Ewentualnie wygłosiła coś jeszcze metniejszego, na przykład na jego stekniecie "A antykoncepcja?" odparła "o nic się nie martw" co on odebrał jako zapewnienie że ona ten temat już ogarnęła, podczas gdy ona miała na myśli "o nic się nie martw, co może nam się przytrafić lepszego niż dzidziuś?".
              • kocynder Re: Pułapka biologiczna II 01.12.25, 00:20
                "wygłosiła coś jeszcze metniejszego, na przykład na jego stekniecie "A antykoncepcja?" odparła "o nic się nie martw" co on odebrał jako zapewnienie że ona ten temat już ogarnęła, podczas gdy ona miała na myśli "o nic się nie martw, co może nam się przytrafić lepszego niż dzidziuś?""
                Dokładnie tak to widzę.
              • ako17 Re: Pułapka biologiczna II 01.12.25, 12:25
                bupu napisała:


                >
                > Dlatego wysunęłam hipotezę że Róża wydzieliła z siebie coś mętnego, co nie było
                > bezpośrednim zapewnieniem że nie zajdzie, ale można było, zwłaszcza mając mózg
                > zmącony pożądaniem

                Jestem prawie pewna, że u Fryderyka pożądanie wystąpiło w stopniu zaledwie umożliwiającym stosunek, a nie mącącym mózg.

                , tak to zinterpretować. Przykład:
                >
                > Róża zaczyna się dobierać do Fryca (nijak sobie tego nie wyobrażam, to równie p
                > rawdopodobne dla mego mózgu jak to, że do Fryca dobierał się pomnik Kopernika s
                > przed Ratusza Staromiejskiego, który wpadł do obserwatorium na herbatkę, no ale
                > jakoś go uwieść musiała), on, resztką przytomności umysłu powiadamia Różę że n
                > ie ma gumek, więc... Na co ona szemrze mu w uszko, że stosuje kalendarzyk.
                >
                > Nie okłamała go, kalendarzyk faktycznie stosuje, tylko...
                > - zapomniała wspomnieć że ma dni płodne
                > - ma nieregularny cykl więc równie dobrze mogłaby wróżyć z fusów
                > - nie ma pamięci do liczb i poczucia czasu więc bez zajrzenia do kalendarzyka n
                > ie pamięta w którym momencie cyklu jest.
                >
                > I tu ta nieszczęsna wypowiedź o uprzedzaniu zaczyna mieć jakby sens.
                >
                > Ewentualnie wygłosiła coś jeszcze metniejszego, na przykład na jego stekniecie
                > "A antykoncepcja?" odparła "o nic się nie martw" co on odebrał jako zapewnienie
                > że ona ten temat już ogarnęła, podczas gdy ona miała na myśli "o nic się nie m
                > artw, co może nam się przytrafić lepszego niż dzidziuś?".

                Jedno i drugie jest możliwe, ale Fryc raczej powiedziałby coś w stylu: Róża mi powiedziała/ zapewniła, że nie zajdzie w ciążę i tylko dlatego zdecydowałem się na zbliżenie, bo ja do niego bynajmniej nie dążyłem. Nie

                Tymczasem on mówi: Róża nie powiedziała, że może zajść w ciążę.
                I tu jest szerokie pole do domysłów. Albo on, jak wielokrotnie na forum sugerowano, jako strona nie inicjująca zbliżenia, "domyślał się", że Róża inicjując zadbała porządnie o zabezpieczenie. Albo też nie był świadom priorytetów narzeczonej, która może i z rozmysłem nie dążyła do zajścia w ciążę, ale i tak uważała, że to najlepsze co się im obojgu może zdarzyć.
                Bo opcję, że nie zdawał sobie sprawy z tego, iż Róża w tę ciążę może zajść, naprawdę trudno brać pod uwagę.
                Chociaż to właśnie ta opcja wynika bezpośrednio z jego słów.

                Jak by nie patrzeć - trudno całą tę sytuację logicznie ogarnąć i przypisać komukolwiek z nich jednoznacznie dobrą lub jednoznacznie złą wolę. Przy tym poinformowanie Fryderyka w ostatniej chwili przed wyjazdem, podczas gdy Róża musiała przynajmniej podejrzewać ciążę u siebie, jest już raczej przejawem złej woli.
          • przymrozki Re: Pułapka biologiczna II 01.12.25, 15:00
            bupu napisała:

            > Fryc nie jest debilem, na biologii niw czytał komiksów pod ławką, więc wie, że
            > seks bez zabezpieczenia może się skończyć poczęciem. Nie musi być o tym uprzedz
            > any.

            Tu jest jeszcze jedno wyjaśnienie. Fryc mógł zakładać jako oczywiste, że antykoncepcja to sprawa wyłącznie kobiety. Że mężczyźni są nawet nie tyle zwolnieni z myślenia o zapobieganiu ciąży, ile w ogóle nie powinni się tym interesować.

            Tyle że Fryderyk musiałby być w tym celu życiowo i intelektualnie głupszy niż był. Nawet jeżeli istniały czasy, w których takie przekonanie bywało rozpowszechnione i jakoś może nawet uzasadnione w tym sensie, że mężczyzna z nieślubnej ciąży mógł się zawsze łatwo wymigać, więc to kobiecie bardziej zależało na kontrolowaniu płodności, to i tak te czasy skończyły się na długo przed 2003 rokiem, do kroćset.

            A jeżeli Fryderyk w ogóle z Różą rozmawiał (przyznaję, że nic w tekście na to nie wskazuje, ale może kiedyś w przerwie zajęć coś tam pogadali) to wiedział, jak bardzo ona odstaje od niego w kwestii ambicji, podejścia do życia, wyobrażeń o świecie i oczekiwań co do przyszłości. Nie można też łudzić się, że naiwna chłopina nie znała życia i nawet nie podejrzewała istnienia pułapek biologicznych, skoro osobisty ojciec tej chłopiny nadawał o nich nieprzerwanie. Ryzyko zaprzepaszczenia kariery przez powołanie na świat dziecka było Fryderykowi znane z rodzinnych pogawędek przy obiedzie.
            • tt-tka Re: Pułapka biologiczna II 02.12.25, 10:46
              przymrozki napisała:


              > Tyle że Fryderyk musiałby być w tym celu życiowo i intelektualnie głupszy niż b
              > ył. Nawet jeżeli istniały czasy, w których takie przekonanie bywało rozpowszech
              > nione i jakoś może nawet uzasadnione w tym sensie, że mężczyzna z nieślubnej ci
              > ąży mógł się zawsze łatwo wymigać, więc to kobiecie bardziej zależało na kontro
              > lowaniu płodności, to i tak te czasy skończyły się na długo przed 2003 rokiem,
              > do kroćset.

              Tak ci sie wydaje ? gratuluje, jesli w twoim otoczeniu jest tak i tylko tak, ale nie jest to postawa powszechna/przewazajaca nawet wsrod osob wyksztalconych. Poczytaj chocby fora, nie mowie o powaznych badaniach, gdzie kobiety i mezczyzni traktuja ciaze jako sposob na przytrzymanie badz zdyscyplinowanie partnera/rki i bynajmniej nie uznaja za stosowne konsultowanie z druga strona zajscia, zaplodnienia ani utrzymania ciazy. I te dwadziescia lat temu, i teraz.
              • przymrozki Re: Pułapka biologiczna II 02.12.25, 11:22
                tt-tka napisała:

                > Tak ci sie wydaje ? gratuluje, jesli w twoim otoczeniu jest tak i tylko tak, al
                > e nie jest to postawa powszechna/przewazajaca nawet wsrod osob wyksztalconych.
                > Poczytaj chocby fora, nie mowie o powaznych badaniach, gdzie kobiety i mezczyz
                > ni traktuja ciaze jako sposob na przytrzymanie badz zdyscyplinowanie partnera/r
                > ki

                A to jest inna rzecz, też przerażająca, ale inna.

                Chodziło mi właśnie o to, że teraz mężczyźnie znacznie trudniej wymigać się od skutków nieślubnej ciąży (i dobrze, że trudniej, zmianę oceniam zasadniczo in plus). Myśl "jak Róża jest taka durna, żeby siebie nie zabezpieczyć, to jej strata" nie powinna była powstać w głowie Fryca. Wręcz przeciwnie, on powinien sam wiedzieć, że ma w tej ruletce więcej do stracenia niż ogarnięta niemowlęcą gorączką Pyza.
                • tt-tka Re: Pułapka biologiczna II 02.12.25, 11:43
                  przymrozki napisała:


                  > A to jest inna rzecz, też przerażająca, ale inna.
                  >
                  > Chodziło mi właśnie o to, że teraz mężczyźnie znacznie trudniej wymigać się od
                  > skutków nieślubnej ciąży (i dobrze, że trudniej, zmianę oceniam zasadniczo in p
                  > lus). Myśl "jak Róża jest taka durna, żeby siebie nie zabezpieczyć, to j
                  > ej strata" nie powinna była powstać w głowie Fryca. Wręcz przeciwnie, on powini
                  > en sam wiedzieć, że ma w tej ruletce więcej do stracenia niż ogarnięta niemowlę
                  > cą gorączką Pyza.

                  Nie jest trudniej. Nie chce mi sie szukac, ale zaleglosci alimentacyjne w Polsce siegaja potwornych kwot, a sciagalnosc jest zalosnie niska. I niestety akceptacja dla postawy "to nie moj problem" nadal spora.

                  Ta mysl imo nie powstala w glowie Fryca ze wzgledu na jego charakter - to persona, ktora swoje zobowiazania traktuje serio - a nie latwosc w wymiganiu sie. Jemu nie postalo w glowie, ze narzeczona od szesciu lat nie wie, iz dla niego nauka jest priorytetem, lub ze nie akceptuje tego. O tangramach rozmawiali, i innych astrofizycznych kwestiach, nie o planach rodzinnych :)

                  nb ja majac 22 lata tez jeszcze planow rodzinnych nie mialam


                  PS czytam ematke, choc pisze rzadziej, tam, a mowa o wyksztalconych, samodzielnych kobietach, przewaza nastawienie "nie chcial dzieci, to sam powinien o to zadbac" i rownolegle, gdy facet sam zadbal radykalnie, np ubezpladniajac sie "jak on mogl !"
                  Czytam rowniez niekiedy braci samcow. Nie polecam.
                  • przymrozki Re: Pułapka biologiczna II 02.12.25, 12:04
                    tt-tka napisała:


                    > Nie jest trudniej. Nie chce mi sie szukac, ale zaleglosci alimentacyjne w Polsc
                    > e siegaja potwornych kwot, a sciagalnosc jest zalosnie niska.

                    Ale żeby była zaległość alimentacyjna, ojciec musi być ustalony (sądownie lub przez domniemanie). Taki na ten przekład ojciec Doroty zaległości nie miał, bo Teresa - z sobie i tylko sobie - znanych powodów nie wnosiła o ustalenie ojcostwa. Fryc musiałby liczyć, że Róża zachowa się podobnie głupio.

                    A uciekanie przed komornikiem skazuje dłużnika alimentacyjnego albo na realną biedą, albo na koczowniczy tryb pracy (pensja w gotówce i pod stołem, co w poważnej uniwersyteckiej nauce jest nie do pomyślenia).
                    • tt-tka Re: Pułapka biologiczna II 02.12.25, 12:31
                      latwiej ustalic sadownie ojca niz sciagnac z ustalonego alimenty

                      w nauce, nie kalajac tej swietnej dziedziny, tez odchodza machloje, w tym finansowe, i niekoniecznie w ucieczce przed komornikiem

                      poza wszystkim - Fryc sie z ojcostwa nie migal, mala Mila jest Schoppe w kazdym momencie swego zycia, czyli jeszcze przed slubem rodzicow - Fryc nie chce powtarzac bledu swego ojca, ktory zrezygnowal z kariery naukowca, by wykarmic przedwczesnie zrobione dzieci swe. On nie zrezygnuje i to Roza powinna byla wiedziec na dlugo przed teleskopem, cale ich szesc lat narzeczenstwa bylo podporzadkowane nauce Fryca. Czytelnik widujacy Szopa raz na kilka lat to wie, a ona, widujaca go znacznie czesciej, nie wie ?
                      • bupu Re: Pułapka biologiczna II 02.12.25, 12:56
                        tt-tka napisała:

                        > On nie zrezygnuje i to Roza powinna byla wiedziec
                        > na dlugo przed teleskopem, cale ich szesc lat narzeczenstwa bylo podporzadkowa
                        > ne nauce Fryca. Czytelnik widujacy Szopa raz na kilka lat to wie, a ona, widuja
                        > ca go znacznie czesciej, nie wie ?
                        >


                        Rurzyczka może i wie, ale jak sądzę w głowie jej się nie mieści że ktokolwiek mógłby nie przyjmować dzidziusia z okrzykami radości. No chyba że CKNUK, ale jak Fryc może być CKNUKiem, skoro wielbi go cała rodzina, z przenikliwą Babi na czele? Pyza przecież własnego zdania nie posiada na żaden temat, ona sądzi to, co jej rodzina każe. Jest dziewczyną wychowaną w kulcie macierzyństwa, w konserwatywnej familii dla której ślub kościelny jest jedynym sposobem na egzystencję pary, zwlaszcza z dzieckiem.

                        Zwróć uwagę, że Borejkowie nie robią chryi o uznanie małej Mili przez ojca, o to żeby na nią łożył, czy wywiązywał z obowiązków rodzicielskich. To, czy będzie miał żonę i dziecko z czego utrzymać mają w d4, co dobitnie demonstruje rozmowa Borejdziadostwa z nim w JT. Jedyne co ich obchodzi to to, że Frycu nie pogalopował natuchmiast z Rurzą do ołtarza. Dziwnym nie jest zatem, że dziewucha wychowana w tej mentalności olała fakty łukiem gotyckim stromym i uznała, że chłopina się ożeni, no bo jakżeby inaczej.
                        • tt-tka Re: Pułapka biologiczna II 02.12.25, 13:27
                          Mnie tam jeszcze co innego zastanawia - z wlasnej rodziny Roza miala matke i babke siedzace w domu, gdy pieniedzy rzeczywiscie brakowalo, biedne dziecinstwo, a i mlodosc (te polary zamiast zimowego okrycia !), ale zasadniczo wszystkie baby z rodziny w jej nastolectwie pracuja (poza babunia). Zarobkuje mlodziez, z ktora ona ma kontakt, Lelujkowie, Fryc, jego brat, nawet mocno nieletnia siostra. Skad jej sie wzielo, ze chlop ma wszystko zapewnic, obraczke, wikt i opierunek ?
                          • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Pułapka biologiczna II 02.12.25, 14:11
                            tt-tka napisała:

                            > Mnie tam jeszcze co innego zastanawia - z wlasnej rodziny Roza miala matke i ba
                            > bke siedzace w domu, gdy pieniedzy rzeczywiscie brakowalo, biedne dziecinstwo,
                            > a i mlodosc (te polary zamiast zimowego okrycia !), ale zasadniczo wszystkie ba
                            > by z rodziny w jej nastolectwie pracuja (poza babunia). Zarobkuje mlodziez, z k
                            > tora ona ma kontakt, Lelujkowie, Fryc, jego brat, nawet mocno nieletnia siostra
                            > . Skad jej sie wzielo, ze chlop ma wszystko zapewnic, obraczke, wikt i opierune
                            > k ?
                            >

                            Bo jest za głupia, żeby wyciągnąć wnioski z tych obserwacji? Kocynder wyżej pisze, żeby nie robić z Rurzy kompletnej rury, a ja postuluję, żeby nie przesadzać w drugą stronę🙃.
                            No i nie zapominajmy, że Borejki po jakimś czasie się wzbogaciły (o czym Róża i jej siostra zresztą wspominają bezpośrednio), a w trakcie pyzatej ciąży powtarzali radośnie, że co takie dziecko zje i w ogóle dadzą Rurzyczce darmowy domek na wsi. To ona, w swojej kumatości, nie wybiegała myślowo dalej i nie brała pod uwagę, że darmowe piniążki mogą się kiedyś skończyć.
                          • bupu Re: Pułapka biologiczna II 02.12.25, 14:23
                            tt-tka napisała:

                            > Mnie tam jeszcze co innego zastanawia - z wlasnej rodziny Roza miala matke i ba
                            > bke siedzace w domu, gdy pieniedzy rzeczywiscie brakowalo, biedne dziecinstwo,
                            > a i mlodosc (te polary zamiast zimowego okrycia !)

