ako17
28.11.25, 21:53
Zainspirowało mnie kilka wypowiedzi w tym zacnym wątku:
forum.gazeta.pl/forum/w,25788,147240536,147240536,Co_mial_na_mysli_Fryderyk_.html?so=1
Rozważam pojęcie pułapki biologicznej.
Czy to, co zrobiła Róża, można tak określić?
Moim zdaniem - nie.
Pułapką jest, według mnie, świadome wrobienie mężczyzny w poczęcie, którego on nie chce, nie planuje.
Przykładem pułapki jest np. stosunek jak w "Świat według Garpa". Byłoby to również solenne zapewnienie Fryderyka przez Różę, że ma dni "niepłodne" (mając "płodne"), lub ukradkowe przekłucie przez nią prezerwatywy.
Tymczasem mamy tu trochę co innego. Pyza bierze się za teleskop, w nadziei, że to ją zbliży do Fryderyka, który chyba zaczyna jej się powoli wymykać. Nie ma natomiast mowy o tym, że ona robi to w celu poczęcia. Przynajmniej deklaratywnie. Ona robi to w celu zacieśnienia ich więzi, żeby Fryc nie zapomniał o niej przez 5 miesięcy po lewej stronie Atlantyku.
Słowa Fryderyka "Róża mnie nie uprzedziła, że może zajść w ciążę" nie są równoważne z "Róża mnie zapewniła, że nie może zajść w ciążę". Zatem nieszczęsny świerzop jednak powinien się liczyć z tej ciąży możliwością.
Być może to go wstrzymywało przed wcześniejszym nawiązaniem stosunków seksualnych z koleżanką Różą - nie wydaje mi się, by dziecko w jego wczesnych latach 20-tych było dla niego priorytetem. Być może nie myślał o potomstwie w ogóle, albo odkładał to na czas późniejszy.
Ale sądzę, że bliższym prawdzie powodem jego wstrzemięźliwości nie był strach przed zostaniem ojcem, raczej brak rozbudowanych potrzeb seksualnych, lub też zanikające zafascynowanie Różą, które też i nigdy chyba nie miało mocnego tła fizycznego.
To jest facet, który tak naprawdę raczej w ogóle nie zamierzał rozpoczynać pożycia ze swoją dziewczyną. Jej niejasny status w oczach jego rodziny + ścisłe wyliczanie spędzonego razem czasu świadczy o tym, że chyba, wbrew zaręczynom popełnionym dobre 5-6 lat wcześniej, nie myślał o niej jakoś poważnie w kontekście "nie wyobrażam sobie dalszego życia bez Pyziakówny". Facet, który się na to rozpoczęcie pożycia raczej zgadza, niż go pragnie, nagle dostaje po łbie na 3 dni przed planowanym od dawna wyjazdem, kinder-niespodzianką.
Wyobrażam sobie, że mógł się ostro wkurzyć, nie tylko o sam fakt, że powołał do życia nowego człowieka, co nijak nie było jego zamiarem, ale też i o to, że został o tym powiadomiony w czasie, w którym nie mógł niczego w związku z powyższym przedsięwziąć.
Prawdą jest, że nigdzie (chyba - nie dam sobie uciąć ani kawałka palca u nogi za to) nie pojawia się bezpośrednie oczekiwanie rezygnacji ze stypendium przez Fryca.
To, czego Róża (znowu - chyba) oczekiwała, to reakcja w tonie: och, kurcze, nie spodziewałem się, ale to jest w sumie wspaniała wiadomość. Jak wrócę, to się pobierzemy. Jak najszybciej. Nawet dobrze, że teraz mam to stypendium, będzie podstawa do budowania wspólnej przyszłości po powrocie, będę mógł nam zapewnić lepszą bazę i stabilność życiową jako nowej rodzinie. Szkoda, że mnie nie będzie przy tobie przez większość ciąży, ale zostawiam cię otoczoną kochającą rodziną i moja, jakby co, też na pewno zawsze ci pomoże, żebyś się czuła bezpieczna i kochana. Jak się czujesz tak w ogóle w tej ciąży?
Reakcja Fryderyka była zupełnie inna, i chociaż, jak próbuje nas przekonać autorka, tekst o pułapce biologicznej był nieuzasadniony, bo cel zbliżenia był inny, to trzeba przyznać - to co Róża wykonała, było w przedstawionych okolicznościach tej pułapce biologicznej naprawdę bliskie. Nie wiemy nic o zabezpieczeniach, przedsięwziętych przez stronę inicjującą (strona poddająca się inicjacji miała pełne prawo nie mieć zabezpieczeń), a przecież:
a. Róża musi sobie zdawać sprawę, że ciąża jest co najmniej możliwa. Tak, Fryderyk też. Jeśli nie chciał konsekwencji, powinien był dopytać.
b. Róża powinna zdawać sobie sprawę, że dziecko nie jest w ogóle priorytetem Fryca (w sumie, ona też nie jest jego życiowym priorytetem)
c. Akt płciowy został zaplanowany, to nie był nagły i niekontrolowany pożar zmysłów.
Tym niemniej, Fryderyk chyba nie zdaje sobie sprawy z tych wszystkich niuansów, zwłaszcza celu tego aktu. Trudno mi sobie wyobrazić, by Róża mu powiedziała: Fryderyku, odbądźmy stosunek płciowy, aby więź między nami stała się silniejsza, dzięki czemu nie zapomnisz o mnie w Ameryce. On nie był świadom jej intencji. A to właśnie intencja odróżnia tytułową pułapkę biologiczną od jej braku.
Z drugiej strony, para prowadzająca się razem przez dobrych kilka lat, a nie znająca wzajemnie swoich życiowych priorytetów i planów na życie (on: kariera naukowa, ona: dzieciątko i małżeństwo) jest mało wiarygodna. Po co Róża była z Frycem tyle lat, skoro, według wszystkich znaków na niebie i ziemi, on nie był dla niej odpowiednim partnerem? Czy może oni jednak naprawdę ze sobą nie rozmawiali o sprawach życiowych i o tym, jak widzą swoje przyszłe życie - razem lub osobno?
O kolejnej stronie zagadnienia mówi moja nowa sygnaturka ;). Skoro Róża uważała, że pułapka biologiczna to jest takie konkretne COŚ, a ona nie zrobiła żadnej konstrukcji z drutu, sznurka i sieci, to znaczy, że nie zastawiła. Ale, droga Różo, godna i majestatyczna, biologia sama nie zadziała. Zadziałała, bo stworzyłaś jej do tego warunki. Biologia nie rozumie, czy twoim celem był seks bez poczęcia, czy z poczęciem.
Reasumując: według mnie, Róża pułapki biologicznej na Fryca może i nie zastawiła.
Jednak Fryc z kolei mógł był ją o tę pułapkę biologiczną posądzać.
Co sądzicie?