pippi5
06.04.06, 10:58
Chcialabym poruszyc moim zdaniem bardzo wazny problem. Nikt z was
jak dotad o tym nie wspomnial. Czy nie wydaje sie wam, ze postac Grzegorza -
meza gabrysi i ojczyma dziewczynek, jest pomijana. To mi juz od dawna zakrawa na
parodie - jezeli nie mezczyzny to przynajmniej realizmu: facet mieszkajacy w tym
samym niewielkim mieszkaniu pojawia sie z rzadka, przemyka jak cien i KOMPLETNIE
nie bierze udzialu w wychowaniu pasierbic!!! jezeli to umyslny zabieg autorki
to ta postac jest straszna! Co z tego ze kocha zone i holubi synka, jezeli nie
pomaga, nie wspiera w najwazniejszych zyciowych problemach - przykladem jest
chocby ciaza róży. Czy to wlasciwe i normalne, zeby starszy pan, dziadek
borejko, ktory niewatpliwie jest autorytetem byl jednakze jedynym meskim
oparciem dla osamotnionej dziewczyny, z ktora powinien byc bardzo zwiazany jako
kochajacy opiekun?? To jest niezdrowa sytuacja, i nie pojmuje czemu sie sam tak
odsuwa badz tez marginalizuje go ta dobra i ciepla, ale z silnymi odruchami
klanowymi rodzina.