                            No buagam. Kiedy Róża biega zimą w polarze, jej rodziców (matke i macocha) stać na kupienie komputera czterolatkowi, a Nutrii nietaniego modelu telefonu pod choinkę. Jaka, w mordę Seneki, bieda?
                            • tt-tka Re: Pułapka biologiczna II 02.12.25, 14:33
                              bupu napisała:


                              > No buagam. Kiedy Róża biega zimą w polarze, jej rodziców (matke i macocha) stać
                              > na kupienie komputera czterolatkowi, a Nutrii nietaniego modelu telefonu pod c
                              > hoinkę. Jaka, w mordę Seneki, bieda?

                              Rozana. I laurowa, a niedlugo potem takze ignasiowa. Ten 4-latek ma komputer, ale nie ma szesc lat pozniej butow na zime. I nie ma za co wyjechac na wakacje, mimo ze pragnie "wasi rodzice nie maja ani z kim was wyslac, ani za co".

                              Dorosli maja. Dzieci zyja jak w ubogiej patologicznej rodzinie.
                              • bupu Re: Pułapka biologiczna II 02.12.25, 14:40
                                tt-tka napisała:

                                > bupu napisała:
                                >
                                >
                                > > No buagam. Kiedy Róża biega zimą w polarze, jej rodziców (matke i macocha
                                > ) stać
                                > > na kupienie komputera czterolatkowi, a Nutrii nietaniego modelu telefonu
                                > pod c
                                > > hoinkę. Jaka, w mordę Seneki, bieda?
                                >
                                > Rozana. I laurowa, a niedlugo potem takze ignasiowa. Ten 4-latek ma komputer, a
                                > le nie ma szesc lat pozniej butow na zime. I nie ma za co wyjechac na wakacje,
                                > mimo ze pragnie "wasi rodzice nie maja ani z kim was wyslac, ani za co".
                                >
                                > Dorosli maja. Dzieci zyja jak w ubogiej patologicznej rodzinie.

                                To się nie nazywa "bieda". To się nazywa "zaniedbania rodzicielskie".
                                • tt-tka Re: Pułapka biologiczna II 02.12.25, 15:03
                                  Ja pisze o perspektywie Rozy. Ona zyla biednie.
                                • ako17 Re: Pułapka biologiczna II 02.12.25, 20:21
                                  bupu napisała:

                                  > tt-tka napisała:
                                  >
                                  > > bupu napisała:
                                  > >
                                  > >
                                  > > > No buagam. Kiedy Róża biega zimą w polarze, jej rodziców (matke i m
                                  > acocha
                                  > > ) stać
                                  > > > na kupienie komputera czterolatkowi, a Nutrii nietaniego modelu te
                                  > lefonu
                                  > > pod c
                                  > > > hoinkę. Jaka, w mordę Seneki, bieda?
                                  > >
                                  > > Rozana. I laurowa, a niedlugo potem takze ignasiowa. Ten 4-latek ma kompu
                                  > ter, a
                                  > > le nie ma szesc lat pozniej butow na zime. I nie ma za co wyjechac na wak
                                  > acje,
                                  > > mimo ze pragnie "wasi rodzice nie maja ani z kim was wyslac, ani za co".
                                  > >
                                  > > Dorosli maja. Dzieci zyja jak w ubogiej patologicznej rodzinie.
                                  >
                                  > To się nie nazywa "bieda". To się nazywa "zaniedbania rodzicielskie".

                                  Oraz nierówna dystrybucja dóbr w rodzinie, co się ukonstytuowało w KK.
                                  Ignacy, mając wybór - kupić polski przekład Plutarcha, przy posiadaniu oryginału, czy smakołyki dla dzieci, wybierał Plutarcha, z którego jako żywo 5-letnia Patrycja czy 7-letnia Natalia nie miały skorzystać jeszcze długo, lub może, przy braku zainteresowania, nigdy.
                                  Przy ograniczonych zasobach finansowych priorytety były nierówne wobec potrzeb. Niektórzy byli uprzywilejowani, inni musieli się zadowolić tym, że mają co zjeść, mają zakurzone książki w przedpokoju, a na głowę im się woda nie leje.
                            • przymrozki Re: Pułapka biologiczna II 02.12.25, 18:59
                              bupu napisała:

                              > No buagam. Kiedy Róża biega zimą w polarze, jej rodziców (matke i macocha) stać
                              > na kupienie komputera czterolatkowi

                              Zastanawiam się, że MM nie uważa przypadkiem polaru za rzecz najzupełniej porządną, może nie luksusową, ale też nie byle jaką. Na dodatek ogólnie "zachodnią" (czyli lepszą) i zdecydowanie młodzieżową (czyli modną). To oczywiście w 1998 roku pewnie już dawno nie była prawda, ale czy polary nie miały swojego momentu we wczesnych latach '90?
                              • tt-tka Re: Pułapka biologiczna II 02.12.25, 19:18
                                Nigdy polary nie byly traktowane jako zimowe okrycie. Zimowa odziez wierzchnja. Never.
                                • ako17 Re: Pułapka biologiczna II 02.12.25, 20:08
                                  tt-tka napisała:

                                  > Nigdy polary nie byly traktowane jako zimowe okrycie. Zimowa odziez wierzchnja.
                                  > Never.
                                  >
                                  Nie no, pewnie, że wiosenno-jesienne, lub, zimą, pod kurtkę, jako dodatkowe ocieplenie.
                                  Co nie oznacza, że swego czasu, w pierwszej połowie lat 90-tych, nie zasiadałam w polarze z niejaką dumą w knajpie w Zakopanem.
                                  A Pyza to nosiła jako okrycie wierzchnie?
                                  BTW, w czym Gaba chodziła zimą? Wciąż w żółtym sztormiaku, tylko wkładała pod to dodatkową warstwę (polar, sweter)?
                                  • bupu Re: Pułapka biologiczna II 02.12.25, 20:38
                                    ako17 napisała:

                                    >
                                    > BTW, w czym Gaba chodziła zimą? Wciąż w żółtym sztormiaku, tylko wkładała pod t
                                    > o dodatkową warstwę (polar, sweter)?


                                    W Pulpecji miała sztormiak i kożuszek. W Imieninach Deutera wi, sądząc z opisu z Warszawy przyjechała topless i w dżinsach.
                              • ako17 Re: Pułapka biologiczna II 02.12.25, 19:19
                                przymrozki napisała:

                                >
                                > Zastanawiam się, że MM nie uważa przypadkiem polaru za rzecz najzupełniej porzą
                                > dną, może nie luksusową, ale też nie byle jaką. Na dodatek ogólnie "zachodnią"
                                > (czyli lepszą) i zdecydowanie młodzieżową (czyli modną). To oczywiście w 1998 r
                                > oku pewnie już dawno nie była prawda, ale czy polary nie miały swojego momentu
                                > we wczesnych latach '90?

                                Miały. Sama z dumą nosiłam polar w tym czasie.

                                Poza tym wydaje mi się, że ten polar i dżinsy na naturalnej Pyzie były przeciwstawione nadmiernie wystrojonej i chyba umalowanej Laurze, co miało pokazać, że dziewczyna dobra, solidna, która NIGDY NIE ZAWODZI, zyskuje wartościowych wielbicieli (szkoda, że ich nie umie docenić, ani nawet zawiadomić wystawiając do wiatru - fakt, potrójne zaloty zostały tu słusznie skrytykowane) w przeciwieństwie do płochej, rogatej, egocentrycznej i kokietującej.
                      • ako17 Re: Pułapka biologiczna II 02.12.25, 21:32
                        tt-tka napisała:


                        >
                        > poza wszystkim - Fryc sie z ojcostwa nie migal, mala Mila jest Schoppe w kazdym
                        > momencie swego zycia, czyli jeszcze przed slubem rodzicow - Fryc nie chce powt
                        > arzac bledu swego ojca, ktory zrezygnowal z kariery naukowca, by wykarmic przed
                        > wczesnie zrobione dzieci swe. On nie zrezygnuje i to Roza powinna byla wiedziec
                        > na dlugo przed teleskopem, cale ich szesc lat narzeczenstwa bylo podporzadkowa
                        > ne nauce Fryca. Czytelnik widujacy Szopa raz na kilka lat to wie, a ona, widuja
                        > ca go znacznie czesciej, nie wie ?
                        >

                        Myślę, że ona sądziła, iż Fryderyk zmieni zupełnie optykę po informacji, że zostanie ojcem. Spodziewała się chyba jednego z dwóch wariantów reakcji:

                        - Wersja 1: natychmiastowa decyzja o rezygnacji ze stypendium, ślub w najbliższym możliwym czasie, ogromna radość z nadania nowego sensu życiu Fryderyka, wspólne mieszkanie na Roosevelta.

                        - Wersja 2: zapewnienie, że to jest cudowna wiadomość, mimo to wyjechanie na stypendium ku wspólnemu pożytkowi nowej rodziny, zza oceanu gorąca linia i ustalanie internetowe szczegółów jak najszybszego zalegalizowania związku oraz nieustający entuzjazm z perspektywy posiadania potomstwa + jakieś jednak wątpliwości i próby ustaleń gdzie i z czego będą żyć.

                        ------

                        - Wersja 3: Co??? (Przecież wiedziałaś, że nie chcę mieć dzieci przed ustabilizowaniem kariery! Ale dobra, skoro już tak się stało, to nie mam czasu na zastanowienie, jadę na stypendium do USA, oczywiście, nie zostawię Ciebie tak zupełnie samej z dzieckiem, ogarniemy. Różo, nie jestem zachwycony, ale mleko się rozlało, damy radę. Ja jednak muszę jechać, teraz właśnie bardziej niż wcześniej. Gdy wrócę, zastanowimy się, co dalej)

                        chyba zupełnie nie przyszła jej do głowy. Chociaż, z opcji pozytywnych dla przyszłej mamy, wersja 3 byłaby najbardziej spodziewana.

                        A od sześciu lat narzeczony nie zareagował w żaden z tych sposobów. Ojej... zaufanie wnuczki Ignacego Borejki zostało dotkliwie zawiedzione.
                        No i teraz wygląda na to, że zaufanie wnuczki zostało zawiedzione dlatego, że Fryc nie zareagował w wersji ani 1, ani 2, ani nawet, ostatecznie, 3.

                        Na jakiej podstawie opierało się zaufanie Róży? I skąd Ignacy wiedział, że Róża Fryderykowi zaufała? W jakiej kwestii? Bo z tego co wiemy, chyba dziadkowi się nie zwierzała z zakresu zaufania pomiędzy sobą, a narzeczonym?
                        • tt-tka Re: Pułapka biologiczna II 02.12.25, 22:24
                          Ako, NIE WIEMY, na co odpowiadal Fryc, bo tez nie wiemy, co mu Roza powiedziala. "Jestem w ciazy", czy "jestem w ciazy od czterech miesiecy" czy "bedziemy mieli dziecko" czy moze ""mamy dziecko i bierzemy slub jak najszybciej" czy jeszcze co innego.
                          Cokolwiek powiedziala, sadze, ze pierwsza reakcja Fryca bylo "przeciez ja pojutrze lece do Stanow" (czy to byl protest, czy wyraz bezradnosci, czy przypomnienie - tez nie wiemy) i pooooszlo ! "jak to lecisz, jak to pojutrze" i tak dalej.

                          W tym kontekscie "zawiodl zaufanie" w moim odbiorze rowna sie "leci" zamiast zostac i tulic Rozyczke.
                          • bupu Re: Pułapka biologiczna II 02.12.25, 23:20
                            tt-tka napisała:

                            > Ako, NIE WIEMY, na co odpowiadal Fryc, bo tez nie wiemy, co mu Roza powiedziala
                            > . "Jestem w ciazy", czy "jestem w ciazy od czterech miesiecy" czy "bedziemy mie
                            > li dziecko" czy moze ""mamy dziecko i bierzemy slub jak najszybciej" czy jeszcz
                            > e co innego.
                            > Cokolwiek powiedziala, sadze, ze pierwsza reakcja Fryca bylo "przeciez ja pojut
                            > rze lece do Stanow" (czy to byl protest, czy wyraz bezradnosci, czy przypomnien
                            > ie - tez nie wiemy) i pooooszlo ! "jak to lecisz, jak to pojutrze" i tak dalej.
                            >
                            > W tym kontekscie "zawiodl zaufanie" w moim odbiorze rowna sie "leci" zamiast zo
                            > stac i tulic Rozyczke.
                            >


                            – Fryderyk nie znalazł się jak dżentelmen – dodała z rozczarowaniem Róża. – A myślałam zawsze, że nim jest.
                            – Nigdy nie był – bąknął Józinek, dolewając sobie zupy.
                            – To dajmy sobie z nim spokój. Życie toczy się dalej.
                            – On wyjeżdża do Stanów, na stypendium – powiedziała Róża i usta jej zadrżały.


                            Nie "on nie chce tego dziecka", nawet nie "on się ze mną nie ożeni", tylko on wyjeżdża na stypendium. Plus drżące usta, gdyż jak on może.
                        • przymrozki Re: Pułapka biologiczna II 03.12.25, 09:14
                          ako17 napisała:

                          > Na jakiej podstawie opierało się zaufanie Róży? I skąd Ignacy wiedział, że Róża
                          > Fryderykowi zaufała? W jakiej kwestii? Bo z tego co wiemy, chyba dziadk
                          > owi się nie zwierzała z zakresu zaufania pomiędzy sobą, a narzeczonym?

                          Albo Ignacemu chodzi o to, że jeżeli kobieta niezamężna współżyje z mężczyzną to tylko w zaufaniu, że on się z nią ożeni albo w nieodległej przyszłości, albo - w przypadku ciąży - natentychmiast.

                          A mężczyzna, który to zaufanie zawodzi, jest oszustem, kłamcą i CKNUKiem oraz byłby w starożytności skazany na śmierć przez zrzucenie ze Skały Tarpejskiej (i tutaj cały starożytny Rzym wybucha śmiechem zagłuszając dalsze perory Ignaca).
                          • bupu Re: Pułapka biologiczna II 03.12.25, 10:10
                            przymrozki napisała:


                            > A mężczyzna, który to zaufanie zawodzi, jest oszustem, kłamcą i CKNUKiem oraz b
                            > yłby w starożytności skazany na śmierć przez zrzucenie ze Skały Tarpejskiej (i
                            > tutaj cały starożytny Rzym wybucha śmiechem zagłuszając dalsze perory Ignaca).

                            Też ryknęłam, czytając ten fragment, albowiem Ignac, filolog klasyczny i stolik, popisał się radosną ignorancją w kwestii tego, kogo jako pierwszego z tej skały zrzucono. Nie, nie Lucjusza Tarpejusza, takiego w onym czasie w ogóle w Rzymie nie było, był Spuriusz Tarpejusz, wcale nie przeciwnik Romulusa, tatuś Tarpei, osoby, która zaliczyła pierwszy lot z tej skały. Zrozumiałabym omyłkę w kwestii imienia, ba, nawet płci tej osoby, ale wynalezienie całkiem nowej postaci to już patrzy na mentalność typu "przeczytałem ze dwie książki i udaję znawcę tematu, zmyślając na poczekaniu czego nie wiem".
                            • tt-tka Re: Pułapka biologiczna II 03.12.25, 10:30
                              bupu napisała:

                              mentalność typu "przeczytałem ze dwie książki i udaję znawcę te
                              > matu, zmyślając na poczekaniu czego nie wiem".


                              To o Ygnacu. On te ment(d)alnosc prezentuje od zawsze. Nawet Marka Aureliusza albo nie czytal, albo nie zrozumial* :P
                              we wlasnej dziedzinie sadzi takie babole, ze glowa mala, a we wszystkim spoza swojej dziedziny jeszcze gorsze

                              *Marek Aureliusz, Ygnacu, zalecal i praktykowal m. in. skrupulatne wypelnianie obowiazkow, ktore sie na siebie wzielo !
                              • bupu Re: Pułapka biologiczna II 03.12.25, 11:25
                                tt-tka napisała:

                                > bupu napisała:
                                >
                                > mentalność typu "przeczytałem ze dwie książki i udaję znawcę te
                                > > matu, zmyślając na poczekaniu czego nie wiem".
                                >
                                >
                                > To o Ygnacu. On te ment(d)alnosc prezentuje od zawsze. Nawet Marka Aureliusza a
                                > lbo nie czytal, albo nie zrozumial* :P
                                > we wlasnej dziedzinie sadzi takie babole, ze glowa mala, a we wszystkim spoza s
                                > wojej dziedziny jeszcze gorsze
                                >
                                > *Marek Aureliusz, Ygnacu, zalecal i praktykowal m. in. skrupulatne wypelnianie
                                > obowiazkow, ktore sie na siebie wzielo !

                                Ahem. Że się samozacytuję:

                                Też ryknęłam, czytając ten fragment, albowiem Ignac, filolog klasyczny i stolik, popisał się radosną ignorancją
                                • tt-tka Re: Pułapka biologiczna II 03.12.25, 11:32
                                  Wylapalam w pierwszym czytaniu ! i uznalam, ze to celowe, a nie literowka, albowiem Ygnac stoikiem nie jest w najmniejszym stopniu (czym jest stoicyzm, tez nie wie !), natomiast umyslowosc stolika prezentuje jak najbardziej !
                                  • bupu Re: Pułapka biologiczna II 03.12.25, 12:09
                                    tt-tka napisała:

                                    > Wylapalam w pierwszym czytaniu ! i uznalam, ze to celowe, a nie literowka, albo
                                    > wiem Ygnac stoikiem nie jest w najmniejszym stopniu (czym jest stoicyzm, tez ni
                                    > e wie !), natomiast umyslowosc stolika prezentuje jak najbardziej !
                                    >

                                    Nie chodziło mi o stolika, który jak zwykle był przypadkiem, mój mózg najwyraźniej odmawia z krzykiem nazywania Ignaca stoikiem, tylko o to, że napisałaś "to z Ignaca" co zrozumiałam jako sugestię, iż przypisałam ten sposób myślenia komu innemu.
                                  • kocynder Re: Pułapka biologiczna II 03.12.25, 13:02
                                    Nie obrażaj stolików, Tt-tko! Ich życie wewnętrzne oraz rozwój intelektualny są głębsze niż Jęgnaca.
                                    • bupu Re: Pułapka biologiczna II 03.12.25, 14:14
                                      kocynder napisała:

                                      > Nie obrażaj stolików, Tt-tko! Ich życie wewnętrzne oraz rozwój intelektualny są
                                      > głębsze niż Jęgnaca.
                                      >


                                      Z całą pewnością cechują się większym opanowaniem niż on. Widział kto kiedy stolik zabijający okno gwoździami?
                                      • kocynder Re: Pułapka biologiczna II 03.12.25, 14:32
                                        Ja nie!
                          • ako17 Re: Pułapka biologiczna II 03.12.25, 14:54
                            przymrozki napisała:

                            > ako17 napisała:
                            >
                            > > Na jakiej podstawie opierało się zaufanie Róży? I skąd Ignacy wiedział, ż
                            > e Róża
                            > > Fryderykowi zaufała? W jakiej kwestii? Bo z tego co wiemy, chyba
                            > dziadk
                            > > owi się nie zwierzała z zakresu zaufania pomiędzy sobą, a narzeczonym?
                            >
                            > Albo Ignacemu chodzi o to, że jeżeli kobieta niezamężna współżyje z mężczyzną t
                            > o tylko w zaufaniu, że on się z nią ożeni albo w nieodległej przyszłości, albo
                            > - w przypadku ciąży - natentychmiast.

                            No tak, jeśli on ma takie założenia, to nic dziwnego, że nie da się z tym człowiekiem normalnie porozmawiać i ustalić czegokolwiek.
                            Cokolwiek mu nie powiesz, np. "Róża poprosiła mnie, żebym był dawcą nasienia, natomiast chce dziecko wychowywać samodzielnie, ode mnie, jako ojca nie chce nawet alimentów i mam to na piśmie. Zgodziłem się, bo żal mi było Róży, która rozpaczliwie chciała dziecka, tylko dla siebie." to i tak usłyszysz, że zawiodłeś jej zaufanie, mimo że zrobiłeś dokładnie to, czego pragnęła wnuczka.

                            Oczywiście, powyższy przykład jest absurdalny, ale chodzi mi o to, że rodzina g... wie, o czym rozmawiała Róża z Frycem, jakie postawiła postulaty itp., a stawiają mu zarzuty, jakby to ich osobiście Fryderyk był zapłodnił i nie wywiązał się z obietnicy, że jakby co, to się ożeni.

                            Podobnie mamusia, lata później, nie mając pojęcia, jakie są ustalenia pomiędzy córką a zięciem, zarządza odwrót z ziemi angielskiej jak Czarniecki do Poznania. Bo przecież po to są teściowe, żeby wątpić w zięciów i pilnować wzorowego porządku w rodzinie.
                            Na miejscu wnuków ogromnie bym doceniła rolę babuni, która dopilnowała mi wzorowego porządku, dzięki któremu trafiam do obcego kraju, obcej szkoły, na podłogę w pokoiku niemowlęcia.
                            To jest dopiero wzorowy porządek!
                  • kocynder Re: Pułapka biologiczna II 03.12.25, 14:48
                    O Frycu: "persona, ktora swoje zobowiazania traktuje serio - a nie latwosc w wymiganiu sie. Jemu nie postalo w glowie, ze narzeczona od szesciu lat nie wie, iz dla niego nauka jest priorytetem, lub ze nie akceptuje tego."

                    100/100. I to jest powód, moim zdaniem, przez który Rurza wychodzi na takie coś, na co ja nie mam określenia. No bo:
                    - po "zaręczynach" w sianie godzi się na rolę "koleżanki";
                    - przez LATA aprobuje, że chłopak randkę z nią upycha między korki a pisanie referatu - i ma dla niej ściśle wyliczone dwie godziny tygodniowo;
                    - pozoruje zainteresowanie fizyką w stopniu wiarygodnym dla uwielbiającego tąże fizykę chłopaka (wierzcie mi, niełatwe zadanie dla nogi fizycznej!);
                    - po zajściu w ciążę zataja ten stan aż do "za pięć dwunasta", kiedy to na dwa dni przed odlotem rąbie mu pięścią między oczy dzidziusiem i de facto ŻĄDA zachowań dżentelmeńskich;
                    I jest zaskoczona i zawiedziona, że on nie tańcuje z radości...
                    No to ja zaczynam mieć wątpliwości czy ona jest w pełni sprawna intelektualnie. A właściwie to nie mam...
    • bupu Re: Pułapka biologiczna II 29.11.25, 11:13
      ako17 napisała:

      > O kolejnej stronie zagadnienia mówi moja nowa sygnaturka ;). Skoro Róża uważała
      > , że pułapka biologiczna to jest takie konkretne COŚ, a ona nie zrobiła żadnej
      > konstrukcji z drutu, sznurka i sieci, to znaczy, że nie zastawiła. Ale, droga R
      > óżo, godna i majestatyczna, biologia sama nie zadziała. Zadziałała, bo s
      > tworzyłaś jej do tego warunki. Biologia nie rozumie, czy twoim celem był seks b
      > ez poczęcia, czy z poczęciem.
      >
      > Reasumując: według mnie, Róża pułapki biologicznej na Fryca może i nie zastawił
      > a.
      > Jednak Fryc z kolei mógł był ją o tę pułapkę biologiczną posądzać.
      >
      > Co sądzicie?
      >

      Pyza mogła się nie przyznawać do zastawienia pułapki biologicznej, ale, powiedzmy to wprost, to nie znaczy, że tego nie zrobiła. Przyjrzyjmy się zatem twmu, co wiemy. Żaba:

      – A skąd, ciociu – gniewnie odparła Róża. – To ja go uwiodłam. Ale niewątpliwie naiwni byliśmy oboje. Ja w swej naiwności sądziłam, że im ściślejszy związek, tym trudniej go zerwać lub zapomnieć za oceanem.

      Wiemy zatem, że mała Mila nie była efektem przypadkowej chwili zapomnienia. Róża przyznaje, że wlazła Frycowi na teleskop z rozmysłem, by zacieśnić ich związek.

      Jednakże...

      Pamiętajmy, że Róża pochodzi z szalenie konserwatywnej rodziny. Takiej, w której seks jest czynnością wykonywaną po ślubie pod kołdrą, w celu prokreacji. Nie dla przyjemności, nie dla budowania intymności i bliskości. Dla produkcji apgarow. Przypomnę, że Róża była współuczestnikiem nocy poślubnej Idy i Marka, podczas której radośnie odmówiono młodym chwili prywatności, a jej własna matka zaprzestała pożycia z drugim mężem, gdy tylko urodziła syna.

      Czy dziewczyna wychowana w takim domu, w którym kulturę masową konsumuje się w ograniczonym zakresie, a wzorce romantyczne czerpie się z literatury dziewiętnastowiecznej, gdzie seks bez ślubu to hańba dla kobiety, czy zatem ta kobieta uznałaby akurat seks za element cementujący związek?

      Wątpię. Mogłabym ewentualnie w to uwierzyć, gdyby sam Fryderyk się od niej domagał seksu, ale, jak wiemy, Fryc jest rozerotyzowany jak przemysłowa zamrażalnia.

      A czy uznałaby za cement dzidziusia?

      A to co innego, wszak wedle wzorców wpajanych Róży tylko CKNUK nie pędzi do ołtarza z rozwianym włosem, na sam widok dwóch kresek na wiadomym teście.

      JT:

      – Fryderyk nie znalazł się jak dżentelmen – dodała z rozczarowaniem Róża. – A myślałam zawsze, że nim jest.
      – Nigdy nie był – bąknął Józinek, dolewając sobie zupy.
      – To dajmy sobie z nim spokój. Życie toczy się dalej.
      – On wyjeżdża do Stanów, na stypendium – powiedziała Róża i usta jej zadrżały.


      – O, nie, liczy się ta jego pierwsza reakcja – ciągnęła gorąco Róża – liczy się to, jak człowiek odpowiada na wyzwania losu...
      – O, fascinus indignum!*– zakrzyknął potępiająco dziadek, ale Róża nie dała mu rozwinąć skrzydeł.
      – ...liczy się to – wpadła dziadkowi w słowo – czy taki człowiek myśli o uczuciach drugiego. I czy odpowie egoizmem, czy też szlachetnym porywem serca.


      Jak wiemy Fryc dostał szału i posądził Różę o zastawienie pułapki biologicznej. Z cytatu pierwszego wynika niezbicie, że jednym z zarzutów Róży pod adresem Fryca jest to, że wyjeżdża on na to stypendium. Jakbym na to nie patrzyła, wychodzi mi, że Róża oczekiwała iż Fryderyk na wieść o ciąży eksploduje radością i zrezygnuje z wyjazdu. Jeśli zwerbalizowala to oczekiwanie w rozmowie z Frycem, to nie dziwię się jego okrzykom o pułapkach ani trochę (i kto tu jest egoistą, Pyziu?).

      Czy jednak Róża zastawiła pułapkę z premedytacją?

      Wydaje mi się że w pewnym stopniu tak, nawet jeśli nie przyznawała się do tego nawet sama przed sobą. Zważywszy na to kim Róża jest i z jakiej rodziny pochodzi, wcale bym się nie zdziwiła gdyby uwiodła tego Fryca licząc w głębi ducha na spłodzenie apgara, który magicznie wybije Frycowi z głowy głupie pomysły z wyjazdami.
      • kocynder Re: Pułapka biologiczna II 29.11.25, 11:29
        "Zważywszy na to kim Róża jest i z jakiej rodziny pochodzi, wcale bym się nie zdziwiła gdyby uwiodła tego Fryca licząc w głębi ducha na spłodzenie apgara, który magicznie wybije Frycowi z głowy głupie pomysły z wyjazdami."

        O to to! 100/100
      • ako17 Re: Pułapka biologiczna II 29.11.25, 12:02
        bupu napisała:


        >
        > Czy jednak Róża zastawiła pułapkę z premedytacją?
        >
        > Wydaje mi się że w pewnym stopniu tak, nawet jeśli nie przyznawała się do tego
        > nawet sama przed sobą. Zważywszy na to kim Róża jest i z jakiej rodziny pochodz
        > i, wcale bym się nie zdziwiła gdyby uwiodła tego Fryca licząc w głębi ducha na
        > spłodzenie apgara, który magicznie wybije Frycowi z głowy głupie pomysły z wyja
        > zdami.
        >

        Dziękuję za głosy w dyskusji.
        Czytałam jakiś czas temu "Trafny wybór" J.K. Rowling. Jedną z bohaterek jest nastoletnia Krystal, która jest w bardzo ciężkiej sytuacji życiowej. Pochodzi z domu absolutnie patologicznego, jej matka jest narkomanką, nie dba ani o córkę, ani o kilkuletniego, opóźnionego w rozwoju syna. Nastolatka sama zajmuje się bratem, ale po prostu nie wystarcza jej sił i środków, żeby dzieciak był dobrze nakarmiony, ubrany, odprowadzony do odpowiedniej placówki (jakieś przedszkole edukacyjne?), bo sama też musi o siebie zadbać. Wpada na pomysł, że zajdzie w ciążę z synem zamożnych, wykształconych ludzi i nie chodzi jej nawet o związek z tym chłopakiem (zdaje sobie, że to się nie uda - panicz może i ją, przepraszam za wyrażenie, bzykać, ale w życiu z taką partnerką się nie będzie wiązać). Krystal myśli w ten sposób: może ci ludzie, należący do elity intelektualnej i materialnej w miasteczku, zechcą zaopiekować się swoim wnukiem i udzielą jego matce schronienia w ich dużym domu. A wtedy młoda mama i jej braciszek będą mogli sobie jakoś funkcjonować przy tej rodzinie, może nie jako jej pełnoprawni członkowie, ale no, coś na kształt służby/ rezydentów.
        I to jest, IMHO, prawdziwa pułapka biologiczna, zastawiona z rozmysłem.
        Cała sprawa kończy się bardzo źle, a sposób rozumowania Krystal można usprawiedliwić jej desperacją. I ona nawet nie chce złapać faceta na dziecko, ta "pułapka" jest zastawiona na jego rodzinę, na warunki bytowe i jakiś dostatek.
      • przymrozki Re: Pułapka biologiczna II 29.11.25, 14:29
        bupu napisała:

        > Pamiętajmy, że Róża pochodzi z szalenie konserwatywnej rodziny. Takiej, w które
        > j seks jest czynnością wykonywaną po ślubie pod kołdrą, w celu prokreacji. Nie
        > dla przyjemności, nie dla budowania intymności i bliskości. Dla produkcji apgar
        > ow. Przypomnę, że Róża była współuczestnikiem nocy poślubnej Idy i Marka, podcz
        > as której radośnie odmówiono młodym chwili prywatności, a jej własna matka zapr
        > zestała pożycia z drugim mężem, gdy tylko urodziła syna.

        Ano właśnie. Skąd się we łbie Róży wzięła myśl, że tym, co zbliży ją do Fryca będzie akurat właśnie konkretnie seks? Czemu nie uruchomił się jej ten sam skrypt, co Laurze - że seks to oznaka braku szacunku do kobiety, więc albo stosunek, albo szacunek? Wszak Róża powinna uważać, że po seksie to on już się na pewno nie oświadczy, powinny jej migać przed powiekami mądrości typu "nie musi kupować browaru, skoro może napić się piwa" albo "klucz, który otwiera wiele zamków to dobry klucz, a zamek, który jest otwierany przez wiele kluczy, to zły zamek" etc.

        Co więcej, upieram się dwoje 22-latków po sześciu latach związku nazywanego przynajmniej przez jedną stronę "narzeczeństwem" powinno już być po rozmowie na temat "co z seksem". Ta rozmowa mogła się skończyć ustaleniem, że czekają do ślubu, a i po ślubie tylko dla prokreacji, ale jakieś ustalenie być musiało.
        • kocynder Re: Pułapka biologiczna II 30.11.25, 11:49
          A kto w całej NeoJeżycjadzie rozmawia? Już nie mówię o tak ważnych sprawach jak plany zawodowe, wizja związku/rodziny czy własność lokali mieszkalnych, ale o takich zwyczajnych, normalnych, codziennych sprawach?
          • przymrozki Re: Pułapka biologiczna II 30.11.25, 12:47
            kocynder napisała:

            > A kto w całej NeoJeżycjadzie rozmawia? Już nie mówię o tak ważnych sprawach jak
            > plany zawodowe, wizja związku/rodziny czy własność lokali mieszkalnych, ale o
            > takich zwyczajnych, normalnych, codziennych sprawach?

            Tu nawet nie chodzi o to, że nam nie pokazano rozmów Róży i Fryca, ustalenia mogą się dziać poza kadrem, chodzi o wrażenie, że para ze sobą rozmawia.

            Np. na podstawie copacabańskiej niespodzianki Pałysów możemy wnosić, że Ida z Markiem najwyraźniej byli umówieni na dwoje dzieci, a potem naturalne metody antykoncepcji z opcją, że jakby trafiło się trzecie, to przyjmą bez dramy. Natalia z Robertem zmieniali miejsce zamieszkania na wygodniejsze. Patrycja z Florkiem przeznaczali oszczędności życia na podkupywanie działek Niemcom. Są jakieś namacalne ślady efektów rozmów między nimi.

            A u Róży i Fryderyka dostajemy tylko wyraźne dowody, że oni wcale ze sobą nie rozmawiają. Pyza czując, że związek się rozmywa, próbuje na oślep technik manipulacji o różnym stopniu etyczności (grubym świństwem jest nieinformowanie o ciąży - w ich sytuacji - natychmiast po potwierdzeniu chociażby testem), a potem, po kilkunastu latach małżeństwa, zachowuje się, jakby nie wiedziała, czy mąż wyjechał do pracy, czy porzucił ją z dziećmi i nie chce już ich nigdy więcej widzieć na oczy. Nie wie i nie ma jak sprawdzić.
            • bupu Re: Pułapka biologiczna II 30.11.25, 13:42
              przymrozki napisała:


              > Tu nawet nie chodzi o to, że nam nie pokazano rozmów Róży i Fryca, ustalenia mo
              > gą się dziać poza kadrem, chodzi o wrażenie, że para ze sobą rozmawia.
              >
              > Np. na podstawie copacabańskiej niespodzianki Pałysów możemy wnosić, że Ida z M
              > arkiem najwyraźniej byli umówieni na dwoje dzieci, a potem naturalne metody ant
              > ykoncepcji z opcją, że jakby trafiło się trzecie, to przyjmą bez dramy.


              Ekskjuzmi? W tym świecie i w tej rodzinie przecież nie ma innej opcji niż urodzić tudzież przyjąć. To jest oczywista oczywistość która nie wymaga żadnych rozmów. Przypomnę też, że Ida radośnie deklarowała zbycie się oszczędności życia na rzecz Rurzy, nie pytając Mareczka o zdanie.

              Natalia
              > z Robertem zmieniali miejsce zamieszkania na wygodniejsze.


              Przypominam, że Gaba przeprowadza swego Grzyba do pawilonu w zasadzie bez żadnej z nim konsultacji i próbowała wymusić na Pulpecie zgodę na pobyt we Floplicowie, bez informowania Flora. To, że Nutriowie się przeprowadzili jeszcze nie znaczy, że o tym rozmawiali. Normalni ludzie owszem, najpierw by to obgadali, sęk w tym że oni normalni nie są.

              Patrycja z Florkiem
              > przeznaczali oszczędności życia na podkupywanie działek Niemcom. Są jakieś nam
              > acalne ślady efektów rozmów między nimi.

              A owszem, ta dwójka się komunikuje, jako chyba jedyna para w tej rodzinie.


              > A u Róży i Fryderyka dostajemy tylko wyraźne dowody, że oni wcale ze sobą nie r
              > ozmawiają. Pyza czując, że związek się rozmywa, próbuje na oślep technik manipu
              > lacji o różnym stopniu etyczności (grubym świństwem jest nieinformowanie o ciąż
              > y - w ich sytuacji - natychmiast po potwierdzeniu chociażby testem), a potem, p
              > o kilkunastu latach małżeństwa, zachowuje się, jakby nie wiedziała, czy mąż wyj
              > echał do pracy, czy porzucił ją z dziećmi i nie chce już ich nigdy więcej widzi
              > eć na oczy. Nie wie i nie ma jak sprawdzić.


              Z Pyzą jest ten problem, że ona najwyraźniej nader często nie słucha. Weź ten wyjazd Fryca z CZ, no nie wierzę, że on jej powiedział "Różo, wyjeżdżam", wychodząc z walizką by udać się na lotnisko. Oni mają dwoje dzieci, musieli zorganizować sobie całą życiową logistykę na czas nieobecności Fryca. A Fryc, o ile do cna nie zidiociał, nie założył raczej, że jego żona cokolwiek zorganizuje samodzielnie. Prędzej jej szczegółową rozpiskę zostawił coby się mameja nie pogubiła.
              • przymrozki Re: Pułapka biologiczna II 30.11.25, 15:11
                bupu napisała:

                > Ekskjuzmi? W tym świecie i w tej rodzinie przecież nie ma innej opcji niż urodz
                > ić tudzież przyjąć. To jest oczywista oczywistość która nie wymaga żadnych rozm
                > ów.

                Ze Sprężyny wynika, że Kazimierz był nieplanowanym skutkiem rozregulowania organizmu w zmienionym klimacie. Przy braku innych szczegółów, z tego co wiemy o Pałysach, nie mamy powodu zakładać, że to nie było wspólne ustalenie. Nawet jeżeli po stronie Marka było to tylko "jak chcesz, mi wszystko jedno".

                >Przypomnę też, że Ida radośnie deklarowała zbycie się oszczędności życia na
                > rzecz Rurzy, nie pytając Mareczka o zdanie.

                No nie, tego to my nie wiemy. Wiemy, że Ida (w tym tomie postać drugoplanowa) przychodzi do siostrzenicy z propozycją - ewidentnie nie spontaniczną (poznać to chociażby po tym, że sama zaczyna temat). Równie dobrze mogła to wcześniej omówić z Markiem.

                > Przypominam, że Gaba przeprowadza swego Grzyba do pawilonu w zasadzie bez żadne
                > j z nim konsultacji i próbowała wymusić na Pulpecie zgodę na pobyt we Floplicow
                > ie, bez informowania Flora.

                Gaba to inna rozmowa, a jej związek z Grzegorzem to jakiś żart.

                >To, że Nutriowie się przeprowadzili jeszcze nie zn
                > aczy, że o tym rozmawiali. Normalni ludzie owszem, najpierw by to obgadali, sęk
                > w tym że oni normalni nie są.

                Ach, bo stosujesz zawyżone standardy. Ja tu doceniam sam fakt, że gdy Robert wyprowadził się do nowego mieszkania, Natalia nie wpadła w histerię, że ją porzucono, bo - w ten czy inny sposób - udało jej się dogadać z mężem w kwestii wspólnej przeprowadzki. Śmiesznie niskie wymagania, powiecie. Nie takie śmiesznie, skoro Róża nie wiedziała, czy mieszka z mężem i jeżeli tak, to gdzie.

                > Z Pyzą jest ten problem, że ona najwyraźniej nader często nie słucha.

                Więc mogła przez to nie pamiętać, że kończy jej się umowa najmu. Mogła nawet uważać, że to nieistotny szczegół. Ale w kwestii domniemanego rozstania tam poszło o krok dalej. Kiedy matka sączyła jej do ucha swój jad, Róży nawet nie przyszło do głowy zapytać Fryderyka, co się dzieje.


                • bupu Re: Pułapka biologiczna II 30.11.25, 16:26
                  przymrozki napisała:


                  > Ze Sprężyny wynika, że Kazimierz był nieplanowanym skutkiem rozregulowania orga
                  > nizmu w zmienionym klimacie. Przy braku innych szczegółów, z tego co wiemy o Pa
                  > łysach, nie mamy powodu zakładać, że to nie było wspólne ustalenie. Nawet jeżel
                  > i po stronie Marka było to tylko "jak chcesz, mi wszystko jedno".

                  Jak to nie mamy? Widziałaś żeby oni kiedykolwiek rozmawiali na jakikolwiek istotny temat? Cała WdO zaistniała właśnie dlatego, że nie rozmawiają, nawet o tak podstawowych rzeczach jak własny związek!

                  > > Przypominam, że Gaba przeprowadza swego Grzyba do pawilonu w zasadzie bez
                  > żadne
                  > > j z nim konsultacji i próbowała wymusić na Pulpecie zgodę na pobyt we Flo
                  > plicow
                  > > ie, bez informowania Flora.
                  >
                  > Gaba to inna rozmowa, a jej związek z Grzegorzem to jakiś żart.

                  Gaba to osoba od której Róża czerpie wzorce postępowania.


                  > >To, że Nutriowie się przeprowadzili jeszcze nie zn
                  > > aczy, że o tym rozmawiali. Normalni ludzie owszem, najpierw by to obgadal
                  > i, sęk
                  > > w tym że oni normalni nie są.
                  >
                  > Ach, bo stosujesz zawyżone standardy. Ja tu doceniam sam fakt, że gdy Robert wy
                  > prowadził się do nowego mieszkania, Natalia nie wpadła w histerię, że ją porzuc
                  > ono, bo - w ten czy inny sposób - udało jej się dogadać z mężem w kwestii wspól
                  > nej przeprowadzki. Śmiesznie niskie wymagania, powiecie. Nie takie śmiesznie, s
                  > koro Róża nie wiedziała, czy mieszka z mężem i jeżeli tak, to gdzie.

                  To ja przypomnę, że Róża niemal do ostatniej chwili chciała czekać na Fryca w Ox, stawiając opór kochanej mamusi. Najwyraźniej coś jej świtało, że mąż wróci.



                  > Więc mogła przez to nie pamiętać, że kończy jej się umowa najmu. Mogła nawet uw
                  > ażać, że to nieistotny szczegół. Ale w kwestii domniemanego rozstania tam poszł
                  > o o krok dalej. Kiedy matka sączyła jej do ucha swój jad, Róży nawet nie przysz
                  > ło do głowy zapytać Fryderyka, co się dzieje.

                  A tego to my nie wiemy. Wiemy że rozmawiała z Frycem ale co dokładnie padło, to już nie.
                  • przymrozki Re: Pułapka biologiczna II 30.11.25, 18:24
                    bupu napisała:

                    > Jak to nie mamy? Widziałaś żeby oni kiedykolwiek rozmawiali na jakikolwiek isto
                    > tny temat? Cała WdO zaistniała właśnie dlatego, że nie rozmawiają, nawet o tak
                    > podstawowych rzeczach jak własny związek!

                    Nie mamy pokazanych zbyt wielu rozmów (choć wiemy, że się odbywały nocami, potem Józek miał żal, że rodzice przez te nocne rozmowy późno wstawali i nie mieli rano ani czasu, ani ochoty zajmować się dziećmi), ale widzimy ich efekty. Wszystko wskazuje na to, że priorytety i oczekiwania co do życia Pałysowie mieli wspólne, a w każdym razie kompatybilne. Tam nie było żadnych rozjazdów czy nieporozumień. A i Marek nie był w swoim domu niemym mieszadłem do sałat, widzimy, że zajmuje się wychowaniem dzieci (starszej dwójki, Kazimierza najwyraźniej w końcu sobie odpuścił). Jako jedyny próbuje temperować Józinka w temacie bijatyk z Ignasiem, jako jedyny wyraża potrzebę pójścia do placówki edukacyjnej swojego dziecka, żeby wyjaśnić jakiś bolący je konflikt. Dopiero potem popadł w narkolepsję.

                    A WdO to historia ich kłótni. Na dodatek wcale nie głupiej, zupełnie nie rozumiem, czemu Idę przedstawiono jako skończoną wariatkę. Marek po raz kolejny wymigał się ze wspólnych wakacji (na których Idzie zależało) i na dodatek powiedział ich wspólnemu synowi, że matki nie można chwilowo traktować zbyt poważnie ze względu na jej stan związany z wiekiem (domyślam się, że biegało o menopauzę). Takiego męża zaciukać musztardą to mało.

                    > To ja przypomnę, że Róża niemal do ostatniej chwili chciała czekać na Fryca w O
                    > x, stawiając opór kochanej mamusi. Najwyraźniej coś jej świtało, że mąż wróci.

                    Co tylko potwierdza, że tam się działy rzeczy niesłychane. Róża nie była w stanie niczego z mężem ustalić, jakby jakakolwiek rozmowa z nim była zupełnie niemożliwa, mimo że kontakt nie był urwany (jakoś przekazywali sobie wieści o końcu najmu i wyjeździe do Posen). Zakładam też, że w kontakcie z ojcem były Szopięta.

                    > A tego to my nie wiemy. Wiemy że rozmawiała z Frycem ale co dokładnie padło, to
                    > już nie.

                    To prawda, ale widzimy, że ona po tych rozmowach dalej nie wie, co się dzieje. Doznaje jakieś niezrozumiałej ulgi, gdy Fryc wysyła kwiaty Jóiznkowi, a Gaba potem cieszy się, jakby ktoś jej w kieszeń napluł, że jednak Fryc się odzywa i myliła się co do niego. Czyli tak jakby z tych rozmów nic nie wynikało.
              • kocynder Re: Pułapka biologiczna II 30.11.25, 15:29
                A mameja radośnie rozpiskę zgubiła. albo na odwrocie rozpiski córeczka sąsiadki rysowała kółeczka. Albo mameja uznała, że to nie ma sensu i wyrzuciła do śmieci. Zwłaszcza, jak przyjechała Baba - Gaba i zaczęła jej truć.
                W pełni wierzę, że Fryderyk, taki jak nam go przedstawiono, spisał konkretnie i szczegółowo co i kiedy:
                dnia X uiścić opłatę za klub piłkarski Charliego (Gotówką! Kwota przygotowana, odliczona, w kopercie opisanej "Klub Oxford United" w prawej szufladzie biurka),
                dnia Y oddać książki do biblioteki (Tytuły to [...], książki w niebieskiej siatce, w szafce pod oknem),
                dnia Z zadzwonić do właściciela domu (nr telefonu [....]) i umówić się na przedłużenie umowy o najem. PODPISAĆ!
                I tak dalej, a Rurza zlekce sobie ważyła, albo zapomniała, albo nie przyszło jej do głowy, że ta kartka, co ją Fryc zostawił przypiętą do lodówki ma jakieś znaczenie. No, mówił, że to ważne, ale ona akurat rozważała jakie miał włoski w niemowlęctwie. I to na pewno nie było aż takie ważne, bo gdyby było to by się tym sam zajął.
              • ako17 Re: Pułapka biologiczna II 12.12.25, 00:10
                bupu napisała:

                Przypomnę też, że Ida radośnie deklarowała zbycie się oszczędności życia na
                > rzecz Rurzy, nie pytając Mareczka o zdanie.
                >

                > Przypominam, że Gaba przeprowadza swego Grzyba do pawilonu w zasadzie bez żadne
                > j z nim konsultacji i próbowała wymusić na Pulpecie zgodę na pobyt we Floplicow
                > ie, bez informowania Flora.

                Jeju, faktycznie 😫.
                Aczkolwiek w tym drugim przypadku nie wiemy, czy do Grzyba nie został wystosowany jakiś e-mail, jeśli nawet nie pytający, to przynajmniej informujący o pomyśle na dalsze wspólne zamieszkanie.

                Na wymuszenie zgody na Pulpecie na pobyt G&G bez informowania Flora nie mam słów. Ktoś takie słowa znajdzie? Serio pytam, chwilowo bez szydery.
                • bupu Re: Pułapka biologiczna II 12.12.25, 11:44
                  ako17 napisała:

                  > > Przypominam, że Gaba przeprowadza swego Grzyba do pawilonu w zasadzie bez
                  > żadne
                  > > j z nim konsultacji i próbowała wymusić na Pulpecie zgodę na pobyt we Flo
                  > plicow
                  > > ie, bez informowania Flora.
                  >
                  > Jeju, faktycznie 😫.
                  > Aczkolwiek w tym drugim przypadku nie wiemy, czy do Grzyba nie został wystosowa
                  > ny jakiś e-mail, jeśli nawet nie pytający, to przynajmniej informujący o pomyśl
                  > e na dalsze wspólne zamieszkanie.

                  Jakieś info poszło niechybnie, bo następnego dnia rano mienie Gabostwa było spakowane, nie magicznie, tylko przez Grzyba, niemniej takie decyzje podejmuje się wspólnie i po długiej, rzeczowej rozmowie.



                  > Na wymuszenie zgody na Pulpecie na pobyt G&G bez informowania Flora nie
                  > mam słów. Ktoś takie słowa znajdzie? Serio pytam, chwilowo bez szydery.
                  >

                  Też nie mam. Słoneczko Jeżyc ma po prostu tak przerośnięte ego, że wierzy iż każdy ma obowiązek przyjąć ją pod swój dach z pieśnią ludową na ustach, nawet nie uprzedzony.
                  • ako17 Re: Pułapka biologiczna II 12.12.25, 12:16
                    bupu napisała:



                    >
                    > Jakieś info poszło niechybnie, bo następnego dnia rano mienie Gabostwa było spa
                    > kowane, nie magicznie, tylko przez Grzyba, niemniej takie decyzje podejmuje się
                    > wspólnie i po długiej, rzeczowej rozmowie.

                    A oni nie porozumiewali się telepatycznie? Przecież słowa są źródłem nieporozumień. Co tam zresztą gadać z Grzesiem, czy Ty zapowiadasz swojemu mikserowi, że od teraz będzie mełł w innej kuchni, odległej od obecnej o jakieś 30 km od obecnej?

                    >
                    > Też nie mam. Słoneczko Jeżyc ma po prostu tak przerośnięte ego, że wierzy iż ka
                    > żdy ma obowiązek przyjąć ją pod swój dach z pieśnią ludową na ustach, nawet nie
                    > uprzedzony.

                    Jesteś niesprawiedliwa ;). Siostrę przecież uprzedziła. A nie musiała! Mogła przyjechać z bagażem i zażądać, by ten jej mąż Florian go rozpakował w "byle kąciku".

                    Btw, chciałabym mieć taką powierzchnię, na której berechreście dwojga dorosłych pracowników naukowych, zbierane przez dekady, wraz z owymi pracownikami da się pomieścić w byle kąciku. W ogóle chciałabym mieć byle kącik.
                    • bupu Re: Pułapka biologiczna II 12.12.25, 17:47
                      ako17 napisała:

                      >
                      > A oni nie porozumiewali się telepatycznie? Przecież słowa są źródłem nieporozum
                      > ień. Co tam zresztą gadać z Grzesiem, czy Ty zapowiadasz swojemu mikserowi, że
                      > od teraz będzie mełł w innej kuchni, odległej od obecnej o jakieś 30 km od obec
                      > nej?

                      Nie wykluczam że częściej rozmawiam z moim mikserem niż Gaba z mężem.


                      > Btw, chciałabym mieć taką powierzchnię, na której berechreście dwojga dorosłych
                      > pracowników naukowych, zbierane przez dekady, wraz z owymi pracownikami da się
                      > pomieścić w byle kąciku. W ogóle chciałabym mieć byle kącik.

                      Przecież Grzyb to wszystko upchnął w samochodzie osobowym. Wszysciutko.
                      • tt-tka Re: Pułapka biologiczna II 12.12.25, 18:42
                        przeciez oni nie wzieli wszystkiego ! posciel, gary, talerze, meble etc zostawili, zdaje sie nawet ksiazek nie brali, jedynie dwie walizki ciuchow na najblizszy czas. Dowioza sobie :P

                        Mnie ciagle bardziej dziwi grzyborz, ktory przeprowadza sie do zony z jedna walizka i komputerem. Czterdziestolatek. Nawet gdyby zimowy plaszcz trzymal zarzucony na reke, to co, buty mial te jedne, w ktorych chodzil, maszynke do golenia upchnal w kieszeni (brodaty, ale taki tez sie podgala i postrzyga), a szczoteczke do zebow w drugiej ?
                        • bupu Re: Pułapka biologiczna II 12.12.25, 20:27
                          tt-tka napisała:

                          > przeciez oni nie wzieli wszystkiego ! posciel, gary, talerze, meble etc zostawi
                          > li, zdaje sie nawet ksiazek nie brali, jedynie dwie walizki ciuchow na najblizs
                          > zy czas. Dowioza sobie :P

                          Ekhem.

                          Ruszyli do wyjścia. Syn skoczył im pomagać, poprzenosił z Grzegorzem na chodnik
                          przed kamienicą wszystkie torby, pudła i walizki, zgromadzone w korytarzu.
                          – Nie ma tego dużo – zauważyła z rozbawieniem Gabrysia.
                          – Bo książki na razie zostają – wyjaśnił Grzegorz. – Spakowałem tylko najpotrzebniejsze.


                          Książki zostają. Reszta nie. W tę resztę winno wliczać się berechrescie potrzebne obojgu do pracy. Jest wrzesień, akademicy we wrześniu pracują, nie leżą do góry klarnetem.

                          Ponadto rzecz dzieje się tydzień przed weselem Józefa. Przez ten tydzień nie pada żadna wzmianka o tym, żeby Gabowie cokolwiek wozili do Pulpowa, wręcz przeciwnie, siedzą tam kamieniem na d4. Potem zresztą też nie pada.
                          • tt-tka Re: Pułapka biologiczna II 12.12.25, 20:33
                            A czym jest ta reszta ? zimowym przyodziewkiem obojga ? koldrami i poszwami ? zastawa stolowa ?

                            mowie ci z przekonaniem, wzieli ciuchy na najblizszy miesiac, moze dwa, z pewnoscia nawet recznikow nie wzieli, bo wszak u Pulpy sa, a oni rusfelckie rzeczy Rozyczce zostawiaja, zeby poczula sie jak w domu. I do konca tomu zadne nie pojawilo sie na swojej uczelni.
                            • ako17 Re: Pułapka biologiczna II 12.12.25, 20:47
                              tt-tka napisała:

                              > A czym jest ta reszta ? zimowym przyodziewkiem obojga ? koldrami i poszwami ?
                              > zastawa stolowa ?
                              >
                              > mowie ci z przekonaniem, wzieli ciuchy na najblizszy miesiac, moze dwa, z pewno
                              > scia nawet recznikow nie wzieli, bo wszak u Pulpy sa, a oni rusfelckie rzeczy R
                              > ozyczce zostawiaja, zeby poczula sie jak w domu. I do konca tomu zadne nie poja
                              > wilo sie na swojej uczelni.
                              >
                              W takim razie gdzie podział się nabój, wieziony z Londynu (tak, wiem, że z Oxfordu, ale ostatecznie z Londynu)? Bo ja myślałam, że Szopowa z Szopiętami mieli jakieś szafy czy komody, by się rozpakować...
                              Nie?
                              • tt-tka Re: Pułapka biologiczna II 12.12.25, 20:54
                                ako17 napisała:


                                > W takim razie gdzie podział się nabój, wieziony z Londynu (tak, wiem, że z Oxfo
                                > rdu, ale ostatecznie z Londynu)? Bo ja myślałam, że Szopowa z Szopiętami mieli
                                > jakieś szafy czy komody, by się rozpakować...
                                > Nie?


                                Z Londynu wiezli tyle, ile mozna wziac do samolotu, fracht poki co nie dotarl, a przynajmniej nic nam o tym nie wiadomo. Ale nawet gdyby, to na 50 metrach mozna te pakunki porozkladac. Grzyby ze swoimi manelami maja do dyspozycji szafe w pokoju Ani, tez zreszta nie pusta, bo Ania wszystkiego, co miala, do tej piwnicznej izby na razie nie wiozla.
                                >
                              • bupu Re: Pułapka biologiczna II 12.12.25, 20:57
                                ako17 napisała:


                                > W takim razie gdzie podział się nabój, wieziony z Londynu (tak, wiem, że z Oxfo
                                > rdu, ale ostatecznie z Londynu)? Bo ja myślałam, że Szopowa z Szopiętami mieli
                                > jakieś szafy czy komody, by się rozpakować...
                                > Nie?

                                O ile dobrze rozumiem Szopy przyjechały z bagażem minimalnym. Resztę naboju zostawiły na głowie Żaby i Tego Jej Męża Niegodnego By Wymawiać Jego Walijskie Imię. No bo skoro Rurzunia w sobotę wieczorem siedząc ze wszystkimi statkami na głowie szwagierki, decyduje, że jedzie, a w niedzielę o świcie wylatuje, to sorymibardzo, ale jakby nie ma ona czasu na popakowanie i wysłanie mienia. Ergo, gary, patelnie, zimowe gacie Fryca i kalosze dzieci zostały u Walijczyków, żeby Walijczyki spakowały, załatwiły formalności i wysłały. Za własną kasę, zapewne. Jaśnie panie Gaba i Rurza się do takich rzeczy nie uniżą.

                                A skoro tak, to klamoty musiały zajechać później niż Gaba, Rurza i dziatwa.
                            • bupu Re: Pułapka biologiczna II 12.12.25, 20:50
                              tt-tka napisała:

                              > A czym jest ta reszta ? zimowym przyodziewkiem obojga ? koldrami i poszwami ?
                              > zastawa stolowa ?

                              Wedle słów własnych Grzegorza: spakował wszystko co nie było książkami+ najpotrzebniejsze książki. A zatem w tym naboju jedzie pełna garderoba, pamiątki, materiały do pracy, etc. etc.
                        • ako17 Re: Pułapka biologiczna II 12.12.25, 21:44
                          tt-tka napisała:

                          > przeciez oni nie wzieli wszystkiego ! posciel, gary, talerze, meble etc zostawi
                          > li, zdaje sie nawet ksiazek nie brali, jedynie dwie walizki ciuchow na najblizs
                          > zy czas. Dowioza sobie :P
                          >
                          Ok, a Milena, Karolek i Róża mają w związku z tym chociaż po 1 półce tej jednej w szafie? I chociaż po pół szuflady na bieliznę?

                          > Mnie ciagle bardziej dziwi grzyborz, ktory przeprowadza sie do zony z jedna wal
                          > izka i komputerem. Czterdziestolatek. Nawet gdyby zimowy plaszcz trzymal zarzuc
                          > ony na reke, to co, buty mial te jedne, w ktorych chodzil, maszynke do golenia
                          > upchnal w kieszeni (brodaty, ale taki tez sie podgala i postrzyga), a szczotecz
                          > ke do zebow w drugiej ?
                          >
                          Co mogło być w tej walizce, żeby tak się to odbyło?
                          Poza tym, zauważ, że przynajmniej przeniesienie doczesnego mienia Grzegorza Stryby zostało opisane.

                          Mnie tam bardziej intryguje Mareczek. Czy on na wigilię wbił był na Roosevelta z bagażem? Bo z Idą spotkał się, jak rozumiem, w dzień ślubu przed domem, podjeżdżając pod nią taksówką: duży biały mercedes z napisem TAXI na dachu i reklamą salonu odnowy biologicznej dla panów na szybie tylnego okna. Uważny przechodzień mógłby dostrzec za reklamą rudą główkę Idy Borejko, spowitą w ślubny welon z wianuszkiem, a tuż obok - ciemną głowę jej oblubieńca (...).

                          Czy może przywiózł tą taksówką swoje rzeczy na R5 i najpierw je szybciutko zadygował do mieszkania narzeczonej, a następnie oboje wsiedli do tego merola?

                          To, w takim razie, kiedy zdołał je rozpakować? Jak wrócili ze ślubu, to po rynnie, po rynnie, potem był ten obiad z udźcem i indykiem (a kartofelki?), deserami. Następnie wymiotło wszystkich weselników, a nowożeńcy wleźli do pokoju, gdzie już czyhały za szafą ukryte siostrzenice panny młodej.

                          (...) Mama poszła już spać, a do łazienki skromnie przemknął się teraz pan młody, w szlafroku i kapciach. Patrycja dyskretnie przymknęła drzwi kuchni, gdy tylko mignęły jej w przelocie owłosione łydki, wystające spod szlafroka. (...).

                          Kiedy to mianowicie Marek wyjął z domniemanej walizki (o niej nigdzie nie ma mowy) szlafrok i kapcie? Czy może, przeprowadzając się, w założeniu "na zawsze"* spakował się tak rozsądnie, że na wierzchu bagażu miał właśnie to, co mu było potrzebne do spędzenia pierwszej nocy w domu rodzinnym ukochanej, a resztę rozpakował w dniu następnym?
                          Zagadka.
                          • tt-tka Re: Pułapka biologiczna II 12.12.25, 22:29
                            ako17 napisała:


                            > Ok, a Milena, Karolek i Róża mają w związku z tym chociaż po 1 półce tej jednej
                            > w szafie? I chociaż po pół szuflady na bieliznę?

                            Nie wiem. Ja nawet nie wiem, czy oni potrzebuja po jednej polce i szufladzie - jedyne, o czym wiemy, ze Roza przywiozla i rozpakowala, to ubranka "po Karolku" dla malej Norci i wyprawka takze dla niej. Byc moze Szopy egzystuja majac po dwie pary gaci i skarpet na zasadzie "jedno na mnie, drugie w wannie" (do przeprania od reki)




                            > Co mogło być w tej walizce, żeby tak się to odbyło?
                            > Poza tym, zauważ, że przynajmniej przeniesienie doczesnego mienia Grzegorza Str
                            > yby zostało opisane.

                            Tak, zostalo. Jedna walizka i komputer. U czterdziestoletniego faceta. Z jedna walizka to ja na urlop jade :P


                            > Mnie tam bardziej intryguje Mareczek. Czy on na wigilię wbił był na Roosevelta
                            > z bagażem?

                            nic nie ma, zeby wnosil jakis bagaz...

                            > Bo z Idą spotkał się, jak rozumiem, w dzień ślubu przed domem, podje
                            > żdżając pod nią taksówką: duży biały mercedes z napisem TAXI na dachu i reklamą
                            > salonu odnowy biologicznej dla panów na szybie tylnego okna. Uważny przechodzi
                            > eń mógłby dostrzec za reklamą rudą główkę Idy Borejko, spowitą w ślubny welon z
                            > wianuszkiem, a tuż obok - ciemną głowę jej oblubieńca (...).
                            >
                            > Czy może przywiózł tą taksówką swoje rzeczy na R5 i najpierw je szybciutko zady
                            > gował do mieszkania narzeczonej, a następnie oboje wsiedli do tego merola?


                            Nie wiemy. Siodma rano, a potem juz wszyscy przed kosciolem.

                            > (...) Mama poszła już spać, a do łazienki skromnie przemknął się teraz pan młod
                            > y, w szlafroku i kapciach. Patrycja dyskretnie przymknęła drzwi kuchni, gdy tyl
                            > ko mignęły jej w przelocie owłosione łydki, wystające spod szlafroka. (...).
                            >
                            > Kiedy to mianowicie Marek wyjął z domniemanej walizki (o niej nigdzie nie ma mo
                            > wy) szlafrok i kapcie? Czy może, przeprowadzając się, w założeniu "na zawsze"*
                            > spakował się tak rozsądnie, że na wierzchu bagażu miał właśnie to, co mu było p
                            > otrzebne do spędzenia pierwszej nocy w domu rodzinnym ukochanej, a resztę rozpa
                            > kował w dniu następnym?
                            > Zagadka.


                            Moze Ida po jednej sztuce przenosila jego rzeczy od oswiadczyn do slubu :)
                            • bupu Re: Pułapka biologiczna II 13.12.25, 10:47
                              tt-tka napisała:


                              > Nie wiem. Ja nawet nie wiem, czy oni potrzebuja po jednej polce i szufladzie -
                              > jedyne, o czym wiemy, ze Roza przywiozla i rozpakowala, to ubranka "po Karolku"
                              > dla malej Norci i wyprawka takze dla niej. Byc moze Szopy egzystuja majac po d
                              > wie pary gaci i skarpet na zasadzie "jedno na mnie, drugie w wannie" (do przepr
                              > ania od reki)

                              No chyba tak, bo, sprawdziłam, w tekście nie ma żadnej wzmianki o bagażu Rurzy i dzieci (Gaby zresztą też). Róża ma jakieś torby podróżne, które sama nosi (i odstawia, więc nie są to pełnowymiarowe walizki) ale to tyle. Na lotnisku nikt nie ma zw sobą walizki (czy Gabunia swoje brudne gacie też zostawiła Żabie do wysyłki frachtem?), żadna sztuka bagażu nie zostaje wetknięta do bagażnika, ani rozładowana na R5. Znaczy Szopy mają tyle bagażu co Róża upchnela w podręcznym.



                              > Tak, zostalo. Jedna walizka i komputer. U czterdziestoletniego faceta. Z jedna
                              > walizka to ja na urlop jade :P

                              A nie bawiło was że on ten komputer niósł temy ręcamy z Krasińskiego na R5 zamiast przewieźć jak wszystko inne? To rok 92, więc ów komputer miał zapewne piekielnie ciężki i nieporęczny monitor z kineskopem, do tego komputer właściwy w postaci blaszanego pudła, plus klawiatura, mysz i co tam jeszcze. Plus dyskietki, być może drukarka i inne eksploatacyjne berechrescie. Naraz tego nie przeniósł, musiał latać kilka razy. Widzicie tu sens?


                              > > (...) Mama poszła już spać, a do łazienki skromnie przemknął się teraz pa
                              > n młod
                              > > y, w szlafroku i kapciach. Patrycja dyskretnie przymknęła drzwi kuchni, g
                              > dy tyl
                              > > ko mignęły jej w przelocie owłosione łydki, wystające spod szlafroka. (..
                              > .).
                              > >
                              > > Kiedy to mianowicie Marek wyjął z domniemanej walizki (o niej nigdzie nie
                              > ma mo
                              > > wy) szlafrok i kapcie? Czy może, przeprowadzając się, w założeniu "na zaw
                              > sze"*
                              > > spakował się tak rozsądnie, że na wierzchu bagażu miał właśnie to, co mu
                              > było p
                              > > otrzebne do spędzenia pierwszej nocy w domu rodzinnym ukochanej, a resztę
                              > rozpa
                              > > kował w dniu następnym?
                              > > Zagadka.

                              Mam taką teorię, że z walizką Marka na wesele wbiła Monika. Względnie Mareczek przyszedł z bagażem na Wigilię a smukła ropuszka szurneła ten bagaż dyskretnie do siebie. Co do rozpakowania nie przesadzajmy, nie jest to czynność zawiła. Poza tym walizka walizką, ale każdy znany mi lekarz jest obłożony literaturą fachową po same uszy. Gdzie zatem medyczny księgozbiór kol. Pałysa i kiedy on go przeprowadził?
                              • ako17 Re: Pułapka biologiczna II 13.12.25, 12:39
                                bupu napisała:



                                > A nie bawiło was że on ten komputer niósł temy ręcamy z Krasińskiego na
                                > R5 zamiast przewieźć jak wszystko inne? To rok 92, więc ów komputer miał zapewn
                                > e piekielnie ciężki i nieporęczny monitor z kineskopem, do tego komputer właści
                                > wy w postaci blaszanego pudła, plus klawiatura, mysz i co tam jeszcze. Plus dys
                                > kietki, być może drukarka i inne eksploatacyjne berechrescie. Naraz tego nie pr
                                > zeniósł, musiał latać kilka razy. Widzicie tu sens?

                                Nie bardzo rozumiem, dlaczego walizka i kartony zostały przewiezione, a komputer przeniesiony. Dziwne to jakieś.
                                >

                                >
                                > Mam taką teorię, że z walizką Marka na wesele wbiła Monika.

                                A Monika jechała samochodem, czy taksówką i z tym bagażem weszła do kościoła?

                                Względnie Mareczek
                                > przyszedł z bagażem na Wigilię a smukła ropuszka szurneła ten bagaż dyskretnie
                                > do siebie.

                                No nie wiem. W scenie otwierania drzwi Pałysom nie ma żadnej wzmianki, że Monika i Marek mają ze sobą jakiś większy tobół.

                                Co do rozpakowania nie przesadzajmy, nie jest to czynność zawiła.

                                Nie twierdzę, że zawiła, natomiast towarzyszymy nowożeńcom niemal non-stop od momentu wejścia do kościoła i ja nie widzę za bardzo momentu, w którym Mareczek mógłby rozpakować swoje rzeczy.
                                A w sumie to mógł być dobry pomysł na integrację: poprosiłby Pyziakówny, żeby rozpakowały jego rzeczy a w nagrodę partyjka makao. JEDNA. I wszyscy zadowoleni, bo i czynność, która musiała być wykonana, została wykonana i siostrzenice żony nie zostają wyproszone z pokoju, a włączone w życie nowej komórki społecznej.
                                • tt-tka Re: Pułapka biologiczna II 13.12.25, 13:20
                                  O nie ! integrowac sie z Pyziakownami w ten sposob, ze one za moim przyzwoleniem grzebia w moich rzeczach ? Never !
                      • ako17 Re: Pułapka biologiczna II 12.12.25, 20:51
                        bupu napisała:


                        >
                        > > Btw, chciałabym mieć taką powierzchnię, na której berechreście dwojga dor
                        > osłych
                        > > pracowników naukowych, zbierane przez dekady, wraz z owymi pracownikami
                        > da się
                        > > pomieścić w byle kąciku. W ogóle chciałabym mieć byle kącik.
                        >
                        > Przecież Grzyb to wszystko upchnął w samochodzie osobowym. Wszysciutko.

                        Nie zmienia to faktu, że nie mam byle kącika, w którym dałoby się upchnąć rzeczy dwojga ludzi, nawet jeśli zostały przewiezione samochodem osobowym :(.
                        My już jak wracamy z wakacji, to zanim się wszystko rozładuje, poruszamy się miejscami bokiem. A przecież nie przywozimy żadnych nowych rzeczy, tylko te, które wzięliśmy z domu. A właściwie to przywozimy nawet mniej, bo ja z reguły staram się wziąć jakieś ciuchy, które, owszem, na Mazurach jeszcze wykorzystam, ale już nie ma sensu ich zabierać z powrotem.
      • kooreczka Re: Pułapka biologiczna II 30.11.25, 16:52
        Dlatego ja ten seks widzę jako ofiarę- oddaję ci wianek, cobyś o mnie nie zapomniał, dzikich kwiatów nie zrywał i poczuł się związany honorem.
      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Pułapka biologiczna II 30.11.25, 18:06
        >– A skąd, ciociu – gniewnie odparła Róża. – To ja go uwiodłam. Ale niewątpliwie naiwni byliśmy oboje. Ja w swej naiwności sądziłam, że im ściślejszy związek, tym trudniej go zerwać lub zapomnieć za oceanem.<

        Ona serio wierzyła, że on o niej ZAPOMNI?! Dosłownie zakładała, że jak chłopak poprzepywa parę miesięcy z dala od niej, to automatycznie wyprze ze świadomości jej istnienie? A po powrocie co, nie będzie jej rozpoznawał i żył w przekonaniu, że zawsze był singlem? To jest tak odklejone, że gdyby nie przytoczony cycat (dzięki bupu!), nie uwierzyłabym, że coś takiego miało miejsce.
        • bupu Re: Pułapka biologiczna II 30.11.25, 18:38
          tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

          > >– A skąd, ciociu – gniewnie odparła Róża. – To ja go uwiodłam. Ale niew
          > ątpliwie naiwni byliśmy oboje. Ja w swej naiwności sądziłam, że im ściślejszy z
          > wiązek, tym trudniej go zerwać lub zapomnieć za oceanem.
          <
          >
          > Ona serio wierzyła, że on o niej ZAPOMNI?! Dosłownie zakładała, że jak chłopak
          > poprzepywa parę miesięcy z dala od niej, to automatycznie wyprze ze świadomości
          > jej istnienie? A po powrocie co, nie będzie jej rozpoznawał i żył w przekonani
          > u, że zawsze był singlem? To jest tak odklejone, że gdyby nie przytoczony cycat
          > (dzięki bupu!), nie uwierzyłabym, że coś takiego miało miejsce.
          >


          Przecież ona żyła w cieniu popoporzucenia własnej matki, które od wyjazdu za granicę do pracy się zaczęło. Wychowywała się z ciotką Nutrią, która dostała małpiego rozumu bo jej absztyfikant wyjeżdżał do Łodzi. A jej siostra żegnała się z rodziną na wieki wyprowadzając się pod Kostrzyn.

          W pojęciu Borejkow gdy się ruszasz trzy kroki za Poznań to już wyprawiasz się w dalekie wojaże, a Houston to jak na innej planecie zgoła.
          • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Pułapka biologiczna II 30.11.25, 19:01
            bupu napisała:

            > tajna_kryjowka_pyziaka napisała:
            >
            > > >– A skąd, ciociu – gniewnie odparła Róża. – To ja go uwiodłam. Al
            > e niew
            > > ątpliwie naiwni byliśmy oboje. Ja w swej naiwności sądziłam, że im ściśle
            > jszy z
            > > wiązek, tym trudniej go zerwać lub zapomnieć za oceanem.
            <
            > >
            > > Ona serio wierzyła, że on o niej ZAPOMNI?! Dosłownie zakładała, że jak ch
            > łopak
            > > poprzepywa parę miesięcy z dala od niej, to automatycznie wyprze ze świad
            > omości
            > > jej istnienie? A po powrocie co, nie będzie jej rozpoznawał i żył w prze
            > konani
            > > u, że zawsze był singlem? To jest tak odklejone, że gdyby nie przytoczony
            > cycat
            > > (dzięki bupu!), nie uwierzyłabym, że coś takiego miało miejsce.
            > >
            >
            >
            > Przecież ona żyła w cieniu popoporzucenia własnej matki, które od wyjazdu za gr
            > anicę do pracy się zaczęło. Wychowywała się z ciotką Nutrią, która dostała małp
            > iego rozumu bo jej absztyfikant wyjeżdżał do Łodzi. A jej siostra żegnała się z
            > rodziną na wieki wyprowadzając się pod Kostrzyn.
            >

            Ale te sytuacje nie dotyczyły stricte lęku przed zostaniem zapomnianym przez wyjeżdżającego. Da się jeszcze zrozumieć takie bliżej niesprecyzowane obawy wobec wyjazdu, że popoporzucający się odzwyczai, że mu się spodoba życie osobno i relacja jebutnie, albo nie wytrzyma próby czasu i tęsknoty... Ale nigdy nie było mowy by wymienieni wyjeżdżający mieli ZAPOMNIEĆ o swoich bliskich. Ten drobny szczegół czyni rozumowanie Pyzy irracjonalnym nawet jak na borejcze standardy.

            > W pojęciu Borejkow gdy się ruszasz trzy kroki za Poznań to już wyprawiasz się w
            > dalekie wojaże, a Houston to jak na innej planecie zgoła.
            >

            Przeprowadzka na inną planetę nie implikuje sklerozy jednakowoż.
            • kocynder Re: Pułapka biologiczna II 30.11.25, 19:07
              No jak nie, skoro Pypypy podły wjechawszy zapomniał na amen?
        • ako17 Re: Pułapka biologiczna II 30.11.25, 21:42
          tajna_kryjowka_pyziaka napisała:


          > Ona serio wierzyła, że on o niej ZAPOMNI?! Dosłownie zakładała, że jak chłopak
          > poprzepywa parę miesięcy z dala od niej, to automatycznie wyprze ze świadomości
          > jej istnienie?

          A po powrocie co, nie będzie jej rozpoznawał i żył w przekonani
          > u, że zawsze był singlem?

          Sądzę, że tak daleko Róża myślą nie wybiegała. Ona chciała, żeby o niej "pamiętał, tj. myślał w tych Stanach nieszczęsnych. Żeby nie uległ jakiejś innej studentce na stypendium, albo nie zdecydował się tam zostać od razu na kilka lat, gdyby mu zaproponowano kontrakt. Żeby pamiętał, że serce go wiąże z Poznaniem.

          Naprawdę nie sądzę, by się serio obawiała, że jak Fryc wróci, to jej nie pozna i będzie utrzymywał, że ją pierwszy raz na oczy widzi. Raczej, że wróci całkiem zobojętniały, bo w głowie będzie miał zupełnie co innego. A o niej "zapomni" w takim sensie emocjonalnym.
      • ciotka.scholastyka Re: Pułapka biologiczna II 11.12.25, 13:40
        – A skąd, ciociu – gniewnie odparła Róża. – To ja go uwiodłam. Ale niewątpliwie naiwni byliśmy oboje. Ja w swej naiwności sądziłam, że im ściślejszy związek, tym trudniej go zerwać lub zapomnieć za oceanem.

        Wiemy zatem, że mała Mila nie była efektem przypadkowej chwili zapomnienia. Róża przyznaje, że wlazła Frycowi na teleskop z rozmysłem, by zacieśnić ich związek.


        Przyszło mi do głowy, że Róża mogła tak myśleć post coitum, nie przed. "Teraz, skoro już zdjął mój wianek, jesteśmy ze soba związani ścisle i na wieki!"
        • ako17 Re: Pułapka biologiczna II 11.12.25, 14:21
          ciotka.scholastyka napisała:


          >
          > Przyszło mi do głowy, że Róża mogła tak myśleć post coitum, nie przed. "Teraz,
          > skoro już zdjął mój wianek, jesteśmy ze soba związani ścisle i na wieki!"

          No dobrze, ale co, w takim razie, myślała przed?
          • mackakisa Re: Pułapka biologiczna II 11.12.25, 17:45
            ako17 napisała:

            > ciotka.scholastyka napisała:
            >
            >
            > >
            > > Przyszło mi do głowy, że Róża mogła tak myśleć post coitum, nie przed. "T
            > eraz,
            > > skoro już zdjął mój wianek, jesteśmy ze soba związani ścisle i na wieki!"
            >
            > No dobrze, ale co, w takim razie, myślała przed?
            >
            > Obstawiam, że nie myślała. Albo uznała, że uwiedziony Fryc rzeczywiście nigdy o niej nie zapomni.
            • przymrozki Re: Pułapka biologiczna II 11.12.25, 18:03
              mackakisa napisał(a):

              > Obstawiam, że nie myślała. Albo uznała, że uwiedziony Fryc rzeczywiście n
              > igdy o niej nie zapomni.

              Coś tam sobie musiała myśleć, skoro uwiodła Fryca nie zdjęta chucią, tylko z rozmysłem, chcąc go zatrzymać przy sobie. Jakimś sobie znanym połączeniem musiała wiązać seks z trwałością związku.

              No chyba że Róża nakłamała Idzie, a narrator wszechwiedzący nie zdecydował się na sprostowanie kłamstwa zostawiając nas w przekonaniu, że było, jak powiedziała Pyza.
              • mackakisa Re: Pułapka biologiczna II 11.12.25, 19:21
                przymrozki napisała:

                > mackakisa napisał(a):
                >
                >
                > Coś tam sobie musiała myśleć, skoro uwiodła Fryca nie zdjęta chucią, tylko z ro
                > zmysłem, chcąc go zatrzymać przy sobie. Jakimś sobie znanym połączeniem musiała
                > wiązać seks z trwałością związku.

                Jeśli tak, to to podkreśla w jakiej bańce wychowywano Pyziakówny, skoro Pyza sądziła, że seks równa się trwałość.
                • tt-tka Re: Pułapka biologiczna II 11.12.25, 20:11
                  W takiej, gdzie oddanie wianuszka to jak cie moge, ale przyjecie go to juz zobowiazanie dozywotnie, a kto nie strzyma, ten cknuk, fuja i fubrawiec.
                  • ako17 Re: Pułapka biologiczna II 11.12.25, 22:20
                    tt-tka napisała:

                    > W takiej, gdzie oddanie wianuszka to jak cie moge, ale przyjecie go to
                    > juz zobowiazanie dozywotnie, a kto nie strzyma, ten cknuk, fuja i fubrawiec.
                    >
                    A no właśnie. Tak to wygląda. Btw, gdyby Róża nie była zaciążyła, to czy nadal oczekiwałaby (a wraz z nią cała rodzina), że się Fryderyk z nią ożeni w pierwszym możliwym terminie, skoro ona ofiarowała mu swoje kwiecie?

                    Ja rozumiem, że na Pyzę nikt się nie wydzierał i nie miał pretensji o beztrosko powołane nowe życie - nie miało sensu jej stresować, ale jakaś rzeczowa rozmowa - po tym jak już dziadek ustalił sam ze sobą (przy bezgłośnym aplauzie babci), że dziecko Róży będzie się wychowywało w jego domu, bez udziału biologicznego ojca - jednak, w spokojnym tonie, powinna się odbyć.

                    Po pierwsze, co właściwie Róża sobie myślała, dokonując aktu uwodzenia. I nie przyjmuję do wiadomości odpowiedzi, że właściwie to myślała, że fajnie się palą. Czy zastosowali zabezpieczenie, które zawiodło, czy poleciała na żywioł? Ja bym na miejscu np. matki chciała to wiedzieć. Ale dobra, ten punkt można ominąć.

                    Po drugie, znacznie ważniejsze: jak ona sobie wyobraża swoje dalsze życie? Jakie ma plany - nie teraz, teraz najważniejsze, aby donosiła ciążę, urodziła i przez jakiś czas (rok? półtora?) zajmowała się dzieckiem. I my ci, droga Różo, zapewnimy do tego warunki. Ale co dalej? Czy zamierzasz podjąć jakieś studia dzienne lub zaoczne? Iść do pracy? Jakiej? Czy wtedy dziecko ma pozostawać pod opieką babci i dziadka? Iść do żłobka? To wszystko jest do zrobienia, ale warto wiedzieć, na czym staniemy. Czas bowiem płynie, kochana mamo.
                    • mackakisa Re: Pułapka biologiczna II 11.12.25, 22:50
                      ako17 napisała:

                      > Po drugie, znacznie ważniejsze: jak ona sobie wyobraża swoje dalsze życie? Jaki
                      > e ma plany - nie teraz, teraz najważniejsze, aby donosiła ciążę, urodziła i prz
                      > ez jakiś czas (rok? półtora?) zajmowała się dzieckiem. I my ci, droga Różo, zap
                      > ewnimy do tego warunki. Ale co dalej? Czy zamierzasz podjąć jakieś studia dzien
                      > ne lub zaoczne? Iść do pracy? Jakiej? Czy wtedy dziecko ma pozostawać pod opiek
                      > ą babci i dziadka? Iść do żłobka? To wszystko jest do zrobienia, ale warto wied
                      > zieć, na czym staniemy. Czas bowiem płynie, kochana mamo.
                      >
                      >
                      > Ależ kto by się tym w Borejkołchozie martwił? Przecież Róża będzie mieć dzidziusia! Co taki dzidziuś zje? Wózek się pożyczy, śpiochy też. A Pyzia same deklaratywne chęci bycia babcią klozetową lub smażenie kurczaków w budce, w zupełności wystarczą
                      >
                      • ako17 Re: Pułapka biologiczna II 11.12.25, 23:50
                        mackakisa napisał(a):

                        > ako17 napisała:
                        >
                        > > Po drugie, znacznie ważniejsze: jak ona sobie wyobraża swoje dalsze życie
                        > ? Jaki
                        > > e ma plany - nie teraz, teraz najważniejsze, aby donosiła ciążę, urodziła
                        > i prz
                        > > ez jakiś czas (rok? półtora?) zajmowała się dzieckiem. I my ci, droga Róż
                        > o, zap
                        > > ewnimy do tego warunki. Ale co dalej? Czy zamierzasz podjąć jakieś studia
                        > dzien
                        > > ne lub zaoczne? Iść do pracy? Jakiej? Czy wtedy dziecko ma pozostawać pod
                        > opiek
                        > > ą babci i dziadka? Iść do żłobka? To wszystko jest do zrobienia, ale wart
                        > o wied
                        > > zieć, na czym staniemy. Czas bowiem płynie, kochana mamo.
                        > >
                        > >
                        > > Ależ kto by się tym w Borejkołchozie martwił? Przecież Róża będzie mieć d
                        > zidziusia! Co taki dzidziuś zje? Wózek się pożyczy, śpiochy też. A Pyzia same d
                        > eklaratywne chęci bycia babcią klozetową lub smażenie kurczaków w budce, w zupe
                        > łności wystarczą
                        > >

                        Róża jest niezbyt mądra i dzidziuś może jej na mózg padać, jako taką ją widzę. Myśląca czy przewidująca to ona nigdy nie była.

                        Ale przy założeniu, że ma de nomine zostać samotną matką (de facto otulona klanem), jednak sam klan powinien był po prostu z nią kluczowe kwestie uzgodnić. Albo przynajmniej poznać jej zapatrywania na przyszłość.
                        Trudno mi uwierzyć, że w wielopokoleniowej rodzinie, mieszkającej na ograniczonej przestrzeni, znienacka zgłasza się nowego członka, który przez najbliższe lata będzie tylko generował koszta (nie chodzi tylko o pieniądze, raczej o czas - ktoś się będzie musiał maluchem zajmować całoetatowo) i nikt nie ma w związku z tym żadnej potrzeby porozmawiania o perspektywie. Jak mówię - spokojnie, bez wyrzutów, po prostu organizacyjnie.

                        Dziwne, że tam się przyjęło domyślnie, że Róża urodzi i będzie mieszkać i wychowywać dziecko, będąc na wyłącznym utrzymaniu rodziny. Ok, można było przyjąć taką perspektywę rodziny (nic nas nie cieszy bardziej, niż nowe dziecko w rodzinie, ty sobie, Pyzuniu, wychowuj i o nic się nie martw), jednak brak jakichkolwiek ustaleń na ten temat jest cokolwiek zdumiewający.

                        Róża zrobiła swoje i odtąd jest nietykalna. Żadne wymagania jej już nie dotyczą. Gdzieś jeszcze w świecie tak jest?
                        • mackakisa Re: Pułapka biologiczna II 12.12.25, 06:24
                          ako17 napisała:
                          > Dziwne, że tam się przyjęło domyślnie, że Róża urodzi i będzie mieszkać i wycho
                          > wywać dziecko, będąc na wyłącznym utrzymaniu rodziny. Ok, można było przyjąć ta
                          > ką perspektywę rodziny (nic nas nie cieszy bardziej, niż nowe dziecko w rodzini
                          > e, ty sobie, Pyzuniu, wychowuj i o nic się nie martw), jednak brak jakichkolwie
                          > k ustaleń na ten temat jest cokolwiek zdumiewający.
                          >
                          > Róża zrobiła swoje i odtąd jest nietykalna. Żadne wymagania jej już nie dotyczą
                          > . Gdzieś jeszcze w świecie tak jest?
                          >
                          Jasne, że takie rozmowy powinny się odbyć, że należy ustalić podstawy dalszej egzystencji (potem i tak Róża w domu pełnym ludzi jest zupełnie sama z noworodkiem). Tyle, że Borejkowie tak nie myślą. Dla nich logicznym jest, że skoro lata wcześniej w rodzinie bez głównego zarabiającego, pojawiła się sama mała Róża, potem Tygrysek, a jeszcze wcześniej same Borejkówny, gdy seniorom rodu brakowało pieniędzy i metrażu na wychowanie dzieci, to i tutaj sobie poradzą. Dla nich to oczywiste i żadnego przetasowania sił nie biorą pod uwagę. Co jest w sumie straszne, bo mały człowiek w rodzinie to nie jest li i jedyne radość, ale też konieczność zmiany życia.
                          Aż dziwne, że MM, sama mając czworo dzieci swego czasu, nie umie tak na to spojrzeć.
                          • tt-tka Re: Pułapka biologiczna II 12.12.25, 08:09

                            > > Róża zrobiła swoje i odtąd jest nietykalna. Żadne wymagania jej już nie dotyczą
                            gdzies jeszcze w swiecie tak jest ?

                            U borejkow zawsze. Starzy, jak slusznie przypomniala Macka, tez rozmnazali sie bezmyslnie, bez warunkow po temu i nie zastanawiajac sie, gdzie i za co wychowaja te dzieci - Ygnaca "sytuacja przerosla" i nadal pracuje, jak pracowal, majac czworke zarabia tyle, ile zarabial nie majac zadnego, potem jedno, potem dwoje, zadne wymagania go nie dotycza.

                            Co do Rozy - moim zdaniem, i juz to kiedys pisalam, dla rodziny jej ciaza, potem dziecko nie jest takim nieszczesciem i wstrzasem jak dla niej. Babunia sie starzeje, Gabie sie nie chce, przyda sie zmienniczka do obrabiania rodziny i chalupy. Gdyby Fryc nie wrocil i nie zabral Rozy z Rusfelta, zostalaby rodzinnym sloneczkiem, betonem bis i boginia z patelnia te czternascie lat wczesniej, po prostu.
                            • ako17 Re: Pułapka biologiczna II 12.12.25, 11:45
                              tt-tka napisała:


                              > U borejkow zawsze. Starzy, jak slusznie przypomniala Macka, tez rozmnazali sie
                              > bezmyslnie, bez warunkow po temu i nie zastanawiajac sie, gdzie i za co wychowa
                              > ja te dzieci - Ygnaca "sytuacja przerosla"

                              Gdzieś było powiedziane, że przerosła?

                              i nadal pracuje, jak pracowal, maja
                              > c czworke zarabia tyle, ile zarabial nie majac zadnego, potem jedno, potem dwoj
                              > e, zadne wymagania go nie dotycza.

                              Tak, pisałaś już kiedyś o tym. I to jest bardzo prawdziwe. Mila MA więcej roboty przy każdym kolejnym dziecku. Ignacy absolutnie nie. Z jego postawy wynika, że równie dobrze mógłby mieć jedno-dwoje albo ośmioro tych dzieci. Jakby to w ogóle nie była jego sprawa.

                              To jest uderzające, jak bardzo, jako rodzic i jedyny żywiciel rodziny, jest ten nasz Ignac niewydolny. Jeśli jego celem życiowym jest czytanie książek (a praca w bibliotece, mimo, że najbliższa jak to możliwe, jego pasji - męczarnią, bo musi tam czytać nie te książki, które chce), to naprawdę, powołanie na ten świat czwórki dzieci, którymi nawet w obliczu domowego kryzysu tatuś nie zamierza poświęcić ani chwili ze swojego cennego czasu, jest, co najmniej, nieodpowiedzialne.

                              >
                              > Co do Rozy - moim zdaniem, i juz to kiedys pisalam, dla rodziny jej ciaza, pote
                              > m dziecko nie jest takim nieszczesciem i wstrzasem jak dla niej.

                              Dla Róży też nie jest. Ma zapewniony wikt i opierunek, dach nad głową i może już do końca życia nic nie robić, poza zajmowaniem się domem, co i tak, do pewnego stopnia, zawsze robiła. Nie musi się uczyć ani pracować zawodowo.
                              • tt-tka Re: Pułapka biologiczna II 12.12.25, 13:04
                                ako17 napisała:

                                Ygnaca "sytuacja przerosla"
                                >
                                > Gdzieś było powiedziane, że przerosła?

                                Tak, w kalamburce. Gdy dzieci gniezdza sie na tych pietrowych lozkach sklepanych przez Kazia, a namiastka odosobnienia sa zaslonki na tych lozkach (uszyte przez Gizele)


                                > Mila MA więcej robot
                                > y przy każdym kolejnym dziecku. Ignacy absolutnie nie. Z jego postawy wynika, ż
                                > e równie dobrze mógłby mieć jedno-dwoje albo ośmioro tych dzieci. Jakby to w og
                                > óle nie była jego sprawa.

                                Bo i nie jest jego, jak widac. Zostal zwolniony z rodzinnych obowiazkow, wzglednie malzonka nigdy nie uwazala tego za jego obowiazek. I TEN Ygnac smie pyszczyc Frycowi, co maz i ojciec powinien rodzinie zapewnic !


                                jeszcze w kwestii zwalania sie na glowe Florom z wystosowanym do Pulpy poleceniem, by meza trzymac w nieswiadomosci, i z decyzja gabona nieuzgodniona bynajmniej z Grzybem, ze od teraz beda mieszkac w ogrodku u Pulpy - to tez nic nowego. Wlasnie czytam (juz pelnoletni) watek Mieszkanie Pyzuni i Fryca i tam mamy Roze mowiaca do miesiecznej Mili, ze Frycek nie wie, ze wlasciwie juz maja domek. Gdzies pod lasem, z nie wiadomo jakim dojazdem, kiedy sie nie ma samochodu, na cudzym gruncie, za cudze pieniadze (Ida wyraznie mowi o pozyczce, nie darowiznie), ktore trzeba bedzie zwrocic - a Pyzunia nawet nie rozwaza OMOWIENIA chocby tego z juz za chwile mezem...
                                • tt-tka Re: Pułapka biologiczna II 12.12.25, 13:22
                                  Nadal o domku Frycow - CP, rok mamy 2004, Pulpa i Flobtry sa mlodym malzenstwem z dwojka dzieci, swiezo splukanym na zakup ziemi, krzewow i wybudowanie domu. Ale "Patrycji dobrze idzie w tym ogrodniczym biznesie", wiec od Patrycji wlasnie Melania zarobkujaca od lat plus minus pietnastu jako bardzo wziety dramaturg pozyczy pieniadze, zeby wladowac je w Pyze.

                                  Ojezuanaszpanie, nie pamietalam, ze to jest AZ TAK IDIOTYCZNE !
                                • kooreczka Re: Pułapka biologiczna II 12.12.25, 13:29
                                  Mowienie, ze sytuacja go przerosla sugeruje, ze probowal sie z nia wziac za bary, poprosic o pomoc, w najgorszym razie- czuc sie źle, ze nie wyszlo. Ignac sprawę olewa, dzieci niech giną, póki on ma spokój
                                  • tt-tka Re: Pułapka biologiczna II 12.12.25, 13:43
                                    Mowienie, ze sytuacja go przerosla jest usprawiedliwieniem nicnierobienia w tej sytuacji (moze treszta odpowiedzia na jakas uwage albo milczacy wyrzut w oczach Trakow) - bo poniewaz WIEMY, ze Ygnac nie bral sie za bary, nie prosil o pomoc, a nawetb ofiarowana przyjmowal z laski i z pretensjami oraz ze nie czul sie z tym zle. Zle to on sie czul co najwyzej z obecnoscia zaradnej i pracowitej Gizeli, od ktorej jego dzieci maja to wszystko, co powinny miec od niego !

                                    i prosze, Gizela zniknela i juz nic nie maci spokoju i samozadowolenia Ygnaca !
                                  • ako17 Re: Pułapka biologiczna II 12.12.25, 14:05
                                    kooreczka napisał:

                                    > Mowienie, ze sytuacja go przerosla sugeruje, ze probowal sie z nia wziac za bar
                                    > y, poprosic o pomoc, w najgorszym razie- czuc sie źle, ze nie wyszlo. Ignac spr
                                    > awę olewa, dzieci niech giną, póki on ma spokój

                                    Kurczaczki, ja miałam niejakie pretensje do Ignaca, że wygenerował czwórkę dzieci, nie mogąc, ani nawet nie chcąc im sprostać, a tymczasem powinnam go pochwalić, że mu się jeszcze z czwóreczka-piąteczka nie przydarzyła. W takim razie, poprzestanie na czterech córkach było ze strony Ignaca naprawdę aktem wielkiej, życiowej odpowiedzialności...
                  • mackakisa Re: Pułapka biologiczna II 12.12.25, 09:03
                    tt-tka napisała:

                    > W takiej, gdzie oddanie wianuszka to jak cie moge, ale przyjecie go to
                    > juz zobowiazanie dozywotnie, a kto nie strzyma, ten cknuk, fuja i fubrawiec.
                    >
                    Tu mi przyszła do głowy jeszcze jedna myśl. Wiem że ludzie chodzą ze sobą do łóżka z rozmaitych powodów i nie zawsze motywem jest miłość. Ale gdybym na miejscu Fryca była i się dowiedziała, że osoba której ufam, którą kocham i dopuszczam do siebie, poszła ze mną do łóżka aby coś ode mnie zyskać, wymusić moje działanie późniejsze, a nie dlatego, że jesteśmy parą i tego chcemy, to bym się czuła paskudnie oszukana i wykorzystana.
                    I wiem, że Róża sama Fryderykowi na teleskop nie wlazła, ale jeśli przyjmiemy, że zrobiła to z wyrachowania, to… bardzo mi go szkoda, tak po prostu.
                    • ako17 Re: Pułapka biologiczna II 12.12.25, 11:30
                      mackakisa napisał(a):


                      > >
                      > Tu mi przyszła do głowy jeszcze jedna myśl. Wiem że ludzie chodzą ze sobą do łó
                      > żka z rozmaitych powodów i nie zawsze motywem jest miłość. Ale gdybym na miejsc
                      > u Fryca była i się dowiedziała, że osoba której ufam, którą kocham i dopuszczam
                      > do siebie, poszła ze mną do łóżka aby coś ode mnie zyskać, wymusić moje działa
                      > nie późniejsze, a nie dlatego, że jesteśmy parą i tego chcemy, to bym się czuł
                      > a paskudnie oszukana i wykorzystana.

                      Słusznie.

                      > I wiem, że Róża sama Fryderykowi na teleskop nie wlazła,

                      No jak nie, jak tak? Sugerujesz, że tam był ktoś trzeci, kto ją posadził? 😁

                      ale jeśli przyjmiemy,
                      > że zrobiła to z wyrachowania, to… bardzo mi go szkoda, tak po prostu.

                      Właśnie. Tymczasem tego w ogóle nikt nie bierze pod uwagę. W ogóle nikt od Róży nie wymaga żadnej odpowiedzialności. Ona wszystko zrobiła dobrze.
                      Pytanie, czy wyrachowanie obejmowało w tym przypadku "tylko" zacieśnienie więzi, czy może również kinder-niespodziankę wydaje się nie do rozstrzygnięcia.
                      • mackakisa Re: Pułapka biologiczna II 12.12.25, 12:37
                        ako17 napisała:

                        >
                        > > I wiem,
                        > No jak nie, jak tak? Sugerujesz, że tam był ktoś trzeci, kto ją posadził? 😁
                        >
                        No, w pewnym sensie tak - frycowa aprobata względem tegoż wchodzenia. 😁

                        > ale jeśli przyjmiemy,
                        > > że zrobiła to z wyrachowania, to… bardzo mi go szkoda, tak po prostu.
                        >
                        > Właśnie. Tymczasem tego w ogóle nikt nie bierze pod uwagę. W ogóle nikt od Róży
                        > nie wymaga żadnej odpowiedzialności. Ona wszystko zrobiła dobrze.
                        > Pytanie, czy wyrachowanie obejmowało w tym przypadku "tylko" zacieśnienie więzi
                        > , czy może również kinder-niespodziankę wydaje się nie do rozstrzygnięcia.
                        >
                        > Otóż to. Wiem, że nie w Borejkolandzie takie pytania, ale aż się ciśnie na usta „Różo, Ty go wykorzystałaś do własnych celów. Chciałaś coś tym seksem ugrać. Jest to zachowanie okropne i nie masz prawa oczekiwać od niego dżentelmeńskiego zachowania, bo sama nie postąpiłaś jak osoba dojrzała i dorosła”.
                        >
              • ako17 Re: Pułapka biologiczna II 12.12.25, 00:43
                przymrozki napisała:


                > Coś tam sobie musiała myśleć, skoro uwiodła Fryca nie zdjęta chucią, tylko z ro
                > zmysłem, chcąc go zatrzymać przy sobie. Jakimś sobie znanym połączeniem musiała
                > wiązać seks z trwałością związku.

                Prawda?
                >
                > No chyba że Róża nakłamała Idzie, a narrator wszechwiedzący nie zdecydował się
                > na sprostowanie kłamstwa

                W życiu w to nie uwierzę.
                • bupu Re: Pułapka biologiczna II 12.12.25, 11:32
                  ako17 napisała:

                  > przymrozki napisała:
                  >
                  >
                  > > Coś tam sobie musiała myśleć, skoro uwiodła Fryca nie zdjęta chucią, tylk
                  > o z ro
                  > > zmysłem, chcąc go zatrzymać przy sobie. Jakimś sobie znanym połączeniem m
                  > usiała
                  > > wiązać seks z trwałością związku.
                  >
                  > Prawda?

                  Pytanie skąd jej się to wzięło. Nie z literatury, bo u Borejkow takich rzeczy się nie czytuje, nie od rodziny, dla której seks to coś do produkcji apgarow. Stąd...

                  > > No chyba że Róża nakłamała Idzie, a narrator wszechwiedzący nie zdecydowa
                  > ł się
                  > > na sprostowanie kłamstwa
                  >
                  > W życiu w to nie uwierzę.

                  ... stąd moje przekonanie, że Róża jednak uwiodła Fryca z nadzieją na dzidziusia, kołaczącą się jej gdzieś pod ciemieniem. Całe jej postępowanie i to, co mówi później, wskazuje na to, że oczekiwała iż Fryc w obliczu ciąży:

                  a) ucieszy się
                  b) oświadczy się
                  c) zrezygnuje z wyjazdu.

                  Nie liczyła na to, że wezmą ślub przed wyjazdem, w takim wypadku bowiem powiedziałaby mu wcześniej, a nie w ostatnim możliwym momencie. Ona wyraźnie traktowała tę ciążę jak asa w rękawie, Fryc jej o wyjeździe, ona mu buch niusem o dzidziusiu, pozamiatane, wyjazdu nie ma. I to ma najbardziej za złe Frycowi. Że jednak wyjeżdża.

                  Tak na marginesie, zwróćcie uwagę, że o pierwszym wyjeździe Fryca wszyscy wiedzieli na kwartał przed samym wyjazdem, tymczasem w CZ każe nam się wierzyć, że po raz drugi wyjechał absolutnie znienacka. Piramidalna bzdura.
                  • ako17 Re: Pułapka biologiczna II 12.12.25, 11:59
                    bupu napisała:

                    > ... stąd moje przekonanie, że Róża jednak uwiodła Fryca z nadzieją na dzidziusi
                    > a, kołaczącą się jej gdzieś pod ciemieniem.

                    I nie potrafiła się do tego przyznać nawet przed rodziną? Nie ufała im, bała się, że powiedzą Fryderykowi?

                    Całe jej postępowanie i to, co mówi
                    > później, wskazuje na to, że oczekiwała iż Fryc w obliczu ciąży:
                    >
                    > a) ucieszy się
                    > b) oświadczy się
                    > c) zrezygnuje z wyjazdu.
                    >
                    > Nie liczyła na to, że wezmą ślub przed wyjazdem, w takim wypadku bowiem powiedz
                    > iałaby mu wcześniej, a nie w ostatnim możliwym momencie. Ona wyraźnie traktował
                    > a tę ciążę jak asa w rękawie, Fryc jej o wyjeździe, ona mu buch niusem o dzidzi
                    > usiu, pozamiatane, wyjazdu nie ma. I to ma najbardziej za złe Frycowi. Że jedna
                    > k wyjeżdża.

                    Tak swoją drogą, to ktokolwiek zadał Róży pytanie, dlaczego ojciec dziecka został poinformowany za pięć dwunasta?

                    >
                    > Tak na marginesie, zwróćcie uwagę, że o pierwszym wyjeździe Fryca wszyscy wiedz
                    > ieli na kwartał przed samym wyjazdem, tymczasem w CZ każe nam się wierzyć, że p
                    > o raz drugi wyjechał absolutnie znienacka. Piramidalna bzdura.

                    To jest opisane tak, jakby wyjazd na stypendium naukowe/ kontrakt do Stanów, był wyjazdem z Poznania do Pobiedzisk. Miałem jechać do Pobiedzisk na weekend, spakowałem torbę i kupiłem bilet na pociąg, ale skoro jesteś w ciąży, to rozpakuję torbę a bilet spróbuję zwrócić.
                  • przymrozki Re: Pułapka biologiczna II 12.12.25, 12:17
                    bupu napisała:

                    > Pytanie skąd jej się to wzięło. Nie z literatury, bo u Borejkow takich rzeczy s
                    > ię nie czytuje, nie od rodziny, dla której seks to coś do produkcji apgarow. St
                    > ąd...

                    No właśnie z czapki jej się to wzięło, najpewniej tej w biedronki, bo było to zupełnie bez sensu. Pozostałe znane nam Borerczęta widzą seks dokładnie odwrotnie - jako coś, co się nie może zdarzyć przed ślubem, jeżeli małżeństwo ma być szczęśliwe i trwałe.

                    > ... stąd moje przekonanie, że Róża jednak uwiodła Fryca z nadzieją na dzidziusi
                    > a, kołaczącą się jej gdzieś pod ciemieniem.

                    Nie bardzo widzę alternatywne wyjaśnienie. No chyba tylko takie, że Róża naprawdę nie wiedziała, skąd się biorą dzieci.

                    > Tak na marginesie, zwróćcie uwagę, że o pierwszym wyjeździe Fryca wszyscy wiedz
                    > ieli na kwartał przed samym wyjazdem, tymczasem w CZ każe nam się wierzyć, że p
                    > o raz drugi wyjechał absolutnie znienacka. Piramidalna bzdura.

                    Albo Fryc nauczony doświadczeniem (kto wie, jakie były okoliczności poczęcia Karola) nie informuje o wyjazdach, bo trzeci raz już nie chce dać się nabrać.
        • kocynder Re: Pułapka biologiczna II 12.12.25, 21:54
          "Róża mogła tak myśleć" - śmiałe założenie... Moim zdaniem "Rurza i myśleć" to oksymoron, coś jak "wysoka etyka prawników"...
    • tt-tka Re: Pułapka biologiczna II 02.12.25, 00:56
      Ja uznalam - zaraz doczytam, co inni/e pisza - ze Fryc sie wsciekl, bo zostal postawiony pod sciana, a to poprzez poinformowanie go w ostatnim momencie. I chyba jednak, tak podejrzewam, Rozy sie jakies konkretne postulaty wyrwaly, a dziadostwu to juz nawet nie podejrzewam, mamy ich spicz.
      • kocynder Re: Pułapka biologiczna II 02.12.25, 06:47
        Ja zawsze miałam wrażenie, że pod tymi teleskopami było coś w rodzaju... Przechodzą już do konkretów nagle Fryca stopuje i pyta "A jeśli wpadniemy?" na co Rurza coś w rodzaju "Nie martw się o to" czy w tym duchu. Co on zrozumiał (logicznie), że nie ma obaw, bo ona zadbała o antykoncepcję, a ona na zasadzie "jak będzie dzidziuś - i oby był - to się pobierzemy i będziemy bawić w dom!". Stąd Fryc poczuł się wprowadzony w błąd. Natomiast poinformowanie go o fakcie nie od razu a na "za pięć dwunasta" było jak najbardziej próbą zastawienia pułapki biologicznej i "ugrania" swojego planu za pomocą parszywego podejścia.
      • bupu Re: Pułapka biologiczna II 02.12.25, 10:44
        tt-tka napisała:

        > Ja uznalam - zaraz doczytam, co inni/e pisza - ze Fryc sie wsciekl, bo zostal p
        > ostawiony pod sciana, a to poprzez poinformowanie go w ostatnim momencie. I chy
        > ba jednak, tak podejrzewam, Rozy sie jakies konkretne postulaty wyrwaly, a dzia
        > dostwu to juz nawet nie podejrzewam, mamy ich spicz.


        Osobiście podejrzewam, że z ust rurzanych padło coś o nie wyjeżdżaniu do USA. Widzę totalnie Fryca na tym balu, który zaczyna snuć rozważania o wyjeździe, na co Róża z błogim uśmiechem "nie ma sensu żebyś wyjeżdżał, jestem w ciąży". Z JT:

        Amant Róży momentalnie ożył.
        – Entuzjastyczny? – krzyknął. – Czy byłem entuzjastyczny?! Właśnie przyznano mi stypendium w Stanach! Zrobiłem dwa lata studiów w rok i co?! – miałbym teraz to wszystko poświęcić?! Przecież ja nawet nie zarabiam! Mieszkam kątem u rodziców, w bloku! Nie mam teraz czasu i możliwości na zakładanie rodziny.


        W tym momencie stare Boreje jeszcze słowem nie pisneły o tym, że Fryc nie powinien wyjeżdżać, wynika mi z tego zatem, że ktoś inny od niego tego właśnie oczekiwał. Fryc przecież nie wpadłby na taki pomysł sam z siebie, raczej kombinowałby jak to wszystko pożenić, stypendium, karierę naukową i dzidziusia. Widzę w tym rączkę Róży.
        • tt-tka Re: Pułapka biologiczna II 02.12.25, 12:37
          bupu napisała:


          > Osobiście podejrzewam, że z ust rurzanych padło coś o nie wyjeżdżaniu do USA (...)

          > W tym momencie stare Boreje jeszcze słowem nie pisneły o tym, że Fryc nie powin
          > ien wyjeżdżać, wynika mi z tego zatem, że ktoś inny od niego tego właśnie oczek
          > iwał. Fryc przecież nie wpadłby na taki pomysł sam z siebie, raczej kombinowałb
          > y jak to wszystko pożenić, stypendium, karierę naukową i dzidziusia. Widzę w ty
          > m rączkę Róży.


          No wiec dokladnie. "Jak to jedziesz, przeciez musimy sie pobrac!", cos w tym rodzaju.
          I gdyby powiedziala mu to wczesniej, a nie trzy dni przed jego wyjazdem, bylby czas na to, by po pierwszym szoku oprzytomniec i cos dogadac, a moze nawet wziac ten slub. Ale wlasnie tego czasu Fryc od Rozy nie dostal.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka